Gość: toJA
IP: *.n.pppool.de
11.06.06, 20:51
Z gory przepraszam, ze bedzie dlugo, ale inaczej sie nie da.
Mam 25 lat, 161/61 studiuje i pracuje (biurko+serwis),biegam i cwicze joge-
niestety nieregularnie, biore tabletki ant.,jestem w szczesliwym zwiazku i
ogolnie zadowolona z zycia.Mieszkam w Niemczeczh (czytaj: stac mnie na
jedzenie z Aldiego)i jestem ciagle w biegu + nie mam porzadnej kuchni(czytaj:
srednie warunki do gotowania).
Moj problem: nie umiem jesc normalnie.
Od kiedy pamietam, bylam niezadowolona ze swojej wagi (bywalo i 67 kg), od
kiedy pamietam probowalam na rozne mniej lub bardziej glupie sposoby cos z
tym zrobic. Mam za soba czasy, kiedy chodzilam glodna (kopenhaskopodobne
pomysly), a potem rzucalam sie na jedzenie, mam za soba Atkinsa,
Kwasniewskiego, etap na ECa, wzorcowa "zdrowizne" i nieudolna makrobiotyke,
zameczanie sie na fitness, planowanie, wazenie i przeliczanie kazdego
kesa...W koncu tez wizyte u psychologa, ktory stwierdzil, ze do bulimii
jeszcze daleko, a ja mam klopot z perfekcjonizmem.I ze za 50 zl za godzine
chetnie sobie ze mna o tym porozmawia (czytaj: zrezygnowalam).
Jakis czas temu sie uspokoilam. Uprawiam sport z ochota, a nie "dla spalania
kalorii". Jem wprawdzie nieregularnie, ale przynajmniej nie licze kazdej
zlamnej kalorii.
Chcialabym jednak zmienic swoj styl zywienia, tak zeby "przy okazji" zrzucic
ten moj tluszczyk, wdrozyc sobie regularne nawyki sportowe i pozostac na tym
systemie na zawsze. Chcialabym jesc - zdrowo, normalnie (nie za duzo, nie za
malo)i smacznie, a chudnac powoli - "z dodatkowego sportu". Chcialabbym miec
bardzo ogolny plan (nie jakas krotkotrwala diete), czyli kilka podstawoaych
zasad, bez przeliczania kalorii i rygorystycznych zakazow, przeciwko ktorym
podswiadomie sie bede bronic.
I tu sie okazuje, ze to nie jest takie proste, ze te moje glupie nawyki
siedza gleboko w glowie i funduja zamieszanie. Po tych wszystkich latach mam
wypaczone pojecie tego, co zdrowe i smaczne. Mam zawsze jakies "ale": gotowe
posilki sa "podejrzane" - nie wiadomo ile bialej maki i tluszczu w tym
siedzi, a "razowe i zdrowe" albo nie do kupienia albo drogie. Jesli juz sobie
sama cos ugotuje i to ze soba targam - albo szybko sie nudzi, bo to w kolko
to samo, albo nie smakuje, bo targam to ze soba w upal godzinami, bo zimne i
rozklejone, bo jest tak "udietetycznione", ze juz sredniosmaczne... Smaczne
bylo wczesnie wszystko to, co zakazane,glownie slodycze, biale wegle...
Ale smaczne jest tez "biale" spaghetti z miesem i warzywami, albo gesta zupa
(tutaj robia bez zasmazki), albo razowa bulka, chociaz z zoltym serem, albo
sok, chociaz to dodatkowy cukier. Tylko czy da sie na takim systemie zywienia
schudnac, czy roznica w "zrowosci", czy "dietetycznosci" jest az tak duza?
Czy da sie w ogole schudnac+utrzymac wage na samych "zasadach", bez
przeliczania kalorii i przesadzania w zdrowosci?
Moje pierwsze pomysly na zasady: jem 3 wieksze posilki dziennie + 2
przekaski, o rownych porach, w miare mozliwosci z dodatkiem warzyw lub
warzywne,bez przejadania i niedojadania.Slodycze i alkohol od swieta + 3 razy
w tygodniu bieganie (12 km) i 2 razy joga lub taniec?
Bardzo uciesze sie na pomocne rady,
pozdrowienia
M.