troll16
11.08.04, 11:20
Kolejna kawa. Taka cafe au lait ze spienionym mleczkiem. Pycha. Głowa boli
coraz bardziej. Proszek. Dzwoni W. i mówi, że mam się nie faszerować
chemikaliami. Mądry się znalazł. W duchu przyznaję mu rację, ale tylko tam...
Głowa nadal nie daje spokoju. W. dzwoni po raz drugi. Mówi żebym wytrzymała
do wieczora, a wtedy znajdę się w Jego ramionach, w najbezpieczniejszym
miejscu na świecie, a w uszach będzie mi wibrować słodki głos Norah Jones...
Ból wtedy minie. Cichym westchnieniem przyznaję mu rację...