Dodaj do ulubionych

Spadająca gwiazda...

17.10.06, 10:32
To dla Ciebie Quickly ten wątek, więc zajrzyj tu kiedyś.

Szłam sobie wczoraj piechotą z pracy, zrobiłam po drodze zakupy, już się
ściemniło. Chłodne powietrze przyjemnie dotykało twarzy, przyjemnie łaskotało
płuca. Byłam już przy rondzie na Przylepie, kiedy wysoko nad głową przeleciał
przepiękny, ogromny meteoryt zostawijąc za sobą złotą smugę światła.

I wiesz o kim wtedy pomyślałam? O Tobie, o tym, że chciałabym Ci go pokazać.
Ale pomyślałam też o sensie życia, tułaczce przez to życie, marzeniach
spełnionych i niespełnionych, o tym, że nie znamy ani jego ostatecznego
kierunku ani zwrotu. O wielu rzeczach pomyślałam w ułamku sekundy:
filozoficznych, głębokich, przejmujących umysł jakimś dreszczem...

Spadająca gwiazda zgasła, odpłynęła w nicość tak jak ludzkie życie, ale może
całym sensem jej istnienia i całym jej przeznaczeniem było ucieszyć me oczy.

Wyobrażasz to sobie, Quickly? Kamień, okruch materii, który istniał może przez
miliony lat spłonął tak po prostu w atmosferze, czy to przypadkiem, czy też z
woli Siły Wyższej i może byłam jedyną osobą, która zobaczyła te małe fajerwerki...

Dlaczego Ci to piszę? Bo chciałabym, żeby moje życie też miało sens. Nie tylko
dla mnie samej ale także dla innych...
Obserwuj wątek
    • Gość: tak Re: Spadająca gwiazda... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.10.06, 10:34
      oż cholera!
      • meduza4 Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 10:40
        Nie klnąć mi w tym wątku!
        • Gość: belbo Re: Spadająca gwiazda... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 13:35
          nie martw się może ktoś tez z zachwytem spojrzy na twój koniec, a tysiące myśli
          zagości w jego głowie.
          • meduza4 Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 13:54
            Byle nie był to koniec tak efektowny jak w tych wszystkich filmach, że zabilili
            go i uciekł, ale i tak się po drodze wykrwawił ;-PPP
            • andrexx Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 13:58
              eee wykrwawienie to niedobre rozwiązanie dla kobiet, pomysl jakbys w trumnie
              wygladała - taka blada w ostrym makijażu
              a wogóle co takie cięzkie tematy - 13 piątek juz minał
              • meduza4 Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 14:01
                Blada w ostrym makijażu? W tym wydaniu całkiem dobrze wyglądam :-)

                A tematyka... Ha, poczekajmy aż przyjdzie Quickly, on jeden zrozumie dlaczego
                taka a nie inna :-)

                I może opowie nam coś ciekawego o życiu i przemijaniu :-)
                • andrexx Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 14:08
                  meduza4 napisała:

                  > Blada w ostrym makijażu? W tym wydaniu całkiem dobrze wyglądam :-)

                  Wiesz, ale jakoś ta trumna mnie tak aseksualnie nastraja
                  • meduza4 Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 14:18
                    Wydaje mi się, że w opisanej sytuacji to najbardziej aseksualnie ja się będę
                    czuła ;-PPP
                    • andrexx Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 14:29
                      a pamiętasz taki film "ze śmiercią jej do twarzy "?
                      • meduza4 Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 14:57
                        Szczerze mówiąc to od dłuższego czasu nie oglądam telewizji. Nie mam kiedy...
                        • kobietazsercem42 Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 22:23
                          Muszę to komuś powiedziec.Jeszcze do wczoraj
                          wierzyłam, że świeci na niebie ta moja,tylko moja
                          ostatnia gwiazda.Niestety spadła o godz.12 w południe.
                          Nie świeci i nie zaświeci juz nigdy:(
                          • white.falcon Re: Spadająca gwiazda... 17.10.06, 23:25
                            Skoro spadła, to, Kobietozsercem, nie była to Twoja gwiazda, tylko pod nią się
                            podszywała. Twoja jeszcze zaświeci i uwierz w to. :-)
                            • kobietazsercem42 Re: Spadająca gwiazda... 18.10.06, 18:35
                              Nie, właśnie w tym rzecz, wiem teraz na 100%,
                              iż nie zaświeci, a do tej pory jeszcze sie łudziłam.
                          • quickly Re: Spadająca gwiazda... 18.10.06, 06:20
                            kobietazsercem42 napisała:
                            > Muszę to komuś powiedziec.Jeszcze do wczoraj
                            > wierzyłam, że świeci na niebie ta moja,tylko moja
                            > ostatnia gwiazda.Niestety spadła o godz.12 w południe.
                            > Nie świeci i nie zaświeci juz nigdy:(
                            --------------------------------------------------------------------------------
                            No pomysl... Czy warto sie tym zamartwiac?
                            Bylo, minelo... Nie ta gwiazda, to bedzie inna!

                            A co by bylo jakbys na przyklad umarla!? To jeszcze bylby pikus z tym Twoim
                            zgonem. Pomysl (a to sie zdarza!), ze budzisz sie i czyjesz, ze lezysz w jakims
                            zimnym, zamknietnym podluznym, waskim pomieszczeniu... a w rece masz wlozony
                            rozaniec, albo krzyzyk, a pod glowa koronkowa poduszke. Wyciagasz po omacku
                            reke i domyslasz sie, co sie moglo z Twoim cialem stac, ze ten podluzny ksztal
                            jest niczym innym jak... serce zaczyna Ci walic jak mlot. Zaczyna Ci powoli
                            brakowac powietrza.
                            Krzyki przerazenia.
                            Kopanie, lkanie, drapanie...
                            I czy i wtedy pomyslabys o swojej "gwiezdzie", ktora spadla o 12 w poludnie!?
                            Alez skad!
                            Darlabys sie w nieboglosy, ze wszystko, byle tylko nie to!

                            Wiec kobietozsercem42 nie kus losu... Masz dookola siebien swieze, czyste
                            powietrze, sloneczko na niebie i mnostwo nowych dni, ktore wesolo na Ciebie
                            czekaja. :)))
                            • kobietazsercem42 Re: Spadająca gwiazda... 18.10.06, 18:35
                              Sedno!
    • quickly Ja tez widzialem spadającą gwiazde... 18.10.06, 01:10
      meduza4 napisała:
      > To dla Ciebie Quickly ten wątek, więc zajrzyj tu kiedyś.
      --------------------------------------------------------------------------------
      Dziekuje meduza4. Bardzo mi milo, ale troche mnie rozpieszczasz... (not tak,
      tylko jaki facet nie lubi byc chociaz troche rozpieszczany!?)

      Doskonale wiem jak wyglada zjawisko spadajacego meteorytu. Pierwszy raz
      widzialem to z bardzo bliska bedac w Ciemnicach (wioska w sumie niedaleko od
      Przylepu). Nie bylo to w samej wiosce, ale nad dolkami przy Odrze. Data:
      pierwsza polowa maja 1976, albo 1977 roku. Bylem na rybach z moim sasiadem i
      jego siostrzencem, ktory w tym czasie byl mniej wiecej w moim wieku. Mielismy
      tej nocy jeden z najlepszych polowow jakikolwiek nam sie przydarzyl... liny,
      okonie, szczupaki... Bylo juz pozno w nocy. Na trawie zaczal klasc sie szron,
      zrobilo sie przerazliwie zimno. Lezalem na trawie, pod glowa twardy jak kamien
      plecak z pudelkiem przynet i sprzetu wedkarskiego w srodku. Nawet nie mialem
      koca, zeby sie przykryc i ogrzac... Po prostu lezalem na tej trawie i
      szczekajac zebami wpatrywalem sie w rozgwiezdzone niebo. Pierwszy raz w zyciu
      zdarzylo mi sie widziec, az tak czyste i piekne, nocne niebo. Kolega tez nie
      mogl zasnac. Zapalilismy po "visancie" (na pewno nie wiesz, ale kiedys takie
      papierosy). Jak one nam wtedy smakowaly! Wpatrzeni w niebo dostrzeglismy oboje
      ciekawe zjawisko. Na niebie pojawila sie jasna plama, ktora coraz szybiej
      zaczela leciec nad naszymi glowami. Coraz jasniejsza, za nia coraz wyrazniejszy
      warkocz... iskier i swiatla! Nawet uslyszelismy jej cichy szum, a raczej
      syczenie!!! Byla bardzo od nas blisko, nie wiem trudno mi powiedziedz jak
      blisko, ale zrobilo sie na chwile na niebie jasno i spadajacy meteoryt musial
      wyladowac tuz za pobliskim lasem. Nie mieslismy szans na to, zeby po nocy do
      niego dotrzec. Do okola byly dolki (male jeziorka), rozlewiska i przyodrzanskie
      bagna. Cale zjawisko trwalo nie wiecej, niz moze piec, moze dziesiec sekund,
      ale jest ze mna do tej pory.

      Nie ma nic bardziej zaskakujacego w Australii, niz dwie rzeczy: zachody slonca,
      zwlaszcza w Poludniowej i Zachodniej Australii, i rozgwiezdzone australijskie,
      nocne niebo. To trzeba po prostu zobaczyc. Prozne moje pisanie - to tak jak bym
      Ci chcial namalowac na kawalku plotna muzyke. Niestety, ale nigdy nie widzialem
      tutaj spadajacego meteorytu na taka skale.

      No coz... widzialem od tej pory wiele ciekawych zjawisk w nocy. Ile razy
      wloczac sie po swiecie i lezac w nocy w spiworze, z karabinem w reku, patrzylem
      na biliony gwiazd, ktore swiesily tuz nad moja glowa, tak blisko, ze az mnie
      przytlaczaly? Niebo bylo po prostu tuz nad ziemia. Zamiast moje kochanej
      Wielkiej i Malej Niedzwiedzicy, nade mna majestatycznie migotaly gwiazdy Krzyza
      Poludnia. I myslalem wtedy o przemijajacym zyciu i o tym, co jeszcze mi los
      zgotuje...
      --------------------------------------------------------------------------------
      No tak, a ja zaczelem pisac ten post przed osma, teraz jest juz po dziewiatej.
      W miedzy czasie mialem sport, tzn. dzisaj gralem w koszykowke. Czas teraz wziac
      prysznic... zrobic sobie kawe i nieco odpoczac. Ale poki co, to wysle Ci ten
      post.

      • quickly Przenioslem nasza konwersacje na temat fizyki... 18.10.06, 04:04
        ...kwantowej tutaj.

        Na czym wiec polega Model Bohr'a dotyczaty atomu wodoru?

        Pierwszy raz dowiedzialem sie o Niels Bohr w drugiej klasie technikum. Od tego
        czasu czytalem o nim bardzo duzo. Ciekawa postac.
        Bede teraz pisac z pamieci, wiec moge popelniac bledy.

        Niels Bohr byl zafascynowany fizyka kwantowa Maxa Planck’a. Ten drugi zrobil
        plagiat wykorzystujac znacznie wczesniejsze, nieco toporne, opracowania Henry
        Cavendish’a (okrywcy wodoru). Bohr wcale nie byl lepszy – wykorzystal hipotezy
        Heisenberg’a i Planck’a i napisal swoja bardzo odwazna i wielce ciekawe
        rozprawe na temat spektrum liniowego wodoru (w odroznieniu od spektrum np.
        swiatla slonecznego ("tecza"), ktore nie jest liniowe).

        Do tego czasu fizyka klasyczna nie byla w stanie wyjasnic wyjasnic fenomenu
        spectrum liniowego wodoru, ktora fizycy od pewnego czasu obserwowali w swoich
        laboratoriach. Planck wczesnie sugerowal, ze energia fotonu jest funkcja jego
        czestotliwosci. Miedzy innymi, na tej podstawie Bohr stworzyl model, w ktorym
        zalozyl istnienie energii kwantowej elektronu w atomie. Jego odkrycie
        dotyczylo w tym czasie wodoru (wodor jest najprostszym elementem zawierajacym
        jedynie jeden elektron). Pozniej teoria Bohr’a zostala potwierdzona kolejnymi
        odkryciami (lacznie z jego zalozeniem o mozliwosci przeskakiwania "dozwolonych"
        orbit przez elektron okrazajacy atom), ktorych dokonano na innych,
        bardziej "skomplikowanych" w budowie atomach.

        meduza4, my musimy KONIECZNIE podyskutowac o tym przy piwie!!!

        Ja wiem, ze bardzo zawezilem to o co mnie spytalas i wyszla z tego kaszanka...
        Zwlaszcza sprawe tego, kiedy swiatlo jest pochlaniane, a kiedy emitowane przez
        atom...
        Nic nie nadmienilem o tym, ze:
        - to wlasnie Bohr zaczal od tego, ze elektrony okrazaja srodek atomu (nucleus),
        tak jak ziemia slonce
        - wiadomo z fizyki klasycznej, ze kiedys na skutek emitowanej energii, taki
        elektron musialby zblizyc sie do jadra atomu i w niego z impetem walnac
        - tak sie jednak nie dzieje. Dlaczego?
        - to wyjasnic moze jedynie za pomoca odkryc Bohr'a, ze tylko specyficzne
        orbity o specyficznej wielkosci (energii) sa "dozwolone", elektron wtedy "nie
        spada" i nie traci energii...

        Ale to jest dopiero czubek gory lodowej...

        • Gość: rad- Re: Przenioslem nasza konwersacje na temat fizyki IP: *.l5.c4.dsl.pol.co.uk 18.10.06, 06:15
          a ja wlasnie po paru.... i tak sie keci caly ten swiat...........o k....urczaki
          juz prawie wszystkie gwazdki spadaja :)
        • meduza4 Re: Przenioslem nasza konwersacje na temat fizyki 18.10.06, 17:02
          Kaszanka, powiadasz, wyszła? Przede wszystkim "nie energia kwantowa elektronu"
          ale "skwantowana energia elektronu" a poza tym wszystko jest OK.

          Szczerze mówiąc do tej pory nie wierzyłam, że Ciebie naprawdę interesuje fizyka,
          ale jednak mnie przekonałeś i to trochę "szczena mi opadła" z podziwu. Moi
          studenci w większości przypadków idą na fizykę bo się nigdzie indziej nie
          dostali, studiują nie wiadomo po co, a ani 10% tego co Ty nie potrafią mi
          powiedzieć gdy pytam. Stąd niemałe zdziwienie, bo wydawało mi się, że temat jest
          ogólnie trudny i nielubiany.

          A z tym niespadaniem elektronu to żeby to wyjaśnić rzeczowo, trzeba pójść krok
          dalej.

          Wyjaśnienie pierwsze: musimy mieć późniejszą historycznie hipotezę de Broglie'a,
          mówiącą że poruszającą się cząstkę możemy uważać za falę. Korzystając z tego w
          jednej linijce liczymy, że na orbicie dozwolonej elektron jest falą stojącą,
          zatem nie traci energii (o przeprowadzenie obliczeń męcz przed piwem bo po piwie
          mogę odkryć coś czego nie ma).

          Wyjaśnienie drugie: potrzebna nam zasada nieokreśloności Heisenberga (tylko nie
          nazywaj jej zasadą "nieoznaczoności" bo to błędne określenie). Zgodnie z tą
          zasadą nie możemy jednocześnie dokładnie określić położenia i pędu elektronu.
          Gdyby spadł na jądro to położenie byłoby znane ale pęd musiałby być ogromny, co
          jest nieprawdą, bo skoro leży to nie może mieć ogromnego pędu.

          Wyjaśnienie trzecie i matematyczne: energia elektronu na dozwolonej orbicie dana
          jest pewnym wzorem. Liczymy pierwszą pochodną i stwierdzamy, że energia osiąga
          minimum (a zatem tam najpewniej znajdzie się nasz elektron) w pewnej odległości
          od jądra, zatem na to jądro sam nie spadnie.

          Też zrobiłam kaszanę bo tak to jest "wykładać" fizykę w biegu i skrócie ;-)
          • quickly Re: Przenioslem nasza konwersacje na temat fizyki 19.10.06, 02:07
            meduza4 napisała:

            > Kaszanka, powiadasz, wyszła? Przede wszystkim "nie energia kwantowa elektronu"
            > ale "skwantowana energia elektronu" a poza tym wszystko jest OK.
            --------------------------------------------------------------------------------
            Ale jaja! A ja na myslalem, ze Ty mnie troche podbierasz z ta fizyka... Ale
            teraz juz wiem, ze Ty..., ze Ty faktycznie meduza4 w tym siedzisz, bo po prostu
            za swobodnie o tym piszesz... Chyle wiec czola...

            A wiesz, ze jak jechalem wczoraj do domu, to pomyslalem dokladnie o tym samym!?
            Ze przeciez nie mozna powiedziec "energia kwantowa elektronu", a "skwantowana
            energia elektronu". To nie samowite, ze to wylapalas!

            No ale z drugiej strony, jak ktos nas bedzie czytal, to pomysli, ze
            jestesmy "dwojgiem swirusow". Ale ja sie tym wcale nie przejmuje...

            Bede pisac dalej, ale postaram sie pisac tak, zeby ci wszyscy, ktorzy maja
            ochote czytac to, o czym tu piszemy, mogli cos z tego zrozumiec.

            Wracajac do "Modelu Bohr'a".
            Na moim poprzednim wykladzie ustalilismy, ze skwantowana energia elektronu moze
            zmienic sie tylko w malych przeskokach (kiedy elektron "przeskakuje" z jednej
            orbity na druga). Ten maly przeskok nazywa sie kwantem i dlatego ta czesc
            fizyki nazywa sie Mechanika Kwantowa, lub po prostu Fizyka Kwantowa.

            (No i jaka mi idzie meduza4? Jak ja bym chcial miec kiedys wyklad wlasnie na
            ten temat! Ale znajac siebie, zaraz bym zaczal sypac studentom jakimis
            ciekawostkami z historii...)

            Moi kochani... i tu jest pewna ciekawostka. Kiedy Bohr i naukowcy
            wspolpracujacy z Bohr'em okryli to ciekawe zjawisko w poczatkach XX wieku,
            rozentuzjomowani nazwali ten przeskok "wielkim". Ale w rzeczywistosci jest on
            nieprawdopodobnie maly. Sam Bohr po bardzo dokladnych obliczeniach byl
            zaszokowany swoim odkryciem. Otoz Bohr doszedl do wniosku, ze pomimo tak
            znikomych roznic w wielkosci orbit, na ktorych porusza sie elektron wodoru,
            nastepuje cos, czego nie mozna latwo wytlumaczyc za pomoca ogolnie znanej
            fizyki klasycznej. Otoz, przeskok elektronu z jednej orbity na druga nie moze
            odbywac sie stopniowo - albo elektron jest na jednej orbicie, albo na drugiej,
            albo UWAGA!!! jezeli jest pomiedzy orbitami, to jest on niczym, czyli nie
            istnieje!!! To paradoksalne odkrycie, bylo czyms w rodzaju tsunami w swiecie
            fizykow! Na przyklad, sam Einstein, nie wielu o tym wie, do konca zycia nie
            mogl sie pogodzic tym rewolucyjnym odkryciem (byl zagorzalym przeciwnikiem
            fizyki kwantowej).

            Skoro wiec nie ma "czasu" przeskoku pomiedzu orbitami na ktorych porusza sie
            elektron, zatem nasuwa sie pytanie, czy elektron moze byc w tym samym czasie na
            obu orbitach? Odpowiedz na to pytanie da nam wlasnie Mechanika Kwantowa.
            Elektrony moga dokonac "bezczasowego przeskoku" pomiedzy orbitami, na ktorych
            moga sie poruszac poprzez emitowanie lub absorbowanie dokladnie takiej energii,
            jaka istnieje pomiedzy tymi orbitami. Czyli bycie w dwoch miejscacach, w tym
            samym czasie jest w pewnym sensie MOZLIWE...

            (Juz widze swoimi oczami wyobrazni rozdziawione, zszokowane buzki studentow...)

            No i jak mi idzie meduza4? Myslisz, ze by mnie zrozumieli?
            Do tej pory uczylem tylko j. angielskiego...
            • meduza4 Re: Przenioslem nasza konwersacje na temat fizyki 20.10.06, 15:03
              quickly napisał:

              > meduza4 napisała:
              >
              > > Kaszanka, powiadasz, wyszła? Przede wszystkim "nie energia kwantowa elekt
              > ronu"
              > > ale "skwantowana energia elektronu" a poza tym wszystko jest OK.
              > -------------------------------------------------------------------------------
              > -
              > Ale jaja! A ja na myslalem, ze Ty mnie troche podbierasz z ta fizyka... Ale
              > teraz juz wiem, ze Ty..., ze Ty faktycznie meduza4 w tym siedzisz, bo po prostu
              >
              > za swobodnie o tym piszesz... Chyle wiec czola...


              Quickly, Quickly... No w mordę jeża, gdzież ja bym Cię podbierała? Jeśli
              rzeczywiście przyjedziesz do Polski i jeśli potrafisz mi wybaczyć bajzel na
              biurku to mogę Cię nawet do mnie do pracy zaprosić (wstęp wolny, nikt Cię nie
              wyrzuci, co najwyżej koledzy będą zazdrośni, że przyprowadziłam "obcego chłopa"
              jakby ich nie było).

              Mogę Ci nawet moją pracę doktorską pokazać, ale to akurat z fizyki jądrowej.
              Żadne bomby, żadne elektrownie, po prostu badanie własności materii jądrowej i tyle.


              >
              > A wiesz, ze jak jechalem wczoraj do domu, to pomyslalem dokladnie o tym samym!?
              >
              > Ze przeciez nie mozna powiedziec "energia kwantowa elektronu", a "skwantowana
              > energia elektronu". To nie samowite, ze to wylapalas!

              Niesamowite??? Eeee no, nie wygłupiaj się. Kwestia rutyny i mówienia od wielu
              lat pewnym "językiem", kolego lingwisto :-D

              Tak jak Ty jesteś w stanie wyłapać wszystkie moje przejęzyczenia w angielskim,
              ja od razu wyłapuję tego typu potknięcia... "językowe". A muszę Ci tyle
              przyznać, że i tak dzisiaj studenci to jest ładne kilka poziomów poniżej Ciebie
              z tą ich "wiedzą".


              > No ale z drugiej strony, jak ktos nas bedzie czytal, to pomysli, ze
              > jestesmy "dwojgiem swirusow". Ale ja sie tym wcale nie przejmuje...

              Jesteśmy... i co z tego? :-)


              > Bede pisac dalej, ale postaram sie pisac tak, zeby ci wszyscy, ktorzy maja
              > ochote czytac to, o czym tu piszemy, mogli cos z tego zrozumiec.

              A niech nikt nie czyta!!! Chryste Panie, to już sami we dwoje tak romantycznie
              pochyleni nad modelem Bohra nie możemy trwać w zadumie?! ;-)


              > Wracajac do "Modelu Bohr'a".
              > Na moim poprzednim wykladzie ustalilismy, ze skwantowana energia elektronu moze
              >
              > zmienic sie tylko w malych przeskokach (kiedy elektron "przeskakuje" z jednej
              > orbity na druga). Ten maly przeskok nazywa sie kwantem i dlatego ta czesc
              > fizyki nazywa sie Mechanika Kwantowa, lub po prostu Fizyka Kwantowa.
              >
              > (No i jaka mi idzie meduza4? Jak ja bym chcial miec kiedys wyklad wlasnie na
              > ten temat! Ale znajac siebie, zaraz bym zaczal sypac studentom jakimis
              > ciekawostkami z historii...)

              Ha, jak Ci idzie? Nieźle, Quickly tylko znowu mały błąd. Przeskok nie może
              nazywać się "kwantem". Przeskokowi elektronu towarzyszy emisja lub absorpcja
              promieniowania (nooo, wyjaśnij drogi, kochany mądralo która opcja kiedy) i
              kwantem nazywamy właśnie taką malutką (o tyci tyci) porcję energii jaka
              zostaje oddana do otoczenia lub z niego pobrana podczas tego przeskoku :-)


              > nieprawdopodobnie maly. Sam Bohr po bardzo dokladnych obliczeniach byl
              > zaszokowany swoim odkryciem. Otoz Bohr doszedl do wniosku, ze pomimo tak
              > znikomych roznic w wielkosci orbit, na ktorych porusza sie elektron wodoru,

              Errata: elektron w atomie wodoru. Tak jak to napisałeś, to można zrozumieć, że
              wodór ma elektrony inne niż np. hel (jak już mam wyłapywać Twoje błędy) a
              wszystkie elektrony w przyrodzie... przyjmijmy dla dobra sprawy, że są takie same.



              > Skoro wiec nie ma "czasu" przeskoku pomiedzu orbitami na ktorych porusza sie
              > elektron, zatem nasuwa sie pytanie, czy elektron moze byc w tym samym czasie na
              >
              > obu orbitach? Odpowiedz na to pytanie da nam wlasnie Mechanika Kwantowa.


              Odpowiedź na to pytanie da nam raczej moja skromna osoba, zanim skrypty i
              podręczniki wszyscy zaczną czytać. Ponieważ mechanika kwantowa nie stosuje się
              do pojedynczego atomu, a do ich dużej ilości (czym więcej tym lepiej) więc
              operuje pojęciem prawdopodobieństwa. Jeżeli mamy ileś tych atomów to z pewnym
              prawdopodobieństwem część z nich będzie miała elektron na tej orbicie a część na
              innej. Z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora w przypadku wielu zjawisk
              fizycznych to rzeczywiście tak wygląda jakby elektron był w dwóch miejscach na
              raz.


              > (Juz widze swoimi oczami wyobrazni rozdziawione, zszokowane buzki studentow...)
              >
              > No i jak mi idzie meduza4? Myslisz, ze by mnie zrozumieli?
              > Do tej pory uczylem tylko j. angielskiego...

              Idzie Ci dobrze, ale studentów ostatnio mamy takich, że tłumaczyć im to trzeba
              na jakichś półlitrówkach czy cyckach Pameli Anderson... Tak jak Ty to tłumaczysz
              to może gdzieś na lepszej uczelni zrozumieją (i to wcale nie żart).
      • meduza4 Re: Ja tez widzialem spadającą gwiazde... 18.10.06, 16:45
        quickly napisał:

        > -
        > Dziekuje meduza4. Bardzo mi milo, ale troche mnie rozpieszczasz... (not tak,
        > tylko jaki facet nie lubi byc chociaz troche rozpieszczany!?)

        Quickly... Pamiętasz jak wiele, wiele lat temu żartobliwie nazywałam Cię "starym
        kochanym skurczybykiem"? Spróbuję Cię dalej porozpieszczać i wyrzucę tego
        "starego" i "skurczybyka" bo mi coś przestało się w tych słowach podobać.

        No więc stokrotnie kochany Quickly, nie chodzi tu o samo zjawisko tylko o
        wrażenie, które wywołało w moim sercu. I chodzi o to, że byłeś pierwszą osobą,
        która przyszła mi na myśl gdy zobaczyłam ten wielki, złocisty meteoryt. Naprawdę
        był gdzieś blisko bo, tak jak pisałeś o "swoim", rozsypywał iskry. Ale spalił
        się gdzieś w atmosferze i zgasł.

        Ale gdybyś Ty dotarł do swojego to i tak nie rozpoznałbyś go wśród innych. Byłby
        to prawdopodobnie niezbyt duży szary kamień, wypalony jak żużel. Ot, takie coś
        niepozornego a jakie wrażenia.

        I wiesz, to trochę tak jak z ludźmi. Czasem z pozoru masz przed sobą zwykłego
        szarego człowieka. Wzruszasz ramionami... a tam gdzieś w środku, na dnie duszy
        są tysiące złotych iskier, których nie widzisz.

        Ale wiesz co, ładnie napisałeś o tym "namalowaniu na płótnie muzyki". Nie
        wiedziałam, że potrafisz się wyrażać w taki z lekka poetycki sposób. W sumie to
        zaczęłam nawet pisać wiersz (po angielsku, chole...wka) o tym meteorycie.
        Posiedzę nad nim ze dwie godziny i jak coś z niego wyjdzie sensownego to
        przyniosę go tutaj. Mam nadzieję, że rzucisz okiem i jakby co skorygujesz moje
        potknięcia językowe.
        • quickly Re: Ja tez widzialem spadającą gwiazde... 19.10.06, 02:51
          > Ale gdybyś Ty dotarł do swojego to i tak nie rozpoznałbyś go wśród innych.
          > Byłby to prawdopodobnie niezbyt duży szary kamień, wypalony jak żużel. Ot,
          > takie coś niepozornego a jakie wrażenia.
          --------------------------------------------------------------------------------
          Biorac pod uwage to, ze dobrze ponad 99% wszystkich okruchow znajdujacych sie w
          przestrzeni kosmicznej, to tylko najzwyklejsze, nieco brudne, brylki lodu
          (skroplonych gazow) z domieszka pylu kosmicznego (zazwyczaj sa to zwiazki...
          zelaza), to nawet bym tam nie znlazl na miejscu jego upadku nawet tego kawalka
          zuzla. A szkoda...
          Chociaz, wiesz, ja bardzo lubie zuzel! Kiedys bylem zapalonym fanem zuzla!
          Chodzilem w Zielonej Gorze na stadion zuzlowy przy ul. Wroclawskiej. Nawet
          bylem na Mistrzostwach Swiata w Chorzowie i we Wroclawiu. Nie wiem czy wiesz,
          ale miejscem gdzie narodzil sie zuzel... byla Australia, a dokladnie Melbourne.
          Na poczatku, zielonogorski zespol zuzlowy nazywal sie "Zgrzeblarki" (kto dzis
          to pamieta ta nazwe?), pozniej "Falubaz", teraz zdaje sie "Kronopol", a jutro
          kto wie? Moze "Dallas-Grunberg", albo cos podobnego...

          Ale mniejsza o to... Na dobra sprawe nasze zycie przypomina wlasnie taki
          meteoryt. Krazy sobie, taki bogu ducha winny kawalek lodu w przestworzach
          kosmosu, by w pewnym momencie zostac przyciagnietym, rozgrzanym do bialosci i
          spalonym, raz na zawsze, miliardem iskier... Kto bedzie pamietal ten meteoryt,
          ktory zniknal na Twoich oczach. Moze mial 4, a moze 6 milardow lat, ale
          przepadl w ciagu paru sekund... Kto bedzie wiedzial i pamietal za 100, czy 200
          lat, ze jakis quickly pisal tutaj do Ciebie... Wszystko w naszym zyciu polega
          na przemijaniu...
          • quickly Re: Ja tez widzialem spadającą gwiazde... 20.10.06, 01:18
            Chyba musialas sobie cos pomyslec widzac ta spadajaca gwiazde, bo ja jak
            wczoraj kladlem spac i dzisiaj rano wstawalem, to myslalem o Tobie.

            Wejdz tutaj:
            www.defence.gov.au/army/21constsqn/default.htm
            Od roku jestem w zupelnie gdzie indziej.
            Pytalas sie jak wygladam. Co prawda nie widzialem siebie na zadnym z
            zamieszczonych tam zdjec (nie pracuje fizycznie - siedze zazwyczaj przed
            komputerem), ale mozesz sobie poogladac na czym polega mniej wiecej moje zycie.
            • meduza4 Falling star 20.10.06, 07:21
              Miło mi Quickly się zrobiło, że o mnie myślałeś... a ja... Ta gwiazda została
              gdzieś we mnie...

              Więc mówisz, że uczyłeś angielskiego? Do fizyki zaraz wrócimy, tylko najpierw
              odpiszę tutaj. Jeśli tylko się da to popraw moją nazbyt raosną twórczość:


              Falling star

              I was walking down the street.
              There was only night and silence.
              I was looking... a sudden hit
              cutted heaven -full of violence

              like a messenger of love
              never spoken, kept and hidden.
              Like a river, like a flow
              bringing me to place forbidden...

              All my life I feel unhappy
              with a thorn of pain inside.
              What I am is just a wrapping...
              Goodness, did you send a guide

              carring prayers of two hearts,
              joing together someone's hands?
              Dark blue heaven, full of stars,
              how to reach my mystery lands?


              Tylko się nie śmiej ze mnie, płodzę sporo takich wierszydeł. Coś kiedyś
              podesłałam Sokółce i jej się podobało a poza tym nikt się nie podejmuje ani
              przeczytać, ani sprawdzić, ani cokolwiek doradzić...

              A na czym polega Twoje życie w Australii... A wiesz, akurat mniej więcej tak to
              sobie wyobrażałam a czasem pewnie nawet jest tam bardzo ciężko. Jakoś nie
              chodziły mi po głowie sielskie obrazki, może dlatego, że czasem i mnie życie
              dawało nieźle po d...e i jakoś tak zazwyczaj dostrzegam te jego prozaiczne strony.
              • quickly Re: Falling star 20.10.06, 09:06
                meduza4 napisała:
                > Więc mówisz, że uczyłeś angielskiego? Do fizyki zaraz wrócimy, tylko najpierw
                > odpiszę tutaj. Jeśli tylko się da to popraw moją nazbyt raosną twórczość.
                -----------------------------------------------------------------------------
                meduza4, Ty chyba zartujesz, prawda!?
                Jezeli rozumiesz znaczenie wszystkich slow ktorych uzylas w swoim wierszu, to
                ja nie wiele moge Ci pomoc. Co najwyzej mozesz sobie teraz tylko, od czasu do
                czasu, wypisac jakies trudniejsze slowka i zwroty, starac sie zapamietac ich
                znaczenie i zastosowanie... Nie przejmuj sie szczegolami. Jezyk jest tylko
                narzedziem, a nie celem samym w sobie...
                --------------------------------------------------------------------------------
                --------------------------------------------------------------------------------
                No ale skoro nikt nigdy nie chcial Ci pomagac, sprawdzac i doradzac, no to ja
                moze sprobuje...

                > Falling star
                ------------------------------------------------------------------------------
                W tytule mamy do czynienia z grupa rzeczownikowa (NP - a Noun Phrase), wiec
                konieczne jest uzycie przed nia rodzajnika (an article) "a" lub "the". Uzycie
                jakiegokolwiek z nich bedzie tutaj poprawne... "A Falling Star" i "The Falling
                Star" maja nieco inne pola sematyczne, ale oba tytuly i tak brzmia tutaj bardzo
                ladnie. (Pamietaj ze w tytulach ksiazek, wierszy, poematow itd. zazwyczaj
                kazdy glowny wyraz tytulu (a major word) pisze sie z duzej litery.)

                > I was walking down the street.
                > There was only night and silence.
                > I was looking... a sudden hit
                > cutted heaven -full of violence
                --------------------------------------------------------------------------------
                Kropki na koncu pierwszych dwoch wierszy sa niepotrzebne.

                Wiem co chcesz przekazac za pomoca slowa "only". Tzn. ze wokol Ciebie
                byla "tylko noc i cisza". No tak, tylko ze to "only" nie za bardzo mi tu pasuje
                bez slowa "around". Zapomnialas o uzycie rodzajnika "a" lub "the" przed
                slowem "night", to jest rzeczownik policzalny (a countable noun).

                "I was looking..." to raczej mgliste i nie za bardzo poprawne stwierdzenie samo
                w sobie, tzn. to "was looking..." To jest zbyt uboga fraza czasownikowa (VP - a
                Verbal Phrase), do ktorej koniecznie trzeba dodac powiedzmy, jakis ciekawy
                przyimek (a preposition), np. "I was looking up/around/ etc.)

                "cutted" nie istnieje w jezyku angielskim . Jest to czasownik nie regularny (an
                irregular verb) - czas przeszly od "cut", to "cut".
                Samo "cut" nie za bardzo mi tu pasuje. Musisz uzyc tutaj "cut" w formie "Verbal
                Phrase", tj. np., az sie prosi o dodanie slowa "across", tzn. np. "cut across
                the sky/heaven" - "przecial niebo".

                > "cut across heaven" - brakuje rodzajnika "the", ale to nie brzmi najlepiej
                tj. "cut across the heaven", chociaz... ja wiem??? np. "...and it violently cut
                across the heaven above (me)"???
                Zamiast "heaven" uzyl bym raczej wyrazenia "sky".
                Jak juz, to chyba napisalbym: "the heaven, violently cut across...", albo "the
                dark sky above me, violently cut across"

                > "...full of violence" - staral bym sie uniknac tej formy w tym wierszu.
                Kazdemu kojarzy sie ona z jakimis zamieszkami, z sytuacja taka, jaka jest np.
                teraz w Iraku.
                --------------------------------------------------------------------------------
                --------------------------------------------------------------------------------
                Bardzo mi przykro meduza4, ale ja mam bardzo powazne "odchylenia" na punkcie
                jezykow. Podobnie zreszta, jak to jest u mnie z fizyka i matematyka (i nie
                tylko).
                Kiedy juz wpadne na te tematy, to niestety, ale nie dasz rady mnie zamknac,
                zwlaszcza wtedy, jak juz bedziemy sie "uzynac" na deptaku przy tym piwie. A co
                zrobisz ze mna, jak ja sie naprawde urzne (a na to sie jak najbardziej zanosi)?
                Czy zostawisz mnie samego, samiutkiego, na tym deptaku, czy wezmiesz mnie ze
                soba do siebie?
                • meduza4 Re: Falling star 20.10.06, 15:20
                  quickly napisał:
                  >
                  > Verbal Phrase), do ktorej koniecznie trzeba dodac powiedzmy, jakis ciekawy
                  > przyimek (a preposition), np. "I was looking up/around/ etc.)

                  Pomijając wcześniejsze uwagi... przecież Ty mi rytmikę rozwaliłeś w drzazgi i za
                  mądre rzeczy każesz pisać ;-)
                  >
                  > "cutted" nie istnieje w jezyku angielskim . Jest to czasownik nie regularny (an
                  >
                  > irregular verb) - czas przeszly od "cut", to "cut".
                  > Samo "cut" nie za bardzo mi tu pasuje. Musisz uzyc tutaj "cut" w formie "Verbal
                  >
                  > Phrase", tj. np., az sie prosi o dodanie slowa "across", tzn. np. "cut across
                  > the sky/heaven" - "przecial niebo".

                  To jest akurat niezłe "cut across" a z tym cutted to nie wiem co mi odpaliło.


                  > Zamiast "heaven" uzyl bym raczej wyrazenia "sky".

                  Quickly, bój się Boga, cały element przenośni i uduchowienia mi z wiersza
                  wywalasz. Ło matko, wierszy nie traktuje się dosłownie, czyta się z nich
                  "podteksty".


                  > Jak juz, to chyba napisalbym: "the heaven, violently cut across...", albo "the
                  > dark sky above me, violently cut across"

                  Ale z wiersza robisz tym samym opowiadanie. Bo ja się starałam trzymać pewną
                  rytmikę i od biedy sklecony rym :-)


                  > > "...full of violence" - staral bym sie uniknac tej formy w tym wierszu.
                  > Kazdemu kojarzy sie ona z jakimis zamieszkami, z sytuacja taka, jaka jest np.
                  > teraz w Iraku.

                  Ha! A mnie się podoba. Bo to tak gwałtownie wdarło się wtedy w moją świadomość
                  naprawdę jakby przemocą czy gwałtem... Quickly, gdybyś Ty wiedział jakie
                  zamieszki w mojej duszy się narobiły kilka chwil później przez ten jeden
                  ogromny, złoty meteoryt... Gdybyś Ty w ogóle wiedział, że mam duszę i do tego
                  taką wrażliwą...

                  I tu wybucham płaczem, a Quickly, który sam się określił jako ślamazara do
                  trzeciej potęgi nie załapał o co chodzi i nie pospieszył z pocieszeniem i
                  chusteczką haftowaną aby otrzeć łezki damie ;-)))


                  > Kiedy juz wpadne na te tematy, to niestety, ale nie dasz rady mnie zamknac,
                  > zwlaszcza wtedy, jak juz bedziemy sie "uzynac" na deptaku przy tym piwie. A co
                  > zrobisz ze mna, jak ja sie naprawde urzne (a na to sie jak najbardziej zanosi)?
                  >
                  > Czy zostawisz mnie samego, samiutkiego, na tym deptaku, czy wezmiesz mnie ze
                  > soba do siebie?

                  Ale za to spryciarz tak sobie kombinuje, że jak uderzy w płaczliwy ton to dama
                  się ulituje, weźmie go na plecy i zaniesie takiego pijanego w trzy d... do
                  własnego domu. A co by było, gdyby dama okazała się okrutna i niedomyślna???

                  Tylko Quickly, dlaczego ja mam Cię brać do siebie? Przecież do Ciebie będzie nam
                  obojgu bliżej a jak ktoś z nas się po... znaczy zwymiotuje, to przynajmniej nie
                  w mojej chałupie ;-)
                  • quickly Re: Falling star 21.10.06, 00:40
                    meduza4 napisała:
                    > Pomijając wcześniejsze uwagi... przecież Ty mi rytmikę rozwaliłeś w drzazgi i
                    > za mądre rzeczy każesz pisać ;)
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    Dokladnie o tym samym sobie pomysalem, kiedy wracalem wczoraj z pracy na
                    nogach. Nie wzielem samochodu, bo pogoda jest tutaj iscie wiosenna (zreszta po
                    drodze podprowadzilem jeszcze Grekowi kilka cytryn z jego drzewa).
                    No i tak po pieciu minutach mojego marszu na swiezym powietrzu, Twoja pierwsza
                    zwrotka sam do mnie wrocila i ulozyla sie tak:

                    A Falling Star

                    Walking down the quiet street
                    in the darkness of a silent night,
                    I stopped and gazed into the sky
                    to witness the death of a falling star.

                    Znakomita rytmika i wprost uderzajaca prostota wyrazu, majaca na celu oddanie
                    niesamowitosci zachodzacego zjawiska...

                    > Ale za to spryciarz tak sobie kombinuje, że jak uderzy w płaczliwy ton to dama
                    > się ulituje, weźmie go na plecy i zaniesie takiego pijanego w trzy d... do
                    > własnego domu. A co by było, gdyby dama okazała się okrutna i niedomyślna???
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    Czemu zaraz masz mnie taszczyc na plecach? Obiecuje, ze bede bardzo grzeczny.
                    Zaplace za taryfe, a po drodze kupie jeszcze mleko do porannej kawy... (Masz
                    moze jakas kawe w domu? Jak nie, to sie nie martw. Ja kawe tez kupie.)

                    > Tylko Quickly, dlaczego ja mam Cię brać do siebie? Przecież do Ciebie będzie
                    > nam obojgu bliżej a jak ktoś z nas się po... znaczy zwymiotuje, to
                    > przynajmniej nie w mojej chałupie ;-)
                    -------------------------------------------------------------------------------
                    Ja nie mam (jeszcze) mieszkania w Zielonej Gorze. Do brata Cie nie zabiore...
                    bo on ma duuuuuuuuuuuzo dobrego koniaku (ze wzgledu na charaketr pracy) i jak
                    go znam, to nawalimy sie u niego jak stodola (JA WCALE NIE ZARTUJE!!!), bo on
                    ma mocniejsza glowe niz ja i bedzie chcial nas upic i wyswatac, i wcale bym sie
                    nie zdziwil, jak zamiast u Ciebie, to sie obudzimy u niego z cyrografem i
                    obraczkami na palcu...
                    Takze nie wiele mamy tutaj opcji z tym lokum...
                    • meduza4 Re: Falling star 23.10.06, 09:00
                      quickly napisał:

                      > meduza4 napisała:
                      > > Pomijając wcześniejsze uwagi... przecież Ty mi rytmikę rozwaliłeś w drzaz
                      > gi i
                      > > za mądre rzeczy każesz pisać ;)
                      > -------------------------------------------------------------------------------
                      > -
                      > Dokladnie o tym samym sobie pomysalem, kiedy wracalem wczoraj z pracy na
                      > nogach.

                      Quickly, wielkie dzięki... za to, że tak się przejąłeś moim wierszem, ale ja
                      naprawdę nie chciałam Cię aż tak tym absorbować...




                      > Nie wzielem samochodu, bo pogoda jest tutaj iscie wiosenna (zreszta po
                      >
                      > drodze podprowadzilem jeszcze Grekowi kilka cytryn z jego drzewa).

                      Ja dzisiaj z Przylepu też szłam piechotą i wiesz... niebo nad Zieloną było aż
                      purpurowe od wschodzącego Słońca. I tak sobie pomyślałam, że jeszcze jakiś czas
                      temu do głowy by mi nie przyszło, że będę oglądać dokładnie te same obrazy,
                      które Ty kiedyś widywałeś...


                      > No i tak po pieciu minutach mojego marszu na swiezym powietrzu, Twoja pierwsza
                      > zwrotka sam do mnie wrocila i ulozyla sie tak:
                      >
                      > A Falling Star
                      >
                      > Walking down the quiet street
                      > in the darkness of a silent night,
                      > I stopped and gazed into the sky
                      > to witness the death of a falling star.
                      >
                      > Znakomita rytmika i wprost uderzajaca prostota wyrazu, majaca na celu oddanie
                      > niesamowitosci zachodzacego zjawiska...

                      Śliczne, Quickly, doprawdy bardzo dobre tylko "silent night" mi się z kolędą
                      kojarzy. Ale ja Cię człowieku nie podejrzewałam, że tak pięknie umiesz słowa
                      układać :-)))

                      Raaaaaaaaany Juleeeek!!!



                      > -
                      > Czemu zaraz masz mnie taszczyc na plecach? Obiecuje, ze bede bardzo grzeczny.
                      > Zaplace za taryfe, a po drodze kupie jeszcze mleko do porannej kawy... (Masz
                      > moze jakas kawe w domu? Jak nie, to sie nie martw. Ja kawe tez kupie.)

                      Quickly, mam mnóstwo kawy w domu i mleko... Nie wiem czy może być skondensowane.
                      Uwielbiam mocną kawę z dużą ilością mleka, więc Ci się chwali że też to pijasz a
                      nie jakąś lurę np. herbatkę z rumianku.


                      -------------------------------------------------------------------------------
                      > Ja nie mam (jeszcze) mieszkania w Zielonej Gorze. Do brata Cie nie zabiore...
                      > bo on ma duuuuuuuuuuuzo dobrego koniaku (ze wzgledu na charaketr pracy) i jak
                      > go znam, to nawalimy sie u niego jak stodola (JA WCALE NIE ZARTUJE!!!), bo on
                      > ma mocniejsza glowe niz ja i bedzie chcial nas upic i wyswatac, i wcale bym sie
                      >
                      > nie zdziwil, jak zamiast u Ciebie, to sie obudzimy u niego z cyrografem i
                      > obraczkami na palcu...

                      Uuuuuuu, tak od razu by nas wyswatał i ożenił po pijanemu??? Nie no, trochę za
                      szybko jak dla mnie, masz rację z tym unikaniem go jak ognia...


                      > Takze nie wiele mamy tutaj opcji z tym lokum...

                      Słuchaj, zawsze możemy tacy nawaleni położyć się w trawie ;-)
                      Zamiast Krzyża Południa będziesz miał nad głową Wielki Wóz, zamiast karabinu u
                      boku -flaszkę, a zamiast misia koala -mnie do towarzystwa, bo ja Cię tam samego
                      nie zostawię, spokojna głowa :-)
            • meduza4 właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 20.10.06, 17:20
              quickly napisał:

              > Co prawda nie widzialem siebie na zadnym z
              > zamieszczonych tam zdjec (nie pracuje fizycznie - siedze zazwyczaj przed
              > komputerem), ale mozesz sobie poogladac na czym polega mniej wiecej moje zycie.


              Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa, Quickly, please forgive me!!!

              Zamiast oglądać Twoje życie to gapiłam się jak głupie cielę na ładnych
              chłopaków, ufff... A ponieważ naprawdę widoki te uznałam za szkodliwe (zwłaszcza
              dla mojego serca) więc zamknęłam stronkę, nalałam sobie szklankę zimnej wody
              mineralnej i tym sposobem ocucona melduję się w celu wysłuchania opowieści o
              Twoim życiu u samego źródła, czyli Ciebie :-D

              P.S. Cholernie ładne chłopaki... mea culpa, mea culpa... ;-)))
              • quickly Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 21.10.06, 00:53
                meduza4 napisała:

                > Zamiast oglądać Twoje życie to gapiłam się jak głupie cielę na ładnych
                > chłopaków, ufff...
                --------------------------------------------------------------------------------
                Tak sie zlozylo, ze ja tam bylem piec lat. Ladne chlopaki!? A wiesz, ze ja sie
                nad tym wczesniej nie zastanawialem... Faktycznie, teraz jak patrze na te
                zdjecia. Tylko, ze ja kazdego sznurka na zamieszczonych zdjeciach na "Gallery"
                znam od podszewki. Jak to dobrze, ze nie jestem kobieta i musze sie zenic z
                jakim kolwiek z tych pajacy. Az mnie ciarki po plecach przechodza... przeciez z
                nich to jeszcze zdrowo walniete, nieopowiedziale dzieci. meduza4, pozory myla!
                Mozesz mi zaufac... Zreszta, wiekszosc z nich jest teraz w Afganistanie.

                Jak sie dobrze przyjrzysz zdjeciom, to zobaczysz na nich pewne obiekty (mosty,
                drogi, domy, przepusty drogowe etc.). To wszystko tworzylem zanim zostaly one
                wybudowane...
                • meduza4 Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 23.10.06, 08:47
                  Ha Quickly, to mi się właśnie spodobało, że chłopaki zdrowo walniętę ale nie w
                  tę stronę w którą mają walnięte ludzie u mnie w pracy. Wchodzę, wszystko
                  nadąsane, wita mnie codziennie kwaśnymi gębami. A tu otwieram stronkę: chłopcy
                  (z mojego punktu widzenia "chłopiec" to tak gdzieś jest do 50-tki) uśmiechnięci,
                  opaleni
                  sympatyczne buźki... Rozumiem że te buźki to tak do zdjęcia... ale to też miłe :-)

                  No dobra a co z tymi mostami? Zajmujesz się projektowaniem takich rzeczy? Wiesz,
                  wspominałeś, że chciałbyś kiedyś mieć wykład o fizyce. Wprawdzie tu u nas fizyka
                  to nasz chleb powszedni, ale jakbyś np. chciał kiedyś powalić ludzi na kolana
                  czymś z branży technicznej to bez problemu mógłbyś wygłosić u nas w instytucie
                  jakiś referat. To naprawdę nie jest żart i ludzie ozłociliby mnie jakbym
                  znalazła kogoś kto nam powie coś nowego.
                  • quickly Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 24.10.06, 02:55
                    meduza4 napisała:

                    > Wchodzę, wszystko nadąsane, wita mnie codziennie kwaśnymi gębami.
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    Nie jest tak zle! Po prostu juz widze jak to jest - jak reaguja te
                    wszystkie "kwasne geby" u Ciebie w pracy. Tam musza byc typowi fizycy: chudzi,
                    watli, bladzi i koniecznie w okraglych okularach. No i rano wchodzi sobie do
                    instytutu laska (tzn. Ty) i biednym sleczacym, zgarbionym nad termo-dynamika
                    chlopakom zaczyna samoistnie plynac po pyskach slina... I stad te ich
                    skwaszone geby...

                    > sympatyczne buźki... Rozumiem że te buźki to tak do zdjęcia... ale to też
                    miłe :-)
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    Nie, oni sa tacy na codzien! Trudno mi to opisac w kilku zdaniach, ale typowy
                    Australijczyk, w porownaniu powiedzmy z Polakiem, rozni sie raczej od niego...
                    diametralnie. To ciekawe zjawisko... bron boze nie posadz mnie o to, ze
                    twierdze tutaj, ze oni (tzn. tutejsze kangury) sa lepsi od Polakow. To byloby
                    zbyt duze "zaokraglenie". Nie o to tu chodzi. Po prostu nie ma w nich tyle
                    szpanerstwa, nie wiem jak to ujac... nie ma w nich tyle jadu, zawisci i zlosci.
                    Te pajace ze zdjec zupelnie nie nadaja sie na Polske, zgineli by tam...

                    > No dobra a co z tymi mostami? Zajmujesz się projektowaniem takich rzeczy?
                    Wiesz,wspominałeś, że chciałbyś kiedyś mieć wykład o fizyce. Wprawdzie tu u nas
                    fizyka to nasz chleb powszedni, ale jakbyś np. chciał kiedyś powalić ludzi na
                    kolana czymś z branży technicznej to bez problemu mógłbyś wygłosić u nas w
                    instytucie jakiś referat. To naprawdę nie jest żart i ludzie ozłociliby mnie
                    jakbym znalazła kogoś kto nam powie coś nowego.
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    meduzka, ja taki malutki robaczek moglbym komus u was czyms zaimponowac?
                    Jedyna rzecz ktora robie dobrze, to projekty, a moim ulubionym narzedziem jest
                    AutoCAD. Kiedys Ci o tym opowiem...
                    • meduza4 Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 24.10.06, 07:25
                      quickly napisał:

                      > meduza4 napisała:
                      >
                      > > Wchodzę, wszystko nadąsane, wita mnie codziennie kwaśnymi gębami.
                      > -------------------------------------------------------------------------------
                      > -
                      > Nie jest tak zle! Po prostu juz widze jak to jest - jak reaguja te
                      > wszystkie "kwasne geby" u Ciebie w pracy. Tam musza byc typowi fizycy: chudzi,
                      >
                      > watli, bladzi i koniecznie w okraglych okularach.

                      Różni są: grubi i bez okularów też się trafiają......

                      > No i rano wchodzi sobie do
                      > instytutu laska (tzn. Ty) i biednym sleczacym, zgarbionym nad termo-dynamika
                      > chlopakom zaczyna samoistnie plynac po pyskach slina... I stad te ich
                      > skwaszone geby...

                      Hehehe :-))) Nie, laska to może ze mnie nie jest, ale jest rzeczywiście coś co
                      mnie różni od innych osób. Jakiś taki styl bycia bardziej bezpośredni, może
                      trochę więcej cywilnej odwagi i pewności siebie. Naprawdę nie wiem, ale
                      rzeczywiście to może budzić zazdrość w osobach, które tak nie potrafią.

                      >
                      > Nie, oni sa tacy na codzien! Trudno mi to opisac w kilku zdaniach, ale typowy
                      > Australijczyk, w porownaniu powiedzmy z Polakiem, rozni sie raczej od niego...
                      > diametralnie. To ciekawe zjawisko... bron boze nie posadz mnie o to, ze
                      > twierdze tutaj, ze oni (tzn. tutejsze kangury) sa lepsi od Polakow. To byloby
                      > zbyt duze "zaokraglenie". Nie o to tu chodzi. Po prostu nie ma w nich tyle
                      > szpanerstwa, nie wiem jak to ujac... nie ma w nich tyle jadu, zawisci i zlosci.
                      > Te pajace ze zdjec zupelnie nie nadaja sie na Polske, zgineli by tam...


                      Quickly, nie dziw się, że w takim razie mi się na pierwszy rzut oka spodobali.
                      Ot, swój do swojego ciągnie i tyle. Chłopaki naturalne, spontaniczne, nie trzeba
                      przed takimi grać, można być sobą, zapewne pogadać, wypić piwko bez zobowiązań.
                      Po prostu normalni ludzie i tyle. Wcale nie jestem zadowolona z tego typu
                      mężczyzny, który nam się wyhodował w Polsce i po prostu nie widzę wokół siebie
                      nikogo z kim naprawdę warto byłoby choćby godzinę pogadać, a gdzie tu jeszcze od
                      gadania do czegoś więcej? Kawał drogi i kawał życia potrzeba...
                      >

                      -------------------------------------------------------------------------------
                      > -
                      > meduzka, ja taki malutki robaczek moglbym komus u was czyms zaimponowac?
                      > Jedyna rzecz ktora robie dobrze, to projekty, a moim ulubionym narzedziem jest
                      > AutoCAD. Kiedys Ci o tym opowiem...

                      Quickly, człowieku, i Ty nic nie mówisz!!! (przepraszam, że tak Tobą potrząsam,
                      ale to z nagłej radości). To jest genialny pomysł, mógłbyś coś kiedyś nam
                      pokazać jakbyś był w Polsce a ja bym Ci pokazała, że fizyk też człowiek.

                      Ja na studiach, a studiowałam w Krakowie na Jagiellońskim, trochę się AutoCADem
                      bawiłam, ale to dlatego że niestarannie robię ręcznie rysunek techniczny:
                      wymazuję, smaruję, eeee... No to mnie trochę wtedy starsi koledzy nauczyli ale
                      kiedy to było... Ze 12 lat temu? Do tej pory wszystkiego pozapominałam. Mieliśmy
                      wtedy zupełnie nielegalną wersję, chyba 9 czy 10 i bodajże na Linuxa, nie na
                      Windows, na której były robione zupełnie legalne projekty elementów do układu
                      detekcyjnego. To były naprawdę szalone czasy :-)
                      • quickly Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 24.10.06, 08:05
                        meduza4 napisała:
                        > Ja na studiach, a studiowałam w Krakowie na Jagiellońskim, trochę się
                        AutoCADem bawiłam, ale to dlatego że niestarannie robię ręcznie rysunek
                        techniczny: wymazuję, smaruję, eeee... No to mnie trochę wtedy starsi koledzy
                        nauczyli ale kiedy to było... Ze 12 lat temu? Do tej pory wszystkiego
                        pozapominałam. Mieliśmy wtedy zupełnie nielegalną wersję, chyba 9 czy 10 i
                        bodajże na Linuxa, nie na Windows, na której były robione zupełnie legalne
                        projekty elementów do układu detekcyjnego. To były naprawdę szalone czasy :-)
                        --------------------------------------------------------------------------------
                        Mialem juz isc do domu, ale... dobrze ze tutaj zajrzalem. Jutro moze dopisze
                        wiecej. Dwanascie lat temu??? To byl 1994 r. Zgadza sie wersja 9 lub 10
                        AutoCAD'u (musialbym to sprawdzic). Makabra, on byl DOS-operated! Ja
                        zaczynalem w 1988r. od wersji 7. Dostalismy ja od Amerykanow i jako pierwsi w
                        Sydnej robilismy projekt lotniska dla takiego malego panstweka na Pacyfiku.
                        Ale caly projekt zostal dokonczony recznie na kalce, bo... komputerowi zabraklo
                        pamieci wewnetrznej na dokonczenie malutkiego rysynku. Hehehehe... to dopiero
                        byly czasy...
                        Pozniej pracowalem na kazdej wersji. Teraz mam AutoCAD 2006. Wystarczy mi...
                        Mam teraz inne cele i inne zadania.
                        Wiesz meduza4... milo mi sie z Toba rozmawia.


                        • meduza4 Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 24.10.06, 09:23
                          quickly napisał:

                          > Mialem juz isc do domu, ale... dobrze ze tutaj zajrzalem. Jutro moze dopisze
                          > wiecej. Dwanascie lat temu??? To byl 1994 r. Zgadza sie wersja 9 lub 10
                          > AutoCAD'u (musialbym to sprawdzic).

                          Która wersja to już nieistotne. Wydaje mi się, że były wtedy także wyższe. Ale
                          którąś z tych podanych przeze mnie jakoś się udało nielegalnie skopiować i nikt
                          nigdy nie zapytał o licencję. Z ludźmi z Krakowa jakoś tak straciłam kontakt po
                          studiach i nie wiem na czym teraz pracują.

                          Ja do mojej pracy, a poniekąd też zamierzam w tej chwili coś projektować,
                          postaram się ściągnąć i uruchomić taki jeden "free software" z CERN-u. Ale
                          straszna kobyła, a informatyk ze mnie taki jak z koziej dupy trąba :-(


                          > Makabra, on byl DOS-operated! Ja
                          > zaczynalem w 1988r. od wersji 7. Dostalismy ja od Amerykanow i jako pierwsi w
                          > Sydnej robilismy projekt lotniska dla takiego malego panstweka na Pacyfiku.
                          > Ale caly projekt zostal dokonczony recznie na kalce, bo... komputerowi zabraklo
                          >
                          > pamieci wewnetrznej na dokonczenie malutkiego rysynku. Hehehehe... to dopiero
                          > byly czasy...

                          Ej, ja też pamiętam pierwsze komputery na których pracowałam, rzeczywiście
                          zabawne z tą pamięcią. Teraz w swoim służbowym "kompjutrze" na biurku mam chyba
                          więcej pamięci niż mi potrzeba. No i zawsze można jakieś bebechy do grata dokupić.

                          > Pozniej pracowalem na kazdej wersji. Teraz mam AutoCAD 2006. Wystarczy mi...
                          > Mam teraz inne cele i inne zadania.

                          To brzmi naprawdę dumnie :-)))


                          > Wiesz meduza4... milo mi sie z Toba rozmawia.

                          Mnie również, ale czekaj Quickly... taki kawał czasu znamy się z forum i nawet
                          mi do głupiego łba nie przyszło (stukam się teraz w ten mój głupi łeb bo gdzież
                          ja go wcześniej miałam), że z Ciebie naprawdę inteligentny facet... Tym samym
                          wszem i wobec przepraszam za parę głupawych tekstów, które zdarzyło mi się na
                          przestrzeni tychże lat rzucić pod Twoim adresem.
                          • quickly Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 25.10.06, 02:08
                            meduza4 napisała:

                            > ...taki kawał czasu znamy się z forum i nawet mi do głupiego łba nie przyszło
                            > (stukam się teraz w ten mój głupi łeb bo gdzież ja go wcześniej miałam), że
                            > z Ciebie naprawdę inteligentny facet... Tym samym wszem i wobec przepraszam
                            > za parę głupawych tekstów, które zdarzyło mi się na przestrzeni tychże lat
                            na tym forum, to bedzie za> rzucić pod Twoim adresem.
                            --------------------------------------------------------------------------------
                            Faktycznie, to juz bedzie pare lat. Czas leci...
                            Zadnych Twoich "glupawych" tekstow pod moim adresem nie pamietam (naprawde!), a
                            wrecz przeciwnie... Mma wrazenie, ze chyba zawsze mnie rozpieszczalas
                            (przynajmniej mialas duza doze tolerancji dla mojej osoby), za co dziekuje.
                            Ja, z kolei, to faktycznie nie raz na tym forum popisywalem sie wulgarnoscia...
                            ale juz mam to za soba. Kiedys wszedlem na forum "English Only", grzecznie
                            poprawilem pare osob. No wiesz... delikatnie wymienilem kilka meskich uwag,
                            nawrzucalem im od durni, glupkow i nieukow, a oni od razu... To byl kij w
                            mrowisko! Do tego popelnilem kilka przejezyczen (w angielskim), no i... scigali
                            mnie, az na tym forum, ze nie znam angielskiego i wale byki w obu jezykach - co
                            tez jest i swieta prawda. Ale zeby z tego powodu latac za mna i mnie wyzywac!?
                            Ludzka zajadlosc nie ma granic. jak by grzecznie poprosili, to sam bym napisal,
                            ze z jezyka angielskiego jestem ciemniak i chce koniecznie zaszpanowac...

                            Co do tgeo slowa "fuck" to troche przesadzilem, upominajac Cie, ze to brzydkie
                            slowo. Na dobra sprawe funkcjonuje ono u mnie w pracy na codzien, jako
                            przerywnik... tak mniej wiecej co trzecie, czwarte slowo... i nie tylko, to
                            slowo uzywamy jako przerywnika. Takze zaden tam ze mnie purytanin jezykowy. Po
                            prostu piszac do Ciebie poczulem sie jakbym sprawdzal klasowke i moze dlatego...
                            J.B. otrzymala dzisiaj rano e-mail i przypuszczam, ze moze byc z niego bardzo
                            zadowolona, albo nim zaskoczona.
                            • meduza4 Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 25.10.06, 10:43
                              quickly napisał:

                              > -
                              > Faktycznie, to juz bedzie pare lat. Czas leci...
                              > Zadnych Twoich "glupawych" tekstow pod moim adresem nie pamietam (naprawde!), a

                              Wypaliłam kiedyś kilka komentarzy jak za bardzo "przynudzałeś", tak w ramach
                              kubła zimnej wody a nie żadnej złośliwości. No ale może uznałeś, że to było
                              słuszne i nie wziąleś mi tego za złe :-)

                              > wrecz przeciwnie... Mma wrazenie, ze chyba zawsze mnie rozpieszczalas
                              > (przynajmniej mialas duza doze tolerancji dla mojej osoby), za co dziekuje.

                              Szczerze mówiąc to mnie się wydaje, że mogłam być wobec Ciebie dużo bardziej
                              uprzejma i tolerancyjna. W każdym razie polecam się na przyszłość :-)))

                              > Ja, z kolei, to faktycznie nie raz na tym forum popisywalem sie wulgarnoscia...
                              >
                              > ale juz mam to za soba.

                              Hmmm hmmmm.... Ja nie jestem w stanie latać za Tobą po forum i czerwonym
                              flamastrem zakreślać... ale raptem kilka dni temu widziałam tutaj niezłą Twoją
                              popisówkę... fakt, że skierowaną do jakiejś głupiej... dziumdzi, więc już nic a
                              nic nie komentowałam ;-)

                              >
                              > tez jest i swieta prawda. Ale zeby z tego powodu latac za mna i mnie wyzywac!?
                              > Ludzka zajadlosc nie ma granic. jak by grzecznie poprosili, to sam bym napisal,
                              >
                              > ze z jezyka angielskiego jestem ciemniak i chce koniecznie zaszpanowac...

                              Biedny Quickly, ależ mi Ciebie szkoda ;-) Bronić Cię nie będę (sam się broń jak
                              narozrabiałeś) ale potępiać też Cię nie będę za to wszystko ;-)


                              > Co do tgeo slowa "fuck" to troche przesadzilem, upominajac Cie, ze to brzydkie
                              > slowo. Na dobra sprawe funkcjonuje ono u mnie w pracy na codzien, jako
                              > przerywnik... tak mniej wiecej co trzecie, czwarte slowo... i nie tylko, to
                              > slowo uzywamy jako przerywnika.

                              Słuchaj, powiedz mi dlaczego "fucken"? Zerknęłam do słownika z ciekawości,
                              znalazłam nawet piękny idiom "fucking hell" ale nigdzie nie znalazłam nic w
                              wersji "fucken".


                              > Takze zaden tam ze mnie purytanin jezykowy. Po
                              > prostu piszac do Ciebie poczulem sie jakbym sprawdzal klasowke i moze dlatego..

                              No ale ze mnie już takie duże dziecko... Wolno mi używać takich słów i nie
                              musisz tak gorliwie mnie poprawiać.

                              > J.B. otrzymala dzisiaj rano e-mail i przypuszczam, ze moze byc z niego bardzo
                              > zadowolona, albo nim zaskoczona.

                              J.B. zaskoczona nie była ale ma z tym kłopot (chyba natury technicznej).
                              Odskrobała P.B. że nic tam nie znalazła. Po nagłówku leci komentarz
                              [SEC=UNCLASSIFIED]. ?????

                              Jakby co to jutro w ogóle nie ma mnie w Instytucie, będę w piątek, na planie
                              można sprawdzić w jakich godzinach.
                              • quickly Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 25.10.06, 11:33
                                "fucking night"??? Szczerze piszac mozna uzywac w zasadzie obu form. Wlasnie
                                sie spytalem native speaker'a, co o tym sadzi i powiedzial mi, ze jak jest zly
                                to mowi "fucking", a jak jest w jako takim nastroju to "fucken. Np.: "What a
                                fucken night!" = "Jaka cudowna noc!", ale juz powiedzenie "What a fucking
                                night!" bylo by dla niego: "Co za p o j e b a n a noc!".
                                "fucken" jest niczym innym jak, przymiotnikiem pochdzacym od czsownika "to
                                fuck" (a verbal adjective). W jezyku angielskim funkcjonuje stosunkowo wiele
                                podobnych form, np.:
                                to break = "lamac", a jego Past Perfect to "broken", ktory mozemy uzyc jako
                                przymiotnik, np. "a broken window" = "wybite okno, popsute okno…"
                                A czy wiesz, ze rok przede mna jeden ze studentow, ktory studiowal na tym samym
                                Uniwersytecie, napisal prace magisterska zatytulowana: "A Four Letter Word..."
                                ("a four letter word" to ogolnie zaakceptowane, grzeczne okreslenie
                                slowa "fuck". Spora i ciekawa praca wlasnie o uzyciu australijskiego slangu,
                                zwlaszcza ze slowem "fuck".
                                [SEC=UNCLASSIFIED] melduje, ze p.b. to on, a czy j.b., to m4? :))))
                                • meduza4 Re: właściwie to nie był dobry pomysł ;-) 25.10.06, 13:17
                                  quickly napisał:

                                  > "fucking night"??? Szczerze piszac mozna uzywac w zasadzie obu form. Wlasnie
                                  > sie spytalem native speaker'a, co o tym sadzi i powiedzial mi, ze jak jest zly
                                  > to mowi "fucking", a jak jest w jako takim nastroju to "fucken. Np.: "What a
                                  > fucken night!" = "Jaka cudowna noc!", ale juz powiedzenie "What a fucking
                                  > night!" bylo by dla niego: "Co za p o j e b a n a noc!".

                                  Acha to rozumiem, jak będziemy szli deptakiem tacy nawaleni, będziemy widzieli
                                  te nasze gwiazdy i meteoryty to powiemy rozmarzeni "What a fucken night!" i
                                  golniemy se po jeszcze jednym :-)))

                                  Ale jeśliby nam zapie...rniczyli kasę, zlali nas po ryjach to powiemy tacy
                                  posiniaczeni "What a fucking night".

                                  Więc teraz ja nie wiem jakie ciasto piec: fucken czy facking. Właściwie skoro
                                  nigdy nie miałam ochoty piec tego ciasta to obiecałam Ci "this fucking cake",
                                  ale jak będzie Ci smakowało to pochwalisz "what a fucken cake", jeśli dobrze
                                  zrozumiałam pewne zabarwienie emocjonalne tego słowa.

                                  Np. możemy powiedzieć "what a fucken story with (nie wiem czy ma być with czy
                                  "cuś" innego) us".


                                  > "fucken" jest niczym innym jak, przymiotnikiem pochdzacym od czsownika "to
                                  > fuck" (a verbal adjective). W jezyku angielskim funkcjonuje stosunkowo wiele
                                  > podobnych form, np.:
                                  > to break = "lamac", a jego Past Perfect to "broken", ktory mozemy uzyc jako
                                  > przymiotnik, np. "a broken window" = "wybite okno, popsute okno…"

                                  Ale, ale czekaj, bo ja się czasem gubię: fucken night, broken window, connected
                                  wires... Czyli "to fuck" jest nieregularny? Był w słowniku a nie znalazłam w
                                  spisie nieregularnych toż i dlatego zrobiłam "fucked".

                                  Czyli zaczyna mi się w głowie rozjaśniać :-)

                                  > A czy wiesz, ze rok przede mna jeden ze studentow, ktory studiowal na tym samym
                                  >
                                  > Uniwersytecie, napisal prace magisterska zatytulowana: "A Four Letter Word..."
                                  > ("a four letter word" to ogolnie zaakceptowane, grzeczne okreslenie
                                  > slowa "fuck". Spora i ciekawa praca wlasnie o uzyciu australijskiego slangu,
                                  > zwlaszcza ze slowem "fuck".

                                  No widzisz, ty tam masz kontakt z tak ciekawymi zjawiskami językowymi a ja
                                  właśnie wróciłam z tego "fucking" angielskiego, gdzie pani nauczycielka próbuje
                                  nas nauczyć takiego wygładzonego i poprawnego sposobu wyrażania własnych uczuć
                                  i myśli.

                                  > [SEC=UNCLASSIFIED] melduje, ze p.b. to on, a czy j.b., to m4? :))))

                                  Ty się tak głupio nie melduj, ponieważ zostało stwierdzone na drodze
                                  doświadczalnej, że m4 to nieformalna i nieoficjalna nazwa j.b... Z żadnym mp3
                                  tego mi nie mieszaj;-)))

                                  I co w końcu: był tam jakiś tekst czy z braku tekstu któryś serwer ten załącznik
                                  sobie ubzdurał?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka