Dodaj do ulubionych

Nauczyciel też człowiek, ale...

IP: *.chello.pl 19.02.03, 17:10
Często rozmawiam o szkole ze znajomymi mającymi dzieci w wieku podstawówkowo-
gimnazjalno-licealnym. Jedna prawidłowośc rzuca się w oczy- wszyscy twierdzą
zgodnie, że nie ma dobrych szkół. Opowiadają historyjki, które mogłyby
posłużyć za scenariusz wieloodcinkowego serialu. Jednak życie to nie
telenowela i to czego nie zrobi szkoła robi dom lub dziecko pozostaje z luką
w wiedzy, która w jakimś momencie da o sobie znać.
Wszyscy generalnie narzekamy na nieuczenie.
Przykład pierwszy ( ze szkoły mojego syna - 6 klasa podstawówka).
Nauczycielka matematyki ma cięzko chora matkę. Rokowania złe. Choroba
postępuje szybko, matka wymaga coraz większej opieki. Pani od matematyki ( ok
40 lat, samotna), zupełnie sobie z tym nie radzi. Często spóźniona wbiega na
lekcje, czsem jest nieobecna, a jak już odbywają się lekcje myślami jest
gdzieindziej. Materiału nie wyjaśnia. Zadaje prace domowe, które sprawdza lub
nie. Klasówki trzyma tygodniami. Bardzo jej współczuje, ale.........
Przykład drugi ( córka sąsiadki I gimnazjalna).
Pani od biologii jest w ciąży. Obchodzi ją wyłącznie nienarodzone dziecko. Pó
lekcji ( w najlepszym razie) gawędzi o ubrankach niemowlęcia, pokoju
dziecięcym itp. Czasem ( jak to w ciąży) miewa humory a wtedy biada uczniom.
Dość często bierze zwolnienia lekarskie. Ciążą normalna rzecz, ale.........
Przykład 3 ( mój bratanek 2 klasa podstawówki)
Wychowawczyni chyba przeżywa trudny okres. Jest samotna, nie najmłodsza.
Nauczanie zintegrowane traktuje jak jedną wielka improwizację. Dzieci coś tam
rysują, coś tam lepią bez ładu, składu, omówienia. Lekcje przypominają
zajęcia świetlicowe, nikt nie zadaje i nie sprawdza pracy domowej. Nie ma
żadnych wyjść, wycieczek, wspólnych imprez. Każdy ma jakieś problemy, ale...
Przykład 4 ( córka koleżanki - liceum)
Polonistka ma pretensje, że musi pracować, mało zarabia i ma niezaspokojone
ambicje. Jest młoda, na dorobku, pensje ma niską niezaspakajającą jej
potrzeb. Frustracje odbija na młodzieży. Nie przemęcza się, zadaje
metodą "paznokciową". Odpytuje nieuważnie słuchając.
Przykład 5 ( dziecko koleżanki 5 klasa podstawówki)
Pani od historii stale na zwolnieniach ( przed emeryturą nie do ruszenia),
Przykład 6 ( syn koleżanki - 2 gimnazjalna)
Pan od geografii - gawędziarz. Sympatyczny. Stawia 5,4 czasem 6 - nigdy
niżej. Nie wymaga. Opowiada gdzie był, co widział. Zna na pamięć wszystkie
hotele na Teneryfie i knajpki w Hiszpanii ( gorzej z programem z podręcznika).
To tylko niektóre portrety galerii. Niby nauczyciel tez jest człowiekiem,
może miec różne przywary, przypadłości losu, choroby, ale dlaczego nauka jest
na szarym końcu?????????????????????????????????????????????
Obserwuj wątek
    • Gość: JK Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.acn.pl 19.02.03, 18:56
      To samo mozna powiedziec o ludziach wykonujacych kazda inna prace. Takich ludzi
      mozesz tez spotkac wsrod lekarzy, sedziow, kierowcow autobusow, tzw. managerow,
      urzednikow itp. To, ze znasz takie przypadki, to nie znaczy, ze wszyscy
      nauczyciele tacy sa i ze w kazdej szkole tak sie pracuje.
      Poza tym znam takie dzieci/mlodziez, ktore bardzo pasuja do tego opisu. Tez
      niby sa, a jakby ich nie bylo. Niby cos robia, ale tak na cwierc gwizdka. Nie
      robia na nich wrazenia zadne pomysly nauczyciela, ani kolegow. Zalezy im na
      tym, zeby odbebnic swoje i zajac sie wlasnymi sprawami.
      Jesli chodzi o klasy mlodsze, to reforma narzuca nauczanie zintegrowane, co
      oczywiscie nie wszystkim pasuje. Poza tym teoretycznie w klasach mlodszych
      dziecko ma sie glownie uczyc przez zabawe i bez stresu. Prac domowych czesto
      nie zycza sobie rodzice, niektorzy wrecz zarzucaja nauczycielom, ze zadaja do
      domu, choc dzieci siedza tyle czasu w szkole. Trudno jest dogodzic wszystkim.
      Piszesz, ze rodzice musza w domu wykonywac prace za nauczyciela. A nie
      pomyslalas o tym, jaka prace wykonuja nauczyciele za rodzicow ? Niektore dzieci
      w kl. 1-2 podstawowki nie potrafia poslugiwac sie sztuccami, zawiazac buta, nie
      wiedza, ze dobrze byloby sie umyc od czasu do czasu itp. To nauczyciele
      zabieraja dzieci do muzeum, teatru czy parku narodowego. Wiekszosc rodzicow
      spedza z dziecmi czas w centrach handlowych i na wakacjach na plazy czy na
      nartach.
      Zgadzam sie, ze w szkolach nie jest dobrze, ale to nie tylko wina nauczycieli.
      I na pewno nie mozna uogolniac.
      • Gość: Agata Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.chello.pl 19.02.03, 19:59
        Nie wiem jak powszechne to zjawisko, ale chyba dość częste skoro sie o tym
        mówi. Czy ja naprawdę musze uczyć syna matematyki? Robie to bo zdaję sobie
        sprawę, że w gimnazjum będzie miał braki, zaległości trudne do odrobienia. Inni
        sie tym nie zajmują wychodząc z założenia "jakoś to będzie". Doraźnie jest,
        gdyż rzadko zdarza sie gorszy stopień, ale perspektywicznie nikt nie myśli.
        Opisane przeze mnie przypadki miały miejsce w kilku warszawskich szkołach (
        publicznych, społecznej i prywatnej). W żadnej z nich dyrektor nie widział
        problemu - to rodzice sie czepiają. Ja nie wymagam od nauczycieli poświęcania
        prywatnego czasu - chciałabym, żeby na lekcjach uczyli, wyjaśniali, potrafili
        zainteresować przedmiotem, skupali sie na rzeczach istotnych a nie zajmowali
        drobiazgami. Czy uważasz, że przedstawienie pt "Z życia olimpijskich bogów" (
        klasa 5) i wymaganie od rodziców uszycia (!) kostiumów, poprzedzone
        wielotygodniowymi próbami jest w porządku? Czego ma uczyć? Mitologii dziecko
        czy matke szycia greckiej togi? To przykład przerabiany przez nas w ubiegłym
        roku. Każdy ma prawo do chwili słabości, ale dom, kłopoty nie mogą rzutować na
        pracę.
        I jeszcze jedno - nie spotkałam nauczyciela, który by uczył podstawowych
        czynności tzw. samoobsługi. W młodszych klasach mój syn chodził na pływalnię.
        Wiadomo, że dziecko 7-8 letnie nie zawsze dobrze się wysuszy. Starałam się
        pomóc nie tylko swojemu dziecku. W przeciwieństwie do pań, które siedziały w
        szatni pochłonięte rozmową a na moja uwagę, że może by warto było pomóc
        odpowiedziały, że jeśli się raz czy dwa przeziębia to się nauczą.
        • Gość: n-l Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.opole.dialup.inetia.pl 19.02.03, 21:02
          Gość portalu: Agata napisał(a):

          > Czy ja naprawdę musze uczyć syna matematyki? Robie to bo zdaję sobie
          > sprawę, że w gimnazjum będzie miał braki, zaległości trudne do odrobienia.

          Nauczyciel nie jest od tego, żeby każdego ucznia "nauczyć", bez współpracy z
          jego strony. Nauczyciel stwarza warunki do nauki, uczeń musi się dużo uczyć w
          domu. Gdzie jest granica między "pomaganiem" dziecku w nauce, a "uczeniem" go?

          > Czy uważasz, że przedstawienie pt "Z życia olimpijskich bogów" (
          > klasa 5) i wymaganie od rodziców uszycia (!) kostiumów, poprzedzone
          > wielotygodniowymi próbami jest w porządku? Czego ma uczyć? Mitologii dziecko
          > czy matke szycia greckiej togi? To przykład przerabiany przez nas w ubiegłym
          > roku.

          Tak, uważam, że to jest w porządku. Przedstawienie daje dzieciom wielką frajdę,
          inne bodźce, pokazuje nowe możliwości, pozwala przeżywac emocje i przygody. Zły
          to rodzic, który odmawia dziecku współuczestniczenia w tak ważnych momentach
          życia.
          • Gość: Agata Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.chello.pl 19.02.03, 21:38
            Słusznie zauważyłeś, że nauczyciel "stwarza warunki do nauczenia", sęk jednak w
            tym, że w opisywanych przeze mnie przypadkach warunki nie zostały stworzone. No
            chyba, że stwierdzenie nauczcie sie od str 146 do 159 i zróbcie ćwiczenia od 1-
            6 to nazwiemy warunkami. Ja jednak uważam, że warunki" to choć próba
            wytłumaczenia zagadnienia. Może nie zrozumieć część klasy, ale jeśli nie
            rozumie większość to coś tu chyba nie tak. Zgoda?
            Być może jestem bardzo złą matką, ale uważam, że zadawanie mi pracy domowej
            polegającej na szyciu kostiumów jest niegodziwością i głupotą. A liczne próby
            przd przedstawieniem zwyczajną stratą czasu. Zwłaszcza, w sytuacji gdy nie
            przerobiono nawet połowy z wyznaczonych we wrześniu lektur w "ogromnej" jak na
            5 klase ilości -5 !
            Zastanawiające jest także to, że dzieci, którym rodzice pomagają - czytaj
            przerabiają to czego nie zrobił nauczyciel mają o wiele lepsze wyniki na
            testach kompetencyjnych niz pozostałe. Przypadek?
      • Gość: Zdołowana Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.03, 12:39
        Mam nauczycielkę od polskiego, która każe się wykuć regułek. Nikt nie wie co to
        jest dopełniacz, chociaż się wykuł na pamięć. A nie jesteśmy tępi. To co umiemy
        zależy trochę od nauczyciela ! Im lepszy nauczyciel tym lepsze oceny, tak można
        pomyśleć. Ale nieprawda, ta pani jest bardzo wykształcona.
        • Gość: slos Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.03, 10:29
          Takie kretynki trzeba tępić,niestety rodzaj takowy jeszcze występuje masowo...
          Poważnie mówiąc - tu potrzebny jest mądry dyrektor. W mojej szkole długo by nie
          popracowała, albo by się zmieniła... I niech niektórzy nazywają to mobbingiem.
          Lepiej wziąć się ostro za taką osobę, niż ma szkodzić uczniom.Myślę jednak, że
          dopiero, gdy wejdzie w życie pokolenie, które dziś idzie do podstawówek, szkoła
          poprawi się nieco.
    • n-l Re: Nauczyciel też człowiek, ale... 19.02.03, 19:42
      Różnica polega na tym, że nauczyciele traktują to normalnie. Rodzice nie
      nauczyli? Nauczę ja. Nie będę przy tym nic rodzicom wytykał, wypominał,
      występował z głośnymi pretensjami. Najwyżej im kulturalnie podpowiem.
      Natomiast rodzice... to temat na powieść. Wtrącają się do wszystkiego, nawet
      jeśli się guzik na tym znają, teraz coraz częściej próby zmian zaczynają
      od ...listu do ministerstwa :-)

      Agato, to wszystko nie do Ciebie :-) Oby więcej tak mądrych rodziców jak Ty.
      Poza tym uważam, że akurat przypadki przez Ciebie opisane zasługują na
      jednoznaczne potępienie. Wielka tu rola dyrektora szkoły. Sprawy takie są
      delikatne i tylko dyrektor tak naprawdę ma w ręku argumenty, które mogłyby
      skłonić takiego nauczyciela do poważniejszego podejścia do wykonywanej pracy.
      • Gość: Agata Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.chello.pl 19.02.03, 20:08
        Bardzo bym chciała , aby na szkolnej drodze mojego syna znaleźli sie
        nauczyciele, którzy widzą we mnie partnera. Jestem otwarta na krytykę, ale
        konstruktywną ( bo krytyka mnie(?), męża(?),syna(?)- że syn jest jedynakiem)
        nie odpowiada mi. Oczywiście tudno sie znać na wszystkim i dlatego oczekuję
        dialogu - chcę zobaczyć klasówki mojego dziecka - nie po to, żeby cieszyć oczy
        5 czy 6 ( choć bardzo to miłe), ale wiezieć jakie partie materiału opanował
        gorzej. Czy nietaktem jest poprosić nauczyciela, aby mi je na 10 minut
        udostępnił? Konkursy przedmiotowe - to moim zdaniem - cudowny sposób na
        pobudzenie zainteresowań, odkrycie talentów. Nie oczekujmy jednak sukcesów gdy
        dzieci nikt do nich nie przygotowuje, a pytanie o kółko zainteresowań
        nauczyciel traktuje jak obelgę! Kiedyś zapytałam polonistkę czy będzie w tym
        roku kółko. Odpowiedziała, że ma na głowie maturę córki i nie będzie poświęcać
        swojego prywatnego czasu.
        Nie twierdzę, że wszyscy nauczyciele są źli i niechętni. Jest ich niestety
        zdecydowanie za dużo.
        Pozdrawiam - Agata
        • Gość: Nauczyciel Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 20.02.03, 00:01
          Zastanawiam się do jakich szkół uczęszczają te dzieci i czy mamy rok 2003.
          Dzisiaj kiedy rodzice mają tak wiele do powiedzenia w szkole P.Agata nie ma
          głosu, nie ma swoich praw.W szkołach funkcjonuje tzw. prawo wewnątrzszkolne i z
          nim muszą być zapoznani uczniowie, rodzice i oczywiście nauczyciele. W wielu
          szkołach tak jest. Czy w Warszawie ma Pani kłopot znależć dobrą szkołę,
          taaaaaaki wybór. Dlaczego Pani znajomi płacą za złe szkoły społeczne i
          prywatne, a jest tyle dobrych publicznych ( bilet na dojazd kosztuje taniej niż
          czesne).Może to moda i snobizm, że ich dziecko chodzi do szkoły prywatnej. O
          koła i konkursy proszę zapytać tych, którzy decydują o ilości godzin tzw.
          dyrektorskich - to kropla w morzu potrzeb.Jest godz 1.00 skończyłam
          nauczycielskie samokształcenie ciekawą lekturą, idę spać , bo o 8 rozpoczynam
          lekcje. Nauczyciel z małego miasta.
          • Gość: Majka:-) polski syndrom? IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 16:08
            Kiedy spytać Polaka o zdrowie, zawsze wynajdzie sobie jakąś przypadłość.
            Kiedy spytać o pracę, nader rzadko można usłyszeć, że szef jest dobry.
            Kiedy spytać o szkołę, usłyszy się TYLKO o złych nauczycielach. Czasem jest to
            jeden z dziesięciu uczących nasze dziecko.
            Wydaje mi się, że lubimy (taka konwencja kulturowa ) opowiadać horrory...

            Dlatego nie mogę się zgodzić z Tobą, Agato, że szkoły wszystkie są złe,a dobrzy
            nauczyciele to ewenement, tak samo jak nigdy nie powiem, że źli i bez chęci do
            współpracy są wszyscy rodzice.
            • Gość: Agata Re: polski syndrom? IP: *.chello.pl 20.02.03, 17:33
              Majko, są z całą pewnością źli rodzice - choćby zapracowani, którzy nie mają
              czasu na rozmowę z włąsnym dzieckiem częściej niż raz w tygodniu ( jeżeli nie
              będziemy liczyć poleceń zrób to, nie rób tamtego, czy odrobiłeś lekcje), nie
              chodzą na wywiadówki. Ale jest bardzo wielu takich, którym zależy na edukacji
              pociech i każda wolną chwilę poświęcają dziecku. W dobrej wierze wybierają
              szkołę, która okazuje się złą a nauczyciele tak niechętni do współpracy, że
              opadają ręce. Dlaczego rodzice boją sie nauczycieli? Dlaczego rozmawiając z
              nimi nauczyciel siedzi a rodzic stoi? ( na marginesie - nigdy rozmawiając z
              pacjentami ani rodzinami nie robię tego na korytarzu, zawsze zapraszam do
              pokoju, proponuję krzesło, wyjaśniam - sprawy dla mnie oczywiste i banalne -
              dla chorych niekoniecznie). Dlaczego o dziecku mówi sie uzywając nazwiska? Czy
              tak trudno posługiwać sie imieniem? Albo numeru w dzienniku? ( nie wyobrażam
              sobie sytuacji, w której mówiłabym do pacjenta panie Kowalski lub określała go
              jako nr 133A - sala 133 lłóżko pod oknem). Dlaczego nauczyciele komentują
              sytuację rodzinną uczniów i to przy całej klasie? - Nigdy nie odważyłabym sie
              wejść na salę i wrzasnąć,myjcie się bo tu śmierdzi!
              Nie możesz Majko brać odpowiedzialności za wszystkich nauczycieli, ale wierz mi
              mam, i nie tylko ja, bardzo złe doświadczenia.
              A już dosłownie z ostatniej chwili- znajomi opowiadali mi jak "pan od
              geografii" ten ze szkoły ponadpodstawowej, opowiadał jak przechytrzył celników
              ( chodziło o kontrabandę alkoholu)!
              Pozdrawiam,-Agata
              • n-l Re: polski syndrom? 20.02.03, 20:55
                Gość portalu: Agata napisał(a):

                > Ale jest bardzo wielu takich, którym zależy na edukacji
                > pociech i każda wolną chwilę poświęcają dziecku.

                Jest jedno niebezpieczeństwo: łatwo przesadzić. Rodzic musi mieć też swoje
                życie, dziecku należy zostawić margines swobody, czas, gdy rozwiązuje swoje
                problemy SAMO, SAMO prosi o pomoc, kiedy potrzebuje. Każdą wolną chwilę? Serio?

                > W dobrej wierze wybierają szkołę, która okazuje się złą a nauczyciele tak
                > niechętni do współpracy, że opadają ręce.

                Dobrą szkołę, Agato, wcale nie jest trudno wybrać. Trzeba tylko wiedzieć, jak
                szukać. Przede wszystkim zacząłbym od przeczytania statutu, programu
                wychowawczego, programu profilaktyki - sposób napisania tych dokumentów wiele
                mówi o szkole. Porozmawiałbym z uczniami tej szkoły, z rodzicami, z dyrektorem,
                z nauczycielami prowadzącymi zajęcia pozalekcyjne, starając się nie stwarzać
                wrażenia, że prowadzę jakieś śledztwo, nic nie komentując, wyciągając wnioski.
                Nie ma szkół idealnych. Jestem w stanie znieść nawet 2-3 średnich nauczycieli,
                jeśli praca szkoły i panująca w niej atmosfera odpowiada mi.
                Wszystko to wymaga czasu, ale lepiej poświęcić go przedtem :-)
                Kiedy już wybiorę szkołę, nie chodzę tam co drugi dzień i nie wtrącam się do
                wszystkiego, zostawiając szczegóły w rękach fachowców. Z rozmów z własnym
                dzieckiem mniej więcej wiem, co się tam dzieje. Reaguję tylko w sytuacjach
                NAPRAWDĘ wymagających mojej interwencji. Błahe problemy dziecko rozwiąże samo,
                ewentualnie przy moim wsparciu duchowym, błahe krzywdy zniesie samo, korona mu
                z głowy nie spadnie.

                > Dlaczego rodzice boją sie nauczycieli? Dlaczego rozmawiając z
                > nimi nauczyciel siedzi a rodzic stoi? ( na marginesie - nigdy rozmawiając z
                > pacjentami ani rodzinami nie robię tego na korytarzu, zawsze zapraszam do
                > pokoju, proponuję krzesło, wyjaśniam - sprawy dla mnie oczywiste i banalne -
                > dla chorych niekoniecznie).

                Analogia do szpitala bardzo dobra. W szkole też tak powinno być.

                > Dlaczego o dziecku mówi sie uzywając nazwiska? Czy tak trudno posługiwać
                > sie imieniem? Albo numeru w dzienniku? ( nie wyobrażam sobie sytuacji,
                > w której mówiłabym do pacjenta panie Kowalski lub określała go
                > jako nr 133A - sala 133 lłóżko pod oknem). Dlaczego nauczyciele komentują
                > sytuację rodzinną uczniów i to przy całej klasie?

                Jak wyżej. Szkoły powinny dążyć do zmiany tej sytuacji.

                PS. Mam nadzieję, że takich krytyk o szkole i nauczycielach nie wygłaszasz przy
                dzieciach. To byłby błąd wychowawczy ;-)
                • Gość: Agata Re: polski syndrom? IP: *.chello.pl 21.02.03, 11:23
                  NIGDY,nigdy NIE KRYTYKUJĘ nauczyciela przy dzieciach ( moim i innych). Staram
                  sie wyjaśnić z pozycji człowieka dorosłego, dlaczego nauczyciel postąpił tak a
                  nie inaczej. Tłumaczę, że łatwiej mu zapamiętać nr 13 niz imię, albo, że dzieci
                  o tym imieniu jest w klasie kilkoro. Robię to, ale "noż w kieszeni mi sie
                  otwiera".
                  W szkole, do której chodzi mój syn wszystko ma opierać sie na wzajemnym
                  zaufaniu, rodzice pytający ( nie prowadzący śledztwo) są niemile widzianymi
                  gośćmi. Dokumenty np. statut są nieudostępniane uczniom i rodzicom, rada
                  rodziców nie występuje, zajęć dodatkowych nie ma. Powinno się uciec jak
                  najdalej z tej właśnie szkoły ( my zrobimy to za kilka miesięcy), ale boję się,
                  że w gimnazjum może być podobnie. Duże klasy, nauczyciele słabo wynagradzani, a
                  więc nie przejmujący sie itp.
                  Oczywiście, że rodzice mają swoje sprawy, swoją pracę, swoich znajomych, swoje
                  rozrywki. Uważam jednak, że muszą znać przyjaciół własnych dzieci, wiedzieć
                  jakie czytają książki ( i je podsuwać - bo szkoła już tego nie robi), czym się
                  interesują ( i rozwijać te zainteresowania). A przede wszystkim dużo rozmawiać,
                  wspólnie siadać do posiłków, razem wyjeżdżać na wakacje. Tak my właśnie
                  rozumiemy poświęcanie każdej wolnej chwili.
                  • n-l Re: polski syndrom? 21.02.03, 12:22
                    Agato, masz zupełną rację. Zgadzam się z każdym słowem.
                    Oby więcej takich rodziców jak Ty.
                    • Gość: MACIEJ Re: polski syndrom? IP: *.ny325.east.verizon.net 21.02.03, 13:44
                      n-l napisał:

                      > Agato, masz zupełną rację. Zgadzam się z każdym słowem.
                      > Oby więcej takich rodziców jak Ty.

                      Szczegolnie siadanie do wspolnych posilkow mnie wzruszylo.
                  • Gość: Marzena Re: polski syndrom? IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.03, 12:14
                    Boże!!! Do jakiej szkoły Pani posłała dziecko??? Jestem nauczycielką, szkoła, w
                    której pracuję, to moja 4 szkoła.W żadnej nie było tego, co Pani opowiada.
                    Mówić do ucznia po nazwisku lub numerem z dziennika? Siedzieć, gdy rodzic stoi?
                    Nie zapoznać rodziców czy uczniów ze Statutem czy wewnątrzszkolnym systemem
                    oceniania? Przecież to elementarne sprawy i tak dla mnie oczywiste, że czytam
                    Pani opowieść,jak z innej bajki.Podobnie jak coroczne bezpłatne fakultety przed
                    maturą i na miarę możliwości dobre uczenie, bo przed moimi uczniami studia, a w
                    przyszłym roku nowa matura.No, ale jestem nauczycielką z prowincji,uczę w
                    publicznym liceum.Chciałabym więcej zarabiać, ale wiem, że w moim mieście moja
                    pensja uchodzi za dużą,więc niemoralne i poniżające dla mnie i dla nich byłoby
                    mówienie uczniom o tym.Pozdrawiam!
          • Gość: Agata Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.chello.pl 20.02.03, 17:20
            Bardzo bym chciała spotkać nauczyciela, który się kształci. Mam nadzieję, że
            tacy są. Widocznie mam pecha. Dzieci, o których wspominam chodzą do różnego
            typu szkół: i prywatnych ( moim zdaniem to najgorsza opcja - rodzic w nich
            niewiele ma do powiedzenia a dyrektor jest panem sytuacji), i społecznych (
            chyba optymalne, choć nie zawsze), i państwowych ( los na loterii i marne
            szanse na przyzwoita nauke języków). Zmiana szkoły jest złem - jeśli dziecko
            jest "tylko" nie uczone, moim zdaniem, lepiej przetrwać licząc do końca
            tygodnie/miesiące.
            A poziom nauczycieli? Niestety różny. Dzis moje dziecko przyniosło uwagę w
            dzienniczku - cytuję "Państwa syn nie powiesił się w szatni"!
            • Gość: slos Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.03, 11:00
              Zabieram głos na tym forum kilka razy, bo nie chce mi się wierzyć, że są
              jeszcze takie szkoły i tacy nauczyciele. U mnie większość ma studia
              podyplomowe, a co roku ok.8 (na 43) osób je robi, uczestniczymy w sensownych
              kursach - tj tych dla wiedzy, a nie dla papierka. Nie rozumiem, dlaczego
              rodzice nie uczestniczą w życiu szkoły. Gdyby nie oni, nie byłoby w mojej
              szkole toalet w kafelki z dekorami, drewnianych, przyjemnych lamp zamiast
              prosektoryjnych jarzeniówek i wielu innych wspaniałych rzeczy. Szkoła w zamian
              oferuje 27 kół zainteresowań,jak najlepiej ułożony plan (pod dzieci a nie
              nauczycieli), świetlicę do późnego popołudnia, bezpłatny język obcy i
              informatykę od i klasy, tańce prowadzone przez fachowca, dydaktyczne wycieczki
              po Polsce, na które jeżdżą wszyscy, naukę samodzielnośći na zielonych
              kilkudniowych lekcjach dla klas I-III. Do doskonałości jeszcze daleko, są osoby
              słabiej zaangażowane w życie szkoły i jakość pracy, czasem nauczycielowi zdarzy
              się popełnić błąd,czasem coś się nie uda....ale to normalne. Natomiast
              wymiotować mi się chce, gdy tylko słyszę narzekania,mędzenie i winienie o
              wszystko innych. Owszem, pieniądze w oświacie nie najwyższe, ale liczy się też
              stabilność miejsca pracy (i ono samo w dobie likwidacji szkół), pozatem za
              dobrą pracę nauczyciele mają dobre warunki jej wykonywania, maksimum motywacji
              finansowej (nie są to oszałamiające sumy, ale jednak lepiej mieć te parę
              złotych niż nic). Wspólnie jeździmy po Europie, jesteśmy otwarci na świat. Aha
              nowych nauczycieli wybieram z konkursu i nie pomyliłem się jak dotąd. Jestem
              także człowiekiem zadowolonym z życia, czytam książki, zarabiam przyzwoicie
              (pracuję od 8 do 21, nie tylko w mojej szkole,ale to jest możliwe - organizacja
              pracy), stać mnie na dom, samochód, dzieła sztuki i podróże, tak jak i wielu
              moich nauczycieli... Kapitalizm to wspaniała rzecz - nie tylko dla aferzystów,
              ale i dla tych, co bardzo ciężko pracują . Nawet w publicznej szkole.
    • Gość: JK Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.acn.pl 20.02.03, 20:27
      W "mojej" szkole (niepubliczna podstawowka) trzydziestoparoletni tatusiowie
      rozmawiaja z nauczycielkami (nawet starszymi) z rekoma w kieszeniach (bo taka
      teraz moda).
      Juz czwartoklasisci (ich olbrzymia wiekszosc) nie poznaja nauczycieli z klas
      1-3, nie mowia dzien dobry, nie przepuszcza w drzwiach itp. Kultura osobista
      generalnie wyniesiona z domu. Ich rodzice zachowuja sie podobnie.
      Kilkakrotnie wychowawczynie klas mlodszych na kilkudniowych wycieczkach musialy
      za przeproszeniem podcierac dzieciom pupe, bo same nie potrafily !!!!!!! Nic
      nie mowiac o myciu, braniu prysznica, pakowaniu swoich rzeczy itp.
      Na zajecia na basenie rodzice nie jezdza, nauczycielki z wlasnymi
      suszarkami "obsluguja" dzieci.
      Piszesz, ze nie znasz nauczyciela, ktory sie doksztalca. A czy my mamy to
      wypisane na czole ? Ja za wlasne pieniadze co roku jezdze w wakacje na
      dwutygodniowy kurs dla nauczycieli zagranice (ucze jez. obcego), a w ciagu roku
      tez mamy spotkania metodyczne, szkoleniowe. po czym poznajesz kto sie
      doksztalca, a kto nie ?
      Przyklady moge mnozyc. Nie wrzucaj wszystkich nauczycieli do jednego wora. Ja
      tez moge opisac swoje i znajomych ciezkie przezycia z lekarzami, prawnikami,
      glazurnikiem, sprzedawcami w sklepie itd. Ale to nie znaczy, ze wszyscy tacy sa.
      • Gość: Agata Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.chello.pl 21.02.03, 11:08
        Częściowo się zgadzam. W szkole mojego syna też niestety, duża część uczniów
        klas 4 i wyżej nie poznaje nauczycielek nauczania początkowego.I uważam to za
        skandal. To samo dotyczy rodziców, którzy w klasach 1-3 podlizywali sie do
        wychowawczyni ( prezenty czasem bardzo wartościowe), a po zakończeniu tego
        etapu nauczania juz jej nie poznają. Myślę, że jest na to sposób - obniżenie
        oceny z zachowania przez aktualnego wychowawcę! Ocenia sie przecież także
        kulturalny sposób bycia oraz okazywanie szacunku wszystkim pracownikom szkoły.
        Sądze, że ocena poprawna ( lub niżej) może dałaby do myslenia. Zreszta na
        zebraniu wychowawczyni powinna dokładnie powiedzieć za co obniża zachowanie.
        Proste?
        Z zajęciami na basenie mam dokładnie odwrotne obserwacje. Panie plotkują,
        dzieci się suszą same lub nie ( jak np, nie zdążą wychodzą mokre).Kiedyś jedna
        z pań oświadczła mi, że jak sie kilka razy przeziębią to sie nauczą ( dla
        jasności - uczniowie klas 1-3).
        Na wyjazdach ( zielone szkoły) też bywa różnie.Jedni sie bardziej przejmują
        inni zupełnie.
        Oczywiście, że nikt z nas nie ma napisane na czole, że się dokształca, ale po
        sposobie prowadzenia zajęć to widać. Można "odwalać" na jedno kopyto ( i taki
        nauczyciel sie nie dokształca), ale można śledzić nowości, jeździć na kursy,
        czytać literature i po przebiegu lekcji, zadawanych pracach domowych,
        poruszanych problemach ( o których dzieci mówią w domu) to widać.
        Zresztą nauczyciele ( nadmieniam, że ci, z którymi osobiście się spotkałam lub
        o których opowiadali mi znajomi) tak niechętnie robią cokolwiek innego niż
        przeprowadzenie lekcji , że wydaje mi sie mało prawdopodobne aby SWÓJ WOLNY
        CZAS poświęcili na kształcenie.
        • Gość: Grażyna Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.pszczyna.sdi.tpnet.pl 23.02.03, 15:39
          Jestem w szoku!
          Jestem dyrektorką małej, wiejskiej szkoły. Uczęszcza do niej 120 uczniów. Na 6
          klas mam 10 różnych kół przedmiotowych (m. in. teatralne, komputerowe, wokalne,
          przyrodnicze, sportowe, plastyczne, matematyczne, gospodarstwa domowego...).
          Moi nauczyciele pracują społecznie po godzinach (np. zostając na próbach
          insceniazacji mitów greckich, wykonując elementy strojó, rekwizyty - rodzice z
          dobrej woli - bez rzymusu mogą uszyć efektowniejszy strój). Takie zajęcia
          (specjalnie piszę o mitach o była o nich dyskusja wyżej), integrują klasę z
          nauczycielem, dają możliwość wykazania się uczniom, którzy nie potrafią nauczyć
          się historii na 4 czy 5. Rozwijają wyobraźnie, uczą współpracy,
          współodpowiedzialności, robienia czegoś nie za coś, ale dla samej radości,
          przyjemności. Na insceniazacje zapraszani są rodzice, którzy chętnie, niemalże
          w 100% są obecni.
          Inny poruszany tutaj wątek - konkursy. Mam nauczycielki, które same
          przygotowują konkursy międzyszkolne dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że trzeba
          opracować regulamin, testy, rozesłać zawiadomienia, potem odebrać zgłoszenia,
          porobić listy uczniów, opracować sposób obeniania, punktowania testów dla
          komisji, powołać komisję (czyt. uprosić innych do pomocy), poszukać sponsorów
          na nagrody, opracować wzór dypmów, wydrukować dyplomy, wydrukować podziękowania
          dla wolontariuszy, zorganizować poczestunek dla czestników konkursu i ich
          piekunów itp. Bywa, że moi nuczyciele (gdy konkurs ma być zakończony w tym
          samym dniu: organizują czas dla uczestników, kiedy komisja sprawdza prace,
          przygotowują nagłośnienia, dekoracje, okolicznościowe gazetki i broszury,
          czasami opracowują logo i zamawiają w drukarniach kalendarzyki, plakietki czy
          długopisy (wymaga to jeżdżenia po godzinach pracy w różne miejsca).
          Poza tym piszą klasowe kroniki, organizują akcje "I T możesz zostać świętym
          Mikołajem" ucząc dzieciaki, wrażliwości, że woół nas są osoby słabsze, chore,
          biedniejsze. Oganizują akcje Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wieś, w
          której uczę liczy 900 mieszkańców, a na WOŚP przyjechało do nas ponad 3 ty.
          osób, zebrano blisko 20 tys. zł.
          Wycieczki? Ne tylko wyjazd do dużego miasta i czas wolny dla dzieciaków. Jadą
          do miasteczka ekologicznego na 3 dni (trzeba opracować specjalny program i
          nieźle się napracować - nieodpłatnie - nie tylko w dzień, ale i w nocy, wyjazdy
          do pracowni garncarskich, parków narodowych... itp.
          Praca wychowawcza?
          lekcje pokazowe dla rodziców, spotkania popołudniowe w szkole z rodzicami
          połączone z wigilią w klasie, Dniem Matki, montażami słowno-muzycznymi na temat
          narkomanii, palenia tytoniu.
          Wywiadówki?
          Aktywne, połaczone z dyskusją i pracą wokół tematu, np. pozycja dziecka w
          rodzinie, rola matki i ojca, potrzeby dziecka itp.
          Informacje dla rodziców?
          Wyczerupjące. Sprawdziany (te większe) do przeanalizowania na wwiadówkach,
          mniejsze na prośbę rodzica (lub wklejane do zeszytów, wymagany podpis rodzica,
          że się z nimi zapoznał), każda ocena z odpytywania zapisana w zeszycie
          przedmiotowym.
          "Gazeta Szkolna dla Rodziców" redagowana przeze mnie, w której zamieszczam
          najważnie4jsze sprawy, czasami powtórzenie tego co było na zebraniu (bo pamięć
          jest zawodna, a tak rodzice mogą wiele rzeczy "przetrawić" w domu), ważne
          terminy, sukcesy i porażki.
          I wiele innych.
          A rodzice? Różni, tak jak różni są nauczyciele. Jedni otwarci a szkołę, chętni
          do pomocy i współpracy. Inni niezadowoleni.
          Nie twierdzę, że u mnie jest idealnie! Mam swoje problemy, wiele rzeczy trzeba
          udoskonalić. Ale bez mówienia o problemach i woli współpracy z obu stron
          niczego nie da się zmienić.
          Warto więc może popatrzeć na siebie, uderzyć się w piersi, a potem oceniać
          innych.

          • Gość: Krzysztof Homan Nauczyciel też człowiek, a pracuje IP: 62.233.233.* 23.02.03, 20:14
            Gość portalu: Grażyna napisał(a):

            > Jestem w szoku!
            > Jestem dyrektorką małej, wiejskiej szkoły. Uczęszcza do niej 120 uczniów.
            [...]

            Brawo! :-)
            Myślę, że podobnie wygląda sprawa w znacznej części polskich szkół.
            Martwi mnie tylko wielokrotnie wspomniana praca nauczycieli po godzinach.
            Nauczyciel powien wykonywać zadania podane przez Panią. Ale powinien też mieć
            zagwarantowany czas na to, i oczywiście zapłatę za to działanie. Na razie mamy
            w tym zakresie wiele dowolności. Proponuję 8-godzinny dzień pracy.

            Pozdrawiam
            Krzysztof Homan, nauczyciel
            khoman@poczta.onet.pl
            • Gość: MACIEJ Re: Nauczyciel też człowiek, a pracuje IP: *.ny325.east.verizon.net 26.02.03, 04:32
              Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

              > Gość portalu: Grażyna napisał(a):
              >
              > > Jestem w szoku!
              > > Jestem dyrektorką małej, wiejskiej szkoły. Uczęszcza do niej 120 uczniów.
              > [...]
              >
              > Brawo! :-)
              > Myślę, że podobnie wygląda sprawa w znacznej części polskich szkół.
              > Martwi mnie tylko wielokrotnie wspomniana praca nauczycieli po godzinach.
              > Nauczyciel powien wykonywać zadania podane przez Panią. Ale powinien też mieć
              > zagwarantowany czas na to, i oczywiście zapłatę za to działanie. Na razie
              mamy
              > w tym zakresie wiele dowolności. Proponuję 8-godzinny dzień pracy.

              Bez przesady.
              To jest wioska i ludzie zyja tam szkola.
              Ile tam jest kin,klubow czy innych rozrywek?
              Malo ludzi tam goni z biura do supermarketu itp wielkomiejski kierat.
          • Gość: Agata Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.chello.pl 24.02.03, 11:52
            Grażyno, 2 razy przeczytałam Twój post i zzieleniałam z zazdrości. Zazdroszczę
            uczniom (że daje im się możliwości), zazdroszczę rodzicom (że tak uczone są ich
            dzieci - czytaj nie muszą tworzyć po poudniu szkoły w domu). U nas, niestety,
            nic sie nie dzieje. Ostatnio grypa zdziesiątkowała grono pedagogiczne więc
            obecni przychodzą na zastępstwa. Są niezadowoleni - czemu dają wyraz! Oto życie!
            • Gość: MACIEJ Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: *.ny325.east.verizon.net 26.02.03, 04:39
              Gość portalu: Agata napisał(a):

              > Grażyno, 2 razy przeczytałam Twój post i zzieleniałam z zazdrości.
              Zazdroszczę
              > uczniom (że daje im się możliwości), zazdroszczę rodzicom (że tak uczone są
              ich
              >
              > dzieci - czytaj nie muszą tworzyć po poudniu szkoły w domu). U nas, niestety,
              > nic sie nie dzieje. Ostatnio grypa zdziesiątkowała grono pedagogiczne więc
              > obecni przychodzą na zastępstwa. Są niezadowoleni - czemu dają wyraz! Oto
              życie
              > !

              Cos mnie sie zdaje,ze ludzie w Polsce pozwalaja sobie na komfort chorowania na
              ta sama grype po dwa razy w ciagu sezonu.
              O tej epidemii slysze juz od dosc dawna.
              Grypa atakuje geograficznie,czy raczej Polacy sa malo odporni?
              Ciekawe czy grono pedagogiczne odwolalo lekcje prywatne po godzinach szkolnych?
              • caerme grypa... 26.02.03, 20:37
                witraj maciek:)
                co do chorowania:
                ze mna bylo tak ze mnie zwykle bralo w "szczycie" sesji egzaminacyjnej wiec
                przychodzilem na kolokwia nawet z 39C goraczki i nawet zdawalem z niezlymi
                notami. jedynym minusem bylo to ze nic nie moglem mowic. zdawac egzaminow w
                pierwszym-drugim terminie mi sie naprawde nie chcialo. obecnie "robie na swoim"
                czyli na lewo w firmie rodzinnej a tu jest tak ze "nie licze godzin i lat"
                czyli trzeba byc w sezonie od 6.45 do 16.15 a czesto "do skutku" w zimie tylko
                do 15... chorowac w zasadzie nie moge, po prostu musze byc nawet po to by byc
                nawet "chora" para rak sie zawsze przyda... ale nie wiem czemu pomijajac katare
                drobny nic nie dokucza:)
                co do innych prywatnych firm podejrzewam ze chorowanie jest tylko w powaznych
                wypadkach i wtedy kiedy to pracodawcom na reke jest
                szkoly... no coz znam sytuacje [pani z najwyzszej kategorii ktora poszla na
                urlop w 2 mies ciazy w pol semestru letniego, a przyjdzie jakos "zaraz" czyli
                znow w polowie semestru letniego - bo tak chce, a z drugiej stazysta lub ten
                stojacy nieco wyzej w zasadzie "nie powinien" chorowac co oznacza lecz sie w sb
                i nd.
                pozdr
                piotrek
                • Gość: MACIEJ Re: grypa... IP: *.ny325.east.verizon.net 27.02.03, 19:38
                  caerme napisał:

                  > witraj maciek:)
                  > co do chorowania:
                  > ze mna bylo tak ze mnie zwykle bralo w "szczycie" sesji egzaminacyjnej wiec
                  > przychodzilem na kolokwia nawet z 39C goraczki i nawet zdawalem z niezlymi
                  > notami. jedynym minusem bylo to ze nic nie moglem mowic. zdawac egzaminow w
                  > pierwszym-drugim terminie mi sie naprawde nie chcialo. obecnie "robie na
                  swoim"
                  >
                  > czyli na lewo w firmie rodzinnej a tu jest tak ze "nie licze godzin i lat"
                  > czyli trzeba byc w sezonie od 6.45 do 16.15 a czesto "do skutku" w zimie
                  tylko
                  > do 15... chorowac w zasadzie nie moge, po prostu musze byc nawet po to by byc
                  > nawet "chora" para rak sie zawsze przyda... ale nie wiem czemu pomijajac
                  katare
                  >
                  > drobny nic nie dokucza:)
                  > co do innych prywatnych firm podejrzewam ze chorowanie jest tylko w powaznych
                  > wypadkach i wtedy kiedy to pracodawcom na reke jest
                  > szkoly... no coz znam sytuacje [pani z najwyzszej kategorii ktora poszla na
                  > urlop w 2 mies ciazy w pol semestru letniego, a przyjdzie jakos "zaraz" czyli
                  > znow w polowie semestru letniego - bo tak chce, a z drugiej stazysta lub ten
                  > stojacy nieco wyzej w zasadzie "nie powinien" chorowac co oznacza lecz sie w
                  sb

                  Szkoda ,ze pani doktor nie chce potwierdzic,ze nastawienie psychiczne wplywa na
                  samopoczucie fizyczne.
                  Czlowiek znuzony beznadzieja sytuacji i brakiem perspektyw choruje czesciej niz
                  zadowolony z zycia i siebie.
                  • caerme Re: grypa... 27.02.03, 21:30
                    witaj
                    maciek,
                    bo to jest tak, w krajach gdzie nie ma slonca a ludzie pol roku nie widza dnia
                    jest okreslenie w rodzaju depresja jesienna melancholia laponska itd co
                    sprowadza sie do tego ze czlowiek jest zniechecony znuzony zmeczony i nic mu
                    sie nie chce. leczy sie to metoda naturalna zalecajac swiatlo takie samo jak
                    sloneczne lub sztuczna cos w stylu solarium.
                    lecz dla wielu lekarzy to jest po prostu "pani sie zdaje" z tym jest tak jak z
                    naszymi drogowcami i zima - zawsze sa zaskoczeni. tutaj lekarz tez nie
                    przyjmuje do wiadomosci ze cos takiego mzoe istniec a z drugiej wmawia ze sa
                    choroby ktore w zasadzie nie wadza nikomu ale trzeba sie na nie leczyc..
                    pozdr
                    piotrek
                    • Gość: Krzysztof Homan Re: grypa... IP: 62.233.233.* 27.02.03, 21:37
                      caerme napisał:

                      > witaj
                      > maciek,
                      > bo to jest tak, w krajach gdzie nie ma slonca a ludzie pol roku nie widza
                      dnia
                      > jest okreslenie w rodzaju depresja jesienna melancholia laponska itd co
                      > sprowadza sie do tego ze czlowiek jest zniechecony znuzony zmeczony i nic mu
                      > sie nie chce. leczy sie to metoda naturalna zalecajac swiatlo takie samo jak
                      > sloneczne lub sztuczna cos w stylu solarium.

                      Jakie kraje masz na myśli Piotrze? Nasz też?

                      Pozdrawiam
                      Krzysztof Homan, nauczyciel
                      khoman@poczta.onet.pl
                      • Gość: Tirsa Re: grypa... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.03, 16:22
                        no i teraz jasne...
                        gdy nauczyciel ma grypę, to wiadomo, że tak naprawdę jest zniechęcony i
                        przybity i bez motywacji, a grypa to taka psychosomatyczna wymówka...

                        znaczy jak ma grypę - nie ma powołania do zawodu...

                        no i niż idzie... zwalniać trzeba będzie... wiadomo kogo... tych, co im się
                        zdarza grypę mieć czy inną anginę... albo na przykład zapalenie krtani...

                        • Gość: Agata Re: grypa... IP: *.chello.pl 28.02.03, 16:38
                          Myślę, że większości nauczycieli nie stanie sie krzywda. Nikt ich nie zwolni,
                          mimo niżu demograficznego.W szkole, do której chodzi mój syn na 6 lekcji - 5
                          zastępstw. W czasie tych lekcji nie robi się literalnie nic. Choruje
                          matematyczka - a co stoi na przeszkodzie, żeby dzień wcześniej uprzedzić
                          uczniów, że na zastępstwo przyjdzie historyczka i przerobić materiał zamiast
                          zajmować się tzw. pracą własną. A ta ostatnia w przypadku 13 latków niewiele ma
                          wspólnego z nauka!
                          • Gość: Majka:-) Re: grypa... IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 28.02.03, 17:01
                            Agato, przecież w każdej normalnej szkole dzień wcześniej wywieszona jest dla
                            uczniów i nauczycieli informacja o zastępstwach! Odbywają się lekcje wg tego
                            planu, a jeśli zdarzy się zastępstwo "z łapanki" (nagły przypadek), to każdy
                            nauczyciel umie poprowadzić lekcję ze swojego przedmiotu bez książki...
                            Takie średniowiecze u ciebie?!?
                            • Gość: Agata Re: grypa... IP: *.chello.pl 28.02.03, 17:22
                              Chyba coś w tym rodzaju. O planie zastępstw nie słyszałam.Całe szczęście, że
                              rozstajemy sie z tą szkołą za kilka miesięcy, bo im dłużej czytam posty w
                              Szkole z klasą tym większe odnoszę wrażenie, że jednak są normalne szkoły!
                        • Gość: Majka:-) Re: grypa... IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 28.02.03, 16:39
                          A ciężarnych w ogóle nie przyjmować...
                          W ogóle zabronić kobietom uczyć. Jest tylu chętnych, zdolnych, ofiarnych i
                          odpornych fizycznie panów.
                          • Gość: MACIEJ Re: grypa... IP: *.ny325.east.verizon.net 28.02.03, 19:09
                            Gość portalu: Majka:-) napisał(a):

                            > A ciężarnych w ogóle nie przyjmować...
                            > W ogóle zabronić kobietom uczyć. Jest tylu chętnych, zdolnych, ofiarnych i
                            > odpornych fizycznie panów.

                            Polska jako bogaty kraj socjalny oferuje swiezo upieczonym matkom 3 letni urlop
                            bezplatny.
                            Ciekawe ze w Stanach ten urlop macierzynski trwa 8 tygodni i w miedzyczasie
                            mozna stracic ubezpieczenie.
                            • mamosz Re: grypa... 28.02.03, 19:42
                              Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                              > Gość portalu: Majka:-) napisał(a):
                              >
                              > > A ciężarnych w ogóle nie przyjmować...
                              > > W ogóle zabronić kobietom uczyć. Jest tylu chętnych, zdolnych, ofiarnych i
                              >
                              > > odpornych fizycznie panów.
                              >
                              > Polska jako bogaty kraj socjalny oferuje swiezo upieczonym matkom 3 letni
                              urlop
                              > To jedż do stanów i nie wkurzaj mnie.Rozmowy o nauczycielach i kobietach w
                              ciaży są biciem piany i do niczego nie prowadza
                              Jesli chodzi o doskonalenie to chcialabyn Cię cicho zapytać Agato jak Ty sobie
                              wyobrazasz finansowanie studiów podyplomowych 3000 rocznie z pensji coś ok
                              1800 miesięcznie na ktorej wiszą 3 osoby i 2 psy , a sponsorow jakoś nie
                              widzć,całe szczęście ze człowiek przynajmniej czytać umie to sobie coś sam
                              znajdzie i poczyta ?
                              > bezplatny.
                              > Ciekawe ze w Stanach ten urlop macierzynski trwa 8 tygodni i w miedzyczasie
                              > mozna stracic ubezpieczenie.


                              • Gość: MACIEJ Re: grypa... Doksztalcanie sie przy 2 psach. IP: *.ny325.east.verizon.net 01.03.03, 04:02
                                mamosz napisała:

                                > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
                                >
                                > > Gość portalu: Majka:-) napisał(a):
                                > >
                                > > > A ciężarnych w ogóle nie przyjmować...
                                > > > W ogóle zabronić kobietom uczyć. Jest tylu chętnych, zdolnych, ofiarn
                                > ych i
                                > >
                                > > > odpornych fizycznie panów.
                                > >
                                > > Polska jako bogaty kraj socjalny oferuje swiezo upieczonym matkom 3 letni
                                > urlop
                                > > To jedż do stanów i nie wkurzaj mnie.Rozmowy o nauczycielach i kobietach w
                                >
                                > ciaży są biciem piany i do niczego nie prowadza
                                > Jesli chodzi o doskonalenie to chcialabyn Cię cicho zapytać Agato jak Ty
                                sobie
                                > wyobrazasz finansowanie studiów podyplomowych 3000 rocznie z pensji coś ok
                                > 1800 miesięcznie na ktorej wiszą 3 osoby i 2 psy , a sponsorow jakoś nie
                                > widzć,całe szczęście ze człowiek przynajmniej czytać umie to sobie coś sam
                                > znajdzie i poczyta ?

                                Przeliczajac zlotowki na dolary 1:1 to niemal identyczna sytuacje mozesz zastac
                                w Stanach.
                                Nie wiem czy to humanitarne,ale ja bym z psow zrezygnowal.

                                > > bezplatny.
                                > > Ciekawe ze w Stanach ten urlop macierzynski trwa 8 tygodni i w miedzyczasi
                                > e
                                > > mozna stracic ubezpieczenie.
                            • n-l Re: grypa... 28.02.03, 20:01
                              Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                              > Ciekawe ze w Stanach ten urlop macierzynski trwa 8 tygodni i w miedzyczasie
                              > mozna stracic ubezpieczenie.

                              W Paryżu to rzeka mleczna, a brzegi jaglane :-)))
                              • Gość: Majka:-) Re: grypa... IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 28.02.03, 20:12
                                Wiecie co, napisałam o tych kobietach w ramach IRONICZNEGO uzupełnienia postu
                                Krzyśka. I już żałuję, bo "rozmyło" temat. Maciej znalazł nową płaszczyznę do
                                porównań ;-))
                                • Gość: Krzysztof Homan Re: grypa... IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 28.02.03, 20:20
                                  Gość portalu: Majka:-) napisał(a):

                                  > Wiecie co, napisałam o tych kobietach w ramach IRONICZNEGO uzupełnienia
                                  postu
                                  > Krzyśka. I już żałuję, bo "rozmyło" temat. Maciej znalazł nową płaszczyznę do
                                  > porównań ;-))

                                  Jakiś mój post masz na myśli Majko? Który?

                                  Pozdrawiam
                                  Krzysztof Homan, nauczyciel
                                  khoman@poczta.onet.pl
                                  • Gość: Majka:-) Krzysztofie-lapsus :-( IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 28.02.03, 20:31
                                    Chodziło mi o Caerma (Piotr?):-(
                                    Przepraszam :-)
                                    • caerme Re: Krzysztofie-lapsus :-( 28.02.03, 21:10
                                      witaj,
                                      zdarza sie, btw moj nick wg sapkowskiego znaczy wlasnie los:)
                                      a co do grypy pisalem ze czesto jest wymowka dla tych co sobie moga pozwolic
                                      czyli nauczycieli najwyzszych stopniem - nawet jak jest to grypa z eserii
                                      troche kataru i lekka chrypka z serii tych jakich wiele ludzie maja w ciagu
                                      zimy, a z drugiej zdarza sie niestety ze stazysci chodza ledwo na oczy widzac
                                      bo nie chca byc zwolnieni [czasem oznacza to nieprzedluzenie umowy] i mecza
                                      siebie i dzieciaki. pisalem ze sa tez zawody i sytuacje ze czlowiek a wl. cos
                                      na jego ksztalt musi isc chocby sie walilo i palilo i nie oplaca mu nie brac
                                      zwolnienia.
                                      maciek poruszyl gdzies melancholie taka przy koncu zimy. i to jest bo jest za
                                      malo slonca a zmeczenie zima i wszystkim daje sie po prostu bardzo mocno we
                                      znaki i czlowiek jest "cieplo - cieplo, zimno - zimno" nijaki.
                                      zupelnie inna bajka jest to ze z rodzimymi lekarzami jest sie bardzo latwo
                                      dogadac w kwestiach zasadniczych czyli: ile dni ma byc na papierze tak zeby
                                      bylo super. a ten przyklad z ciaza to bylo ekstremum co obrazuje jak to
                                      wyglada. gdzies tez maciek pisal o urlopie macierzyskim i jego dlugosci.
                                      podejrzewam ze jesliby taki numer wykonal nauczyciel z dwoch najnizszych dwoch
                                      stopni to dyrektor by sie ich bardzo szybko pozbyl. ale niektorzy sa nietykalni
                                      prakrycznie.
                                      pozdr
                                      piotrek vel caerme
                                    • Gość: Krzysztof Homan Nadstawiam głowę IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 28.02.03, 21:14
                                      Gość portalu: Majka:-) napisał(a):

                                      > Chodziło mi o Caerma (Piotr?):-(
                                      > Przepraszam :-)

                                      To teraz nadstawię własną głowę.
                                      Ludzie piszcie. To ostatnie chwile. Koniec świata bliski.

                                      Napisałaś, podobno ironicznie (niech tam):
                                      A ciężarnych w ogóle nie przyjmować...
                                      W ogóle zabronić kobietom uczyć. Jest tylu chętnych, zdolnych, ofiarnych i
                                      odpornych fizycznie panów.

                                      Wniosek Twój popieram. Lekcja w szkole - rzecz święta. Kobieta ze
                                      swoimi "właściwościami" często zmuszona jest łamać tę zasadę (ciąża, dzieci).
                                      Myślę, że podobnie sprawy mają się w innych branżach. Zapewniam Cię, że gdybym
                                      był właścicielem prywatnej firmy, unikałbym zatrudniania kobiet.

                                      A dlaczego kraczę? (cytat z jednego z moich postów)
                                      Zanikają więzi rodzinne. Wypaczeniu ulega naturalny podział ról w rodzinie.
                                      Kobiety coraz częściej chcą (czasem muszą) aktywnie uczestniczyć w budowaniu
                                      świata, chcą robić kariery. Liczą procenty swojego udziału w składach ciał
                                      wybieralnych. Dom i dzieci pozostawiają bez należytej opieki. Ognisko domowe
                                      przechodzi do historii. Pokolenie za pokoleniem upadek będzie się pogłębiał.

                                      Pozdrawiam
                                      Krzysztof Homan, nauczyciel
                                      khoman@poczta.onet.pl
                                      • Gość: Anna K.H. - tu pachnie dyskryminacją... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 02.03.03, 20:07
                                        Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):


                                        > > To teraz nadstawię własną głowę.

                                        Trochę to ryzykowne.

                                        > Ludzie piszcie. To ostatnie chwile. Koniec świata bliski.

                                        Skoro tak - korzystam z ostatniej zapewne okazji.

                                        > Napisałaś, podobno ironicznie (niech tam):
                                        > A ciężarnych w ogóle nie przyjmować...
                                        > W ogóle zabronić kobietom uczyć. Jest tylu chętnych, zdolnych, ofiarnych i
                                        > odpornych fizycznie panów.
                                        >
                                        > Wniosek Twój popieram. Lekcja w szkole - rzecz święta. Kobieta ze
                                        > swoimi "właściwościami" często zmuszona jest łamać tę zasadę (ciąża, dzieci).
                                        > Myślę, że podobnie sprawy mają się w innych branżach. Zapewniam Cię, że
                                        gdybym
                                        > był właścicielem prywatnej firmy, unikałbym zatrudniania kobiet.

                                        Jasne, to zupełnie logiczne, że popierasz taki wniosek, poniewaz ciąża, dzieci
                                        to sprawa wyłącznie kobiet. Po co chcą mieć dzieci ? Zależy im widocznie na
                                        zachowaniu gatunku. To sprawa wyłącznie kobiet i ich "właściwości"...

                                        > A dlaczego kraczę? (cytat z jednego z moich postów)
                                        > Zanikają więzi rodzinne. Wypaczeniu ulega naturalny podział ról w rodzinie.
                                        > Kobiety coraz częściej chcą (czasem muszą) aktywnie uczestniczyć w budowaniu
                                        > świata, chcą robić kariery. Liczą procenty swojego udziału w składach ciał
                                        > wybieralnych. Dom i dzieci pozostawiają bez należytej opieki. Ognisko domowe
                                        > przechodzi do historii. Pokolenie za pokoleniem upadek będzie się pogłębiał.

                                        Brawo, brawo. Kobieto - puchu marny..
                                        Najpierw taka uczy się, kończy jakieś tam "szkoły", później ciąża, rodzenie
                                        dzieci, wychowywanie i jeszcze jej się pracować zachciewa! Zamiast podsycać
                                        ognisko i gromadką dzieci się opiekować. Jeśli na dodatek któraś zapragnie
                                        uczestniczyć w budowaniu świata , albo udziału w składzie ciał wybieralnych,
                                        to już przechodzi wszelkie wyobrażenie.
                                        Możę warto byłoby się zastanowić nad rolą mężczyzny w budowaniu ogniska
                                        domowego, utrwalaniu więzi rodzinnych, czy rola mężczyzny czasami (nie zawsze),
                                        nie kończy się tylko na ...etapie wstępnym w tworzeniu rodziny?
                                        Zapewniam Cię, że wiele kobiet chciałoby się poświęcić tylko wychowaniu dzieci,
                                        przynajmniej w pierwszych latach ich życia.
                                        Niestety nie mogą sobie na to pozwolić, bo mężczyzna często ( nie zawsze) nie
                                        jest w stanie zapewnic odpowiedniego bytu rodzinie.

                                        pozdr.
                                        • Gość: Krzysztof Homan Być kobietą? IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 02.03.03, 21:48
                                          Gość portalu: Anna napisał(a):

                                          > Brawo, brawo. Kobieto - puchu marny..

                                          Z tym się nie zgadzam.

                                          > Możę warto byłoby się zastanowić nad rolą mężczyzny w budowaniu ogniska
                                          > domowego, utrwalaniu więzi rodzinnych, czy rola mężczyzny czasami (nie
                                          zawsze),
                                          > nie kończy się tylko na ...etapie wstępnym w tworzeniu rodziny?

                                          Warto. Jest to wręcz konieczne.

                                          > Zapewniam Cię, że wiele kobiet chciałoby się poświęcić tylko wychowaniu
                                          dzieci,
                                          > przynajmniej w pierwszych latach ich życia.
                                          > Niestety nie mogą sobie na to pozwolić, bo mężczyzna często ( nie zawsze) nie
                                          > jest w stanie zapewnic odpowiedniego bytu rodzinie.

                                          (moje zdanie sprzed 2 lat, z okazji wiadomego "święta")
                                          Chciałbym postawić sprawy na swoich miejscach. Jeśli podjęłaś się np.
                                          najemnej pracy zawodowej, to musisz zaakceptować takie a nie inne
                                          traktowanie najemników. Nie możesz dochodzić specjanych praw. Jeśli zaś ta
                                          praca miałaby odbić się ujemnie na rodzinie, to wolę chleb ze smalcem i mamę
                                          w domu, niż przeciwność. Brakuje Ci na smalec?;-)

                                          Pozdrawiam
                                          Krzysztof Homan, nauczyciel
                                          khoman@poczta.onet.pl
                                          • Gość: Anna A gdzie te chłopy? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 02.03.03, 22:14
                                            Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

                                            >
                                            > > Możę warto byłoby się zastanowić nad rolą mężczyzny w budowaniu ogniska
                                            > > domowego, utrwalaniu więzi rodzinnych, czy rola mężczyzny czasami (nie
                                            > zawsze),
                                            > > nie kończy się tylko na ...etapie wstępnym w tworzeniu rodziny?
                                            >
                                            > Warto. Jest to wręcz konieczne.

                                            Taka odpowiedż mnie nie satysfakcjonuje. Wyrażnie przedstawiłeś swój sposób
                                            widzenia w kwestii roli kobiety. Bardzo proszę żebyś zrobił to samo jeśli
                                            chodzi o rolę mężczyzny w rodzinie.


                                            > > Zapewniam Cię, że wiele kobiet chciałoby się poświęcić tylko wychowaniu
                                            > dzieci,
                                            > > przynajmniej w pierwszych latach ich życia.
                                            > > Niestety nie mogą sobie na to pozwolić, bo mężczyzna często ( nie zawsze)
                                            > nie
                                            > > jest w stanie zapewnic odpowiedniego bytu rodzinie.
                                            >
                                            > (moje zdanie sprzed 2 lat, z okazji wiadomego "święta")
                                            > Chciałbym postawić sprawy na swoich miejscach. Jeśli podjęłaś się np.
                                            > najemnej pracy zawodowej, to musisz zaakceptować takie a nie inne
                                            > traktowanie najemników. Nie możesz dochodzić specjanych praw. Jeśli zaś ta
                                            > praca miałaby odbić się ujemnie na rodzinie, to wolę chleb ze smalcem i mamę
                                            > w domu, niż przeciwność. Brakuje Ci na smalec?;-)

                                            Po pierwsze to dziękuję losowi, że nie trafiłam do Ciebie jako najemnik.
                                            Ja też na szczęście lubię chleb ze smalcem (choć tuczący), ale co w sytuacji
                                            gdy komuś i na to brakuje?
                                            Poważnie - przeciez nie o to mi chodziło. To jest oczywiste, że chcąc otrzymac
                                            zapłatę za pracę trzeba ją najpierw wykonać. Jeśli kobieta jest potrzebna w
                                            domu, niech tam spełnia swoje obowiązki.
                                            Jednak jakoś nie widzę tu apeli do mężczyzn o to by starali się zapewnić
                                            rodzinie odpowiedni byt. Przecież to mężowie i ojcowie nie chccą jeść Twojego
                                            smalcu, chcą jeżdzić samochodami itd.
                                            Do Panów zatem drogi Krzysztofie kieruj swoje uwagi nt wychowania dzieci, bo to
                                            oni zdaje się pierwsi ze swej roli wypadli.

                                            pozdrawiam

                                            • Gość: Krzysztof Homan Szukajcie... IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 02.03.03, 22:27
                                              Gość portalu: Anna napisał(a):

                                              > Jednak jakoś nie widzę tu apeli do mężczyzn o to by starali się zapewnić
                                              > rodzinie odpowiedni byt. Przecież to mężowie i ojcowie nie chccą jeść Twojego
                                              > smalcu, chcą jeżdzić samochodami itd.

                                              Dawno temu był taki zwyczaj, nazywał się - narzeczeństwo. W tym okresie
                                              potencjalni małżonkowie poznawali się wzajemnie, by potem móc w skrytości ducha
                                              odpowiedzieć sobie na pytanie - widziały gały, co brały?
                                              Jeśli kobieta wybiera faceta "od samochodów", to ma tego kogo ma, a my mamy to
                                              co mamy.

                                              Pozdrawiam
                                              Krzysztof Homan, nauczyciel
                                              khoman@poczta.onet.pl
                                              • Gość: Anna K.H. - jesteś wspaniały IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 02.03.03, 22:52
                                                Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):


                                                >
                                                > Dawno temu był taki zwyczaj, nazywał się - narzeczeństwo. W tym okresie
                                                > potencjalni małżonkowie poznawali się wzajemnie, by potem móc w skrytości
                                                ducha
                                                >
                                                > odpowiedzieć sobie na pytanie - widziały gały, co brały?
                                                > Jeśli kobieta wybiera faceta "od samochodów", to ma tego kogo ma, a my mamy
                                                to
                                                > co mamy.

                                                Jak ja Cię niesprawiedliwie oceniłam! Myślałam, że TY jesteś przeciwko
                                                nam ,kobietom, a tu masz. Wg tego co piszesz wszystko zależy od nas , nawet to
                                                jacy są mężczyżni. To my odpowiadamy za ich rolę, za to kim są, jakie mają
                                                podejście do życia. Tylko naszą powinnością jest mądrość i odpowiedzialność.

                                                Gratuluję.

                                                > Pozdrawiam
                                                • Gość: Krzysztof Homan Wiem o tym ;) IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 02.03.03, 23:08
                                                  Gość portalu: Anna napisał(a):

                                                  > Jak ja Cię niesprawiedliwie oceniłam!

                                                  Nie pierwszy to raz. Taka ma droga życia. Albo marnie się wysławiam.

                                                  Myślałam, że TY jesteś przeciwko
                                                  > nam ,kobietom, a tu masz.

                                                  I co bym z sobą wtedy począł? (dosłownie i w przenośni)

                                                  Wg tego co piszesz wszystko zależy od nas , nawet to
                                                  > jacy są mężczyżni. To my odpowiadamy za ich rolę, za to kim są, jakie mają
                                                  > podejście do życia. Tylko naszą powinnością jest mądrość i odpowiedzialność.

                                                  Hola. Wiele, bardzo wiele zależy od kobiet, ale żeby wszystko, to nie.
                                                  Normalni mężczyźni przeważnie wywodzą się z Rodzin.

                                                  > Gratuluję.

                                                  Autografy przy okazji ;-)

                                                  Pozdrawiam
                                                  Krzysztof Homan, nauczyciel
                                                  khoman@poczta.onet.pl
                                                  • Gość: . Re: Wiem o tym ;) IP: *.*.*.* 03.03.03, 15:47
                                • Gość: Agata Re: grypa... IP: *.chello.pl 28.02.03, 20:20
                                  Jeżeli nie chcemy, aby forum ,za sprawą Macieja, zmieniło sie w jarmark nie
                                  odpowiadajmy na jego posty. Ja je pomijam. Pisałam juz wiele razy, że
                                  porównywanie dwóch nieporównywalnych rzeczy jest bez sensu. Pop swoje i chłop
                                  swoje.Maciej snuł "uczone wywody" o wyższości Ameryki nad Polską odbiegając od
                                  zasadniczego tematu. Niech sobie to robi dalej jeżeli ma mieć w związku z tym
                                  lepsze samopoczucie.Ja jeśli widze post podpisany przzez Macieja po prostu go
                                  nie czytam.
                                  • Gość: Jacek Re: grypa.../Agata/ IP: 212.160.238.* 28.02.03, 20:54
                                    Jeżeli nie chcemy, aby forum ,za sprawą Macieja, zmieniło sie w jarmark nie
                                    odpowiadajmy na jego posty. Ja je pomijam. Pisałam juz wiele razy, że
                                    porównywanie dwóch nieporównywalnych rzeczy jest bez sensu. Pop swoje i chłop
                                    swoje.Maciej snuł "uczone wywody" o wyższości Ameryki nad Polską odbiegając od
                                    zasadniczego tematu. Niech sobie to robi dalej jeżeli ma mieć w związku z tym
                                    lepsze samopoczucie.Ja jeśli widze post podpisany przzez Macieja po prostu go
                                    nie czytam.
                                    Tak napisała w swoim dzisiejszym (28.02.) poście Agata. Agato, ja też podobnie
                                    uważam (Ameryka to Ameryka, a my powinniśmy znać swoje aktualne miejsce w
                                    szeregu), a ponieważ śledzę od pewnego czasu Twoje "wywody", które w bardzo
                                    wielu miejscach uznaję za słuszne oraz bardzo ciekawe, pozwolę sobie na taką
                                    propozycję: postaraj się przedstawić przynajmniej trzy decyzje, które
                                    należałoby podjąć, aby coś zmieniło się w naszej oświacie na lepsze.
                                    Wskaż "wykonawców", czas, sposoby, ale... niech to będą "rzeczy" możliwe do
                                    wykonania na dzień dzisiejszy, ewentualnie w bardzo bliskiej przyszłości. Jeśli
                                    to uda Ci się zrobić, ja z kolei postaram się wykazać (bazując na swoim
                                    trzydziestoletnim nauczycielskim stażu), że są one niewykonalne, oczywiście
                                    podając powody. Może wtedy uda nam się dojść do tego (bądźmy niepoprawnymi
                                    optymistami - przecież to nic nie kosztuje), co w pierwszym rzędzie "hamuje"
                                    pozytywne zmiany w polskim szkolnictwie. Z góry dziękuję za ewentualne
                                    zainteresowanie z Twojej strony i podjęcie się tego zadania. Pozdrawiam - Jacek.



                                    • Gość: Agata Re: grypa.../Agata/ IP: *.chello.pl 28.02.03, 21:09
                                      Jacku, wydaje mi sie,że należałoby:
                                      1. Podnieść pensje nauczycielom ( pieniądze znalazłyby sie z "odchudzenia"
                                      administracji ) i zacząć wymagać pracy
                                      2. Skończyć z mitem , że każdy lub prawie każdy musi zdać do następnej klasy (
                                      nie uczysz sie nie jesteś promowany)
                                      Brak promocji powinien być straszakiem dla nieuków, nierobów, obiboków i
                                      osobnikw, którzy potrafia "rozłożyć" każda lekcję.
                                      3.Zapomnieć o partnerstwie", "demokracji" itp. - w szkole ( podobnie jak w
                                      służbie zdrowia) nie może być mowy o równouprawnieniu. Nauczyciel
                                      jest "przywódcą stada" .
                                      Pozdrawiam i czekam na odpowiedź- Agata.
                                      • caerme Re: grypa.../Agata/ 28.02.03, 21:21
                                        witaj:)

                                        > Jacku, wydaje mi sie,że należałoby:
                                        > 1. Podnieść pensje nauczycielom ( pieniądze znalazłyby sie z "odchudzenia"
                                        > administracji ) i zacząć wymagać pracy

                                        z czym sie zgadzam a co do wymagania pracy - a raczej jej efektow czyli wynikow
                                        juz dwano gdzies bylo mowione o testach postepu cos co powstalo na bazie
                                        opowiadan macka wlansnie i tego jak sie to za woda sprawdza

                                        > 2. Skończyć z mitem , że każdy lub prawie każdy musi zdać do następnej klasy
                                        (
                                        > nie uczysz sie nie jesteś promowany)
                                        > Brak promocji powinien być straszakiem dla nieuków, nierobów, obiboków i
                                        > osobnikw, którzy potrafia "rozłożyć" każda lekcję.

                                        pewnie super... a gdzie maciek mowil o partnerstwie? raczej o wspolpracy
                                        wszystkich zainterseowanych stron, karach stsowanych i paru innych rzeczach.

                                        > 3.Zapomnieć o partnerstwie", "demokracji" itp. - w szkole ( podobnie jak w
                                        > służbie zdrowia) nie może być mowy o równouprawnieniu. Nauczyciel
                                        > jest "przywódcą stada" .

                                        pewnie:)

                                        > Pozdrawiam i czekam na odpowiedź- Agata.

                                        heh znow mowisz nie cierpie tego amerykanskiego macka itd a okazuje sie ze
                                        elementu systemu ktoru dziala w wielu szkolach w us, nie mowie ze jest to
                                        system AMERYKANSKI, zadziala i u nas. my ciagle hjako narod mamy tendencje do
                                        szufladkowania wszystkiego co sie da.
                                        z innej beczki:
                                        syfilis: w anglii : choroba hiszpanska, w francji: choroba francuska, w
                                        hiszpanii: choroba angielska ... i co? przeciez mimo roznych nazw to ta sama
                                        choroba... jedef syf... no nie?
                                        pozdr
                                        piotrek
                                        • Gość: Agata Re: grypa.../Agata/ IP: *.chello.pl 28.02.03, 21:41
                                          Syf? Może - nie jestem wenerologiem. Nie chodzi o to, że nie cierpię
                                          amerykańskiego Maćka - drazni mnie głupota. Od pewnego czasu nie czytam postów
                                          Macieja - wystarczy mi to co napisał wcześniej. Zieje nienawiścią do
                                          wszystkiego co polskie - w Polsce nawet grypa przebiega ciężej, polskiego
                                          jedzenia ( ludzie chorują po spożyciu go), polskiego powietrza, tęsknią za
                                          ukochanymi Stanami (będąc tu), nie chcą wracać do domu ( to stamtąd).
                                          Przykładów można mnożyć i mnożyć. Jeżeli kogoś to bawi - niech pod tym kontem
                                          przejrzy jego posty. Maciej znakomicie czuje się w roli "pouczacza". Z
                                          prawdziwą przyjemnością udawadnia ( tylko nie bardzo wiem komu) - jak w Stanach
                                          jest wspaniale a w Polsce źle. Robi to rzeczywiście niestrudzenie. Dawno juz
                                          przestał istnieć dla niego główny temat forum - szeroko rozumiana polska
                                          oświata. Istnieje inny - jaki nietrudno zgadnąć.
                                          Może owe posty byłyby dobrym materiałem dla psychologa. Materiałem do
                                          rozpracowania psychologicznej sylwetki naszego wiernego respondenta.
                                          Nie wszyscy są zainteresowani czytaniem jego wywodów - i właśnie chyba dlatego
                                          z forum zniknęło kilka osób, które byłyby skłonne napisać coś ciekawego.
                                          Agata
                                          • Gość: Krzysztof Homan Brak ciekawych opinii? IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 28.02.03, 22:16
                                            Gość portalu: Agata napisał(a):

                                            > Nie wszyscy są zainteresowani czytaniem jego wywodów - i właśnie chyba
                                            dlatego
                                            > z forum zniknęło kilka osób, które byłyby skłonne napisać coś ciekawego.

                                            W to ostatnie nie wierzę Agatko.
                                            Forum jest otwarte. Padają tutaj głosy różnego autoramentu. Dla ciekawych
                                            opinii znajdzie się zainteresowanie, i znajdą się ich poplecznicy.

                                            Pozdrawiam
                                            Krzysztof Homan, nauczyciel
                                            khoman@poczta.onet.pl
                                      • Gość: Jacek Re: grypa.../Agata/Jacek/ IP: 212.160.238.* 04.03.03, 20:58
                                        Jacku, wydaje mi się,że należałoby:
                                        1. Podnieść pensje nauczycielom ( pieniądze znalazłyby się z "odchudzenia"
                                        administracji ) i zacząć wymagać pracy. (...)
                                        Pozdrawiam i czekam na odpowiedź- Agata.
                                        Przepraszam, że dopiero dzisiaj się odzywam, ale przez te kilka ostatnich dni
                                        tzw. siła wyższa nie pozwalała mi na korzystanie z komputera. Zanim zacznę
                                        odpowiadać, chcę zaznaczyć, iż moje spostrzeżenia nie dotyczą wszystkich, bo
                                        nie chciałbym absolutnie krzywdzić tych (a nie jest ich znów tak mało), którzy
                                        znaleźli się w szkolnictwie z powołania w całym właściwym tego słowa znaczeniu,
                                        tylko dość dużej grupy, która rzuca cień na szkolnictwo (a jak liczna jest to
                                        grupa, to już sama sobie dopowiedz). Nie będę także, z wiadomych względów,
                                        podawał konkretnych przykładów, czyli żadnych nazwisk, nazw szkół czy
                                        miejscowości. Poza tym pozwól, iż najpierw odpowiem na pierwsze pytanie, gdyż
                                        nie wiem, czy z mojej odpowiedzi będziesz zadowolona. Jeśli tak, wtedy opiszę
                                        swoje spostrzeżenia dotyczące Twoich następnych propozycji.
                                        Ad 1.
                                        1. Podnieść pensje nauczycielom ( pieniądze znalazłyby się z "odchudzenia"
                                        administracji ) i zacząć wymagać pracy.
                                        Być może pamiętasz coś takiego jak stopnie specjalizacji. One też miały służyć
                                        podniesieniu pensji poprzez podniesienie kwalifikacji. Bardzo dużo nauczycieli
                                        zrobiło te stopnie specjalizacji, a jakoś poziom oświaty się nie podniósł, o
                                        czym świadczy bicie na alarm (słuszne) przez ministra Handtkego i jego ekipę.
                                        Teraz zdobywa się kolejne stopnie kwalifikacji: od stażysty do nauczyciela
                                        dyplomowanego. Oczywiście wiąże się to także z podnoszeniem zarobków. Kilka dni
                                        temu zapytałem znajomego "z kręgów kuratoryjnych", czy przewidziane są jakieś
                                        badania nad związkiem pomiędzy zdobyciem kolejnego stopnia a podniesieniem
                                        poziomu prowadzenia zajęć, czyli uczenia. Odparł, że o niczym takim nie
                                        słyszał, a ponadto z jego prywatnych obserwacji wynika, iż nie ma żadnego
                                        związku (jak kto był słaby i "odpuszczał", robi to nadal), a nawet, wprost
                                        przeciwnie, nastąpiło obniżenie tego poziomu. Czyli wielu bierze większe
                                        pieniądze (wyższy stopień), za większe "dziadostwo". Napisałaś, że należy
                                        zwiększyć wymagania. A kto to ma zrobić? Agato, chyba wiesz, że w bardzo wielu
                                        szkołach dyrektorzy są albo z tzw. układów, albo z „łapanki”. Do wielu
                                        konkursów stawała jedna osoba (czy w tej sytuacji można używać słowa konkurs?)
                                        i zostawała dyrektorem, bo władza była szczęśliwa, iż ktoś się znalazł. Czy
                                        taki szef będzie wymagał? A dyrektor z tego samego grona pedagogicznego, zżyty
                                        z jednymi, mniej zżyty z drugimi, będzie całkowicie obiektywny a przy tym
                                        wymagający? Mógłbym Ci więcej na ten temat napisać, ale jako lekarz chyba na co
                                        dzień się z tym zjawiskiem spotykasz w pracy. Czy rzeczywiście dyrektorami
                                        zostają nauczyciele cieszący się szacunkiem grona, mający wcześniejsze
                                        osiągnięcia, a zatem w jakiś sposób „niezależni”, bo nie należący do żadnej
                                        koterii (myślę, że w każdym gronie pedagogicznym są tacy)? Jest jeszcze nadzór
                                        pedagogiczny. Nic bardziej mylnego: tak naprawdę kuratoria niewiele mogą (chyba
                                        do końca nie wiedzą za co są aktualnie odpowiedzialne), a gminy i powiaty do
                                        szkół się nie mogą wtrącać (mam na myśli nie sprawy finansowe tylko dbanie o
                                        poziom nauczania). A jak to całe „towarzystwo” jest rozbudowane. Nie tak dawno
                                        chyba Maciej pisał, iż w czternastomilionowym Nowym Jorku nad edukacją czuwa 1
                                        osoba (słowem jedna) i stan oświaty wyraźnie się poprawił, w moim powiatowo-
                                        gminnym mieście (w sumie powiat + gmina = około 30 tysięcy mieszkańców) za
                                        edukację „odpowiada” przynajmniej z dziesięć osób i od początku „reformy”
                                        oświaty, czyli od roku 1999, nie słyszałem, aby ktokolwiek z tzw. władz
                                        sensownie zainteresował się poziomem nauczania w podległych szkołach. Napisałem
                                        sensownie, bo nie mam na myśli pytania typu: „No co tam, kolego dyrektorze,
                                        słychać w pańskiej szkole?, tylko inny sposób zainteresowania (jaki nie będę
                                        pisał, bo łatwo się domyślić). A zatem z tymi wymaganiami na dzień dzisiejszy
                                        nie wyjdzie, możesz mi wierzyć. Wspomniany przeze mnie wcześniej minister
                                        Handtke zapowiadał, że nauczyciele będą już w najbliższej przyszłości zarabiali
                                        od 700 do 1000 dolarów. Jak to przeliczyć na złotówki są to sumy nie do
                                        pogardzenia przy dzisiejszych zarobkach i w ogóle przy aktualnej sytuacji w
                                        naszym kraju. I czy wierzysz, Agato, iż ten kto do tej pory był słabym
                                        nauczycielem, często obibokiem, nagle po otrzymaniu 1000 zielonych (oczywiście
                                        w złotówkach) nagle stanie się oświatowym wirtuozem? Oczywiście takich można
                                        zwalniać. I znów nic bardziej mylnego, bo jest coś takiego jak Karta
                                        Nauczyciela (zapewne wiesz, jakie przepisy w niej zawarte mam na myśli). A poza
                                        tym, jaką masz gwarancję, że słaby, niekompetentny, często przypadkowy dyrektor
                                        zwolni rzeczywiście słabego nauczyciela, a nie dobrego (często spoza układów,
                                        klanów i jak tam chcesz to nazywać), który ma odwagę mu niekompetencję
                                        wykazywać i którego się po prostu boi (chodzi przecież o „stołek”).
                                        A czy władza zwolni słabego dyrektora, jak nie ma chętnych na to stanowisko? A
                                        jeszcze dodatkowo jak ten dyrektor ma tzw. powiązania z władzą? A tak przecież
                                        często jest, nie czarujmy się, to przecież Polska. Zatem, Agato, na dzień
                                        dzisiejszy Twoja propozycja z punktu 1., moim zdaniem, nie ma szans realizacji.
                                        Pozdrawiam – Jacek. Napisz, czy ten sposób odpowiedzi coś Ci wyjaśnił, czy
                                        jeszcze mam ewentualnie o czymś napisać?

                                  • Gość: Krzysztof Homan Tolerancja IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 28.02.03, 21:46
                                    Gość portalu: Agata napisał(a):

                                    > Jeżeli nie chcemy, aby forum ,za sprawą Macieja, zmieniło sie w jarmark nie
                                    > odpowiadajmy na jego posty.

                                    Agato, wiesz doskonale, że mój stosunek do postów Macieja jest zasadniczo
                                    odmienny od Twojego. Możesz wybiórczo traktować pojawiające się tutaj posty.
                                    Jednak proponowanie tego innym jest, według mnie, w złym guście.

                                    Pozdrawiam
                                    Krzysztof Homan, nauczyciel
                                    khoman@poczta.onet.pl
                                    • Gość: Agata Re: Tolerancja IP: *.chello.pl 28.02.03, 21:57
                                      Bardzo możliwe!Jednak sądzę, że to nie ja zmieniam dyskusję na temat polskiej o
                                      światy w pyskówkę. Dyskusję wazną, jak mniemam, dla uczniów, nauczycieli i
                                      rodziców.
                                      A jak jesteśmy przy tolerancji to może mniej należałoby narzucać norm
                                      amerykańskich a przy krytyce wykazać więcej taktu!
                                      Agata


                                      • Gość: Krzysztof Homan Re: Tolerancja IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 28.02.03, 22:07
                                        Gość portalu: Agata napisał(a):

                                        > Bardzo możliwe!

                                        Cieszę się, że czytasz moje posty (a przynajmniej ostatni) :-)

                                        Pozdrawiam
                                        Krzysztof Homan, nauczyciel
                                        khoman@poczta.onet.pl
                            • caerme urlop macierzynski 28.02.03, 20:42
                              witaj,
                              tu cie popieram, jako pracodawca staram sie zatrudnic takie osoby by mi jak
                              najmniejsze klopoty sprawialy a placenie w ten czy inny sposob przez trzy lata -
                              sorry winetu - srednia przyjemnosc, a nasze parlamenta jeszcze chca wydluzyc
                              te urlopy.
                              ale u nas oznacza to oczywiscie degradacje kobiety itd.
                              pozdr
                              piotrek
                      • caerme Re: grypa... 28.02.03, 20:38
                        witaj,
                        po bardzo niewielkiej czesci i zwlaszcza na przednowku, wiem to po sobie, w
                        lecie takie obeciazenie jak teraz czyli pobudka o 6 spanie ok 12 robota od 7 do
                        16 i to bardzo lekka uwazalbym za cos niemal jak urlop. a teraz jestem po
                        prostu zmeczony mam dosc wszystkiego, a w sloncu robilbym to samo co moj psiak
                        wylegiwal sie.
                        taka melancholia w stylu nic mi sie nie chce "cieplo-zimno" tutaj lecznie
                        lekarstwami jest zbednie wystarczy po prostu troche slonca i wylegiwanie sie w
                        nim kilka dni.
                        pozdr
                        piotrek
                        • Gość: Krzysztof Homan O melancholii sezonowej IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 28.02.03, 22:04
                          caerme napisał:

                          > taka melancholia w stylu nic mi sie nie chce "cieplo-zimno" tutaj lecznie
                          > lekarstwami jest zbednie wystarczy po prostu troche slonca i wylegiwanie sie
                          w
                          > nim kilka dni.

                          Osobiście wolę jasno i ciepło, niż ciemno i zimno.
                          Warunki ciepło-zimno, jasno-ciepło ludzie znoszą od tysięcy (milionów) lat.
                          Przyczyną działania jest motywacja. Tę można znaleźć niezależnie od warunków
                          atmosferycznych. Pewnie, że lepiej (np. dla mnie) wykorzystać ją w warunkach
                          pogodowo korzystnych.
                          Nazywanie braku motywacji melancholią jest odejściem od problemu. Tudzież
                          szukanie sensu życia poprzez "naświetlanie się".

                          Pozdrawiam
                          Krzysztof Homan, nauczyciel
                          khoman@poczta.onet.pl
                          • caerme Re: O melancholii sezonowej 28.02.03, 22:43
                            witaj,
                            ja wiem ze ludzie potrzebuja slonca i znacznie lepiej im sie z nim dziala,
                            owszem teraz tez dzialam ale to jest takie jechanie na adrenalinie : poki jest -
                            jest super, az nagle "oklapniecie" i zniechecenie.
                            znacznie lepiej sie czuje w lecie - moze jestem takim tyopem czlowieka ktory
                            lepiej sie czuje w pelni slonca niz w pelni zimy.
                            z drugiej masz racje - nie mozna wszystkiego zwalac na melacholie, ale
                            podejrzewam ze przynajmniej czesc "zniechecenia" jest zwiazana z owym slonca
                            brakiem. nawet w zimie kiedy swieci mimo wielkiego mrozu jest inaczej niz w
                            pochmurny dzien.
                            pozdr
                            piotrek
                            • Gość: Krzysztof Homan Wiwat słońce :-) IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 28.02.03, 22:52
                              caerme napisał:

                              > podejrzewam ze przynajmniej czesc "zniechecenia" jest zwiazana z owym slonca
                              > brakiem. nawet w zimie kiedy swieci mimo wielkiego mrozu jest inaczej niz w
                              > pochmurny dzien.

                              Wpływ Słońca na życie jest poza dyskusją ;-)

                              Pozdrawiam
                              Krzysztof Homan, nauczyciel
                              khoman@poczta.onet.pl
                            • Gość: MACIEJ Grypa a Agata IP: *.ny325.east.verizon.net 28.02.03, 23:09
                              Gość portalu: Agata napisał(a):

                              > Jacku, wydaje mi sie,że należałoby:
                              > 1. Podnieść pensje nauczycielom ( pieniądze znalazłyby sie z "odchudzenia"
                              > administracji )

                              Widac dosc wyraznie,ze ty pojecia o sprawach ekonomicznych nie masz zadnego.
                              To tak,jakby kura domowa chciala cos wygrzebac z piasku,ale nie zdaje sobie
                              sprawy ze przy okazji moze cos zakopac.
                              Sytuacja z budzetem jest tragiczna i bez twoich "genialnych pomyslow" i Kolodko
                              wlasnie szykuje sie do odchudzenia budzetowki.
                              Pensje zawsze i wszedzie musza byc wynikiem podazy-popytu,ktory jest czesto
                              wykoslawiony silnym wplywem zw.zaw.
                              Administracje i tak trzeba odchudzic,dla zadowolenia nauczycieli i rodzicow.
                              I tak se mysle,ze gdyby sie podnioslo nauczycielom,to trzeba by i lekarzom i
                              innym budzetowiakom.
                              A zabraloby sie dla rownowagi imperialistom i innym tworcom miejsc pracy w
                              Polsce.


                              > i zacząć wymagać pracy

                              Przy polskim narzekalnictwie i tumiwisizmie,to nie bedzie takie latwe.


                              > 2. Skończyć z mitem , że każdy lub prawie każdy musi zdać do następnej klasy (
                              > nie uczysz sie nie jesteś promowany)
                              > Brak promocji powinien być straszakiem dla nieuków, nierobów, obiboków i
                              > osobnikw, którzy potrafia "rozłożyć" każda lekcję.

                              To dla przypomnienia byla MOJA propozycja,odrzucona przez Agate ,ze wzgledu na
                              wysokie koszty uczeszczania dwa razy do tej samej klasy.
                              Jest to pomysl CZYSTO AMERYKANSKI, ktorego nie stosuje sie w EUropie,by nie
                              draznic dzieci.

                              > 3.Zapomnieć o partnerstwie", "demokracji" itp. - w szkole ( podobnie jak w
                              > służbie zdrowia) nie może być mowy o równouprawnieniu. Nauczyciel
                              > jest "przywódcą stada" .

                              Ja o tym caly czas pisze,ze nauczyciel rzadzi w klasie,a dzieciak i rodzic moga
                              sie przystosowac lub zmienic szkole.
                              Przeciez to Agata wywolala awanture w szkole,ktora o maly wlos nie skonczyla sie
                              atakiem serca nauczycielki.
                              Ja nie zwracam zadnej wagi na potkniecia nauczycieli i to samo wpajam dzieciom.

                              > Pozdrawiam i czekam na odpowiedź- Agata.
                              • Gość: Barbara Re: Grypa a Agata IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.03, 20:08
                                Podobnie jak Agata od dłuższego czasu nie czytam postów Macieja. Pięć procent
                                jego wypowiedzi rzeczywiście dotyczyło oświaty, ale pozostałe 95 służy
                                udowadnianiu wyższości Macieja nad wszystkimi Polakami, którzy dlatego, że są
                                obywatelami Polski chorują od jedzenia i powietrza, dziwne, że nie chcą tęsknić
                                za stanami itd.
                                Agatę ponosi i bez ogródek pisze co myśli o Macieju, ale Maciej nie jest
                                dżentelmenem, więc odpłaca jej pięknym za nadobne, a nawet więcej. Ostatni list
                                ( który wyjątkowo przeczytałam) jest żenujący.Czy w stanach nie ma żadnego
                                forum w internecie, czy też może swoim współobywatelom nie masz czym
                                zaimponować Macieju? A Polacy mają trochę kompleksów, no więc czemu sobie masz
                                nie poużywać, nie dowartościować się prawieniem morałów?
                                • caerme maciek system ameryka 01.03.03, 21:00
                                  witaj,
                                  pisalem nie raz nie dwa nie sto, maciek opisuje system jaki jest w stanach i
                                  gdzies dla skrocenia nazwy w stylu "system opisywany przez macka" czy czegos
                                  podobneho przyjelismy nazwe system amereykancki, ale moze to byc rowniez nazwa
                                  system a system d czy system 32hfg34c... to tylko znaczki - patrz co do nazw
                                  post z 28-02 z godz 21 z czyms.
                                  to raz, dwa fakt ze system sie wg macka sprawdza wg mnie jest lepszy niz nasz
                                  ale pochodzi z usa nie nalezy tego tepic. co innego jest czlowiek [np kretyn
                                  bush na stolcu wladcy udzielnego], co innego jest czcza frazeologia np
                                  nazwa "demokracja amerykanska", a co innego system czy postepowanie ktore sie
                                  sprawdza? dlaczego np nie odrzucamy pewnych systemow jakosci ktore wymyslili
                                  japonczycy? i jak bysmy reagowali na etykietke system japonski tylko dlatego ze
                                  jakis pan np hazada mieszkajacy w polsce tlumaczylby nam jak to dziala w kraju
                                  kwitnacej wisni i dlaczego u nas sczzyetm mysli byl polonez caro i
                                  zaprzepaszczone szanse a u nic nie?
                                  a trzy jesli jezdze saxo pod dieslem i uwazam ze jest to swietne autko i td to
                                  bede je chwalil pod niebiosa i mowil ze sie sprawdza to nie ebdziesz mnie ganic
                                  za to najwyzej stwierdzisz nie lubie francuzow, to dlaczegoi ganisz macka za to
                                  ze chwali system ktory jesmu sie sprawdza?
                                  pozdr
                                  piotrek
                                  • Gość: Krzysztof Homan O kretynach IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 01.03.03, 21:09
                                    caerme napisał:

                                    > [np kretyn
                                    > bush na stolcu wladcy udzielnego]

                                    Piotrze, hamuj słowa.
                                    Wiesz, że mam zasadniczo odmienne zdanie o prezydencie G.W.Bushu.
                                    Gdyby jednak Amerykanie wybrali na swojego prezydenta kretyna, nie nazywałbym
                                    go tak. Powiedziałbym, że to Amerykanie są kretynami.

                                    Pozdrawiam
                                    Krzysztof Homan, nauczyciel
                                    khoman@poczta.onet.pl
                                    • caerme Re: O kretynach 03.03.03, 22:23
                                      witaj,
                                      przepraszam i postaram sie, a to dlaczego tak o nim mysle to nie na forum
                                      edukacyjnym a politycznym...
                                      pozdr
                                      piotrek
                                      • Gość: Krzysztof Homan Dziękuję IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 03.03.03, 22:43
                                        caerme napisał:

                                        > witaj,
                                        > przepraszam i postaram sie, a to dlaczego tak o nim mysle to nie na forum
                                        > edukacyjnym a politycznym...

                                        Dziękuję.
                                        Znam Twój pogląd, i go szanuję. Ale nie rań mnie słowami.
                                        Jasne, że tu nie miejsce na polityczne dywagacje. W ogóle nie chcę o tym gadać.

                                        Pozdrawiam
                                        Krzysztof Homan, nauczyciel
                                        khoman@poczta.onet.pl
                                • Gość: Krzysztof Homan O debacie IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 01.03.03, 21:02
                                  Gość portalu: Barbara napisał(a):

                                  > Agatę ponosi i bez ogródek pisze co myśli o Macieju, ale Maciej nie jest
                                  > dżentelmenem, więc odpłaca jej pięknym za nadobne, a nawet więcej.

                                  Ależ Basiu, prowadzimy tutaj zda się poważną debatę. Wszyscy uczestnicy
                                  dyskusji mają równe prawa i równą odpowiedzialność za swoje słowa. Postaraj się
                                  zrozumieć Macieja - trudno pozostać dżentelmenem po kolejnym "wiadrze pomyj" na
                                  swojej głowie.
                                  Przy okazji, pora zdaje się nadchodzi na ponowne zdefiniowanie
                                  pojęcia "kobieta" oraz atrybutów tejże.

                                  > A Polacy mają trochę kompleksów, no więc czemu sobie masz
                                  > nie poużywać, nie dowartościować się prawieniem morałów?

                                  I wszystko byłoby OK, można by było mieć pretensje do Macieja, gdyby nie
                                  rzeczywistość za oknem. Wydaje mi się, że można ostrzej, niż czyni to Maciej,
                                  czynić nam Polakom uwagi. Czy tak wypada czynić, nie wiem. Ale dopóki Maciej
                                  nie mija się z prawdą, nie sprzeciwiam się temu. O czystości powietrza i
                                  jadłospisie w USA za mało wiem, by polemizować w tym temacie, czy też gniewać
                                  się za zdania Macieja.

                                  Pozdrawiam
                                  Krzysztof Homan, nauczyciel
                                  khoman@poczta.onet.pl
                                  • Gość: MACIEJ Re: O debacie. Jak sie obrazasz,to sie nie uczysz IP: *.ny325.east.verizon.net 01.03.03, 23:48
                                    Gość portalu: Barbara napisał(a):

                                    > Podobnie jak Agata od dłuższego czasu nie czytam postów Macieja.

                                    To jest dosc dobra droga do odseparowania sie od swiata.
                                    Czesto jest to konieczne,zeby czlowiekowi bezpieczniki nie powysiadaly.
                                    Po to tez sa urlopy i weekendy.
                                    Z drugiej strony,czym czlowiek jest bardziej otwarty na swiat,tym wiecej moze
                                    sie nauczyc.
                                    Zdolnosci,a tym samym genetyka ograniczaja w pewien sposob mozliwosc pojmowania
                                    swiata zewnetrznego.
                                    Twoja samoobrona i samokontrola przed naplywajacymi wiadomosciami ze swiata
                                    chroni ciebie przed zbytnim zametem w glowie.

                                    > Pięć procent
                                    > jego wypowiedzi rzeczywiście dotyczyło oświaty, ale pozostałe 95 służy
                                    > udowadnianiu wyższości Macieja nad wszystkimi Polakami,

                                    To tylko w twoich oczach tak wyglada.
                                    Z dyskusji widze ,ze Krzysztof jest bardzo dobrym nauczycielem i nie mialbym
                                    zadnej smialosci wywyzszac sie ponad niego,chociaz czasami sie z nim nie
                                    zgadzam.
                                    Podziwiam ludzi,ktorzy potrafia stawic czola przeciwnosciom losu bez obrazania
                                    sie na swiat.

                                    > którzy dlatego, że są
                                    > obywatelami Polski chorują od jedzenia i powietrza,

                                    O tym mowia wszyscy i wszedzie.
                                    Czym biedniejszy kraj,tym wieksze zanieczyszczenie srodowiska.


                                    > dziwne, że nie chcą tęsknić za stanami itd.
                                    > Agatę ponosi i bez ogródek pisze co myśli o Macieju,

                                    Agata jest impulsywna i szczerze i od serca pisze mnie to ,co powiedzialaby w 4
                                    oczy.
                                    Nauczycielki malo nie przyprawila o atak serca.
                                    Ja sobie lepiej daje z nia rade.

                                    > ale Maciej nie jest
                                    > dżentelmenem, więc odpłaca jej pięknym za nadobne, a nawet więcej.

                                    Moglbym oczywiscie sie poddac,ale kto by wtedy podtrzymywal dyskusje.
                                    Poza tym uwazam,ze Agata jest bardzo dobra dyskutantka.
                                    Tyle serca we wszystko wklada.

                                    > Ostatni list
                                    > ( który wyjątkowo przeczytałam) jest żenujący.Czy w stanach nie ma żadnego
                                    > forum w internecie, czy też może swoim współobywatelom nie masz czym
                                    > zaimponować Macieju?

                                    Jakos czuje sie wewnetrznie Polakiem i zalezy mnie na tym by zaimponowac
                                    Polakom.

                                    > A Polacy mają trochę kompleksów, no więc czemu sobie masz
                                    > nie poużywać, nie dowartościować się prawieniem morałów?

                                    Wrecz przeciwnie.
                                    Ja chce zebyscie wy sie dowartosciowali.
                                    • Gość: Krzysztof Homan Dziękuję Macieju IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 02.03.03, 00:26
                                      Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                                      > Z dyskusji widze ,ze Krzysztof jest bardzo dobrym nauczycielem i nie mialbym
                                      > zadnej smialosci wywyzszac sie ponad niego,chociaz czasami sie z nim nie
                                      > zgadzam.

                                      Jeśli mnie Macieju masz na myśli, to dziękuję serdecznie.
                                      Na Twoim miejscu powiedziałbym tak: Widzę, że Krzysztof ma zadatki na dobrego
                                      nauczyciela.
                                      Czy takim jestem czy nie, nie mnie sądzić, ale wiem, że mogę być lepszym niż
                                      jestem.
                                      Również nie mam zamiaru wywyższać się ponad innych mimo różnic zdań.

                                      Pozdrawiam
                                      Krzysztof Homan, nauczyciel
                                      khoman@poczta.onet.pl
                                  • Gość: Anna "Kobieta" - do poprawki.. IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 02.03.03, 20:15
                                    Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):


                                    > Przy okazji, pora zdaje się nadchodzi na ponowne zdefiniowanie
                                    > pojęcia "kobieta" oraz atrybutów tejże.
                                    >

                                    Chętnie poznałabym Twoją, dotychczasową definicję pojęcia "kobieta", no i
                                    oczywiście propozycję nowej wersji.
                                    ( wymień proszę, choćby kilka atrybutów tejże).

                                    pozdrawiam serdecznie
                                    • Gość: Krzysztof Homan Ludzkość potrzebuje Kobiet IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 02.03.03, 22:06
                                      Gość portalu: Anna napisał(a):

                                      > Chętnie poznałabym Twoją, dotychczasową definicję pojęcia "kobieta", no i
                                      > oczywiście propozycję nowej wersji.
                                      > ( wymień proszę, choćby kilka atrybutów tejże).

                                      Kobieta to taki stwór... ;-)
                                      Albo może inaczej. Nie mam kopii "Seksmisji", ale tam Albercik mówi pięknie na
                                      ten temat. Zapamiętałem: natchnienie poetów, z czym się zgadzam.

                                      (kolejne moje wywody sprzed 2 lat)
                                      Kobietom należy wytknąć brak dbałości o rodzinę (mało już rodzin się
                                      zachowało), frywolny wybór partnerów życiowych.

                                      Mężczyzna stawia dom, zapewnia mu bezpieczeństwo i zaopatrzenie. Kobieta dba
                                      o dom, męża i dzieci. Ostatnio się to porąbało :(
                                      Zgoda, większość Pań musi pracować zawodowo. Nie zwalnia to ich jednak z
                                      naturalnego przydziału obowiązków powodowanego różnicą płci. Odejście od
                                      tych postawowych zasad jest jedną z głównych przyczyn trudności
                                      wychowawczych, widocznych wszędzie, zwłaszcza w szkole.

                                      Jak ktoś jest kobietą to rodzi dzieci, je niańczy, dba o rodzinę. Jak się to
                                      którejś nie podoba, zawsze może obciąć sobie piersi, wszczepić wąsy i kopać
                                      rowy. Ale jeśli nadal będzie chciała być traktowana jak KOBIETA to ja
                                      wysiadam.

                                      Zasadniczo piję do Pań, którym nic co męskie nie jest obce, łącznie z
                                      wąsami, a chcą być traktowane jak księżniczki. Wynaturzone osobniczki
                                      smakują się w męskich sferach i zajęciach, zostawiają na łasce losu (szkoły,
                                      rządu) swoje dzieci. Niedługo przegłosują, że od tego a tego dnia dzieci
                                      będą rodzić mężczyźni (albo nikt, bo komu w głowie pieluchy).
                                      (koniec cytatów)

                                      Lata minęły. Walec się toczy. Zdania nie zmieniam.
                                      Jest dziś gdzieś miejsce dla Kobiety, Rodziny?

                                      Nad nową definicją możemy razem popracować.

                                      Pozdrawiam
                                      Krzysztof Homan, nauczyciel
                                      khoman@poczta.onet.pl
                                      • Gość: Anna A kobiety - mężczyzn IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 02.03.03, 22:35
                                        Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):


                                        > Kobietom należy wytknąć brak dbałości o rodzinę (mało już rodzin się
                                        > zachowało), frywolny wybór partnerów życiowych.

                                        Właśnie , te biedne kobiety mają coraz trudniejszy wybór, skoro tak mało się
                                        ostało prawdziwych mężczyzn...


                                        > Jak ktoś jest kobietą to rodzi dzieci, je niańczy, dba o rodzinę. Jak się to
                                        > którejś nie podoba, zawsze może obciąć sobie piersi, wszczepić wąsy i kopać
                                        > rowy. Ale jeśli nadal będzie chciała być traktowana jak KOBIETA to ja
                                        > wysiadam.

                                        Matko kochana koło Ciebie to strach pisać , a co dopiero w rowie siedzieć !

                                        Zasadniczo piję do Pań, którym nic co męskie nie jest obce, łącznie z
                                        > wąsami, a chcą być traktowane jak księżniczki.Wynaturzone osobniczki
                                        > smakują się w męskich sferach i zajęciach, zostawiają na łasce losu (szkoły,
                                        > rządu) swoje dzieci. Niedługo przegłosują, że od tego a tego dnia dzieci
                                        > będą rodzić mężczyźni (albo nikt, bo komu w głowie pieluchy).
                                        > (koniec cytatów)

                                        Czy to jest Twoja dotychczasowa wersja pojęcia "kobieta" ? Innych kobiet w
                                        swoim otoczeniu chociażby, nie widzisz?
                                        Takich co, to dbają o dzieci i o męża , pracują często lepiej niż niejeden
                                        mężczyzna ?


                                        > Lata minęły. Walec się toczy. Zdania nie zmieniam.
                                        > Jest dziś gdzieś miejsce dla Kobiety, Rodziny?

                                        Myślę, że miejsce dla Kobiety, Rodziny jest przy odpowiedzielnym, czułym i
                                        troskliwym mężczyźnie.

                                        > Nad nową definicją możemy razem popracować.

                                        Zgadzam się, nad nową definicją "mężczyzny" możemy popracować.

                                        pozdr.
                                        • Gość: Krzysztof Homan A prawo to wykoślawia IP: *.tops.pl / 192.168.1.* 02.03.03, 22:56
                                          Gość portalu: Anna napisał(a):

                                          > Właśnie , te biedne kobiety mają coraz trudniejszy wybór, skoro tak mało się
                                          > ostało prawdziwych mężczyzn...

                                          Po co mężczyźni skoro wszystkim zawiaduje Państwo?

                                          > Matko kochana koło Ciebie to strach pisać , a co dopiero w rowie siedzieć !

                                          Bać mogą się Te (Ci), którzy są na bakier z moimi poglądami ;-)

                                          > Czy to jest Twoja dotychczasowa wersja pojęcia "kobieta" ? Innych kobiet w
                                          > swoim otoczeniu chociażby, nie widzisz?

                                          Widzę, ale o tym póki co sza...

                                          > Takich co, to dbają o dzieci i o męża , pracują często lepiej niż niejeden
                                          > mężczyzna ?

                                          Mogę tutaj przywołać moją Mamę (kobieta pracująca). Pewnie, że i obecnie
                                          występują podobne przypadki. Ale coraz rzadziej. Rola wielu domów spada na moje
                                          nauczycielskie barki, dlatego kraczę.

                                          > Myślę, że miejsce dla Kobiety, Rodziny jest przy odpowiedzielnym, czułym i
                                          > troskliwym mężczyźnie.

                                          Amen.

                                          > Zgadzam się, nad nową definicją "mężczyzny" możemy popracować.

                                          Bardzo proszę. Panie przodem...

                                          Pozdrawiam
                                          Krzysztof Homan, nauczyciel
                                          khoman@poczta.onet.pl
                                          • Gość: MACIEJ Anna,kobieta moderna. IP: *.ny325.east.verizon.net 04.03.03, 02:21
                                            Gość portalu: Anna napisał(a):

                                            > Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):
                                            >
                                            > > Kobietom należy wytknąć brak dbałości o rodzinę (mało już rodzin się
                                            > > zachowało), frywolny wybór partnerów życiowych.
                                            >
                                            > Właśnie , te biedne kobiety mają coraz trudniejszy wybór, skoro tak mało się
                                            > ostało prawdziwych mężczyzn...
                                            >
                                            > > Jak ktoś jest kobietą to rodzi dzieci, je niańczy, dba o rodzinę. Jak się
                                            > to
                                            > > którejś nie podoba, zawsze może obciąć sobie piersi, wszczepić wąsy i kopa
                                            > ć
                                            > > rowy. Ale jeśli nadal będzie chciała być traktowana jak KOBIETA to ja
                                            > > wysiadam.
                                            >
                                            > Matko kochana koło Ciebie to strach pisać , a co dopiero w rowie siedzieć !
                                            >
                                            > Zasadniczo piję do Pań, którym nic co męskie nie jest obce, łącznie z
                                            > > wąsami, a chcą być traktowane jak księżniczki.Wynaturzone osobniczki
                                            > > smakują się w męskich sferach i zajęciach, zostawiają na łasce losu (szkoł
                                            > y,
                                            > > rządu) swoje dzieci. Niedługo przegłosują, że od tego a tego dnia dzieci
                                            > > będą rodzić mężczyźni (albo nikt, bo komu w głowie pieluchy).
                                            > > (koniec cytatów)
                                            >
                                            > Czy to jest Twoja dotychczasowa wersja pojęcia "kobieta" ? Innych kobiet w
                                            > swoim otoczeniu chociażby, nie widzisz?
                                            > Takich co, to dbają o dzieci i o męża , pracują często lepiej niż niejeden
                                            > mężczyzna ?

                                            To jest tak ciekawe i unikalne sformuowanie,ze musze poprosic o podanie chocby
                                            jednego przykladu.
                                            Tylko nie M.C.Sklodowska,bo to on sie nia opiekowal i nie B.Piasecka Johnson,bo
                                            choc niezle sie nim opiekowala,to wyszlo na to ze nie za darmo.

                                            > > Lata minęły. Walec się toczy. Zdania nie zmieniam.
                                            > > Jest dziś gdzieś miejsce dla Kobiety, Rodziny?
                                            >
                                            > Myślę, że miejsce dla Kobiety, Rodziny jest przy odpowiedzielnym, czułym i
                                            > troskliwym mężczyźnie.
                                            >
                                            > > Nad nową definicją możemy razem popracować.
                                            >
                                            > Zgadzam się, nad nową definicją "mężczyzny" możemy popracować.
                                            >
                                            > pozdr.

                                            OK!
                                            Do znajomych przyjechal znajomy z Polski.
                                            Niby nic ciekawego,poza tym ,ze sie ostatnio rozwiodl.
                                            Przystojny facet ma 28 lat i zwiedzil cala Europe i okolice.
                                            Przyjechal tutaj i szczeka mu opadla,codziennie tyle zdjec robil.
                                            Wracajac do tematu,jego malzenstwo trwalo 3 tygodnie.
                                            Facet zdolny i pracowity,pracowal i studiowal zaocznie,podczas gdy mamuska
                                            robila smakowite sniadanka i kanapki do pracy i wstawala o 5 rano by koszule
                                            dobrze synkowi do pracy codziennie wyprasowac.
                                            Nie mogl isc na studia dzienne,bo mamcia w PANie zarabiala bez przesady na
                                            papier toaletowy.
                                            Roboty sie imal roznej,a nawet biznesy otwieral i wszystko dobrze szlo dopoki
                                            gospodarka nie zwolnila i biznesy popadaly.
                                            Narzeczenstwem byli przez 8 lat i w miedzyczasie az 3 razy usuwali
                                            niezaplanowane ciaze,az wreszcie wprowadzili sie do wlasnego ,czyli pana
                                            mlodego mieszkania.
                                            Bo ona weszla w ten zwiazek tak jak stala,czyli z uroda i ambicja na przyszle
                                            osiagi.
                                            Okazalo sie,ze sniadania jej zupelnie nie wychodzily,ze o kanapkach do pracy
                                            nie wspomne,pomijajac juz calkowicie niechec do prasowania koszul.
                                            Patrzac na to z boku mozna by sie dziwic jak to wytrwalo az 3 tygodnie.
    • shanti a ty KIM jesteś z zawodu??? 05.03.03, 10:33
      powiedz, to podam ci identyczna ilośc przykładów leserów, nieuków, obiboków,
      nieudaczników, palantów itp. itd osób ten zawód wykonujących.
      C'est la vie.
      • Gość: MACIEJ Kobieta moderna wjezdza chariotem do shanty IP: *.ny325.east.verizon.net 05.03.03, 22:39
        Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

        > OK!
        > Do znajomych przyjechal znajomy z Polski.
        > Niby nic ciekawego,poza tym ,ze sie ostatnio rozwiodl.
        > Przystojny facet ma 28 lat i zwiedzil cala Europe i okolice.
        > Przyjechal tutaj i szczeka mu opadla,codziennie tyle zdjec robil.
        > Wracajac do tematu,jego malzenstwo trwalo 3 tygodnie.
        > Facet zdolny i pracowity,pracowal i studiowal zaocznie,podczas gdy mamuska
        > robila smakowite sniadanka i kanapki do pracy i wstawala o 5 rano by koszule
        > dobrze synkowi do pracy codziennie wyprasowac.
        > Nie mogl isc na studia dzienne,bo mamcia w PANie zarabiala bez przesady na
        > papier toaletowy.
        > Roboty sie imal roznej,a nawet biznesy otwieral i wszystko dobrze szlo dopoki
        > gospodarka nie zwolnila i biznesy popadaly.
        > Narzeczenstwem byli przez 8 lat i w miedzyczasie az 3 razy usuwali
        > niezaplanowane ciaze,az wreszcie wprowadzili sie do wlasnego ,czyli pana
        > mlodego mieszkania.
        > Bo ona weszla w ten zwiazek tak jak stala,czyli z uroda i ambicja na przyszle
        > osiagi.
        > Okazalo sie,ze sniadania jej zupelnie nie wychodzily,ze o kanapkach do pracy
        > nie wspomne,pomijajac juz calkowicie niechec do prasowania koszul.
        > Patrzac na to z boku mozna by sie dziwic jak to wytrwalo az 3 tygodnie.

        Wyszlo na to,ze to mialo byc malzenstwo z rozsadku,tylko panu mlodemu rozsadku
        zabraklo jak wieksza kase zarobic,bo swiezo co poslubiona oblubienica byla
        bardzo wymagajaca wzgledem tego co i owszem.
        Urodziwa od urodzenia i wysublimowana na studiach nie da sie zaciagnac do shanty
        world-class womanizer zrodzonemu nad Wisla.

    • Gość: comber Re: Nauczyciel też człowiek, ale... IP: 148.81.8.* 09.04.03, 15:10
      przynudzacie
      • Gość: drapieżnik 3 skrobanki i 8 lat wycietych z zyciorysu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.03, 18:09
        oto bilans wspolzycia z jakims debilem, ktory urwal sie do USA bo coz...kto
        fajtlapa to i w polsce nic mu nie pomoze a kto obrotny i w polsce da sobie rade
        (oczywiscie przykre jest ze Polska jest biedna, w koncu trudno aby bieda mogla
        imponowac, ale dac zyc u nas sie da)
        zaskoczona jestem ze kobiety czytaja takie posty i w ogole nie raguja
        facet urwal sie do USA tlumaczac sie ze zona mu nie robi kanapek do pracy-
        niezly powod do rozwodu ha ha ha
        kobieta stracila z tym palantem 8 lat zycia
        na dodatek maciej pisze uszczypliwie o tym ze byla uboga. To biednej kobiety
        nie da sie kochac???
        Coz ten facet zmiesci sie w USA, nie ma problemu, miejsca jest tam jeszcze
        troche, tylko okropnie niezyczliwie mowi o swojej bylej zonie. Bylby ciut na
        poziomie nie wywlekal by takich spraw. Ludzie sie rozstaja z pzreroznych
        powodow i raczej nie roztrzasa sie przyczyn rozstania w normalnym
        towarzystwie.
        • Gość: MACIEJ ZYCIE NA RATY IP: *.ny325.east.verizon.net 23.04.03, 04:47
          Gość portalu: drapieżnik napisał(a):

          > oto bilans wspolzycia z jakims debilem, ktory urwal sie do USA bo coz...kto
          > fajtlapa to i w polsce nic mu nie pomoze a kto obrotny i w polsce da sobie
          rade
          > (oczywiscie przykre jest ze Polska jest biedna, w koncu trudno aby bieda
          mogla
          > imponowac, ale dac zyc u nas sie da)
          > zaskoczona jestem ze kobiety czytaja takie posty i w ogole nie raguja
          > facet urwal sie do USA tlumaczac sie ze zona mu nie robi kanapek do pracy-
          > niezly powod do rozwodu ha ha ha
          > kobieta stracila z tym palantem 8 lat zycia
          > na dodatek maciej pisze uszczypliwie o tym ze byla uboga. To biednej kobiety
          > nie da sie kochac???

          Niby sie da,ale jak oboje dorabiali sie przez 8 lat,to ona tez kase powinna miec
          chyba ze nalezy do tych co szybciej wydaja niz zarabiaja.
          Nie wiem na ile rozrywkowa ona byla,ale jego stac na przyjazdy do Stanow juz
          drugi raz w tym roku.

          > Coz ten facet zmiesci sie w USA, nie ma problemu, miejsca jest tam jeszcze
          > troche, tylko okropnie niezyczliwie mowi o swojej bylej zonie. Bylby ciut na
          > poziomie nie wywlekal by takich spraw. Ludzie sie rozstaja z pzreroznych
          > powodow i raczej nie roztrzasa sie przyczyn rozstania w normalnym
          > towarzystwie.

          Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

          > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
          >
          > > OK!
          > > Do znajomych przyjechal znajomy z Polski.
          > > Niby nic ciekawego,poza tym ,ze sie ostatnio rozwiodl.
          > > Przystojny facet ma 28 lat i zwiedzil cala Europe i okolice.
          > > Przyjechal tutaj i szczeka mu opadla,codziennie tyle zdjec robil.
          > > Wracajac do tematu,jego malzenstwo trwalo 3 tygodnie.
          > > Facet zdolny i pracowity,pracowal i studiowal zaocznie,podczas gdy mamuska
          >
          > > robila smakowite sniadanka i kanapki do pracy i wstawala o 5 rano by koszu
          > le
          > > dobrze synkowi do pracy codziennie wyprasowac.
          > > Nie mogl isc na studia dzienne,bo mamcia w PANie zarabiala bez przesady na
          >
          > > papier toaletowy.
          > > Roboty sie imal roznej,a nawet biznesy otwieral i wszystko dobrze szlo dop
          > oki
          > > gospodarka nie zwolnila i biznesy popadaly.
          > > Narzeczenstwem byli przez 8 lat i w miedzyczasie az 3 razy usuwali
          > > niezaplanowane ciaze,az wreszcie wprowadzili sie do wlasnego ,czyli pana
          > > mlodego mieszkania.
          > > Bo ona weszla w ten zwiazek tak jak stala,czyli z uroda i ambicja na przys
          > zle
          > > osiagi.
          > > Okazalo sie,ze sniadania jej zupelnie nie wychodzily,ze o kanapkach do pra
          > cy
          > > nie wspomne,pomijajac juz calkowicie niechec do prasowania koszul.
          > > Patrzac na to z boku mozna by sie dziwic jak to wytrwalo az 3 tygodnie.
          >
          > Wyszlo na to,ze to mialo byc malzenstwo z rozsadku,tylko panu mlodemu
          rozsadku
          > zabraklo jak wieksza kase zarobic,bo swiezo co poslubiona oblubienica byla
          > bardzo wymagajaca wzgledem tego co i owszem.
          > Urodziwa od urodzenia i wysublimowana na studiach nie da sie zaciagnac do
          shant
          > y
          > world-class womanizer zrodzonemu nad Wisla.


          On sie nie urwal do Stanow,tylko przyjezdza tu do jakichs pociotkow,a na stale
          w dalszym ciagu mieszka w Warszawie.
          Oczywiscie sa dwie wersje jego zyciorysu.
          Jedna opowiadana przez babcie,a druga przez wnuczke(moich znajomych).
          Co do jednego jest zgoda,ze jak biznesy dobrze w Polsce szly,to i jemu skrzydla
          rosly i niezle uciulal,a gdy pozniej biznesy popadaly i trzeba bylo ciezko
          zarabiac na zycie,to ptaszyna nie wytrzymala trudow zycia i odfrunela do
          lzejszego zycia.
          Babcia trzyma strone bylej panny mlodej,natomiast wnuczka ,ktora juz sama
          zaczyna ogladac sie za chlopakami sprzyja panu mlodemu.





          • Gość: wodzu Re: ZYCIE NA RATY IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.10.03, 23:53
            Od kilku miesięcy mam wątpliwą przyjemność wysłuchiwać kolejnych odcinków dwóch
            wcale nie tak bliskich znajomych na temat ich byłych mężów. Sprawia im
            przyjemność przedstawianie ich jako gnojków, delektują się tymi opowieściami.
            Wchodzę na to forum, a tu znowu wyznania jakiegoś rozwodnika, który stara się
            uspokoić własne wyrzuty sumienia.
            Ale nudy ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka