Dodaj do ulubionych

Kumpel z pracy właśnie opowiedział kawał...

07.09.07, 11:31
ale może nie być zrozumiały dla wszystkich...


Przez godzinę obserwowano pewien budynek. W ciągu tej godziny weszły do środka
dwie osoby a wyszły trzy. Spytano naukowców różnych dziedzin, co sądzą o takim
ewenemencie...

-Rozmnożyli się -odpowiedział biolog.
-Eeee, tam. Błąd pomiarowy -sprostował fizyk.
-No ale jak wejdzie do środka jeszcze jedna osoba, to budynek będzie pusty
-dodał matematyk.
Obserwuj wątek
    • polam5 Re: Kumpel z pracy właśnie opowiedział kawał... 07.09.07, 19:02
      Co za matematyk?
      Zakladajac ze przed wejsciem do budynku tych 2 osob jest tam N- osob.
      A wiec po wejsciu 2 i wyjsciu 3 jest N+2-3
      Jesli to ma byc prawda co on mowi to
      N+2-3+1=0 a wiec N=0
      Czyzby zalozyl ze przed wejsciem tych dwoch nie byla tam nikogo i teraz jest tam -1 osoba? Wyobrazam sobie jego dyskusje z biologiem bo fizykowi to wszytko jedno - blad moze byc +/- ale biologowi to zamieszal zdrowo. :)))
      Zaraz zaraz....nie bylo ksiedza? Bo on by to zalatwil jako ze zycie zaczyna sie od poczecia a w ciagu godziny mozna wiele zrobic....
      No ale jesli by to byli sami mezczyzni?


      • fanka.turystyki Re: Kumpel z pracy właśnie opowiedział kawał... 10.09.07, 10:39
        Tak czy owak, niezależnie od założeń, wyszła matematykowi -1 osoba...

        No, Polam, a ja, biedna ofara losu właśnie sobie medytuję nad biurkiem. Przed
        sobą mam dwie książki: "Podstawy języka C++" po prawej i "An Introductory
        Tutorial" do czegoś co się zwie "Physics Analysis Workstation" -po lewej. I
        teraz co ja mam począć???

        Uczyć się C++ i pisać w nim dalszą część procedury, czy wałkować dalej tego
        zasmarkanego PAW-ia, który już się zrobił chyba mocno przestarzały... a w
        którym, jako tak zwane "macro" napisałam pierwszą część mojej mądrej procedury...

        Ale to co napisałam jako pierwszą część to se już każdy mądry doktorek z
        uniwersytetu może po swojemu zrobić jak tam sam uważa.

        Gwóźdź programu i cały "patent" siedzi w tej drugiej części... która jest
        dopiero w mojej głowie, a w czymś napisać trza i jakoś uruchomić, no i
        przetestować, bo kur*a, ja już się w 3 miejscach z referatem i demo programu
        (którego jeszcze nie ma) zapowiedziałam... Tak trochę ponad miesiąc mam na to,
        kupa czasu, żeby się C++ nauczyć...

        W końcu nie ja pierwsza na tym forum dla popisu mówię, że mam coś, czego nie mam
        i obiecuję gruszki na wierzbie. Tylko ja z tych gruszek jakoś muszę wyjść z
        honorem...
        • osv Re: Doktorat... 10.09.07, 13:40
          ... nie pomoze Ci madrzej zyc Fanka.

          Mozesz jeszcze przeskoczyc cala docenture i otrzymac profesure...
          To bedzie tylko wiecej " z tego samego "... co nie posunie Cie o
          milimetr dalej w zyciowej dojrzalosci.

          To czego uczymy mlodziez tutaj, to, ze poza zdobywaniem konkretnej
          wiedzy nalezy jeszcze rozwijac swoje inne inteligencje, ktore
          ulawiaja zycie. Swiadomosc swoich mocnych stron jest wazna, ale i
          swoich brakow rowniez.Choc z tymi trudniej sie walczy.
          Uswiadomione pozwalaja jednak, podjac walke o siebie...

          Zawsze uwazalam, ze " uczciwosc ma najdluzsze nogi " i sama stosuje
          te dewize, ale...
          Zaluje, ze nie lubisz Gor Swietokrzyskich i nie rozumiesz jezyka
          krokodyli...
          Ale zycze Ci, abys przynajmniej rozumiala Baranki.
          Udanego startu ze studentami, mam nadzieje, ze macie wspolnie
          wytyczony jasny cel waszej edukacji.

          Pozdrawiam
          osv

          • andrexx Re: Doktorat... 10.09.07, 13:56
            dodałbym do tego tzw mądrośc życiową
            podoba mi się cytat z jednej komedii "...zostaw go, on ma juz dość,
            życie juz mu nieźle dokopało - jest przecież żonaty "
            • fanka.turystyki I bez doktoratu... 10.09.07, 14:32
              poradziłabym sobie...

              Tak na marginesie to Ci Andrexx wytłumaczę w skrócie o co tu chodzi:

              Osv mi udowadnia, że zależy na mnie komuś, komu na mnie nie zależy i mnie
              potrafi zrozumieć, czemu z mojej znajomości z pewną osobą nic nie wyszło.

              Nie wyszło dlatego, że ani nie potrafię gwałcić, ani nie mam kajdanek, żeby
              kogoś do siebie nimi przykuć? przywiązać?

              No ale zamiast przyjąć do wiadomości, że normalnie i zwyczajnie komuś na mnie
              nie zalezy, w kogo zresztą Osv wierzy, to lepiej założyć, że ja jestem życiowo
              niedojrzała i że ja czegoś/kogoś nie rozumiem...

              Cudotwórcą nie jestem i nie potrafię za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
              sprawić, żeby ktoś kto nie umie kochać, mnie pokochał, ani żeby ktoś, kto się
              nie chce wiązać, nagle chciał się związać...

              Ale nie, a gdzie, to ja jestem zła i przynoszę wstyd i ujmę rodzajowi kobiecemu,
              bo zamiast lamentować, że to wielka miłość mojego życia, zamiast latać za kimś,
              wydzwaniać i mailować... to ja tak po prostu i normalnie poblokowałam niektóre
              mailowe adresy na skrzynce, żeby mi nikt pierdołami głowy więcej nie zawracał i
              wzięłam się za robotę, bo chcę zmienić pracę na lepszą a coś pokazać
              potencjalnemu pracodawcy muszę...


              • andrexx Re: I bez doktoratu... 10.09.07, 14:40
                jak sie ludzie ku sobie mają to wystarcza im iskra by byli razem, a
                jak nic ich ku sobie nie przyciąga i pożar będzie mało
                a tak na marginesie ja kobiet nie rozumiem i nie staram się
                zrozumieć, przyjmuje je takimi jakie są, to tak jak ludzie pierwotni
                nie rozumieli istoty pioruna na niebie, a wiedzieli, ze może pożar
                wywołać
                • fanka.turystyki Re: I bez doktoratu... 10.09.07, 14:48
                  Andrexx, tu we mnie jako w kobiecie nie ma nic do zrozumienia: polubiłam kogoś,
                  nawet w świecie realnym mi się spodobał, pomimo pewnych no... drobnych no...
                  mankamentów takich czy owakich...

                  Miło mi było w towarzystwie tego pana, ale pan nawiał... Okazało się, że sporo o
                  sobie nawymyślał nieprawdziwych historii. Mógł odkręcić i przeprosić w świecie
                  realnym. Nie zrobił tego. Czekałam miesiąc bez żadnego narzucania się... Nic...

                  No przez maile znajomości kontynuowac nie będę. Prosta sprawa i oczywista... I
                  ja się dowiaduję teraz od osoby trzeciej, postronnej, że to wina mojego
                  niezrozumienia i niedojrzałości...

                  No to pytam: jakiej??? Można konia doprowadzić do wodopoju, ale nie da się
                  zmusić żeby z niego pił. Konec filma, nie interesują mnie romanse netowe, a
                  jeśli się w coś takiego wpakowałam to w przekonaniu, że cos wypali w swiecie
                  realnym. Nie wypaliło, nie z mojej winy czy niechęci, to se biorę zabawki i idę
                  do innej piaskownicy. Przecież nie będę w nieskończoność czekała na cud i tłukła
                  bzdurnych maili do faceta.
                  • andrexx Re: I bez doktoratu... 10.09.07, 14:55
                    moze odblokuj tego maila, daj mu możliwośc się wytłumaczyć, czasami
                    komplikuje się sprawy proste
                    a może za duzo mu strzelałas z gumki od majtek ? :))
                    uciekam do domu, miłego dnia
                    • fanka.turystyki Re: I bez doktoratu... 10.09.07, 15:07
                      Nie, maila nie odblokuję. A wiesz czemu? Bo z jednego kłamstwa będzie się
                      tłumaczył drugim, mnie szlag trafi i to sprawdzę. No i znowu zablokuję a jeszcze
                      niepotrzebnie się wkurzę.

                      Jakby co to ma numer telefonu: i do pracy, i na komórkę. Jakoś umiał korzystać z
                      tego wynalazku, dopóki się jego bajeczki nie wydały... Ma adres do pracy... Ma
                      przez kogo przekazać info w razie potrzeby...

                      No i swoją drogą, sporo się za tym panem nalatałam i naprosiłam o wiele rzeczy.
                      Nikt mi nie wmówi, że mam latać dalej i prosić: "a może łaskawie raczysz mi się
                      z tego czy tamtego wytłumaczyć?". Jakby mnie zależało na usprawiedliwieniu się
                      przed drugą osobą to bym po prostu usprawiedliwiła się natychmiast.

                      I rzecz najważniejsza: ja nie wiem czy ten pan w ogóle chce się z czegokolwiek
                      usprawiedliwiać. To tylko Osv wierzy święcie, że jemu na mnie zależy, natomiast
                      ja na to nie mam żadnych dowodów, wręcz mam jasne i oczywiste dowody czegoś
                      przeciwnego: że mnie olewa i się mną bawi. Mam także dowody na to, że nie mnie
                      jednej cos przez maile obiecywał i innej osobie namieszał w głowie jeszcze
                      bardziej niż mnie.

                      Co tu jeszcze dodać? Jakich usprawiedliwień się spodziewać? Ile życia zmarnować
                      na czekanie? Bez sensu, w sytuacji, kiedy tu z roboty ludzi wywalają i będą
                      wywalać dalej...

                      A mówiłam przed wakacjami, że tak będzie -z tym wywalaniem ludzi...
                      2-3 lata i ja też polecę na bruk, cholera :-(
                      • polam5 Re: I bez doktoratu... 10.09.07, 18:58
                        Podziwiam cierpliwosc i szczerosc w udzielaniu odpowiedzi.
                        Absolutnie popieram blokady choc uwazam ze opcje na kontakty ja bym zlikwidowal do zera bo jak ktos mowi Ci kim jest to po prostu wierz mu i nie proboj miec nadziei ze okaze sie ze jest lepiej niz wyglada.
                        • fanka.turystyki Re: I bez doktoratu... 11.09.07, 13:05
                          Wiesz, żeby skorzystać z innych "opcji" na kontakty... to jeszcze trzeba mieć
                          dobrą wolę i trochę odwagi. A najłatwiej "ściemniać" przez maile. Przez telefon
                          intonacja głosu może kłamcę zdradzić, a i nasłuchać się moich opinii może... A
                          po co i na co takiemu kolejny "opier" dostać? Przecież nie będzie specjalnie po
                          to wydzwaniał, żebym go słownie rozjechała...
    • fanka.turystyki Jeszcze jeden kawał... 10.09.07, 14:38
      Tylko, że to wcale nie jest śmieszne (niestety prawdziwe):

      W związku z narastającym w regionie bezrobociem wkrótce w Zielonej Górze
      pozostaną tylko dwa czynne zakłady -zakład karny i zakład pogrzebowy.
      • osv Gumka ... 10.09.07, 15:04
        ... zeby to tylko proca byla...ale to cala armata z gumki!
        W ciszy poukladasz siebie. Swoja droga krokodyle nie odgryzly Ci
        jezyka na necie : ))

        No to do roboty!

        osv : )
      • polam5 Re: Jeszcze jeden kawał... 10.09.07, 19:48
        No a jak nie bedzie policji to i zaklad karny zbankrutuje....a ten pogrzebowy stanie sie organizacja charytatywna....
        • andrexx Re: Jeszcze jeden kawał... 11.09.07, 09:21
          zawsze mozna zrobić kurs makijażu
          podobno to umiejętnośc nawet przydatna w zakładzie pogrzebowym
          hmm alez dziś mam ciężki dowcip :(
          • fanka.turystyki Re: Jeszcze jeden kawał... 12.09.07, 15:07
            Ja się wreszcie na kurs prawa jazdy muszę zapisać. Aż wstyd -wiosną 35 latek
            stuknie, a ja samochodu prowadzić nie umiem...
    • fanka.turystyki No chłopaki :-) 11.09.07, 13:00
      Znaczy się do Polama i Andrexxa się to dotyczy...

      Opanowałam trochę sytuację i zdaje się, że uratowałam lokalny uniwersytet przed
      runięciem... A nie, teraz to się przechwalam...

      Polam się ucieszy -programu w C++ już nie muszę pisać. Kumpel (jeszcze
      doktorant) siedzi i właśnie pisze. Jak nie zrobi szybko doktoratu -wywalają
      faceta w pierwszym rzędzie z roboty. No to jak usłyszał, że ja mam cokolwiek do
      zrobienia -złapał jak diabeł dobrą duszę i będzie współautorem publikacji...

      Ja, biedna szara owieczka, siadam za to w tej chwili i tę pier*****ą publikację
      napiszę, pomimo, że program jeszcze nie działa.

      Przynajmniej komuś mój wątpliwy angielski dam do poprawy, a jak program zadziała
      to się dołączy kilka rysunków czy jakichś wyników i wyśle, modląc się aby
      "swój" recenzent się trafił i nam tego z miejsca nie "odwalił" w cholerę...
      • polam5 Re: No chłopaki :-) 11.09.07, 18:15
        fanka.turystyki napisała:

        Kumpel (jeszcze
        > doktorant) siedzi i właśnie pisze. Jak nie zrobi szybko doktoratu -wywalają
        > faceta w pierwszym rzędzie z roboty. No to jak usłyszał, że ja mam cokolwiek do
        > zrobienia -złapał jak diabeł dobrą duszę i będzie współautorem publikacji...

        HURAAAAAAA Fanka zaczyna myslec - cos z niej bedzie.
        Czlowiek jak widac ma mozliwosci, czas i najwazniejsze - motywacje!!!
        >

        > Przynajmniej komuś mój wątpliwy angielski dam do poprawy, a jak program zadział
        > a
        > to się dołączy kilka rysunków czy jakichś wyników i wyśle, modląc się aby
        > "swój" recenzent się trafił i nam tego z miejsca nie "odwalił" w cholerę...
        >
        >
        Ok Ok zrobie korekte - tylko prosze nie wysylaj 100 stron i nie oczekuj ze bedzie gotowe na rano (Twojego czasu). No a ze kiedys i sam pisalem programy ale Tylko w C+ wiec C++ to juz wyzsza szkola jazdy...Teraz pracuje tak Jak Fanka - jak jest cos do zrobienia to szukam takiego kto to zrobi najlepiej i najszybciej.
        Osatatnio "poprawialem" pare CV i niestety musialem przepisac od nowa bo napisane byly po polsku z przetlumaczonymi slowami....i jak potem oddal do zakladu to pierwsze pytanie bylo "Do you have an american experince"? bo my tu mamy taki chyba specificzny sposob pisania CV - tzn z CV zrobilo sie Resume
        • fanka.turystyki Re: No chłopaki :-) 12.09.07, 15:04
          Coś ze mnie będzie, coś ze mnie będzie... Docelowo ma być szefowa (nie wiem jak,
          nie wiem kiedy) a nie jakieś marne "coś".

          W tej chwili mam dwóch magistrantów, którzy przy pomocy programu powstającego
          przy uprzejmości kolegi (a pamiętajmy, że kolega jest bardzo uprzejmy, bo jak
          nie -za rok go wywalą z powodu malejącego zapotrzebowania na nic-nie-robiących
          pracowników naukowo-dydaktycznych) zrobią taką małą, aczkolwiek pożyteczną
          robotę...

          I tym sposobem zorganizowałam sobie ni stąd ni zowąd "ekipę" trzech młodych,
          ambitnych osób przed trzydziestką... A ja, "stara baba" (w każdym razie starsza
          od wyżej wymienionych) wydaję im teraz polecenia i dyspozycje...

          Fajnie tak, ale żeby jeszcze się to na pieniądze przekładało... Ale czekaj,
          Polam, poduczę się trochę tego szefowania i poszukam sobie
          szefowania-gdzie-indziej za lepszą kasę.

          Swoją drogą to już własnym szefem szefuję, a on więcej ode mnie przecież
          zarabia. Zdecydowanie cos tu jest nie tak i to jakaś niezdrowa sytuacja. Dobrze,
          że wszyscy którymi rządzić nie mogę, pouciekali nagle (a to dopiero mój drugi
          tydzień po urlopie, więc nic jeszcze nikomu nie zrobiłam) i nie przeszkadzają mi
          w moich poczynaniach, bo pozabijałabym te stonogi za to, że żyją.

          A o korektę moich wypocin martwić się nie musisz. Po akapiciku będę pisać, bo
          nawet po polsku nie wiem co nawciskać, żeby ładnie brzmiało i podobało się
          ludziom (a co dopiero po angielsku). Zresztą ja mam taki specyficzny styl
          pisania, że trochę pilnować muszę siebie, żeby wodolejstwa nie uprawiać i
          dopiero przy szóstej poprawce tekst nadaje się do pokazania komukolwiek.
          Poprawki polegają oczywiście na wywalaniu zbędnych słów, czy całych wyrażeń,
          które może w poemacie miałyby rację bytu, ale nie w pracy naukowej...

          No a jak wygląda takie "hamerykańckie" CV? Czy to coś w stylu: pracowałam 5 lat
          tu, 5 lat tam, umiem to i tamto???
          • polam5 Re: No chłopaki :-) 12.09.07, 18:22
            W hamerykanskim "CV" pisze sie wprawdzie gdzie sie pracowalo, i na jakim stanowisku ale najwazniejsze to sie pisze co sie dokladnie robilo a przede wszystkim jakie sie mialo wymierne osiagniecia. Mozna to pisac chronologicznie ale niekoniecznie - mozna tez tematycznie. Zwykle na poczatku jest paragraf gdzie sie podsumowuje swoje osiagniecia a celem jest to aby czytajacy zainteresowal sie na tyle aby chcial czytac dalej. Regula to 5 sekund.. jesli czytajacy w ciagu pieciu sekund nie znajdzie nic interesujacego to dokument leci do kosza. Ostatnio wyszukuje sie kandydatow poprzez slowa kluczowe a wiec nalezy umiescic jak najwiecej slow kluczowych i najlepiej to sprytnie wkomponowac je w tekst ale co niektorzy bezczelnie na koncu robia liste slow kluczowych...na pewno komputer je wylowi i sekretarka ktora to robi polozy na "kupke" na biurku szefa...a to juz duze osiagniercie. Nie wiem jak na to reaguja pracodawcy ale jak ja to widze to automatyczna dyskwalifikacja.
            • fanka.turystyki Re: No chłopaki :-) 14.09.07, 17:51
              To prawie tak jak z publikacjami: najlepiej żeby "abstract" miał nie więcej niż
              kilka linijek i żeby już w pierwszej coś powalało na kolana. Inaczej recenzent
              nie przeczyta dokładnie i wysmaży recenzję z gruntu niepochlebną.
    • polam5 Re: Kumpel z pracy właśnie opowiedział kawał... 14.09.07, 17:57
      U nas polularne jest praktykowanie tzw "elevator talk" co znaczy ze powinienes zdazyc przekazac i zainteresowac swoja idea bosa czy tez inwestora w czasie jak jedziecie winda.... Dobrze jak sie pracuje w NY na 50 pietrze ale tu w Californi wiekszosc budynkow to niskie wiec czasu niewiele :))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka