biomass
22.08.02, 17:07
Przybój załamywał fale, które z trzaskiem zwijały się
na piaszczystym brzegu. Wiatr zrywał strzępy piany
ciskając je w głąb plaży, gdzie topniały na mokrym od
deszczu piasku. Niebo sine po sam horyzont niosło
delikatny deszcz. Dwie postaci w kapturach płaszczy
przeciwdeszczowych stały naprzeciwko siebie. Mokra mgła
skraplała się w załamaniach impregnowanego materiału.
- Hej, mój ulubiony trębaczu – powiedział jeden z nich
z uśmiechem. Wysoki blondyn z chudymi wystającymi
policzkami. Jeden z nich przecinała dawno zagojona blizna.
- Gra na trąbce wyszła już z mody, nie wiedziałeś? –
drugi mężczyzna, niższy, ciemne krótko przycięte włosy.
Odwzajemnił uśmiech, po czym obaj uścisnęli sobie dłonie.
- Dwa lata temu mieliśmy tutaj przepiękną polską jesień.
- Dwa lata temu widzieliśmy się we wrześniu a nie w
listopadzie. Troszkę zleciało, co?
- Troszkę, choć dwa lata to nie jest dystans nie do
przeżycia. Słuchaj, wiesz, że nie spotkaliśmy się ot
tak, kurtuazyjnie.
- Wiem o tym, na spotkania kurtuazyjne nie jeżdżę tak
daleko i to w środku sztormu.
- Wiesz, że chodzi o nią.
- Wiem. Słyszałem, że jesteście szczęśliwi.
- Jesteśmy. I dlatego też chciałem z tobą o tym
porozmawiać.
- A o czym mamy rozmawiać?
- Hmm, nie wiem, może chciałem tobie coś wytłumaczyć.
- Nie ma chyba zbyt wiele rzeczy do tłumaczenia. Ja to
rozumiem.
- Nie jest to codzienna sytuacja...
- Ale czego ty się ode mnie spodziewasz? Rozgrzeszenia?
- Nie, sam nie wiem, może chciałem po prostu cię
spotkać i skonfrontować to co zaszło, z naszą znajomością.
- Słuchaj, nie ma co rwać szat. Byliśmy kiedyś blisko,
mieliśmy te same fajne chwile, te same rzeczy nas
kręciły... i ta zasada sprawdziła się przy kobietach
naszego życia. No pech, ale takie rzeczy się zdarzają...
- Ona jest dla mnie wszystkim.
- Wiem o tym, dlatego też nie widzieliśmy się przez ten
cały czas. Wiesz dobrze, że ja czuję podobnie.
- Wiem...
- Hej, naprawdę daję sobie radę, zresztą to już nie
moja bajka. Nauczyłem się z tym żyć. Po jakimś czasie
nawet przeszedłem z tym do porządku dziennego.
- Nie pokazywałeś się.
- Bo dałem sobie spokój, wyjechałem, nawet poznałem
fajnych nowych ludzi.
- Masz ciągle żal?
- Nie mam, przecież mówię. Może kiedyś, na samym
początku źle mi z tym było, ale nie teraz.
- Wiesz, mamy córeczkę.
- Hmm – uśmiech, trochę krzywy – gratuluję. To bardzo
fajnie, znaczy się zamierzacie być ciągle razem.
- Tak.
- Dobrze... dobrze, że to ty.
Rozmowa zakończyła się. Morze wrzało. Nie tylko morze.