szwager_z_laband
19.10.06, 14:51
Wystarczy podejrzewać
dziś
Gliwicka policja zażądała od samorządów Gliwic i kilku okolicznych
miejscowości, by przesłały jej projekty uchwał, które miały wejść pod obrady
na posiedzeniach rad miejskich i powiatowych.
W gliwickim magistracie zapanowała konsternacja: czy policja sugeruje, że
urzędnicy zamierzają popełnić jakieś przestępstwa? Samorządowcy dziwią się
żądaniu komendy także dlatego, że projekty uchwał są jawne i dla wszystkich
dostępne, także w internecie. Domyślają się, że to polityczna gra władz
centralnych, obliczona na podważenie zaufania społecznego do obecnego
samorządu.
Zarówno Andrzej Gałażewski, poseł Platformy Obywatelskiej z Gliwic, jak
prezydent miasta Zygmunt Frankiewicz są zgodni w ocenie: to sprawa bez
precedensu w ponadszesnastoletniej historii samorządu.
Gdy Frankiewicz pisemnie zażądał od podinspektora Jarosława Szymczyka, szefa
policji w Gliwicach, wyjaśnień, dowiedział się, że komendant wykonuje tylko
polecenie swoich zwierzchników, zaś akcja ma zasięg ogólnowojewódzki. W
odpowiedzi na list prezydenta Gliwic komendant napisał też, że akcja nie jest
prowadzona w konkretnej sprawie czy przeciwko konkretnym osobom. Ma jedynie -
jak to określił podisp. Szymczyk - "charakter wyłącznie prewencyjno-
zapobiegawczy".
Przed kilkoma dniami poseł Andrzej Gałażewski (PO) interweniował w tej
sprawie u Ludwika Dorna, szefa resortu spraw wewnętrznych. Jak stwierdził w
liście do ministra, można odnieść wrażenie, że komuś chodzi o stworzenie
atmosfery podejrzliwości i obniżenie autorytetu władz lokalnych przed
wyborami samorządowymi. "Czy działalność władz lokalnych województwa
śląskiego w opinii Ministerstwa ma charakter przestępczy i musi być poddana
policyjnym zabiegom prewencyjnym?" - napisał m.in. Gałażewski. Odpowiedzi na
razie się nie doczekał.
Kto zlecił komendantowi Szymczykowi tę dziwną interwencję w gliwickim
samorządzie? W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji zapewniono
nas, że nikt z centrali. Od sprawy odcięła się też komenda wojewódzka.
Jednak Frankiewicz nie wierzy, by za sprawą stał Szymczyk. Podobnego zdania
jest Stanisław Ogryzek, przewodniczący Rady Miejskiej w Gliwicach. - Nie
podejrzewam, by to komendant Szymczyk tę akcję wymyślił. To jakiś element
kampanii wyborczej. I to mnie oburza - mówi Ogryzek.
Komenda policji w Gliwicach chce, by samorządy miast w powiecie przesłały jej
projekty uchwał rad miast. Po co, skoro do tych dokumentów dostęp ma każdy? -
dziwią się samorządowcy. Jarosław Szymczyk, komendant policji w Gliwicach,
twierdzi, że sprawa jest objęta klauzulą niejawności, nie wiąże się z
konkretnymi sprawami czy osobami, ma charakter prewencyjny, a on wykonuje
jedynie polecenia przełożonych.
Takie tłumaczenia samorządowców jednak nie przekonują. Ich zdaniem akcja ma
charakter politycznej insynuacji i jest obliczona na wzbudzenie przed
wyborami samorządowymi podejrzeń w stosunku do obecnych władz.
"Prośba o przekazanie wszystkich projektów uchwał, bez względu na tematykę,
jak również rozrzut geograficzny gmin powiatu gliwickiego, do których
skierowano zapytanie w okresie właśnie rozpoczętej kampanii wyborczej do
samorządów, budzi moje wątpliwości do niejasnych inspiracji tego
postępowania" - napisał w odpowiedzi na żądanie komendanta Szymczyka
prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz. Jednak Frankiewicz, podobnie jak
Stanisław Ogryzek, przewodniczący Rady Miejskiej w Gliwicach, nie wierzy, by
inspiratorem akcji był podinspektor Szymczyk. - Jestem pewny, że policja nie
podjęła tych "zapobiegawczo-prewencyjnych" działań z własnej inicjatywy. Tę
akcję jej zlecono. Komendant Szymczyk zachował się przyzwoicie i poinformował
o sprawie - mówi prezydent.
tymczasem zwierzchnicy Szymczyka umywają ręce. Gdy zapytaliśmy o sprawę w KGP
w Warszawie, nadkom. Krzysztof Hajdas z wydziału prasowego zdziwił się. -
Pierwsze słyszę, aby było coś takiego jak akcja rutynowego sprawdzania
samorządów. Ale sprawdzę - powiedział nam z kolei Andrzej Gąska, rzecznik
śląskiego komendanta policji. Sprawdził - bez rezultatu: owszem, wydziały
(zgodnie ze swoimi uprawnieniami) zwracają się do samorządów o rozmaite
dokumenty, ale robią to w konkretnych sprawach. Nie ma mowy o
akcjach "prewencyjno-zapobiegawczych".
Czy w innych śląskich miastach policja prowadzi podobną akcję? Podinspektor
Szymczyk sugeruje, że tak. Nie udało nam się tego potwierdzić. Szymczyka
wcale to jednak nie dziwi, bo służby prasowe policji mogą o sprawie nie
wiedzieć - jest przecież opatrzona klauzulą niejawności.
- Nie wnikam, w jaki sposób w innych komendach sprawdzano te projekty uchwał -
mówi komendant gliwickiej policji. - My już zebraliśmy informacje i
przesłaliśmy je do komendy wojewódzkiej.
Część lokalnych polityków jest przekonana, że za sprawą stoi Aleksander
Chłopek, gliwicki poseł PiS, najpoważniejszy rywal Frankiewicza w walce o
fotel prezydencki. Ale Chłopek zapewnia, że nic o sprawie nie wiedział.
Twierdzi, że choć ma bliski kontakt z wicepremierem Dornem, nie jest jej
inicjatorem.
- Jednak nie ukrywam, że właśnie w kontekście gliwickiego samorządu wcale
mnie takie działania policji nie zaskakują - mówi. - Niekontrolowana władza
jest chora. Takie działania - jeśli tylko mają podstawę prawną - są jak
najbardziej celowe. Zwłaszcza że znam takie przypadki, kiedy jedne projekty
były w BIP-ie (Biuletynie Informacji Publicznej), zaś w ostatniej chwili, już
na sesji wprowadzano pod obrady jeszcze projekty dodatkowe. Jeśli prezydent
ma ustawioną radę, to ona nawet w takim przypadku nie piśnie. Nie twierdzę
jednak, że o takie kwestie tu chodzi, bo nie wiem. Podaję to jako przykład.
Sugerowanie, że protestuję przeciwko tej sytuacji, ponieważ mam coś do
ukrycia, jest oburzające. Przeciwnie: mam czyste ręce i dlatego głośno
wypowiadam swój sprzeciw - ripostuje Frankiewicz. - Ta akcja jest wymierzona
w samorządy. To psucie państwa. Od nadzoru prawnego nad samorządami jest
wojewoda, nie policja. Ta sytuacja żywcem przypomina działania z minionej
epoki. Jeśli policja prowadzi dochodzenie, to chcemy wiedzieć, w jakiej
sprawie.
- Kierowanie pisma o udostępnienie projektów uchwał tuż przed kampanią
wyborczą postrzegam jako niesmaczne i z dużym znakiem zapytania co do
intencji zleceniodawców - dodaje przewodniczący Ogryzek.
Marlena Polok-Kin - Dziennik Zachodni