herbjelita
18.07.12, 08:47
Kolejna rocznica słynnej i jednej z największych batalii militarnych średniowiecza za nami. Minęła właśnie jej 599 odsłona. Za rok - to, co Polacy uwielbiają - okrągła 600. Dotychczasowe spojrzenie na nią oraz na Wielką Wojnę z lat 1409-1411 jest w naszym społeczeństwie niestety (poza kręgami specjalistów) błędne, wyrosłe z gruntu kart podręczników PRL-u.
Na polach pod Stębarkiem, Łodwigowem i Grunwaldem stanęły naprzeciwko siebie dwie potęgi ówczesnej Europy. Z jednej strony wojska Królestwa Polskiego z drugiej Zakonu Krzyżackiego. Tutaj rodzi się pierwsze i największe nieporozumienie dotyczące tego konfliktu i samej bitwy. Wojska Królestwa Polskiego to nie znaczy: Polacy. Po stronie polskiej walczyły m. in. oddziały litewskie, ruskie i tatarskie. Natomiast wojska krzyżackie, to z pewnością nie sami Niemcy. W apogeum potęgi Zakonu (początek XV wieku), na kilkanaście tysięcy osób związanych z Krzyżakami, samych rycerzy zakonnych było ok. 800 - 1000. Wojsk, walczących po stronie krzyżackiej pod Grunwaldem było około 18-20 tys. Niemcy w tej grupie stanowili zaledwie około 10 procent. Reszta to najemni rycerze, np. Czesi, Duńczycy, Francuzi, Litwini, a nawet Prusowie. Biskup warmiński na przykład wystawił oddział po stronie Zakonu. Po stronie Zakonu były też wojska niektórych książąt pomorskich, np. księcia słupskiego Kazimierza, bo Pomorze wtedy nie było Polską. Zatem, w bitwie pod Grunwaldem w 1410 roku, Polacy (w dzisiejszym rozumieniu) też walczyli przeciw Polakom...
Z tego ogólnego zestawienia widać, że nie była to walka żywiołu polskiego i niemieckiego, ale przede wszystkim walka dwóch potęg militarnych i w jakimś sensie państwowych ówczesnego świata chrześcijańskiego.
Zwycięstwo wojsk polskich pod Grunwaldem nie załamało państwa krzyżackiego w Prusach, a jedynie osłabiło. Strony konfliktu jeszcze wielokrotnie walczyły ze sobą. Wielkość monarchii średniowiecznej i jej pozycję w Europie, w obu wypadkach, trzeba było jeszcze wielokrotnie potwierdzać w XV i XVI wieku.
Nie można, zatem odnosić tej bitwy i całej wojny do późniejszych zmagań narodu polskiego i niemieckiego, a już zupełnym błędem jest porównywanie jej do przebiegu i rezultatów I czy też II wojny światowej. Ale tak już jest - miejmy nadzieję, że coraz rzadziej, - iż historia jest wygodna dla rządzących szczególnie wtedy, kiedy ma służyć jako porównanie lub przykład i poparcie ideologii lub polityki. Stąd też i „wciskanie" konfliktu i samej bitwy grunwaldzkiej w ramy stosunków polsko-niemieckich w XIX i szczególnie XX wieku to błędny kontekst. To wielki błąd polityków, ale również pełnej ideologicznych pobudek historiografii, szczególnie pierwszych dziesięcioleci po zakończeniu II wojny światowej.
Mity, które narosły wokół Krzyżaków i bitwy pod Grunwaldem, przez wieki Polacy wykorzystywali, żeby podnieść morale, a to w czasach zaborów, a to II wojny światowej i po niej. Z kolei w Niemczech wizję Krzyżaka-walecznego Niemca wykorzystał do swej polityki np. Otto von Bismarck, premier Prus, kanclerz Rzeszy.
Nie było i nie ma w konflikcie polsko-krzyżackim (co wydaje nam się niezmiernie dziwne i niepojęte) walki polsko-niemieckiej. Był to świat średniowiecza, świat rządzący się innymi kryteriami i ocenami, ale także inną rzeczywistością i pojęciem państwowości, a już szczególnie „narodu". W rozumieniu współczesnym naród dopiero kiełkował. Jedno wyróżniało i do dzisiaj wyróżnia ten konflikt i samą bitwę grunwaldzką: nieprzeciętne, jak na skalę średniowiecza, zaangażowanie militarne. Była to jedna z 8 największych bitew całej średniowiecznej Europy. Wniosek: obu stronom konfliktu bardzo zależało na jego pomyślnym i ostatecznym zakończeniu. Tak się jednak nie stało.
Od kilkudziesięciu lat polscy i niemieccy historycy w ocenie roli Zakonu w Prusach są zgodni. Przyczynił się on do rozwoju cywilizacyjnego tej ziemi i wpłynął na jej historię na setki lat.
Jan Gancewski, Wydział Humanistyczny, Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych, Pracownia Historii Powszechnej Starożytnej i Średniowiecznej