Gość: Ala
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.06.05, 00:17
Spotkaliśmy się parę razy. Na którymś spotkaniu powiedział, że się cieszy, że
się poznaliśmy (stało się to w dość niekonwencjonalny sposób, mniejsza o to:)
i był oczywiście baardzo miły. Znając facetów wiem, ze nie można być
wrażliwym na ich słodkie teksty, więc wszystkie jego zachowania traktowałąm
może nie chłodno, ale nie specjalnie czule. Ostatni raz spotkaliśmy się na
imprezie. Był b.miły (jak zawsze:), a po zabawie zamówił taksówkę, dał mi
pieniążki (dużo za dużo jak na taxi do mnie) i puścił samą do domku (on
mieszka po drugiej stronie miasta). Po chwili wysłał jeszcze sms,że dziękuje
za zabawę i ma nadzieję, ze szczęśliwie dojechałam. Odpisałam ze
stwierdzeniem,ze mam dla niego jeszcze sporo reszty. Nie podjął tego tematu.
Przekazałm mu tą kasę przez wspólnego znajomego. On tylko podziękował smsowo
i zapytał jeszcze co u mnie. Odpisałam, ale on potem już nie podjął dalszej
rozmowy. Miał przesłać mi zdjęcia mailem, ale tego nie zrobił.W ogóle się nie
odezwał od tej pory (2tyg).
W sumie to mi na nim nie zależy, ale lubię z nim rozmawiać i mam z nim
wyjątkową nić porozumienia. Cenię to i nie chcę, aby ta znajomość tak się
skończyła. Tym bardziej, że nie wiem dlaczego tak się ma stać? Czy on się
obraził, czy już nie chce po prostu kontynuować tej znajomości. Tak na
prawdę, to nie wiem czego on oczekiwał od tej znajomości. Traktowałam go jak
kumpla, znaliśmy się niewiele,więc nawet gdyby to nie mógł wiele oczekiwać po
tych paru spotkaniach. Miałam wrażenie,że jest mną zainteresowany (ale chyba
nie zakręcony, bo gdyby był, to na pewno by sie już do tej pory odezwał).
Czy spisać tą znajomość na straty czy odezwać się do niego? Facet nie jest
nieśmiały - śmiem twierdzić, że nawet pewny siebie, ale chyba nie pomogłam mu
popełnić pewnych kroków, które zrobiłby na pewno, gdybym była napaloną na
niego panienką. Może spodziewał się, że jak mnie zaprowadzi w ciche miejsce,
to się na niego rzucę, bo jest taki boski macho, hehe;)Kurczę, nie wiem, a
sprawa intryguje mnie sama w sobie już dwa tygodnie. I korci mnie, zeby się
odezwać, ale w sumie nie wiem czy jest sens, bo jak mnie oleje(tak jak z tymi
zdjęciami, których mi w końcu nie wysłał) to wiem, ze mnie to trochę zdołuje
(chodzi o to, ze sama świadomość, zę cię ktoś zlekcważył nie jest budująca),
chociaż wiem że tak to mi na nim niezależy. Odezwać się do niego czy już
sobie darować?Bo kolega z niego byłby całkiem ciekawy;)