25.11.05, 10:04
Gdy słyszę o "prawdziwej miłości" to w mojej głowie pojawia się dziwna wizja.
Opiszę ją wam bo nie wiem co znaczy.
Zatem widzę ogromną gotycką świątynię, bardzo surową, położona jest na
pustkowiu. To pustkowie jest jakgdyby "zrujnowane". Jakgdyby pozostałości
jakiejś upadłej cywilazacji. Jest zima. Dużo śniegu. Śnieg sypie. Ja i Ona -
wchodzimy do Kościoła. Śnieg jest też w przedsionku Kościoła nawiewany przez
wiatr. Jest zimno. Wnętrze Kościoła jest opustoszałe. Widać, że nie odprawiano
tu dawno żadnego nabożeństwa. Poprzez wybite witraże do środka wpadają wrony
oznajmiając swoją obecność głośnym krakaniem. Poza tym cisza. Tylko wiatr
wyje. Idziemy w kierunku ołtarza a właściwe tego co z niego pozostało. Lecz
nie idziemy jak młoda para. Ja idę parę kroków za Nią. Odziana jest w futro.
Gdy zbliża się do prezbiterium, nagle pada na kolana i zrzuca z ramion futro i
widzę że jest naga.......

Co to wszystko oznacza ???
Obserwuj wątek
    • exman Re: wizja 25.11.05, 10:10
      Fantasy, takie książki wiesz, czytasz za dużo....czas zmienić gatunek
      literatury ! Polecam Bohumila Hrabala i Pavel Ota.
    • qurewka Re: wizja 25.11.05, 10:11
      Tak na moje oko i życiowe doświadczenie oznacza to jedno: nie wierzysz w miłość
      rozumianą jako sakrament w sensie kościelnym. Dla Ciebie prawdziwym sakramentem
      i misterium jest jedynie fizyczne zbliżenie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka