szwager_z_laband
29.01.08, 18:22
Fala nienawiści
Michał Smolorz2008-01-18, ostatnia aktualizacja 2008-01-18 14:02
W niedzielne poranki na antenie Radia Katowice nadawane są audycje
dla lwowiaków. To szlachetny pomysł, bo wygnańcy z Kresów
Wschodnich, którzy znaleźli życiową przystań na Górnym Śląsku, mają
w tej audycji swoje ukojenie, jest ona spoiwem i narzędziem do
pielęgnowania duchowości stron rodzinnych.
Szolem Alejchem w swoich wiekopomnych "Dziejach Tewji Mleczarza" (na
których oparto słynny musical "Skrzypek na dachu") przeprowadził
genialny wykład znaczenia tradycji dla przetrwania na wygnaniu. Do
dziś nic się w tej mierze nie zmieniło. Dobrze więc, że śląskie
radio regionalne pamięta o tej grupie, której - jak każdej
diasporze - zagraża utrata tożsamości i stopniowe wtapianie się w
nową społeczność.
Nie jest to audycja hermetyczna, więc każdy słuchacz lubiący
lwowskie wspominki, humor i piosenkę mógłby jej słuchać z
przyjemnością. Piszę "mógłby", bo nadająca z Katowic "Lwowska fala"
ma także swoje drugie, ciemne oblicze. Prowadząca ją Danuta Skalska
nie potrafi bowiem ukryć lub choćby tylko stonować swojej nienawiści
do Ukraińców, więc co jakiś czas sączy z anteny jad pod adresem
dawnych sąsiadów. Jeśli gdzieś na Ukrainie komuś stawiają pomnik, to
jej zdaniem jest to "upamiętnianie przestępcy i kata". Jeśli jakiś
ukraiński historyk wyda książkę, to w opinii Skalskiej zasługuje
wyłącznie na miano "kłamcy i oszczercy". Jeśli ukraiński prezydent
odznaczy swoich sędziwych kombatantów, to znaczy, że "honoruje
zbrodniarzy". To samo dotyczy ukraińskiego Kościoła unickiego, który
jest "wrogiem polskiego katolicyzmu". Wystarczy, że jakiś unicki
batiuszka odprawi nabożeństwo w miejscu według Skalskiej
niestosownym, zaraz okazuje się bez mała narzędziem szatana. Nie
trzeba dodawać, że - według tej autorki - Polacy byli wyłącznie
dobrzy i szlachetni, kochali Ukraińców całym sercem, zaś polskie
formacje zbrojne emanowały wyłącznie rycerskimi cnotami i nikomu
krzywdy nie zrobiły. A nasze pomniki są jedynie słuszne, nasza walka
wyzwoleńcza jedynie uprawniona, nasi bohaterowie jedynie zasłużeni,
a książki naszych autorów jedynie prawdziwe.
Smutne to, momentami głęboko żenujące. Nie neguję ogromu ludzkich
tragedii, które rozgrywały się w XX wieku w różnych miejscach
Europy, także na polskich Kresach. Rozumiem, że autorka "Lwowskiej
fali" może mieć swoje poczucie krzywdy wynikające z rodzinnych
doświadczeń. Problem w tym, że przez minionych 19 lat politycy,
historycy, kościoły i wszyscy ludzie dobrej woli z obu stron
wykonali tytaniczną pracę, aby to pole uporządkować oraz oczyścić z
nienawiści i zakłamania. Już dziś każdy światły człowiek przyznaje,
że nie było na Kresach sytuacji czarno-białych, że obie strony miały
swoje racje, swoich bohaterów i swoje przewiny wobec sąsiadów. Że
także Polacy mają na sumieniu ciężkie grzechy wobec Ukraińców i
nieraz przelali krew niewinną. Ale dla Danuty Skalskiej czas
zatrzymał się 65 lat temu i dziś, w roku 2008, dalej prowadzi ona
swoją prywatną wojnę z anteny publicznego radia na Śląsku. Wojnę
bezsensowną, bo z oczywistych powodów jej głos nie dociera do
Ukraińców, ale do współziomków wygnańców, którym sączy jad do serc i
umysłów. Ta nienawiść staje się irracjonalna, bez mała kultowa.
My, Ślązacy, też żyliśmy na pograniczu, też mieliśmy w XX stuleciu
swoją wojnę domową, Bogu dzięki, daleko mniej krwawą. Też mamy
swoich wygnańców. Też mamy swoje krzywdy i uprzedzenia, które od 19
lat staramy się przełamywać. I też nie brak nam wiecznie
wczorajszych bojowników, którzy do dziś nie wyszli z okopów. Dlatego
rozumiemy Was, kochani lwowiacy, ale też błagamy: nie rozgrywajcie
jeszcze i Wy swoich zadawnionych wojen na śląskiej ziemi za pomocą
śląskiego radia. Jeśli taka "tradycyjna" nienawiść ma być jedynym
spoiwem diaspory, kiepska to wspólnota. O innej tradycji myślał
Tewje Mleczarz.