kacper31
26.08.05, 19:29
NAJNOWSZE badania mówią, że 86 % Polek nie zdradza swojego partnera (męża lub
towarzysza stałego związku), skoro on już jest.
A jak on wypada w badaniach socjologicznych?
Okazuje się, że jeśli chodzi o panów objętych rezerwacją, to 3 proc. ma stałą
kochankę, 12 proc. zdradza „okazjonalnie”, a ponad połowa przeżyła przygodę z
inną kobietą co najmniej raz. Jakkolwiek by liczyć, dwie trzecie mężczyzn
ma – statystycznie – coś na sumieniu.
A teraz najgorsze dla kobiet: gdzieś tak co piątemu „zdarzyło się” z ich...
serdeczną psiapsiółką! Niestety, nie wiadomo którą.
Powszechnie wiadomo, iż mężczyźni nie są istotami monogamicznymi, a
profesjonalnie przygotowana zdrada nigdy nie wyjdzie na jaw, bo przygotują
alibi, którego najlepsza policja nie rozgryzie, a zrobią to dzięki usłudze
* CallBack, czyli oddzwanianie, za jedyne 35 zł. Jak to działa? Klient
wykręca określony numer i... szybko ucieka do łazienki. Chodzi o to, że za
chwilę operator oddzwoni, a słuchawkę powinna (powinien) podnieść partnerka
(partner). Usłyszy wówczas: „Dzień dobry! Mówi Aleksander Wolski. Bardzo mi
przykro, ale w chwili obecnej obecność pana (pani)... w firmie jest
absolutnie pilna i nieodzowna”. „Kto tam, kochanie?” – krzyczymy z wanny do
naszego kochania. „Ubieraj się szybko, za 20 minut masz być w pracy, bo bez
ciebie nie dadzą sobie rady” – odpowiada kochanie urzeczone znaczeniem
naszego istnienia;
* Telefoniczne potwierdzenie terminu, to raptem 45 zł. Operator dzwoni (o
umówionej godzinie naszej nieobecności w domu) i mówi np.: „Hallo, dzień
dobry, moje nazwisko Wolski, reprezentuję firmę Gamma, czy mogę rozmawiać z
panią... w sprawie potwierdzenia terminu piątkowej prezentacji?”. „Ale ona
jest w tej chwili nieosiągalna” – miota się nasz domownik. „Proszę tylko
przekazać, żeby nie zapomniała potwierdzić uczestnictwa” – uspokaja dostawca
alibi;
* Pocztowe potwierdzenie terminu (zaproszenie) wystosowane z dowolnego
miejsca w kraju kosztuje 75 zł. Mamy za to „telefoniczną dostępność”, czyli
możemy przed wyjazdem zostawić numer, pod którym rzekomo będziemy uchwytni, a
gdy on (ona) zechce sprawdzić w środku nocy, jak nam leci na tej
kursokonferencji, usłyszy: „Och, jest w tej chwili na sali obrad. Proszę
zostawić wiadomość, przekażę, jak tylko rozpocznie się przerwa”. Następnie
operator daje nam cynk, żebyśmy przerwali na chwilę fiku-miku i dryndnęli do
domu, bo zdradzany(a) coś węszy.
Jest fajnie, a życie jest piękne. Pozdrawiam.