Dodaj do ulubionych

polynie zuru

12.04.06, 15:02
"PALENIE ŻURU

Na Śląsku w Wielką Środę odbywa się tradycyjne palenie żuru, które nosi
również
nazwy: żurowa środa, wyganianie Judasza albo palenie skoczek (po śląsku
skoczki
to pchły i wszy).

Bez względu na nazwę zwyczaj ten polegał paleniu śmieci, szmat, gałęzi i tego,
co się wymiecie z obór i stodół. Z wymiecionej słomy i gałęzi robiono
wiechcie,
a z gałganów kukłę Judasza. PO jej zrobieniu nabijano ją na żerdź z miotły i
umieszczano na szczycie stosu usypanego ze śmieci. Następnie młodzi chłopcy
maczają stare miotły w ropie albo w smole.

W niektórych regionach palenie żuru zaczynało się w kościele. Organista
przebierał się za Judasza, a chłopcy wyganiali go z kościoła miotłami. Dalszy
przebieg obrzędu był wszędzie podobny. Przygotowane miotły podpalali, a zaraz
potem Judasza zaczynając od jego nosa. Dalsza zabawa polegała na bieganiu z
zapalonymi miotłami, oczywiście tak ,by nie zrobić sobie krzywdy. Kiedy
ognisko
się wypaliło, zabierano z niego popiół lub węgielki, by chroniły bydło przed
chorobami."
Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband Re: polynie zuru 12.04.06, 15:03
      we Wielki Czwortek na wieczor uaziouo sie rzykac i spiywac koscielne piosynki do
      pywnicy (Kerkel-Kapelle). Jak wy to znocie potym ze tom wodom i myciym sie i
      piciym wody i przinoszyniym jyj do dom(na wszyske choroby)? Jedne godajom ize
      sie szuo ino we piontek rano myc nogi i oczy i prziniys ta woda do dom, a druge
      ize szli we nocy o dwanostyj do tego "Cedronu"

      Znocie tysz to ze uykaniym baziow?
      • szwager_z_laband Re: polynie zuru 12.04.06, 15:04
        W Wielkš Sobotę �wieci się potrawy , a zwłaszcza wykonane przez kobiety
        kroszonki � malowane jajka. Wieczorem �więci się ogień, który symbolizuje
        �wiatło Chrystusa. Po po�więceniu ognia, kapłan zapala paschał, od niej wierni
        zapalajš �wiece i niosš do domów. Służš one do odpędzania burzy oraz konajšcym w
        chwili �mierci. Następnym obrzędem jest po�wiecenie wody, która odpędza złe moce
        i służy do po�więcenia domów, obej�ć. W Strzeleckim w Wielkš Sobotę każdy
        domownik otrzymuje łyk wody do wypicia.
        • szwager_z_laband Re: polynie zuru 12.04.06, 15:05
          WIELKA NIEDZIELA



          Wczesnym rankiem odbywa się ( teraz miejscami np. w Strzelcach Opol.), uroczysta
          msza � rezurekcja, w czasie której w procesji obchodzi się ko�ciół trzy razy,
          jako że Chrystus zmartwychwstał trzeciego dnia. Po powrocie do domu spożywa się
          pokarmy po�wiecone w w sobotę, dzieli się jajkiem, składajšc sobie życzenia. Je
          się też specjalne ciasta: babki, strucle , mazurki. Po �niadaniu, �lšskim
          zwyczajem, dzieci udajš się na poszukiwanie zajšczka � ukrytych, często w
          ogrodzie, niespodzianek. Kiedy� bawiono się też w kulanie lub stukanie jajek.

          Dyngus to zabawa w Wielki Poniedziałek, polegajšcš na oblewaniu się wodš, w
          zamian oblewajšcy otrzymujš kroszonki lub co� słodkiego. W zwišzku z dyngusem
          pozostaje chodzenie z kokotem ."

          • rita100 Re: polynie zuru 12.04.06, 19:42
            Ciekawe zwyczaje, ale ja mam jeszcze ciekawszy, a więc w Pierwszy Dzień Świat
            Wielkanosnych gospodyni musi usiąść gołym tyłeczkiem na czapce gospodarza i to
            nie żart dzięki temu cały rok będzie pomyslność. Ale dopiero się doczytałam o
            tym i jutro więcej szczegółów zamieszczę.

            Czyli mowisz , że dzisiejszy dzień Wielka Środa jest dniem palenia, a czy
            wiesz , że jest też zwyczaj palenia najstarszego na wsi krzyża i popiół z niego
            chroni przed chorobami, acha i jeszcze bazie z palmy powiniśmy zjeść by chronić
            gardła od przeziębień .
            • broneknotgeld Re: polynie zuru 12.04.06, 19:51
              Rita, te bazie to jo do dzisioj łykom.
              Tela że terozki starom sie zowdy mieć cosik łostrego do popicio.
              • szwager_z_laband Re: polynie zuru 12.04.06, 19:52
                ja z tymi baziami to zech kedy sam keds szkryfnou, ale prziznom sie ze
                niywiedziouech co i we Polsce to znajom:)
    • rico-chorzow Re: polynie zuru 12.04.06, 21:34
      szwager_z_laband napisał:

      > "PALENIE ŻURU
      >
      > Na Śląsku w Wielką Środę odbywa się tradycyjne palenie żuru, które nosi
      > również
      > nazwy: żurowa środa, wyganianie Judasza albo palenie skoczek (po śląsku
      > skoczki
      > to pchły i wszy).
      >
      > Bez względu na nazwę zwyczaj ten polegał paleniu śmieci, szmat, gałęzi i tego,
      > co się wymiecie z obór i stodół. Z wymiecionej słomy i gałęzi robiono
      > wiechcie,
      > a z gałganów kukłę Judasza. PO jej zrobieniu nabijano ją na żerdź z miotły i
      > umieszczano na szczycie stosu usypanego ze śmieci. Następnie młodzi chłopcy
      > maczają stare miotły w ropie albo w smole.
      >
      > W niektórych regionach palenie żuru zaczynało się w kościele. Organista
      > przebierał się za Judasza, a chłopcy wyganiali go z kościoła miotłami. Dalszy
      > przebieg obrzędu był wszędzie podobny. Przygotowane miotły podpalali, a zaraz
      > potem Judasza zaczynając od jego nosa. Dalsza zabawa polegała na bieganiu z
      > zapalonymi miotłami, oczywiście tak ,by nie zrobić sobie krzywdy. Kiedy
      > ognisko
      > się wypaliło, zabierano z niego popiół lub węgielki, by chroniły bydło przed
      > chorobami."

      Judasza dłączył kościół,do tej starej,przedkościelnej tradycji:)
      • szwager_z_laband Re: polynie zuru 12.04.06, 21:45
        pierniku jedyn:) dyc rozwin temat!

        :)
        • rita100 Re: polynie zuru 13.04.06, 20:02
          Taka tradycja też jest :)

          - obmywano się w wodzie płynącej na wschód, zachowanie milczenia i nieoglądanie
          się za siebie.
          - żeby się kury dobrze nosiły trzeba im w ten dzień dawć groch , a gospodyni
          powinna usiąść gołym tyłkiem na czapce gospodarza

          To na jaki kolor malujecie jajeczka ?
          • szwager_z_laband Re: polynie zuru 13.04.06, 22:22
            Rita kolory tradycyjne som kolorami jake daje natura, czyli np cebula wszyske
            odciynie bronzu, buraki swoje odciynie itd, itp

            :)
            • rita100 Re: polynie zuru 14.04.06, 23:22
              Z tą cebulą to jest tak - najpierw jajka maluję świeczką we wzorki i daję do
              ugotowania w cebuli, później te które nie świeczkowałam , po ugotowaniu w
              cebuli zaczynam grawerować ostrym nozykiem na wzorki - ale teraz z powodu
              szybkości gotowania wole kolorować niż cierpliwie grawerować.
              A czy wiesz , że modra kapusta jest przysmakiem Warmiaków i to świątecznym ,
              tylko że zanikła.
              W tym roku, to własciwie tych świat nie mam, wszyscy mi wyjechali , i nie chce
              mi sie za bardzo tradycjonalizować - komu ?
              Ruch na drogach niemożliwy , za to ulice u nas puste. Nad morzem również natlok
              niemieckich turystów.
              uciekam , póżno, bardzo póżno już....
              zostawiam tu jojko ;)))
              • szwager_z_laband Re: polynie zuru 15.04.06, 09:26
                tela ludzi z Niymiec je tera we Krakowie?

                a stary slonski przepis na ta kapusta je taki(to je tako ala surowka ale:)

                wez mauo gowka czerwonyj/niybieskyj kapusty i jom drobno poszatkuj i posuj
                solom. Odstow conojmiyj na godzina i jak pusci sok to jom pozondnie(ale richtik
                pozondnie) powyciskej i wylywej tyn sok. Jak cie ze tego rnce bolom to tera
                pokrej trocha cebuli i jak juz ci puaczki lecom to dodej ta cebula do tyj
                wycisniyntyj kapusty. Ku tymu trocha pieprzu i na koniec mocka dobryj gynstyj
                smietany. Wszysko pomiyszej tak zeby ta kapusta juzas jaknojwincyj luzno boua.

                Smacznego:)
                • rita100 Re: polynie zuru 15.04.06, 19:09
                  szwager_z_laband napisał:

                  > tela ludzi z Niymiec je tera we Krakowie?
                  >
                  > a stary slonski przepis na ta kapusta je taki(to je tako ala surowka ale:)
                  >
                  > wez mauo gowka czerwonyj/niybieskyj kapusty i jom drobno poszatkuj i posuj
                  > solom. Odstow conojmiyj na godzina i jak pusci sok to jom pozondnie(ale
                  richtik
                  >
                  > pozondnie) powyciskej i wylywej tyn sok. Jak cie ze tego rnce bolom to tera
                  > pokrej trocha cebuli i jak juz ci puaczki lecom to dodej ta cebula do tyj
                  > wycisniyntyj kapusty. Ku tymu trocha pieprzu i na koniec mocka dobryj gynstyj
                  > smietany. Wszysko pomiyszej tak zeby ta kapusta juzas jaknojwincyj luzno
                  boua.
                  >
                  > Smacznego:)

                  Tak , tego przepisu kiedyś szukałam , a Ty ciagle mi podawałeś na kapuste
                  czerwoną na gorąco. W Gliwicach ten przepis się gdzieś zagubił.
                  Przekalkuje go.
                  • szwager_z_laband Re: polynie zuru 15.04.06, 19:11
                    Rita niy oszczyndzej na dobro gynsto smietana w tym przepisie - to je przepis
                    od dolnoslonski bauerow, i jak to na wsi bouo tam smietany niy brakowauo:))
        • rico-chorzow Re: polynie zuru 14.04.06, 23:57
          szwager_z_laband napisał:

          > pierniku jedyn:) dyc rozwin temat!
          >
          > :)

          Tja,Szwager,dyć wszycke świynta kościylne som we dni stare,hehehe,"pogańske",Bog
          siy rodzi,wejrzi ku starym Grekom(Apollo) 24-27.12:)itd.,itp.,nojlepi to widać
          we Ameryce Pouodniowy po dziś,tys tczyli sonecko,przjrzi siy jak kościou siy
          dopasowou,abo som dopasowywou.We Niymcach kościou przejon nawet mjano
          -Oster-,dyć to je pogańsko-germańsko Aster,Ostara eli ynlich:),Wiylgo Noc,dyć
          tys niyc ynkszego,a tak po cichu powia,nawet siy rypać mogli wiela chcieli,besto
          -Hazok-,a uo jajcu niy tsza godać:)
          • szwager_z_laband Re: polynie zuru 15.04.06, 09:32
            mosz recht w tym je mocka z tego cos padou, a Ameryka Poudniowo faktycznie je
            pod tym wzglyndym richtik dobrym przikuadym. Jeszcze mozno i Afryka sam na mysl
            czynsciowo prziuazi:)
            • rico-chorzow Re: polynie zuru 16.04.06, 23:03
              szwager_z_laband napisał:

              > mosz recht w tym je mocka z tego cos padou, a Ameryka Poudniowo faktycznie je
              > pod tym wzglyndym richtik dobrym przikuadym. Jeszcze mozno i Afryka sam na mysl
              >
              > czynsciowo prziuazi:)

              Afryka?,pomyś uo .... naszym kościele,hm?,co nom sprzedowajom.
    • builder Re: polynie zuru 15.04.06, 00:33
      szwager_z_laband napisał:

      > "PALENIE ŻURU
      >
      > Na Śląsku w Wielką Środę odbywa się tradycyjne palenie żuru, które nosi
      > również
      > nazwy: żurowa środa, wyganianie Judasza albo palenie skoczek (po śląsku
      > skoczki
      > to pchły i wszy).

      bedzie czeba zmienic` tyn obrzon za niydugou bou jusz historycy udowodnili zy
      Judasz boul najlypsziym pszijacielem Jezusa a klerycy oszukiwali;),
      zresztom przeciez` Jezus byl Z`ydem,


      • szwager_z_laband Re: polynie zuru 15.04.06, 09:34
        nic zodyn niy udowodniou, ino wysznupali nazod jedna z mocki ewangeliow, kere
        juz downo tymu bouy, ale kere kosciou odciepnou jako herezje abo z inkszych
        prziczyn. Idzie sie nojwyzyj wadzic eli miou recht:)
        • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:13
          pozwolisz, że cos tu przyniosę, pewne wspomnienia - czy aby nie takie same jak
          Wasze ?
          • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:13
            -Eszcze nocka i Zielgónocka i mniójsko ham, ham - z uśmiechem powiedziała
            Lyjnka do Agnes, wskakując pod pierzynę i przytulając sie do siostry.
            - Jo sia łuż doczkać ni moga - odpowiedziała Agnes.
            Wykrochmalona, pachnąca wiatrem, świeżo powleczona gruba pierzyna otulała
            szczelnie obie dziewczynki. Ten pracowity , nawet bardzo pracowity dzień
            kończył się zawsze takim samym 'rytuałem'. Nic szczegolnego, ale było w tym
            wieczorze coś doniosłego....
            Gdy już wszystkie roboty w chlewach i na łoborze skończone, wszystko zostało
            dokładnie zagrabione i zamiecione, siadano do ostatniej postnej zieczerzy całą
            rodziną. Nie dziwne więc, że dzieci końca postu doczekać się nie mogły.
            Na Warmii poszczono od Środy Popielcowej do samej Wielkanocy. Jakichkolwiek
            mięs i zwierzęcych tłuszczów przez cały Wielki Post próżno było szukać na
            warmińskim stole.
            Dokładnie nikt nie wiedział, w jakiej intencji, ale napewno zdrowia, mama
            złożyła śluby, których dochowywała. Przez cały Wielki Post nawet mleka do ust
            nie wzieła.
            cdn
            ---------
            Edward Cyfus
            • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:14
              Po ziecierzy wnoszono do izby przylegającej do ciemnej kuchni dużą wannę i
              ustawiano na środku. Już zawczasu nagrzana była wystarczająca ilość wody w
              dwóch wielkich keslach na kocherze w kuchni. Rodzinną kąpiel rozpoczynały
              najmłodsze dzieci. Paulek nie mógł sie doczekać, kiedy wskoczy do tynki. Jemu
              mama pozwalała taplać się w wodzie najdłużej. W tym samym czasie swoim
              spokojnym głosem z powagą szczegółowo opowiadała dzieciom historię złożenia
              ciała Chrystusa do grobu i opowieść kończyła się na Zmartwychwstaniu. Panował
              nastrój smutku i powagi.
              Dziewczynki po wyjściu z wody siadały przy nagrzanym kaflowym piecu,
              rozczesywały i suszyły swoje długie włosy, a potem kładły sie do łóżek.
              cdn
              ---------
              Edward Cyfus
              • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:14
                Poulek spał w komodzie. Nie dlatego, żeby nie było w domu innego łoża. Bardzo
                lubił to miejsce, bo komoda stała niedaleko pieca. Mebel , w którym spał
                Poulek, w ciągu dnia wyglądał jak zwykła komoda, którą można było spotkać w
                każdej chacie warmińskiej. Przykrywano ją białą haftowaną serwetką, na której
                stał jakiś obrazek albo wazonik z kwiatami. Na noc zdejmowano serwetkę i
                odchylano połowę górnej pokrywy komody. Przednia ściana z imitacją szuflad i
                uchwytami była wyciągana tak, ze tworzyła po rozłożeniu tylny szczyt łoża. W
                środku był albo niezbyt gruby siennik wypchany słomą, albo słoma luzem, którą
                równomiernie rozkładano. Na to kładziono dekę i lniane, utkane własnoręcznie
                przez mamę prześcieradło. Łoże, w którym spały Lyjnka i Agnes, też było meblem
                uniwersalnym, wygodnym dla jednej osoby, wyciągana była jego boczna ściana.
                Podobnym w swej funkcji, też uniwersalnym meblem służącym do wypoczynku było
                ulubione miejsce popołudniowych drzemek papy, ślómbank, twarda , dość szeroka
                drewniana ława z naogół ozdobnymi oparciami z trzech stron. Mebel ten zawsze
                stał obok stołu, przy którym rodzina spożywała posiłki. Było to stałe miejsce
                głowy domu.
                Kiedy przyjeżdzało więcej gości, np. na Kermas, i nie było ich gdzie położyć
                spać, podnoszono zamocowane na zawiasach siedzenie ślómbanku, opierając je o
                ścianę, po czym wysuwano boczną ściankę spodu.
                cdn
                ---------
                Edward Cyfus
                • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:15
                  Po zakączeniu kąpieli mama z Anną szorowały dyle szrubrem (szczotka ryżowa),
                  używając do tego wody po kąpieli. Potem chłopy wynosili tynkę na dwór, wylewali
                  wodę, a tynkę pozostawali odwróconą dnem do góry, opartą o chałupę. I udawano
                  się na zasłużony odpoczynek.
                  Gdzieś słychać wesołe szczebiotanie dziwczynek po kapieli z sąsiedniej jizby, a
                  papa uspokaja:
                  - Jek wezma klopejcz, to zaro z woma ormung zrobzia ! Na rane zapóznieta ! -
                  krzyknął z uśmiechając się pod wąsem
                  - Gute Nacht Papa ! - odpowiedziały dziewczynki
                  - Na! a pociyż yśta choc zmózili ?
                  Ciiicho, dziwczynki łuż zasneły.
                  cdn
                  ---------
                  Edward Cyfus
                  • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:16
                    Na rezurekcję cała rodzina chodziła bardzo chętnie. To nic , że wczas trzeba
                    było bardzo wcześnie i ponad siedem kilometrów na piechotę świtem iśc do
                    Gryźlin. Ale za to było się świadkiem otwarcia Grobu Pańkiego ! A poza tym szło
                    się po nabożeństwie do dobrych znajomych rodziców na umówione śniadanie.
                    Nareszcie nie postne !
                    A Frau Helga lubiła dogadzać podniebieniom dziewczynek.
                    Na duże (na sumę) bryczką przyjeżdzała do kościoła cała rodzina, potem wszyscy
                    wracali już razem do Wymoja. A w domu nareszcie prawdziwy świąteczny objad.

                    Rosół z nudlami, a przede wszystkim pieczona , chrupiąca gęś, kartofle i chyba
                    przez wszystkich ulubiony szmórkółl (duszona czerwona kapusta) Takiej duszonej
                    czerwonej kapusty, tak smakowicie przyprawionej, lekko słodkiej, odrobinę
                    kwaśnej, chyba nigdzie na świecie oprócz Warmii zjeść nie można było.
                    cdn
                    ---------
                    Edward Cyfus
                    • szwager_z_laband Re: Laband 15.04.06, 19:18
                      czytom richtik ze przijymnosciom tyn tekst, a faktycznie choby u nos kedys:))
                    • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:18
                      Pan Bóg nakazał dzień święty święcić.
                      I świętowano. Oprócz niezbędnych prac, takich jak karmienie zwierząt, dojenie
                      krów i przygotowanie posiłków, nikomu niczego innego robić nie było wolno. Dla
                      dzieci i młodzieży najważniejszy był jednak drugi dzień Wielkanocy.
                      Stary warmiński zwyczaj nakazywał chodzić po smaganiu. Ileż to było śmiechu,
                      pisku radości. Wiejskie szurki, a właściwie już mlodzieńcy, przydóny , stawiali
                      sobie za cel wysmagać w ten Poniedziałek Wielkanocny jak najwięcej dziewczyn,
                      Zawszacu już mieli chlopcy przygotowane do tego celu kadyki. Zwyczajem było
                      wysmagać po nogach czy udach każdą niewiastę. Nie ze względu na to , że gałązka
                      jałowca mogła podrapać nogi czy sprawić ból. Żadnej złosliwości w tym obyczaju
                      też nie było. Z powodu dość wysokich cen pończoch , czasmi brzozowe witki
                      zastępowały kadyk.
                      Bladym świtem po cichutku chłopcy przez niedomknięte okno dostawali się do
                      izby, żeby znienacka zerwać dziewczyn pierzynę i wysmagać obydwie nieszczęsne w
                      łózku. Dziewczyny zdawały się spać (uprzedzone wcześniej przez pape) w
                      najlepsze i rzeczywiście tak było. Chłopcy pewni siebie już się radowali, ze za
                      chwilę pisk i krzyki dziewdzyn postawią cały dom na nogi. Jakże jednak się
                      zawiedli ! Marta z Anną zniweczyły ten misterny plan. Podejrzewając co sie
                      święci, owineły sobie wieczorem nogi od kostek do ud starymi gazetami, a na
                      dodatek obydwie wcisneły się między wsypę i poszwę pierzyny. Piski i krzyki
                      oczywiście były i dom został postawiony na nogi, tylko że szurki z chaty nie
                      wychodzili rozradowani, a ojciec na dodatek nazwał ich nimkami.
                      cdn
                      ---------
                      Edward Cyfus
                      • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:19
                        Poniedziałek zaczął się zatem wesoło i za niedługo cała rodzina jadła w
                        najlepsze frysztyk świąteczny. Do wyboru dziś było kakao albo kawa zbożowa z
                        mlekiem i faryną (cukrem). Pachniały woszty, szpeki i zilce (kiełbasy, boczki,
                        galaretki, zimne nózki) Na środku stołu stał śliczny biały baranek z cukru z
                        małą czerwoną chorągiewką na cienkim długim patyku oraz duża micha łumalowanych
                        w saradeli, cebuli i burokach jojków. Żeby sie błyszczały, pocierano je skórką
                        słoniny. Poulek na brak apetytu nigdy nie narzekał, ale dziś zadziwił
                        wszystkich przy stole. Pałaszował jojka jedno po drugim, co wzbudziło ogólną
                        wesołość, jednak gdy sięgał po czternaste jajko, mama zareagowała.

                        - Toc weź mu te jojka, bo sia łocieli abo fersztopfungu dostanie - powiedziała
                        do ojca.

                        Nic mu po tym nie było, a do objadu zdążył już porządnie wygłodnieć.
                        cdn :)
                        ---------
                        Edward Cyfus
                        • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:20
                          Potam znowój zabzawa :)
                          - A weźta no szurka i lećta, dzieciuki , do lasa łobaczyć, czy aby zajónce w
                          kandykach woma gniozdków nie porobzili - niby od niechcenia odezwał się ojciec.
                          Tego dwa razy powtarzać nie było trzeba. W następnej minucie już biegły do
                          lasu, trzymając Paulka między sobą za ręce. Ten zwyczaj w rodzinie pielęgnował
                          ojciec.
                          Nie mineło pół godziny, jak przekrzykująca się trojka wpadła z powrotem co
                          chałupy chwaląc się co w gniazdku znalazły. A zajączek w gniazdku zostawił dużo
                          słodkości i nowet pierścioneczki w jojku dla dziewaczynek.
                          Na zieczór na kowka i kuchy przyszła tanta z ónklem. Naturalną kawę na Warmii
                          pito tylko na święta. Mama gotowała kawe w garnku na kuchni, a na stół
                          przynosiła w porcelanowym dzbanku, przecedzoną przez zibek. Pito ją tylko z
                          filiżanek, z zachowaniem swoistego ceremoniału i delektując się jej smakiem.
                          Nie była to tania używka.
                          Póżniej starsi grali w szkota na psieniandze i przy sznapsiku.
                          Tak wyglądała ostatnia Ziegónoc prze II wojną światową we wsi Wymój na Warniji
                          w gburstwie Porbadników.

                          koniec :)
                          ---------
                          Edward Cyfus
                          • szwager_z_laband Re: Laband 15.04.06, 19:21
                            a toch sie usmiou z tym ocielyniym od jajcow - to jeszcze pamiyntom:))
                            • rita100 Re: Laband 15.04.06, 19:24
                              Zwróć uwagę na jadło:

                              Rosół z nudlami, a przede wszystkim pieczona , chrupiąca gęś, kartofle i chyba
                              przez wszystkich ulubiony szmórkółl (duszona czerwona kapusta) Takiej duszonej
                              czerwonej kapusty, tak smakowicie przyprawionej, lekko słodkiej, odrobinę
                              kwaśnej, chyba nigdzie na świecie oprócz Warmii zjeść nie można było.

                              To ta kapusta modra ...
                              • szwager_z_laband Re: Laband 15.04.06, 19:27
                                Rita a mosz taki przepis na nia, taki odsia ze kuchni???
                                • rita100 Re: Laband 15.04.06, 20:07
                                  Nie mam przepisu - wszysko każ mi zrobić tylko nie gotować. Jakbyś wiedział co
                                  mam na święta tobyś się uśmiał. Najczęściej jest tak , że jak jem coś w
                                  restauracji to szukam przepisu by to zrobić, zrobie raz i póżniej zapominam ,
                                  bo długo nie robię.

                                  Robiłam boczek surowy, tak z własnego przepisu , z glowy domyślając się co
                                  trzeba robić . Więc wsadziłam boczek uprzednio wszystkim ziołami wysmarowany do
                                  rondla i piekłam, acha podlałam trochę wody. Taki fest upieczony ostudziłam ,
                                  wyciągłam na talerzi do lodóweczki dałam. Następnie z tego sosu co powstał
                                  zrobiłam smalec z cebulką, to znaczy wlałam go na patelnię pokroiłam cebule
                                  przysmażyłam i wlałam do miseczki. Tak mam i smalec z cebulką i boczek do
                                  krojenia :) I nie wiem czy dobrze to wszystko robiłam.
                                  Jutro nie gotuję , bo jade do rodziny na wieś.
                                  hehehe , taka jestem kuchareczka , wszyscy o tym wiedzą.
                                  Ale ta kapusta czerwona to tak ciagnie się za mną.......
                                  • rita100 Re: Laband 15.04.06, 20:11
                                    jak makaron i uciekam, czas na mnie

                                    Wesolych ŚWIAT ;)
                                    • szwager_z_laband Re: Laband 15.04.06, 20:13
                                      nudle tysz som dobre - jo lubia tysz te italianske niyb to nudle niyby kluski
                                      (gnicczi sie to jakos takos podobnie mianuje:( do tego fajno zoua z gorgonzoli :))
                                      • rita100 Re: Laband 15.04.06, 23:02
                                        A jadłes zupę z serem żółtym ?
                                        Nie wiem jak sie ona nazywa, ale pełno w niej było sera zóltego , który się pod
                                        wpływem gorąca topniał i ciągła sie ona jak makaron.
                                        • szwager_z_laband Re: Laband 16.04.06, 07:44
                                          to mogua byc np cebulowo zupa po francusku, aboo zur po glywicku:))
                                          • rita100 Re: Laband 17.04.06, 10:50
                                            Ta zupa chyba się nazywa Neapolitanka czyli serowa.
                                            • szwager_z_laband Re: Laband 17.04.06, 11:25
                                              Acha!, cza sie bydzie zainteresowac:))

                                              lubia tyst tako tomatowo ze kajzom, ale ta to je ze tytki:)))
                                  • szwager_z_laband Re: Laband 15.04.06, 20:11
                                    smalec swojski -moj szwager robi pycha!!

                                    ale on mo swojego masarza chyba, bo kajs ekstra za suoninom jezdzi i potym jom
                                    topi i tyz ze cebulom robi
                                    • rita100 Re: Laband 15.04.06, 23:04
                                      Teraz cięzko o masarza, już i oni wymierają , ci prawdziwi , wiejscy.
                                      Fachowcy obliczyli, że taka rychtyczna szynka wiejska bez konserwantów
                                      kosztowała by 300zł za kg, a nie jak teraz 30zł za kg
                                      • rita100 Re: Świętujemy ! 16.04.06, 10:19
                                        republika.pl/organy_slupsk_hospicjum4/021.mp3
                                        Jajeczka podano do stołu
                                        • rita100 Re: Opowiastka 17.04.06, 10:52
                                          Kara za zbrodnię
                                          Byli dwa bracia. Jeden sie nazywoł Ignac, a drugi Jan. Ten jeden mnioł 40
                                          ziemni, a drugi mnioł 15 morgów. Tak ten co te 15 morgów nioł, to chcioł taki
                                          być bogaty, jek i tamten. Tak ten Jan posied na targ i przedał krowe i dostał
                                          duzo psieniędzy. Tak ten młodszi brat zasied go w lesie i go zabziuł, i
                                          psieniądze wziół, i ni mnioł żiadnej spokojności. Tak jego ziona poszła do
                                          księdza i chciała tylko trzy kartki do zielganocnej spoziedzi. Ksiądz
                                          odpozieda: - "Gdzie ty mas menza, co ty i dla menza nie chces tej kartki" ? -
                                          Kobzieta odpoziedała, że 'on moe chce kartki. Tak pastor muzi, ze "'on ma do
                                          mnie przyjść". Tak mąz sie staziuł do jegomości, do pastura. - " Czemu ty nie
                                          chceś do mnie do spoziedzi przi'chodzić" ? - "Bo mam za ziele grzychów, a by je
                                          patur wyjaziuł, to by jo do zienzienia przyszed" - A pastur odpozieda, ze " jo
                                          przysięgie złożył, że jo nie moge czyjich grz'echów wydać, bo jo je pasturem". -
                                          Tak mu wziół i poziedoł te grzechy, ze brata zabziuł tedy i tedy. Tak pastur
                                          go wysłał w ławke. Ma siedzieć tak długo, aż go zawoła. Tedy jek go zawołał, to
                                          mu doł pokute: "Ni mogę ci prędzej rozgrzeszenio dać, aż ci kto będzie mówił
                                          Bóg zapłać, to przyjedź do mnie do spoziedzi". Tak ten zbrodniarz kupsiuł
                                          cygarów, papsierosów i kozdemu dawał, aby mózili Bóg zapłać. Ale Bóg zapłać
                                          nikt nie móził, tlo dziękuje i tak albo owtak.

                                          Tam tako rzeka była i tedy poszed do lasa i naciół drągów i obskrobał gładko. I
                                          w niedziele, jek ludzie do kościoła prz'eśli, to 'on chućko postaziuł z tych
                                          drągów mostek i sie usiod pod take krzaki; jek ludzie z kościoła będą śli,
                                          któren bedzie móził Bóg zapłać. Ale do tego casu wsistkie prześli i nikt nie
                                          móził Bóg zapłać. Tak sie ten zbrodniarz mocno zasmucił, tak chciał powrotem
                                          nazad, ale zidział jesce chłopa jednego , ze idzie z kościoła, a buł psijany.
                                          Tak ten pyjak pśechodzi bez te gładkie drągi i nogi mu sie omkły i wleciał w
                                          rzeke i sie topsił. No, ale tak mu pom Bóg pomóg, co sie dostał wywlec i móził,
                                          zeby tego i tego psiorun trzas i go zabziuło, tego, co tam w tem krzaku
                                          siedział i co tego brata zabziuł.
                                          Tak buł niewarty do spoziedzi więcy przyjść i nie docekoł tego zbawienia, bo
                                          ksiądz za duze pokute mu doł.

                                          Opowiedział: Arendt Paweł, lat 69, zam. Purda Mała
                                          • szwager_z_laband Re: Opowiastka 17.04.06, 11:24
                                            Rita a skond to mosz?
                                            • rita100 Re: Opowiastka 17.04.06, 13:44
                                              z bardzo starej, unikatowej ksiązki na Allegro, i wiem , ż etakie ksiązki są i
                                              o Sląsku , tylko trzeba poszukać na Allegro. Teraz bedę walczyć o inne ksiązki.
                                              • szwager_z_laband Re: Opowiastka 17.04.06, 15:25
                                                mosz recht rita, take ksionzki to som szace:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka