justiz
26.11.06, 20:02
Przeczytałam ostatnio ciekawy felieton o szczęściu.. Oto jedno ze spostrzeżeń
autorki:
"Na pewno szczęściem nie jest miłość. Widzę, jak patrzycie na mnie zgorszeni!
Miłość?! Otóż tak! Wszystkim ona być może niezbędna jak powietrze – ale nigdy
lub prawie nigdy nie jest szczęściem. Miłość - ta dziwna mieszanina
namiętności i lęku, pokory i szaleństwa... Tylko ten, kto nigdy nie niepokoił
się o ukochanego, nie czekał na telefon, nie pędził z chorym dzieckiem do
lekarza – może powiedzieć, że miłość jest szczęściem. Zgodzę się, że czasem
bywa. Tylko bywa..."
Co o tym sądzicie?
Czym jest dla Was szczęście? Czy tylko chwilową radością, czy może wyobrażacie
sobie, że może trwać nieustannie?
I bardziej intymne pytanie - czy macie jakieś marzenie, pragnienie, które
byłoby spełnieniem wyobrażeń o Waszym osobistym szczęściu?
Tylko proszę nie pisać, że wygrana milionów w lotto, bo to sprawa oczywista! ;-DDD