s.monika1 05.09.02, 13:15 czy dyrektor szkoły ma prawo kazać usunąć uczniowi dredy? jakie zapisy prawne są po stronie uczniów w tej sprawie? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
magdalena.wantola Re: dredy 16.09.02, 14:34 Nie ma prawa, chyba ze statut szkoły zakazuje dredów - jesli nie - co nie jest zabronione jest dozwolone. Odpowiedz Link Zgłoś
n-l Niezupełnie 11.11.02, 02:30 Wystarczy, że statut szkoły zawiera sformułowanie: Uczeń ma obowiązek ubierać i nosić się schludnie, stosownie do miejsca, wieku i okoliczności. Ocena zaś, czy spełnione są te warunki, należy wyłącznie do nauczyciela. Bez zapisu w statucie też bym zabronił. Uważam, jako osoba dorosła, że dredy nie są normą estetyczną w naszym społeczeństwie. Dla dobra ucznia zabroniłbym, bo ewentualny szef na rozmowie kwalifikacyjnej także może nie spojrzy na to przychylnym okiem. A ja mam za zadanie przygotować ucznia do życia w dorosłym społeczeństwie. Prawo oświatowe nie zabrania mi zabraniać takich rzeczy. Mam swoje prawa. Jestem nauczycielem. A uczniowie jeszcze polską szkołą nie kierują i nie ustalają w niej zasad. Odpowiedz Link Zgłoś
avild Re: Niezupełnie 14.11.02, 09:56 z całym szacunkiem... "Nikogo nie można zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje" (Art 31, Rozdz. II, Konstytucja RP). Wydaje mi się że pan dosyć swobodnie traktuje prawa o szkolnictwie i prawa statutowe, a prawa te są złe, niesprecyzowane i z tego tytułu pozwalają na liczne nadużycie i tzw. "nadinterpretacje". Z tego co zrozumiałam jest pan pedagogiem (a może się mylę?) i skrupulatnie korzysta pan z powyższych możliwości, jakie daje nam złe prawo. Ma pan prawo do własnych sądów i opinii, może pan zabronić noszenia dredów własnym dzieciom, ale uczniom w szkole może pan jedynie zwrócić uwagę i wyrazić swoje zdanie. Na litość boską, nie jesteśmy już państwem totalitarnym, gdzie każdy musi chodzić w uniformie lub fartuszku, respektujemy prawa człowieka, a o ile dobrze pamiętam to gwarantują one pełną swobodę w zakresie osobistych upodobań, czy chodzi o modę, czy o fryzurę lub makijaż. Uczęszczałam do szkoły w której nauczycielem fizyki był transwestyta (autentycznie), mimo że wielu nauczycieli i rodziców uznawało to za "demoralizujące" (mam wrażenie, że pan podpisałby się pod tą opinią), szkoła uznawała jego prawo do wolności osobistej i nie dyskryminowała go (a przecież, idąc za pańską opinią, mężczyzna teoretycznie nie powinien zapuszczać włosów, nosić spódnic i staników, a już tym bardziej nie w szkole)... Gdyby uczniowie nie byli tak zmęczeni tą walką z wiatrakami, indywidualnymi upodobaniami nauczycieli i żmudnym procesem dochodzenia swoich praw, bez gwarancji, że nie odbije się to później na ich życiu szkolnym, mielibyśmy mnóstwo pozwów związanych z naruszeniem nietykalności osobistej (ze mną miałby pan kłopot na pewno, hehe:) pozdrawiam wszystkich, którzy walczą o prawo do własnej indywidualności Odpowiedz Link Zgłoś
n-l Niezupełnie po raz kolejny 14.11.02, 11:45 avild napisała: > "Nikogo nie można zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje" (Art > 31, Rozdz. II, Konstytucja RP). Szanowna Młoda Damo! Art. 31. ust. 3 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej: Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Art. 4 Ustawy o systemie oświaty: Nauczyciel w swoich działaniach dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych ma obowiązek kierować się dobrem uczniów, troską o ich zdrowie, postawę moralną i obywatelską z poszanowaniem godności osobistej ucznia. Art. 6 Karty nauczyciela: Nauczyciel zobowiązany jest rzetelnie realizować zadania związane z powierzonym mu stanowiskiem oraz podstawowymi funkcjami szkoły: dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą […], dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich […] Art. 12.2 Karty nauczyciela: Nauczyciel[...] ma prawo do swobody stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne […] Artykuł 10 KONWENCJi O OCHRONIE PRAW CZŁOWIEKA I PODSTAWOWYCH WOLNOŚCI WOLNOŚĆ WYRAŻANIA OPINII (potraktujmy wygląd zewnętrzny jako manifestację poglądów) 1. Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii [...]. 2. Korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez ustawę i niezbędne w społeczeństwie demokratycznym w interesie bezpieczeństwa państwowego, integralności terytorialnej lub bezpieczeństwa publicznego ze względu na konieczność zapobieżenia zakłóceniu porządku lub przestępstwu, z uwagi na ochronę zdrowia i moralności, ochronę dobrego imienia i praw innych osób oraz ze względu na zapobieżenie ujawnieniu informacji poufnych lub na zagwarantowanie powagi i bezstronności władzy sądowej Artykuł 29 POWSZECHNEJ DEKLARACJI PRAW CZŁOWIEKA (1) Każdy człowiek ma obowiązki wobec społeczeństwa, bez którego niemożliwy jest swobodny i pełny rozwój jego osobowości. (2) W korzystaniu ze swoich praw i wolności każdy człowiek podlega jedynie takim ograniczeniom, które są ustalone przez prawo wyłącznie w celu zapewnienia właściwego uznania i poszanowania praw i wolności innych i w celu uczynienia zadość słusznym wymogom moralności, porządku publicznego i powszechnego dobrobytu w demokratycznym społeczeństwie. Deklaracja Praw Dziecka Zasada 7: [...]Dziecko powinno otrzymać takie wychowanie, które podnosi jego kulturę ogólną i umożliwia mu, w warunkach równych szans, rozwinięcie swych zdolności, wyrobienie zdrowego rozsądku oraz poczucia odpowiedzialności moralnej i społecznej, a także stanie się pożyteczną jednostką społeczeństwa. (…)Dziecku należy dać wszelkie możliwości do zabaw i rozrywek, które powinny zmierzać do tych samych celów, co nauka(…). Konwencja o prawach dziecka Art. 12. Państwa-Strony zapewniają dziecku(…) prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów we wszystkich sprawach dotyczących dziecka, przyjmując je z należytą uwagą, STOSOWNIE DO WIEKU ORAZ DOJRZAŁOŚCI DZIECKA (podkr. moje). Załącznikiem do Konwencji są zastrzeżenia sformułowane podczas jej ratyfikacji przez Parlament, m.in. poniższa deklaracja: Rzeczpospolita Polska uważa, że wykonania przez dziecko jego praw określonych w Konwencji, w szczególności praw określonych w artykułach od 12 do 16 [czyli o swobodzie wyrażania poglądów, ingerencji w życie prywatne i korespondencję] dokonuje się z poszanowaniem władzy rodzicielskiej, zgodnie z polskimi zwyczajami i tradycjami dotyczącymi miejsca dziecka w rodzinie i POZA RODZINĄ (podkr. moje). Polskie prawo - jak widzisz - w celu wzmocnienia wychowawczej kontroli nad nieletnimi - przewidziało, prócz rodziców, jeszcze trochę osób, których trzeba słuchać i poddać się ich "władzy". Są to m.in. nauczyciele, wychowawcy kolonijni, opiekunowie w internatach, a nawet obcy ludzie bez wykształcenia pedagogicznego zatrudnieni przez szkołę np. jako opiekunowie w czasie dowozu do szkół czy na wycieczkach szkolnych. "Szczególna" troska o nieletnich, jaką wykazuje tu ustawodawca, ma na celu to, aby w społeczeństwie panował porządek, ma na celu również zapobieganie przestępstwom poprzez wpojenie dzieciom i młodzieży określonych zasad moralnych. Każdy dorosły oczywiście ma nieco inne poglądy i będzie wpajał Wam być może nieco inne wartości. Ma jednak do tego prawo; w przypadku osób zatrudnionych przez państwo wymagania te nie mogą być tylko jawnie sprzeczne z duchem prawa oświatowego. Zatem z osobami tymi - jeśli ich wymagania są "dla Waszego dobra" - możecie dyskutować i starać się przekonać do swoich racji, ale jeśli to się nie uda, trzeba się po prostu zastosować. > może pan zabronić noszenia dredów własnym dzieciom, > ale uczniom w szkole może pan jedynie zwrócić uwagę i wyrazić swoje zdanie. Nie wiem, skąd to przekonanie. Gdyby rygorystycznie interpretować cytowany przez Ciebie fragment Konstytucji, to i rodzic nie ma do tego prawa :-))) Uprawnienia nauczyciela wzorowane są na władzy rodzicielskiej, zgodnie z polskim prawem zwyczajowym. > nie jesteśmy już państwem totalitarnym, gdzie każdy musi chodzić > w uniformie lub fartuszku, respektujemy prawa człowieka, a o ile dobrze > pamiętam to gwarantują one pełną swobodę w zakresie osobistych upodobań, czy > chodzi o modę, czy o fryzurę lub makijaż. Wymóg szkół co do ubioru, wyglądu zewnetrznego i odpowiedniego zachowania nie ma nic wspólnego z totalitaryzmem. Nie operujmy tu stereotypami i kliszami myślowymi. Jednolite stroje szkolne i tarcze - od czego ku mojemu ubolewaniu odeszliśmy - były (i nadal są w niektórych szkołach) m.in. skutecznym środkiem walki z przestępczością i demoralizacją nieletnich. > Uczęszczałam do szkoły w której > nauczycielem fizyki był transwestyta (autentycznie), mimo że wielu nauczycieli > i rodziców uznawało to za "demoralizujące" (mam wrażenie, że pan podpisałby się > pod tą opinią), szkoła uznawała jego prawo do wolności osobistej i nie > dyskryminowała go (a przecież, idąc za pańską opinią, mężczyzna teoretycznie > nie powinien zapuszczać włosów, nosić spódnic i staników, a już tym bardziej > nie w szkole)... Jako dyrektor nie miałbym nic do życia prywatnego nauczycieli, pod warunkiem że nie popełniają przestępstwa i nie manifestują swoich wątpliwych moralnie upodobań w szkole, a od powierzonych ich oddziaływaniom uczniów wymagają właściwej postawy. Jako rodzic zaś skarżyłbym tę szkołę. Nauczyciel taki musiałby odejść. > Gdyby uczniowie nie byli tak zmęczeni tą walką z wiatrakami, > indywidualnymi upodobaniami nauczycieli i żmudnym procesem dochodzenia swoich > praw, bez gwarancji, że nie odbije się to później na ich życiu szkolnym, > mielibyśmy mnóstwo pozwów związanych z naruszeniem nietykalności osobistej (ze > mną miałby pan kłopot na pewno, hehe:) Zapewniam Cię, że Twojej "nietykalności cielesnej" na pewno nie naruszałbym :-) Do indywidualnych upodobań i wymagań nauczycieli, jeśli są one zgodne z prawem i zdrowym rozsądkiem, musicie się po prostu przystosować. Gdzie dzieci rządzą, tam dorośli błądzą. Pozdrawiam i gratuluję znajomości prawa, umiejętności kulturalnego i pięknego wyrażania swoich myśli oraz umiejętności prowadzenia dyskursu. Odpowiedz Link Zgłoś
avild Niezupełnie: Niezupełnie po raz kolejny cz 1 14.11.02, 14:29 n-l napisał: Szanowny (Młody/Niemłody) Nauczycielu! :) > Szanowna Młoda Damo! A to dopiero komplement! :))) > Art. 31. ust. 3 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej: > Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być > ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym > państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony > środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. > Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. W pełni się zgadzam z tym zapisem, aczkolwiek nie uważam, że dredy mogłyby zagrażać bezpieczeństwu, porządkowi publicznemu, środowisku, zdrowiu lub wolności i praw innych osób :))) Przy moralności publicznej zatrzymałabym się na chwilkę, ponieważ uważam, że jest to pojęcie odrobinę relatywne. Niektóre pojęcia, tak jak np. ekscibicjonizm, są jednoznacznie postrzegane, nawet przez prawo, jako nielegalne i podlegające odpowiedniej karze. Natomiast istnieje wiele zachowań względnych - prosty przykład - całowanie się "niepełnoletniej" pary w szkole lub na ulicy bywa postrzegane jako niemoralne, a tu wchodzi już kwestia indywidualnego odbioru. Niestety nie spotkałam się z jednoznacznym zapisem prawnym, który określałby granice "moralności publicznej", który mógłby ograniczyć ilość nadużyć. > Art. 4 Ustawy o systemie oświaty: > Nauczyciel w swoich działaniach dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych > ma obowiązek kierować się dobrem uczniów, troską o ich zdrowie, postawę > moralną i obywatelską z poszanowaniem godności osobistej ucznia. Tu podkreśliłabym: "z poszanowaniem godności osobistej ucznia" > Art. 6 Karty nauczyciela: > Nauczyciel zobowiązany jest rzetelnie realizować zadania związane z > powierzonym mu stanowiskiem oraz podstawowymi funkcjami szkoły: dydaktyczną, > wychowawczą i opiekuńczą […], dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych > i obywatelskich Hmm.. i znów pojawia się niejasna kwestia moralności - czy "ostry" makijaż może być niemoralny? A tatuaż? Czy szkoła może nakazać uczniowi jego usunięcie? :))) > Art. 12.2 Karty nauczyciela: > Nauczyciel[...] ma prawo do swobody stosowania takich metod nauczania i > wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne > nauki pedagogiczne […] Dlatego właśnie uważam, że każdy nauczyciel powinien być zobowiązany do pojęcia odpowiedniego kursu pedagogicznego (niestety nie zawsze nauczyciel = pedagog) oraz przejścia odpowiednich testów psychologicznych :))) > Artykuł 10 KONWENCJi O OCHRONIE PRAW CZŁOWIEKA I PODSTAWOWYCH WOLNOŚCI > > WOLNOŚĆ WYRAŻANIA OPINII (potraktujmy wygląd zewnętrzny jako manifestację > poglądów) > 1. Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii [...]. > 2. Korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i > odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, > ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez ustawę i niezbędne w > społeczeństwie demokratycznym w interesie bezpieczeństwa państwowego, > integralności terytorialnej lub bezpieczeństwa publicznego ze względu na > konieczność zapobieżenia zakłóceniu porządku lub przestępstwu, z uwagi na > ochronę zdrowia i moralności, ochronę dobrego imienia i praw innych osób oraz > ze względu na zapobieżenie ujawnieniu informacji poufnych lub na > zagwarantowanie powagi i bezstronności władzy sądowej Na ten temat już wypowiedziałam się na samym początku tego postu. > Artykuł 29 POWSZECHNEJ DEKLARACJI PRAW CZŁOWIEKA > (1) Każdy człowiek ma obowiązki wobec społeczeństwa, bez którego niemożliwy > jest swobodny i pełny rozwój jego osobowości. > (2) W korzystaniu ze swoich praw i wolności każdy człowiek podlega jedynie > takim ograniczeniom, które są ustalone przez prawo wyłącznie w celu zapewnienia > właściwego uznania i poszanowania praw i wolności innych i w celu uczynienia > zadość słusznym wymogom moralności, porządku publicznego i powszechnego > dobrobytu w demokratycznym społeczeństwie. "podlega JEDYNIE" > Deklaracja Praw Dziecka > Zasada 7: > [...]Dziecko powinno otrzymać takie wychowanie, które podnosi jego kulturę > ogólną i umożliwia mu, w warunkach równych szans, rozwinięcie swych zdolności, > wyrobienie zdrowego rozsądku oraz poczucia odpowiedzialności moralnej i > społecznej, a także stanie się pożyteczną jednostką społeczeństwa. (…)Dzi > ecku > należy dać wszelkie możliwości do zabaw i rozrywek, które powinny zmierzać do > tych samych celów, co nauka(…). > Konwencja o prawach dziecka > Art. 12. > Państwa-Strony zapewniają dziecku(…) prawo do swobodnego wyrażania własny > ch > poglądów we wszystkich sprawach dotyczących dziecka, przyjmując je z należytą > uwagą, STOSOWNIE DO WIEKU ORAZ DOJRZAŁOŚCI DZIECKA (podkr. moje). Chciałabym zauważyć jeden drobny fakt: dziecko w wieku 16,17,18 , lat nie jest już dzieckiem w dosłownym słowa tego znaczeniu. Oczywiście, że z punktu widzenia prawa jest nim do czasu ukończenia 18 lat lub zawarcia związku małżeńskiego, a w przypadku alimentów - do czasu ukończenia nauki, w tym też studiów (o ile dobrze pamiętam jest to ograniczenie wiekowe do lat 24). Jednak praktyka pokazuje coś zupełnie innego. To nie są już dzieci, ale MŁODZIEŻ, która chce i pragnie kształtować siebie (także zewnętrznie). Podchodzi pod to wiele aspektów psychologicznych, których nie sposób teraz przytoczyć. > Załącznikiem do Konwencji są zastrzeżenia sformułowane podczas jej ratyfikacji > przez Parlament, m.in. poniższa deklaracja: > Rzeczpospolita Polska uważa, że wykonania przez dziecko jego praw określonych w Konwencji, w szczególności praw określonych w artykułach od 12 do 16 [czyli o > swobodzie wyrażania poglądów, ingerencji w życie prywatne i korespondencję] > dokonuje się z poszanowaniem władzy rodzicielskiej, zgodnie z polskimi > zwyczajami i tradycjami dotyczącymi miejsca dziecka w rodzinie i POZA RODZINĄ > (podkr. moje). "dotyczącymi MIEJSCA" > Polskie prawo - jak widzisz - w celu wzmocnienia wychowawczej kontroli nad > nieletnimi - przewidziało, prócz rodziców, jeszcze trochę osób, których trzeba > słuchać i poddać się ich "władzy". Tak, np. pan policjant, kurator sądowy, straż miejska, kontroler biletów w autobusie :))) Jest bardzo wiele takich osób, których władzy muszą się poddawać nie tylko dzieci, ale i osoby pełnoletnie. Niestety, mamy taką sytuację w kraju, gdzie ta władza często jest nadużywana lub staje się częścią mechanizmu korupcji. Są to m.in. nauczyciele, wychowawcy > kolonijni, opiekunowie w internatach, a nawet obcy ludzie bez wykształcenia > pedagogicznego zatrudnieni przez szkołę np. jako opiekunowie w czasie dowozu do szkół czy na wycieczkach szkolnych. Tak, widzę to i jestem przerażona. Niestety jest wiele osób, którym nigdy nie powinno się zawierzyć opieki nad dziećmi (np. pijani kierowcy gimbusów), ponieważ może to pozostawić trwałe ślady na psychice "dzieci" Odpowiedz Link Zgłoś
n-l Małe uzupełnienie 14.11.02, 16:54 Droga Pani! No cóż, przedstawiliśmy swoje poglądy i bardzo dobrze. Mam jednak wrażenie, że każde z nas pozostanie przy swoich :-). > W pełni się zgadzam z tym zapisem, aczkolwiek nie uważam, że dredy mogłyby > zagrażać bezpieczeństwu, porządkowi publicznemu, środowisku, zdrowiu lub > wolności i praw innych osób :))) Przy moralności publicznej zatrzymałabym się > na chwilkę, ponieważ uważam, że jest to pojęcie odrobinę relatywne. Niektóre > pojęcia, tak jak np. ekscibicjonizm, są jednoznacznie postrzegane, nawet przez > prawo, jako nielegalne i podlegające odpowiedniej karze. Natomiast istnieje > wiele zachowań względnych - prosty przykład - całowanie się "niepełnoletniej" > pary w szkole lub na ulicy bywa postrzegane jako niemoralne, a tu wchodzi już > kwestia indywidualnego odbioru. Niestety nie spotkałam się z jednoznacznym > zapisem prawnym, który określałby granice "moralności publicznej", który > mógłby ograniczyć ilość nadużyć. To nie ten poziom ogólności. Tu chodzi o zasadę wyższego poziomu. Prawa obywatelskie nieletnich ze względu na ich niedojrzałość są ograniczone. Ustanawia się nad dziećmi kontrolę: rodzice ze swoją władzą rodzicielską i obowiązkiem pieczy nad dzieckiem oraz szeroko rozumiani nauczyciele, mający również prawa do wychowywania i opieki. Nie określa się przy tym w prawie szczegółowych metod sprawowania tychże funkcji społecznych, bo jest to niemożliwe. Nawet dokładne wymagania co do obowiązków ucznia zostawia się do uregulowania w statutach szkół, ufając nauczycielom jako ludziom po prostu. Najważniejsze jest tu to, że jako rodzic czy nauczyciel mam prawo - kierując się moim oglądem sytuacji i moimi przekonaniami moralnymi i estetycznymi - zabronić uczniowi noszenia dredów, a żaden sąd nawet nie może mi tego odmówić. Mam prawo również użyć wszelkich metod wychowawczych - prócz bicia - aby uczeń dostosował się do moich wymagań. >Tu podkreśliłabym: >"z poszanowaniem godności osobistej ucznia" Nie narusza to tejże. >niestety nie zawsze nauczyciel = pedagog Tu dotknęłaś ważnego problemu, którego jednak nie demonizujmy. Jeśli działania nauczyciela nie przynoszą naprawdę zgubnych skutków, nie zostawiają w psychice dziecka trwałych i jednoznacznie negatywnych śladów (bo z problemami tzw. "życia codziennego" i samym faktem, że inni ludzie mogą mieć inne zdanie, dziecko musi sobie nauczyć radzić), jeśli nauczyciel nie popełnia rażących błędów metodycznych i wychowawczych, wszystko jest w porządku. Rodzice również nie kończą specjalnych kursów. Wystarczy z jednej strony kierować się miłością do dziecka, z drugiej strony konsekwentnie od niego wymagać i nakładać określone obowiązki, a będzie dobrze. Nawet "normalni" rodzice nie są idealni i popełniają błędy, dziecku z tego powodu korona z głowy nie spadnie. Oczywiście mówię w sensie czysto ludzkim, z zastrzeżeniem, że od nauczyciela można i trzeba wymagać więcej, przede wszystkim w sferze dydaktyki jednak; od wychowania są głównie rodzice. > To nie są już dzieci, ale MŁODZIEŻ, która chce i pragnie kształtować siebie > (także zewnętrznie). Tu zgoda, praca z młodzieżą wymaga innych metod, wymaga uwzględnienia ich większej - no, nie zawsze :-) - dojrzałości (nawiasem mówiąc o swojej "dorosłości" młodzież jakoś głośno nie krzyczy, gdy mowa o obowiązkach). Ze smutkiem stwierdzam jednak, że niewątpliwą winą rodziców ostatnimi czasy jest to, że nauczyciele w szkołach średnich dostają pod opiekę coraz gorszych statystycznie uczniów, a młodzieńczy bunt nie przejawia się jak jeszcze niedawno paleniem papierosów w szkolnej ubikacji. W szkołach coraz więcej jest po prostu narkomanów i przestępców, z którymi - skrępowani ich rzekomymi prawami i wolnościami obywatelskimi - nauczyciele nie bardzo sobie radzą. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Jeśli rodzice nie wpajają zasad od maleńkości, potem już często nic już nie można zrobić. Nie znaczy to jednak, że nie trzeba próbować. Bez strachu, że rzecznik praw dziecka o byle co wsiądzie nam na głowę. Ludzie dorośli dziś często w praktyce mają mniejsze prawa niż dzieci. Bo gdy jadą na wczasy, o 22.00 muszą zachować ciszę nocną. Młodzież zaś na wycieczkach chciałaby całonocnych zabaw (że użyję tego eufemizmu) i co najgorsze potrafi coraz częściej to osiągnąć. Dopiero, gdy zdarzy się śmiertelny wypadek, szuka się kozła ofiarnego, którym zostaje wtedy nauczyciel, chociaż jeszcze w przeddzień pyskaci rodzice krzyczeli: młodzież musi się wyszaleć. > A czy prawo oświatowe nie gwarantuje uczniom swobody rozwoju? Nie uważa Pan, że mówienie im jak się mają ubierać ogranicza tę swobodę? Swobody rozwoju na pewno nie. Swobodę tak - i jest to słuszne. > Ostatnio pewnien katecheta molestował uczniów "dla ich dobra".. Nie, to nie było dla ich dobra. > Prawo zwyczajowe istnieje jedynie w Wielkiej Brytanii Nieprawda, polskie sądy także biorą pod uwagę zwyczaje panujące w danym środowisku. Tu jeszcze w sukurs przychodzi teoria wychowania. Znalazłoby się trochę cytatów na poparcie takich działań. > Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami Tak, WSZYSCY rodzice. A więc nauczyciel musi stać na straży ogólnie przyjętych w społeczeństwie norm, bo tego wymagają od szkoły "normalni" rodzice, którzy nie życzą sobie, aby ich dziecko w szkole przebywało w towarzystwie czubatych, dredowatych, nosokolczykowatych (Pani wybaczy, nie jest to norma estetyczna), papierosowatych, alkoholowatych itd. Zauważmy, że niecodzienny wygląd zewnętrzny jest najczęściej sygnałem, że dziecko w ogóle nie zamierza się stosować do wymaganych zasad. > Bo w takim fartuszku trudniej jest ukryć paczkę papierosów? Wybaczy mi Pan, > ale nie znam statystyk, które by to potwierdzały - bazujmy na faktach! Moim > zdaniem to zabija indywidualizm, kreatywność i ogranicza szanse rozwoju > młodego człowieka. Nie dlatego. Dlatego, że na ulicy uczeń nie jest anonimowy i w przypadku demoralizacji od razu widać, do której szkoły chodzi. Indywidualizm zabija również obowiązek kasowania biletów, noszenia ubrań, zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych, obowiązek finansowania dzieci do czasu ukończenia studiów, nawet jak okażą się wyrodne i samolubne (to oczywiście nie przytyk osobisty - są takie przypadki) oraz wiele innych rzeczy. Szczęśliwy jest ten, kto swoją wolność umie pogodzić z oczekiwaniami innych. > Prawdopodobnie przegrałby Pan, ponieważ: > "1.Wszyscy wobec prawa są równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania > przez władze publiczne. > 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, SPOŁECZNYM lub > gospodarczym z JAKIEJKOLWIEK PRZYCZYNY" ("Konstytucja", Rozdz. II, Art.32 Nikt też go nie dyskryminuje. po prostu nie może wykonywać pewnych zawodów. Nikt nie zmusi pracodawcy do zatrudnienia kierowcy z poważną wadą wzroku, nieprawdaż? Wyobraża sobie Pani mężczyznę w spódnicy i pończochach na przykład za stołem sędziowskim? :-))) > No nie wiem..nie wiem, jak poradziłby Pan sobie z tatuażem, dziesięcioma > kolczykami w uszach, z kolczykiem w pępku, w nosie, z czarnym makijażem > i z czarnym skrórzanym prochowcem:))) Na moje lekcje przychodziłaby Pani normalnie ubrana. Pozdrawiam serdecznie P.S. Ja też ukończyłem nierenomowaną szkołę i bardzo się po latach cieszę, że i w takiej znalazło się kilku nauczycieli, którzy mnie - młodego buntownika - umieli przywołać do porządku. To ICH zapamiętam do końca życia, część ICH wartości przekażę - mam nadzieję - moim dzieciom. Odpowiedz Link Zgłoś
avild Re: Małe uzupełnienie 17.11.02, 12:16 n-l napisał: ) No cóż, przedstawiliśmy swoje poglądy i bardzo dobrze. Mam jednak wrażenie, że każde z nas pozostanie przy swoich :-). Też mi się tak wydaje :))) ) To nie ten poziom ogólności. Tu chodzi o zasadę wyższego poziomu. Prawa ) obywatelskie nieletnich ze względu na ich niedojrzałość są ograniczone. ) Ustanawia się nad dziećmi kontrolę: rodzice ze swoją władzą rodzicielską i ) obowiązkiem pieczy nad dzieckiem oraz szeroko rozumiani nauczyciele, mający ) również prawa do wychowywania i opieki. ) Nie określa się przy tym w prawie szczegółowych metod sprawowania tychże ) funkcji społecznych, bo jest to niemożliwe. Nawet dokładne wymagania co do ) obowiązków ucznia zostawia się do uregulowania w statutach szkół, ufając ) nauczycielom jako ludziom po prostu. Ale w statutach szkół te sprawy nie są dokładnie uregulowane i "tu jest pies pogrzebany". A ponieważ zapis dotyczący "schludnego ubioru" jest bardzo uległy wobec różnych interpretacji, nie może służyć jako prawne uzasadnienie w tej kwestii. Z drugiej strony nie sądzę, żeby Pański pogląd podzielało 100 % nauczycieli (niektórzy nawet jak im się taki sposób manifestowania siebie nie podoba - akceptują to). I to też są ludzie, którzy mają inne poglądy. Jeden zabroni, drugi machnie ręką, inny powie: dobrze, rozwijasz w ten sposób swoją indywidualność:) To jest bardzo ludzkie. I dlaczego akurat ta grupa, w której Pan się znajduje miałaby mieć prymat władzy nad tymi innymi? ) Najważniejsze jest tu to, że jako rodzic czy nauczyciel mam prawo - kierując ) się moim oglądem sytuacji i moimi przekonaniami moralnymi i estetycznymi - ) zabronić uczniowi noszenia dredów, a żaden sąd nawet nie może mi tego odmówić. Najważniejsze jest to, że uczeń nie ma obowiązku Pana w tej kwestii wysłuchać i żaden sąd go do tego nie zmusi:) ) Mam prawo również użyć wszelkich metod wychowawczych - prócz bicia - aby uczeń dostosował się do moich wymagań. A mógłby Pan je bliżej sprecyzować? ) )niestety nie zawsze nauczyciel = pedagog ) Tu dotknęłaś ważnego problemu, którego jednak nie demonizujmy. Nie demonizuję, pokazuję raczej skrajne przypadki. Oczywiście że nauczyciel też ma własne prawa i równie często i nagminnie są one łamane przez uczniów. Ten medal ma dwie strony, ale trzeba go rozpatrywać na równym poziomie. ) Rodzice również nie kończą specjalnych kursów. A powinni :))) (to jest moja autentyczna opinia poparta osobistymi obserwacjami) Wystarczy z jednej strony ) kierować się miłością do dziecka, z drugiej strony konsekwentnie od niego ) wymagać i nakładać określone obowiązki, a będzie dobrze. Niestety czasem "tylko" to nie wystarcza:( ) Tu zgoda, praca z młodzieżą wymaga innych metod, wymaga uwzględnienia ich ) większej - no, nie zawsze :-) - dojrzałości Niech mi Pan wierzy, ale dojrzałość nie ma aż tak silnego związku z wiekiem. Bywają (ostatnio co raz częściej) dojrzałe jednostki, któym dojrzałością nie jeden dorosły nie dorasta do pięt:))) (o dziwo, częściej dotyczy to mężczyzn:)) (nawiasem mówiąc o ) swojej "dorosłości" młodzież jakoś głośno nie krzyczy, gdy mowa o obowiązkach). Głośno krzyczy, ale przecież nie od tak dawna:) ) Ze smutkiem stwierdzam jednak, że niewątpliwą winą rodziców ostatnimi czasy ) jest to, że nauczyciele w szkołach średnich dostają pod opiekę coraz gorszych ) statystycznie uczniów, a młodzieńczy bunt nie przejawia się jak jeszcze ) niedawno paleniem papierosów w szkolnej ubikacji. W szkołach coraz więcej jest ) po prostu narkomanów i przestępców, z którymi - skrępowani ich rzekomymi ) prawami i wolnościami obywatelskimi - nauczyciele nie bardzo sobie radzą. ) Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Jeśli rodzice nie ) wpajają zasad od maleńkości, potem już często nic już nie można zrobić. Demoniczny piętnastolatek trafia więc do cudownej szkoły? :))) Dobrze, ale teraz na poważnie: "Demoralizacja" młodzieży może odbywać się na róznych poziomach, coraz częściej, niestety, już od podstawówki. Ale faktycznie, wiele problemów bierze swoje źródło z domu. Tylko co powinien nauczyciel w takiej sytuacji zrobić??? Zgodnie ze statutowym prawem wyrzucać, czy może spróbować jakoś tej młodzieży pomóc? Narkomania a przestępczość nie zawsze idą w parze (narkoman rzadko kiedy zostaje dilerem, ponieważ nie jest w stanie sprzedać niczego, bo wszystko "zużywa"), a przestępczość młodzieży również jest szeroko rozumiana (od wybijania szyb i chuligaństwa, któe jest często pewnego rodzaju manifestacją, do zorganizowanych grup przestępczych, ciągnących zyski ze swojej działalności - tutaj też trzeba dokonać pewnego rozgraniczenia). Moja opinia jest taka - pomagać o ile się da, narkomanom (to również szerokie pojęcie - narkotyki pojawiają się w życiu młodego człowieka ze skrajnie różnych powodów i tym "manifestującym", a z tymi pozostałymi powinna sobie radzić policja i prokurator (wiem, że często nie potrafi, ale w tym przypadku prawa ucznia niekoniecznie takiej osoby dotyczą). Ale to jest chyba zbyt skomplikowany temat jak na forumową dyskusję - "kiedyś wierzyłam, że zmienię świat, a dziś jestem po prostu dorosła" :)) ) Nie znaczy to jednak, że nie trzeba próbować. Bez strachu, że rzecznik praw ) dziecka o byle co wsiądzie nam na głowę. Tu poruszył Pan poważniejszy problem. Często winą pedagogów jest "wypuszczanie ze szkół" trudnej młodzieży, z którą nijak nie mogli sobie poradzić - tu też sytuacja nie jest jednostronna. ) Ludzie dorośli dziś często w praktyce mają mniejsze prawa niż dzieci. Bo gdy ) jadą na wczasy, o 22.00 muszą zachować ciszę nocną. A niech mi Pan pokaże takich, co jej przestrzegają ;) Młodzież zaś na wycieczkach ) chciałaby całonocnych zabaw (że użyję tego eufemizmu) i co najgorsze potrafi ) coraz częściej to osiągnąć. Dopiero, gdy zdarzy się śmiertelny wypadek, szuka ) się kozła ofiarnego, którym zostaje wtedy nauczyciel, chociaż jeszcze w ) przeddzień pyskaci rodzice krzyczeli: młodzież musi się wyszaleć. Dorośli też szaleją i równie często ze śmiertelnym skutkiem.. ) ) Ostatnio pewnien katecheta molestował uczniów "dla ich dobra".. ) ) Nie, to nie było dla ich dobra. A w jego uznaniu było. Czyż nie dana mu jest pewna władza nad dziećmi, według jego własnego uznania? Bo jest człowiekiem?? Jak sam Pan widzi, trzeba bardzo starannie dobierać personel szkolny i nieustanie go kontrolować, a nie dawać władzę do ręki, tak, po prostu, bo jest nauczycielem, bo jest człowiekiem.. (wiem, co Pan powie - "a uczniowie?" tak i to jest szeroki problem, ale w tej chwili poruszam tylko jedną jego stronę) ) ) Prawo zwyczajowe istnieje jedynie w Wielkiej Brytanii ) ) Nieprawda, polskie sądy także biorą pod uwagę zwyczaje panujące w danym ) środowisku. Tu jeszcze w sukurs przychodzi teoria wychowania. Znalazłoby się ) trochę cytatów na poparcie takich działań. W takim razie zwracam honor :)) Chętnie się z nimi zapoznam, ale może nie na forum, tylko poprzez mail (?) ) Tak, WSZYSCY rodzice. A więc nauczyciel musi stać na straży ogólnie )przyjętych w społeczeństwie norm, bo tego wymagają od szkoły "normalni" )rodzice, którzy nie życzą sobie, aby ich dziecko w szkole przebywało w )towarzystwie Szkoły niepubliczne mogą sobie wprowadzać taką selekcję i tam tacy "normalni" rodzice powinni w takim razie wysyłać swoje dzieci. W ten sposób izolują je od prawdziwego życia i robią im ogromną krzywdę. Różnorodność charakterów jest zaletą, a w życiu nie takie rzeczy się spotyka.. Szkoły publiczne na szczęście nie mogą sobie na taką selekcję pozwolić. ) czubatych, dredowatych, nosokolczykowatych (Pani wybaczy, nie jest to norma )estetyczna) Nie poczułam się urażona:))) Ale powiem szczerze, że "naruszenie" tychże norm estetycznych nie przeszkadza wcale w prowadzeniu normalnego życia, w studiowaniu ani w podjęciu pracy. 18 rok życia n Odpowiedz Link Zgłoś
avild Re: Małe uzupełnienie cz.2 17.11.02, 12:18 > czubatych, dredowatych, nosokolczykowatych (Pani wybaczy, nie jest to norma >estetyczna) Nie poczułam się urażona:))) Ale powiem szczerze, że "naruszenie" tychże norm estetycznych nie przeszkadza wcale w prowadzeniu normalnego życia, w studiowaniu ani w podjęciu pracy. 18 rok życia nie jest magiczną barierą, po przekroczneniu której człowiek zdejmuje skrórę, wyjmuje wszystkie kolczyki i ścina dredy. Jeżeli czuje się z tym dobrze, to idzie tak przez życie, szukając sobie wśród znajomych takich ludzi, któzy to zaakceptują. >, papierosowatych, alkoholowatych itd. Zauważmy, że niecodzienny >wygląd >zewnętrzny jest najczęściej sygnałem, że dziecko w ogóle nie zamierza >się >stosować do wymaganych zasad. Nie zgodzę się. Przestępczość wśród młodzieży nie jest naznaczona wyglądem, ponieważ byłaby ona zbt charakterystyczna. Dilerzy to normalnie ubrani, schludni uczniowie, którzy nie lubią się rzucać w oczy i jestem prawie pewna że miałby Pan problem, by rozpoznać go pośród tych uczniów, których Pan prowadzi. Oczywiście od każdej zasady są wyjątki, ale używanie wyglądu zewnętrznego dla takiego uogólnienia jest dosyć niebezpieczne. Najczęściej jest to młodzież manifestująca siebie w, przyznam że dość niezwykły, sposób. > Nie dlatego. Dlatego, że na ulicy uczeń nie jest anonimowy i w przypadku >demoralizacji od razu widać, do której szkoły chodzi. A jak Pan to sobie wyobraża??? Że uczeń na ulicy, zanim nie popełni przestępstwa, nie zdejmie fartuszka?? Nie odepnie tarczy?? To jest gwarancja pozorna, nic nie daje i dlatego z niej zrezygnowano. >Indywidualizm zabija również obowiązek kasowania biletów, noszenia ubrań, >zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych, obowiązek finansowania dzieci do >czasu ukończenia studiów, nawet jak okażą się wyrodne i samolubne (to >oczywiście nie przytyk osobisty - są takie przypadki) A i owszem, są:))) A obowiązek alimentacyjny też nie jest bezwzględny. Isnieją okoliczności prawne, które pozwalają na jego zaniechanie. > oraz wiele innych rzeczy. Szczęśliwy jest ten, kto swoją wolność umie >pogodzić z oczekiwaniami innych. To jest zbyt skrajne pojmowanie wolności i indywidualizmu. Wolność nasza kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innych. A poza tym nikt nie żyje na bezludnej wyspie, a żyjąc w społeczeństwie i korzystając z praw, jakie nam przysługują, trzeba również przyjąć obowiązki, które na nas nakłada państwo, czy jest to kasowanie biletów, czy płacenie podatków (to są skrajne porównania, ponieważ obie te sprawy kwalifikują się jako okradanie państwa, korzystanie z pewnych przywilejów bez płacenia za nie) > > Prawdopodobnie przegrałby Pan, ponieważ: > > "1.Wszyscy wobec prawa są równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania > > przez władze publiczne. > > 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, SPOŁECZNYM lub > > gospodarczym z JAKIEJKOLWIEK PRZYCZYNY" ("Konstytucja", Rozdz. II, Art.32 > > Nikt też go nie dyskryminuje. po prostu nie może wykonywać pewnych zawodów. > Nikt nie zmusi pracodawcy do zatrudnienia kierowcy z poważną wadą wzroku, > nieprawdaż? To jest zupełnie inna sytuacja, ponieważ kierowca taki stwarzałby zagrożenie dla zdrowia i życia innych. Są ograniczenia w wykonywaniu pewnych zawodów, ale dotyczą one przede wszystkim pewnych wad i "niezdolności", które mogą stwarzać takie zagrożenie i uważam, że jest to w pełni uzasadnione. Nikt jednak nie zabroni wykonywania danego zawodu z powodu określonej lub bliżej nieokreślonej orientacji seksualnej, wyznania itd. To znaczy inaczej, może zabronić, ale wtedy poniesie określone konsekwencje, ponieważ konstytucja i odpowiednie ustawy są w tej kwestii jednoznaczne. > Wyobraża sobie Pani mężczyznę w spódnicy i pończochach na przykład za stołem > sędziowskim? :-))) Ależ dlaczegoby nie?? Przecież pod togą i tak nie byłoby tego widać :)))) > > No nie wiem..nie wiem, jak poradziłby Pan sobie z tatuażem, dziesięcioma > > kolczykami w uszach, z kolczykiem w pępku, w nosie, z czarnym makijażem > > i z czarnym skrórzanym prochowcem:))) > > Na moje lekcje przychodziłaby Pani normalnie ubrana. Hmm.. Wielu aspirowało do tego, ale niestety z marnym skutkiem - byłam tą właśnie wyrodną częścią młodzieży, która lubiła się powoływać na swoje prawa (nie zapominając oczywiście o obowiązkach:) A może mnie Pan nieco oświeci - jak zamierzałby Pan to zrobić? A kwestia tatuażu?? Mam go na ramieniu, czy więc w lecie na Pana lekcje miałabym przychodzić w bluzce z długim rękawem? Jak zamierzałby Pan to wyegzekwować? Chciałabym poznać Pana koncepcję:)) > Pozdrawiam serdecznie > > P.S. Ja też ukończyłem nierenomowaną szkołę i bardzo się po latach cieszę, że i > > w takiej znalazło się kilku nauczycieli, którzy mnie - młodego buntownika - > umieli przywołać do porządku. To ICH zapamiętam do końca życia, część ICH > wartości przekażę - mam nadzieję - moim dzieciom. Świat i społeczeństwo się zmieniają proszę Pana i czasem nic się nie da z tym zrobić. Prawdopodobnie za 20 lat temat podobny temu nie będzie miał w ogóle racji bytu. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
avild Re: Niezupełnie po raz kolejny cz. 2 14.11.02, 14:30 > "Szczególna" troska o nieletnich, jaką wykazuje tu ustawodawca, ma na celu to, > aby w społeczeństwie panował porządek, ma na celu również zapobieganie > przestępstwom poprzez wpojenie dzieciom i młodzieży określonych zasad moralnych Tak.. znów te zasady moralne.. > Każdy dorosły oczywiście ma nieco inne poglądy i będzie wpajał Wam być może > nieco inne wartości. Ma jednak do tego prawo; w przypadku osób zatrudnionych > przez państwo wymagania te nie mogą być tylko jawnie sprzeczne z duchem prawa > oświatowego. A czy prawo oświatowe nie gwarantuje uczniom swobody rozwoju? Nie uważa Pan, że mówienie im jak się mają ubierać ogranicza tę swobodę? > Zatem z osobami tymi - jeśli ich wymagania są "dla Waszego dobra" Ostatnio pewnien katecheta molestował uczniów "dla ich dobra".. Przecież to jest sprawa tak maksymalnie indywidualna, że nie można tego generalizować!! - możecie > dyskutować i starać się przekonać do swoich racji, ale jeśli to się nie uda, > trzeba się po prostu zastosować. Niestety, nigdy nie zastosuję się do tego, czego mi prawo nie nakazuje, a z czym nie pozostaję w wewnętrznej zgodzie, bo jak już wspomniałam - prawo gwarantuje każdemu możliwość takiego wybóru. > Nie wiem, skąd to przekonanie. Gdyby rygorystycznie interpretować cytowany > przez Ciebie fragment Konstytucji, to i rodzic nie ma do tego prawa :-))) > Uprawnienia nauczyciela wzorowane są na władzy rodzicielskiej, zgodnie z > polskim prawem zwyczajowym. Prawo zwyczajowe istnieje jedynie w Wielkiej Brytanii i tylko tam jest respektowane przez ustawodawstwo, ponieważ konstytucja sensu sticte nie istnieje :))) Nie popadajmy w skrajności - to byłaby już nadinterpretacja:)) A poza tym: "Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także WOLNOŚĆ JEGO SUMIENIA I WYZNANIA ORAZ JEGO PRZEKONANIA" ("Konstytucja" Rozdz. II, Art. 48, p. 1). Tym samym pojawia się jeszcze jeden ważny aspekt - religia - nikt nie ma prawa zmusić ucznia by uczęszczał na zajęcia religii, lub do kościoła - ani rodzic, ani nauczyciel. Jak Pan widzi, są pewne zapisy świadczące o wolności wyboru, nawet dziecka. > > nie jesteśmy już państwem totalitarnym, gdzie każdy musi chodzić > > w uniformie lub fartuszku, respektujemy prawa człowieka, a o ile dobrze > > pamiętam to gwarantują one pełną swobodę w zakresie osobistych upodobań, c > zy > > chodzi o modę, czy o fryzurę lub makijaż. > > Wymóg szkół co do ubioru, wyglądu zewnetrznego i odpowiedniego zachowania nie > ma nic wspólnego z totalitaryzmem. Nie operujmy tu stereotypami i kliszami > myślowymi. To była swobodna analogia:) > Jednolite stroje szkolne i tarcze - od czego ku mojemu ubolewaniu odeszliśmy - > były (i nadal są w niektórych szkołach) m.in. skutecznym środkiem walki z > przestępczością i demoralizacją nieletnich. Bo w takim fartuszku trudniej jest ukryć paczkę papierosów? Wybaczy mi Pan, ale nie znam statystyk, które by to potwierdzały - bazujmy na faktach! Moim zdaniem to zabija indywidualizm, kreatywność i ogranicza szanse rozwoju młodego człowieka. ("Teachers! Leave the kids alone!" Pink Floyd :))) > Jako dyrektor nie miałbym nic do życia prywatnego nauczycieli, pod warunkiem że nie popełniają przestępstwa i nie manifestują swoich wątpliwych moralnie Wątpliwych??? Prosze pana..szanuję Pańskie zdanie, ale tu ocieramy się o dyskryminację! > upodobań w szkole, a od powierzonych ich oddziaływaniom uczniów wymagają > właściwej postawy. > Jako rodzic zaś skarżyłbym tę szkołę. Nauczyciel taki musiałby odejść. Prawdopodobnie przegrałby Pan, ponieważ: "1.Wszyscy wobec prawa są równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, SPOŁECZNYM lub gospodarczym z JAKIEJKOLWIEK PRZYCZYNY" ("Konstytucja", Rozdz. II, Art.32) :))) Oczywiście inna byłaby sytuacja, gdyby taki nauczyciel postępował niezgodnie z prawem lub naruszał porządek publiczny. Jednak dopóki jest dobrym nauczycielem i pedagogiem, nikt nie ma prawa do zabraniać mu wykonywania zawodu. > Zapewniam Cię, że Twojej "nietykalności cielesnej" na pewno nie naruszałbym :- ) No nie wiem..nie wiem, jak poradziłby Pan sobie z tatuażem, dziesięcioma kolczykami w uszach, z kolczykiem w pępku, w nosie, z czarnym makijażem i z czarnym skrórzanym prochowcem:))) [ale bez obaw - z tego się zazwyczaj wyrasta, a przynajmniej częsciowo:)))] > Do indywidualnych upodobań i wymagań nauczycieli, jeśli są one zgodne z prawem > i zdrowym rozsądkiem, Pojęcie zdrowego rozsądku niestety również często podlega nadinterpretacji. > musicie się po prostu przystosować. > Gdzie dzieci rządzą, tam dorośli błądzą. Gdzie rządzi nietolerancja... > Pozdrawiam i gratuluję znajomości prawa, umiejętności kulturalnego i pięknego > wyrażania swoich myśli oraz umiejętności prowadzenia dyskursu. Dziękuję (aż się spłoniłam) za taką masę komplementów:) Mam nadzieję że godnie reprezentuję UW jako studentka I roku Polonistyki :)))))))))))))))) :> Panu również gratuluje, chociaż absolutnie nie podzielam Pańskich poglądów.. Pozdrawiam Serdecznie PS: Bardzo się cieszę, że ukończyłam nie-renomowaną szkołę, ponieważ (z nilicznymi, niechlubnymi wyjątkami) doświadczyłam tam niezwykłej tolerancji, która wpłynęła pozytywnie na mój rozwój:))) Odpowiedz Link Zgłoś
jezjezy hmm 30.06.03, 23:48 Z punktu widzenia osoby posiadajacej dready cale zamieszanie wydaje mi sie dosc smieszne. NA cale szczescie uczeszczalem do takiej szkoly w ktorej byl wyrozumialy dyrektor oraz cala kadra nauczycielska. Nigdy nie mialem najmniejszego problemu z powodu mojego wygladu... Tak prosciutko- Dready to przeciez fryzura. To sa wlosy! Takie jak ma (zapewne) Pan tylko ze pod inna postacia. Czym moze ona przeszkadzac, gorszyc czy bulwersowac a przede wszystkim szkodzic? Nalezy spojrzec na to obiektywnie! Mam wrazenie ze popadl Pan w niezdrowe tendencje do oceny ludzi w kategorii- "Wygladam wiec jestem" Byc moze ta fryzura nie jest Panu zbyt dobrze znana wiec radze sie doedukowac w tej dziedzinie choc by z czystej ciekawosci. Moze pozwoli obalic wiele mitow dotyczacych jakze interesujacej fryzury (w koncu ma ona b. bogate tlohistoryczne). Jezeli jest Pan osoba starsza prosze o siegnieci w przeszlosc i przypomnienie Pana czasow w liceum- tylko prosze szczerze i bez obludy...Pozdrawiam i prosze o wiecej wyruzomialosci! w koncu- "Mysle wiec jestem" Jestem=istnieje. ach jeszcze jedna mysl- moim zdaniem jest Pan calkowicei bezsliny! Nie moze PAn calkowicie NIC a NIC!~Chybe ze w swoim maly panstewku (szkole) uporczywie ganiac za tymi "odmiennymi" Ale jest PAn skazany juz z gory na porazke (jakie to romantyczne) bo przeciez z czasem nie da sie wygrac a dla Pana mam wrazenie ze czas juz stanol... Co do uniformow w szkole- jestem za! Odpowiedz Link Zgłoś