troll16
14.06.04, 19:13
List po mojej śmierci...
Patrzyłam dzisiaj rano jak budzisz się. Jak otwierasz oczy i
nie wierzysz w rzeczywistość. Jak po Twoim policzku spływa łza,
patrzysz na drzwi. Czekasz na mnie i wiesz, że nie przyjdę, nie
mogę.
Obudziłam się dzisiaj rano. W levisach i koszulce chodziłam po
zielonej, wilgotnej trawie, rozmawiałam z Nim, dookoła były
chmury i promienie słońca. To nie jest to, co nazywa się niebem.
Niebo było w Twoich ramionach, a tu chowam się, marznę. Teraz
musisz być silny. Za siebie i za mnie. Za nas oboje. Może
powinieneś znowu zacząć kochać, powoli zapominać. Tylko czasem,
w nocy, spójrz w gwiazdy, ja tam jestem. Zawsze będę patrzeć jak
budzisz się i jak nie potrafisz zasnąć. I będę przychodzić nocą,
kiedy o tym nie wiesz. I będę zsyłać Ci sny o wężach...