Gość: smutna
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
09.09.06, 20:02
do kitu...
zbajerowal (ach, jak pieknie bajerowal ! )
potem powoli klamstwami zabijal cala wiare, nadzieje, milosc, szacunek.
czekala i czekala, az zrealizuje sie ich bycie razem, tak jak wyznawal, tak
jak obiecal.
a jednak...dlala sie nabrac. on tylko bawil sie w romantyzm i przedluzal
niezobowiazujacy uklad nie zamierzajac go zmienic w nic powazniejszego.
choc przeciez tyle razy mowil jej, ze jest jego najwieksza miloscia.
nie zrobil nic...
gdy powiedziala "dosc - nie chce tak dluzej" wkurzyl sie strasznie.
miesiac wczesniej przysylal sms-y "kocham cie moja jedyna, najdrozsza"
a teraz "nienawidze cie, jestes podla".
i od razu znalazl kolejna dziewczyne - mlode naiwne dziecie, nieswiadome gry w
jaka ja wciaga. bo przeciez byl samotny.
bo ma do tego prawo. bo to Ona odeszla.
uciekl od konfrontacji, nawet nie odwazyl sie porozmawiac twarza w twarz,
szczerze, choc raz.
choc na koniec, szczerze. nie bylo go stac.
najprosciej uciec w nowy romantyczny uklad, skalkulowany pod swoje potrzeby.
kolejna wrazliwa dziewczyna pocieszy zranionego i skrzywdzonego przez zla
kobiete...
ech, mezczyzni...