lipi2000 Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:01 Odnoszę wrażenie, że gigantyczny wzrost ilości studentów nijak sie ma do poziomu wiedzy nie mówiac juz o stronie etyki zawodowej czy zwykłej moralnosci. Przed wojną inzynier ( nikt nie stosował dodatku magister ) to był ktoś . Lekarz czy prawnik byli autorytetami , moze mały udział osób po wyższych studiach miał na to już sam przez siebie duży wpływ. Technik budowlany to był fachowiec, który odpowiadał za prowadzenie budów i projekty. Pojęcie uprawnień budowlanych to wymysł powojenny, czy to poprawiło jakość oddawanych obiektów ! Pijany lekarz, strajkujacy lekarz czy nauczyciel, to jedne z objawów deprecjacji zawodów akademickich. Tytuł magisterski już nie ma praktycznie żadnego znaczenia. Należy znacznie zredukować ilość absolwentów wyższych uczelni a sprawa się samoczynnie uzdrowi. W Polsce powinno być znacznie mniej uczelni ale te które by były musiały by sobą coś reprezentować. Chyba już czas skończyć z fikcją masowego studiowania. Odpowiedz Link Zgłoś
ganzz Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:04 Nie sposób przedstawienia sprawy zaciemnia ideę. Jeżeli sprawa doktoratu ma być rozwiązana w sposób podobny do zachodniego, to chodzi tu o wydzielenie ścieżki dla kariery naukowej i zwykłej kariery zawodowej. W chwili obecnej jest tak, że wszyscy aby otrzymać dyplom muszą pisać prace, które (teoretycznie) powinny być pracami naukowymi (i na ogół mają marną jakość). Takie rozdzielenie sprowadzi się do tego, że kto chce robić karierę naukową po 3 latach nauki (czyli licencjacie) przystępuje do pracy nad doktoratem (co nie jest równoznaczne z tym, że w 2 lata pisze 'magisterke' i ma za to doktora) a reszta pracuje na dyplom zdając odpowiednie egzaminy końcowe (co nie wyklucza pisania pracy, ale nie koniecznie o charakterze naukowym). Taka idea jest warta poparcia! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:14 no tak, ale to ze prace mgr sa na niskim poziomie (choc nie wszystkie) nie jest argumentem zeby je obchodzic. Ja nie mam wyrobionego zdania na temat dokotratu po licencjacie. ogolna zasada powinno byc chyba to ze dokotrat powinien pisac ktos kto jest w stanie napisac doktorat, a nie ten kto ma magisterium. wedle mnie z reguly ludzie po licencjacie nie sa przygotowani od napisania dokotoratu, ale to jest chyba inna kwestia. widze rowniez zalety pracy mgr jako przygotowujacej do doktoratu. i metodologicznie i, czesto, choc nie zawsze, tematycznie. ganzz napisał: > Nie sposób przedstawienia sprawy zaciemnia ideę. Jeżeli sprawa > doktoratu ma być rozwiązana w sposób podobny do zachodniego, to > chodzi tu o wydzielenie ścieżki dla kariery naukowej i zwykłej > kariery zawodowej. W chwili obecnej jest tak, że wszyscy aby > otrzymać dyplom muszą pisać prace, które (teoretycznie) powinny być > pracami naukowymi (i na ogół mają marną jakość). Takie rozdzielenie > sprowadzi się do tego, że kto chce robić karierę naukową po 3 latach > nauki (czyli licencjacie) przystępuje do pracy nad doktoratem (co > nie jest równoznaczne z tym, że w 2 lata pisze 'magisterke' i ma za > to doktora) a reszta pracuje na dyplom zdając odpowiednie egzaminy > końcowe (co nie wyklucza pisania pracy, ale nie koniecznie o > charakterze naukowym). Taka idea jest warta poparcia! Odpowiedz Link Zgłoś
ganzz Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:45 Prace magisterskie są na niskim poziomie z dwóch powodów: - Nauka staje się coraz bardziej zaawansowana i wyspecjalizowana - co powoduje, że coraz trudnie napisać coś nowego i odkrywczego, bo na tym poziomie wiedzy, na jakim powinni operować magistrzy robi się to za trudne. Druga sprawa, że dobre prace zaczynają dotyczyć tak wąskiego zakresu wiedzy, że stają się mało przydatne dla samych magistrów. - Wykształecenie się 'pauperyzuje' wraz z rozwojem społeczeństwa. Nawet Polska wychodzi z etapu industrialnego na postindustrialne społeczeństwo oparte na wiedzy (tak to się ładnie określa). Tym samym zwiększa się liczba kształcących się osób i trudno oczekiwać orygnalności twórczej od wszystkich piszących prace dyplomowe. Tym samym w dzisiejszych czasach logiczniejsze i urzyteczniejsze wydaje się oczekiwania od ludzi z dyplomem posługiwania się wiedzą ogólną ze swojej dziedziny (czyli egzamin i/lub praca dyplomowa o charakterze rozprawkowym) a nie wąskim zakresem. Inna sprawa, że weryfikowanie wiedzy poprzez egzamin minimalizuje szanse, że wyniki pracy nie są dziełem magistra. Wydzielenie scieżki dla przyszłych naukowców wydaje się sensowne również z tego powodu, że np. przez te dwa lata będą mogli być pod ścisłym nadzorem promotorów, którzy nauczą porządnie warsztatu, bowiem nie będą musieli rozdrabniać się na kilkudziesięciu magistrantów. I powtarzam - NIKT NIE MÓWI, ŻE TYTUŁ DOKTORA OTRZYMA SIĘ DWA LATA PO LICENCJACIE!!! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:53 mnie ta diagnoza prac mgr odpowiada. przy czym ja zawsze 'wiedzialem' ze praca mgr ma byc glwonie praca pokazujaca ze magistrant kompetentnie sie posluguje literatura. ale pewnie sa roznice dyscyplinarne. a sciezka dla przyszlych naukowcow jest w tym kontekscie rzeczywiscie sensowna. ja na przyklad odradzam pisania prac u mnie ludziom ktorzy nie chca pracowac naukowo, wlasnie dlatego ze ona sa dla nich malo uzyteczne. Tu, UK, dokotrat powinien byc napisany w 3 lata. po licencjacie. bardzo rzadko jest, ale ma byc. Odpowiedz Link Zgłoś
xxxxxl13 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:23 To może od razu dawać doktoraty razem z metryką urodzenia? Pracuję na uczelni i znam studentów. Pomijając ewidentnych geniuszy (u nas takich nie spotkałam), nie wyobrażam sobie by 20 letni młody człowiek był w stanie prowadzić samodzielne prace badawcze. Do tego sam fakt posiadania licencjatu to stanowczo zbyt mało. Konieczne jest bogate doświadczenie, którego żadnym papierkiem nikt nie załatwi. Na to trzeba lat. Tak więc po kolei - licencja, magisterka, doktorat. Reszty już nie potrzeba... A tak na poważnie to po co komu doktorat? Pracuję na uczelni od kilkunastu lat na stanowisku technicznym. W tzw. międzyczasie skończyłam studia magisterskie, obroniłam doktorat i... dalej pracuję na stanowisku technicznym. Zajęcia dydaktyczne prowadzą znajomi profesorów, także magistrowie, ale ja nie mam układów i nie należę do żadnej kliki. Tak więc PhD nie daje żadnych korzyści finansowych - to tylko własna satysfakcja i poszerzenie wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:31 mysle ze to troche uproszczone z tym, po co robic dokotrat. z jednej storny jasne ze dokotrat sie robi sie po to, bo sie chce zrobic. bo sie ma pomysl i chce sie nim podzielic. ale robi sie tez dlatego, zeby isc dalej w karierze. mozna po nim robic habilitacje i rozne inne rzeczy. ja rozumiem ze nie kazdy kto zrobil doktorat tak ma, ale trudno pwoeidziec, ze dokotratu niewarto robic. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:38 To samo mi kiedys powiedzial prof. Peche na SGPiS: zebym poczekal z doktoratem jakies 5 lat, bo w wieku przed 30ka to jestem zbyt mlody, aby sie doktoryzowac (konkretnie z informatyki w biznesie). A w tym czasie na Zachodzie mlodsi ode mnie nie tylko, ze sie doktoryzowali, to dostawali profesury... :( Nistety, musialem odpracowac studia, a pozniej bylem juz za stary na doktorat z informatyki... :( Odpowiedz Link Zgłoś
ganzz Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:55 A kto powiedział, że doktorant powinien prowadzić samodzielną pracę naukową. Nigdzie na świecie (poza polską oczywiście) nie ma takiej praktyki. Doktorant to ledwie nieoszlifowany diament, który ma pasję i wystarczające zdolności intelektualne, żeby w przyszłości stać się dobrym samodzielnym naukowcem. W ramach doktoratu pracuje się przy większych projektach, w zespole, który nadzorują doświadczeni naukowcy!!! Nie znam doktora/doktoranta z zachodu, który samodzielnie realizował swój projekt doktoratu!!! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:09 bo takiego nie ma. rowniez temat dokotratu jest negocjowany. bo trudno zakladac ze ktos niedoswiadczony bedzie juz przed calym procesem dokotrskim w stanie ocenic co sie nadaje na dokotrat. promotor to wazna instytucja i trzeba ja holubic. promotor to ktos kto potrafi ustawic kariere - nie w sensie zalatwiania, ale w sensie wlasnie owego oszlifowania diamentu. niestety, ja takiego nie mialem i do dzisiaj zaluje. Odpowiedz Link Zgłoś
stachkonwa Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:36 Prawda? Ile drzwi się wyważa w takiej sytuacji, by odkryć, że już dawno były otwarte Odpowiedz Link Zgłoś
opt Doktor po licencjacie i bez przygotowania pedagog. 21.03.08, 15:23 To ani naukowiec ani pedagog.Znam i sam przeżyłem kontakt z takimi ,co umiejętności pedagogicznych nie mieli żadnych- to był koszmar.Skąd lepszy student zostając asystentem,doktorem... ma czerpać wiedzę i umiejętnosci pedagogiczne? Odpowiedz Link Zgłoś
bziq2 Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 15:35 A ja jakoś nie wierzę, żeby taka zmiana została przez panią minister wprowadzona. Taki niewierzący jestem:). Poprzedni minister (konia z rzędem temu, kto pamięta jego nazwisko) przez 2 lata nie zrobił nic. Oprócz ciszy:). Pani Kudrycka chce zaś wywołać prawdziwą rewolucję. Podziwiam odwagę. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 15:38 no wlasnie ja sobie mysle ze ta rewolucja jest pozorna. ona utrzymuje status quo, tyle ze przesuwa go z poziomu habilitacji na poziom doktoratu. i co sie zmieni? nic. bziq2 napisała: > A ja jakoś nie wierzę, żeby taka zmiana została przez panią minister > wprowadzona. Taki niewierzący jestem:). > Poprzedni minister (konia z rzędem temu, kto pamięta jego nazwisko) przez 2 lat > a > nie zrobił nic. Oprócz ciszy:). Pani Kudrycka chce zaś wywołać prawdziwą > rewolucję. Podziwiam odwagę. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 17:44 Jak na cztery miesiace działalności Pani Minister, to trudno to uznać za sukces. Raczej za kolejny balon próbny wypuszczony przez PO. Proponujemy jakieś niedopracowane kretyństwo, wszyscy krzyczą, my trochę ustępujemy, wprowadzamy nową ustawę i wszyscy są szczęśliwi, choć powinni płakać. Jakby co - ja na PO nie głosowałem! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 17:56 Pani Minister sie Tuskowi wyjatkowo nie udala, to co proponuje to jest bardzo slabe. bardzo mi zal ze tez ze GW juz skonczyla ze swoja akcja o uczelniach. trwalo tydzien..... a szkoda. Odpowiedz Link Zgłoś
bziq2 Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 17:51 No właśnie:). Punkt ciężkości został przesunięty na rzeczy prawie nieprawdopodobne, czyli cuda:). A istota problemu pozostała. Nikt też nie wspomniał, że ostatnio wiele osób robi habilitacje w krajach sąsiednich, by uniknąć niejasności reguł panujących w Polsce. I to pokazuje prawdziwy problem. Nasz system po prostu (po wstapieniu do Unii) stał się niewydolny). Niejasny. A więc dziurawy. I naprawdę trzeba coś zmienić. Jednak pomysł, by po licencjacie móc robić doktorat, oceniam jako bardzo dobry chwyt marketingowy - z punktu widzenia pani minister (rektorki prywatnej szkoly wyzszej, która ksztłaci głównie na poziomie licencjatu) - i jako pomysł przerażający - z punktu widzenia osoby oceniającej absolwentów tzw. szkół wyższych. Nauczcie swoich absolwentów czytać i pisać. Czytać ze zrozumieniem. I pisać po polsku. Lub po angielsku:), ale stylistycznie. A wtedy pogadamy na temat doktoratów. Odpowiedz Link Zgłoś
konop Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 22.03.08, 16:14 oj, PRAWDA,prawda...z tym pisaniem i czytaniem! Czytałem ostatnio doktorat skądinąd miłej koleżanki, który w UK nie ostałby się jako praca na MA... Odpowiedz Link Zgłoś
leo.m Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:35 Powiem krótko - byli już kiedyś "docenci marcowi", przestańmy się wygłupiać! Odpowiedz Link Zgłoś
opt Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:39 Nowa moda na tytułomanię bez pokrycia w komórkach mózgowych Odpowiedz Link Zgłoś
the-dubliner Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:09 tak sie robi doktorat w PL: tiny.pl/4c9x niestety Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:16 zatkalo mnie. zuplenie zatkalo. jednak tym bardizej bez ostrego systemu kontroli nie ma szans na jakakolwiek poprawe. Odpowiadasz na: the-dubliner napisał: > tak sie robi doktorat w PL: > > tiny.pl/4c9x > niestety Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 19:48 dalatata napisał: > zatkalo mnie. zuplenie zatkalo. > jednak tym bardizej bez ostrego systemu kontroli nie ma szans na > jakakolwiek poprawe. Raczej weryfikacja promotorow moglaby cokolwiek pomoc. Takie prace pisane sa metoda: kopiuj - wklej - zmien spojniki. I przechodza. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 20:03 no tak, ale to promotorzy to puszczaja nie? to nie jest tak, ze to sie dzieje samo. promotor albo nie czyta, albo....nie czyta. w weryfikacje promotorow to ja juz dawno nie wierze. i dopoki nie bedzie wiedzial, ze mozna go za to z pracy wywalic, bedzie tak robic. a uczelnia dajaca ludziom po kilkudziesieciu magistrantow czy licencjantow bedzie karana za to rowniez. niestety w wypadku polskich uczelni nie wierze w nic innego niz drakonski system monitoringu. khmara napisał: > dalatata napisał: > > > zatkalo mnie. zuplenie zatkalo. > > jednak tym bardizej bez ostrego systemu kontroli nie ma szans na > > jakakolwiek poprawe. > > Raczej weryfikacja promotorow moglaby cokolwiek pomoc. Takie prace pisane sa > metoda: kopiuj - wklej - zmien spojniki. I przechodza. Odpowiedz Link Zgłoś
stachkonwa Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 20:07 Nie czyta. Zapewniam Odpowiedz Link Zgłoś
xxxxxl13 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:45 Doktorat robi się tylko dla siebie, dla własnej satysfakcji. Ocena komisji w czasie obrony utwierdza mnie w przekonaniu, że ja coś potrafię i że potrafię to "sprzedać" innym. Problem w tym, że ja broniłam się w PAN a pracuję na uczelni. Nikt w pracy nie usiłował nawet sprawdzić co moja wiedza jest warta, czy posiadam zdolności dydaktyczne, czy potrafię dotrzeć do studentów... Czym więc jest doktorat? Tylko i wyłącznie potwierdzeniem mojej wiedzy dla mnie i dla komisji. Uczelnie rządzą się innymi prawami. Jeden z profesorów powiedział mi otwarcie, że wszystkie etaty naukowe na uczelni są już zajęte na 3 pokolenia do przodu. Dla rodzin, znajomych, przyjaciół itp. Chcąc więc robić rewolucję w nauce trzeba zacząć ją w innym miejscu. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:00 to moze warto zmienic uczelnie. mowie powaznie. a rewolucje trzeba zrobic gdzie indziej, nie mam watpliwosci. Odpowiedz Link Zgłoś
chris30 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:51 Niestety po "docentach marcowych" byli "profesorowie solidarnościowi", bo zniesiono etaty docenta przyznawane po habilitacji i przez lata mniej zdolni habilitowani walczyli o to, żeby zostawać profesorami bez tytułu, co obecnie się już udało. Teraz następny krok. Cóż, mniej zdolnych jest zawsze więcej, więc wiadomo było, że i związki ich poprą i ministrowie w końcu się poddadzą. W walce z habilitacją powtarza się brednie o "stracie czasu", choć już od dawna wystarczy spiąć kilka publikacji i opisać na kilku stronach, o co w nich chodzi. Gdyby ocena dorobku ograniczała się do liczenia publikacji, mogłaby to robić sekretarka. A co z cytowaniami? Zdaje się, że idzie właśnie o to, aby przestały być ważne... Odpowiedz Link Zgłoś
xxxxxl13 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:56 Połowa wykładowców których znam nawet chyba nie wie co to są cytowania... Zresztą w pewnych wąskich dziedzinach trudno o cytowania, ale powinny liczyć się publikacje (policzy je sekretarka). Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:03 chris30: to trafna diagnoza. szczegolnie co do habilitacji. mysle wyjatkami sa ludzie ktorzy sa w stanie zrobic habilitacje intelektualnie a jej nie zrobili. argument ze sa uwalani nie stosouje sie - bo w nowym systemie tez beda. tyle ze przy doktoracie. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:49 chris30 napisał: > z habilitacją powtarza się brednie o "stracie czasu", choć już od dawna > wystarczy spiąć kilka publikacji i opisać na kilku stronach, o co w nich chodzi > . Wlasnie o to chodzi, ze nie wystarcza. Jezeli tak jest na Twoim podworku, to nie znaczy, ze jest tak wszedzie. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:08 Cenna wypowiedz, bo mam takie wrazenie, ze kazdy uczestnik debaty jest przekonany, ze problemy, ktore sam dostrzega, sa wspolne dla wszystkich i rownie bolesne, podczas gdy w rzeczywistosci wiekszosc pozostalych uczestnikow nie potrafi ich sobie nawet wyobrazic. Przyklady? Dopisywanie do publikacji - w naukach humanistycznych wlasciwie nie istnieje. Dopisac sie mozna do redakcji zbiorowki, ale to przeciez zaden dorobek. Starzy profesorowie blokujacy awans - w licznych naukach nie istnieje srednie pokolenie, sa starcy dzieki ktorym nie trzeba zamykac instytutow i trzydziestoletni doktorzy plus mlodziez. "Sredniakow" ktorzy mogliby tych starcow zastapic brak, bo uciekli z nauki w latach 90-tych, a nowe pokolenie jeszcze nie wyrosło. Ustawiane konkursy - jesli w calej Polsce jest dziesieciu "samodzielnych" porozrzucanych po kraju, to nie ma po co ustawiac konkursu na profesora, skoro najpierw trzeba znalezc chocby jednego kandydata i przekupic go (mieszkaniem, dodatkowymi zrodlami dochodu itd.) zeby w ogole raczyl wziac udzial. Brak funduszy na badania - za kase jakiej wymaga jeden sensowny i nowatorski doktorat z biochemii czy genetyki daloby sie utrzymac cale badanie z sinologii, hungarystyki i bohemistyki w calej Polsce. Nostryfikacja dyplomow - tam gdzie brakuje samodzielnych, nostryfikuja wszystko, tam gdzie sa ich tysiace, nie nostryfikuja za chinskiego boga. Wspolne nie sa tez pewne bozki jak: ksiazka habilitacyjna - w naukach scislych starczy sensowny zestaw porzadnych artykulow, humanisci posikaja sie ze smiechu na taka propozycje, lista filadelfijska - reprezentatywna dla nauk scislych i przyrodniczych, ale n.p. polonistyki czy kultury fizycznej na niej brak calkowicie, cytowania - humanisci pisza ksiazki, cytowania licza sie wylacznie z artykulow w czasopismach w artykulach w czasopismach. Ergo humanisci maja w wiekszosci impact factor 0,0. Byloby fajnie, gdyby te bolesne prawdy byly czasem brane pod uwage ;) Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:13 zgadzam sie z fordem.ka (choc fordow nie lubie). jednak to co nam proponuje min Kudrycka nie ma sie nijak do tychze problmow i ich rozwiazania. pomysl ze zlikwidowaniem habilitacji jest tematem zastepczym, a uczelnie flagowe, to sposob na to zeby utrzymac status quo ale w wybranych instytucjach, a inne rzucic psom na pozarcie. a to ze doktorat bedzie mozna zrobic po licencjacie, to sa marginalia, o ktorych nie warto nawet gadac. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:35 Święta prawda! Propozycje minister doprowadzą wyłącznie do niejakiej wymiany pokoleniowej, tam gdzie jest dziura czyli przestrzeń na taką wymianę. Na całą resztę nie pomogą. Likwidacja habilitacji ułatwi życie różnym ustawionym Kaziom z doktoratami, ale dla reszty świata zmieni niewiele. Etatów od tego przecież nie przybędzie. W pośredniakach dalej będą się rejestrować doktorzy polonistyki, dla których nie ma roboty nawet w podstawówkach, bo akurat tego dobra mamy w kraju od groma. Tak naprawdę to, co tu uprawiamy, to bicie piany, bo żadnych konkretów nadal brak. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:41 ciesze sie ze sie zgadzamy. nawiasem mowiac, czasem sie zastanawiam czy min Kudrycka wchdozi na fora.... mozna by tu calkiem niezla reforme nauki sciagnac. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:48 Nie daj Boże! Minister ma w zwyczaju zgadzać się z każdą propozycją, jaką jej ktokolwiek złoży (takie przynajmniej mam wrażenie po tych trzech miesiącach). Ona by to wszystko z miejsca wcieliła w życie ;) A tak na poważnie - mam nadzieję, że wprowadzone zostaną najgłupsze z tych propozycji i obecna rzeczywistość zostanie rozwalona. Tylko w takiej sytuacji pojawia się nadzieja, że potem uda się zrobić nową lepszą. Zmiany na dobre z tego, co jest, sobie nie wyobrażam. Zbyt wiele jest grup interesu. Zresztą minister walczy o swoja grupę interesu - likwidacja habilitacji to obniżka kosztów funkcjonowania prywatnych uczelni. Nic więcej. I to akurat powinno dawać nadzieję wszystkim nieshabilitowanym - bo grupy interesu zwykle potrafią coś dla siebie wywalczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:53 znow sie zgadzamy. po pierwsze Kudrycka wyraznie pokazuje sie jkao rektor prywatnej uczelni (nawet jesli jej szkola nie bedzie uczlenia flagowoa, to nie bedzie musiala konkurowac z uczelniami panstwoymi ktore tez nie zostana), a habilitacja to temat zastepczy. a co do grup interesu - absolutnie. bo to nie tylko samodzielni pracownicy naukowi, wyrazna grupa, ale wlasnie uczelnie prywatne. no i bedzie dalej jak jest, tylko w innym systemie. a ja sobie moge jak o tej Kartaginie: starczy zniesc pensum kadrowe, zeby z dnia na dzien prawie zmienil sie obraz poslkiej nauki. Odpowiedz Link Zgłoś
stachkonwa Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:56 Czyli: zamiast pracować naukowo trzeba było zakładać prywatną uczelnię, trzepać pieniądze, a potem cierpliwie poczekać. I się okaże, że jest się równym takim frajerom, co poważnie traktowali swoje zajęcie i pracowali naukowo. To znaczy nie jest się równym: dochody "trochę" większe i frajerzy siedzący w kieszeni pana wiecznego doktora udziałowca. A to Polska właśnie Odpowiedz Link Zgłoś
wilhelm4 Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:31 Tylko kto na swiecie zna i akceptuje polski "licenjat" ? :))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
markus.kembi Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:46 Moim zdaniem studia doktoranckie powinny być możliwe już po maturze, a dla najzdolniejszych uczniów - już po ukończeniu szkoły podstawowej. A najzdolniejsze przedszkolaki powinny przeskakiwać od razu do szkoły średniej. Odpowiedz Link Zgłoś
prof_uj Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 19:26 Sprawa pozytywnych zmian na polskich uczelniach jest prawie beznadziejna: Baron Munchausen sam za wlosy z blota sie nie wyciagnie, a proponowane zmiany taka operacja beda. Sa oczywiscie w nauce polskiej wybitne, nieposzlakowane i obiektywne postacie, ktore moglyby dokonac weryfikacji kadr, ale te kadry na to sie nigdy nie zgodza. Dlaczego? Mozna to zrozumiec na podstawie analizy drogi kariery w najlepszych uczelniach amerykanskich. W systemie amerykanskim, zeby byc doktorantem trzeba wczesniej skonczyc Undergraduate School z ocena conajmniej odpowiadajaca naszej sredniej 4.8. Zeby dostac propozycje tenure-track w Ivy League, trzeba zrobic naprawde znakomity doktorat, blysnac na stazu podoktorskim i wygrac z 100 konkurentami do tego etatu. Potem wystarczy tylko napisac bardzo konkurencyjny wniosek grantowy, dostac fundusze, wypromowac 2-3 doktorow, zdobyc uznanie miedzynarodowe.... Pytania: Ilu mamy profesorow, ktorzy nie spelnili pierwszego z amerykanskich warunkow (srednia ocen z egzaminow 4.8)? Ilu mamy profesorow, ktorych doktoraty nie zostaly wyroznione nagoda ministra? Ilu mamy profesorow, ktorych habilitacje nie zostaly zauwazone w kraju (wyroznione nagroda ministra/premiera) i za granica? I na koniec, ilu z tych profesorow uwaza sie za slabych naukowcow, choc wedlug amerykanskich standardow nigdy nie powinni byli tak daleko w karierze naukowej zajsc? Ilu z nich zgodzi sie na taka komisje weryfikacyjna? Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 22:18 Tyle, ze w USA ponad 90% uczelni jest jeszcze gorsze niz przecietny polski uniwersytet. A tam tez sa profesorowie. Gdzies musza przeciez sie pomiescic ci, co odpadli z Ivy League... Kazdy medal ma swe dwie strony... Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 22:20 1. Likwidacja habilitacji i zastapienie jej PhD 2. Likdwidacja dozywotnich belwederskich profesur i zastapienie nich niedozywotnimi, odnawialnymi, i to w drodze prawdziwego, uczciwego i otwartego konkursu, co np. 5-10 lat, profesurami uczelnianymi 3. Wymog pisania i obrony PhD w jezyku obcym, z wyjatkiem filologii polskiej 4. Wymog obrony PhD poza uczelnia, gdzie zrobilo sie studia licencjackie i magisterskie i poza uczelnia, gdzie sie pracuje badz pracowalo 5. Wymog trzech recenzentow, z ktorych dwoch musi byc poza Polska (z wyjatkiem jak w p. 3, gdzie wystarczy jeden zagraniczny recenzent i dwoch z Polski) 6. Nostryfikacja jak w np. Australii, czyli przeprowadzana przez Ministerstwo na podstawie reputacji konkretnej uczelni, a nie widzi mi mi sie Rady Wydzialu, czesto zainteresowanej w usunieciu potencjalnej konkurencji 7. Otwarte, uczciwe konkursy na stanowiska naukowe i dydaktyczne 8. Ocena dydaktykow przez wspolpracownikow i studentow 9. Ocena badaczy przez recenzentow i to glownie z zagranicy 10. I na koniec placa zalezna od wynikow pracy, a nie stazu pracy Odpowiedz Link Zgłoś
behemotka2 Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 22:31 > 3. Wymog pisania i obrony PhD w jezyku obcym, z wyjatkiem filologii polskiej a dlaczego mam pisać w języku obcym? Czy jakiś Francuz lub Niemiec też piszą w obcym języku? Żyjemy w Polsce i jeżeli chcę tomam prawo używać narodowego języka. a wracając do tematu- znam osoby, które zrobiły doktorat przed 30- tką i znam doktorów habilitowanych w wieku niecałych 40 lat. I nie mieli układów ani nie pisali odtwóczych prac z przerobienia 10 książek. Uważam, że likwidacja hierarchii stopni naukowych obniży poziom, zaraz okaże się, że połowa studentów jest na tyle zdolna, że po licencjacie będzie chciała pisać doktorat, a potem nie mając pojęcia o niczym wymagała nie wiadomo jakich zarobków "bo ja mam tytuł". Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 22:47 1. Po to, aby ciebie mogli przeczytac, wydac i cytowac za granica. Gdyby Kalecki pisal od razu po angielksu, to dzis mowilibysmy o szkole Kaleckiego-Keynesa, a nie tylko o Keynesizmie. Itp. Itd. 2. Mnie prof. T. Peche z SGPiS (dzis znow SGH) zabronil wrecz robic doktorat przed trzydziestka. Bal sie konkurencji... 3. Nie sadze, aby ci mlodzi doktorzy byli szczegolnie zdolni czy pracowici. Raczej mieli, jak GW Bush, dobrze ustawionych tatusiow... 4. Likwidacja habilitacji bedzie bardziej niz zrownowazona podwyzszonymi wymogami na PhD. Syd wymog pisania w j. obcym i obrony glownie za granica... Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 23:17 Tak, tak - a najlepiej ustaw wszystkie kryteria tak, żeby pasowały idealnie pod ciebie. Kolego, piepszysz tu od wielu godzin jak potluczony. Tez zrobilem doktorat zagranica (nie, nie w Burkina Faso). Nie mailem zadnego problemu z nostryfikacja. Jesli masz klopot z jakims tam dziekanem, to idz na inna uczelnie. Nie ma obowiazku przeprowadzenia procedury nostryfikacyjnej w miejscu aktualnego zamieszkania. Z tym pisaniem doktoratu w jezykach obcych tozes palnal (zastrzegam, ze bronilem swoj doktorat w angielskim, a opublikowalem i po angielsku i po polsku). To jest kompletna bzdura. Owszem fajnie byloby, gdyby sporo prac polskich naukowcow powstawalo w jezyku obcym, ale nie przeginaj. Uzyskanie stopnia naukowego w danym kraju pod warunkiem napisania pracy w jezyku obcym. Wez sie nie osmieszaj. Prof. Peche. No to miales Pecha. Jest roznie. Po prostu roznie. Zal mi cie, zes wpadl z deszczu pod rynne. Z tymi mlodymi doktorami jest tak samo roznie. Proponuje, zebys juz przestal swoje zale wylewac, bo to po prostu zenujace. Mnie nikt za uszy nie ciagnal, tam gdzie konczylem magisterke z powodu mojego zagranicznego doktoratu (PhD, jesli wolisz) jestem skreslony. Trudno. Nikt nie obiecywal, ze bedzie latwo. Acha, obecnie pracuje w Polsce i zagranica. Czy mozesz mnie oswiecic czym wedlug ciebie rozni sie PhD (stopien posiadany przeze mnie) od dr? Bede wdzieczny. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 23:52 1. Nie ustawiam pod siebie. Akurat ten doktorat z ekonomii napisalem po polsku i chcialem bronic na SGH. 2. W Szwecji pisze sie doktoraty glownie po angielsku... Co w tym smiesznego? Ze sie ma szersze perspektywy? 3. Nie Pecha, ale taki jest caly system, w ktorym taki Peche mogl robic swa szkodliwa robote. 4. Tobie sie po prostu udalo. Miales szczescie, a ja nie. Wiec mnie nie pouczaj... 5. PhD to doktorat z filozofii (Philosophiae Doctor), w odroznieniu od tzw. doktoratow niszych, czyli profesjonalnych typu DBA, DJ (prawo), DPsych (psychologia), DEng (dr inz.) itp. Po PhD mozna zostac pelnym profesorem bez skladania dalszych egaminow czy dysertacji. Jak widac, nigdy PhD nie miales, nigdy tez w zyciu nie przstapiles progu uczelni, gdzie PhD nadaja (chyba ze z mopem i wiadrem)... Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:00 Kolego, wylewasz tu swoje zale jak to ci kaza tlumaczyc prace na angielski, wiec nie opowiadaj bajek. Najlepiej, zeby nie mieli na ciebie zadnego haka. Pewnie, ze najlepiej, zeby w ogole hakow nie bylo, ale nie trzeba poslugiwac sie takimi metodami jakie proponujesz. O systemie skandynawskim mi nie opowiadaj, bo wlasnie ja w Skandynawii pisalem doktorat. Czekaj, niech no sprawdze - no patrz, jednak PhD. Udalo sie? Jakbys przeszedl to co ja, tobys nawet nie mial sily tych swoich bredni wyklepywac na klawiaturze. Dziekuje bardzo za uwage o mopie - to bardzo konstruktywna uwaga. Lem by sie nie powstydzil... W kazdym razie zauwazylem, ze masz monopol na dwie rzeczy: bol istnienia i prawde absolutna. W tym kontekscie nie dziwia twoje problemy. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:07 1. Kto mi kaze cokolwiek tlumaczyc na angielski? To chyba ktos inny tak ci sie zali. Nie wmawiaj mi, ze powiedzialem cos, czego nigdy nie rzeklem... 2. Jaki uniwersytet, kto byl promotorem itd.? Czemu niby mam ci wierzyc na slowo? Raczej jestes mopista niz intelektualista... Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:14 Jak to? przeciez, gdzies tam milion wpisow temu pisales, ze groza ci, ze bez tlumaczenia z nostryfikacji nici. Przykro mi, ze jestes totalnie sfrustrowany i dolamany, ale to jeszcze cie nie upowaznia do tego, zeby notorycznie innych obrzucac blotem. Tym bardziej nie dziwia twoje klopoty. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:26 Ale to mialo byc tlumaczenie na POLSKI, a nie na ANGIELSKI! Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:28 No wlasnie. Jakby byl wymog pisania doktoratow w jezyku obcym, to mialbys problem z glowy. A wiec jednak reforme ustawialbys pod siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:31 ?? Napisalem przeciez doktorat z ekonomii po POLSKU! Znmow sie czepiasz... :( Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:38 Dobra, chlopie zrob z tym porzadek. Napisalem ci tam nizej, co bym na twoim miejscu zrobil. To nie jest sprawa nie do przeskoczenia. W Polsce jest tyle szkol wyzszych, ze az o wiele za duzo. Gdzies ci nostryfikuja twoj doktorat z Lema i na pewno sie gdzie do roboty zalapiesz, tym bardziej, ze wiele uczelni (panstwowych) i to w calkiem duzych miastach cierpi na powazne braki kadrowe. No trudno, ja tez musialem zrezygnowac z marzen o pracy w miescie, w ktorym chcialem pracowac - i wyszlo mi to tylko na zdrowie. Ja wiem, ze jest ciezko, ale chyba sam wiesz, ze nie tylko w Polsce. Ilu ludzi w innych krajach musi dojezdzac po pareset kilometrow do pracy, bo cos tam nie wyszlo, bo uklady (ktore sa wszedzie), bo rodzina, to albo tamto. Niestety, zycie nie glaszcze. Odpowiedz Link Zgłoś
adam.2x PhD to nie doktorat z filozofii 22.03.08, 16:35 mrzorba napisała: >> 5. PhD to doktorat z filozofii .. ------------------ Może z filozofii też, tego nie wiem. PhD jest ogólnym symbolem stopnia doktora w wielu dziedzinach. Latwo sprawdzić choćby tutaj: en.wikipedia.org/wiki/Doctor_of_Philosophy Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: PhD to nie doktorat z filozofii 22.03.08, 17:29 To byl skrot myslowy: filozofia jako "matka" nauk. Oczywiscie doktorat z "filozofii jako takiej" w systemie PhD to PhD ze specjalnoscia "filozofia"... Odpowiedz Link Zgłoś
rizan37 Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:17 Czy nie można tej Baby wyrzucić z urzędu. To nic, że to profesor, tytuł nie oznacza , że dana osoba wie co mówi. Kiedy projekt poselski Prawa o Szkołach Wyższych postulował zniesienie habilitacji ale jednocześnie wprowadzał większe wymagania dla doktoratów, aby doktorat wreszcie miały rangę taką samą jak na zachodzie i były jedynym stopniem koniecznym do samodzielnej kariery naukowej, to go wysłano. A teraz po licencjacie. To może po maturze. Dewastacja edukacji polskiej w wykonaniu "wielkich tego świata" jest koszmarna. zamiast utzrymać nasz względnie wysoki poziom szkół i kształcenia na uczelniach podporządkowujemy się zachodnim - unijnym pomysłom kształcenia eurogłuptaków. Powinno się pręgierz przygotować i reformatorów edukacji od lat 70siątych począwszy biczować codziennie. Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:23 Ja mysle, ze trzeba przede wszystkim pewne sprawy uporzadkowac. OK, zniesmy albo dazmy do zniesienia habilitacji (tak jak w Niemczech na przyklad, gdzie w tej chwili istnieja dwie sciezki "robienia kariery"), ale podwyzszmy standardy ksztalcenia na nizszych szczeblach. Przeciez licencjat, a nawet magisterka, to w tej chwili totalne nic. Ludzie piszacy licencjaty nie potrafia pisac po polsku, czytac po polsku i analizowac tekstow (w tym napisanych przez samych siebie). Szkola srednia w ogole nie przygotowuje do studiow. Bardzo fajnie, ze jest troche elitarnych - ze tak sie wyraze - szkol, ale to sa oazy na pustyni. Wprowadzenie systemu bolonskiego tylko pogorszylo sytuacje. Owszem moze statystykom w Brukseli podskoczyly wskazniki skolaryzacji, tylko co z tego. Odpowiedz Link Zgłoś
jotef1 Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:30 Brawo p. Minister! Likwidacja habilitacji to przede wszystkim odblokowanie dyskusji naukowej, która tłamszona jest przez profesorów, gdyż zagraża ona ich ..."autorytetowi"! Poza tym profesorowie sztucznie "podwyższają" swoją "wartość", bo ustanawiają ilościowe kryteria prowadzenia kierunków studiów, w oparciu o - oczywiscie - siebie! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:41 oj taaaaak. i ci wszyscy stlamszeni adiunkci nagle odzyja. a dyskusja naukowac bedzie kwitnac....wreszcie kazdy adiunkt bedzie mogl byc profeosrem. habilitacja? po co? dorobek? nie trzeba. nie matura, pardon, nie habilitacja, a chec szczera zrobic z ciebie belwedera, nawet sie zrymowalo..... jotef1 napisał: > Brawo p. Minister! Likwidacja habilitacji to przede wszystkim > odblokowanie dyskusji naukowej, która tłamszona jest przez > profesorów, gdyż zagraża ona ich ..."autorytetowi"! Poza tym > profesorowie sztucznie "podwyższają" swoją "wartość", bo ustanawiają > ilościowe kryteria prowadzenia kierunków studiów, w oparciu o - > oczywiscie - siebie! Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:47 Wiesz, ja mysle, ze ty tez troche przesadzasz. Od habilitacji sie jednak odchodzi na przyklad w Niemczech, a to jest argument (to znaczy tradycja nauki niemieckiej) za tym, ze to jest chyba przezytek. Habilitacji nie ma w krajach anglosaskich, nie ma w Skandynawii. OK jest we francji, ale tam system jest chyba jeszcze bardziej pokrecony niz u nas. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:57 nie wiem czy to do mnie, ale na wszelki wypadek.... ale odpowiednik habilitacji (tenure) istnieje w USA na przyklad. czy habilitacja bedzie czy nie (ja uwazam ze powinna byc, choc zmeniona) tak naprawde nie ma znaczenia. to co ma znaczenie to system rzetelnej oceny dorobku. i czy my to nazwiemy habilitacja, czy ciamciurinkiem, nie ma najmniejszego znaczenia. i dopoty nie bedzie takiego systemu, zmiany proobnowane przez Kudrycka sa marginalne.bedzie to samo, tylko bez habilitacji, to znaczy na poziomie doktoratu, no i oceniac beda nas profesorowie nawet bez dzisijeszej habilitacji, czyli z dorobkiem szzcatkowym. niech mi ktos powie, jak zapewnic uczciwe mianowanie doktorow na profesorow. przeciez to bedzie jedna wielka korupcja. aramba napisał: > Wiesz, ja mysle, ze ty tez troche przesadzasz. Od habilitacji sie > jednak odchodzi na przyklad w Niemczech, a to jest argument (to > znaczy tradycja nauki niemieckiej) za tym, ze to jest chyba > przezytek. Habilitacji nie ma w krajach anglosaskich, nie ma w > Skandynawii. OK jest we francji, ale tam system jest chyba jeszcze > bardziej pokrecony niz u nas. Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:01 Wiesz, z tym tenure to nie do konca tak. Poza tym przyznasz chyba, ze habilitacja tradycyjna, to jednak nie jest to samo co ocena dorobku. Moze byc i tak, ze byles szefem wielu miedzynarodowych projektow konczonych waznymi publikacjami, ale w Polsce profesorem nie zostaniesz, bo nie masz... habilitacji, co - moim zdaniem - jest absurdalne. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:08 owszem, ale to troche nie jest taki argument. bo wiekszosc z takich szefow ma dorobek na 2 habilitacje. co wiecej, ilu jest tych szefow, ktorzy chca byc polskimi profsorami? poza takimi ludzmi jak ja, ktorzy pracuja za granica, ale chca, glwonie jako hobby, stac jedna noga w Polsce, takich nie ma. habilitacja to TEZ ocena dorobku (o ile sobie przypominam moje recenzje habilitacyjne). natomiast ja widze koniecznosc zmiany systemu. ten idiotzm kolokwium, na ktorym wszyscy udowadnaija ze potrafia zagiac delikwenta.... ale to sa marginalia. zasada jest taka ze powinna byc formula oceny dorobku gdzies po doktoracie. czyli habilitacja, ale mozemy ja nazwac inaczej. w polskiej rzeczywistosci? bez habilitacji, bedziemy mieli najwiekszy odsetek profsorow na uczelniach na calym swiecie. i zawsze beda to koledzy dziekana.... Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:14 Ja jestem dokladnie w takiej samej sytuacji - pracuje zagranica i w Polsce. Masz sporo racji habilitacja to tez ocena dorobku. Tylko co z tego, ze masz dorobek, ze wszyscy sobie z tego zdaja sprawe, ale tak sie zlozylo, ze nie masz tej drugiej monografii. No tak wyszlo. Masz sporo artykulow i to o roznej tematyce (akurat dla oceny twojego dorobku w Polsce to jest minus; wszystko ma byc monotematyczne - wtedy to jest OK), kierujesz zespolami, potrafisz zebrac ludzi, zeby cos konkretnego zrobic, ale to sie nie liczy. "A ksiazeczka jest, Panie Kolego?". Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:25 no ale to troche zalezy od dziedziny. w humanistyce musi byc ksiazka. w naukach scislych nie. i ja widze problem z ksiazka (ja bym to zmeinil, mnie ta ksiazka to jest rybka, w Polsce jest obsesja na temat publikacji zwartych). a co do monotematycznosci - mnie roznorodnosc nie przeszkodzila, raczej przeszkadza tutaj. czesto mowie ze jestem najbardziej niezatrudnialnym czlowiekiem z najlepszym dorobkiem na swiecie :-). bo ja skacze z tematu na temat i nie ma czlowieka na siwecie kotry zna mnie ze wszystkich ksiazek (poza znajomymi i rodzina, ktorzy i tak ich nie przeczytali). Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:31 Ja akurat jestem humanista. No i, niestety, masz racje - obsesja na punkcie "publikacji zwartych", a jesli nie sa "zwarte :)", to wszystko musi byc monotematyczne. Zreszta poczytaj na stronie CK taki wymog dotyczy oficjalnie wszystkich dyscyplin. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba [...] 22.03.08, 09:25 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:07 Jesli chodzi o ocene dorobku doktorow, to znaczy czy nadaja sie na profesorow, to wystarczy skopiowac, ale ze wszystkimi szczegolami, system wprowadzany w Niemczech. On jest w miare OK. Niestety, jednego nigdzie sie nie udalo wyeliminowac - ukladow. W kazdej procedurze konkursowej sa momenty, ze możesz nia manipulowac. Chodzi tylko o to, zeby to pole do kretactw maksymalnie ograniczyc. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:15 ale mozna tez wziac system amerykanski, z silna 'habilitacja' czy brytyjski, z malo wyrazna. tyle ze likwidacja habilitacji nie zalatwia calego prpoblemu dobrych recenzji kolegow kolegi.... a do tego tne idiotyzm pensum kadorwego, ktory powoduje ze uczelnie s azywo zainteresowane mianowanie profesorow, bez wzgledu na ich dorobek. znies pensum i nagle swiat wyglada inaczej Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:22 To prawda. Moim zdaniem wszystko zależy od tego czy uda sie w Polsce stworzyć wiarygodny system weryfikacji dorobku. Wtedy "ksiazeczka" niepotrzebna. Jesli ja masz, to bardzo fajnie, jest to czesc twojego dorobku. Jak jej nie masz, ale z kolei masz inne osiagniecia, ktore dazdza sie obiektywnie zweryfikowac, to tez OK. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:28 wlasnie tak. dopoki nie bedzie takiego systemu, mozemy sobie leb urywac i trzy habilitacje likwidowac. i tym optymistycznym akcentem, koncze prace i pisnaie pieprzonego projektu badan, na ktore nie mam najmniejszej ochoty, ale szanse na na forse, choc od jakiegos czasu juz tylko rozrywke - i ide poczytac. dziekuje za mila rozmowe. dobranoc. Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:32 A ja sobie "w miedzyczasie" sprawdzalem jeden licencjat. Czemu ci studenci pisac nie umieja "po polskiemu". Czesc. Odpowiedz Link Zgłoś
owocoskala Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 08:00 > A ja sobie "w miedzyczasie" sprawdzalem jeden licencjat. Czemu ci > studenci pisac nie umieja "po polskiemu". Czesc. A wszyscy doktorzy to umieją? Myśleć też niektórzy nie potrafią a zaraz pewnie profesorami zostaną.... Mąż wczoraj czytał mi wniosek grantowy osoby z otwartą habilitacją to można się załamać.... Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 11:03 Pewnie, ze nie. A wszyscy profeorowie potrafia dwa zdania "do kupy poskladac"? To wszystko jest tym bardziej smutne... Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba [...] 22.03.08, 09:29 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:12 dalatata napisał: > niech mi ktos powie, jak zapewnic uczciwe mianowanie doktorow na > profesorow. przeciez to bedzie jedna wielka korupcja. Bez przesady. W kazdej dziedzinie wiadomo, jakim dorobkiem nalezy sie wykazac do habilitacji. Na jednych wydzialach liczy sie publikacje na sztuki, na innych liczy sie punkty KBN. Wystarczy to po prostu spisac w taki czy inny sposob. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:20 khmaro, nie raz juz o tym rozmawialismy. od kiedy spisanie czegokowliek w Polsce mialo jakiekowliek znaczenie. w Polsce da sie wszystko. a jak sie nie da, to i tak sie da. punkty? nie ma problemu: bedziemy sie dopisywac do publikacji? o plagiatach nie sluyszales? ja slyszalem o wielu. ja bardzo chetnie sie bede mylic i posypie glowe popiolem, jak sie okaze ze spisanie punktow bez drakonskich kontroli odniesie jakikowliek skutek. i moge jeszcze mowic: khmaro wielki, jestes moim guru. Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:24 Czyli da capo al fine - czy da sie stworzyc w Polsce system wiarygodnej weryfikacji... Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:47 Ale to sa dwie odrebne sprawy. Pytanie brzmialo, jak uniknac korupcji przy awansowaniu doktorow na profesorow. Ja nie proponuje tu rewolucji, tylko spisanie tego, co w tej chwili funkcjonuje moca zwyczaju, ustnej tradycji itp. Plagiatorstwo i dopisywanie sie do publikacji ma sie dobrze w obecnym systemi habilitacyjnym. Nie widze powodu, by te zjawiska mialy sie szczegolnie nasilic po zastapieniu habilitacji ocena dorobku. Nb. dopisywanie sie do publikacji nie jest wcale polskim wymyslem. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 10:22 spisanie prawa zywaczjowego jest pewnie zawsze dobre, tyle ze niczego nie zalatwia. ja bowiem nie powiedzialem ze po zniesieniu habilitacji wszystko sie wzmoze. ja tylko powiedzialem, zniesienie habilitacji niczego nie zmieni. bedzie dokladnie to samo, tylko na innym poziomie. to co proponujesz, nie tylko nie jest rewolucja, co nawet niczego nie zmienia. to sa zmiany czysto kosmetyczne, marginalia. sorry. i dlatego powtarzam ze zniesienie habilitacji niczego nie zmienia. to jest straw man ustawiany po to, zeby pozorowac radykalne dzialania. mnie fascynuje to, ze system, o ktorym wszyscy wiemy, ze dziala w znacznej mierze na zasadzie lizusostwa, ukladow, kolegow, mozna naprawic nie odnoszac sie do tego faktu. ustawa o habilitacji nie wspomina nic o podlizywaniu sie radom, jednak wszcy wiedza ze jesli nie podlizywac sie, to na pewno nie antagonizowac, bo beda ciac. powiedz, khmaro, na jakiej podstawie sadzisz, ze w wypadku spiania, ktore proponujesz, bedzie inaczej. khmara napisał: > Ale to sa dwie odrebne sprawy. Pytanie brzmialo, jak uniknac korupcji przy > awansowaniu doktorow na profesorow. Ja nie proponuje tu rewolucji, tylko > spisanie tego, co w tej chwili funkcjonuje moca zwyczaju, ustnej tradycji itp. > Plagiatorstwo i dopisywanie sie do publikacji ma sie dobrze w obecnym systemi > habilitacyjnym. Nie widze powodu, by te zjawiska mialy sie szczegolnie nasilic > po zastapieniu habilitacji ocena dorobku. Nb. dopisywanie sie do publikacji nie > jest wcale polskim wymyslem. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 10:29 A ty wciaz tu jeszcze? Kto ci placi za to cigle, ad nauseum, chwalenie habilitacji? Pewnie zaraz napiszesz, ze habilitacje sa przeciez "od zawsze" w USA (ukryte pod nawa "tenure"), i ze masz w USA nominacje profesorska od samego prezydenta G. Busha'a (seniora)... :( Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba [...] 22.03.08, 09:31 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
owocoskala Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 08:09 > habilitacji. Na jednych wydzialach liczy sie publikacje na sztuki, na innych > liczy sie punkty KBN. Wystarczy to po prostu spisac w taki czy inny sposob. Niestety nie jest prawda. Możesz mieć super dorobek, ale wystarczy że za mało podlizujesz się "staruszkom" na radzie, puścisz im za mało kolorowych obrazków podczas prezentacji, czy np. się jąkasz albo będziesz miał nie dość uprasowaną koszule co ich obrazi i juz nie nadajesz się na habilitowanego. Oni hab traktują jak wejście do ich ekskluzywnego klubu do którego moga Cię łaskawie włączyć ale nie muszą i przed nikim nie musza się tłumaczyć czemu zagłosowali tak a nie inaczej. Dlatego potrzebne są obiektywne odgórne kryteria na piśmie. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 09:24 Powtarzam sie, ale nikt nie czyta tego od początku ;) W czynie spolecznym napisze dla pani minister nowa ustawe o habilitacjach (szczegolnych uprawnieniach do czegostam). 1. Kandydat do habilitacji zobowiazany do zgromadzenia dorobku o minimalnej wartosci 200 punktow KBN/MNiSW/CKSN/inne dowolne. MNiSW moze w przypadku wybranych dziedzin obnizyc wartosc minimalna, nie nizej jednak niz 150 punktow. 2. CKSN we wspolpracy z naukowcami odpowiednich dziedzin opracuje katalogi czasopism i system oceny publikacji ksiazkowych, internetowych, innych dla kazdej dziedziny nauki. Podstawa (zeby nie tracic czasu) bedzie obecna tzw. lista ministerialna i (dla nauk scislych i przyrodniczych) lista filadelfijska. Pierwsza lista powstanie w nieprzekraczalnym terminie 1 stycznia 2009. 3. Lista bedzie stale uzupelniania o nowe czasopisma i nowe typy publikacji. Kazdy kandydat ma prawo zglaszania nowych/wczesniej pominietych czasopism, ktore w terminie 3 (trzech) miesiecy powinny zostac "wycenione" i dodane do listy. 4. Oceny beda aktualizowane co trzy lata - w przypadku zmiany oceny, na konto kandydata dolicza sie wartosc wyzsza. We wszelkich sporach obowiazuje zasada, ze decyzje podejmuje sie na korzysc kandydata. 5. CKSN zbuduju system komputerowy, w ktorym kazdy kandydat legitymujacy sie stopniem doktora bedzie mial prawo zalozyc swoje indywidualne konto, na ktore bedzie sam wprowadzal informacje o swoich publikacjach naukowych. System powstanie w nieprzekraczalnym terminie 1 stycznia 2009. 6. Wszelkie informacje umieszczone w systemie sa calkowicie jawne, osoby ktore nie zycza sobie ich ujawnienia nie moga otrzymac "habilitacji". 7. Odpowiedzialnosc za terminowe aktualizowanie swojego konta spoczywa wylacznie na kandydacie. 8. Po przekroczeniu ilosci 200 punktow CKSN zwroci sie niezwlocznie ale w terminie nieprzekraczajacym 1 (jednego) miesiaca do kandydata o przedstawienie dorobku do weryfikacji - weryfikacji podlega fakt istnienia publikacji zgodnie z zapisami na koncie, CKSN nie ma uprawnien do oceny ich wartosci. 9. Po pozytywnej weryfikacji CKSN wydaje niezwlocznie (w terminie nieprzekraczajacym jednego miesiaca) dyplom "habilitacji" 10. Poprzednie regulacje dotyczace nadawania stopnia doktora habilitowanego pozostaja w mocy w calosci. Decyzja kandydata pozostaje, ktora sciezke wybiera. W obu przypadkach dokumenty poswiadczajace uzyskanie tytulu musza byc identyczne. 11. Powyzsze regulacje dotycza kazdej osoby, niezaleznie od obywatelstwa, ktora zyczy sobie poslugiwac sie w Rzeczypospolitej Polskiej dyplomem doktora habilitowanego. Wesołych Świąt! Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 09:40 A co z nostryfikacjami zagranicznych doktoratow? Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 09:38 Stad podstawa powinien byc dorobek naukowy i recenzje, glownie z zagranicy, a nie od kolesiow dziekana i ski... Odpowiedz Link Zgłoś
pfg Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 14:09 Powiedzmy sobie szczerze: Z rewolucją w *nauce* nie ma to nic wspólnego. Jedynym beneficjentem proponowanych zmian będą małe uczelnie, głównie prywatne, dla których zniknie bariera otwierania nowych kierunków studiów. Nowi "profesorowie" będą się przede wszystkim zajmować nauczaniem, bo za to będzie płynąć kasa w postaci czesnego lub dotacji ministerialnych. Silne uczelnie stracą, bo wykreowana na skutek reformy konkurencja odbierze im studentów. Efektem netto będzie zarobek właścicieli prywatnych szkół wyższych i tamtejszych "profesorów", radykalne obniżenie poziomu edukacji wyższej i wątpliwa satysfakcja z posiadania kiepskich dyplomów dla licznych przyszłych absolwentów. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 14:21 Widze, ze jestes przeciwko wprowadzeniem mechanizmow rynkowych do nauki. Nie uwazasz, ze rynek zweryfikuje wtedy uczelnie, i te slabe beda musialy albo sie poprawic, albo zamknac, bo nikt nie zatrudni ich absolwentow? I skad ta pewnosc, ze nie bedzie badan? Wystarczy wprowadzic obowiazek przeznaczania np. 10% wplywow na badania i kontrolowac ilosc, a glownie jakosc tych badan i publikacji z nich wychodzacych. W nauce trzeba i mechanizmow rynkowych (do oceny uczelni) i intrwencji panstwa (aby zyski nie byly kosztem jakosci). Jedno jest pewne: obecny systemn jest najgorszym z mozliwych i musi byc zmieniony. Musza odejsc habilitacje i belwederskie profesury, nostryfikacja powinna byc radykalnie uproszczona i zabrana uczelniom, a konkursy musza sie stac otwarte i transparentne. Inczej nie ma sensu przenaczac chocby zlotowki z podatkow na utrzymywanie obecnego doszczetnie skporumpowanego i mafijnego systemu, ktory powoduje, ze prestiz polskiej nauki upada z kazdym rokiem coraz nizej. Odpowiedz Link Zgłoś
pfg Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 15:58 mrzorba napisała: > Widze, ze jestes przeciwko wprowadzeniem mechanizmow rynkowych do > nauki. Łączenie propozycji przedstawionych przez panią Kudrycką z nauką to hucpa. Tu nie chodzi o naukę, ale o ułatwienia dla małych uczelni i o odniesienie papierowego sukcesu w postaci poprawionych statystyk skolaryzacji, wykształcenia i wszystkiego najlepszego. > Nie uwazasz, ze rynek zweryfikuje wtedy uczelnie, i te slabe > beda musialy albo sie poprawic, albo zamknac, bo nikt nie zatrudni > ich absolwentow? Mrzonki, mój drogi, mrzonki. Prawdziwy problem polega właśnie na tym, iż w Polsce rynek bardzo słabo weryfikuje jakość dyplomów. Bardzo niewiele firm, zatrudniając nowego pracownika, patrzy na to, jaką uczelnię skończył i jakie oceny uzyskał. Przy czym zapewne nie dotyczy to uniwersyteckich kierunków ścisłych ani trudnych studiów technicznych oraz stosunkowo niewielu firm z innych dziedzin, aspirujących do światowego poziomu, tam sprawdzają, ale nie sądzę, aby ktoś chciał w Polsce otworzyć prywatną politechnikę - raczej sto pięćdziesiątą szkołę zarządzania, bankowości, turystyki i informatyki, przy czym przez informatykę rozumie się umiejętność przygotowania prezentacji w PowerPoincie, "stronki" w PHP i administrowania małym serwerem; no, do nauczania tego w istocie habilitacji nie trzeba. Na codzień mam do czynienia ze studentami uzupełniających (magisterskich) studiów z informatyki. Ludzie przychodzą tam z licencjatami z bardzo róznych szkół. Jedni są całkiem dobrze przygotowani, jeśli nie pod względem teoretycznym, to przynajmniej pod względem umiejętności praktycznych, ale inni nie umieją prawie nic. A dyplomy licencjatów mają. Różnice w przygotowaniu są silnie skorelowane z poziomem szkoły, ale jakoś nie słychać, aby złe szkoły miały upaść. Również w 1001 innych miejsc o przyjęciu do pracy decyduje mnóstwo czynników, często pozamerytorycznych, nie zaś to, co jest na dyplomie i kto go wydał. Ale ponieważ formalnym wymaganiem jest posiadanie dyplomu licencjata, szkoły "kup sobie wykształcenie" kwitną, a kwitłyby jeszcze piękniej, gdyby nie formalna przeszkoda w postaci konieczności zatrudnienia iluś tam samodzielnych pracowników naukowych. I o zniesienie tej właśnie bariery chodzi. Ubocznym zaś skutkiem będzie to, że więcej szkół oznaczać będzie silniejszą konkurencję, a że konkurować wysokością czesnego nie da się w nieskończoność, konkurować będzie się łatwością studiów. Łatwością, nie jakością: wobec bardzo słabych mechanizmów rynkowej weryfikacji dyplomów, preferowani będą ci, którzy mniej wymagają. I tak oto ogólny poziom wykształcenia w Polsce spadnie. > I skad ta pewnosc, ze nie bedzie badan? Wystarczy wprowadzic > obowiazek przeznaczania np. 10% wplywow na badania i kontrolowac > ilosc, a glownie jakosc tych badan i publikacji z nich wychodzacych. No to będą badania, a czemużby nie? Skoro będą bieda-szkoły, powstaną i bieda-czasopisma naukowe, które będą te "wyniki" publikować. Ktoś powie, że powinny się liczyć tylko publikacje "filadelfijskie". W takiej sytuacji pod nóż powinna pójść większość polskich szkół i kierunków studiów, bowiem tylko polska matematyka, fizyka i chemia jakkolwiek (choć i tak nienajlepiej) liczą się w międzynarodowych rankingach naukowych, opracowanych na podstawie publikacji "filadelfijskich" i cytowań tamże. Wszystkie inne dyscypliny publikują dzieła, których nikt, poza krewnymi i znajomymi, tudzież nieszczęsnymi studentami danego uczonego, nie czyta, bo i po co? Tak więc propozycję nagłego zaostrzenia kryteriów merytorycznych, przy radykalnym obniżeniu wymagań formalnych, można między bajki włożyć. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 17:26 mrzorba napisała: Widze, ze jestes przeciwko wprowadzeniu mechanizmow rynkowych do nauki. pfg napisał: Łączenie propozycji przedstawionych przez panią Kudrycką z nauką to hucpa. Tu nie chodzi o naukę, ale o ułatwienia dla małych uczelni i o odniesienie papierowego sukcesu w postaci poprawionych statystyk skolaryzacji, wykształcenia i wszystkiego najlepszego. - Niekoniecznie. Habiltacje i dozywotnie belwederskie profesury to przezytki nie tyle nawet "komuny", ile XIX wieku... Nie uwazasz, ze rynek zweryfikuje wtedy uczelnie, i te slabe beda musialy albo sie poprawic, albo zamknac, bo nikt nie zatrudni ich absolwentow? Odpowiedz Link Zgłoś
pfg Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 19:00 mrzorba napisała: >>> Widze, ze jestes przeciwko wprowadzeniu >>> mechanizmow rynkowych do nauki. >> Łączenie propozycji przedstawionych przez panią >> Kudrycką z nauką to hucpa. Tu nie chodzi o naukę, ale o >> ułatwienia >> dla małych uczelni > - Niekoniecznie. Habiltacje i dozywotnie belwederskie profesury to > przezytki nie tyle nawet "komuny", ile XIX wieku... Obawiam się, że własnie oblałeś test Turinga. Może habilitacje i profesury belwederskie są przezytkiem, może nie, ale ich likwidacja bądź utrzymanie nijak nie wpłynie na poziom NAUKI (na ilośc i jakość osiągnięć naukowych), więc mówienie w tym kontekscie o "rewolucji w nauce" to *jest* hucpa. Jeszcze raz: likwidacją habilitacji zainteresowane są słabe uczelnie, gdyż pozwoli im to uruchamiać kolejne kierunki studiów, co - moim zdaniem - doprowadzi do znacznego spadku poziomu kształcenia. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 19:26 ciesze sie ze nie tylko ja tak mysle. sama likwidacja habilitacji spowoduje jedynie natychmiastowa inflacje tytulu profesorskiego. i niewiele wiecej. nie zgadzam sie jednak co do kwestii otwierania kierunkow. kazda uczelnia powinna moc otworzyc dowolna liczbe kierunkow i to rynek powinien je weryfikwoac. lokalne uczelnie powinny moc zaspokajac lokalne potrzeby. nie wiem uczelnia w mitycznym pcimiu, powinna dawac absolwentow do urzedow gminnych ww okolicach, jesli sa takie potrzeby. po co tam cala masa noblistow? przy odpowiedniej dzialanosci PAKi, kontrolujacej poziom nauki, nie byloby problemu. pfg napisał: > Obawiam się, że własnie oblałeś test Turinga. Może habilitacje i > profesury belwederskie są przezytkiem, może nie, ale ich likwidacja > bądź utrzymanie nijak nie wpłynie na poziom NAUKI (na ilośc i jakość > osiągnięć naukowych), więc mówienie w tym kontekscie o "rewolucji w > nauce" to *jest* hucpa. Jeszcze raz: likwidacją habilitacji > zainteresowane są słabe uczelnie, gdyż pozwoli im to uruchamiać > kolejne kierunki studiów, co - moim zdaniem - doprowadzi do > znacznego spadku poziomu kształcenia Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 23:43 Widze, ze dla obrony habilitacji, a szczegolnie dozywotnich belwederskich profesur, gotowi jestescie mnie utopic w lyzce wody. A prawda jest taka, ze w krajach, gdzie nauka stoi najwyzej, nie ma dzis habilitacji. I co ma tu do rzeczy Test Turinga? Czy wiesz, ze nie odnosi sie on do ludzi? Widze, ze habilitacja obnizyla twe IQ do poziomu dobrze ponizej 90... Odpowiedz Link Zgłoś
mzok Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 15:04 A ja jestem zdecydowanie przeciw zniesieniu habilitacji. Teoretycznie może jest to przeciwko mnie, bo doktorat zrobiłem trzy lata temu i pewnie mam co najmniej tyle do habilitacji, ale uważam, że właśnie habilitacja daje istotny impuls do pewnej pracy. Nie mówię tego z obawy o dorobek, bo akurat już po doktoracie mam całkiem spory, ale uważam, że właśnie likwidacja habilitacji i uproszczenia dla doktoratów (i tak już, niestety, coraz liberalniej traktowanych)mogą utrwalić układy w szkolnictwie wyższym. Wystarczy, że czyjś protegowany będzie miał doktorat i zapewne zostanie profesorem uczelnianym, bez względu na dorobek. Tym samym układy towarzyskie będą jeszcze silniejsze niż dziś, gdzie brak habilitacji stanowi istotną barierę, której wiele osob nie potrafi pokonać. Ponadto nie jest tak, że habilitacja to relikt przeszłości, bo i w niektórych krajach Europy Zachodniej w dalszym ciągu funkcjonuje. Ponadto braki w kadrze naukowej w żadnym wypadku nie upoważaniają do jej tworzenia w sposób sztuczny. Oczywiście szkolnictwo wyższe wymaga reformy, większej czytelności i silniejszej weryfikacji, ale nie tędy droga. Wydaje mi się jednak, że jak nie ma pieniędzy na uczciwą reformę połączoną z dofinansowaniem Uczelni to pokazuje się tematy zastępcze, ktorym wielu przyklaśnie, bo zawsze łatwiej można zostać zatrudnionym na profesorskim etacie. Odpowiedz Link Zgłoś
adam.2x Habilitacja jest zbędnym balastem 22.03.08, 15:48 Piszę oczywiście z amerykańskiej perspektywy a ten system świetnie sprawdza się. Ocena naukowca odbywa się w jego środowisku fachowym poprzez publikacje w "peer review journals", prezentacje, udzial w międzyuniwesyteckich groupach badawczych, granty które otrzymuje na podstawie swych "proposals". To są "religijne" elementy pracy twórczej której studenci są uczeni na studiach doktoranckich i to jest wlaśnie system dzięki któremu można efektywnie wykorzystywać olbrzymie środki materialne dostępne tutaj w USA na naukę. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Habilitacja jest zbędnym balastem 22.03.08, 17:15 Tyle, ze w USA nauki scisle finansuje Pentagon z podatkow, ktore w USA sa de facto jedne z najwyzszych na swiecie (p. np. analizy firmy KPMG). System amerykanski nasladowac mozna wiec tylko w Rosji i w Chinach - inne gospodarki sa za male aby utrzymac tak wielkie wydatki na zbrojenia i zwiazane z nimi prace typu R&D... Odpowiedz Link Zgłoś
adam.2x Re: Habilitacja jest zbędnym balastem 22.03.08, 17:44 Pentagon (czyli Department of Defense) jest tylko jednym ze sponsoróww określonych dziedzinach i dla większości badaczy nie bardzo istotnym. DOE, NSF, NIH, NCI to są glówne ośrodki finansujące naukę ze środków federalnych. Do tego jest wielka ilość pieniędzy (chyba większa niż z funduszy federalnych) z przemyslu w postaci różnego rodzaju kontraktów, wspólpracy, licencji. Na przyklad silą napędową rozwoju chemi organicznej i biochemii w ostatich kilku dekadach byl praktycznie przemysl farmeceutyczny dzieki wielkim dochodom tych firm. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Habilitacja jest zbędnym balastem 22.03.08, 18:05 adam.2x napisał: Pentagon (czyli Department of Defense) jest tylko jednym ze sponsoróww określonych dziedzinach i dla większości badaczy nie bardzo istotnym. - Nie zdajesz sobie sprawy, ze Pentagon (DoD) finansuje olbrzymia wiekszosc badan naukowych w USA, tyle ze wiekszosc z nich posrednio, gdyz wielu naukowcow nie lubi myslec, ze pracuja dla najwiekszej organizacji zbrodniczo-terrorysttcznej swiata... Radio Wolna Europa tez nie bylo bezposrednio finansowane przez CIA, a przez tzw. prywatne funadacje, na ktore lozyl glownie szef CIA jako "calkowicie prywatna osoba"! DOE, NSF, NIH, NCI to są glówne ośrodki finansujące naukę ze środków federalnych. Do tego jest wielka ilość pieniędzy (chyba większa niż z funduszy federalnych) z przemyslu w postaci różnego rodzaju kontraktów, wspólpracy, licencji. - Tyle, ze ten przemysl dostaje albo bezposerdnie dotacje z Pentagonu, albo zamowienia od Armii, Floty, Lotnictwa, Marines czy innego NASA... Na przyklad silą napędową rozwoju chemi organicznej i biochemii w ostatich kilku dekadach byl praktycznie przemysl farmeceutyczny dzieki wielkim dochodom tych firm. - Znow: te firmy dostaja zamowienia i pomoc rzadowa, bowiem farmacutyka to biochemia, a biochemia to bron biologiczna i obrona przed nia... Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 17:06 Widze, ze mafia profesorska sie dobrze trzyma i pisuje jako "mlody dr jeszcze nie hab.". A przeciez w zadnym liczacym sie kraju na Zachodzie (poza Niemcami, gdzie zreszta mozna zostac pelnym profesorem z aglosaskim PhD, a wiec bez Habilitation), nie ma habilitacji. Za to doktorat jest o wiele trudniej tam uzyskac niz w Polsce. W Australii musialem miec najpierw pozytwna opinie wewnetrzna (supervisora, potwierdzona przez szefa szkoly, czyli jakby kierownika katedry), a pozniej dwie opinie od profesorow z innych uniwersytetow, w tym jeden z zagranicy. Niemniej w Polsce nie chca mi uznac tego PhD - pewnie dla tego, ze jest on na wyzszym poziomie niz ponad 90% polskich habilitacji i uzyskany na uniwerytecie, ktory jest w czolowce swiatowej, a wiec conajmniej o dwie klasy wyzej niz najlepsze polskie wyzsze uczelnie... :( Odpowiedz Link Zgłoś
adam.2x W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 15:37 .. są normą na wszystkich uniwesytetach, jeśli BS jest to samo co licencjat. Studia doktoranckie to co najmniej pięć lat pracy. Pierwsze dwa lata to glównie wyklady, nauka z podręczników, testy, egzaminy, czyli normalne studia. Dopiero po kwalifikujących egzaminach i aprobacji grona profesorskiego zaczyna się oficjalne robienie pracy badawczej a okresowe egzaminy mogą jeszcze trwać przez jakiś czas. No i różne wyklady bierze się praktycznie przez caly czas. Na markowych uiversytetach wybór jest olbrzymi. Jeśli po dwóch latach ktoś nie zostanie zaaprobowany do pracy doktorskiej albo zrezygnuje to może dostać MS (nauki ścisle). Uważam że to dobry system bo dobrze sprawdzil się. Trzeba podkreślić że do wartościowych studiów doktoranckich potrzebny jest wielki potencjal zaczynający się od najwyższej klasy podręczników i profesorów do wyposażenia laboratoryjnego, dostępności materialow, itp. Sam organizacja nie pomoże bez kapitalu na materialne elementy. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara I to jest najwazniejszy post w calej tej dyskusji 22.03.08, 16:42 Dzieki, Adamie. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 17:11 Polski nie stac na samodzielne finansowanie badan w naukach scislych. Sens ma jedynie kupowanie miejsc dla polskich badaczy, w tym dla doktorantow, w najlepszych osrodkach swiatowych: w USA, Kanadzie, Australii, Japonii, Rosji, ChRL i oczywiscie w bogatych krajach UE. A w naukach spolecznych i humanistyce stac nas na utworzenie przodujacych w skali swiata osrodkow, tyle, ze musimy njpierw pozbyc sie habilitacji i dozywotnich profesur belwederskich i wprowadzic w miejsce obecnych doktoratow - PhD, pisane najlepiej po angielsku i oceniane glownie za granica... Odpowiedz Link Zgłoś
barbara44 to hell with PhDs 22.03.08, 17:39 Przemysl USA ich nie chce. Humanisci i politycy naukowcy jak tez MBA i prawnicy robia wiecej szkody niz pozyku. Wezmy takiego Mihnika czy Geremka po uwage. Tylko badania bezposrednio stosowane powinny byc finansowane przez panstwo. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: to hell with PhDs??? 22.03.08, 17:59 1. PhD a MBA czy LLB (prawnik) to sa zupelnie inne rzeczy! 2. Domena panstwa sa badania podstawowe (fundamental research), badania bardziej praktyczne typu R&D to zas domena sektora prywatnego. 3. Geremek to prawdziwy historyk, Michnik to zas tylko politykier, poza tym bez zawodu... Odpowiedz Link Zgłoś
barbara44 Re: to hell with PhDs??? 22.03.08, 22:08 Kochany. W biednym panstwie jak Polska nie powinno byc wogole badan podstawowych bez szansy ekonomicznego skutku za pieniadze podatnika. Porownaj jakiegos tam Geremka z profesorem medycyny czy weterynarii. Nieuk politykier i pozatym lotr. Za co mu placic ?. W systemie rzadzonym przez LLB MBA czy PhD na poziomie Heremka nic sie moze stac w ekonomii. Czy ty slyszles o zastosowaniach najnowszej nanopthotoniki ?. Robie je Intel IBM i tez za wojskowe pieniadze (DARPA) uniwersytety. Na poziomie umyslowym geremlkow nikt by tam nie wytrzumal 1 sekundy. To jest ciezka praca a nie politykierstwo. Michnik rzeczywiscie nie ma zadnego zawodu i jego "odktycia" sa bez wartosci. Ja cenie tylko PW AGH AM SGGW WAT i tego typu uczelnie SGPIS czy UW dawno zeszlo na psy. 3/4 tego warto by zlikwidowac. PAN right away. Odpowiedz Link Zgłoś
adam.2x Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 17:55 mrzorba napisała: >.... w USA, > Kanadzie, Australii, Japonii, Rosji, ChRL i oczywiscie w bogatych > krajach UE.... ------------------ Rosję i ChRL wylączyl bym jak narazie z tego towarzystwa. EU natomiast może być dużą szansą dla Polaków. Powinniście zacząć EU traktować jak swoje państwo i korzystać z tego faktu. Jednakże PhD w USA w naukach ścislych jest ciągle nie do pobicia - ogólnie mówiąc. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 18:11 Nie zdajesz sobie sprawy, ze Rosja ma wciaz wysoko rozwinieta nauke (science), a za Putina praktycznie dogonili oni znow tzw. Zachod. Uniwersytet im. Lomonosowa w Moskwie to jedyny liczacy sie na swiecie uniwerytet z dawnego bloku sowieckiego. Chiny (ChRL glownie) tez maja swoj potezny sektor naukowy i R&D, a najlepsze chinskie uniwersytety dorownuja najlepszym na swiecie... Niedlugo USA spadnie na poziom takiej Brazylii czy Indii (enklawy dobrobytu i high tech w morzu nedzy i zacofania), a centrum nauki swiatowej przesunie sie do Chin. Oczywiscie, to tylko ekstrapolacja obecnych trendow. Upadek USA jest juz dzis nie do powstrzymania, ale wszystko inne sie moze zmienic... Odpowiedz Link Zgłoś
chris30 Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 18:18 Nieuctwo "mrzorby" jest wprost proporcjonalne do jego pewności siebie. W naukach ścisłych (i stosowanych) nie ma ŻADNEGO "trendu upadku USA". Zmniejsza się liczba doktoratów wśród rodowitych Amerykanów, ale z nawiązką zastępują ich Hindusi, Koreańczycy, Chińczycy, Japończycy, a także Europejczycy. Wystarczy przejrzeć listę nagród, nie tylko Nobla, ale i dziesiątków innych. Może w XXII wieku coś się zmieni, ale nie wcześniej! Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 23:49 Widze, ze kazdego, kto ma inne opinie niz wy, uwazacie za nieuka. A przeciez nagrody Nobla sa dzis juz bez wiekszej wartosci, jako iz nadawane sa one przez komitet skladajacy sie glownie z Amerykanow, wiec te nagrody dostaja gklownie Amerykanie (wl. amerykanscy Zydzi).Ale za co? Za przyczynki. Dzis noblistami w naukach scislych sa szefowie wielkich zespolow, a nie geniusze typu Einsteina. Kto dzis zna nazwisko laureata nahgrody Nobla z fizyki czy chemii? Tylko garstka przyjaciol i znajomych laureatow... I sam napisales, ze anglosascy Amerykanie juz ich nie dostaja (prawdziwi Amerykanie, czyli Indianie sa z nich wykluczeni)... Odpowiedz Link Zgłoś
adam.2x Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 18:20 Co do Rosji i ChRL podtrzymuję swe zdanie. Upadek USA ciągle jest przepowiadany od 100 lat i tak już pozostanie tylko w przepowiedniach i pobożnych życzeniach co poniektórych. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 23:44 100 lat temu USA byly na poczatku swej drogi do swiatowej dominacji. Dzis sa na drodze do upadku, co widac nawet golym okiem... Odpowiedz Link Zgłoś
pnti W UK jest tak samo. 22.03.08, 23:18 W Wielkiej Brytanii jest dokładnie tam samo. I tak powinno być. Odpowiedz Link Zgłoś
komentator4 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 16:43 Uff, nareszcie! Przed włączeniem się do dyskusji usiłowałem przynajmniej przejrzeć inne wpisy (nie chciałem powtarzać czegoś, co zostało już powiedziane). Ale wszedłem trochę późno i wpisów było grubo ponad 400. Strasznie długo mi to zajęło, mimo, że pomijałem posty tego maniaka mzorby. Dużo tu było mówione o tym, czy znosić habilitację, czy nie. Myślę, że mamy tu do czynienia z ogólniejszym problemem - czy naukę powinni reformować ludzie, którzy sami nigdy nauką się nie zajmowali. Minister Kudrycka ma co prawda tytuł profesora, ale w dziedzinie prawa i administracji, czyli zielonego pojęcia nie ma o uprawianiu nauki. Próbowałem znaleźć w internecie informacje o jej publikacjach naukowych. Prawda, że nie szukałem zbyt długo ani intensywnie (nie mam w domu dostępu do SCI), ale wszystko, na co trafiałem, to były informacje biograficzne i proste fakty z historii kariery - kiedy zrobiła habilitację, na jakie tematy promowała doktorów, że ma dwie córki. Nic, co można by nazwać naukowym sukcesem albo odkryciem. Ta pani po prostu nie ma żadnych kwalifikacji do zarządzania nauką - i chyba na tym należałoby się skupić. Może ktoś potrafiłby, na początek, podrzucić tę wiadomość dziennikarzom, żeby sobie uświadomili, że jest to osoba całkowicie niekompetentna w sprawach nauki. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 17:33 1. Daruj sobie chamskie uwagi na moj temat. 2. Ministrem nauki nie musi byc naukowiec, a nawet i nie powinien. Ministrem jest zawsze polityk, dobrze, jak sie zna na administracji, wiec prawnik jest tu OK. A dobry uczony niekoniecznie musi byc dobrym administratorem. I co wiecej, dobry uczony na ogol nie bedzie chcial sie administracja zajmowac, bo to dla niego strata czasu... Naukowiec, szczegolnie z dziedziny nauk scislych, ktory sie zajmuje administracja to taki, co sie w nauce (science) nie sprawdzil... Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 18:59 i komu to przeszkadza? starej kadrze profesorskiej? albo tym, którzy boją się samodzielnego myślenia? Odpowiedz Link Zgłoś
chris30 Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:17 Kłopot polega na tym, że hasło "zniesienia habilitacji" jest popierane zawsze przez miernoty, które nie potrafią jej zrobić. A że miernych jest zawsze więcej niż zdolnych, w końcu im się to uda. Skarżenie się na "stratę czasu", "mafię profesorską" itp. jest zwykłą brednią. W naukach ścisłych od 20 lat wystarczy zebrać kilka dobrych publikacji na zbliżone tematy, dodać kilka stron komentarza podsumowującego i gotowe. Tydzień roboty, nie więcej! Dwu recenzentów wyznacza macierzysta Rada, dwu następnych CK, a jeśli są niezgodni, powołuje się następnych. "Ocena dorobku", która ma zastąpić habilitację, zajmie tyle samo czasu, tylko z konieczności będzie, przynajmniej na początku, gorzej sprecyzowana i trochę miernot się prześlizgnie. I pewnie o to chodzi... Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:27 i komu to przeszkadza, że zostaną dopuszczeni do głosu ludzie myślący i twórczy Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:29 najwyższy czas aby nagradzać ludzi twórczych Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:30 chris30 napisał: > Kłopot polega na tym, że hasło "zniesienia habilitacji" jest popierane zawsze > przez miernoty, które nie potrafią jej zrobić. Reprezentujesz nauki scisle? Ekstrapolujesz na przypadku Kellera? > W naukach ścisłych od 20 lat wystarczy > zebrać kilka dobrych publikacji na zbliżone tematy, dodać kilka stron komentarza > podsumowującego i gotowe. Tydzień roboty, nie więcej! Habilitacja obowiazuje nie tylko w naukach scislych. A poza naukami scislymi zajmuje to o wiele wiecej czasu niz tydzien. > "Ocena dorobku", która ma zastąpić habilitację, zajmie tyle samo > czasu, Wiec o co chodzi? Niech inni tez robia w tydzien. Jak maja z czego... Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:37 khmaro, ale humanisci pisza ksiazki. nie rozumiem, dlaczego jedna z nich nie moze byc habilitacja. ja mam zawsze wrazenie, ze ludzie ktorzy sa przeciwko habilitacje sa glwonie przeciwko pisaniu. po co sie rob w nauce, jesli sie nie chce pisac. a w wypadku humanistow, pisac ksiazek. no przeciez my to robimy nie? to na czym polega problem? Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:49 dalatata napisał: > khmaro, ale humanisci pisza ksiazki Z tego, co pamietam, to w ilosci pisanych ksiazek przoduja w Polsce historycy. Na wszystkich innych wydzialach: polonistycznych, humanistyczno-filologicznych, jezykoznawstwa jakiegos szczegolowego, produkcja ksiazek drastycznie spada. Ogolnie zasada jest taka: im mniej historii na wydziale, tym mniej ksiazek. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:03 a jak sie to ma do ksiazki habilitacyjnej? gdyby tylko wymusic rzetelne recenzje tychze ksiazek nie byloby problemu i z historia nie? ja znam prof UJ ktory, jako szef wydawnictwa, wydaje swoje ksiazki historyczne. jest to dla mnie zupelnie nieslychane, jednak tu jakos sie nikt nie dziwi i wszyscy podziwiaja jego dorobek. khmara napisał: > dalatata napisał: > > > khmaro, ale humanisci pisza ksiazki > > Z tego, co pamietam, to w ilosci pisanych ksiazek przoduja w Polsce historycy. > Na wszystkich innych wydzialach: polonistycznych, humanistyczno- filologicznych, > jezykoznawstwa jakiegos szczegolowego, produkcja ksiazek drastycznie spada. > Ogolnie zasada jest taka: im mniej historii na wydziale, tym mniej ksiazek. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:14 To tylko pokazuje, ze stwierdzenie "humanisci pisza ksiazki" jest nadmiernym uogolnieniem. Nie wszyscy i nie z ta sama czestotliwoscia. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:51 ja to akceptuje. jednak, dla mnie ksiazka habilitacyjna jako najwiekszy wrog populacji naukowcow jest nieporozumieniem. ja widze idiotyzm kolokwium czy wykladu, jak napisalem wczesniej. ksiazka? moze i to utrudnienie, jednak ja naprawde nie znam nikogo, kto ma porzadny dorobek naukowy, w sesnie artykulow w czasopismach, i nie jest w stanie napisac ksiazki habilitacyjnej. moze jak zobacze ten szereg gwiazd miedzynarodowych uwalonych przez wymog ksiazki habilitacyjnej, to uwierze. poki co, jestem dalece nieprzekonany. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:56 Bo ludzie klna na strate czasu i pokornie pisza ksiazki. Czego tu nie rozumiec? A co za problem wyglosic wyklad na podstawie swoich badan? Takiego wykladu wymaga sie od kandydata na stanowisko assistant professor w USA. Co do kolokwium - zgoda. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 21:09 kurcze, khmaro, nie konstruuj mnie jak jak polglowka, ktoremu sie mowi rzeczy oczywiste, a on nie rozumie. nie mowisz rzeczy oczywistych (choc ja moge byc polglowkiem - cholera wie). ludzie tez klna na strate czasu zwiazana z pisaniem artykulow. ludzie klna i traca czas w ogole na badania (znam jednak profesorke, ktora mi mowila ze jest teoretykiem, bo inaczej musialaby robic badania). i powtarzam, bo sie nie odniosles do tego. nie znam nikogo z powaznym dorobkiem miedzynarodowym, kto mialby problem z napisaniem ksiazki habilitacyjnej. jak zobacze ten szereg skrzywdoznych gwiazd nauki swiatowej, to bede przeciwny ksiazce. wyglosic wyklad? zaden problem. jak ma sie ten wyklad do habilitacji i na jakich kryteriach jest oparta jego ocena, nie mam zielonego pojecia. do mojego sie przyczepili, ze mowilem wstep caly czas (to ze przerwali po 5 minutach, bo sie recenzentka spieszyla, jakos nie zaswitalo) khmara napisał: > Bo ludzie klna na strate czasu i pokornie pisza ksiazki. Czego tu nie rozumiec? > > A co za problem wyglosic wyklad na podstawie swoich badan? Takiego wykladu > wymaga sie od kandydata na stanowisko assistant professor w USA. > > Co do kolokwium - zgoda. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 21:48 Nie wiem, do czego wlasciwie mam sie odniesc. Nie znam nikogo z powaznym dorobkiem miedzynarodowym, kto pisze ksiazke habilitacyjna - dla jasnosci, nie chodzi o habilitacje ze zszywek. Wiecej, znam niewielu polskich humanistow (z polska afiliacja) z powaznym dorobkiem miedzynarodowym, znam natomiast wielu doktorow habilitowanych nauk humanistycznych. Poza humanistyka tez sie pisze ksiazeczki. Po co wlasciwie? Strata czasu jest pisanie kolejnej rozprawy na stopien, ktora zostanie wydana w nakladzie 200 egz. w wydawnictwie uczelnianym i ktorej nie przeczyta nikt poza recenzentami, bo tak wyglada typowa rozprawa habilitacyjna. To wszystko. Jezeli ktos chce i lubi, niech pisze ksiazki, ale niech to nie bedzie przymus. Tyle. To jest jakis polski wymysl, ze duze i wazne badanie to musi byc ksiazka. Monografie badawcze to raczej badania jakosciowe, a nie ilosciowe. Wyniki duzych badan (duze proby, duzo zmiennych, masa statystyk) publikuje sie w czasopismach i to dotyczy humanistyki w coraz wiekszym stopniu. Nad takim artykulem pracuje sie zazwyczaj tak samo dlugo, albo i dluzej niz nad ksiazka, ale habilitowac sie na jego podstawie nie mozna. Dlatego przypuszczam, ze niewiele takich znaczacych badan bedzie w Polsce powstawalo. Nikt nie ma na to czasu, bo trzeba kolejna ksiazke pisac. Przyczynkarstwo kwitnie. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 22:10 ja tez znam wielu dr hab w Polsce z zerwoym dorobkeim miedzynarodowym. nadal nie uwazam ze to argument za zniesieniem hab. jesli juz za porzadnym zaostrzeniem. ja jednak znam cala mase humanistow, ktorzy pisza ksiazki i to niezle ksiazki.i to nie jest przyczynkarstwo. to jest rowniez polksa przesada, ze ksiazka to jakas klatwa. obecny sukces wydawnictwa Palgrave w lingwistyce 'komnikacyjnej' (dzis maja wg mnie najlpesza liste lingwistyczna w 'miekkiej' lingwityce) pokazuje ze nie dosc ze ludzie pisza i chca pisac ksiazki, to na dodatek sa to ksiazki swietne. kazda z nich mogla byc habilitacja. moja habilitacja to rowniez skutek uboczny ksiazki tu wydanej, tyle ze w Sage. no i jeszce jest tez art. 17 - on wyraznie mowi, ze nie musi byc ksiazki...... Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 22:28 dalatata napisał: > ja tez znam wielu dr hab w Polsce z zerwoym dorobkeim > miedzynarodowym. nadal nie uwazam ze to argument za zniesieniem hab. > jesli juz za porzadnym zaostrzeniem. To tylko pokazuje, ze habilitacja w obecnej formie zadnej istotnej funkcji nie spelnia. > przesada, ze ksiazka to jakas klatwa. obecny sukces wydawnictwa > Palgrave w lingwistyce 'komnikacyjnej' Nie zajmuje sie lingwistyka komunikacyjna... > no i jeszce jest tez art. 17 - on wyraznie mowi, ze nie musi byc > ksiazki...... Nooo, znam taka historyjke. Facet chcial sie habilitowac na podstawie dorobku na pewnym wydziale humanistycznym. Odmowili otwarcia przewodu. Dlaczego? Wyjasnienie czlonka rady wydzialu: zeby nie tworzyc precedensu, bo wtedy inni tez by chcieli. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:10 tak. ale roznimy sie co do diagnozy. wedlug mnie to nie system jako taki, ale jego wykonanie. gdyby te ustawe ktora cytowales wykonywac zgodnie z jej duchem i litera, habilitacja bylaby czyms, z czego mozna byloby byc dumnym. niestety tak nie jest, w wielu przypadkach, bo nie zawsze. i przyklad tego, zeby innym sie nie zachcialo, jest przykladem nie zlego systemu, a jego wykonania. i wlasnie dlatego, jak powtarzam, jakiekowliek zmiany systemu musze glownie uwzglednic wlasnie znaczan 'uznaniowosc', by tak to nazwac, polskiej nauki. tylko jasne kryteria i drakonska kontrola ich przestrzegania jest w stanie to wyegzekwowac. czy wtedy nazwiemy to habilitacja, czy pimpkiem sadelko, jest mi zupelnie rybka. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:46 dalatata napisał: > tak. ale roznimy sie co do diagnozy. wedlug mnie to nie system jako > taki, ale jego wykonanie. gdyby te ustawe ktora cytowales wykonywac > zgodnie z jej duchem i litera, habilitacja bylaby czyms, z czego > mozna byloby byc dumnym. Obie rzeczy szwankuja po rowno. Gdyby sie sztywno trzymac litery ustawy, to wiele habilitacji, z ktorych scisli i przyrodniczy forumowicze sa tak dumni, trzeba by bylo uniewaznic. Niewazne, ze znakomite, ale nie do konca zgodne z ustawa. Do obchodzenia prawa naklaniaja zle przepisy, a jak sie obejdzie raz w slusznej sprawie, to kto inny nagnie w mniej slusznej. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:35 Widze, ze okrzyczano mnie teraz "miernota", bo jestem za zniesieniem habilitacji. Tak bronicie swych synekurek, z jestescie gotowi wrecz udusic kazdego, kto stanowi dla was konkurencje, szczegolnie kogos z licznymi publikacjami wydanymi poza Polska i z zachodnim doktoratem zdobytym na czolowej uczelni swiata, uczelni stojacej we wszystkich rankingach znacznie wyzej niz najlepsze polskie uczelnie. Jestescie malymi, pozalowania godnymi, zawistnymi dupkami, zwalczajacymi ze wszystkich sil kazdego lepszego od was... :( Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9823 Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:30 obrona habilitacji jest popierana przez miernoty Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:31 zgadzam sie w zupelnosci. choc wedle mnie tzw. kolokwium to jest szopka na ktorej rda staras ie udwododnic ze jest w stanie zagiac kandydata (tak bylo w moim wypadku i wielu innych, ktore znam). z reguly sie jej udaje. kandydat pokornieje, rada zalicza kolokwium. kolokwium mogloby byc ciekawa rozmowa, ale z reguly nie jest, a sama rozmowa nie wiem czemu mialaby sluzyc. jednak zasada habilitacji jest wazna. i choc w naukach humnistycznych trzeba jednak ksiazke napisac, ja niepscjalnie widze problem - przeciez to, nie wiem, 6 artykulow ze wstepem. i ja nie widze wiekszych problemow.a narzekanie ze az ksiakke trzeba napisac, jest z reguly nieszczere. nie znam nikogo z porzadnym dorobkiem miedzynarodowym, kto narzeka na habilitacje, wyjatki sa niezwykle nieliczne. chris30 napisał: > Kłopot polega na tym, że hasło "zniesienia habilitacji" jest popierane zawsze > przez miernoty, które nie potrafią jej zrobić. A że miernych jest zawsze więcej > niż zdolnych, w końcu im się to uda. Skarżenie się na "stratę czasu", "mafię > profesorską" itp. jest zwykłą brednią. W naukach ścisłych od 20 lat wystarczy > zebrać kilka dobrych publikacji na zbliżone tematy, dodać kilka stron komentarz > a > podsumowującego i gotowe. Tydzień roboty, nie więcej! Dwu recenzentów wyznacza > macierzysta Rada, dwu następnych CK, a jeśli są niezgodni, powołuje się > następnych. "Ocena dorobku", która ma zastąpić habilitację, zajmie tyle samo > czasu, tylko z konieczności będzie, przynajmniej na początku, gorzej > sprecyzowana i trochę miernot się prześlizgnie. I pewnie o to chodzi... Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:33 zzarlo posta, cholera.... zgadzam sie w zupelnosci....i nie znam ludzi z porzadnym dorobkiem miedzynarodowym ktorzy narzekaja na koniecznosc robienia habilitacji. choc idea kolokwium mi sie nie podoba, nie ma ono wiekszego sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:42 To wychodzi na to, ze zasada monotematycznosci jest przestrzegana w naukach humanistycznych, a w scislych nie. Pewnie dlatego scisle stoja na wyzszym poziomie. Gdyby w naukach scislych tak samo scisle przestrzegano obowiazujacej ustawy o tytule i stopniach, jak w humanistycznych, to zjechalyby do tego samego poziomu. Z czego wynika, ze ustawe trzeba zmienic. Quod erat demontrandum. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:59 no ale to nie o tym jest dyskusja nie? ja tez uwazam ze nalezy zmienic zasady habilitacji. ale to co innego niz zniesc habilitacje. nawiasem mowiac w moim wypadku zasady monotemtycznosci nie stosowano zajadle, bo bym nie mial habilitacji w naukach humanistycznych. khmara napisał: > To wychodzi na to, ze zasada monotematycznosci jest przestrzegana w naukach > humanistycznych, a w scislych nie. Pewnie dlatego scisle stoja na wyzszym > poziomie. Gdyby w naukach scislych tak samo scisle przestrzegano obowiazujacej > ustawy o tytule i stopniach, jak w humanistycznych, to zjechalyby do tego sameg > o > poziomu. Z czego wynika, ze ustawe trzeba zmienic. > > Quod erat demontrandum. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:03 Monotematycznosci czy interdyscyplinarnosci? Bo albo sie nie rozumiemy, albo ja czegos nie rozumiem. Ksiazka byla na rozne tematy? A jaki miala tytul? Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:45 to sie nie zrozumielismy. ja zawsze zakladalem ze idzie o monotematycznosc dorobku. ksiazka byla monografia badawcza (wydana przez Sage). khmara napisał: > Monotematycznosci czy interdyscyplinarnosci? Bo albo sie nie rozumiemy, albo ja > czegos nie rozumiem. Ksiazka byla na rozne tematy? A jaki miala tytul? Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:53 Z ustawy o tytule i stopniach: Art. 16 Do przewodu habilitacyjnego może być dopuszczona osoba, która posiada stopień doktora i uzyskała znaczny dorobek naukowy lub artystyczny, a ponadto przedstawiła rozprawę habilitacyjną. Art. 17 Rozprawę habilitacyjną może stanowić powstałe po uzyskaniu stopnia doktora dzieło, opublikowane w całości lub zasadniczej części, albo jednotematyczny cykl publikacji. Z wypowiedzi na forum wynika, ze przepisow ustawy przestrzega sie scisle na wydzialach humanistycznych, natomiast w naukach scislych nagina sie je lub obchodzi. Jezeli jest ksiazka, to dorobek nie musi byc monotematyczny. Jezeli habilitacje stanowi cykl artykulow, to musi on byc monotematyczny oraz wymagany jest inny, znaczny dorobek po doktoracie. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 21:12 no ale z tego co czytam w art 17, rowniez w humnaistyce nie musi byc ksiazki nie? byle artykuly byly monotematyczne. to ja juz zupelnie nie wiem o co chodzi. system jest porzadny - a to ze jest wykoannie do kitu, to jest inna sprawa. ja bym chcial uslyszec jakiekowliek sensowne wytlumaczenie, dlaczeo ten nowy system bedzie realizowany swietnie. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 21:59 OK, jaki nowy system? Na razie znamy tylko z gazety ogolne zalozenia reform Kudryckiej. Chyba nie mamy watpliwosci, ze obecny system dziala zle. Na razie rozmawiamy o tym, co przeszkadza - xxx (wstawic dowolna wartosc)-wieczne procedury i nadmierne sformalizowanie awansow. Co do drugiego pytania, to podejrzewam, ze polska humanistyka zastygla gdzies w XIX wieku i wszelkie zmiany bedzie zwalczac z zamknieta przylbica i stalowym pancerzem na piersi. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 22:13 formalizacja nie jest taka zla, jesli jest uczciwa. jak dla mnie jakikolwiek system bedzie, niech bedzie uczciwy. dzisiejszy system nie dziala, nie dlatego ze jest zly czy XIX wieczny. ale dlatego ze pozwala sie go wykorzystywac do prywaty, korupcji akademickiej (recenzja kolegi dla kolegi kolegi) itd itd. i jak dla mnie tylko drakonska kontrola tegoz systemu moglaby go uzdrowic. ale na nia nikt sie nie zogdzi. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 22:43 dalatata napisał: > formalizacja nie jest taka zla, jesli jest uczciwa. Nadmierna formalizacja jest szkodliwa, poniewaz prace i dorobek robi sie "pod recenzenta", a lista potencjalnych recenzentow w Polsce jest stosunkowo krotka. Do tego dochodzi administracyjny podzial na dyscypliny, ktory skutkuje tym, ze gotowa habilitacje przerzuca sie z wydzialu na wydzial, bo jest interdyscyplinarna i nie wiadomo, kto jest uprawniony do przeprowadzenia przewodu. Lista absurdow jest dluga. > jak dla mnie > jakikolwiek system bedzie, niech bedzie uczciwy. dzisiejszy system > nie dziala, nie dlatego ze jest zly czy XIX wieczny. Dla mnie ten system jest zly, bo odciaga od tego, co sie liczy poza habilitacja. A habilitacje poza Polska sie nie licza. > ale dlatego ze > pozwala sie go wykorzystywac do prywaty, korupcji akademickiej > (recenzja kolegi dla kolegi kolegi) itd itd. > i jak dla mnie tylko drakonska kontrola tegoz systemu moglaby go > uzdrowic. ale na nia nikt sie nie zogdzi. A kto mialby byc tym drakonem? Dobrze wiesz, ze to siega CK i dotyczy wszystkich szczebli awansu. Mysle, ze kontrola powinna byc wyrywkowa, ale za to bardzo szczegolowa. Paradoksalnie, uproszczenie wymogow ulatwiloby taka kontrole. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:17 ale my mowimy o awansach,a nie o kwestii szufladkowania dyscyplin. to drugie: pelna zgoda. fascynuje mnie polska obsesja przypisywania prac do takiej czy innej dyscypliny. w UK to praktycznie nie zachdzi. dokotrat jest recenzowany przez kogos kto sie zna na tematyce, a nie przez kogos 'z danej dziedziny'. upierasz sie przy pewnej procedurze, ktora ma nazwe. myslisz ze bedzie lepiej jak wprowadzi sie postulowana przez ciebie 'ocene dorobku' tyle ze beda oceniac go dokladnie ci sami ludzie, ktorzy dzis prowadza kolokwia habilitacyjne? tak. to jest rzeczywiscie problem - wedle mnie szansa jest na podwojnne rozwiazanie. w procedurach oceniajacych (zgadam sie ze musza byc wyrywkowe, ale szczegolowe - dokladnie tak!) muszi brac udzial ktos o miedzynarodowym dorobku, a jeszce lepiej ktos znajacy realia miedzynarodowej nauki, a najlepiej, w miare mozliwosci, asesor zagraniczny. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:59 dalatata napisał: > ale my mowimy o awansach,a nie o kwestii szufladkowania dyscyplin. To wyobraz sobie, ze po Twojej habilitacji przychodzi pismo z CK, stwierdzajace, ze Twoja habilitacja jest niewazna, poniewaz rada, ktora otworzyla Ci przewod, nie miala prawa tego zrobic, poniewaz Twoja praca dotyczy socjologii, a nie lingwistyki, a rada nie ma prawa habilitowania z socjologii. Oparte na prawdziwym zdarzeniu, zmienione zostaly nazwy dyscyplin. > upierasz sie przy pewnej procedurze, ktora ma nazwe. myslisz ze > bedzie lepiej jak wprowadzi sie postulowana przez ciebie 'ocene > dorobku' tyle ze beda oceniac go dokladnie ci sami ludzie, ktorzy > dzis prowadza kolokwia habilitacyjne? Uwazam, ze nie bedzie gorzej, a na pewno sensowniej. Po drugie, oceniac powinna komisja zlozona z osob kompetentnych, a nie rada. Polska zmora jest ustalanie prawdy i wartosci naukowej poprzez glosowanie malo zorientowanych w temacie na poziomie rady wydzialu i na poziomie CK tak samo. W ten sposob mozna kazdego przepchnac i kazdego usadzic. Odpowiedzialnosc sie rozmywa, a wyrok jest nieodwolalny. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 23.03.08, 00:18 nie chce sobie tego wyobrazic - jest jeszcze gorzej niz myslalem. straszne to jest. tu akurat sie zgadzamy w pelni! nie mam watpliwosci ze moja habilitajca byla przed rada ktora nie miala zielonego pojecia o czym ja mowilem. i poza recenzentami, wlasciwie nikt nie mogl miec zdania na temat tego, co napisalem. Odpowiedz Link Zgłoś
nie-poprawny Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 23.06.08, 11:48 Liczy sie intrpretacja prawa... Odpowiedz Link Zgłoś
gejpolski Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 24.06.08, 09:04 www.geocities.com/WestHollywood/Castro/3242/gaypower2.html Odpowiedz Link Zgłoś
gejpolski Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 26.06.08, 20:47 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=80855929&wv.x=2&a=81392721 Odpowiedz Link Zgłoś
gejpolski Cenzura na NFA dr Wieczorka (ex UJ) 27.06.08, 11:50 A cenzura na NFA wciaz zas dziala... NFA sluzyc ma Wieczorkowi tylko do walki z rektoratem UJ, a nie prawdziwej reformie polskiej nauki. Drowi Wieczorkowi marzy sie rektorska toga i belwedederska profesura, a nie zreformowana polska nauka... :( Odpowiedz Link Zgłoś
nfaporanek Re: Cenzura na NFA dr Wieczorka (ex UJ) 27.06.08, 12:23 Wstyd dr. Wieczorek! gejpolski napisała: A cenzura na NFA wciaz zas dziala... NFA sluzyc ma Wieczorkowi tylko do walki z rektoratem UJ, a nie prawdziwej reformie polskiej nauki. Drowi Wieczorkowi marzy sie rektorska toga i belwedederska profesura, a nie zreformowana polska nauka... :( Odpowiedz Link Zgłoś
nfaporanek R Y N E K !!! 28.06.08, 09:09 Tylko niewidzialna reka rynku (czyli "invisible hand of market" - A. Smith sie tu klania) moze uratowac polska nauke. Oczywiscie, wszedzie na swiecie mamy do czynienia z interewencjonizmem panstwowym, tyle ze na rozna skale. W USA rzad np. wplywa na gspodarke po keynesowsku, poprzez olbrzymie zamowienia rzadowe, glownie dla wojska, i stad wystepuje tak wysokie finansowanie nauki w USA - olbrzymia wiekszosc tego finansowania idzie bowiem na projekty zwiazane z wojna i wojskiem (armia, flota, lotnictwo, piechota morska czyli marines). To sie nazywa militarny keynesizm. Ale najlepsze wyzsze uczelnie na swiecie sa wciaz w USA, i sa one glownie prywatne. Sa one az tak dobre, poniewaz konkuruja miedzy soba na wolnym rynku, a nie sa oceniane, jak np. w Polsce, przez tepych biurokratow na podstawie idiotycznych wskaznikow... Odpowiedz Link Zgłoś
nfaporanek Z NFA 29.06.08, 10:44 Z NFA www.nfa.alfadent.pl/ Naukowcy w służbie zamordyzmu! - 2008-06-28 22:01:20 Poznańskie Centrum Praw Człowieka Instytut Nauk Prawnych PAN wydało sporządzony na zamówienie polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji raport na temat ksenofobii, rasizmu i antysemityzmu w publikacjach ukazujących się w Polsce. Raport nosi nazwę "Monitorowanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i antysemickich w polskiej prasie" i można go znaleźć na stronach MSWiA. Jest to pozycja porażająca - powinna uświadomić wszystkim, jakie zagrożenia czyhają na naszą wolność i co kryje się za pięknie brzmiącymi hasłami o tolerancji i "walce z ksenofobią". Raport wysmażyło troje naukowców, z których najgodniejszy uwagi jest prof. dr hab. Roman Wieruszewski, specjalista od tzw. "praw człowieka". W specjalności tej realizuje się Pan Profesor od dawna, zajmując się nie tylko kwestią "praw człowieka", ale i jego obowiązków, czego dowodem książka "Podstawowe obowiązki obywateli PRL", wydana w Warszawie w roku 1984. autor: ~Maciej Horowski Big Brother is watching you... A swoja droga, to co ten prof. dr hab. Roman Wieruszewski, specjalista od tzw. "praw człowieka", autor książki "Podstawowe obowiązki obywateli PRL", wydanej w Warszawie w roku 1984 robi jeszcze na polskich wyzszych uczelniach i w PAN? I czemu taki prof. dr hab. Tadeusz Mołdawa, autor takich 'dzieł' jak: - Konstytucja Republiki Kuby (red.), Wrocław 1978, - Państwo socjalistyczne w myśli marksistowskiej, Warszawa 1981, - Ustrój polityczny socjalistycznej Kuby, Warszawa 1982 oraz - Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Warszawa 1987 jest wciaz dziekanem wydzialu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UW? Nic dziwnego, ze tacy "profesorowie" jak Wieruszewski czy Mołdawa sa przeciwko uznaniu w Polsce kwalifikacji akademickich uzyskanych na Zachodzie... autor: ~Kagan Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:08 dalatata napisał: > ja tez uwazam ze nalezy > zmienic zasady habilitacji. ale to co innego niz zniesc habilitacje. Zniesienie habilitacji dla mnie jest rownoznaczne z zastapieniem jej ocena dorobku. Obecnie habilitacja jest rowniez ocena dorobku plus dodatkowe wymogi. Zniesienie habilitacji jest dla mnie rownoznaczne ze zlikwidowaniem tych dodatkowych wymogow. Nie sprzeczajmy sie o kwestie terminologiczne. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:48 to ja sie z tym zgadzam, plus minus, przy czym dla mnie to jest centrum dzisiejszej habilitacji. plus idiotyzm kolokwium czy wykladu habilitacyjnego (te dwa elementy nalezaloby usunac). co do ksiazki, to ja nie mam strasznie wyrobionego zdania. sa dyzcypliny ksiazkowe i dyscypliny nieksiazkowe. ogolnie, moje stanowisko sprowadza sie do sformalizowanej, jak dzisiejsza habilitacja, oceny dorobku kandydata. Odpowiedz Link Zgłoś
maroniu Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 19:46 Chcemy miedzynarodowej kadry? Ale jak taki prof z anglii ma przyjechac i czytac po polsku?? Brakuje literatury po angielsku, zamiast wydawac pieniadze na tlumaczenia trzeba zaczac sprowadzac ksiazki po angielsku, jak chcemy "podwyzszac poziom"... Odpowiedz Link Zgłoś
adept_ltd Re: Problemy z nostryfikacja c.d. 22.03.08, 19:53 raz jeszcze, 1) w Niemczech są różni profesorowie i ci z habilitacją są wyżej niż ci bez, ale w istocie chodzi mi o coś innego. Zamieszanie może wynikać z kwestii tematu i specjalizacji. W skrócie: Lem-Filozofia-Nauki polityczne. Nie ma tu miejsca na dyskusję, czy to sensowne, czy nie (zresztą, powtarzam, nie znam pracy), ale lepiej było zwrócić się z tą sprawą na polonistykę...życzę powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
wawak1 Żenada 22.03.08, 21:07 Jak widać PO, niestety w kwestii podejścia do nauki twórczo rozwija koncepcje swojej poprzedniczki - PiS, która marzyła o zniszczeniu całego środowiska. Po pierwsze jak zwykle odwraca się kota ogonem. PO nie ma zamiaru zwiększać nakładów na badania naukowe. W tym roku placówkom naukowym (przynajmniej PAN) przyznano te same dotacje co w roku poprzednim. Co realnie oznacza zmniejszenie tej kwoty. Jest to po prostu czekanie aż nauka i tak dotychczas wegetująca zdechnie. Trudno w tej sytuacji się dziwić,że liczba habilitacji i nominacji profesorskich w skali całego kraju spada. Za pracę w nauce dostaje się pensję kasjerki w supermarkecie, to nie raczej nie przyciaga tych najzdolniejszych. I PO ma cudowny pomysł jak naprawić tę sytację nie wydając ani złotówki. Znieść habilitacje, zniesiemy to i nastanie cud: Polska będzie naukową potęgą! Ohydni starcy nie będą blokowali etatów na uczelniach i w instytutach i od razu poziom publikacji wzrośnie. Po drugie jak na dłoni widać kto na tej reformie skorzysta - najrozmaitsze szkoły "zarządzania i grillowania" gdzie badań się nie prowadzi a głównym ich produktem są wypuszczani masowo niedokształceni magistrowie i licencjaci. Zagadka - jakie lobby reprezentuje minister dr hab. Kudrycka (niepoprawnie zresztą używająca tytułu prof., bo powinna sobie pisać przy tytule "prof. takiej to a takiej prywatnej uczelni")? Po trzecie ciekawe w jakim stopniu te kuriozalne pomysły pomogą w wykorzystaniu unijnych środków na badania, np. z 7PR. To widać jednak MNiSW niespecjalnie interesuje, bo po co? Jaki jest stopień wykorzystania tych środków? Mały, a dlaczego? Czy to nie aby dlatego, bo wiele placówek finansowo balansuje na krawędzi, a do tego,żeby te środki pozyskiwać trzeba po prostu zatrudnić dobrze opłacanych fachowców? Odpowiedz Link Zgłoś
sqro Re: Żenada 22.03.08, 21:21 Nie ma w propozycjach pani minister ani słowa na temat jak wypromować zdechłe a istniejące w PRLu współfinansowanie nauki przez przemysł. Wiem jak ktos opisuje sobie twórczość Lema czy Gombrowicza to ma to mniejsze znaczenie ale już w naukach stosowanych ma to fundamentalne znaczenie. Zresztą dla nauk podstawowych jak matematyka a zwłaszcza fizyka również tylko wtedy finansowanie musi być na naprawde dużą skalę. Odpowiedz Link Zgłoś
adrian_l Re: Żenada 22.03.08, 21:31 przemysl zainteresuje sie i zainwestuje jak bedzie wiedzial ze: 1. zwroca mu sie zainwestowane pieniadze 2. byc moze zyska stala wspolprace 3. zainwestuje jesli bedzi emial pewnosc ze ma do czynienia z prawdziwymi naukowcami, ktorzy sa fachowcami w swojej dziedzinie, ocecnie jest tak ze jakby firma X dala 10 mln dolarow na projekt, to Prof A po sciagnieciu 10%, przekazalby go znajomemu Doc B, ktory kiedys mu pomogl w pisaniu habilitacji, a ow docent B po 10% marzy przekazalby projekt, tak sie akurat stalo, swojemu synowi, ktory przez przypadek pracuje jako jego podwladny, syn po umoczeniu wiekszosci kasy w niepotrzebne wyjazdy i przejazdy taksowka po 5 latach, wpoeidzial by ze wyniki sa niemiarodajne i potrzeba wiecej kasy, to jest tylko przyklad i schemat, ale dopoki przemysl nie bedzie widzial zmian dopoty nie zainwestuje, ja jako prywatny przedsiebiorca nie zainwestowalbym ani 1 zl Odpowiedz Link Zgłoś
sqro Re: Żenada 22.03.08, 21:43 Póki co to sądze że nasz przemysł nie ma ambicji (tzn nie czuje potrzeby) inwestowania w rozwój. R&D to mikry procent w mojej przynajmniej działce (informatyka) i póki kokosy sa do zgarnięcia mniejszym nakładem sił i środków (głównie wdrażając technologie opracowane za granicą) to jest to działanie racjonalne choć zarazem i krótkowzroczne. To jest moim zdaniem rola polityki gospodarczej żeby premiowac i promować tych którzy inwestują w rozwój. Odpowiedz Link Zgłoś
adrian_l Re: Żenada 22.03.08, 21:50 polityka gospodarcza tak, ale co ztego ze powiemy: - kto inwestuje 20% rocznego przychodzu zostaje zwolniony calkiem z podatkow i co ta firma zainwestuje w to bagno Prof A, Docenta B i jego syna? ok, firma skorzysta na uldze podatkowej, Prof A, Doc B i jego syna zyskaja lewa kase, a co my z tego bedziemy miec, ? nic, Odpowiedz Link Zgłoś
sqro Re: Żenada 22.03.08, 21:45 Póki co to sądze że nasz przemysł nie ma ambicji (tzn nie czuje potrzeby) inwestowania w rozwój. R&D to mikry procent w mojej przynajmniej działce (informatyka) i póki kokosy sa do zgarnięcia szybciej oraz mniejszym nakładem sił i środków (głównie wdrażając technologie opracowane za granicą) to jest to działanie racjonalne choć zarazem i krótkowzroczne. To jest moim zdaniem rola polityki gospodarczej żeby premiowac i promować tych którzy inwestują w rozwój. Ot odwieczny konflikt pomiędzy makro- i mikro- ekonomią. Odpowiedz Link Zgłoś
adrian_l Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:25 1. zniesc habilitacje 2. wprowadzic kadencyjnosc i kontrakty na stanowiska naukowe profesorow na uczelniach np 4-5 letnie, 3. konkursy na stanowiska bylyby oglaszane w internecie i tak zglaszane bylyby kanddydatury - kswestia kto mialby dokonywac wyboru 4. centralan abaza danych naukowcow z dorobikiem naukowym, publikacjami, stazami itp 5. ocena dorobku kazdego naukowaca, mgr, dr, profesora na podstawie IF w naukach scislych, kierwnictwa i wspolkierownictwa miedzynarodowych projektow 6. zakaz pracy krewnych 1 stopnia oraz malzonkow na tym samym wydziale 7. zapraszanie visiting professors z zagranicy - wymiana naukowa, 2/3 wyjazdow mgr i dr, 1/3 profesorowie Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:37 a te wszystkie konkursy i oceny bylybu przeprowadzane przez ludzi ktorzy dzisiaj przeprowadzaja kolokwia habilitacyjne tak? nigdzie na swiecie nie ma oceny algorytmicznej IF i juz. nigdzie na swiecie nie ma kadencyjnosci profesur. i jeszcze skad wezmiemy pieniadze na zapraszanie tych visiting professsors i w jakim jezyku beda wykladac? adrian_l napisała: > 1. zniesc habilitacje > 2. wprowadzic kadencyjnosc i kontrakty na stanowiska naukowe > profesorow na uczelniach np 4-5 letnie, > 3. konkursy na stanowiska bylyby oglaszane w internecie i tak > zglaszane bylyby kanddydatury - kswestia kto mialby dokonywac wyboru > 4. centralan abaza danych naukowcow z dorobikiem naukowym, > publikacjami, stazami itp > 5. ocena dorobku kazdego naukowaca, mgr, dr, profesora na podstawie > IF w naukach scislych, kierwnictwa i wspolkierownictwa > miedzynarodowych projektow > 6. zakaz pracy krewnych 1 stopnia oraz malzonkow na tym samym > wydziale > 7. zapraszanie visiting professors z zagranicy - wymiana naukowa, > 2/3 wyjazdow mgr i dr, 1/3 profesorowie Odpowiedz Link Zgłoś
adrian_l Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:43 nie wiem jak mialybybyc przeprowadzan konkursy, trzeba by sie w wiekszym gronie zastanowic, nigdzie nie ma w sensie ustawowym IF, ale jest to glowne kryerium oceny w wielu krajach i mijescach na swiecie, u mnie w polsce mialem IF w naukach scislych nie bedac doktorem kilka razy wyzszy od kilklu profesorow wydzialu razem wzietych, tutaj zagrniaca gdzie jestem IF jest jednym z wazniejszych pubktow oceny przebiegu kariery, wiec cos jest na rzeczy, jak to nie ma kadencyjnosci profesur, ? nie mowie o tenure, tylko o post-doc standard w wielu uniwersytetach, Odpowiedz Link Zgłoś
adrian_l Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:48 zreszta, szkoda mi czasu na ratowanie polskiej nauki, bo cokolwiek bysmy nie robili nie zmienimy naszej polskiej chorej mentalnosci niestety, na szczescie nie musze t juz pracowac i moge normalnie zyc i tworzyc, i szczerze wspolczuje reszcie, wymysclcie cos i dzialajcie razem a nie kloccie cie, pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:48 ano wlasnie. dlatego do znudzenia powtarzam ze nie problem jest w habilitacji, a w rzetelnosci oceny. to chodzi zeby nie bylo recenzji kolegi dla kolegi kolegi, a nie zeby nie bylo habilitacji. ja w duzej mierze akceptuje IF w naukach scislych. mowie tylko ze nie system ktory po prostu patrzy na IF jest zlym systemem. szczegolnie w Polsce. chcemy przeskoczyc 20 lat systemu brytysjskiego. mowie o pelnych profesurach. post-doc to nie profesura, jak dla mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
wari Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 23:18 Jesli adiunkt na jednym z czołowych polskich uniwersystetów bierze na rękę 2500 zł, dr hab. jednego z instytutów PAN 2100 zł, a budowlaniec w Warszawie 5000 zł, a lekarz w Radomiu 10-16 tys. zł - to niech się pani Kudrycka zastanowi lepiej od czego powinna zaczac reformę. NAJPIERW ZAROBKI O 200-300% a potem pogadajmy o habilitacjach, listach filadelfijskich, konkurencji. Odpowiedz Link Zgłoś
pnti Doktorat BEZ licencjatu 22.03.08, 23:12 Mam wrażenie że osoby dyskutujące nie mają pojęcia o czym rozmawiają. Najlepszy profesor jakiego poznałem w czasie mojego stażu zagranicznego otrzymał doktorat BEZ wcześniejszego uzyskania licencjatu. Oczywiście nie byłoby to możliwe w Polsce, gdzie zamiast zajmować się nauką, tzw. doktorant 1) jest darmowym pracownikiem 2) uczy się i zdaje egzaminy z przedmiotów nie mających żadnego związku z tematem swojej pracy 3) de facto nikogo nie interesuje jakość bronionej pracy - ważne żeby została zakończona w terminie. Przyznacie, że poziom nauki w Wielkiej Brytanii jest trochę wyższy niż w Polsce. Tam od bardzo dawna student ma prosty wybór: albo kończy na licencjacie albo na studiach magisterskich albo uczy się rok dłużej i dostaje doktorat. Faktem jest, że posiadanie PhD w Wielkiej Brytanii nic nie znaczy, ale przecież posiadanie tytułu magistra tez o niczym nie świadczy. Najważniejsze jest to, żeby ułatwić osobom autentycznie zainteresowanym nauką ... działalność naukową, zanim się im odechce. No bo ile lat można być czyimś parobkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
cs137 Re: Adam.2x wszystko doskonale przedstawił. 22.03.08, 23:19 Jako "tenured faculty member" w amerykańskim uniwersytecie (nie z tych z Ivy League, co prawda, ale w przyzwoitym stanowym "research university" z "graduate school" posiającą pełną akredytację na przyznawanie doktoratów) znam trochę :o))) amerykański system Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Adam.2x wszystko doskonale przedstawił. 22.03.08, 23:37 no tak cs37: ja tez mysle ze peers. jednak zazwyczaj ci peers, w wypadku profesur, to sa inni profesorowie. ja jeszcze nie slyszalem o profesurze w UK, ktora zostala nadana bez receznji innych profesorow. zazwyczaj wieku przynajmniej srednim. i ja widze, rzecz jasna, roznice poniedzy tenure a habilitacja, jednak funkcjonalnie te dwie procedury sa identyczne. tyle ze w US ona przebiega w miare rzetelnie, a w Polse w miare nierzetelnie. i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
omc_naukowiec Re: Adam.2x wszystko doskonale przedstawił. 23.03.08, 00:28 cs137 napisał: > Jako "tenured faculty member" w amerykańskim uniwersytecie (nie z tych z Ivy > League, co prawda, ale w przyzwoitym stanowym "research university" z "graduate > school" posiającą pełną akredytację na przyznawanie doktoratów) znam trochę > :o))) amerykański system Odpowiedz Link Zgłoś
cs137 Trudnosci MrZorby z nostryfikacją PhD z anglosas- 22.03.08, 23:55 kiego uniwersytetu - i to bardzo zacnego - rzeczywiście wyglądają na jajkis tekst Kafki. Moja znajoma kilka lat temu z kolei chciała nostryfikować francuską habilitację i tez jej sie to nie udało. Procedura, której musiała by sie poddać, byłaby w istocie równowazna z robieniem polskiej habilitacji nieomal od zera. Po dluższych utarczkach więc postanowiła sie wypiąc na Radę Starców w swoim instytucie i tej hablitacji nie nostryfikować. Jakiś czas później los jej jednak dał satysfakcję, bo otworzyło sie jakies stanowisko w Brukseli związane z rozdzielaniem grantów europejskich, z bardzo porządna unijna pensją - no i z jej instytutu było kilku chętnych z tytrułami profesorskimi, ale to ona wygrała konkurs dzięki posiadaniu własnie tej pogardzanej francuskiej habilitacji. W "owrotną stronę" sprawy sie przedstawiają całkiem inaczej. Kiedy ja w czasie wojny jaruzelskiej szykowałem sie do wyjazdu, to sie liczyłem z mozliwiością, że przez długi czas poza Krajem pobędę. Więc starannie przeszedłem przez cała procedurę tłumaczenia moich dyplomów, magisterskiego i doktorskiego, na angielski (zanim sie zaniosło dyplom do tłumacza przysięgłego, to trzeba było dostac na nim pieczęcie z cos sześciu urzędów). No i wyjeżdzając tych tłumaczeń nie zabierałem, bojac się, że jak celnicy je znajdą, to mnie nie wypuszczą, bo będą dowodem na to, ze ja chce "nawiać" - dopiero po roku ktos mi dowiózł z Polski. No i później pracowałem az w czterech uczelniach w USA, w Purdue jako "visting professor", w Notre Dame jako "non-tenure research professor", w George Mason którtko znów jako "visiting professor", i wreszcze w moim obecnym univerku Odpowiedz Link Zgłoś
mniammniam3 Znowu worek się wysypał 23.03.08, 00:21 Kilka tygodni temu toczyła się na Forum GW podobna dyskusja. Teraz znowu worek się rozwiązał, bo pojawiły się realne szanse na reformę szkolnictwa wyższego. Ale problem nie sprowadza się tylko do habilitacji. 1. Poziom doktoratów musi zostać podniesiony, merytoryczne wymagania zaostrzone, recenzje bardziej wiarygodne (recenzenci powinni byc utajnieni). Niezaleznie, czy ktoś będzie chciał robić doktorat po licencjacie, czy studiach magisterskich. Ten po licencjacie, jeśli spełni warunki merytoryczne, to co to przeszkadza? Chociaż wątpię, żeby takie doktoraty zbyt często przechodziły. 2. Należy znieść tzw. minima kadrowe, które są jednym z głównych źródeł patologii i marnotrawstwa finansowego. Znam przynajmniej trzy uczelnie, gdzie na etatach i to wysoko płatnych utrzymuje się tytularnych profesorów, którzy już z domu nie wychodzą. Jeden ma daleko posuniętą sklerozę, drugi już z łóżka nie wstaje, a trzeci jest w domu opieki społecznej. Ale figurują na etacie. Przy ostatnich wizytach Komisji Akredytacyjnych na tych uczelniach robiono wszystko, żeby zamarkować sprawę i wykazać, że prowadzą oni jakieś zajęcia, np. seminaria dyplomowe. Natomiast wielu doświadczonych adiunktów, prowadzących badania, posiadających aktualną wiedzę i dobrze ocenianych przez studentów, wegetuje na symbolicznych pensyjkach, bo brakuje pieniędzy na podwyżki dla nich. Zaczynają się więc zwalniać, albo szukają drugiego etatu. 3. I właśnie zakazanie wieloetatowości jest kolejnym niezbędnym działaniem wymagającym jednak zasadniczej reformy wynagrodzeń. Obecnie mamy błędne koło: pracownicy naukowi biorą drugi etat na konkurencyjnej uczelni niepublicznej, bo z jednej pensji nie są w stanie utrzymać rodziny. Oczywiście mówię tylko o tych pracownikach, którzy reprezentują dyscypliny dające taką możliwość. 4. Obecne finansowanie prac badawczych na uczelniach państwowych (tzw. zlecenia statutowe i badania własne) to czyste marnotrawstwo. Pieniądze na te badania uruchamiane są z reguły w połowie roku, termin odbioru prac, to październik-grudzień, a pieniądze nie wykorzystane przepadają - tzn. pracownik, który ich nie wyda do końca roku traci je. A więc wydaje, często na niepotrzebne pierdoły, robi się zapasy teczek, papieru, tonerów, kupuje się zbędny jeszcze sprzęt, bo szkoda, żeby przepadły. 5. Takich patologii jest więcej. Dlatego reforma musi być systemowa. Jeśli w tym nowym systemi wprowadzi się inny ale lepszy sposób na awans naukowy niż habilitacja to dobrze. Bo obecny system awansów jest przestarzały i bardzo często petryfikuje feudalizm na naszych uczelniach. Odpowiedz Link Zgłoś
owocoskala Re: Znowu worek się wysypał 23.03.08, 09:13 > A tu sie zagadzam w 100%! Świetnie, ale czy musi to Pan od razu pisać? Osobiście wierzę Panu i współczuję, i wiem jak jest w polskiej nauce ale gdyby napisał Pan góra 4 posty w tej dyskusji być może zgłosiłby się ktoś żeby Panu pomóc z tą habilitacją a tak po napisaniu 200 postów wychodzi Pan mało poważną, a cała sprawa na tym traci bo trudno będzie decydentom i dziennikarzom przebić się przez 600 postów.... Odpowiedz Link Zgłoś
poetria Re: restytucja marcowych doktorów wg PO :D 23.03.08, 09:31 Oczywiscie ze mozna pisac doktorat o Lemie :) Problem polega na tym jak sie traktuje osoby z zewnatrz na naszych uniwersytetach :( Podam przyklad. Pisalam prace magisterska na polonistyce o autorze ktory pisal po lacinie i byl Anglikiem i praca przeszla bez problemu. Ale Wloszka ktora starala sie o nostryfikacje i napisala prace podobna - mam na mysli niedopasowanie do naszych struktur- polonistyka nie bo Anglik, anglistyka nie- bo lacina - wyjasniam na przykladzie mojej pracy- otoz ta Wloszka nie dostala nostryfikacji. Ironia losu polega na tym ze bral w tym udzial m. in. moj wlasny promoror ;) Nie sie Pan nie martwi, moj kuzyn, prof w Kanadzie musial zaplacic za habilitacje na UJ :( prestiz to prestiz a "piniadz to piniadz" :) Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Do moich krytykow 23.03.08, 10:04 Dziekuje za rozsadny glos na tym forum. Przyznaje, ze niepotrzebnie wdalem sie w dyskusje z takimi zwyklymi chamami jak dalatata, ktorym glupio dalem sie sprowokowac. No coz, nobody is perfect. A tym, co szydza z mego doktoratu o Lmie, proponuje wypozyczenie kopii mej rozprawy z biblioteki Monash University albo o zapoznanie sie z jej fragmentami np. poprzez witryne Acta Lemiana Monashiensis. Jesli sa , jak pisza, profesorami czy chocby nawet asystentami na czolowych uniwerytetach swiata, to nie powinni miec klopoptow z wypozyczeniem miedzybibliotecznym kopii mej roprawy doktorskiej o Lemie. A na poczatek niech zajrza na Wikipedie pod S. Lem, i tam jest link do tych Act (ewentualnie niech "gugluja"). I nie mam nic przeciwko krytyce, ale niech ci tchorze krytykuja mnie, Lecha Kellera, podpisujac sie jak ja, imieniem i nazwiskiem z realu. Bowiem na razie to wychodzi na to, ze rzucila sie na mnie sfora nieudacznikow, wystraszona, ze przybedzie im konkurencja. Tyle, ze metody walki maja oni wrecz podle. Wiec te augiaszowa stajnie, jak stala sie polska nauka za rzadow postsolidarnosciowych, trzeba jak najszybciej wyczyscic. Inaczej staniemy sie posmiewiskiem Europy... :( Odpowiedz Link Zgłoś
nowojorczyk5 Doktorat o Lemie 23.03.08, 16:42 Problem australijskiego doktoratu o Lemie lezy w tym, iz Jego PT Autor pragnie go nostryfikowac w dziedzinie "nauki polityczne", na co dziekanom wydzialu nauk politycznych wlosy staja na glowie! Zapewne bez problemow mozna by ten doktorat nostryfikowac na Wydziale Literaturoznawsta kazdego duzego uniwersytetu, ale wtedy autor nie ma czego szukac na prywatnych uczelniach, gdzie potrzeba faceta z doktoratem "z polityki", bowiem literaturoznawstwa to tam nie potrzeba.. Odpowiedz Link Zgłoś
poetria Re: Doktorat o Lemie 23.03.08, 21:02 HM a to faktycznie nie dziwie sie, ze sa problemy :( to zdecydowanie nie nauki polityczne :( nawet jesli spojrzec na problem bardzo liberalnie :( U prof Jarzębskiego z polonistyki na UJ miałby szansę :) Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Doktorat o Lemie 23.03.08, 21:11 a przy polskiej obsesji na temat granic dyscyplinarnych, rzecz nie do zrobienia na politologii. poetria napisała: > HM a to faktycznie nie dziwie sie, ze sa problemy :( to zdecydowanie nie nauki > polityczne :( nawet jesli spojrzec na problem bardzo liberalnie :( > > U prof Jarzębskiego z polonistyki na UJ miałby szansę :) Odpowiedz Link Zgłoś
misszorba Re: Doktorat o Lemie czyli z L E M O L O G I I 23.03.08, 21:23 Czemu nie? Zreszta ja nie nalegam na nauki polityczne. Moze byc to uznane jako doktorat interdyscyplinarny... Byle zostal uznany. Nie mam nic przeciwko lemologii. Odpowiedz Link Zgłoś
poetria Re: Doktorat o Lemie czyli z L E M O L O G I I 23.03.08, 22:10 Niech Pan pogada z Jarzębskim: www.polonistyka.uj.edu.pl/wydzial_wladze.htm Skoro u nas są studia międzywydziałowe Axera, to nie widze powodu zeby nie bronic doktoratow interdyscyplinarnych :) www.isd.obta.uw.edu.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Doktorat o Lemie czyli z L E M O L O G I I 24.03.08, 11:46 Jarzebski widzi we mnie konkurenta, wiec to chyba niezbyt szczesliwy adres. On mnie nie zaprosil na zadne lemologiczne sypozjum odbywajace sie z jego inicjatywy w Polsce, wiec to chyba niewlasciwy adres... A szkoda, bo moglibysmy kooperowac z korzyscia dla kazdego... Odpowiedz Link Zgłoś
nowojorczyk5 Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowej 23.03.08, 16:58 Poziom nierzetelnosci naukowej, jej powszechna akceptacja, brak krytyki naukowej, wszechwladne "kolesiostwo" - wszystko to powoduje, ze w Polsce musi byc habilitacja. Co wiecej, ponownie trzeba przywrocic kontrole Centralnej Komisji nad decyzjami Rad Wydzialow. W 2007 roku bylo 1700 habilitacji - w 2006 tylko ponad 800. Habilitacje juz raz zniesiono: w 1968 i dopiero teraz odeszli na emeryture niektorzy ostatni z wygenerowanych "marcowych" docentow... Ile patologii do polskiej nauki wprowadzili marcowi docencie, ich doktoranci to czesto dzisiejsi profesorowie peryferialnych uczelni. Kazda osoba, ktora po doktoracie ma wystarczajacy dorobek naukowy w uznanych (a nie podworkowych!) czasopismach naukowych bez problemu napisze habilitacje i przejdzie ta niska poprzeczke... Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Liczby bez kontekstu 23.03.08, 17:17 Wzrost liczby habilitacji nie wynika ze zmiany przepisow, ale jest pochodna wprowadzenia studiow doktoranckich kilkanascie lat temu. Pierwsze studia doktoranckie w cyklu 4-letnim ruszyly ok. 1994 roku. Prosze policzyc: 4 lata na doktorat + 9 lat na habilitacje, to zagadka podwojenia liczby habilitacji sie rozwiaze. W tej chwili habilituja sie ludzie, ktorzy szli starym cyklem - staz asystencki + 8 lat na doktorat + 9 lat na habilitacje + przyznane przez uczelnie przedluzenia (czesto dodatkowe 3 lata + 3 lata) - i pierwsi absolwenci studiow doktoranckich po cyklu 13-letnim od magisterium do habilitacji. Habilitacje robia jednoczesnie 50-latkowie i 30-latkowie - to sa dwa zupelnie rozne pokolenia, stad podwojenie liczby. Liczby trzeba rozumiec. Odpowiedz Link Zgłoś
adrian_l Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 17:37 tu nie chodzi o istnienie habilitacji badz nie, sa kraje europy zachodniej gdzie istnieje, wiec nie problem w tym czy byc, ale jak byc. obecnie czesto miernoty naukowe, z poparciem "waznych" profesorow sa w stanie zdobyc nawet tytul profesora publikujac w "Przegladzie Pcimskim" pamietam Dr hab. ktory mial slownie 1 publikacje z Medline i 10, slownie dziesiec asbtraktow na jakis kolesiowskich konferencjach polaczonych z wypadem na narty :-) przeciez to jest zenada Mr Zorba ucichl, czy go zablokowali :-) hehe Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 17:46 zgadzam sie. habilitacja to jest temat zastepczy. jej zniesienie niczego nie zalatwi i nie zmieni.przeniesie calosc kolesiostwa, miernto, zalatwiania na inny poziom. adrian_l napisała: > tu nie chodzi o istnienie habilitacji badz nie, sa kraje europy > zachodniej gdzie istnieje, wiec nie problem w tym czy byc, ale jak > byc. > > obecnie czesto miernoty naukowe, z poparciem "waznych" profesorow sa > w stanie zdobyc nawet tytul profesora publikujac w "Przegladzie > Pcimskim" > > pamietam Dr hab. ktory mial slownie 1 publikacje z Medline i 10, > slownie dziesiec asbtraktow na jakis kolesiowskich konferencjach > polaczonych z wypadem na narty :-) > przeciez to jest zenada Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 17:43 no ja sie na liczbach nie znam i pewnie ich nie rozumiem.... jednak wsrost skokowy o ponad 100%, o ile pamietam post nowojorczyka, nie da sie calkiem wyjasnic w ten sposob. bo nawet zakladajac ze ja przyjmuje twoje wyliczenia, to one wskazywalyby na regularnosc karier, ktora jest po prostu nieprawdopodobna. co wiecej, to oczywiscie dane anegdotyczne, jednak co chwile slysze o habilitacjach glosowanych na podstawie pozytywnych recenzji jedynie recenzetnow wewnetrznych, z tymi wyznaczonymi przez CK wystawiajacymi recenzje negatywne. skadinad wiem, ze CK bedzie sie przygladac takim decyzjom, jednak szkod sie narobi. niestety, moze i ja nie rozumiem liczb, jednak,khmaro jestes tendencyjny w swych interpretacjach. a ja zgadzam sie z nowojorczykiem piatym. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 18:07 Anegdotycznie, to ja Ci moge, Dalatato, powiedziec, ze habilitacje czterdziestolatkow przed moja rada prawie sie nie zdarzaja. Albo przed czterdziestka, albo po piecdziesiatce, badz tuz przed. Najgorszym wyjsciem ze wszystkich mozliwych jest przywrocenie kontroli CK nad habilitacjami w obecnym ksztalcie. O nieuczciwych recenzjach z CK wiem i ja, i Nowojorczyk tez o nich slyszal. Chodzi o duza nieuczciwosc, nie o zwykle kolesiostwo. A na bardziej przyziemnym poziomie, znajac od kuchni tryb funkcjonowania uczelni w Polsce, uwazam, ze prawdopodobienstwo wyznaczenia przez CK recenzenta, ktory zjadl wszystkie rozumy, ale nie zna sie calkowicie na tematyce habilitacji, jest wieksze niz prawdopodobienstwo wyznaczenia takiego recenzenta przez rade. Kazdy, kto skladal wniosek grantowy do KBN wie, jak wyglada poziom merytoryczny recenzentow w Polsce. Recenzent kompetentny jest szczesciem, jak wygrana na loterii. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 18:23 OK. niech i tak bedzie. pytanie zatem kluczowe dla mnie to w jaki sposob wymusic uczciwosc? sa dwie drogi wedle mnie. jednak to apele. druga to drakonskie kontrole. widze problem znalezienia kontrolerow i wedle mnie nalezy oprzec sie na ludziach 1. pracujacych za granica, zarowno Polakow jak i nie (iim bedzie najbardziej zalezalo na reputacji - widze to wokolo siebie i po samym sobie). 2. z porzadnym dorobkiem miedzynarodowym, znajacych standardy publikacji miedzynarodowych. drugi warunek to kwestia bardziej dookreslonych kryteriow (ja nie szedlbym w kierunku punktow) w ocenie dorobku (z drugiej strony na swiecie profesorem zostaje ten, kto ma 'dorobek profesorrski', a nie ktos kto ma 3 artykuly, 2 ksiazki, 5 konferencji i jedno auto. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 19:07 W sprawie recenzentow, proponuje zaczac od tego: Art. 20 ustawy o tytule i stopniach: Promotorem w przewodzie doktorskim oraz recenzentem rozprawy doktorskiej lub habilitacyjnej w dziedzinie nauki może być osoba posiadająca tytuł naukowy profesora lub stopień naukowy doktora habilitowanego w zakresie danej lub POKREWNEJ dyscypliny naukowej, W praktyce oznacza to, ze jak brakuje arabistow z tytulem lub stopniem, to mozna powolac na recenzenta hebraiste, bo przeciez tez jakis obcy jezyk zna, a ze inny - to trudno. Bezwzglednie nalezy przestrzegac zasady kompetencji. Albo recenzent sie zna na okreslonej dziedzinie, albo recenzje mozna zakwestionowac. Przy braku specjalistow w okreslonej dziedzinie w kraju powinien byc obowiazek powolywania recenzentow zagranicznych. Kilka lat temu moj kolega zostal recenzentem CK. Biedak pojecia nie mial jak habilitacje ocenic, wiec pol Polski obdzwonil, zeby mu koledzy powiedzieli, co ma w recenzji napisac. Jak dlugo nie bedzie sie przestrzegac zelaznej zasady, ze recenzent musi byc kompetentny w dziedzinie, ktora reprezentuje habilitant (doktorant, kandydat do tytulu itp.), tak dlugo bedzie istniala milczaca zgoda na nierzetelne recenzje. W sprawie dookreslonosci kryteriow zgadzam sie calkowicie i bez zastrzezen. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 20:15 zupelnie nie zdawalem sobie sprawy z tych idiotyzmow. nie mam zadnych waptliwosci ze recenzent musi sie znac na temacie. ja bym nawet powiedzial tak. nie ma znaczenia do jakiej dziedziny zalicza sie recenzent czy doktorant - recenzet ma byc specjalista w konkretnym temacie. kilkukrotnie recenzowalem tu dokotraty nie w swojej dyscyplinie, ale w swojej scislej specjalnosci. tak ogolnie, dodalbym, ze ta sztywnosc granic dyscyplinarnych, tu praktycznie nieznana, mnie tylko bawi. ze jak robie dokotrat z psychologii to musze miec recenzentow 2 psychologow, nawet jesli nie maja zielnoego pojecia o tym co napisalem, bo nie moge miec na przyklad 2 psychiatrow ktorzy akurat siedza w tym co ja. kompletny idiotyzm. no ale to jest potrzebne do ustalania pensum kadrowego. bo jak wiadomo do kierunku potrzebnych jest 8 medrcow. nie 7, nie 9, osmiu. bez tego nie da sie uczyc historii, socjologii itd. nawet jesli ci medrcy nie zjawiaja sie na uczelni. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:02 dalatata napisał: > zupelnie nie zdawalem sobie sprawy z tych idiotyzmow. nie mam > zadnych waptliwosci ze recenzent musi sie znac na temacie. ja bym > nawet powiedzial tak. nie ma znaczenia do jakiej dziedziny zalicza > sie recenzent czy doktorant - recenzet ma byc specjalista w > konkretnym temacie. W Polsce recenzent z reguly nie ma bladego pojecia o temacie. Dobrze, jezeli zna sie chociaz na jakims temacie pokrewnym. Wyjatki sa stosunkowo nieliczne. Czesto jest tak, ze recenzent w ogole nie ma pojecia, co czyta, bo z okreslona tematyka spotyka sie po raz pierwszy wlasnie w pracy, ktora recenzuje. My mowimy o kolesiostwie, a czesto recenzent, ktory po prostu sie nie zna i nie umie ocenic, nie chce swoja ignorancja zaszkodzic. Poniewaz praktyka jest taka, jaka jest, to pole do nieuczciwych przekretow tez jest olbrzymie. Gdyby wprowadzic wymog, ze recenzent musi miec jakis dorobek teamtycznie zwiazany z zakresem recenzowanej pracy, to recenzje zagraniczne bylyby koniecznoscia. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:07 nie wiedzialem tego. to jest potezny problem. a recenzent zza granicy, ja uwazam ze dobra inicjatywa, jednak to wymaga habilitacji koniecznie po angieslku, co jest nie do zrobienia. tyle ze mozna wziac recenzenta tematycznie zwiazanego nie z dziedziny kandydata, jak napisalem. no wlasnie, mnie przeraza to pole do przekretow. oj chyba jestem jeszcze bardziej pesymistyczny co do mozliwosci naprawy. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:13 Sprowadzanie recenzentów z zagranicy to mit - kto za to zapłaci? A brak kompetencji jest normą. Wiele dziedzin jest tak szerokich, że w Polsce jest jeden specjalista i koniec. W przypadku mojego doktoratu blade pojęcie, o czym piszę, mieli promotor (nie pomagała, ale przynajmniej za bardzo nie przeszkadzała) i oboje recenzentów. Na moje szczęście wszyscy byli mili i ocenili moją produkcję pozytywnie. Czy PT Nauka Polska wyszła na tym równie dobrze, pokażę czas ;) Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:22 ford.ka napisał: > Sprowadzanie recenzentów z zagranicy to mit - kto za to zapłaci? Dolar kosztuje dzisiaj 2,29. To naprawde nie jest az takie trudne. A oszczedzic mozna na druku nikomu niepotrzebnych ksiazek. Odpowiedz Link Zgłoś
misszorba Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:39 Telekonferencje nie sa dzis wcale tak drogie... Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 08:10 Ktoś tu napisał, że habilitacji było w zeszłym roku 1700. Sprawdzenie nawet po jednym recenzencie od sztuki sprawiloby, ze mozna by pozamykac uniwersytety. A znizka dolara ma umiarkowane znaczenie, bo chyba USA nie sa jedynym miejscem na swiecie, gdzie uprawia sie prawdziwa nauke ;) Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 00:36 ford.ka napisał: Ktoś tu napisał, że habilitacji było w zeszłym roku 1700. Sprawdzenie nawet po jednym recenzencie od sztuki sprawiloby, ze mozna by pozamykac uniwersytety. A znizka dolara ma umiarkowane znaczenie, bo chyba USA nie sa jedynym miejscem na swiecie, gdzie uprawia sie prawdziwa nauke ;) - Czemu "Sprawdzenie nawet po jednym recenzencie od sztuki sprawiloby, ze mozna by pozamykac uniwersytety"? I zgoda, US opf A nie sa jedynym miejscem na swiecie, gdzie uprawia sie prawdziwa nauke. Co wiecej: w US of A uparwia sie na najwyzszym poziomie tylko nauke ktora sluzy Pentagonowi, a wiec przemyslowemu zabijaniu i kaleczeniu ludzi. Na inne nauki nie ma tam funduszy, wiec leza one dokladnie tak samo jak wszedzie... Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba A na koniec... 25.03.08, 00:47 ... zapytam sie tylko mych przesmiewcow: kto z was potafilby napisac rozprawe na stopien PhD tak, aby zostala ona uznana na Monash University? Obawiam sie, ze nikt, i ze ponad 90% polskich dr hab. by tez tego zrobic nie potrafila. Ale krytykowac to oni potrafia, ze hej, a szczegolnie, to anomimowo. A zasada jest taka, ze krytkowany ma prawo znac dorobek tych, co go krytykuja... Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:18 To wymaga miedzynarodowego dorobku, czyli w miedzynarodowym jezyku. Nic wiecej nie jest potrzebne. Rozprawa, kolokwium - po co to komu? A recenzje mozna przetlumaczyc na polski, jezeli to konieczne. > no wlasnie, mnie przeraza to pole do przekretow. oj chyba jestem > jeszcze bardziej pesymistyczny co do mozliwosci naprawy. Uproszczenie wymogow ulatwi kontrole. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:31 w kontekscie tej dyskusji widze absurdalnosc rozprawy. zgadzam sie. w takiej sytuacji rzeczywiscie jedynym rozwiazaniem jest habilitcja polegajaca na ocenie dorobku na poziomie miedzynarodowym. Odpowiedz Link Zgłoś
misszorba Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:38 Ja nic nie mam przeciwko habilitacji ocenianej za granica na podstawie dorobku na poziomie miedzynarodowym. Oczywiscie, powinna byc tez mozliwosc robienia habilitacji bez doktoratu. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 16:13 Czyli np. historyka, specjalistę od historii Śląska Cieszyńskiego, czy tez polonistę - musi oceniać Amerykanin (chinskiego pochodzenia?) z Berkeley? Zresztą, przy okazji podobnych dyskusji na forum GW spotykałem już stwierdzenia, że przecież i polonista, gdyby był naprawdę dobry, to by publikował w "języku międzynarodowym". dalatata napisał: > w kontekscie tej dyskusji widze absurdalnosc rozprawy. zgadzam sie. > w takiej sytuacji rzeczywiscie jedynym rozwiazaniem jest habilitcja > polegajaca na ocenie dorobku na poziomie miedzynarodowym. > Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 16:29 to moze byc zadziwiajace, ale rowniez w Berkley najprawdowpodobniej zajmuja sie slaskiem cieszynskim. z pewnoscia zajmuja sie jednak w Niemczech. nawiasem mowiac polonistyka w Glasgow jest bardzo dobra, rowniez w Indiana State. to glownie polscy polonisci uwazaja, ze polonistyka polska jest najlepsza na siwecie. jak mi Pan pokaze choc jedno polskie czasopismo polonistyczne (jezykonzawcze),ktore jest na poziomie miedzynarodowym, uklekne (symbolicznie) przed panem i posypie glowe popiolem. Poradnik Jezykowy, Polonica, Jezyk Polski, Onomastica, Socjolingwistyka, Stylistyka to slabe pisma, choc naleza do polskiej czolowki. bardzo watpie zeby z 20 proc. (baaardzo optymistycznie mowie) z tekstow tam publikowanych przeszlo przez jakiekolwiek sito miedzynarodowe. chocby dlatego, ze wiekszsoc z nich nadal nie stosuje slepcyh recenzji i autorzy przysylaja teksty juz z recenzjami. mowie powaznie. wiec, na pana zdziwienie - tak, nawet polonista moze i POWINIEN skonfrontowac swoje badania z badaniami miedzynarodowymi! Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:26 Ja tam pewnie durny jestem, ale nic nie słyszałem, żeby amerykaniści z USA, angliści z UK czy germaniści z RMF FM konfrontowali się na potęgę z badaniami międzynarodowymi względnie potwierdzali swoją rangę, zasyłając cudzoziemskie żurnały produktami swoich umysłów... I jakoś tak wszyscy publikują po swojemu - a nie w językach konferencyjnych czyli po francusku, rosyjsku i mandaryńsku. Ale pewnie w naukach ścisłych jest zupełnie inaczej... Ale to, kochani, jeden wielki zaścianek!!! My się będziemy konfrontować i poddawać ich obiektywnej ocenie. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:56 nie, bo oni nie musza - bo tak sie sklada ze wiekszosc porzadnych czasopism np w social sciences jest w USA czy w UK. ale to w rzeczywistosci nie chodzi o konfrontacje z USA. to chodzi o to zeby publikowac w czasopismach ktore sa 'internationally refereed'. i czasopismo jak Poradnik Jezykowy, takim czasopismem nie jest. a redaktor dopisuje fragmenty artykulu, bo autor jest jego dobrym kolega i nie da sie tego odrzucic - niedawny prawdziwy przyklad, choc nie z PJ. jesli to jest sensowne publikowanie, to ja jestem chinski papiez Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:17 Skutek uboczny bedzie taki, ze oddajemy pole w calosci, nie walczymy o poziom naszych pism, a wspieramy te obce. Po co inwestowac w cos, co od poczatku nie ma sensu, bo przeciez i tak dobre pisma sa w USA. Paru facetow juz udowodnilo, ze zasada "dobre pismo = dobry artykul" nie musi byc prawda, wiec ja bym je jednak czytal. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:30 ja akcpetuje ideologiczna koniecznosc pisania po polsku, dlatego jestem przecwiny doktoratom po angielsku, na przyklad. jednak tak piszemy od dekad i co? i jest jak jest, poslka nauka sie nie liczy. jedyna szansa sa czasopisma oparte na miedzynarodowej puli recenzentow.moga byc polskie - przykladem bardzo dobry Polish Psychological Bulletin. ja po prostu nie widze jakiegokowliek sensu pisania tylko we wlasnym gronie. i to jest dokladnie to co spotkalo polska polonistyke (lingwistyke, na literaturze sie nie znam, ale nie wstrzymuje oddechu....). poza kilkoma wyjatkami, to jest naprawde slabe. pare lat temu widzialem habilitacje polonistki. to jest ksiazka ktorej nikt nigdzie nie wydalby. miedzy innymi dlatego, ze tego typu rzeczy pisalo sie tu 20 lat temu, 30. a to ksiakza ktora uznano za swietna, nowatorska (nowatorska?!!! - przestarzale to jak cholera, ale w polsce nowatroskie). nie wiem co to znaczy ustepowac pola w nauce. wiem, ze pisanie w towarzystwie wzajmenej adoracji nie ma sesnu. krytykujesz fordize.ka, ale nie masz dobrej odpowiedzi, na brak receznji w czasopismach, na redaktorow przrabiajacych teksty kolegow, na zapoznienie - tak! humanistyki!!! pwoiedz mi jak sobie z tym radzic, a ja chetnie bede o to walczyc! Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:34 Teraz widze, czemu mnie tak nie lubisz... dalatata napisał: ja akcpetuje ideologiczna koniecznosc pisania po polsku, dlatego jestem przeciwny doktoratom po angielsku... A habilitacjom mowimy NIE! Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:08 No i zostałem wypunktowany ;) Ale słusznie... Nie mam dobrej całościowej odpowiedzi. Nie sądzę, by ktokolwiek ją mial z prof. minister na czele. Wiem tylko, że żadnej rewolucji nie będzie i nie ma co sobie nią zawracać głowy. Zbyt wielka jest siła interesów pewnych grup (profesorów, właścicieli prywatnych szkół, wiecznych adiunktów, wieloetatowców czyli mówiąc krótko NAS) żeby dopuścić do rewolucji od środka i dość wielka, by zahamować a co najmniej wytłumić i osłabić rewolucję odgórną. Nie ma też co sobie robić wody z mózgu opowieściami o "braterskiej pomocy" naukowców z Zachodu. Tu jest 40-milionowy kraj z tradycją akademicką liczącą sześć wieków z okładem, a nie czteromilionowy Singapur, gdzie najstarszy uniwersytet ma 103 lata a wszystkich jest 6 (szesc). Sama skala sprawia, ze to niemozliwe. Nie przyjada tu uczyc nas i za nas i nie beda nas "obiektywnie" oceniac (zreszta gdyby ktos mial oceniac na podstawie cefałki, to chyba taniej będzie, jak bedzie miejscowy ;) Jak na calym swiecie, nalezy starac sie o jak najblizsze kontakty, tam gdzie sie da zewnetrznych recenzentow, ale to wszystko moze byc tylko icing on the cake a nie chleb nasz powszedni. Napisalem w swoim "projekcie" ze miara maja byc punkty. Wiem, ze Ci, ktorzy maja doswiadczenia z obecnym systemem, moga dostac piany i plamek przed oczami, ale ja to widze tak. Jesli trzeba miec 200 punktow na haba to wystarczy opublikowac 200 tekstow (chocby i recenzji) w Przegladzie Glottodydaktycznym czy innym Kwartalniku Neofilologicznym. Tyle ze na ten pomysl wpadnie 5000 ludzi (na jedno takie pismo), wiec rzeczone beda musialy uruchomic system oceny (bo sie wszystkie artykuly nie zmieszcza) i zaczna publikowac tylko najlepsze teksty. Oczywiscie, ze w tej liczbie beda teksty kumpli, ale chyba nie wylacznie i raczej nie dlugo, bo kazde znajdzie sie pod uwazna kontrola calej branzy. Jesli do tego wprowadzi sie krajowy system IF polaczony z finansowaniem pism, pojawia sie powazne przeslanki, by wybierac naprawde najlepsze teksty, bo jesli pismo zjedzie w ocenach, to redakcja wyleci na zielona trawke. Czasem beda zapraszac bardziej znane osoby, zeby sobie poprawic notowania - moze w efekcie publikowanie w tych pismach bedzie dawac lepsze efekty niz minimalny jeden punkcik, ale to tylko zwiekszy ilosc propozycji artykulow. Oczywiscie, musi w gre wchodzic prawdziwa kasa i/lub inne bonusy (n.p. punkty dostaje sie za prace w redakcji, recenzowanie wewnetrzne itd) ktorych utrata bedzie bolesna i bezwzgledna (a przy okazji glosna i nieprzyjemna) a wtedy publikowanie slabych tekstow stanie sie dzialalnoscia samobojcza. Kolejnym efektem bedzie upowszechnienie wiedzy o tym, ze "publish or perish" (wiekszosc naukowcow w Polsce nie ma o tym pojecia, sam pamietam, ze opowiesci o odpowiednim doborze kolegow chemikow traktowalem jako mlody mgr jak bajki o zelaznym wilku, a mnie nikt przez cale zycie z zadnych punktow nie rozliczyl ;) - kazdy bedzie musial podjac decyzje "znika" czy jednak publikuje. Nastepnymi popularyzacja (beda czytac chocby zeby zobaczyc, kto sie zalapal) i wieksza widocznosc dorobku. Dla pewnosci przydalaby sie ogolnopolska bibliografia (o ktorej tez pisalem w swoim "projekcie"). Dla czesci bedzie to motywacja, by probowac zdobyc wiecej punktow szybciej za granica, czyli wejda na tak chwalony swiatowy rynek. Wielu sie sparzy i bedzie odrzucone artykuly wysylac do coraz nizej punktowanych pism, az w koncu gdzies uda sie je wepchnac, albo autorzy zostana wypchnieci z Akademii za brak dorobku, co bedzie ostatnim etapem zmian (ale zapowiedzianym od samego poczatku, bo u nas przeciez norma jest, ze nigdy nic nie wiadomo). Moze byc? Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Do Forda K 24.03.08, 19:22 OK. Powiedz mi wiec, czy do habilitacji ze specjalnosci "mauki pooityczne a szczegolnie stosunki miedzynarodowe" wystarczylby mi w twoim systemie: 1. Doktorat z nauk politycznych z Monash University w Melbourne. 2. Ponizsze publikacje (po doktoracie): · The Effects of Socio-Economic Changes in Australia 1984-2004 (Efekty zmian społeczno-gospodarczych w Australii w latach 1984-2004) w Thinking Down Under: Australian Politics, Society and Culture in Transition (Myśląc “po australijsku”: Australijska polityka, społeczeństwo i kultura w okresie zmian), WVT (Wissenschaftlicher Verlag Trier), Trier, 2006 · Neoliberal Reforms of Australian Economy in Years 1983-2003 and its Results in the Areas of Employment, Inflation, Dynamics of GDP and Real Wages (Neoliberalne reformy gospodarki australijskiej w latach 1983-2003 i ich efekty w zakresie zatrudnienia, inflacji, dynamiki PKB i płac realnych) w: Economics & Competition Policy No. 10, Katedra Mikroekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego, 2008 (R) · Labour Market Institutions in the Transition Countries of Europe and their Influence on Labour Market Performance (Instytucje rynku pracy w reformujących się krajach Europy i ich wpływ na wydajność rynku pracy) w: Danuta Kopycińska (red.) Labour Market Institutions (Economics & Competition Policy No. 6), Katedra Mikroekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego, 2006 (R) · Problem cypryjski w świetle starań Turcji o wejście do Unii Europejskiej w: Stosunki Międzynarodowe (International Relations) No. 1-2 t. 36/2008 (R) · Problemy globalnej dominacji USA w: Stosunki Międzynarodowe No. 3-4 t. 32/2005 (R) www.poczytaj.pl/index.php?sesja=&akcja=czytaj_wiecej&ksiazka=25848 · Terrorists Turned Into the Statesmen, or: Who is a Terrorist, and Who is Not? (Terroryści przemienieni w mężów stanu, albo: Kto jest terrorystą, a kto nie?) w: Stosunki Międzynarodowe, Nr 3-4, t. 28/2003 (R) www.ism.uw.edu.pl/sm28.php · Evolution of Lem's Visions of the Future (Ewolucja wizji przyszłości Lema) w: Acta Polonica Monashiensis Vol. 2 Nr 2 z roku 2003 (R) - Short Bibliography of Lem (Krótka bibliografia Lema) w: Acta Polonica Monashiensis Vol. 2 Nr 2 z roku 2003 (R) - www.acta-lemiana.prv.pl/ A jak nie, to czemu? Pozdr. :) Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Do Forda K 24.03.08, 19:24 Nie mam zielonego pojęcia. Jestem filologiem obcym - specjalność literaturoznawstwo. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Do Forda K 24.03.08, 19:28 A co w tym zlego, ze jestes filologiem? ;) Ja jestem np. lemologiem. Swoja droga, to jak wystapic o uznanie lemologii za samodzielna, samorzadna i pelnoprawna dyscypline alademicka w RP? Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Do Forda K 24.03.08, 19:30 Jestem dumny z tego, ze jestem filologiem!!! Ale na serio - nie mam kompetencji, zeby to ocenic. W moim "projekcie" liczy sie punktacja. Nijak nie potrafie "z glowy" wypunktowac tych czasopism. Jedynym pisarzem, ktory zasluzyl na wlasna "dziedzine" jest Shakespeare, a i tej "dziedziny" nie traktuje sie zbyt serio ;) Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Do Forda K 24.03.08, 19:50 1. Na twoim miejscu tez bylbym dumny. 2. Moze wiec politolodzy je "wypunktuja"? 3. Szekspir (malo kto wie, ze urodzony w Polsce jako "Sześcpirzak") byl dosc monotematyczny - Lem pisal zas i o Lesmianie, i o Lwowie i o Le Chateliera regule i o Leibniza monadach i jego wspanialej harmonii przedustawnej, Leninie (W.I.), Leonardzie da Vinci, Logice i Logistyce itp. itd. Wiec to zupelnie inna para kaloszy niz Sześcpirzak... Odpowiedz Link Zgłoś
skrzydelkowiec Re: Do Forda K 24.03.08, 23:05 nikt tego Panu nie powie, nie? to ja Panu powiem. ten dorobek na habilitacje? to, prosze Pana sie nie nadaje na assistant professor po 3 latach pracy. na przejscie z lecutrer A na lecturer B w UK. i zeby nie bylo ze ja tylko atakuje. zanalizujmy: Acta Polonica Monoashiensis? to sie na calym swiecie na nazywa Working Papers, prosze Pana i nie stanowi czesci dorobku zadnego szanujacego sie naukowca. Wissenschaftliches Verlag Trier? to pewnie jedno z setek wydawnictw niemieckich, klasyczne vanity press, zaplacisz - wydrukuja wszystko. do czego sie to liczy? do.... nie bede wulgarna. 2 razy publikacja wydana przez swiatowej slawy Katedre Mikroekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego. zart? nie: kolejne working papers - to ma byc ten miedzynarodowy dorobek, tak? Stosunki miedzynarodowe, rozumiem, to jest ten tour de force naszego forumowego giganta intelektualnego. to ma byc habilitacja? moglabym byc dosadna, ale nie bede, bo bym powiedziala ze to habilitacja z mitomanii co najwyzej. to nie jest habilitacja, prosze Pana. nawet gdyby pan pil wodke z cala CK, nikt tego panu nie przepchnalby. a jak pan nie wierzy, niech pan zapyta kogokolwiek o zdanie. i to nie mafia, prosze pana, pana dorobek naukowy jest znikomy. szczatkowy. niegodny uwagi. i tyle. i niech pan podziekuje fordowi.ka ze taki uprzejmy byl. ja mam serdecznie dosc tego mitomanstwa, megalomanii i wyzywania wszystkich. jeden lech keller, gwiazda swiatowej wszechnauki, gasi nas swoim blaskiem. i nie, nie ujawnie sie, nie pokaze swojego dorobku i nie bede z panem konkurowac. bo z takimi jak pan sie nie konkuruje. takich jak pan sie wysmiewa. pana nawet nie trzeba. pana mozna przygwodzic pana wlasnym dorobkiem. i niech sie pan teraz pieni. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Kompleksy skrzydelkowcow i dalatatow 24.03.08, 23:35 Pienic sie nie bede, bo nie ma powodu. Napisalem jaki mam dorobek, poniewaz sie go nie wstydze. Prosze podac wlasny, jesli jest az tak imponujacy. Moj jest jaki jest - pytanie bylo, co jeszcze potrzebuje do habilitacji. I jak by sie ktos pytal, to Assistant Professor potrzebuje tylko doktoratu (PhD), dopiero Associate Professor potrzebuje dorobku odpowiadajacego niemieckiej Habilitation. A konkretnie: 1) "Acta Polonica Monashiensis" to nie sa working papers. Pisalo w nich wielu uczonych wysokiej klasy z Polski i zagranicy. Prosze zajrzec na strone wkajt.republika.pl/acta/left.htm Jakos Piotr Krywak z Krakowa, Andrzej Stoff z Torunia (UMK, nie "Rydzyk"), Stanislaw Beres z Wroclawia, Antoni Smiszkiewicz z Poznania czy Franz Rottensteiner z Wiednia nie wstydzili sie nie tylko napisac do tych Act, ale tez i oglosic to publicznie na Internecie i nie tylko. 2) Za publikacje w Wissenschaftliches Verlag Trier nie zaplacilem ani grosza, wiec skad te bezpodstawne ataki? Jest to powazne wydawnictwo naukowe, wiec wulgaryzmy nie sa tu na miejscu. 3) Co zlego jest w publikwoaniu w "Stosunkach Miedzynarodowych"? tam publikuje czolowka polskich politologow, wiec? Chyba, ze znow chodzi tylko i wylacznie o to, aby mi znow dolozyc... 4) Katedra Mikroekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego jest jedna z niewielu w Polsce, ktora otrzymala spore dofinansowanie z Unii Europejskiej (Project LAMA - www.lama.edu.pl/). 5) Jaka wiarygodnoisc moze miec ktos, kto sie wstydzi poddac swoj dorobek pod publiczna ocene? Ktos, kto pisze bez elementarnej znajomosci polskiej ortografii i stylem jakby mial(a) IQ dobrze ponizej 100: "i nie, nie ujawnie sie, nie pokaze swojego dorobku i nie bede z panem konkurowac. bo z takimi jak pan sie nie konkuruje. takich jak pan sie wysmiewa. pana nawet nie trzeba. pana mozna przygwodzic pana wlasnym dorobkiem." A jaki dorobek maja ci, co sie tak ze mnie wysmiewaja? ZEROWY. Stad taka "skrzydelkowiec" i taki "dalatata" nigdy nie ujawnia nam swojego dorobku, i zaslugiwac bda tylko na litosc, jako iz chcieli zostac profesorami uniweryteckimi, ale nawet egazminu na studia nie zdali, stad teraz wyladowuja na mnie swoje frustracje... :( Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba skrzydelkowiec = moherfucker? 24.03.08, 23:48 Styl, a raczej jego brak, wydaje mnie sie zbyt podobny, abym sie mogl mylic... Pradopodobienstwo bledu szacuje tu na mniej niz 1%. Ciekawe, skad sie biora takie osobniki (bo ludzmi to ich raczej nazwac nie mozna), ktorzy biora chora satysfakcje z naublizania innym? Ja doskonale rozumiem, ze na ogol mieli oni trudne zycie, ale czy to jest wytlumaczenie dla az tak chamskiego zachowania? Odpowiedz Link Zgłoś
skrzydelkowiec Re: skrzydelkowiec = moherfucker? 24.03.08, 23:54 pudlo Panie Keller. pudlo. niech pan sobie nie pochlebia swoim 1 proc. bledu. i niech pan pokaze gdzie bylam chamska, panie Keller. zaoferowalam panu uczciwa ocene pana dorobku. to ze pan jej nie przyjmuje, nie zmienia oceny. chamski, panie Keller, jest na tym forum tylko pan. i teraz juz zegnam i oddaje sie mojemu ulubionemu obserwowaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: skrzydelkowiec = moherfucker? 25.03.08, 00:14 A wiec jednak trafilem. Takie natychmiastowe dementi to jest de facto potwierdzenie... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: skrzydelkowiec = moherfucker = dalatata? 24.03.08, 23:55 wiadomosci.onet.pl/1,15,11,41578538,113081297,4651056,0,forum.html forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=76381875&a=76814082 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=77029136&a=77086970 (czyzby byla doktorantem w The University of Pcim?) Odpowiedz Link Zgłoś
skrzydelkowiec Re: Kompleksy skrzydelkowcow i dalatatow 24.03.08, 23:50 z cala pewnoscia te acta to jest lista filadelfijska podwojna. impact factor tak wysoki ze nie sklasyfikowany, co? Panie Keller, takie 'czasopisma' to sa working papers, bez wzgledu kto w nich publikuje. to jest PR dla uniwersytetu, a nie zadne czasopismo naukowe. mamy pana slowo na to ze nie zaplacil, nie? powazne wydawnictwo? jakie to epokowe dziela w nim zostaly opublikowane? co do stosunkow miedzynarodowych to mowilam jedynie o ich miedzynarodowosci, nic wiecej. prosze sie nauczyc czytac ze zrozumieniem. a jak sie ma dofinansowanie do projektu z tym, ze ich working papers to working papers.z nierecenzowanymi tekstami ktore sie do niczego nie licza (bez wzgledu na ich jakosc). to ze pan uznal za stosowne sie ujawnic, to jest pana sprawa. i juz panu nie raz mowiono, ze nie ma pan zadnego prawa zadac tego od innych. to pan sie wystawil na publiczna ocene, pan ponosi tego konsekwencje. Pana dorobek, wedle dowolnych standardow, jest znikomy. i moze sobie pan trabic o kompleksach moich czy dalataty, one nie zmienia tego podstawowego faktu: pan nie masz dorobku. a moze jeszcze zapytam o te 3-4 teskty rocznie w dobrych czasopismach, ktorymi sie pan chwalil na forum kilkukrotnie. gdzie one sa panie keller? w pana snach, nie? frustracje panie Keller sa tylko pana. to pan masz dorobek znikomy, to pan masz literaturoznawczy doktorat z nauk politycznych. to pan nie znajdzie nigdy zadnego promotora w Polsce. i wie Pan co, po tym steku wyzwisk, po tych kublach pomyjow, ktore pan wylewa na wszystkich, ciesze sie. pan jest jednym z nielicznych osob, ktore potrafia zrobic z siebie wroga. koncze te wymiane. czesc piewsza tego postu jest obiektywna ocena pana dorobku. czesc druga, jest juz moim wpisem panu do sztambucha. zegnanm pana. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Kompleksy skrzydelkowcow i dalatatow 25.03.08, 00:13 1) Nie robmy z Listy Filadelfijskiej jakiejs wyroczni, jako iz: a) Pisma placa za ich umieszczenie i utrzymanie na tej liscie b) Odnosi sie ona glownie do tradycyjnej science (fizyka, chemia itp.). W naukach spolecznych nie jest ona reprezentatywna. 2) Working papers nazywaja sie working papers. Mam w nich sporo publikacji, ale ich nie podalem, wlasnie z tego wzgledu, ze to sa working papers. 3) Prosze zajrzec na strone intrnetowa VWT (www.wvttrier.de) to sie pani dowie, kto tam publikuje i co.. 4) "Stosunki Miedzynarodowe" sa uznanym w Europie pismem naukowym. Nie rozumiem wiec, skad te niestosowne komentarze... 5) Wydawnictwa LAMY sa recenzowane, i to czesto za granica. Prosze do nich zajrzec, zanim sie zacznie je wysmiewac... 5) Jezeli to, co przedstawilem to "zerowy dorobek", to prosze o definicje zera, bo moze ja inaczej rozumiem pojecia "zerowy", "znikomy" czy "zaden" niz pani... 6) I kto tu zieje wrecz agresja i nienawiscia? I co najciekawszwe, to to, ze nikt, kto tu kwestionuje moj dorobek nie odwazyl sie (jak dotad) przedstawic wlasnego. 7) A co do tych 3-4 tesktow rocznie w dobrych czasopismach, to jest to 100% prawda. Tyle, ze ja przedstawilem tu tylko dorobek wzglednie monotematyczny - publikacje z zakresu np. czystej lemologii, zarzadzania czy transportu nie podpadaja pod ta ew. habilitacje z politologii, wiec je po prostu pominalem w tym zestawieniu... 8) I mam szczera nadzieje, ze jak pani przejdzie ta frustracja to bedzie pani jednak wstyd... Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Do Zorby 25.03.08, 12:47 Zapytales, sie na swoje nieszczewscie, to ci odpowiem. W Pierwszej setce rankingu TES nie masz raczej czego szykac ze swym obecnym dorobkiem. WVT nie jest zlym wydawnictwem, ale tez nie jest tez oficyna z pierwszej, a raczej drugiej polki. Acta sa ciekawe, ale tez nie sa na Liscie Filadelfjskiej (no coz, trzeba bylo zaplacic za umiesczenie owych Act na LF). Wydawnictwa ze Szczecina licza sie raczej w drugiej lidze swiatowej, podobnie jak Stosunki Miedzynarodowe. To negatywy. Z pozytywow: poniewaz polskie uczelnie sa na szarym koncu swiatoiwych rankingow, to choc moze w takim UW czy UJ nie masz specjalnie czego szukac, ale reszta, to jest 99% polskich uczelni wyzszych stoi przed toba otworem (a przynajmniej powinna). Co do habilitacji: najlepsza w twej sytuacji bylaby tradycyjna rozprawa habilitacyjna (pisales juz cos na temat terroryzmu - to jest teraz na czasie, choc dosc niebezpieczne, wiec moze cos o Australii albo o Cyprze czy Turcji?). A jakbys chcial sie habilitiwac n$a podstawie artykulow, to moze jeszcze jakies 3-4 na tematy scisle ze stosunkow miedzynarodowych. Moze bys sprobowal cos oglosic na ten temat poza Polska, niekoniecznie od razu w pismach z gornej polki/LF. To takie moje sugestie. I pewnie nie bedzisz nimi zachwycony, ale sam mnie sprowokowales do tej odpowiedzi, wiec pretensje to miej raczej do siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Do Zorby - errata 25.03.08, 12:53 Spieszylem sie i popelilem bledy literowe. Jak sie czlowiek spieszy, to sie diabel cieszy. A wiec poprawiam: Zapytales, sie na swoje nieszczescie, to ci odpowiem. W Pierwszej setce rankingu TES nie masz raczej czego szukac ze swym obecnym dorobkiem naukowym. WVT nie jest zlym wydawnictwem, ale nie jest tez oficyna z pierwszej, a raczej drugiej polki. Acta sa ciekawe, ale tez nie sa na Liscie Filadelfjskiej (no coz, trzeba bylo zaplacic za umiesczenie owych Act na LF). Wydawnictwa ze Szczecina licza sie raczej w drugiej lidze swiatowej, podobnie jak Stosunki Miedzynarodowe. To negatywy. Z pozytywow: poniewaz polskie uczelnie sa na szarym koncu swiatowych rankingow, to choc moze w takim UW czy UJ nie masz specjalnie czego szukac, ale reszta, to jest 99% polskich uczelni wyzszych stoi przed toba otworem (a przynajmniej powinna). Co do habilitacji: najlepsza w twej sytuacji bylaby tradycyjna rozprawa habilitacyjna (pisales juz cos na temat terroryzmu - to jest teraz na czasie, choc dosc niebezpieczne, wiec moze cos o Australii albo o Cyprze czy Turcji?). A jakbys chcial sie habilitowac na podstawie artykulow, to moze jeszcze jakies 3-4 na tematy scisle ze stosunkow miedzynarodowych. Moze bys tez sprobowal cos oglosic na ten temat poza Polska, niekoniecznie od razu w pismach z gornej polki/LF. To takie moje sugestie. I pewnie nie bedzisz nimi zachwycony, ale sam mnie sprowokowales do tej odpowiedzi, wiec pretensje to miej raczej do siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Do Zorby - errata do erraty 25.03.08, 12:56 I znow diabel wlazl mi w klawiature. Spieszylem sie i popelnilem bledy literowe. Jak sie czlowiek spieszy, to sie diabel cieszy. A wiec ZNOW poprawiam: Zapytales, sie na swoje nieszczescie, to ci odpowiem. W Pierwszej setce rankingu TES nie masz raczej czego szukac ze swym obecnym dorobkiem naukowym. WVT nie jest zlym wydawnictwem, ale nie jest tez oficyna z pierwszej, a raczej drugiej polki. Acta sa ciekawe, ale tez nie sa na Liscie Filadelfjskiej (no coz, trzeba bylo zaplacic za umiesczenie owych Act na LF). Wydawnictwa ze Szczecina licza sie raczej w drugiej lidze swiatowej, podobnie jak Stosunki Miedzynarodowe. To negatywy. Z pozytywow: poniewaz polskie uczelnie sa na szarym koncu swiatowych rankingow, to choc moze w takim UW czy UJ nie masz specjalnie czego szukac, ale reszta, to jest 99% polskich uczelni wyzszych stoi przed toba otworem (a przynajmniej powinna). Co do habilitacji: najlepsza w twej sytuacji bylaby tradycyjna rozprawa habilitacyjna (pisales juz cos na temat terroryzmu - to jest teraz na czasie, choc dosc niebezpieczne, wiec moze cos o Australii albo o Cyprze czy Turcji?). A jakbys chcial sie habilitowac na podstawie artykulow, to moze jeszcze jakies 3-4 na tematy scisle ze stosunkow miedzynarodowych. Moze bys tez sprobowal cos oglosic na ten temat poza Polska, niekoniecznie od razu w pismach z gornej polki/LF. To takie moje sugestie. I pewnie nie bedzisz nimi zachwycony, ale sam mnie sprowokowales do tej odpowiedzi, wiec pretensje to miej raczej do siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:53 ale ja nie mowie o zadnej brakterskiej pomocy. ja mowie o tym, ze jak mi polski uniwerek przysle propozycje napisania recenzji dorobku za 100 zlotych, to ja to napisze bez problemu. bo to jest stawka wyzsza niz mi sie tu oferuje. pisanie recenzji jest normalna czescia mojej pracy. i nie ma sie co unosic honorem i wiekami..... ja sie do punktow juz odnioslem. wedle mnie to jest zbyt mechaniczne, ale dorobek skladajacy sie z publikacji tylko w polskich czasopismach jest wedle mnie problematyczny. podobnie jak nagla odmiana kwartalnika neofilologicznego, w ktorym nadal recenzencie beda z towarzystwa wzajemnej adoracji. do publish or perish nam jeszcze bardzo daleko. natomiast ja akceputje problem, ze nagle wprowadzenie standardwo miedzynarodowych moze doprowadzic do kompletnej zapasci. ludzie kotrzy poruszaja siemalym fiatem nie moga sie przesiasc do ferrari. jednak docelowo ja nie widze innej mozliwosci. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata PS 24.03.08, 19:59 mialo byc za 1000 zl. :-) ale za mniej troche tez moge. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 23:49 A jak bez braterskiej pomocy zalatwic te 20.000 recenzji doktoratow co roku? Skala, panie kochany, skala. Przy calej mojej wierze w jakosc nauki w Hong Kongu i Singapurze razem wzietych, to tyle konkursow profesorskich to oni nie organizuja. Nawet przerzucenie do nich Jasnej Gory wiele tu nie zmieni. Na dodatek stosunek Brytyjczykow do dawnych kolonii jest jednak nieco inny niz do Europy Dalekowschodniej (nawet amazon.co.uk nie uwaza, ze Polska lezy w Europie, radze zajrzec do kosztow wysylki ;) Ja tak delikatnie chcialem dac do zrozumienia, ze nie wszyscy sa tacy do przodu i miedzynarodowi i w standardach i konktakty. Inaczej niz edukacja sie tu nie da. Mamy do czynienia ze spolecznoscia, ktora nie lubi sie uczyc, wiec lagodny przymus jest wskazany. Oczywiscie, ze dorobek w polskich pismach jest problematyczny, ale to nie znaczy, ze Acta Polonica Monashiensis zaraz gwarantuja gwaltowny wzrost poziomu. A przeciez zagraniczne! Po angielsku! Nikt nie mowi o "naglej odmianie" jakiegokolwiek pisma. Zagranicznych naukowcow mozna przeciez zaprosic do rady naukowej - przeczytaja kilka numerow, potraktuja to jako osmieszanie wlasnego nazwiska i albo odejda, albo (co bym wolal) wywala redakcje w calosci, zrobi sie szum na cala Polske (reszta swiata nie ma tu wiekszego znaczenia) i nastepna zacznie sie bardziej starac. Oczywiscie, musi byc warto. Bo czy cos sie u nas zmieni, jak wszyscy biolodzy zaczna od jutra wysylac swoje artykuly do Nature? Nawet poczta polska nie zarobi, bo zrobia to e-mailem, a artykuly (o ile w ogole sie ukaza...) i tak trafia do Zeszytow Naukowych czegostam. Tyle ze po jakims czasie i (co daj Boze) z poprawkami wynikajacymi z negatywnych recenzji. Magistranci a nawet doktoranci profesora, ktory zyje w XIX wieku, nie za bardzo maja sie skad dowiedziec, jakie sa te swiatowe standardy (prosze mi oszczedzic uwag, ze trzeba byc slepym, zeby ich nie zobaczyc, nie trzeba) i jak maja nawiazac kontakty (zreszta doktorantom nie daje sie kasy nawet na konferencje krajowe, to gdzie je maja nawiazywac...), skoro sami zadnych nie maja. To, co proponuje, to lekkie i stopniowe podciaganie i przyuczanie. Inaczej sie nie da, a ja przynajmniej nie wierze. Na razie nie ma nawet swiadomosci, ze upublicznianie swojego dorobku ma jakikolwiek sens. Wiem, co mowie, pewnego dnia odkrylem, ze jestem jedynym pracownikiem swojej jednostki (ponad 100 osob) ktory w miare regularnie uzupelnia baze bibliograficzna uczelni o swoje prace. Nie zebym jakos szczegolnie duzo robil, reszcie nie przyszlo to do glowy, wiekszosc pewnie nawet nie wie, ze taka baza istnieje. Zreszta nie wierze, ze wszyscy naukowcy w USA publikuja w pismach z pierwszej ligi. Sa tacy, co publikuja i maja IF itd i tacy, co publikuja tam i sam i jest im dobrze w Eastern Omaha State University. Najkrocej mowiac, gdyby wszyscy naukowcy na Zachodzie tworzyli wylacznie artykuly z gornej polki, to ten swiat jednak troche inaczej by wygladal, wiec moze nie oczekujmy tego od razu od wszystkich naukowcow i naukawcow w Polsce. Wniosek - nie wierze, ze polscy naukowcy sa jakos szczegolnie zli i zdemoralizowani. Z mojego doswiadczenia wynika raczej, ze niewielka czesc (przede wszystkim ta ktora z roznych przyczyn jest zmuszona do stalej wspolpracy z zagranica) ma w ogole swiadomosc istnienia innych standardow wykraczajaca poza mysl, ze takie moga istniec. Tak jak jest, jest im wygodnie, wiec beda walczyc o zachowanie status quo, ale nie roznia sie pod tym wzgledem od wszystkich innych korporacji. Zmiany musza sie zaczac od upowszechnienia wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Acta Polonica Monashiensis 25.03.08, 00:21 Prosze wyjasnic skad te wysmiewanie pisma Acta Polonica Monashiensis? Ukazywaly sie one na porzadnym australijskim research university, byly recenzowane (artyluly po angielsku w Australii, a po polsku w Polsce) i mozna je przeczytac na Internecie pod adrsem: wkajt.republika.pl/acta/left.htm i stwierdzic, co one sa warte, zanim sie je zacznie wysmiewac z tego tylko powodu, ze zawieraja one moje artykuly... Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Acta Polonica Monashiensis 25.03.08, 00:32 Tylko prosze o odrobine kultury i nie potepianie w czambul tylko dla tego, ze to o Lemie... Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 01:00 fordzie.ka. ale my nie mowimy o doktoratach. mowimy o ocenie dorobku na poziomie habilitacje. a zatem o 1000 recenzentow w skali roku. bez przesady, to sie da zrobic. szczegolnie ze to kwestia kilku na jednostke, we wszystkich dziedzinach nauki. spoko. na jedna tylko NCA w USA przyjedza ok 10 tysiecy naukowcow, z ktorych polowa moze recenzowac habilitacje (sa albo profesorami albo associate professors). stara mi sie pan udowodnic, ze czegos sie nie da zrobic, a ja mowie Panu ze to sie dzieje! na jakiej podstawie sadzi Pan ze nie znajdzie Pan 3 recezentow do habilitacji ktore w ciagu roku ma panski wydzial? nie ma pan zadnych podstaw zeby stweridzic ze sie nie da. i, prosze pozwolic na przytczka, o tym, jak to sie nie da w Polsce slysze na co dzien, kiedy proponuje przeprowadzanie wspolnych badan. nie da sie, nic sie kurde nie da. a probowales? nie - bo przeciez sie nie da. mnie bardzo nie odpowiada ten dyskurs 'nie da sie' i ja oczywiscie nie mowie o czasopismach lokalnych, z zasiegiem typu trzy wydzialy. my wszyscy wiemy jakie sa dobre czasopisma w naszej dziediznie. nie potrzebujemy zadnej punktacji. Pan wie ze Discourse and society to jest dobre, a Jezyk Polski jest nieciekawy. i jesli chce Pan zmienic poslkie czasopisma - super. tyle ze ona musza byc internationally refereed. ja jestem daleki od stwierdzenia ze wszystko po angieslku jest dobre. nie jest. natomiast mnie przeraza publikowanie 'rodzinne'. wszyscy wszystkich znaja, nikt nic nowego nie wymysla. nie trzeba sie nawet spocic. a czy cos sie zmieni jak Polacy zaczna wysylac do Nature? oj tak. zaczna sie liczyc w biologii swiatowej, nawet jesli jeden tekst na 100 przejdzie. natomiast ja akceptuje calkowicie problem skokowosci zmiany. i ewolucji. dlatego mowie o problemie przejsica z malucha do ferrari - smierc. tyle ze ja mam wrazenie, ze tak bedziemy jeszcze ze 30 lat ewoluowac....bo jezcze nie jestesmy gotowi. to powinna byc kwestia stweridzenia: za 3 lata wprowadzamy taki system. w ciagu pierwszych 2 lat system jest mieszany, a za 5 lat obowiazuja nas standardy miedzynarodowe. chcesz byc profesorem, musisz byc profesorem z dorobkiem, ktory ci da profesure na przecietnym uniwersytecie na swiecie (powtarzam: przecietnym). niekoniecznie w Oxfordzie, ale nawet w takim Nottingham trent, w ulster, w Loughbrough. mozna tez to wprowadzic dla wszystkich ponizej 40tki, albo dla dokotrow ktoryz sie dokotryzowali w ciagu ostatnich 2 lat....nie wiem, jednak mowienie ze bedziemy ewoluowac nie zalatwia niczego. ja tez mysle ze sa na ukowcy w East Omaha state, ktorzy publikuja w acta neofilologica omahaniensis....tyle ze oni nigdy nie beda profesorami. moze sa niezlymi dydaktykami i produkuja nauczycieli dla lokalnych szkol. i super. ale nikt nie udaje ze to sa wybitni naukowcy. w Polsce z kolei, sa polonisci ktorzy nie mowia w zadnym jezyku poza macierzystym (ze slabym rosyjskim), nie wysciubili nosa poza swoje wojewodztwo i oni oceniaja dorobek profesorski ludzi, ktorzy publikuja na swiecie. i uwalaja asystentow, kotrzy publikuja w owym D&S. widzialem to z bliska i poczulem na wlasnej skorze. czy to jest demoralizacja? zdecydowanie tak! no. to odpowiedzialem :-) Odpowiedz Link Zgłoś
senlect W East Omaha tez sa profesory 25.03.08, 10:23 dalatata napisał: ja tez mysle ze sa naukowcy w East Omaha state, ktorzy publikuja w acta neofilologica omahaniensis....tyle ze oni nigdy nie beda profesorami. Drogi dalatato. W East Omaha State (z duzej litery) - nie wiem University czy College, sa naukowcy, co sam raczyles przyznac. I moga miec oni swoje pismo zwane Acta Neofilologica Omahaniensis (tez z duzych liter, jakby sie kto pytal), czemu nie, i w nim sobie publikowac. I, co ciekawsze, to zostana oni profesorami, tyle ze najprawdopodniej w tym swoim East Omaha State, a nie np. na Harvardzie, Yale czy innym MIT, albowiem, w odroznieniu od Najjasniejszej RP Polskiej, w takim USA to panuje straszny balagan, i nie ma tam ani habilitacji ani dozywotnich profesur nadawnych przez Glowe Panstwa (Prezydenta USA). Stad radze Ci omijac te USA z daleka, bowiem tam nikt nie bedzie twoja habilitacja zainteresowany, a, co gorsza, nigdy nie dostaniesz tam dozywotniej prezydenckiej nominacji na pelnego profesora. Zycze Ci wiec sukcesow w (na?) twojej uczelni, gdzie twa habilitacja sie liczy, i to bardzo, i gdzie masz wciaz szanse, jako dr hab., otrzymac dozywotnia profesorska nominacje od Pana Prezysenta RP, prof. dr hab. L. Kaczynskiego. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: W East Omaha tez sa profesory 25.03.08, 10:57 rzeczywiscie, z duzej litery. ale do rzeczy senlect: po co tne protekcjonalny ton? pisalem na forum to, ze jestem profesorem na uczelni brytyjskiej i z tej pozycji mowie. nie kogos, kto nigdy nie wysciubil nosa poza wojewodztwo. zmienia to perspektywe, czyz nie? habilitacje publikowaelm w Sage - wiec daruj mi protekcjonalna wypowiedz ze nikt sie nia zainteresuje: nie wiesz tego. oszczedz mi tez tego protekcjonalnego tonu o tym, zeby USA omijac. nie wiem jak ty sobie radzisz na swiecie, ja nie narzekam, jednak masz tylko moje slowo na to (za kazdym razem kusi mnie, zeby to udowodnic.....ale dam sobie spokoj) mam poczucie deja vu mowiac po raz kolejny ze ocena dorobku na tenure jest ludzaco podobna do naszej habilitacji - tyle ze bez rozprawy. tu juz o tym byla mowa. tyle ze lubimy cytowac amerykanski system jakos wygodnie nam jest jednak zapominac o tym fakcie. co wiecej owa amerykanska 'habilitacja' jest duzo ostrzejsza niz polska. a co do dozywotnich profesur, to prosze pokaz mi ow amerykanski uniwerystet, w ktorym full profesor nie ma stalego kontraktu. bo w UK takiego nie ma. profesury sa dozywotnie, tyle ze nie nazywaja sie tak. a dlatego, zeby taki profsor, juz ze znaczacym dorobkiem mogl sie poswiecic wychowaniu uczniow, administracji, dzialanosci oranizacyjnej. a profesure od glowy panstwa (na oko bylem najmlodszy na sali) tez juz mam, taka drobnostka. jak dla mnie dosc mily polski koloryt, ktory nalezaloby zachowac, gdyby nie nierzetelnosc calej instytucji. wiec jeszcze raz: prosze, daruj sobie protekcjonalny ton. nie masz pojecia z kim mowisz. i byc moze moj dorobek miedzynarodowy przy twoim blednie, a ja do ciebie moglbym mowic 'guru'. a byc moze, tak tyko byc moze, mogloby byc odwrotnie. istnieje taka, niezwykle mala, ale jednak mozliwosc, czyz nie? Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: W East Omaha tez sa profesory 25.03.08, 11:21 Prosze Szanownego Pana Profesora - moj nieco protekcjonalny ton wynika z tego, ze nie odroznia Szanowny Pan Profesor stosunku cywilnoprawnego (umowa o prace, chocby nawet bezterminowa) od dozywotniego mianowania na panstwowe stanowisko. Umowa cywilnoprawna (czym jest tzw. tenure) jest dobrowolna umowa miedzy praownikiem (profesorem) a uczelnia (pracodawca) i moze byc ona w kazdej chwili rozwiazana przez pracodawce, nawet bez winy pracownika. Taki profesor z tenure otrzyma po prostu jakies odszkodowanie (np. kilka pensji i piekna opinie na kredowym papierze z Wielka Pieczecia) i powiedza mu uprzejmie, aby zabral swe rzeczy i sie wiecej na uczelni nie pokazywal. Zas mianowanie na dozywotnia belwederska profesure, o ktorej marzy kazdy polski dr, a szczegolnie hab., moze byc anulowane chyba tylko wtedy, gdy ow dozywotni profesor belwedwerski popelni jakies powazne przestepstwo, za ktore pojdzie za kratki na ponad rok. Ale, jak widze, polscy profesorowie nie za barzo rozumieja te subtelne roznice, mimo ze owe roznice ich jak najbardziej dotycza. Pozdrawiam wiec Pana prof. zw. dr hab. Dalatate, i zycze Mu dalszych sukcesow na jego Wysokiej Uczelni. Moze nam tylko Sanowny Pan Profesor zdradzic, czy jest ona na rankingu TES i jesli tak, to w okolicach ktorego miejsca (z dokladnoscia do 20-25, aby nie bylo za latwo znalezc Szan. P. Prof. zw. dr hab.). Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 10:32 Z ciekawosci poszukalem te East Omaha, i znalazlem University of Nebraska (www.unomaha.edu/main.php). Jest on 91 w rankingu Best National Universities: 1. Princeton University 2. Harvard University 3. Yale University 64. University of Iowa 85. Iowa State University 91. University of Nebraska- Lincoln ale juz 42 w Best U.S. Public Universities: 1. University of California- Berkeley 2. University of Virginia 3. University of California-Los Angeles 24. University of Iowa 38. Iowa State University 42. University of Nebraska- Lincoln Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 10:38 www.topuniversities.com/worlduniversityrankings/results/2007/overall_rankings/top_400_universities/ THES - QS World University Rankings 2007 - Top 400 Universities 43 MONASH University Australia 331 JAGIELLONIAN University Poland 345 WARSAW University Poland 371 WARSAW University of Technology Poland (Zadnej Omahy na tej liscie nie znalazlem, ale moze zle szukalem) Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis - more 25.03.08, 11:05 Nasz (Srodkowoeuropejski) region w rankingu THES - QS World University Rankings 2007 - Top 400 Universities (43 MONASH University Australia) 60 HEIDELBERG University Germany 65 Ludwig-Maximilians-Universität München Germany 67 Technische Universität MÜNCHEN Germany 126 HUMBOLDT-Universität zu Berlin Germany 142 Universität TÜBINGEN Germany 144 Universität FREIBURG Germany 146 Freie Universität BERLIN Germany 165 Universität STUTTGART Germany 168 Universität GÖTTINGEN Germany 171 Universität KARLSRUHE Germany 182 Rheinisch-Westfälische Technische Hochsc Germany 203 Technische Universität BERLIN Germany 209 Universität FRANKFURT am Main Germany 216 Universität HAMBURG Germany 231 Lomonosov MOSCOW STATE University Russia 243 Technische Universität DRESDEN Germany 263 Universität ULM German 239 Technische Universität DARMSTADT Germany 239 SAINT-PETERSBURG State University Russia 270 Universität ERLANGEN-NÜRNBERG Germany 270 Universität WÜRZBURG Germany 276 Rheinische Friedrich-Wilhelms-Universität Germany 290 CHARLES University Czech Republic 292 Universität LEIPZIG Germany 297 Universität BAYREUTH Germany 311 Universität KONSTANZ Germany 312 Universität DÜSSELDORF Germany 312 Universität BIELEFELD Germany 316 Universität JENA Germany 319 University of Cologne Germany 327 WHU Otto Beisheim School of Management Germany 330 Johannes Gutenberg University MAINZ Germany 331 JAGIELLONIAN University Poland 333 Ruhr-Universität BOCHUM Germany 339 University of MÜNSTER Germany 341 Universität MARBURG Germany 345 SAARLAND University Germany 345 WARSAW University Poland 364 Universität BREMEN Germany 378 Universität REGENSBURG Germany 383 Technische Universität BRAUNSCHWEIG Germany 383 Leibniz Universität HANNOVER Germany 388 Christian-Albrechts-Universität zu KIEL Germany 392 Universität MANNHEIM Germany 396 Martin-Luther-Universität HALLE-WITTENBERG Germany 371 WARSAW University of Technology Poland Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Acta Neofilologica Omahaniensis - more 25.03.08, 11:10 taaaaaaa. i ten Monash....nigdy nie kwesitonowalem pozycji Monash, ani dokotratu z tej uczelni, mrzorba.... Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis - more 25.03.08, 11:27 Nie wiem co ma Pan do Zorby, ale wydaje mi sie, ze tu sie spory kubel z pomyjami wylal na jego glowe. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 10:45 Ło Dżizas... Ja tę Omahe wymyśliłem, jako przykład uniwersytetu o którym nikt nigdy nie słyszał. A chodziło mi o to, że ta dyskusja skręca w kosmos naszych narodowych kompleksów. Musimy być najlepsi na świecie i to wszyscy i natychmiast. Musimy publikować wyłącznie w najlepszych czasopismach. Wszyscy co nie potrafią jeździć jak Kubica, do gazu! Nauka to jest szeroka rzeka i jest tu miejsce dla Uniwersytetu w Białymstoku i dla Yale, dla Acta Pcimiensa i Nature, bo musi być jakas skala i stopniowanie. Ile procent naukowców na świecie publikuje w pismach z listy filadelfijskiej? 100% czy 5%? To może spróbujmy dociągnąc do średniej światowej a nie opowiadajmy tu pierdół. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:07 rozumiem ze te pierdoly to do mnie.... moze i to pierdoly. jakos jednak sadze ze w czasopismach z LF publikuje wiecej niz 5 proc. tak na oko to ja bym powiedzial 30-40, moze wiecej (sadzac z anegdytnego rozgladniecia sie wokolo). i ja juz powiezdialem: to nie idzie o to, zeby wszyscy. jesli chcesz byc profesorem, to jest konieczne. jesli chcesz byc adiunktem do konca zycia i skupic sie na dydaktyce, do kitu ci to potrzebne. ale moze to i pierdoly. tak czy owak dziekuje za mila dyskusje.... odmeldowuje sie na inne watki.... Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:26 O ile znam polskie uklady, to jak ktos nie zrobi Habilitation, a jest dobrym dydaktykiem, to zostaje st. wykl. Albowiem tacy sa tez potrzebni. Lepszy dobry wykladowca niz marny adunkt. Tak sobie mysle. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:09 Alez ja sie znam na zartach. Tylko sobie tak dla ciekawosci zaspokojenia poszukalem, jak dobre moga byc takie Acta np. Psychologica czy Necrologica MONASHIENSIS... Wyszlo mi, ze jakby nieco wyzej niz podobne Jagielloniensis czy Varsoviensis. I nic poza tym na mysli nie mialem. Naprawde. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:00 i wlasnie dlatego mowilismy o East Omaha Univ. bo takiego nie ma. rownie dobrze moglismy mowic o Shitwater Univ. to przyklad. i tak nawiasem mowiac, ja bardzo watpie czy ci ludzie pubikujacy w acta shitwateriensis zostana profesorami. bardzo watpie. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:23 Zostana profesorami, ale w owej Zasr.nej Wodzie Uni (pardon my French). Podejrzewam, ze te drugorzedne amerykanskie uczelnie wyzsze sa na poziomie nie gorszym niz ponad 90% polskich wyzszych uczelni, z ich kadra prof. zw. dr hab. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:30 Tyle ze ta debata wyszla od tego, zeby ulatwic zostawanie profesorem w Zasranej Wodzie, Zielonej Gorze, Bialym Stoku, Bielsku Bialej i innych centrach swiatowej nauki. Ja tu ciagle probuje mowic o wyznaczeniu sensownej dolnej granicy, minimum. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:41 Mila pani Ford K. Taka subtelna a udouchowiona Niewiasta jak Pani, a takie slowa uzywa, na widok ktorych ja, stary zbereznik, bywalec domow niezbyt prywatnych w wiekszosci portow swiata, sie rumieni i oczka skromnie spuszcza? Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 12:35 Z niejaka przykroscia stwierdzam, ze plec zmienia mi serwer gazety (bo nick konczy sie na -a ;) Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 12:55 Jeszcze parę dni temu wszyscy tu chcieli naprawiać naukę polską, a teraz starczy im, jak naprawią serwer. Zorba nie ma problemów z habilitacją (na razie) ma problem z nostryfikacją doktoratu. Sugeruje jednak przeczytanie choć pobieżne dyskusji ;) Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 13:02 Chyba masz racje. Ale watek ma kilkset postow, a serwery Wyborczej chodza bardzo wolno i wciaz trace z nimi lacznosc - z innymi serwerami nie mam takich klopotow, wuec to nie moj "prowajder" winny a raczej marny stan finansow Pana Michnika, ktory nakazuje mu wyzbywanie sie serwerow aby bylo z czego oplacic biezace rachunki. Pozdrawiam wiec. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Nostryfikacja 25.03.08, 13:05 Tak z ciekawosci - jak ktos obecnie nostryfikuje swoj PhD z, powiedzmy, USA czy Kanady, w W. Brytanii czy Niemczech, to czy taka "unijna" nostryfikacja jest wazna w Polsce? To by chyba rozwiazalo problemy takich jak zorba. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:11 Jako ciekawskie bydlę (czyli naukowiec) przeprowadziłem eksperyment. Sprawdziłem w bazie bibliograficznej UW jak tam stoi warszawska nauka z punktu widzenia listy filadelfijskiej. Wzialem dane z roku 2005 - jesli ktos cos wydal, to juz chyba wprowadzil do bazy, zeby nie bylo ze dane nieaktualne. Cale UW ma 959 publikacji w pismach z LF. W tym (kilka wybranych wydzialow): Fizyka 379 Chemia 280 Matematyka 151 Biologia 81 Psychologia 16 Ekonomia 7 Neofilologia 3 Historia 2 Prawo 1 Polonistyka 0 I tak sie zastanawiam: co wlasciwie z tego wynika poza tym, ze Lista Filadelfijska obejmuje wszystkie wazniejsze pisma z nauk scislych, a z reszty nie za wyjatkiem najbogatszych jak Harvard Reviews? Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 13:28 1. Probka niezbyt reprezentacyjna. 2. Potwierdza siejednak, ze ze Lista Filadelfijska obejmuje wszystkie wazniejsze pisma z nauk scislych, a z reszty nie, za wyjatkiem najbogatszych jak Harvard Reviews. 3. Moze wiesz, ile LF bierze za umiesczenie na swych lamach? Bo mam taki biznes plan. Bierzemy pozyczke z banku, zakladamy pismo naukowe, np. Acta Humanistica Poloniensis albo Warsaw Review of Social Sciences, umieszczamy ja (za stosowna oplata) na LF i pobieramy skromne oplaty za uzyczenie naszych lamow. Oczywiscie, jesli artykul jest bezspornym plagiatem, to odrzucamy i bierzemy extra fees za poprawki stylistyczne i merytoryczne (bylby to oczywiscie refereed journal, tyle, ze taki, co to nikogo, kto nie jest plagiatorem, nie odrzuca, tylko pobiera stosowne oplaty za doprowadzenie artykulu do stanu nadajacego sie do publikacji). Mysle, ze to byloby fair: dobry artykul nie mial by trudnosci z publikacja, a na zlym dobrze bysmy zarobili. Skrobnij wiec laskawie na senlect@.gazeta.pl jak cie ten biznes plan interesuje. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 13:36 > 1. Probka niezbyt reprezentacyjna. Sprawdzalem (bo sam nie moglem uwierzyc) na innych latach. Skala sie nie zmienia. Fizyka czasami przekracza 40% ale nigdy nie schodzi ponizej 30%. > 3. Moze wiesz, ile LF bierze za umiesczenie na swych lamach? Bo mam taki biznes plan. Bierzemy pozyczke z banku, zakladamy pismo naukowe, np. Acta Humanistica Poloniensis albo Warsaw Review of Social Sciences, umieszczamy ja (za stosowna oplata) na LF i pobieramy skromne oplaty za uzyczenie naszych lamow. Ktos to juz probowal (chyba ze Slaska) i nic nie wyszlo - zdaje sie, ze nie tylko kasa jest warunkiem. Najpierw trzeba stworzyc czasopismo, utrzymac je przez kilka lat tak, zeby mialo impact (czyli zeby cytowano publikowane w nim artykuly w pismach, ktore juz sa na LF i to w miare szybko), a potem dopiero wolno zaplacic i dolaczyc do listy. Gdyby bylo latwo, to lista obejmowalaby juz z milion takich czasopism zalozonych dla kasy ;) Kolega chyba malo wie o nauce - wiekszosc pism z nauk scislych i przyrodniczych (takze z LF ale nie tylko) od zawsze pobiera (nie zawsze skromne) oplaty za zlozenie tekstu do druku, redakcje, recenzje itd ;) Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 19:09 1. Wiem o tym, ze pisma tzw. naukowe coraz czesciej zeruja na naukowcach i nie tylko, ze im nie wyplacaja honorariow, ale wrecz biora oplaty za publikacje. Innymi slowy: zachowuja sie jak te panienki niezbyt ciezkich obyczajow, co tez biora z gory za swe uslugi. Oto do czego prowadzi wolny rynek. 2. Coz wiec latwiejszego jak wykupic (take over) istniejace pismo z LF, zarzadzac nim z zagranicy za pomoca anonimowych figurantow (tzw. nominees) i w ten sposob zaczac kontrolowac nauke. Zacznijmy od jednego pisma, a pozniej mozemy zaczac kontrolowac cala dyscypline, np. ekonomie albo nauki polityczne, a jak ktos chce, to tez i np. tzw. fizyke superstrun czy biologie od komorek macierzystych albo klonowanie. I wtedy wylansujemy polska nauke. Uwazam, ze polski rzad powinien nam dac na to tzw. seed capital (kapital zalazkowy). Czekam na majla. Odpowiedz Link Zgłoś
skrzydelkowiec Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 19:57 Panie Keller, z cala pewoscia rzad polski nie moze sie doczekac na to, zeby Panu dac ten kapital. z kolei kupienie pisma przez taka znamienita osobistosc naukowa (pulikujaca na przyklad w ActaPolonica Monashiensis, ktore nie sa na LF, bo forsy zabraklo - usmialam sie serdecznie, jak to przeczytalam) jak Pan, bedzie blahostka po prostu. Beda sie w kolejce ustawiac, wolajac: Lech, Lech, wez nas, nas!!! Proponuje od razu nowa nazwe: Journal of Grandiosity and Delusions? Pardon: International Journal fo Grandiosity and Delusions. Intergalactic? a tak w ogole to prawda w oczy kole, nie? nie wytrzymal Pan, musial jednak Pan zrobic swoja wlasna ocene swojego dorobku. Czesto Pan ze soba gada? a to wydawnictwo z drugiej polki - tu tez peklam ze smiechu - chyba z drugiej od dolu! liczac od pierwszego pietra do piwnicy! a Stosunki Miedzynarodowe jako druga liga swiatowa? na ktorym to ze swiatow rownoleglych, Panie Keller? Odpowiedz Link Zgłoś
komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 20:05 senlect, ty tak poważnie, czy tylko prowokujesz? Bo jeśli to ma być poważne, to jest tak głupie, że nie wiadomo, czy warto odpowiadać. Pozujesz na znawcę, a ujawniasz tylko, że jesteś outsiderem i ignorantem. Ale po kolei. Międzynarodowe pisma naukowe NIGDY nie płaciły autorom (ani recenzentom) honorariów. Od bardzo dawna natomiast pobierały opłaty za publikację, według ustalonych stawek (to się nazywało "page charge"). Oczywiście najpierw praca musiała zostać zaakceptowana przez recenzentów, bez ich aprobaty nie wydrukowałbyś artykułu za żadne pieniądze. Można było zostać zwolnionym od takiej opłaty, ale wtedy artykuł był kierowany do innej kolejki i czekał na druk znacznie dłużej (w przypadku mojej pierwszej publikacji - ponad dwa lata zamiast typowego pół roku). Dopiero w ciągu ostatnich kilkunastu lat ten zwyczaj wygasł i już prawie wszystkie czasopisma fizyczne drukują za darmo (odbijają sobie tę stratę wysokimi cenami prenumeraty). Płacenie honorariów autorom i recenzentom za prace "naukowe" było specyfiką wschodnioeuropejskiego zaścianka. W USA i Europie honoriaria dostawało się tylko od czasopism komercyjnych, takich jak "Scientific American", ale te publikacje nie liczyły się nigdy do dorobku badawczego. Twój drugi pomysł jest jeszcze głupszy. Nikt nie sprzeda pisma o dobrej reputacji - a jeśli już, to za takie pieniądze, że stać będzie na to tylko super-koncern w rodzaju Springera. Jeśli jakiekolwiek pismo zostałoby kupione tylko w celu wykorzystania jego dobrej opinii przez cwaniaków-nieudaczników, to błyskawicznie straciłoby tę opinię i stało się bezużyteczne. Mógłbyś "kontrolować" tylko swój mięsień-zwieracz. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 22:39 Pisze pol zartem pol serio. Komercjalizacja jest dzis wszedzie, od reklam nie uciekniesz nawet na tym forum. I ja znacznie lepiej wiem jak ten system pracuje, bowiem bylem pracownikiem administracji uniwersyteckiej: zarowno instytucji pasntwowych i prywatnych (na tzw. Zachodzie) i wiem stad doskonale, ze obecnie, po upadku tzw. realnego scjalizmu w b. bloku sowwieckim, na wyzszych uczelniach calego swiata liczy sie tylko i wylacznie pieniadz. O ile pamietam, to w PRLu dostawalem honoraria za publikacje w pismach naukowych. Nie wiem jak to bylo przed rokiem 1980tym na Zachodzie, bo wtedy tam nie publikowalem. A jak zaczalem tam na Zachodzie publikowac, to juz mi nic nie placili, ale tez nigdy nie musialem za publikacje placic. I wcale nie uwazam, ze placenie honorariow za artykuly w naukowych pismach bylo czyms zlym - wrecz przeciwnie, to byl bardzo dobry zwyczaj, jako iz autor nie czul sie, ze placi za opublikowanie wynikow jego pracy. To, co sie dzis dzieje na Zachodzie w pismach naukowych to jest wrecz skandal - zachowuja sie one jak prostytutki, wymagajace zaplaty z gory za swiadczone uslugi. Ich redaktorzy to wiec nic innego jak sutenerzy i alfonsy. I nie badz taki ordynarnie chamski - poniewaz w kapitalizmie wolnorynkowym liczy sie tylko i wylacznie pieniadz, to ja bede oferowac uslugi polegajace na zatrudnieniu "scientific ghost writers", ktorzy za odpowiednia oplata wyprodukuja wysokiej jakosci artykul, ktory zostanie opublikowany w moim pismie. Stad bedzie ono mialo jeszcze wyzsza opinie, niz przed jego przejeciem przez moja firme. I nikt mi niczego nie udowodni, bowiem ja bede pobieral tylko oplaty za uslugi edytorskie, a ze bede edytowal (przy pomocy owych "ghost writerow") artykuly dosc gruntownie, to i moje "fees" beda tez odpowiednio wysokie. To, co bede robic, to bedzie tylko naturalna konsekwencja komercjalizacji nauki. Zrszta ja bede w ten sposob niejako demokratyzowac nauke, jako iz u mnie kazdy bedzie mogl stac sie wybitnym naukowcem z wysokim "impaktem", publikujacym w pismie z LF. Nie widze powodu, aby dalej utrzymywac w nauce dyskryminacje ze wzgledu na takie glupstwo jak IQ, ktore przeciez nie od nas zalezy. U mnie kazdy, kto ma w miare wysoki stan konta w banku, bedzie mogl byc Einsteinem, i nie widze w tym nic zlego. A nauka tylko na tym skorzysta, bowiem podniesie sie w ten sposob poziom pism naukowych. A teraz mozesz sie wsciekac, ale nic nie poradzisz - jedyna rada na mnie, to powrot do tzw. realnego socjalizmu. Ja tylko ide za rada A. Smitha, i nie walcze, jak ty, z niewidzialna reka rynku, tylko z nia scisle wspolpracuje. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 26.03.08, 16:21 senlect, dalej wypisujesz głupoty, a na dodatek nie zrozumiałeś mojego wcześniejszego postu. > O ile pamietam, to w PRLu dostawalem honoraria za publikacje w > pismach naukowych. Oczywiście w PRL czasopisma nazywające się naukowymi płaciły honoraria autorom i nawet recenzentom - tylko, że one nie liczyły się w klasie międzynarodowej. Publikowało się tam prace tylko po to, żeby ujawnić dodatkowe szczegóły (a czasem dla pieniędzy - bo wtedy to były całkiem atrakcyjne sumy). Ale jeśli ktoś miał coś ważnego do powiedzenia, to posyłał pracę z głównymi wynikami do pisma międzynarodowego (czytaj: amerykańskiego albo angielskiego). > To, co sie dzis dzieje > na Zachodzie w pismach naukowych to jest wrecz skandal - zachowuja > sie one jak prostytutki, wymagajace zaplaty z gory za swiadczone > uslugi. Ich redaktorzy to wiec nic innego jak sutenerzy i alfonsy. Dziwny pogląd jak na kogoś, kto parę linijek wcześniej napisał dumnie "na wyzszych uczelniach calego swiata liczy sie tylko i wylacznie pieniadz", a pare linijek dalej "w kapitalizmie wolnorynkowym liczy sie tylko i wylacznie pieniadz" (cóż za bogactwo stylu i jaka oryginalność myślenia!). Wydawanie czasopisma naukowego jest kosztowne - z powodu trudnej grafiki, wysokich wymagań technicznych i małej cyrkulacji. Jeśli redakcja miałaby płacić autorom honoraria, to prenumerata byłaby jeszcze droższa, bo przecież skądś te pieniądze trzeba wziąć. Masz jakiś pomysł? > ja bede > oferowac uslugi polegajace na zatrudnieniu "scientific ghost > writers", ktorzy za odpowiednia oplata wyprodukuja wysokiej jakosci > artykul, ktory zostanie opublikowany w moim pismie. Stad bedzie ono > mialo jeszcze wyzsza opinie, niz przed jego przejeciem przez moja > firme. I nikt mi niczego nie udowodni, bowiem ja bede pobieral tylko Ręce opadają. Spróbuj - z przyjemnością przyjrzałbym się, jak idziesz na dno, ale niestety nikt twojej tragedii nawet nie zauważy. To nie jest nowy pomysł. Od czasu do czasu jakiś ambicjonał zakłada nowe pismo i rozsyła ogłoszenia, że u niego można publikować, a potem po cichutku znika z braku materiałów do druku. I jeszcze jedno. Nie ma takiego majątku na świecie, za który mógłbyś kupić markowe czasopismo o dobrej opinii i dobrej sytuacji finansowej - na przykład "Physical Review" albo "Nuclear Physics" albo "Astrophysical Journal". Wiem, że dla polskiego cwaniaczka to jest nie do pojęcia, ale dla patronów, redakcji i wydawców takich czasopism duma z ich dobrej roboty jest więcej warta od wszystkich pieniędzy wszystkich kombinatorów świata. Jeśli jakimś cudem udałoby ci się zdobyć któreś z mniej sławnych czasopism, to kandydaci na autorów najpierw sprawdziliby, kto jest w nowej redakcji, a potem podjęli łatwą do przewidzenia decyzję. Nie pomogłyby żadne twoje pieniądze. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 26.03.08, 22:43 1. Daruj sobie, prosze, te niezbyt kulturalne ataki ad personam. Nie schodz na poziom dalatatow... 2. Wtedy nie znalem jeszcze na tyle dobrze angielskiego, aby w tym jezyku publikowac. I tak bylem ewenmentem w skali PRlu, ze czytalem pisma naukowe, i to biegle, po angielsku, rosyjsku i czesku i troche po niemiecku.. 3. Mysle dosc staromodnie, ze na badania podstawowe, a wiec i na publikacje ich wynikow, powinni lozyc wszycy podatnicy, a na "applied science" ci, co z tych wynikow korzystaja, czyli glownie biznes. A pieniadze sa, nawet w Polsce, wystarczy nie wysylac wojska za granice (same straty, nie tylko finansowe, ale glownie moralne, czyli, przede wszystkim, psucie "image" Polski jako kraju pokojowego), zlikowidowac nikomu nie potrzebny senat, ograniczyc ilosc ministerstw i urzedow centralnych, ograniczyc ilosc poslow do 100, przestac finansowac z budzetu partie polityczne, zamknac ambasady w trzeciorzednych krajach typu Nowa Zelandia (wystarczy tam konsulat), w calej Afryce poza Egiptem i ew. RPA i w miejscach bardzo niebezpiecznych (koszta!) typu Afganistan, Pakistan czy Irak, zrezygnowac z F-16, ktore nam do niczego potrzebne nie sa (z rosyjskim czy niemieckim lotnictwem przeciez i tak nie mamy szans z F-16, samolotami z lat 1970tych, tyle z nowa awionika), podobnie po co nam czolgi i marynarka wojenna (poza straza ochrony wybrzeza) - nie lepiej postawic na to, w czym jestesmy najlepsi, czyli na szkolenie eewntualnych przyszlych partyzantow? Pieniadze na nauke sa, nawet w Polsce, trzeba tylko zmienic priorytety wydawania ich przez budzet... 4. I czytaj wyraznie: ja bym utrzymal wysoki poziom pisma, a nawet i bym go podniosl. Nie oglaszal bym sie jak jakis Mc Donald's czy Coca Cola - opieral bym sie na reklamie "szeptanej", ktora jest, jak wiadomo, najskuteczniejsza... 5. I wciaz widze, ze nie rozumiesz na jakim swiecie zyjesz. W kapitalizmie wolnorynkowym kazdy, ale to powtarzam KAZDY, ma swa cene. Tyle, ze niektorzy (np. brytyjska krolowa) maja cene bardzo wysoka. Przykro mi, ale tak jest. Mnie to sie nie podoba, ale albo mamy kapitalizm wolnorynkowy ze wszystkimi jego konsekwencjami, w tym komercjalizacja nauki i pism naukowych, albo mamy system dyktatorski, w ktorym od pieniadza wazniejsze sa idee (narodowe, klasowe czy religijne). Dziwie sie, ze po prawie 20 latach wolnorynkowego kapitalizmu w Polsce, wciaz tego nie rozumiesz... Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 26.03.08, 23:19 W skrocie: w kapitalizmie wolnorynkowym kazde pismo, w tym i naukowe, jest manipulowane przez jego wlascicieli, stad nie jest i nie moze byc w pelni obiektywne. Aby bylo w pelni obiektywne, muialoby miec zrodla finansowania calkowicie niezalezne od wlasciciela (wydawcy), oraz recenzentow takze finansowo i naukowo niezaleznych od wydawcow i redaktorow pisma. W skrocie: idealne pismo naukowe musialo by byc finansowane z budzetu panstwa, podobnie jak jego recenzenci, ale budzet (czyli panstwo) nie mogl by miec zadnego wplywu na polityke edytorska pisma. Musialo by byc wiec czyms w rodzaju BBC, a nie przedsiewzieciem komercyjnym czy semikomercyjnym, jak te pisma z LF, ktorymi sie tak zachwycacie. Stad to cale wasze gadanie o Liscie Filadelfijskiej (LF) dowodzi tylko, ze nie rozumiecie zupelnie jak dziala wspolczesny kapitalizm wolnorynkowy... On jest dobry w wytworzeniu i dytsrybucji pasty do zebow, ale calkowicie zawodzi w edukacji i nauce... Co najwyzej, w najbogatszych panstwach (USA, UK) wytworzy kilka ekskluzywnych uczelni (Ivy League, Oxbridge) i setki szkolek typu owego Eastern Omaha State University, czesto nawet gorszych od "uniwerytetow" w Bialymstoku czy innym Rzeszowie... Odpowiedz Link Zgłoś
komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 27.03.08, 22:47 > Wtedy nie znalem jeszcze na tyle dobrze angielskiego, aby w tym > jezyku publikowac. Hm, to dziwne jak na takiego wybitnego znawcę światowego kapitalizmu. W moim kręgu zawodowym takich ludzi uważa się za niedouków. > I tak bylem ewenmentem w skali PRlu, ze czytalem > pisma naukowe, i to biegle, po angielsku, rosyjsku i czesku i > troche po niemiecku.. Gratuluję dobrego samopoczucia. Znałem i znam mnóstwo ludzi, którzy "od zawsze" swobodnie czytali po rosyjsku, swobodnie czytali, pisali i rozmawiali po angielsku, a do tego znali jeszcze przynajmniej jeden obcy język, np francuski, niemiecki, włoski albo hiszpański (po prostu ZNALI! - a nie "znali, ale jeszcze nie na tyle dobrze"). To była w PRL, wśród ludzi uprawiających naukę, NORMA. Ewenementem była tylko twoja pyszałkowatość. Dane, które przytaczasz o sobie, wskazywałyby, że musisz mieć ponad 40 lat. Ale w myśleniu ujawniasz infantylizm 16-latka. W swoim punkcie 3 twierdzisz, że pieniądze na naukę łatwo się znajdą, jeśli tylko zrobimy rewolucję ustrojowo-gospodarczą w Polsce. Tylko 16- latkowie wyobrażają sobie, że to takie łatwe. Twoje poglądy są też dziwną mieszaniną uwielbienia dla kapitalizmu i dla komunizmu równocześnie. Zastanów się nad takim problemem: w kapitaliźmie za każdy towar płaci ten, kto chce go nabyć i wykorzystać. Kto jest bardziej zainteresowany publikowaniem prac naukowych: czytelnik, który musi przebrnąć przez jeszcze jeden tekst, czy autor, który chce swoje wyniki zaprezentować publicznie? No to kto ma płacić za publikację? A poza tym autor już raz za swoją pracę pieniądze dostał - poprzez wynagrodzenie w miejscu pracy i ew. grant. Dlaczego ktokolwiek miałby za to samo płacić drugi raz? > ja bym utrzymal wysoki poziom pisma, a nawet i bym go podniosl. Jak miałbyś utrzymać wysoki poziom, skoro nikt by ci nie przysyłał prac do publikacji, z wyjątkiem może maniaków z peryferii świata? To jest znowu myślenie 16-latka, który zna świat tylko z własnych wyobrażeń. > 5. I wciaz widze, ze nie rozumiesz na jakim swiecie zyjesz. W > kapitalizmie wolnorynkowym kazdy, ale to powtarzam KAZDY, ma swa > cene. Skoro każdy, to ty też. Ile dostajesz w łapówkach miesięcznie? Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 27.03.08, 23:47 1. Widzisz, ja podchodzilem krytycznie do swojej wiedzy, i jesli uwazalem, ze nie znam angielskiego tak, aby pisac jak Anglik, to sie wstrzymywalem z pisaniem w tym jezyku. 2. Do dzis w Polsce do wyjatkow nalezy, jesli ktos potrafi pisac po angielsku (powtarzam po angielsku, a nie w jakims okropnym 'Polenglish'). 3. Niestety, po roku 1989 nauka polska upadla jeszcze nizej niz byla ona po stanie wojennym, choc w roku 1988 wydawalo sie w Polsce, ze gorzej juz byc nie moze. 4. Smieszny jestes z tym, ze jak komus placa pensje, to mu sie nie nalezy honorarium za artykul czy ksiazke. Podobnie mysleli tez moi szefowie np. w firmie Datapoint, wiec chociaz napisalem tam ksiazke o programowaniu w j. Databus i systemie operacyjnym DOS D, to jej nie wydalem, bowiem firma chciala zabrac mi prawa autorskie, motywujac to tym, ze wiedze o tym jezyku posiadlem pracujac dla nich, tak jakby ta ksiazka sie napisala sama, be zadnego wysilku z mej strony... 5. Chyba nie zrozuzmiales mej ironii i potepienia dla kapitalizmu. Wiec wyjasnie ci lopatologicznie: uwazam, ze kapitalizm, ze swym kultem pieniadza, niszczy wszystko: ludzi, spoleczenstwa, nauke, kulture i demokracje. Zrozumiales o co mi chodzi? 6. Skad ta pewnosc, ze nikt by mi nic nie przysylal? Wrecz przeciwnie: dzialal bym jak F1, gdzie dobre zespoly zarabiaja na wystepach, a kierowcy amatorzy, aby sie tam poscigac, musza placic, i to slono, za prawo udzialu w wyscigu czy chocby w eliminacjach do wyscigu... 7. Daj sobie spokoj z tym zasciankowym mysleniem. Ja lapowek nie przyjmuje, ja najwyzej przyjmuje wplaty na konto fundacji dobroczynnej, ktorej jestem szefem (CEO) i pozwalam zainteresowanym osobom przegrac ze mna w pokera czy black jack... Odpowiedz Link Zgłoś
komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 28.03.08, 15:25 > Do dzis w Polsce do wyjatkow nalezy, jesli ktos potrafi pisac po > angielsku (powtarzam po angielsku, a nie w jakims > okropnym 'Polenglish'). To jest informacja o środowisku, w którym się obracasz i o tobie samym, a nie o Polsce ani o czasach obecnych. > Smieszny jestes z tym, ze jak komus placa pensje, to mu sie nie > nalezy honorarium za artykul czy ksiazke. Napisanie książki wymaga ekstra wysiłku, i za książki honoraria oczywiście i słusznie są płacone (pod warunkiem, że książka znajduje nabywców - w poważnych wydawnictwach autor dostaje procent od dochodu ze sprzedaży). Natomiast artykuł w czasopiśmie naukowym jest tylko doniesieniem o wykonanych badaniach - dowodem wykonania pracy. Autor jest zawsze bardziej zainteresowany taką publikacją niż redakcja albo czytelnicy, więc nie ma powodu, żeby mu za to płacić. > Skad ta pewnosc, ze nikt by mi nic nie przysylal? Z obserwacji. Co parę lat jakiś nad-ambitny bufon próbuje założyć własne czasopismo naukowe i zawsze przegrywa w ten sam sposób. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 28.03.08, 19:34 1. Niestety, obserwuje nie jedno srodowisko naukowe i widze, ze ze znajomoscia jezykow obcych na polskich uczelniach wyzszych, i to nawet tych najbardziej znanych, jest wrecz zle, jesli nie tragicznie. Pewnie ty jestes tez jednym z tych, co wydaje sie im, ze jak mowia po angielsku jak JP2, to znaczy ze znaja ten jezyk... :( A tymczasem oni znaja angielski jak Papa Benek zna polski... 2. Napisanie artykulu to ciezka praca. Trzeba zadbac i o dobor oraz sprawdzenie cytatow, sprawdzic dane, zorganizowac je w tabele, sprawdzic obliczenia i przedstawic je w czytelny sposob, wreszcie czesto trzeba tez przygotowac ilustracje i/lub fotografie wysokiej jakosci i last but not least zrobic korekte (czesto wiecej niz raz). To wszystko kosztuje czas i pieniadze. Wiec od razu widac, ze nigdy w zyciu nie publikowales w powaznym pismiem stad wydaje ci sie, ze napisanie artykulu to drobnostka... 3. Zapominasz o tych "bufonach", co to doskonale zyja z naiwniakow, ktorym zrobiono kapitalistyczne pranie mozgow i oni teraz mysla, ze sie im nic nie nalezy za napisanie artykulu... I poza tym twe obserwacje jako fragmentaryczne i niereprezentatywne nie maja zadnej wartosci naukowej. Popelniasz typowe fallacy of composition co znaczy, ze nigdy w zyciu nie studiowales na dobrej uczelni... :( Odpowiedz Link Zgłoś
komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 28.03.08, 22:17 Takie wspaniałe rozumowanie - jaka szkoda, że wnioski nadają się tylko do śmietnika... Nie będę polemizował na temat moich umiejętności i dorobku. Weź tylko pod uwagę, że każdy człowiek swój własny życiorys dobrze zna, więc odgadując jego elementy i wmawiając, że dobrze zgadłeś, łatwo możesz wyjść na barana. > Napisanie artykulu to ciezka praca. Dla analfabety bardzo ciężka, zgadzam się. > Trzeba zadbac i o dobor oraz > sprawdzenie cytatow, sprawdzic dane, zorganizowac je w tabele, > sprawdzic obliczenia i przedstawic je w czytelny sposob, wreszcie > czesto trzeba tez przygotowac ilustracje i/lub fotografie wysokiej > jakosci i last but not least zrobic korekte (czesto wiecej niz raz). To wszystko są elementy samej pracy, o której artykuł ma mówić. Zanim zaczniesz pisać coś dla innych, musisz być pewny, że masz dobre wyniki. Dopóki sam nie jesteś pewny, tych wyników po prostu NIE MA. Uporządkowanie ich i zredagowanie tekstu to ułamek wysiłku i czasu potrzebnego na uzyskanie wyników. Korekta robi się sama, jeśli piszesz artykuł własnoręcznie na komputerze i wielokrotnie poprawiasz. Korekta była osobną procedurą tylko w tych zamierzchłych czasach, kiedy dawało się rękopis do przepisania na maszynie i trzeba było sprawdzać po maszynistce. Skoro dla ciebie to wszystko było taką męką, to świetnie się stało, że porzuciłeś naukę - jeśli kiedykolwiek naprawdę ją uprawiałeś. Bo cały czas mam wrażenie, że rozmawiam z pyszałkowatym 16-latkiem, który zna świat tylko z wyobraźni. Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 28.03.08, 23:23 Nie bede sie z Toba licytowal na epitety. Dziwie sie tylko, ze jeszcze nie dostales, geniuszu, nagrody Nobla, Leninowskiej i Templetona, czy jak sie to ostatnie pisze. Z twoimi zdolnosciami typu bezwysilkowego pisania artykulow, szczegolnie do pism, ktore nie robia korekty (bo jakby smialy Cie poprawiac), powinienes juz dawno zmonopolizowac wszystkie dziedziny nauki, wysylajac na zielona trawke nie tylko mnie, ale praktycznie wszystkich parajacych sie obecnie nauka... Przy tobie tow. Stalin to tylko nieco lepszy jezykoznawca, Lysenko to tez wazniak na skale gora powiatu, no, moze tylko Xiadz Prof. Zw. Dr hab. Heller to sie moze dzis z Toba probowac rownac... Odpowiedz Link Zgłoś
szefwiarusa Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 13:28 Dizwie sie, ze komukolwiek chce sie dyskutowac z "komentatorem". Przeciez od razu widac, ze to ktos, kto nigdy nic nigdzie poza "Glosem Pcimskiej Alma Mater" nie opublikowal, jesli pisze takie bzdury, ze dzis sie nie robi korekty. Prawie zawsze po oddaniu artykulu do publikacji i jego przyjeciu, i to tekstu sprawdzonego pod wzgledem stylu, ortografii itp. dostaje (elektronicznie) korekte, w ktorej sie az roi od poprawek (drobnych, formalnych, ale zawsze poprawek). Tyle, ze ja publikuje w powaznych pismach naukowych, a nie w "Glosie Pcimskiej Alma Mater". Odpowiedz Link Zgłoś
komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 14:12 szefie wiarusa, nie zrozumiałeś, co czytałeś. Senlect pisał o korekcie jako składniku męki przygotowywania pracy do publikacji. Korekta po przyjęciu pracy do druku jest rzeczą oczywistą. Ja pisałem o korekcie przed wysłaniem pracy do redakcji. A na marginesie - korekta po przyjęciu do druku jest potrzebna głównie dlatego, że redaktorzy techniczni usiłują "poprawiać" teksty, których nie rozumieją. Korekta polega głównie na likwidowaniu głupstw przez nich wprowadzonych. Niestety, zdarza się to w najlepszych amerykańskich i europejskich redakcjach. Gdyby nie to, korekta byłaby o wiele prostsza, bo do dobrych czasopism posyła się teksty w wersji elektronicznej i są one dalej obrabiane automatycznie. Gdyby nie interwencje redakcyjne, byłyby one dokładnymi kopiami tekstu nadesłanego i autor musiałby szukać tylko swoich własnych błędów. Jak już wcześniej napisałem do senlecta, formułowanie stanowczych wniosków na temat życiorysu dyskutanta jest niebezpieczne, bo można z siebie zrobić głupca. Odpowiedz Link Zgłoś
szefwiarusa Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan (errata) 29.03.08, 13:31 Oto jak latwo zrobic drobny blad. Nizej wersja po korekcie: Dziwie sie, ze komukolwiek chce sie dyskutowac z "komentatorem". Przeciez od razu widac, ze to ktos, kto nigdy nic nigdzie poza "Glosem Pcimskiej Alma Mater" nie opublikowal, jesli pisze takie bzdury, ze dzis sie nie robi korekty. Prawie zawsze po oddaniu artykulu do publikacji i jego przyjeciu, i to tekstu sprawdzonego pod wzgledem stylu, ortografii itp. dostaje (elektronicznie) korekte, w ktorej sie az roi od poprawek (drobnych, formalnych, ale zawsze poprawek). Tyle, ze ja publikuje w powaznych pismach naukowych, a nie w "Glosie Pcimskiej Alma Mater". Odpowiedz Link Zgłoś
komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 13:56 senlect, jak widzę nie umiesz pogodzić się z faktem, że inni ludzie bez narzekania i męki, a nawet z przyjemnością, robią coś, co dla ciebie jest wyzwaniem ponad siły. Zanim tę sztukę opanujesz, czeka cię jeszcze wiele rozczarowań. Może w końcu znajdziesz pole działania, na którym właśnie ty będziesz lepszy. A teraz już wróć, chłopcze, do swoich klocków. Odpowiedz Link Zgłoś
komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 14:01 senlect, najwyraźniej nie potrafisz pogodzić się z faktem, że inni ludzie bez męki i przesadnego wysiłku, a nawet z przyjemnością, robią coś, co dla ciebie jest wyzwaniem ponad siły. Zanim przyswoisz sobie tę wiedzę, czeka cię jeszcze wiele rozczarowań. Ale próbuj - może kiedyś znajdziesz dziedzinę, w której ty właśnie będziesz dobry. A teraz wróć już, chłopcze, do swoich klocków. Odpowiedz Link Zgłoś
szefwiarusa Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 14:10 1. Nie spamuj. 2. Pisanie artykulu do powaznego pisma naukowego to ciezka praca. Inaczej nawet "komentator" mialby ich setki. 2. Habilitacja to dla mnie moze zostac, ale nie jako wymog. Poza tym sugerowalbym, aby kazdy mogl sobie kupic tytul honorowego doktora habilitowanego, podobnie jak np. w Austrii mozna kupic sobie tytul radcy dworu. Osoby kolekcjonujace tytuly bylyby zadowolone, podobnie jak i skarb panstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:32 Mimo wszelkich niedoskonalosci LF, wynika z tego niezbicie, ze fizyka, chemia, matematyka i biologia sa mocne, a psychologia, ekonomia, neofilologia, historia, prawo i polonistyka sa slabe. Co przeszkadza polonistom publikowac np. w Discourse & Society? Co przeszkadza psychologom publikowac w czasopismach z LF? Psychiczna "innosc" Polakow? Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:46 Sorry. Fizycy sa trzysta razy "mocniejsi" od polonistów? To było serio? To są "niedoskonałości"? Ta miarka się zwyczajnie nie nadaje do czegokolwiek poza mierzeniem dobrego samopoczucia ściślaków (bo skoro wszystkie ich pisma tu są, to gdziekolwiek wyślą, i tak trafią do LF) i Amerykanów (bo ci pewnie nieźle się muszą naszperać, żeby znaleźć jakieś pismo, którego tam brakuje). Z mojej działki na LF jest 1 (jedno) pismo z Północnej Karoliny. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:48 To jest ocenianie na zasadzie: "ferrari jako samochód jest do niczego, bo nie da się nim przewieźć trzech ton cementu" ;) Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:58 Fizycy nie sa 300 razy mocniejsi od polonistow, bo 300 razy zero rowna sie zero. Do porownan typu ile razy LF nie nadaje sie w ogole. Twoje zestawienie daje bardzo dobra wstepna orientacje, ktory wydzial istnieje w miedzynarodowym obiegu naukowym, a ktory zaznacza tam sladowo swoja obecnosc (w granicach bledu statystycznego). Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 14:32 Rozumiem, ze "naukowym" znaczy "scientific". Jak mamy oceniac cala reszte czyli "scholarly"? Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 15:14 jasne...... bo na plonistyce sie nie da nie? bo nie ma pieniedzy na laboratoria, na eksperymenty, na odczynniki i teleskopy, prawda? drogi fordzie.ka, idzie Pan w zaparte teraz. tylko i wylacznie. polonistyka to tania dziedzina. trzeba poczytac, pomyslec, poczytac teorie i napisac. a nie chrzanic o tym, ze my polscy polonisci jestesmy na siwecie najlepsi, bo .....mieszkamy w Polsce. ludzie na calym siwecie publikuja o Mickiewiczu, Konopnickiej i Gombrowiczu. i dziela sie tymi wynikami z calym swiatem. natomiast polskim polonistom to uwlacza. a jako polonista ze studiow, ja naprawde wiem o czym mowie. to co najgorsze, to to, ze ta postawa sie nie zmienia. to nie jest niedoskonalosc! to jest katastrofa polskiej polonistyki zajmujacej sie glwonie patrzeniem we wlasny pepek. a tych kilka wybitnych wyjatkow, tylko potwierdzaja te ogolna regule :-) Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 21:22 Różnica między nami jest, drogi panie profesorze, taka, że Pan jest naukowcem, a ja nauczycielem. Ja szukam pomysłów jak zmotywować i zachęcić do pracy (nad sobą przede wszystkim), a Pan by chciał jasno i klarownie wykazać, że cała Polska nauka nie spełnia światowych standardów i ją rozpieprzyć. Ja mam świadomość, że to zadanie dla pedagoga specjalnego, bo to wyjątkowo trudna hałastra, choć dobre dzieci (Panie, kto by latami zapieprzal za pensje lekko powyzej minimum?), a Pan widzi tylko poborowych i już by tu przysłał desant sierżantów od musztry i zrobił porządek z tymi, co się do Navy Seals nie nadają. No to jak my się mamy dogadać? Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 21:37 Ford.ka, przesadzasz. W czasach globalizacji albo cos spelnia swiatowe standardy, albo znika z rynku. Polskiej nauce do calkowitego znikniecia bardzo blisko. Bez nauki na swiatowym poziomie polskie uniwersytety trzeba bedzie zamknac, bo studenci wyjada. Wyobraz sobie Uniwersytet Warszawski ksztalcacy studentow na poziomie Omaha College - tylko studia licencjackie dla maturzystow, ktorym sie nie powiodlo. Pierwszy rok studiow to intensywna nauka czytania i pisania. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 22:27 Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby dało się czytać to, co pisze. Nie jestem przeciwko ocenom. Bez ocen się nie da. Jestem za wprowadzaniem ich w sposob, ktory nie zostanie od razu odrzucony pod haslem autonomii uczelnii wyzszych. Bez gnojenia (przez co rozumiem n.p. publiczne pokazywanie ile to nasi naukowcy sa warty w "swiatowych standardach") a z zachecaniem do wspolpracy. Uwazam, ze wiara w rewolucje to mrzonki i nie warto tracic czasu na planowanie tej rewolucji. Polecam artykul Jacka Zakowskiego w Polityce (chyba sprzed dwoch tygodni) o tym, jak to w Polsce zawsze robimy rewolucje i reforme, ale nie potrafimy wyczyscic butow codziennie rano. Jedynym sensownym dzialaniem jest sterowanie i wspieranie ewolucji. Nauka jeszcze przez pare lat nie zniknie, bo po pierwsze stoi na pasjonatach, a po drugie cykl zycia jest tu dlugachny. Od kandydata do profesora minimum 20 lat. I minimum tyle bedzie trwalo przestawienie nauki polskiej na swiatowe normy (zmyslone zreszta w duzym stopniu, bo w USA nie ma wylacznie Harvardow a w UK Oxbridge i jakos rynek roznych Omah nie likwiduje, ale o tym tez juz pisalem i jakos nie bylo chetnych do komentowania) - im szybciej sie z tym pogodzimy i wezmiemy do roboty, tym lepiej dla wszystkich zainteresowanych. Uwagi o studentach wyjezdzajacych traktuje z usmiechem. Gdyby byla to prawda, wszystkie Sorbony Podlasia czy Harvardy Podkarpacia i Oxfordy Mazowsza nigdy by nie powstaly, a kwitna az milo. I co? Rynek ich nie zauwazyl? Nie, dostarczaja produkt, na ktory jest popyt. Sa klienci, ktorzy wiedza, co dostaja. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 23:23 Po pierwsze, nie ma tu mowy o rewolucji. To sa pewne tendencje, ktore sa przy pewnym oporze srodowiska wprowadzane konsekwentnie mimo zmieniajacych sie opcji politycznych u wladzy. Ilosc pieniedzy bedzie zalezec od wyniku oceny parametrycznej jednostki. Ocena parametryczna jednostki zalezy od ilosci i jakosci publikacji. Jednostka to wydzial, a wydzialy we wlasnym interesie beda sie pozbywac slabeuszy. Po drugie, niz juz wchodzi na uczelnie. Niektorzy juz to odczuli przy rekrutacji. Uczelnie staja na rzesach, zeby zatrzymac slabych studentow. Tam, gdzie jeszcze pare lat temu student wylatywal po pierwszym semestrze, teraz dostaje warunek. Smiej sie do czasu. Kilka lat temu za granice ludzie wyjezdzali na studia doktoranckie i to tylko ci najbardziej zmotywowani lub zdesperowani. Teraz wyjezdzaja na studia magisterskie. Wyjezdzaja na Socratesa i nie wracaja. To jest wciaz strumyczek, ale wciaz przybierajacy na sile. Na pcimskich sorbonach studiuja absolwenci liceow profilowanych z giertychowska matura, ale z giertychowska matura przyjmowaly tez politechniki, choc z pelnym hipokryzji obrzydzeniem. Pieniadz jest pieniadz, a pieniadz idzie za studentem. Uczelni jest juz za duzo, a studentow coraz mniej. Liczba polskich studentow w Wielkiej Brytanii w biezacym roku akademickim wzrosla o 56% w stosunku do ubieglego roku (za onetem). Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 23:49 a ja w ciagu ostatnich 3 lat zaczalem slyszec na kampusie polski codziennie. ja caly czas nie widze tego gnojenia. POlscy naukowcy, poza wyjatkami (wsakzujacymi ze to mozliwe), nie publilikuja na swiecie. to jest fakt, a nie gnojenie. wedle mnie pytanie, czy nalezy to zmienic, nie zachodzi. zachodzi pytanie, jak to zmienic. i ja rowniez mysel ze skokowe, od jutra, wprowadzenie nowego systemu bylo nieproduktywne. z drugiej strony czekanie 20 lat, byloby katastrofalne. bo wyrasta kolejne pokolenie mlodych ludzi, ktorym sie juz nie chce publikowac, ktorzy zaczynaja lawirowac - widze to za kazdym razem przyjezdzajac do Polski i mnie to przeraza. 3,4 lata temu byli to enutzjastyczni studenci chcacy nauke pchac nowymi tory....juz sa asystentami ktorzy mowia ze jeszcze maja 4 lata do rotacji. czekajmy dalej..... zachecanie do publikacji jest fajne, ale z reguly nieskuteczne. metoda marchewki polaczonej z kijem jest bardziej skuteczna. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 00:35 Fajnie jest czytac wlasny tekst napisany innymi slowami ;) Jednak kropla drazy skale. Co do gnojenia. Dla jednego to sprawiedliwa i obiektywna ocena wg swiatowych standardow, dla drugiego gnojenie. Ten pierwszy ma wszystkie journale pod reka (a jak nie ma, to mu sprowadza przez miedzybiblioteczna do konca tygodnia), a ten drugi ma problem, zeby sie dowiedziec, ktore journale ma przegladac (oczywiscie, jak dostanie stypendium, bo w Polsce ich nie ma, a na dostep online jego uni nie stac). To jest troche tak jak z widzeniem tego, ze swiat jest heteronormatywny przez hetero- i homoseksualistow. Taki hetero nie widzi, ze obraz swiata w telewizji jest falszywy, bo n.p. w reklamach pary sa zawsze roznoplciowe, wszystkie romantyczne komedie w kinie sa zawsze o tym ze pan kocha pania itd itp. Bo przeciez w tej telewizji czy kinie jest dokladnie tak jak w jego zyciu. A gej czy lesbijke ogladaja to jak transmisje z kosmosu, bo obok siedzi partner tej samej plci, znajomi maja partnerow tej samej plci, a z przychowku to raczej kot niz dziecko. Albo latwiejszy przyklad - czy jak widzisz piekne wejscie do biblioteki po pietnastu schodkach, pierwsze co przychodzi Ci do glowy to to, ze na wozku nie da sie wjechac do srodka? Raczej nie, bo co Cie to obchodzi. Nigdy nie probowales wjezdzac wozkiem po schodach i nie masz takich planow. No to zlap moze, ze wiekszosc polskich naukowcow siedzi na wozkach, a Ty masz im za zle, ze nie chca stawac do maratonu. To teraz wyobraz sobie profesora filologii klasycznej, ktory zna greke, lacine i niemiecki (standard u klasykow) i francuski, ale to jeszcze z liceum, i ktoremu robisz "swiatowa ocene" i stwierdzasz, ze wszystko, co przez cale zycie zrobil jest do smieci. Ksiazki nie wydawane w Sage czy Palgrave lub HK UP ale wlasnym wydawnictwie uniwersyteckim czyli makulatura (czasem sie na takiej wyksztalcily dwa pokolenia klasykow, ale to przeciez nie wychodzi w punktacji). Artykuly w jakims Baroku czy Napisie, a jak zagranica to Niemcy, czyli w najlepszym razie working papers bez IF. Zerowy dorobek. Zycia. W ten sposob chcesz go zachecic do wspolpracy? Zmian? A bez niego nic nie zrobisz, bo uczelnie ciesza sie autonomia i tacy wlasnie profesorowie zadecyduja, czy zmiany wejda czy nie. A po drugie jak go juz wypieprzysz, to kim zastapisz? Sprowadzisz z Anglii? Ze taki profesor sobie niby wyksztalcil dashing young scholars i blokuje im dostep? Zamykamy wszystko w cholere? Studenci filologii klasycznej wszyscy poleca do Oxfordu, bo tam jakos wciaz posiadaja takie dziwactwa? A tak w ogole to (to jest na pewno przyplyw depresji, prosze sie nie przejmowac) to wszystko to jest zwyczajne pieprzenie w bambus. Jak sie pojawi kasa, bedzie nauka. Wczesniej stawianie swiatowych wymagan jest smieszne i okrutne. Sensowne nie jest. Jak ladnie powiedzial jeden znajomy profesor "ja sie na mnicha nie zgadzalem". Polska nauka produkuje dokladnie tyle, za ile jest placona. Jak sie ma w roku 700 godzin zajec dydaktycznych i 40 magistrantow, bo tylko tak da sie splacac kredyt za mieszkanie, utrzymac samochod i wyjechac czasem na wakacje, to sie nie pisze do Nature, tylko robi, co mozna, zeby nie zwariowac. Przyrodnicy dlatego tak pieknie publikuja, bo nie da sie siedzac caly dzien w laboratorium wziac drugiego etatu dydaktycznego w innej szkole. Zreszta nie ma takich szkol. To zyja na koszt rodziny i walcza o doktoraty czy habilitacje albo stypendia, na ktorych da sie cos odlozyc na ciezkie czasy w kraju. A ci wszyscy zli ludzie, ktorzy nie chca z Toba wspolpracowac, bo sie nie da, po zajeciach leca zarabiach na zimowe opony do samochodu ale czesciej, zeby zaplacic rachunek za gaz, bo przyszedl wyzszy niz zwykle i nie ma z czego zaplacic. I moze sprobuj najpierw im zaplacic ten rachunek, a potem oceniac, a nie w odwrotnej kolejnosci. Pensja adiunkta UW to netto ok. 2000 PLN (430 funtow) - co starcza na 1/4 metra kwadratowego mieszkania albo wynajem na miesiac z oplatami. To wez to teraz przelicz na IF. Wracam do poprawiania swoich magisterek! A dalej to ja juz sobie pospiewam; You won't fool the children of the Revolution, la la la!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 01:07 no rzeczywiscie jesli krytyka to gnojenie.... co do jurnali - tak miedzy wierszami mi wychodzilo ze Pan jest anglista. angliscii w Polsce mieli i tak najlepiej na swiecie, bo w ogole mieli dostep do literatury. my polonisci moglismy tylko pomarzyc.... ale, wie Pan, moja dokotrantka zbiera cala mase artykulow piszac do auotrow (now wiem, doktorantka to moze, adiunkt, a nie daj boze profesor, to juz wstyd nie?). ksiazek w ten sposob nie zdobywa, ale artykuly jeszcze mi podsyla (ksiazki ja jej). przy odrobinie wysilku dzisiaj mozna byc na biezaco.....jak pisalem prace mgr to musialem listy slac....i przysylali....Lyons, Goodenough...przyslali. ja bardzo prosze o zejscie z tego diapazonu dorobku zycia... bo mnie sie serce kraje, naprawde....i szlag mnie trafia, ze ja musialem sie uczyc lingwistyki sam, bo ja na studiach nawet o pieprzonym de Saussure nie uslyszalem (powaznie!), ale koncowki oboczne, czy jakies tam kulem na pamiec.... i serce mi sie kraje troche mniej. i czemu moga poslcy fizycy, a blizej moich zainstereowan - mamy w Polsce kilku psychologow spolecznych, ktorzy wala na kolana dowolny departament psychologii na swiecie. dlaczego nie chce pan do nich rownac? dlaczego ja mam sie pochylac nad tym filologiem klasycznym, ktoremu do glowy nie przyszlo zstanowic sie nad tym co pisza jego koledzy na swiecie....a zeby juz tak napisac po francusku.... a fe... wie pan jak wygladaja dokotraty z onomastyki w Polsce? dokotrant podejmuje jedna kluczowa decyzje: podzial nazw Taszyckiego (tresciowy) czy Rosponda (strukturalny). i dzieli te swoje nazwy i tak od 50 lat wszyscy pisza ten sam doktorat tylko z innymi nazwami, pardon, z innym materialem onomastycznym. to jest karykatura nauki (i strasznie mi przykro jak jakis plonista to przeczyta, bo bedzie mu przykro, jednak to nie zmienia faktu, ze wlasnie tak sie pisze i to jest katastrofa a nie nauka). tez mam sie pochylac i zadumywac nad nimi? ja ich nie chce do niczego zachecac. ja mam w nosie czy oni sa chetni czy nie. to sa ludzie, ktorzy od 40 lat nie przeczytali nic nowego, a teoria aktow mowy AUstina (pan na pewno wie ze to 1962 r) to jest prosze pana cutting edge dla nich. i ja mam kogos tu zachecac? nie, nie chca sie dostosowac, to niech ida do szkoly uczyc. i zeby nie bylo - tak jest w Polsce paru bardzo ciekawych polonistow lingwistow - znow wyjatki. ale do nich nie bezdiemy rownac, bo mamy sie zadumac nad losem tych, ktorym nie przychodzi do glowy,ze w Glasgow jest polonistyka, od ktorej sie moga czegos nauczyc. a moga! a argument o forsie? tani chwyt. bo za te forse bez przerwy sa odwlywane zajecia, a te ktore sa, robione sa odpieprz sie. ze sa wyjatki - z pewnoscia. nie mam watpliwosci. rowniez je znam. kilka. a reszta? prosze popytac studentow. a ja ide sobie poczytac, bo mi cisnienie skonczylo :-) Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 01:51 Doktorantka ma Pana. Szczesciara. Nie wiem, kiedy anglisci mieli najlepiej na swiecie. Za mojego zycia skonczyla sie kasa na ksiazki (jestescie teraz w Europie, mozecie je sobie po prostu kupowac) i wspolpraca. UW nie wspolpracuje z zadna uczelnia w UK. Oczywiscie, ze z forsa to tani chwyt. Tyle ze jej nie ma. Kropka. Proponuje przerzut na list Leszczynskiego, tak bedzie prosciej. Odpowiedz Link Zgłoś
poetria Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 10:46 Jesli chodzi o dostep do materialow to u nas faktycznie jest trudniej, ale czesto nieznajomi nawet profesorowie zagraniczni przysla artykuly - pomoglo mi kilka osob do ktorych napisalam, poza tym wystarczy pojechac do Berlina za 25 Euro ma sie dostep z domu do bazy danych ;) nie mowiac o Google seearch project ;) nie nadazam za nowymi ksiazkami. Granice sie zacieraja dzieki internetowi :) Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 11:25 Swięta prawda! I wlasnie dlatego nalezy o tych wszystkich mozliwosciach informowac, szkolic, promowac itd Bo na razie jest tak, ze pare osob ma szczescie do sensownych promotorow na czasie, a inni szukaja na slepo. Najpierw uczyc, potem oceniac. Nauka Polska musi sie wiele nauczyc. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 11:40 dzizus.... moi studenci wiedza o tym, ze mozna napisac do autora tekstu. o czym tu inofrmowac i szkolic? ale niech bedzie.a czy moja dokotrantka ma szczescie to trzeba by zapytac ja :-) prosze mi tylko powiedziec, na czym polega ta przepasc ze fizycy wiedza jak to zrobic, a filologowie nie. nawiasem mowiac, nie wszyscy. niech pan popatrzy na IFA UAM - oni sobie calkiem niezle radza. tam jest grupa ludzi, i to spora, ktora ma dorobek miedzynarodowy i zaczynaja do nich przyjezdzac do pracy ludzie z Europy.A ich PLM nie jest moze superkonferencja swiatowa, ale zawsze przyciaga niezlych plenarnych (nie wiem jak z refertami, bo nie bylem nigdy). mam caly czas wrazenie, ze chce pan mnie/nas namowic na rownanie w dol. niewazne ze mniejszosc radzi sobie i jest swietna, wskazujac ze sie da, ze mozna. lepiej sie zadumywac nad tymi, ktorzy nie robia nic, albo robia bardzo malo. i od nich zaczynac. nie. zacznijmy od tych ktorzy sa swietni, to oni maja wyznaczac poziom, do ktorego mja dazyc inni.... a dlaczego? a dlatego ze co ryusz slychac jak ktos mowi ze publikowanie w lepszych czasopismach niz profesur jest niemile widziane. i mlody pracownik jest sekowany przez to. i to co Pan proponuje jest zaakceptowaniem tego statusu quo. pracownik wybitny jest dziwny, freak. to nie on jest norma, norma jest ten co idzie do profesura, z uprzejmym usmieszkiem, zeby profesur pomogl opublikowac. mnie to nie odpowiada. to jest wlasnie rozpoczynanie reformy, ze zaczytuje, od du...py strony.... Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 14:15 A moi studenci (magistranci) nie potrafią zrozumieć, o co mi chodzi, jak każę cytować za źródłem a nie przepisywać cytaty z cytatów ;) Część się na mnie obraża, jak im każe pochodzić po różnych bibliotekach wydziałowych UW za materiałami. Patrzą na mnie jak na wariata, kiedy mówię: "skoro ta książka jest cytowana w jej nowej ksiazce przez profesor X, ktora w swoim pokoju numer Y siedzi trzy dni w tygodniu, to idzcie moze ja zapytac, gdzie ja znalazla. Profesor ma 150 lat, wiec na pewno nie bylo to daleko". Bo przeciez jak mozna zapytac profesor X o cokolwiek? Mieli kiedys jakies szkolenie z informacji naukowej? Nie, bo i po co. Ja mialem? Nic, przez dwadziescia lat. Szkolenie biblioteczne w pazdzierniku 1989. Ja nie postuluję równania w dół. Najlepsi sobie świetnie radzą. Wiedzą, co i jak robić, są pewni swojej wartości i się nie przejmują drobiazgami. Tak naprawdę wystarczy im nie przeszkadzać, choć pewnie wypadałoby im dosypać trochę pieniędzy. Ja w kółko i krzyżyk postuluje podciąganie całości do góry. Nie zaakceptowanie status quo ale zmienianie status quo, tyle ze nie przeciw a razem. A na razie jest tak, ze fizycy wiedzą, jak zasypać przepaść, ale nie powiedzą. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 15:39 i czego to dowodzi? ze polska nauka jest szczytem feudalizmu w Europie (moze poza Bialorusia?). bo profesor jest jakims strasznym smokiem do ktorehgo nie wolno sie odezwac? no wiec mnie nie odpowiada argument: dosypcie pieniedzy a my zaczniemy wykonywac nasze obowiazki? i jakos watpie w to, szczere powiedziawszy. co wiecej, jak dla mnie to profesor tytulatny na 2 etatach zaczyna zarabiac juz calkiem niezla forse. i ja naprawde nie wiem co to znaczy zmienianie status quo tyle ze nie przeciw a razem. naprawde nie wiem. a pytal Pan fizykow? Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 15:46 A mysli Pan, ze skad oni przyniesli ten stosunek do nauczycieli? Tak kolo dwudziestej wiosny zycia sie zmienili? Absolutnie sie zgadzam - w zadnym wypadku nie nalezy dawac pieniedzy najlepszym! Ani grosika! A jak maja to im zabrac. Gratuluje czytania ze zrozumieniem! Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 16:07 znow ta zlosliwosc... nie, nie oni. nauczyliscie ich tego! nauczyliscie ich, ze do doktora przychodzi sie z na kolanach, a do profesora trzeba sie czolgac. to jest jak fala.i adiunkt zostaje profesorem i nagle tez mu sie zmienia i juz trzeba sie czoglac. ale na to tez habilitacji zniesienie zaradzi nie? ja mam czytac ze zrozumieniem....ok. przyjmuje z pokora. ja tylko napisalem, ze nieustannie slysze jak to polskim naukowcom jest zle. jak sie poprawia, to tez jest zle. i nie, nie chce zabierac, tylko wolalbym dac tym, ktorzy maja jakiekolwiek wyniki. a nie wszystkim jak leci wieczny, czy nie wieczny. a szczegolnie wlasnie trzeba dawac profesorom, nawet jesli cala ich tworczosc pisarska to krzyzowki. no bo oni maja dorobek zycia nie? a my sie bedziemy pochylac nad nim i dumac. a z pewnoscia nie nalezy im powiedziec ze ich dorobej jest do dupy bo to przeciez dorobek zycia calego. i koniecznie podniesc pensje. no ale ja mam trudnosci z czytaniem ze zrozumieniem. i jestem podla swinia bo chce rownac w gore (pardon: gnoic). to wlasnie ja. a pan, fordzie.ka, jest tym oswieconym mecenasem, zadumany nad losami wiecznych adiuntkow i jeszcze wieczniejszych profesorow ktorzy cale zycie wybijali z glowy jakakowliek mysl oryginalna ze swoich dokotrantow. kitwascie sie dalej dumajac nad swoim dorobkiem. nie mam watpliwosci ze zaplacicie za to cene nie tylko taka ze nikt was nie zna i nikt z wami sie nie chce kontaktowac (te cene juz placicie), zaplacicie cene taka, ze, jak juz khmara to powiedial, coraz mniej ludzi bedzie chcialo u was studiowac. bo rynek to bedzie weryfikowal. i najpierw beda wybierali prezne prywante uczelnie (np. SWPS), a reszta bedzie jechala za granice. wam zostanie narybek do lokalnego urzedu gminy.... przywalilem. mam nadzieje ze zabolalo. krecimy sie w kolko jednak i mam nadzieje, ze to pozwoli na nowe troy :-). ide czytac dokotrat. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 17:11 "Ja nie postuluję równania w dół. Najlepsi sobie świetnie radzą. Wiedzą, co i jak robić, są pewni swojej wartości i się nie przejmują drobiazgami. Tak naprawdę wystarczy im nie przeszkadzać, choć pewnie wypadałoby im dosypać trochę pieniędzy." Gdzie tu jest napisane, ze chce zabierac najlepszym a dawac wszystkim jak leci? O reszcie nie chce mi sie pisac. Mowimy innymi jezykami. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 17:32 a gdzie bylo w mom poscie ze ja cche zabierac? ja mysle ze my wcael nie mowimy innymi jezykami. mysle ze mowimy dokladnie tym samym jezykiem. ja mysle ze nawet sie zgadzamy co do faktow. nie zgadzamy sie natomiast co zrobic z powtarzanym stokrotnie doktoratem z onomastyki. ja chce go wywalic, pan chce dac dokotrantowi wiecej pieniedzy i sie nad nim zadumac zastanawiajac sie jak go wspomagac, zeby sie przez przypadek nie oburzyl, ze kots mu mowi ze knota wali. i tu rzeczywiscie nie zgodzimy sie. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 18:47 Że niby jestem taki wredny, że nie ustąpię? Proszę bardzo - onomastyka do kibla. Cała. Ja jestem historykiem literatury, więc mogę tam posłać całą lingwistykę, jeśli Pan tylko ładnie poprosi ;) Co się będę rozdrabniać! Chce dać więcej pieniędzy najlepszym, ale tak żeby reszta nie została bez grosza (casus okrętów flagowych). A reszcie chciałbym pokazywać, jak mogę dociągnąć do najlepszych, i popierać, jeśli zaczną się starać. Na razie mamy system kar i kontroli, a z nagrodami cieniutko. Mniej bata więcej marchewki! Podciąganie średnich to naprawdę nie to samo co promowanie średniactwa, co mi Pan zarzuca. A czasami nie jest łatwe - bo ci najlepsi to zwykle święci nie są, tylko do tej najlepszości dochodzą, przeżerając wspólne pieniądze. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 19:01 zamorduje..... a kto powiedzial ze cala onomastyka do kibla? mua? nie mua....ale takie doktoraty - natychiast. okrety flagowe, to jednaz glupszych propozycji Kudryckiej. to jest wyjatkowo glupie mozna powiedziec.az mi sie nie chce pisac dlaczego. marchewka? prosze bardzo, ja jestem jedna wielka marchewka. zadnego problemu. mnie nie zalezy na bacie, mnie zalezy na celu do ktorego dazymy. metody i bilans marchewkowo batny to wazna dyskusja ale drugorzedna. widzi pan? nawet ze mna - langusta bez poczucia humoru - mozna sie dogadanc :-) Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 23:35 to niesprawiedliwe. przeciez mowilem o tym, ze widze sciezke dydaktyczna kariery naukowej. tyle ze to powinno byc zrobione eksplicytnie. bez udawania, ale i bez presji. chcesz byc nauczycielem, swietnie, nie zdejmujemy z ciebie presje publikacji, grantow itd. ale w zwiazku z tym, masz znacznie wieksze pensum dydaktyczne, bo nie jestes pod presja publikacji i chocby dlatego masz wiecej czasu. i tak: ja mysle ze ja nie musze niczego wykazywac: to widac golym okiem. i kwestia nie jest w wykazaniu, ale w zastanowieniu sie co z tym zrobic. tyle, ze jesli zrobic cos ma polegac na tym, zeby uzalic sie, ze jest zle, wszytkim wieje w oczy i maja pod gorke, to rzeczywiscie sie nie dogadamy. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 15:00 to ja musze pwoiezdiec, ze myslalem, ze bedzie duzo gorzej. ja akurat sobie mysle, ze to jest calkiem dobry wynik. mysle ze to co Pan mowi o gnojeniu jest niesprawiedliwe. Mysle ze poprzeczke mozna stawiac wysoko. a o problemach z LF wypowiadalem sie tu wielokrotnie. niestety coraz czesciej wykorzytuje sie ja jako 'yardstick' nauki swiatowej.i z tym trzeba bedzie zyc po prostu. i przy odpowiednim masazu rzeczywtiscoi i wlaczeniu public access journals mozna z tym zyc. i, jak powiedzialem, te dane pokazuja w Polsce sie da (co zreszta wszycy wiedza - ja znam osobiscie kilkoro naukowcow z dorobkiem swiatowym). kwestia jest zmuszenie wszystkich do tego by to robili. Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 11:15 Wydawało mi się, że habilitację przebiliśmy już osikowym kołkiem, ale widzę, że wampir wraca. Mówmy może o ocenie dorobku na stanowisko profesora. Mam wrażenie, że obaj sobie tłumaczymy, że się nie da, tyle, że w innych sprawach. To moze zrobie krok w tyl - moze sie i da. Ale nie warto. Dla mnie te swiatowe oceny (z wyjatkiem paru swiatowych dziedzin) to tak naprawdę kwestia kompleksów. Mówimy w końcu o ocenie na stanowisko, na którym dostaje się 4100 PLN brutto a nie 2710 PLN - czyli skok z pensji robotnika budowlanego na w miare wykwalifikowanego robotnika budowlanego. Jak ktoś ma dorobek wystarczajacy na Yale, to siedzi na Yale, a nie Uniwersytecie w Bialymstoku. Co nie znaczy, ze nie ma byc zadnej oceny - ma byc ale w granicach rozsadku. W obecnym stanie ducha PT Nauki Polskiej najbardziej światowy system w cudowny sposób zdegeneruje się w to, co już mamy tyle że z udziałem prawdziwych naukowców z prawdziwego świata. Chyba się zgadzamy, że wszystko potrafimy spie..ć, a i w demoralizacji mamy spore sukcesy. Etapem koniecznym byłoby rozdzielenie ludzi, którzy robią prawdziwą naukę i istnieją w obiegu światowym, i tych którzy czytają, piszą, eksperymentują, uczą, ale z różnych przyczyn (wąskie lokalne specjalności, brak dostępu do materiałów inne) nigdy w nim nie zaistnieją. Kto powie głośno, że trzeba to zrobić, zostanie rozszarpany, a razem z nim te parę osób, które załapałyby sie do pierwszej grupy. Zreszta jak to zrobic uczciwie - moze adiunkt, ktory nie ma zadnych publikacji, od trzech lat robi badania, zeby miec jedna ale w Nature i sie nie rozdrabnia? Moze profesor co ma w tej Nature piec wspolnych artykulow wysluguje sie swoimi asystentami a sam nie robi nic? Ważne jest, żeby najpierw nauka w Polsce zaczęła normalnie funkcjonować - czyli żeby ludzie jednak prowadzili badania i w ogólnie przyjęty sposób dzielili się ich wynikami. Na razie nie ma nawet tego, a chcemy dogonic USA. Pewnie Wielkim Skokiem jak Mao. Nie da się zrobić internationally refereed czasopisma, bo tak chcemy i juz, to jest proces na lata - chocby budowanie grupy zainteresowanych international referees - i na sporo kasy, chocby dlatego, ze Lista Filadelfijska nie jest za friko. Ale od czegos trzeba zaczac i podniesienie rangi publikowania (najpierw w ogole, a potem tam, gdzie warto) jest tym punktem, od ktorego da sie zaczac, bo trudno znalezc argumenty przeciwko publikowaniu per se. Wnioski - uważam, że propozycja kolegi jest sluszna, tyle ze jest to zaczynanie od d**y strony. A o demoralizacji tez moge poopowiadac z wlasnej biografii, ale nie chce, bo nie zamierzam pozwolic moim czcigodnym starszym kolegom zrobic z siebie drugiego Mr Zorbe. Contra spem spero, jak napisala nasza ulubiona poetka Maryska Konopnicka. Trzeba budowac mozliwosci, a nie gnoic. W gnojeniu juz jestesmy mistrzami swiata (ale ponoc Francuzi nas prawie doganiaja ;) Odpowiedz Link Zgłoś
senlect Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 11:39 Habilitacje w Polsce nie jest latwo zwalczyc, bowiem w polskiej nauce rej wodza profesorowie z habilitacja, tak jakby owa habilitacja cokolwiek dzis znaczyla i prof. z habilitacja byl lepszy niz prof. bez niej. Moze tak bylo przed wojna (II Swiatowa), gdy kazda wyzsza uczelnia w Polsce byla bardzo elitarna, ale na pewno nie jest dzis, gdy nawet Pcim ma swoj uniwersytet (tak przynajmniej wynika z lektury tego watku). Zreszta czemu Pcim nie mialby miec dobrej wyzszej uczelni i stac sie takim polskim Oxbridge? Jesli np. dopuscilby kadry, ktore dzis nie maja szansy zablysnac, gdyz sa blokowane przez tzw. establiszmęt? I zgoda, oceniac jakosc jest bardzo trudno, zas oceny ilosciowe prowadza do spadku jakosci (latwiej jest bowiem opublikowac 10 przyczynkow do przyczynkow niz jeden "paper" cos nowego wnoszacy do rozwoju nauki). Niestety, ale dyskusja na tym forum, zeszla, jak to zwykle bywa, na poziom atakow ad hominem i nawet ad personam, i zostalem tu nawet nazwany Zorba, co, jak rozumiem, jest najgorsza zniewaga, jaka mozna otrzymac na tym watku. Niemniej pozdrawiam PT Forumowiczow i zycze im milej a owocnej debaty nad zboznym dzielem ulepszenia nauki polskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 14:48 ja troche mam wrazenie, ze cokolwiek sie powie, to to bedzie od du....strony. jak ma ktos dorobek jak na Yale to pewnie siedzi na Yale, ale czy to znaczy ze Bialystkok nie moze nawiazac nawet kontaktu z z takim Huddersfield, nie mowiac o Nottingham Trent? dwa srednio slabe uczelnie w UK, oba maja tez po jednym swietnym departamencie. jak juz powiedzialem - ja widze koniecznosc okresu przejsciowego. a ten adiunkt bez publikacji niech zrozumie, ze bedzie uczyc do oporu i nie dostanie urlopu naukowego. tyle ze nawet tego nie wprowadzi polska nauka. bo to 'wolnosc naukowa' sie atakuje. Panskie czasopismo wcale nie musi byc na LF, zeby bylo porzadnym i szanowanym journalem. Polish Psychological Bulletin jest swietnym przykladem. nie to nie jest pierwsza polka, ale redaktor stara sie rozyslac teksty po calym swiecie do recenzji. jaka forsa jest do tego potrzebna? prosze bardzo, ma pan poczatek. Inny? polscy lingwisci jeszcze nie zaczeli robic uczciwego peer-review wsrod siebie samych. ma pan nastepny krok. ale to pewnie tez od dupy strony, tak? nie mam pojecia na czym polega gnojenie w tym co pisze. ale nie mam pojecia tez dlaczego mam mowic ze polska polonistyka jezykowznawcza jest dobra. nie jest. nawet przy standardach anglistyki polskiej nie jest. gnojenie? moze. ale przy takim rozumowaniu, bedziemy nadal zasciankiem Europy. 40 milionowym, zeby wykorzytsac nasze kompleksy. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:32 Do Dalataty: Polonistyka i Śląsk Cieszyński to tylko przykłady (pisząc o tym ostatnim od razu zresztą przeczuwałem podobne argumenty, co jasno wynika z historii tego akurat skrawka Polski). Zgoda co do meritum - konieczności konfrontacji międzynarodowej. Jakoś mi (laikowi) trudno jednak uwierzyc, by najlepsi poloniści pracowali akurat za granicą (co nie oznacza, że poziom wszystkich krajowych jest wybitny, ani że gdzieś na swiecie nie znajdzie się polonista przebijajacy wiekszośc krajowych). Jeśli też zbierzemy historyków od innego skrawka Polski (może Ziemia Łęczycka?), to nmoże akurat sie okazać, że najlepsi specjaliści są akurat w kraju. Ważniejsze jest co innego - aby i ci krajowi, zajmujący sie sprawami bardzo lokalnymi, działali wg standardów międzynarodowych (jak to zapewnic - nie wiem), a także - by ich badania miały sens i były przydatne jeszcze komuś, prócz autora. I choc bardzo sodobał mi się wcześiejszy "punktowy" pomysł forda.ka, to chciałem podkreślić złozoność problemu. A co Pan powie na temat tzw. dydaktyków przedmiotowych, funkcjonujacych na każdej uczelni i niemal każdym kierunku, a niemającym praktycznie perspektyw rozwoju zawodowego. Może są niepotrzebni? I tu chyba wracam do konieczności róznicowania dyscyplin (nawet w języku nie rozróżniamy Scince od Arts and Humanities), kierunków, czy nawet specjalności (zebranie sumarycznego IF 200 dla biochemika jest dość proste, ale moze okazać się trudnym dla wybitnego chemika, specjalisty od NMR, który publikuje w najlepszych pisamch poświeconych tej "działce" (z IF pewno rzędu 2-3, ale nie o to chodzi - jeśli się mylę, to można wybrac inną subdyscyplinę). Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:03 zgoda pelna! chodzi o to, zeby oni dzialali wedle standardow miedzynarodowych. a jak to osiagnac? no najlepiej poddac sie tymze standardom. a tego sie nie da zrobic bez poddania sie miedzynarodowej ocenie. a co do dydaktykow przedmiotowych, czyli najczesciej 'iwecznych adiunktow' ktorzy zeby zzarli na dydaktyce. niepotrzebni? wrecz przeciwnie!! dopoty dopoki uaktualniaja swoje nauczanie, to moga byc fantastyczni dydaktycy, ktorzy sa cieci przez pensum kadrowe (najwieszka zaraza polskich uczelni) i bardzo zle. mysle ze powinna byc sciezka kariery dydaktycznej, gdzie po dokotracie delikwent moze sie poswiecic uczeniu, ale za to nie ma przywilejow naukowych (typu konferencje, urlopy na badania) i ma zwiekszone pensum dydaktyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:34 Najpierw do Khmary: "Nie ma zadnych powazniejszych przeszkod by polonista publikowal po angielsku." Tylko po co? I dla kogo? Znowu nie wykluczam pojedynczych przypadków i sytuacji (dotyczących np. ogólnych zagadnień lingwistyki czy pisarza znango w swicie, jak Gombrowicz - trochę zmyślam, bo to nie moja branża). No i zasadnicza sprawa: czy brak znajomości j. angielskiego dyskwalifikuje wybitnego polonistę? Choć znajmość ta na pewno może pomóc w pracy. I do Dalataty: nie chodziło mi o adiunktów prowadzących nawet bardzo dobrze zajęcia ze studentami. Tu pozostaje (źle widziana - znów w związku z punktacją) "kariera" starszego wykładowcy, czyli klapa, przegrana, koniec kariery. Mnie chodziło o pracowników kształcących nauczycieli - fizyki, matematyki, historii itp. W tych dyscyplinach habilitacji nie zrobia, a ponieważ są "przypisani" do wudziałów (instytutów) fizyki, matematyki czy historii, nie zrobia też habilitacji w dziedzinie pedagogiki - niezaleznie od swej kreatywnosci i osiagnięć. "Przypisanie" ich do nauk pedagogicznych byłoby chyba najlepszym wyjsciem, ale najpierw musiałaby nastapic całkowita zmiana w systemie kształcenia nauczycieli: kandydat na nauczyciela najpierw wybiera studia pedagogiczne, a dopiero potem decyduje, czy chce byc nauczycielem fizyki czy histrorii. Dzis jest odwrotnie: chce byc fizykiem, a jak się nie uda (uda nie do końca), to ostatecznie gotów jest zostać nauczycielem. To nierealne - najpierw nauczyciele musieliby zarabiac znacznie lepiej niz dziś, a po wtóre - wydział fizyki nie wypusci przecież szansy na pozyskanie klkku dodatkowych studentów, od których zalezy liczba godzin dydaktycznych i - dalej - liczba etatów (sławetne pensum dydaktyczne). Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:42 Chilly: dla calej masy polonistow na swiecie. naprawde na swiecie ludzie sie zajmuja Gomborwiczem. i tylko polscy polonisci mysla, ze nie moga sie od nich niczego nauczyc. prosze sobie wejsc na google scholar i wstukac Gombrowicz.albo na amazon. ja troche nie widze problemu. mozna sie specjalizowac w metodyce nauczania fizyki nie? i mozna tez z tego publikowac. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:59 Gombrowicza podałem jako przykład, że czasami nie tylko mozna, ale trzeba znać angielski. Ale co ze specjalistą od T. Zana albo jeszcze mniej znanego w swiecie poety/pisarza/dramaturga, istotnego jednak dla polskiej kultury? Można sie specjalizować w metodyce fizyki, można dużo publikować - nawet po angielsku (zawsze jednak zastanawiam się, dla kogo taki metodyk pisze), nie można sie habilitować w dziedzinie fizyki. Co dla mnie zrozumiałe. Kilka lat temu zrobiono wyłom w chemii. Zastanawia mnie jednak, czy metodyk chemii spełnił wymogi habilitacyjne stawiane chemikom, w szczególności: co nowego wniósł do danej nauki, jak przyczynił sie do jej rozwoju. Dlatego bardziej logiczne byłoby przyznawanie stopnia w dziedzinie pedagogiki, tyle że wspomniany metodyk fizyki nie bedzie sie czuł dostatecznie kompetenty w tej dziedzinie, chocby nawet odczuwał "naturalna wyższość" fizyków nad pedagogami. Zwrócę tu uwagę, ze w innych krajach jest tak, jak piszę. A u nas - zasłużony (z duzym dorobkiem) metodyk jednego z przedmiotów humanistycznych "przekwalifikowuje się, by przez dekadę "robić habilitację" z bazowej dyscypliny nauki, co mu umozliwi dalszą spokojną - no i lepiej płatną pracę - związaną z metodyką (przypadek rzeczywisty). Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:08 tomasz zan: scholar.google.co.uk/scholar? q=tomasz+zan&hl=en&lr= ja sie juz sesnownie nie potrafie wypowiedziec. a nie mozna miec habilitacji z metodyki nauczania? tu jest cos takiego jak education studies.... pewnie pedagogika? nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:01 Nie tworzmy na sile przeszkod tam, gdzie ich nie ma. Anna Wierzbicka i Walijczyk, Norman Davis udowodnili, ze mozna jezyk polski i historie polska niezle sprzedac na zachodzie, sadzac przynajmniej po liczbie sprzedanych ksiazek. Tylko taki drobiazg - trzeba znac standardy obowiazujace w miedzynarodowym swiecie nauki. Brak znajomosci angielskiego nie dyskwalifikuje polonisty, ale z cala pewnoscia bardzo go ogranicza. Jezeli Polska jest naukowa wyspa na morzu zapomnienia, to Polacy sami sobie winni. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:13 1. Polska mafia profesorska wrecz sie stara, aby Polska byla naukowa wyspa na morzu zapomnienia, bowiem inaczej takie dalataty nie mialy by szansy zostac dluzej niz minute na jakiejkolwiek szanujacej sie uczelni. 2. Czemu zlosliwy admin mnie wylogowuje co pare minut? Odpowiedz Link Zgłoś
khmara W sprawach jezykowych 24.03.08, 18:09 chilly napisał: > Jakoś mi (laikowi) trudno jednak uwierzyc, by najlepsi poloniści > pracowali akurat za granicą (co nie oznacza, że poziom wszystkich > krajowych jest wybitny, ani że gdzieś na swiecie nie znajdzie się > polonista przebijajacy wiekszośc krajowych). To akurat jest prawda. Jest taki polonista: arts.anu.edu.au/linguistics/arts_fac/staff/wierzbicka.html Nie ma zadnych powazniejszych przeszkod by polonista publikowal po angielsku. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: W sprawach jezykowych 24.03.08, 18:18 Wierzbicka to swietny przyklad, choc ona juz nie zajmuje sie polonistyka, a lingwistyka ogolniej. obok Wierzbickiej (ktora jest chyba najlepiej znana polska lingwistka) jest jeszcze kilku polonistow na swiecie, ktorzy bija na leb na szyje polskich. pomimo jej wielkosci, Wierzbicka jest bardzo skromna i nienapuszona osoba. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:01 Niekoniecznie. Sa specjalisci od Slaska w Niemczech czy w Czechach, a polonisci tez i w Japonii. Na US of A swiat ani nauka sie nie koncza! Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:02 Mnie karze sie zas w Polsce za to, ze publikuje glownie po angielsku i za to, ze mam doktorat z Monash a nie z Minska... Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 16:10 Pytanie do Khmary: co to jest język międzynarodowy? Dawniej mówiło się o językach konferencyjnych. Zaliczano do nich angielski, rosyjski (!), niemiecki, francuski. Nie pamiętam, czy jakis jeszcze. Dziś "językiem międzynarodowym" jest chyba tylko angielski. Tak można przynajmniej sądzić po kryteiach oceny punktowej dawnego KBN (i kto tam dzisiaj sie tym dalej zajmuje - bo nazwa ministerstwa tak często sie zmienia, ze nie warto jej zapamietywać). Mamy więc punkty np. za książkę w języku polskim oraz (więcej) - w języku angielskim. Rozumiem intencje - książka po angielsku, to w domniemaniu Oxford Press czy Pergamon i obieg międzynarodowy. Ale równie dobrze może to byc gniot, który autor wypocił po polsku i za pieniądze zarobione w dodatkowych miejscach pracy przetłumaczył na angielski. Prawdę mówiąc, ten angielski w nauce moze i nie dziwi (choć Stany mówią coraz bardziej po hiszpańsku). Tyle, ze Polak potrafi i na każde, najrozumniejsze nawet rozwiązanie, szybko znajdzie "obejście". Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 16:21 zadne szanujace sie wydawnictwo nie opublikuje gniota. OUP, CUP, Sage, Blackwell, Routledge, Palgrave (w humanistyce) i jeszcze pare innych - takie wydawnictwa nie publikuja knotow, bo autor zaplaci. nie opalca sie im to, bo traca reputacje na rynku. tak jak czasopisma maja swoja marke, tak i wydawnictwa. jest z kolei cala masa wydawnictw ktore sie nazywa vanity press, np. Edwin Mellen Press, ktore wezma prawie cokowliek. i dlatego ksiazka publikowana w CUP powiedzmy jest waznym elementem dorobku, a w EMP nie. sa jeszcze wydawnictwa uniwersyteckie, jak Manchester UP, ktore rowniez maja swoje rankingi i MUP jest swietne, ale cala masa wydawnictw jest malo interesujaca. Odpowiedz Link Zgłoś
chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:41 Ja to świetnie rozumiem. "Nie rozumiała" tego jednak punktacja KBNowska, dzieląca publikacje na anglojęzyczne i pozostałe. Co zaś do rosyjskiego - opacznie mnie zrozumiałeś, Mzorba. Tak po prostu "się porobiło" w dzisiejszej Polsce, że z Zachodu - znaczy dobry, wybitny itp. Do znajomości z Rosjanami, kontaktów z nimi lub z ich uczelniami, a zwłaszcza do stopni naukowych "tam" uzyskanych - lepiej sie głośno nie przyznawać (co prawda, część naszych "uczonych" rzetelnie na te opinie zapracowała; Rosjanie już dawno zaprowadzili u siebie porządek, z chwilowej dziury w systemie skorzystało jednak wielu). Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:53 OK. Sorry, bo mam dosc tzw. polaczkow (celowo z malej litery), co sie smieja z Rosjan i Rosji. Nie widza, ze to nie jest juz od dawna ZSRR, ze Uniwerystet Lomonosowa w Moskwie bije polskie o kilka dlugosci, ze tam zawsze byly badania naukowe na najwyzszym poziomie, i ze nawet Lysenko nie byl w stanie zniszczyc calej rosyjskiej nauki, gdy w Polsce wystarczyl jeden Balcerowicz... To, ze WALCZE O MOJA NOSTRFIKACJE DYPLOMU "ZACHODNIEGO" NIE ZNACZY, ZE MAM ANTYSLOWIANSKIE CZY ANTYWSCHODNIE FOBIE... (Duzymi literami, bo mi sie przypadkiem Caps Lock wlaczyl)... Pozdr. :) Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:58 Mala poprawka - polonisci wywalczyli, ze trzeba publikowac w "jezyku kultury" czyli polonista piszacy po polsku o Gombrowiczu dostaje wiecej punktow. Ale jak napisze to samo po niemiecku to juz mniej... Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:12 no jasne ze wywalczyli. bo z calym szacunkiem dla nich, wiekszosc nie mialaby szansy na rynku miedzynarodowym. gdy czytam czasem to co pisza, przeraza mnie to. aaaaa, polkiej lingwistyce polonistycznej nawet szkoda gadac, bo sie cisnienie podnosi. to jest naprawde slabe. ford.ka napisał: > Mala poprawka - polonisci wywalczyli, ze trzeba publikowac w "jezyku > kultury" czyli polonista piszacy po polsku o Gombrowiczu dostaje > wiecej punktow. Ale jak napisze to samo po niemiecku to juz mniej... Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:00 Smieszny jestes z wysmiewaniem sie z rosyjskiego (jakiejs kompleksy?). Dzis obok angielskiego sa to wciaz rosyjski, niemiecki, francuski a takze japoński, chiński (mandaryński) i hiszpański. I wydawnictw naukowych na świecie jest sporo, wiec nie ograniczajmy się do kilku, a tylko wyeliminujmy te najgorsze... Odpowiedz Link Zgłoś
poetria Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:24 Zgadzam się w zupełności, równiez recenzje wydawnicze sa pisane na tej samej zasadzie a recenzenci zagraniczni niemile widziani :( a potem takie ksiazki poleca sie studentom :( Np dowiadujemy sie ze arystotelizm renesansowy czyli popularny nie uzwglednial zagadnien z zakresu logiki :) a dialektyka byla nauka pomocnicza retoryki :) itp Odpowiedz Link Zgłoś
owocoskala Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 08:46 > Kazda osoba, ktora po doktoracie ma wystarczajacy dorobek naukowy w > uznanych (a nie podworkowych!) czasopismach naukowych bez problemu > napisze habilitacje i przejdzie ta niska poprzeczke... Jeszcze raz pozwole sobie powtórzyć że tak nie jest. W mojej dyscyplinie (nauki ścisłe)obecnie pisanie książeczek jest passe, robi sie to może na gorsztch uniwersytetach. Robi np. się habilitację z pęczka prac. I wyobraź sobie że jestes osobą która czeka aż będzie miała wystarczającą liczbe publikacji i w koncu ma kilkamaście na Filadelfii, czterdzieści ogółem, i osoba jest cytowana na świecie ok 80 razy, jest samodzielna (nie dopisuje się po prostu do dobrych zespołów jak niektórzy) pełni szereg prestiżowych funcji w tym kierowniczą nad zespołem naukowym ok 20 osób. Idzie się bronić a tam rada zaczyna wybrzydzać a to że podsumowanie prac to nie może być opublikowane w formie przeglądówki, a to ze tematyka kiepska, wręcz "na magisterkę" (mimo że się nie znają na tym i prace te zostały opublikowane na Filadelfii). Rada nie otwiera przewodu i ma gdzieś fakt ze osoba ta ma osiem lat na zrobienie habilitacji (które skończą się za kilka miesięcy) a potem zgodnie z regułami obowiązującymi obecnie - powinna przestać być pracownikiem naukowym i przejść na etat techniczny. Co z tego że niektórzy obecni profesorowie mówią później że to co sie stało to hańba dla rady, zwłaszcza że negatywny wynik głosowania jest związany z nieporozumieniem co do jego zasad? Równocześnie na znanej uczelni wspominanej na tym Forum mój kolega dostaje habilitację bez problemu mimo ze jak mówi "nawet nie marzy o Filadelfii" To wszystko to fakty z życia. Czy ktoś powie że ten system jest sprawiedliwy i korzystny dla polskiej nauki? Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 11:55 owocoskala: kazdy z nas zna dziesiatki takich opowiesci. jednak dla mnei to sa opowiesci na temat nierzetelnosci a nie systemu. system jest niewydolny i nieuzyteczny, jednak dowolny system bedzie wykonywany przez dokladnie tych samych ludzi, ktorzy dokladnie tak samo beda go sabotowali, naginali, wykorzystywali etc etc. to jest wedle mnie glowny problem nauki. i bez zaangazowania recenzentow zagranicznych chyba sie tego nie naprawi. do forda.ka - jako recenzent prac dokotrskich w UK dostaje 100 funtow. za pisanie recenzji profesorskich nie dostaje zazwczyczaj nic. choc ze dwa razy zdarzylo mi sie pisac ocene dorobku na profesure na dalekim wschodzie. i oni placicli sume rzedu 200-300 funtow. podejrzewam, ze to sa sumy znacznie mniejesze niz obecnie placone polskim recenzentom. jakis czas temu za recenzje dokotroska honorarium wynosilo 1500 zl. a zatem dzisiaj ponad 300 funtow, podejrzewam jednak, ze ono wzroslo. jesli nie bedziemy sprowadzac recenzentow do Polski, to system zaoszczedzi kupe kasy. Odpowiedz Link Zgłoś
owocoskala Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 12:29 jednak dowolny system bedzie > wykonywany przez dokladnie tych samych ludzi, ktorzy dokladnie tak > samo beda go sabotowali, naginali, wykorzystywali etc etc. Częsciowo masz racje w tym sensie ze przy wprowadzaniu jedynie wymogu punktowego ludzie też to będa obchodzić dopisując się wzajemnie do prac itp. (co i tak oczywiście obecnie się zdarza), ale chociaż nie da się złamac karier osobom naprawdę wartościowym. Jeśli będzie wymóg punktowy każdy będzie mógł się odwołać od decyzji rady, sprawa będzie jasna. > owocoskala: kazdy z nas zna dziesiatki takich opowiesci. jednak dla > mnei to sa opowiesci na temat nierzetelnosci a nie systemu. Raz piszesz że prawie nie znasz przypadków by dobra osoba miała problemy z habilitacja i obecny system jest ok, raz piszesz ze znasz dziesiątki takich przypadków...... Są systemy bardziej i mniej patogenne - obecny musi ulec zmianie ! Co do stawek za recenzje to cóż, są to zapewne skutki niskich pensji naukowców w Polsce. Na zachodzie widocznie stać profesorów by poświęcić swój czas bezpłatnie, dla rozrywki :) Polski musi wybirać miedzy różnymi formami dorabiania. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 12:38 Nie ma systemu idealnego, ale im bardziej jest on otwarty, w tym szczegolnie na zagranice, im bardziej transparentny i im wiecej mozliwosci w nim odwolan od arbitralnych decyzji, tym jest on doskonalszy. Stad: 1. Doktoraty powinno sie bronic na innej uczelni, niz ta, gdzie sie pracuje i/lub studiowalo. 2. Wiekszosc rezenzentow powinna byc z zagranicy, co naturalnie zachecaloby do pisania doktoratow w jezyku swiatowym (glownie angielski, ale niekoniecznie). 3. Powinny byc dwie listy naukowych czaspism: biala - atykuly w nich opublikowane liczyly by sie do dorobku i przy awansach oraz czarna - atykuly w nich opublikowane NIE liczyly by sie do dorobku. Artykuly opublikowane gdzie indziej musialby by byc dodatkowo oceniane (recenzowane) aby sie liczyly do dorobku. W ten sposob wiadomo by bylo, kto ma dorobek, a kto go nie ma. A habilitacja mogla by wtdy zostac, gdyby byla automatyczna, np. po 10 publikacjach z "bialej" listy... Odpowiedz Link Zgłoś
przemek05 Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 12:56 Sluzy do tzw oceny parametrycznej jednostek nauk. Masz artykul w czasopismie (szczegolnie tym "filadelfijskim") - jednostka otrzymuje duza liczbe punktow. Wysylasz komunikat na wysokiej rangi konferencje zagr. (referaty sa oceniane przez kilku recenzentow) - jednostka otrzymuje ZERO punktow. Chyba ze organizator konf. "da w lape" np. Springerowi i ten wydrukuje wszystkie referaty. A, wtedy znajda sie punkty... :-) Jesli przeniesiemy ten system na ocene pracownikow naukowych, to okaze sie ze przedstawienie referatu na powaznej konferencji jest rownowazne kompletnej bezczynnosci - za jedno i drugie zero punktow. A w mojej dziedzinie wlasnie na konfererencjach mozna sie czegos dowiedziec, w czasopismach jest to samo - tylko z 2-letnim opoznieniem. Reasumujac, dorobek trzeba oceniac sprawiedliwie, przypisujac wagi wszelkim przeejawom dzialalnosci nauk., a nie zero-jedynkowo, jak to robi ministerstwo w swoim systemie kontroli parametrycznej. Odpowiedz Link Zgłoś
poetria Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 14:56 Nie calkiem bo chyba na liscie ministerialnej nie ma pism z dziedzin humanistycznych ktore nie maja z zalozenia obliczonego Impact Factor i nikt sie o to nie upomina specjalnie bo ludzie rzadko u nas w wiodacych pismach drukuja, nie ma np. Renaissance Quaterly, czyli jesli Pan publikuje w tym pismie to tez lenistwo ;) Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 15:04 z tego co wiem, to CK (przynajmniej w sekcji humnaistycznej) upomina sie o tego typu rzeczy, zey liste uaktualniac i tego typu kwiatki usuwac. poetria napisała: > Nie calkiem bo chyba na liscie ministerialnej nie ma pism z dziedzin humanistyc > znych ktore nie maja z zalozenia obliczonego Impact Factor i nikt sie o to nie > upomina specjalnie bo ludzie rzadko u nas w wiodacych pismach drukuja, nie ma n > p. Renaissance Quaterly, czyli jesli Pan publikuje w tym pismie to tez lenistwo > ;) Odpowiedz Link Zgłoś
poetria Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 16:30 No coz miejmy nadzieje, faktem jest ze na razie nie usuneli :( Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 16:33 no ale oni musza skads to wiedziec, ze trzeba to zrobic. ja bym proponowal napisac do szefa CK, czy szefa sekcji humanistycznej. mowie calkiem powaznie. poetria napisała: > No coz miejmy nadzieje, > faktem jest ze na razie nie usuneli :( Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Dla przesmiewcow 24.03.08, 15:21 Acta Lemiana Monashiensis pod red. Lecha Kellera „Acta Polonica Monashiensis” 2002, vol. 2, nr 2 Monash University 2003, 207 s. www.wsp.krakow.pl/konspekt/18/lemiana.html Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 12:48 zgadzam sie, ze polski system jest patogenny. nie ma watpliwosci. ja przyznalem w wymianie z khmara ze rozprawa habilitacyjna w swietle praktyk o ktorych on mowi, nie ma najmniejszego sensu. i hablilitacja powinna sie ksupic na ocenie dorobku. najlepiej ze skorzystaniem z recenzentow zagranicznych. ja sie przed punktami bronilbym, kazdy dorobek nalezy widziec w kontekscie. ale pewnie lepsze to niz dzisiejsza uznaniowosc. roznimy sie w ocenie stawek. ja mysle ze pisanie recenzji jest czescia naszej dzialalnosci profesjonalnej. i sadze ze rowniez polski profsor ma wystarczajaco duzo czasu, zeby napisac recenzje na podstawie cv. to nie jest praca na kilka dni. Odpowiedz Link Zgłoś
owocoskala Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 12:59 i sadze ze rowniez > polski profsor ma wystarczajaco duzo czasu, zeby napisac recenzje na > podstawie cv. Powiem inaczej, recenzje do czasopism naukowych wszyscy robią "za darmo", w Polsce i na zachodzie ale te habilitacje w Polsce to czasami mają po kilkaset stron....;) Naprawdę samo zniesienie opłacania doktoratów i habilitacji (10 - 12 tysięcy bez gwarancji na powodzenie)przez osoby chcące je obronic poza macierzystą jednostką wiele da. Niech państwo za to płaci zamiast fundować Rydzykowi wody termialne za 17 milionów. Rozwiąża się problemy i osoby o której pisałam powyżej i Pana Kellera. :) Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 13:11 ja nie mam watpliwosci, ze przeczytanie rozprawy habilitacyjnej to jest duze zdania, ktore trzeba rekompensowac. jednak wedle mnie to powinna byc rekompensata raczej symboliczna, a nie na poziomie sredniej pensji krajowej. co do wod termalnych zgoda w pelni, co do panstwa placacego, to ono i tak robi, tyle ze z kieszeni uczelni, na ktorej jest delikwent. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 15:30 Moj problem rozwiazalo by przesuniecie nostryfikacji do ministerstwa, tak jak to sie dzieje np. w Australii. Przeciez wystarczy ulozyc liste uniwersytetow, ktore sa lepsze niz polskie, i dyplomy tych uczelni uznawac bez formalnosci, tylko po potwierdzeniu ich autentycznosci i za nominalna oplata. Odpowiedz Link Zgłoś
przemek05 Recenzent rozprawy hab.... 24.03.08, 13:11 musi przedstawic 2 opinie - samej rozprawy i dorobku naukowego habilitanta. Jesli nie ma w tym dorobku publikacji w powaznych czasop. (przede wszystkim z tzw listy filadelfijskiej), to nie mozna dac pozytywnej opinii. Co wiecej, od kilku lat 2 recenzentow jest przydzielanych przez CK, rady wydzialow moga tylko powolac 2 nastepnych. Istnieje rowniez mozliwosc przedstawienia, zamiast rozprawy, zbioru publikacji z omowieniem. A wiec postulat oparcia habilitacji na dorobku jest w zasadzie juz spelniony. Postulaty likwidacji habilitacji sa czesto artykulowane przez osoby, ktore obawiaja sie oceny swojego dorobku i chcialyby sie jakos "przemknac" na stanowisko profesora. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Recenzent rozprawy hab.... 24.03.08, 13:38 no tak, ale w naukach humnasitycznych, ksiazka rzeczywiscie musi byc. ja nie mam z tym problemu, jednak akceptuje to, co wczesniej mowil khmara. i dlatego ja tez uwazam, ze formalna habilitacja powinna zostac, choc w zmienionej formie bardziej opartej na ocenie dorobku. przemek05 napisał: > musi przedstawic 2 opinie - samej rozprawy i dorobku naukowego > habilitanta. Jesli nie ma w tym dorobku publikacji w powaznych > czasop. (przede wszystkim z tzw listy filadelfijskiej), to nie mozna > dac pozytywnej opinii. Co wiecej, od kilku lat 2 recenzentow jest > przydzielanych przez CK, rady wydzialow moga tylko powolac 2 > nastepnych. > > Istnieje rowniez mozliwosc przedstawienia, zamiast rozprawy, zbioru > publikacji z omowieniem. A wiec postulat oparcia habilitacji na > dorobku jest w zasadzie juz spelniony. > > Postulaty likwidacji habilitacji sa czesto artykulowane przez osoby, > ktore obawiaja sie oceny swojego dorobku i chcialyby sie > jakos "przemknac" na stanowisko profesora. > > Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Recenzent rozprawy hab.... 24.03.08, 15:23 Na razie to nic o twoim dorobku nie wiemy. Jestes dalatata dobry tylko w zacieraniu sladow swoich niezbyt etycznych posuniec... Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Recenzent rozprawy hab.... 24.03.08, 15:27 Kolejny po dalaltacie, co poza habilitacja nic soba nie reprezentuje, wiec broni jej do upadlego. Ciekawe, ze w olbrzymiej WIEKSZOSCI panstw Zachodu nie ma habilitacji, a poziom nauki jest tam znacznie wyzszy niz w Polsce. Ale o tym "przemek" i "dalatata" milcza... Oni pisza tylko do znudzenia, ze jest ona w Niemczech, ale nie pisza, ze anglosaskie PhD jest tam na rowni z Habilitation. Ale czego wymagac od osobnikow pozbawionych zawodowej etyki... :( Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 17:14 Zalozmy zatem (taka akademicka dyskusja) ze rzucane tu postulaty zostaja wprowadzone w zycie... Nie chce mi sie wierzyc, ze UK i USA pelne sa tych altruistow, ktorzy za 100 funtow przeczytaja minimum jedna spora ksiazke (niektorzy sie habilituja z kilkoma ksiazkami na koncie, to teraz do doktoratu beda przedstawiac ze trzy) i kilkanascie/kilkadziesiat artykulow (w tym czesc po polsku, bo chyba nie zakazemy przy okazji publikowania po polsku) i napisza na ich temat dwa elaboraty minimum po 15 stron (skoro podwyzszamy wymogi doktoratu to ocena pracy i ocena dorobku musi byc oddzielnie!) zamiast zajmowac sie swoimi badaniami. W jaki inny sposob mamy im te prace wynagrodzic jak nie kasa? Wmowic, ze sie rozwijaja naukowo? To jest taka wizja swiata, w ktorej "prawdziwi naukowcy" z "wielkiego swiata" nic innego by nie robili, tylko po osiagnieciu statusu "prawdziwosci" recenzowali tylko nadchodzace z Polski (A reszta swiata gorsza czy moze tylko tak glupia, ze nie wpadla na to genialne rozwiazanie? Co sie stanie jak sie wszyscy dolacza?) doktoraty, ktorych jest co roku kilkanascie tysiecy. Napisalem juz powyzej, zebysmy sie w tej dyskusji sprobowali wyrwac z wladzy idoli i mitow obowiazujacych w poszczegolnych szufladkach PT Nauki Polskiej, ale najwyrazniej MrZorba to gdzies zagadal. Prosze sobie poszukac, a dorzuce jeszcze troche: - Wiara w powszechnosc i uniwersalnosc nauki jako calosci - nie wszystko, co robimy i uznajemy za nauke ma znaczenie dla calego swiata i musi byc calemu swiatu zaprezentowano i przez caly swiat oceniane - choc to oczywiste w dziedzinach najwazniejszych dla rozwoju cywilizacji. Istnieje wiele dziedzin, ktore nie daja oczywistych efektow, a ktore poszerzaja nasza wiedze o swiecie i nas samych, a w efekcie przynosza rozne na ogol nieoczekiwane skutki. Efekty badan ukazuja sie zwykle w niszowych czasopismach czy ksiazkach wydawanych w sladowych nakladach i do swoich adresatow docieraja latami. I tak jest dobrze, bo nigdy nie wiemy, ktore odkrycie przyniesie skutki a ktore nie. Gdybysmy sie uparli, ze musza "zadzialac" w ciagu pieciu lat, nauka zubozalaby ale nic nie dostalibysmy w zamian, poza zatkaniem sie wszystkich "filadelfijskich journali". - Nauka a nauczanie - zeby doszlo do obrony jednego magistra potrzeba (zgodnie z prawem) trzech doktorow habilitowanych (fajnie jest jak maja przynajmniej stanowisko a lepiej tytul profesora)- promotora, recenzenta i przewodniczacego komisji. Czasem trzeba jeszcze czwartego superrecenzenta. Mimo przejscia gorki demograficznej nadal potrzebujemy nauczycieli jezyka angielskiego czy niemieckiego do szkol (trzeba w tym celu miec magistra). Czy taki nauczyciel nauczycieli naprawde musi opublikowac w UK czy USA lub w Niemczech kilkanascie przelomowych artykulow, zeby moc promowac magistrow ze specjalnoscia nauczanie jezykow obcych? Nie wystarczy ze napisze sensowna i porzadna ksiazke, ktora przyda sie przynajmniej jego studentom? Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 17:37 Mala powtorka sprzed trzech dni - ale rozwiniecie powyzszego Kazdy uczestnik debaty jest przekonany, ze problemy, ktore sam dostrzega, sa wspolne dla wszystkich i rownie bolesne, podczas gdy w rzeczywistosci wiekszosc pozostalych uczestnikow nie potrafi ich sobie nawet wyobrazic. Przyklady? Dopisywanie do publikacji - w naukach humanistycznych wlasciwie nie istnieje. Dopisac sie mozna do redakcji zbiorowki, ale to przeciez zaden dorobek. Starzy profesorowie blokujacy awans - w licznych naukach nie istnieje srednie pokolenie, sa za to starcy dzieki ktorym nie trzeba zamykac instytutow i trzydziestoletni doktorzy plus mlodziez. "Sredniakow" ktorzy mogliby tych starcow zastapic brak, bo uciekli z nauki w latach 90-tych, a nowe pokolenie jeszcze nie wyrosło. Ustawiane konkursy - jesli w calej Polsce jest dziesieciu "samodzielnych" porozrzucanych po kraju, to nie ma po co ustawiac konkursu na profesora, skoro najpierw trzeba znalezc chocby jednego kandydata i przekupic go (mieszkaniem, dodatkowymi zrodlami dochodu itd.) zeby w ogole raczyl wziac udzial. Brak funduszy na badania - za kase jakiej wymaga jeden sensowny i nowatorski doktorat z biochemii czy genetyki daloby sie utrzymac cale badanie z sinologii, hungarystyki i bohemistyki w calej Polsce. Nostryfikacja dyplomow - tam gdzie brakuje samodzielnych, nostryfikuja wszystko, tam gdzie sa ich tysiace, nie nostryfikuja za chinskiego boga. Wspolne nie sa tez pewne bozki jak: ksiazka habilitacyjna - w naukach scislych starczy sensowny zestaw porzadnych artykulow, humanisci posikaja sie ze smiechu na taka propozycje, lista filadelfijska - reprezentatywna dla nauk scislych i przyrodniczych, ale n.p. polonistyki czy kultury fizycznej na niej brak calkowicie, cytowania - humanisci pisza ksiazki, cytowania licza sie wylacznie z artykulow w czasopismach w artykulach w czasopismach. Ergo humanisci maja w wiekszosci impact factor 0,0. Byloby fajnie, gdyby te bolesne prawdy byly czasem brane pod uwage ;) Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 17:47 Jak pisalem: nostryfikacja jest sztucznie stworzonym problemem przez to, ze jest ona wciaz w rekach mafii profesorskiej. To cos jak mafia adwokacka kontroluje nabor na aplikacje adwokackie. Taka sytaucja to tylko proszenie sie polskich wladz o przegrana w Strasburgu. A habilitacje nalezy zlikwidowac. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:09 ale ja sie zgadzam z tymi bolesnymi prawdami. szczegolnie co do LF w humanistyce. jedynym rozwiazaniem jest to, by sie oprzec na sprawdzonych regulach gry na swiecie. wysylanie dorobku kandydata to profsorow 'na zachodzie'- to naprawde jest mozliwe - spowodowaloby otrzezwienie recenzentow ppolskich, ktorzy zaczeliby sie bac, ze napisza cos co nie miesci sie w standardach miedzynarodowych. i zaczeliby pisac zgodnie z przekonaniem profesjonalnym. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 17:52 ja nie mam zielonego pojecia czy jest na swiecie tylu altruistow. jednak mowie o tym, ze mnie sie placi 100 futnow za czytanie doktoratu. i tyle. i wszystkim innym tez sie tyle placi. to jest czesc naszej pracy. co do oceny dorobku, to ja niespecjlanie wiem po co czytac wszystkie teksty kandydata. ja wiem ze jesli ktos opublikowal w Disocurse and Society, to znaczy ze przeszedl przez bardzo porzadny proces recenzyjny. i ja tego nie musze drugi raz czytac. bo i po co? zreszta ja jakos nie wierze ze dzisiaj polscy recenzenic czytaja caly dorobek kandydata. bardzo w to watpie. bo i po co mieliby to robic? kiedy mnie uni jakos prosi o ocene portfolio kandydata na profesure, ja sie skupiam glwonie na cv. i takie jest tez oczekiwanie zleceniodawcy. to jest zalozenie, ze dobre teksty publikowane sa w dobrych czasopismach,a zle w zlcyh. i to, tak ogolnie, dziala, jak sadze. co wiecej, jesli przyjelibysmy miedzynardowsoc dorobku habilitacyjnego, to ilosc habilitacji spadlaby dosc znacznie. i wreszcie. recenzowalem dokotraty zarowno w UK jak i na dalkiem wschodzie (te drugie nie wychodzac z domu - nie bylo to mile, ale wystarczylo zeby wyrobic sobie zdanie na temat kandydata i obrony). recenzowalem tez dorobek kandydatow na profesorow na dalekim wschodzie. te uniwerystety robia to dlatego, zeby miec pewnosc ze nie kitwasza sie we wlasnym gronie.i jakos nie slysze na co dzien, ze ludzie uginaja sie pod natlokiem prosb z HK czy z Singapuru. te 1000 habilitacji rocznie zalatwiaja uczestnicy jednej porzadnej amerykanskiej konferencji jak NCA (national communication ass'n- kiedys SCA - speech). mysle, fordzie.ka, ze przesadzasz mocno z tym obciazeniem polskimi habilitacjami. to sie da zrobic logistycznie. tego sie nie da zrobic politycznie, ze sie tak wyraze, bo nagle sie mogloby okazac ze w polsce nie ma ludzi z miedzynardowoym dorobkiem! Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:11 Przepraszam, ale (na potrzeby naszej akademickiej dyskusji) habilitacje wlasnie skasowalismy i teraz wysylamy wszystkie doktoraty czyli lekko 20 tysiecy rocznie. To tez obleca na jednej konferencji? A tak na serio - czy jest jakis kraj na swiecie, ktory odrzucil polityczne wzgledy i przeszedl na zagraniczna ocene swoich stopni naukowych czy poruszamy sie w sferze czystej fantazji? Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:21 nie, nie skasowalismy habilitacji, nie na mojej warcie :-) nikt nie mowi jedynie zagranicznej..... Hong Kong i Singapur nagminnie korzystaja z zagranicznych recenzetnow. w wypadku mojej profesury recenzentami rowniez byli nie-Brytyjczycy. to jest standardem na swiecie, jak sadze. ford.ka napisał: > Przepraszam, ale (na potrzeby naszej akademickiej dyskusji) > habilitacje wlasnie skasowalismy i teraz wysylamy wszystkie > doktoraty czyli lekko 20 tysiecy rocznie. To tez obleca na jednej > konferencji? > A tak na serio - czy jest jakis kraj na swiecie, ktory odrzucil > polityczne wzgledy i przeszedl na zagraniczna ocene swoich stopni > naukowych czy poruszamy sie w sferze czystej fantazji? Odpowiedz Link Zgłoś
ford.ka Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:24 Czyli mówimy o dwóch kilkumilionowych państwach-miastach o stupięćdziesięcioletniej historii... Zgodzę się, że wiele się od nich możemy nauczyć ale chyba niekoniecznie wszystkiego. Odpowiedz Link Zgłoś
dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:34 Prosze mi pokazac jedno polskie wydawnictwo publikujace na poziomie Hong Kong UP i majace taki zasieg. a co ma kwestia wielkosc i historia miasta do nauki? fordzie.ka, blagam nie te argumetny, zaraz sie okaze, ze oni nie maja Czestochowy i posieconego tam sztandaru instytutu! i, jak powiezdialem, recenzenci zagraniczni sa porzadku dziennym w UK, choc zazwyczaj z Europy Zachodniej.jesli specjalista jest Belg, Holender czy Niemiec, to go bierzemy i tyle. normalne. niestety, obawiam sie, ze bez miedzynarodowego przewiertrzenia poslkiej nauki, bedziemy, awlasciwie bedziecie sie kitwasic we wlasnym sosie. ford.ka napisał: > Czyli mówimy o dwóch kilkumilionowych państwach-miastach o > stupięćdziesięcioletniej historii... Zgodzę się, że wiele się od > nich możemy nauczyć ale chyba niekoniecznie wszystkiego. Odpowiedz Link Zgłoś
mrzorba Dalatata, jak mamy zweryfikowac... 24.03.08, 18:32 ... to co piszesz, skoro nie mamy dostepu do twej listy publikacji i CV? W ten sposob mozesz sie podac i za nobliste... Nie widzisz, ze nie masz za nic wiarygodnosci? Odpowiedz Link Zgłoś