IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 10:39
zaintrygowałaś mnie tym, że napisałaś w poscie o kobietach z charakterem o
tym , że pękłaś........ ja też byłam (kiedyś)grzeczną matką,żona i kochanką w
jednym i też pękłam........ dziwnie się złożyło że zrozumiałam to po 30 -
tce...... jak było u ciebie, czy coś się
wydażyło że zrozumiałaś że dalej tak nie można??? mi dał do myślenia fakt, ze
zainteresował się mną wspaniały facet (przystojny z pozycją - wydawałoby się
że nieosiągalny dla mnie) i to on mi dał wykład żebym zaczęła myśleć o
sobie !!!

Obserwuj wątek
    • Gość: samowolny Re: do semi31 IP: *.*.*.* 24.07.03, 10:44
      sory ze sie wtrące..ale czy tylko facet "przystojny z pozycją" do ciebie
      przemawia i słuchasz go ? Rozumiem że słowa faceta bez kasy i przeciętnego
      fizycznie nie zrobiłby na tobie nijakiego wrazenia.....
      • ka_27 do semi31 24.07.03, 10:50
        To jest właśnie wersja z opakowaniem,
        bez środka ...

        Ważne, zeby pudełko było kolorowe??
        • Gość: quin26 Re: do semi31 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 11:07
          chyba trochę źle to opisałam, facet jest naprawde wspaniały wewnetrznie czego
          do tej pory nie wiedziałam mimo, ze znamy się ponad 6 lat, a to że napisałam o
          tym że jest przystojny i z pozycją to tylko dlatego, że ja jestem bardzo
          przeciętną osobą (z urody) i dla mnie było zaskoczeniem że taki "narcyz" coś we
          mnie zobaczył. W celu wyjaśnienie - nie interesują mnie tzw.ładne puste
          pudełka,

          w całym poscie chciałam dowiedzieć się od innych kobiet (nie tylko od semi)
          kiedy i dlaczego następuje taki przełom w życiu spokojnej , grzecznej żonki w
          szaloną, stanowczą kobietę
        • von-koza Re: do semi31 24.07.03, 11:12
          Quin26 - piszesz -"...ja też byłam (kiedyś)grzeczną matką,żona i kochanką w
          jednym i też pękłam........ dziwnie się złożyło że zrozumiałam to po 30 -
          tce...... jak było u ciebie, czy coś się
          wydażyło że zrozumiałaś że dalej tak nie można??? mi dał do myślenia fakt, ze
          zainteresował się mną wspaniały facet (przystojny z pozycją..."

          Czy to znaczy, że zapomniałaś o swojej rodzinie na rzecz jakiegoś wspaniałego,
          przystojnego faceta z pozycją - Taa... Godne to najwyższej pochwały. A może
          jeszcze żonatego? Tak trzymaj... A co na to mąż? Też taki szczęśliwy?
          • ka_27 do semi31 24.07.03, 11:14
            Dojrzałość ...

            Tylko dojrzałość ...
    • Gość: quin26 Re: do semi31 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 11:29
      nie ...... nie zapomniałam o mężu i rodzinie, jedynie zrozumiałam , że mi też
      się od życia należy...... zaczęłam o siebie bardziej dbać, zaczęłam walczyć w
      domu o pieniądze na swoje wydatki (do tej pory mimo, iż więcej zarabiałam
      miałam wydzielaną kasę przez męża, )nie tłumacze się jak wrócę 15 minut później
      z pracy........ zaczęłam studiować (nie zrobiłam magisterki-bo uważałam że nie
      mamy na to pieniędzy-zawsze były inne wydatki)walcze o wpływy np. w sprawie o
      kolor farby do sypialni (do tej pory - żeby nie było kłótni - robiliśmy w domu
      tak jak ON chciał) to są może szczegóły ale w całości chyba byłam w pewnym
      sensie stłamszona przez męża.A ten facet tylko "otworzył mi oczy"........ i
      teraz walcze o to żeby mieć więcej do powiedzenia
      • von-koza Re: do semi31 24.07.03, 11:39
        To zmienia postać rzeczy, przepraszam myślałem, że chodziło o coś innego, a tak
        to rzeczywiście pozytywne doświadczenie.
        Tak na marginesie, czy po tym Twój mąż zmienił nastawienie?
        Pozdrawiam.
      • Gość: samowolny Re: do semi31 IP: *.*.*.* 24.07.03, 11:49
        Gość portalu: quin26 napisał(a):


        > teraz walcze o to żeby mieć więcej do powiedzenia

        rety co za chore związki ludzie mają w których o wszystko trzeba walczyć...
        człek uczy sie całe życie...
        • ka_27 do semi31 24.07.03, 11:57
          A może nie należy walczyć,
          a raczej współpracować? :-)
          • Gość: quin26 Re: do semi31 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 12:06
            żeby współpracować trzeba zgody obu stron - a to nie takie proste.........
            • ka_27 do semi31 24.07.03, 12:07
              Sztuka kompromisu ...
              • Gość: quin26 Re: do semi31 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 12:09
                owszem, ale mój małżonek chyba nie chce się jej nauczyć
                • Gość: samowolny Re: do semi31 IP: *.*.*.* 24.07.03, 12:20
                  Gość portalu: quin26 napisał(a):

                  > owszem, ale mój małżonek chyba nie chce się jej nauczyć

                  tak to jest jak mija zauroczenie a pozostaje szara rzeczywistość i człek sie
                  budzi z ręką w nocniku.....
    • Gość: quin26 Re: do semi31 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 12:27
      von-koza zapytała czy mój mąż zmienił się po tym......... ciężka sprawa, jest w
      szoku po mojej zmianie , były podejżenia że mam kogoś, że go już nie kocham ...
      itp..... ale porozmawiałam z nim , że to nie o to chodzi... ze dłużej tak nie
      mogę.... no i coś mu chyba do tej głowy dotarło.... ale nie jest to to czego
      bym chciała..... wiem jedno - nie zmienie się........... i jeżeli będzie trzeba
      będę walczyć do upadłego... aż ON się zmieni i zrozumie.... mam nadzieję że to
      niedługo nastąpi.

      PS. np. nie mogłam wyjechać na delegacje służbową - miałam wybór (od męża) albo
      rodzina albo praca........ i ściemniłam w pracy , że nie mam opieki nad
      dzieckiem i nie mogę pojechać...... a była to dosyć ważna konferencja na której
      mogłam "wypłynąć" w firmie...... i od tej pory walczę... bardzo wiele straciłam
      w firmie przez ten wyjazd (w walce o stanowisko - przegrałam - i wiem , ze ten
      wyjazd miał to bardzo duży wpływ na tą decyzję)
      • Gość: samowolny Re: do semi31 IP: *.*.*.* 24.07.03, 12:35
        Gość portalu: quin26 napisał(a):

        >
        > będę walczyć do upadłego...
        uważaj abys sie nie stała "upadłą kobietą'..:)))
    • von-koza Do Quin26 24.07.03, 12:42
      Wiesz co? Jest taka całkiem niezła rada znana mi z autopsji na uzdrowienie
      takiej sytuacji. Przede wszystkim Twój mąż pewnie też nie jest szczęśliwy z
      powodu takich wzajemnych przepychanek. Jeśli tak, to ustalcie wzajemne
      pretensje i oczekiwania na spokojnie, a następnie wyznaczcie sobie jakiś
      termin na ich realizację. Jeśli w czasie tego okresu ktoś zaczyna nawalać to
      przypominajcie ustaleniach, powołując się na wcześniejsza rozmowę. Nawet
      wbrew sobie, gdy wiedzieliśmy, że to WŁAŚNIE JA mam rację ustępowaliśmy. W
      moim przypadku bardzo to pomogło. Już po kilku dniach takich wzajemnych starań
      było dużo lepiej, a potem to już reakcja łańcuchowa, bo baliśmy się stracić,
      to co uzyskaliśmy dzięki tym zabiegom. Każde małżeństwo przechodzi mniejsze
      czy większe kryzysy jednak przy obopólnej dobrej woli to nie problem.
      Pozdrawiam.

      P.S. von Koza nie NAPISAŁA, tylko napisał, ale nie przejmuj się ciągle to
      muszę prostować. Pozdrawiam.
      • Gość: quin26 Re: Do Quin26 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 12:51
        dzięki za radę , ale wielokrotnie już prubowałam rozmawiać...... zawsze jest
        jedna odpowiedź..... "to ty się zmieniłaś a było tak dobrze", chyba nie umiem
        dotrzeć do jego umysłu , ze ja się wtedy męczyłam !!!! kiedy jemu było
        dobrze..... bo był panem i wladcą
        • von-koza Re: Do Quin26 24.07.03, 13:01
          To rzeczywiście kiepsko, bo rada ta działa tylko za dobra wolą obu stron,
          nazwijmy to kompromisem. Niestety zostaje Ci jeszcze (osobiście nie radzę, ale
          jesteśmy w innej sytuacji, więc może to jedyne wyjście) wyczerpująca walka, by
          dać mu do zrozumienia, że może Cię stracić, albo (to według mnie lepsze
          wyjście) pokaż mężowi jak bardzo jesteś nieszczęśliwa z powodu braku
          zrozumienia, zamknij się w sobie, tzw. cichy bunt - może wtedy zauważy i
          zrozumie, że musi się dostosować do Twoich potrzeb, żebyście tworzyli
          szczęśliwą parę.
          Pozdrawiam.
          • Gość: quin26 Re: Do Quin26 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 13:20
            von-koza napisał:

            > To rzeczywiście kiepsko, bo rada ta działa tylko za dobra wolą obu stron,
            > nazwijmy to kompromisem. Niestety zostaje Ci jeszcze (osobiście nie radzę,
            ale
            > jesteśmy w innej sytuacji, więc może to jedyne wyjście) wyczerpująca walka,
            by
            > dać mu do zrozumienia, że może Cię stracić, albo (to według mnie lepsze
            > wyjście) pokaż mężowi jak bardzo jesteś nieszczęśliwa z powodu braku
            > zrozumienia, zamknij się w sobie, tzw. cichy bunt - może wtedy zauważy i
            > zrozumie, że musi się dostosować do Twoich potrzeb, żebyście tworzyli
            > szczęśliwą parę.
            > Pozdrawiam.


            Nieszczęśliwą biedulkę też już przerabiałam...... wcześniej niż "teraźniejszy
            bunt" jak to można tak nazwać ......... nic z tego... wyglądało to tak , że
            przytulał swoją żonkę i mówił jak wiele razem zdobyliśmy (wybudowaliśmy dom i
            zamieszkaliśmy w nim w 5-tą rocznicę ślubu), jakiego mamy wspaniałego syna,i że
            on tak naprawde to jego zazdrość i zaborczośc wynika tylko z tego że bardzo
            mnie kocha............ i temat poprostu się kończył. Jak mu tłumaczyłam , ze
            jego zazdrość zabije naszą miłość to on że nie ma zazdrości bez
            miłości......... i jeszcze można przytaczać tysiące takich przykładów.....
            zawsze jego było na wierzchu...
            • von-koza Re: Do Quin26 24.07.03, 13:38
              Wiesz, z tego co piszesz Twój mąż się stara, tyle że nie rozumie tak jak Ty
              pojęcia partnerstwa. Pewnie według niego świetnie spełnia swoją rolę i
              częściowo na pewno tak jest. Prawie nigdy wina nie leży po jednej stronie.
              Chcę tylko powiedzieć żebys się nie poddawała, bo przecież sporo razem
              zbudowaliście i szkoda by było... Poza tym macie dziecko, a to naprawdę
              zobowiązuje. Trzynaj się twardo i powodzenia.
              Pozdrawiam.
              • Gość: quin26 Re: Do Quin26 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 13:56
                masz rację że on się stara , ale zaślepia go jego egoizm i zazdrość....... nie
                umiem przekonać go do zaufania i partnerstwa..... ale może po tych wszystkich
                waszych radach coś się zmieni...........może... mam taką nadzieję
                • von-koza Re: Do Quin26 24.07.03, 14:06
                  Gość portalu: quin26 napisał(a):

                  > masz rację że on się stara , ale zaślepia go jego egoizm i zazdrość.......
                  nie
                  > umiem przekonać go do zaufania i partnerstwa..... ale może po tych
                  wszystkich
                  > waszych radach coś się zmieni...........może... mam taką nadzieję

                  Czego Ci naprawdę życzę.
                  Pozdrawiam.
                  • Gość: quin26 Re: Do Quin26 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 14:09
                    z całego serca dziękuję
      • oleksin Re: Do Quin26 24.07.03, 12:52
        do autorki watku: naucz sie ortografii najpierw i to juz Tobie da poczucie
        pewnosci siebie.
        • ka_27 Do Quin26 24.07.03, 13:00
          Nie wolno ustępować, nie mając żadnych żądań wobec drugiej strony ...

          Coś za coś ... Wspólny kompromis ...
        • Gość: quin26 Re: Do Quin26 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 13:14
          oleksin napisał:

          > do autorki watku: naucz sie ortografii najpierw i to juz Tobie da poczucie
          > pewnosci siebie.

          nie czepiaj się , nie jestem na egzaminie w szkole ,znam swój problem z
          ortografią ale nie zamierzam okazywać ci zaświadczenia o dyslekcji i
          dysgrafii. A jeśli chodzi o poczucie pewności siebie - to ją mam - zapewniam
          cię.........
          • ja_nek Re: Do Quin26 24.07.03, 13:46
            Twój facet to egoista, chciał Cię mieć dla siebie, ale przyzwyczaiłaś go do
            ustępstw. Dlatego teraz musisz się dopominać o swoje. W imię miłości
            zrezygnowałaś z części swoich oczekiwań i planów.
            Tłumacz mu dlaczego tak postępujesz, a nie inaczej i nie daj się zapędzić w
            kozi róg wspomnień i tego "dobrobytu".

            Pozdrawiam
            janek
            • Gość: quin26 Re: Do Quin26 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 13:53
              wiem janku, że to ja popełniłam ten błąd przyzwyczajenia go do dobrobytu, i
              faktycznie jest egoistą - bardzo dobrze mnie zrozumiałeś - i teraz za te błędy
              płacę dosyć wysoką cenę ... dziękuję za te wszystkie odpowiedzi w każdej z nich
              jest coś wartościowego , z czego mogę wyciagnąć wnioski - i tak też
              zrobię...... może wszystko będzie dobrze.
      • elzbieta28 Re: Do Quin26 24.07.03, 13:30
        W moim zyciu również nastąpił taki przełom, z przyczyn naprawdę
        obiektywnych ,trochę później. Splot tragicznych życiowych doświadczeń, śmierć
        dziecka , ciężka choroba syna,walka o uśmiechnięte dzieciństwo najstarszej
        córki , konieczność rezygnacji z pracy (teraz widzę, że nie musiałam)to
        wszystko spowodowało, że nie dostrzegałam swojego uzależnienia od męża.Ja po
        prostu parłam do przodu nic nie widząc i nic nie wiedząc. Mój mąż nie wytrzymał
        psychicznie, zaczął pić, nie odszedł od nas, on był nieobecny duchem. W
        kulminacyjnych momentach byłam sama. Nie miałam sił, by walczyc o jego
        wsparcie, starałam się Go rozumieć...Przetrwałam..., mój świat ograniczył się
        do dzieci i domu. Byłam (jestem) szczęśliwa, że syn jest zdrowy, boję się coraz
        mniej, wiem czym jest zachowane życie. Jednak nie potrafiłam wtedy pomóc
        mężowi, teraz jest późno, teraz jest układ i chociaż mam świadomość, że wtedy
        mogłam zdobyć się na jeszcze jeden wysiłek...ale ja naprawdę nie miałam sił.
        Powoli zaczęłam rozumieć, że aby moje dzieci miały dom to muszą mieć
        matkę.Przypomniałam sobie kim byłam wcześniej przed życiowym tornado. Powolutku
        wprowadzam siebie w to "stare", odległe miejsce. Finansowo jestem zależna od
        męża, ale na tyle ile mogę radzę sobie. Korepetycje, pisanie , dorywcze
        prace,które mogę wykonywać w domu. Naprawdę w pewnych związkach, sytuacjach
        życiowych trudno jest mówić o sztuce kompromisu, o rozmowach, tego po prostu
        nie można osiągnąć.Cżęsto słyszę w takich sytuacjach rady typu - zostaw ,
        odejdź.Tak, jeżeli jet totalne piekło, ale gdy przeszło się razem przez inne
        piekło, to takie zwykłe mniej boli, wywalczyłam pełną rodzinę, wywalczyłam
        trochę spokoju(może innego niż w Waszych domach), ale jetsteśmy razem. Ja mogę
        pisać swoje wierszyki,pomagam innym dzieciom, mam swój świat taki tylko dla
        mnie. Nie czuję się gorsza od innych, żyję na takim poziomie na jaki mnie stać,
        lepszym, gorszym, ale moim.Nadrabiam to swoje życie, uczę się, nie boję się
        niczego (tu może przesadziłam, prawie niczego). Dlatego Ouin26, jeżeli nie
        możesz w normalny sposób "wywalczyć siebie" w związku to po prostu rób to swoim
        trybem, powoli, pocichutku...Może Twój mąż zrozumie, a jak nie to Ty będziesz
        jeszcze większa niż jesteś teraz...Przepraszam, że tak dużo, ale bardzo
        emocjonalnie podeszłam do tego. Pozdrawiam
        • Gość: quin26 Re: Do Quin26 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 13:49
          dziękuję elżbieto , chyba mi trochę pomogłaś , i masz rację, że muszę walczyć
          mniej agresywnie.. może zrozumie... nie chcę go stracić jest dobrym
          człowiekiem , ale baaaaardzo zaborczym i zazdrosnym, do tego stopnia, ze
          przychodzący sms-es i jestem już podejżana o romans.......
          • Gość: elzbieta28 Re: Do Quin26 IP: *.aries.com.pl 24.07.03, 14:03
            Gość portalu: quin26 napisał(a):

            > dziękuję elżbieto , chyba mi trochę pomogłaś , i masz rację, że muszę walczyć
            > mniej agresywnie.. może zrozumie... nie chcę go stracić jest dobrym
            > człowiekiem , ale baaaaardzo zaborczym i zazdrosnym, do tego stopnia, ze
            > przychodzący sms-es i jestem już podejżana o romans.......

            Tak naprawdę to nikt Tobie pomóc nie może, tylko sama Ty.Wiedz tylko jedno z
            zazdrością i zaborczością swojego męża będziesz miała do czynienia już zawsze.
            Mój przykład nie jest najlepszy, ja wytworzyłam sobie swój świat, owinęłam się
            w kokon.To wiąże się z samotnościa, ja na to przystałam, czy dobrze zrobiłam?
            Nie wiem, ale wiem,że jak boli to tylko mnie. Tego bólu nie przenoszę na dzieci
            ani na męża. Moja dwójka to dzieciaki pełne optymizmu, a mąż wie, że może na
            mnie liczć. To na pewno jest pyrrusowe zwycięstwo.Ty musisz sama znaleść swoją
            drogę do szczęścia Twojej rodziny. Nawet nie Wiesz jak bardzo życzę Tobie
            szczęścia i powodzenia. Pozdrawiam
            • Gość: quin26 Re: Do Quin26 IP: *.man.polbox.pl 24.07.03, 14:11
              dziekuję za dobroś, która płynie z twoich wypowiedzi..... ale wydaje mi się (z
              tego co piszesz) że ty jednak w pewnym sensie się poddałaś i nie do końca
              wygrałaś swoją niezależność...... wybrałaś dobro twojej rodziny nie swoje...
              • elzbieta28 Re: Do Quin26 24.07.03, 14:39
                Tak, ale ja kiedyś zdecydowałam się na założenie tej rodziny,to była moja
                decyzja,a życie jest nie tylko moje. Prawda jest taka, że mogłam jednym cięciem
                przed odejściem z pracy przerwać wspólne życie,zabrakło mi odwagi, oprócz tego
                w tamtym momencie nie ja i mój mąż byliśmy najważniejsi. Liczyły się tylko
                dzieci i tylko one. Ja jestem szczęśliwa,cieszy mnie życie, bo teraz mogę
                myśleć bez wyrzutów sumienia o sobie. Ja potrafię dopiero teraz powiedzieć -
                nie!-, czytać książki tonami a porządek w mieszkaniu zrobić kiedyś tam, wyjść
                na spacer sama i nie tłumaczyć się z tego ! Udzielać korepetycji bo tego chcę!,
                siedzieć przy komputerze i pisać!. Kiedyś tego nie mogłam lub bałam się(nawet
                gdy pracowałam). Tak życie mnie cieszy, a przecież nie można mieć wszystkiego.
                Ja mam dzieci, dom i swój świat. Osiągam sukcesy drobne, ale zarazem ogromne.
                Pozdrawiam
                • von-koza Re: Do Quin26 24.07.03, 14:58
                  Masz rację Elżbieto. Poza tym uważam, że (może ktoś tam się z tego podśmiewać w
                  dzisiejszych czasach, ale tak właśnie uważam) jeśli się daje słowo, to trzeba
                  je dotrzymać i tyle, albo go nie dawać. I nie ma to nic wspólnego z Bogiem, czy
                  Kościołem, ale ze zwykłą cywilną, ludzką odpowiedzialnoscią. Mi ta myśl bardzo
                  pomogła w trudnych chwilach.
                  Pozdrawiam.
                  • ja_nek Re: Do Quin26 24.07.03, 15:23
                    Dlaczego nie zauważyłyście tej zaborczości wcześniej lub czemu ją
                    zaakceptowałyście zanim powiedziałyście sakramentalne "tak"?

                    Pozdrawiam
                    janek
                    • von-koza Re: Do Quin26 24.07.03, 15:30
                      Rozumiem Janku, że pytasz się Quin, a nie mnie, bo u mnie w związku żadnej
                      zaborczości chyba nie ma (przynajmniej mam taką nadzieję ...che, che)?
                      Pozdrawiam.
                    • elzbieta28 Re: Do Quin26 24.07.03, 15:46
                      ja_nek napisał:

                      > Dlaczego nie zauważyłyście tej zaborczości wcześniej lub czemu ją
                      > zaakceptowałyście zanim powiedziałyście sakramentalne "tak"?
                      >
                      > Pozdrawiam
                      > janek
                      Nie wszystko można tłumaczyć miłością czy zaślepieniem. Widocznie mam zasiane w
                      swoim charakterze posłuszeństwo:)))) Ja_nku ja wiem,że moje życie jest
                      konsekwencją moich decyzji, nie skarżę się, ale nikt z nas nie jest nieomylny.
                      Byłam zakochana, nie widziałam wad partnera, do tego doszła odległość
                      (studiowalismy w różnych miastach)nie poznałam go wystarczająco dobrze. Inna
                      sprawa to trudnoścci, które musieliśmy pokonać.Wierz mi na takie sytuacje po
                      prostu nie ma mocnych,jeden się poddaje i ucieka, drugi też nie wychodzi z tego
                      cało.jednak zawsze trzeba ratować to co zostalo.Pozdrawiam
                      • ja_nek Re: Do Quin26 24.07.03, 15:50
                        Von Kozo: przecież użyłem rodzaju żeńskiego:)

                        Elu: czy dziś nie patrzysz na związki na odległość bardziej pesymistycznie?
                        Co uznajesz za główny powód takiego stanu swej relacji?
                        Przepraszam, ze wnikam, nie odpowiadaj jeśli o zbyt dużo zapytałem.
                        Wiem, że się nie skarżysz, czytam Cię i mam do Ciebie wiele szacunku, jako do
                        osoby, która sporo przeszła...

                        Pozdrawiam
                        janek
                        • von-koza Re: Do Quin26 24.07.03, 15:56
                          ja_nek napisał:

                          > Von Kozo: przecież użyłem rodzaju żeńskiego:)
                          >
                          > >

                          Ano rzeczywiście - sorki.
                          Pozdrawiam.
                        • elzbieta28 Re: Do Quin26 24.07.03, 16:41
                          ja_nek napisał:

                          > Von Kozo: przecież użyłem rodzaju żeńskiego:)
                          >
                          > Elu: czy dziś nie patrzysz na związki na odległość bardziej pesymistycznie?
                          > Co uznajesz za główny powód takiego stanu swej relacji?
                          > Przepraszam, ze wnikam, nie odpowiadaj jeśli o zbyt dużo zapytałem.
                          > Wiem, że się nie skarżysz, czytam Cię i mam do Ciebie wiele szacunku, jako do
                          > osoby, która sporo przeszła...
                          >
                          > Pozdrawiam
                          > janek
                          Głównym powodem takich relacji jestem ja sama. Na poczatku wspólnego życia
                          bałam się walczyć,chyba liczyłam,że spokojem i pokorą uda mi się coś zmienić.
                          Jednak tak się nie stało,moja naiwność się kłania:))))Mój związek świadczy, że
                          miłość na odległość niesie ryzyko.Jednak na pewno są ludzie, którzy są
                          szczęśliwi, ale są też ludzie, którzy będa ryzykować.:))))Takie jest
                          życie.Pozdrawiam
    • Gość: semi31 Re: do quin26 IP: 9.67.96.* 24.07.03, 16:11
      Cześć,odpowiem na pytanie jednym słowem.Byłam zawsze tak jak pisałam,bardzo
      spokojną kochającą żonką,może czasami miewałam humorki(ale kto ich dziś nie ma?)
      Pragnęłam tylko większego zainteresowania ze strony męża(czułości,dobrego słowa
      nie tylko w łóżku),ale kiedy oczekiwania się niespełniły i nadal mogę sobie
      oczekiwać nie wiem na co-właśnie wtedy stwierdziłam że przecież ja nie jestem
      ślepa,głucha ,głupia,brzydka i niemogę żyć jak cierpiętnica.Zostawiłam za sobą
      nieśmiałość,swoje dotychczasowe zasady typu:wierność (nie myśle tutaj o
      zdradzie fizycznej)ale do tej pory kiedy jakiś facet chciał poflirtować to
      zwykle myślałam o nim czyli o mężu.A kiedy dotarło do mnie ,że to tylko jedna
      strona jest tak naprawde naiwnie wierna wtedy co ś we mnie pękło!
      • von-koza Re: do quin26 24.07.03, 16:32
        Gość portalu: semi31 napisał(a):

        ... wtedy co ś we mnie pękło!

        Może da się jeszcze posklejać? Mówiłaś o tym mężowi? Często trzeba silnego
        impulsu by przywołać kogos do porządku, gdy tymczasem wiele osób (według mnie
        częściej kobiet) zaczyna po takim pęknięciu udawać, że wszystko jest dalej
        O.K., jednocześnie mysląc o swoim związku jako nieudanym, straconym w
        konsekwencji oddalając sie emocjonalnie. Tymczasem partner nie robi dalej nic
        uważając, że wszystko gra... Na efekty nie trzeba długo czekać, a potem jest
        już za późno, by zrobić cokolwiek.
        Pozdrawiam.
        • Gość: semi31 Re: do quin26 IP: 9.67.96.* 24.07.03, 16:43
          von-koza napisał:

          > Gość portalu: semi31 napisał(a):
          >
          > ... wtedy co ś we mnie pękło!
          >
          > Może da się jeszcze posklejać? Mówiłaś o tym mężowi? Często trzeba silnego
          > impulsu by przywołać kogos do porządku, gdy tymczasem wiele osób (według mnie
          > częściej kobiet) zaczyna po takim pęknięciu udawać, że wszystko jest dalej
          > O.K., jednocześnie mysląc o swoim związku jako nieudanym, straconym w
          > konsekwencji oddalając sie emocjonalnie. Tymczasem partner nie robi dalej nic
          > uważając, że wszystko gra... Na efekty nie trzeba długo czekać, a potem jest
          > już za późno, by zrobić cokolwiek.
          > Wiesz szkoda ,że mój mąż ma klapki na oczach-powiedz ile można mówić,jak
          długo można skrywać w sobie to co cię boli,przez te dziesięć lat naszego
          małżeństwa tyle się nazbierało różnych spraw,a kiedy próbowałam do niego
          dotrzec to wiesz co mówił ,że nie chce słuchać w kółko tego co mówię ,więć jak
          z nim rozmawiać?! postanowiłam z nim szczerze porozmawiać n
          • von-koza Re: do quin26 24.07.03, 16:47
            Gość portalu: semi31 napisał(a):

            ...postanowiłam z nim szczerze porozmawiać n

            Byle na spokojnie, gniew jest złym doradcą. Wiem coś na ten temat.
            Trzymam kciuki i pozdrawiam.
          • Gość: semi31 Re: do quin26 IP: 9.67.96.* 24.07.03, 16:50
            > Coraz częściej łapię się na tym,że mnie z nim już prócz dzieci tak naprawde
            nic nie łączy.Cierpię z tego powodu jestem jak każda kobieta bardzo wrażliwą
            osobą,teraz żałujętego ,że pozwoliłam sobie na to aby otworzyć się przed
            nim,powiedziec mu o tym co do niego czuję czego oczekuję - a nie oczekuję wiele
            jedynie odrobinę ciepła i od czasu do czasu zainteresowania.A tak naprawde to
            nadal jestem idiotką bo go wciąż kocham.
            Pozdrawiam.
            • von-koza Re: do quin26 24.07.03, 16:55
              Gość portalu: semi31 napisał(a):

              ...bo go wciąż kocham.

              I pewnie on Ciebie też. ...ehh, dziwny jest ten świat.
              Powodzenia.
        • elzbieta28 Re: do quin26 24.07.03, 16:52
          Pamiętaj, pewne zasady, sposób postępowania wynosimy z domu, mamy nimi
          naszpikowany charakter i tak naprawdę dorosły człowiek nie jest w stanie się
          zmienić. Może jednak kontrolować siebie lub iść na drobne ustępstwa, ale tego
          trzeba chcieć...Znam takich, którzy tego nie chcą i za żadne skarby świata nie
          spróbują nawet. Po prostu wiem co Quin26 przechodzi,i pragnę aby rozmowy lub
          wstrząs przyniosły efekt. Pozdrawiam
          • Gość: semi31 Re: do elżbieta28 IP: 9.67.96.* 24.07.03, 17:03
            Może i quin26 przechodzi coś podobnego,ale ona ma męża zaborczego i zazdrosnego
            a u mnie tego brakuje,nie czuję wcale ,że oprócz dzieci komuś jeszcze na mnie
            zależY, a życie z bliską ci osobą a jednocześnie bez niej jest nic nie warte.
            • ja_nek Re: do elżbieta28 24.07.03, 18:03
              Mam pytanie do osób "zaprawionych" w rozwiązywaniu problemów.
              Co zrobić, jeśli rozmowa nie prowadzi do rozwiązania problemów, nie pomaga?
              CO jeśli napotykacie na te same argumenty, lub chowanie głowy w piasek?

              Pozdrawiam
              janek
              • kwasna_cytryna Re: do elżbieta28 24.07.03, 18:45
                1. Przerwać rozmowę i ochłonąć, za jakiś czas znowu spróbować
                2. Napisać do siebie listy, czasem racje wyłożone na papierze wyglądają
                inaczej, bo jest w nich mniej emocji
                3. W wyjątkowych przypadkach zdać się na mediację zaufanej osoby trzeciej
                • kwasna_cytryna Re: do elżbieta28 24.07.03, 21:12
                  Napisałam, że można się zdać na mediację zaufanej osoby trzeciej. Samo
                  pojęcie "mediacja", jak dla mnie, zakłada, że taka osoba bedzie posiadała
                  pewne umiejetności negocjacyjne. Dlatego nie sądzę, żeby miała się stać kozłem
                  ofiarnym. Zresztą taką trzecią osobą może byc równie dobrze np. psychoterapeuta.
              • Gość: cal.....ka _______________ IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 24.07.03, 18:57
                cisza..................
              • Gość: cal.....ka Re: do elżbieta28 IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 24.07.03, 19:05
                ja_nek napisał:

                > Mam pytanie do osób "zaprawionych" w rozwiązywaniu problemów.
                > Co zrobić, jeśli rozmowa nie prowadzi do rozwiązania problemów, nie pomaga?

                Ale czy trzeba rozwiazywac problemy...... moze tak naprawde one nie istnieją?
                Takie uzalanie sie nad wlasnym "ja"......
                Dbac o swoje minimum to fakt, ale reszta - chcecie zmieniac i ulepszac na sile?
                Po co?
                • jmx do wszystkich 24.07.03, 19:32
                  Gość portalu: cal.....ka napisał(a):

                  > Ale czy trzeba rozwiazywac problemy...... moze tak naprawde one nie istnieją?
                  > Takie uzalanie sie nad wlasnym "ja"......
                  > Dbac o swoje minimum to fakt, ale reszta - chcecie zmieniac i ulepszac na
                  sile?
                  >
                  > Po co?


                  I tu jest właśnie sedno!
                  Jedna strona ma problem, cierpi, nie wie jak sobie poradzić, a druga w ogóle
                  tego nie dostrzega i jest święcie przekonana, że wszystko jest OK.
                  I co zrobić, jak sprawić, żeby "otworzyła oczy"?
                  • Gość: SEMI31 Re: do wszystkich IP: 9.67.96.* 24.07.03, 19:48
                    oto jest pytanie co wtedy zrobić???
                    • Gość: elzbieta28 Re: do wszystkich IP: *.aries.com.pl 24.07.03, 20:01
                      Gość portalu: SEMI31 napisał(a):

                      > oto jest pytanie co wtedy zrobić???
                      Są dwa wyjścia: 1) przerwać istniejący stan, odejść. 2) Ciągle próbować, drążyć
                      skałę, i przystać na to co jest.
                      • ja_nek Re: do wszystkich 24.07.03, 20:34
                        Cytryno, ale czy osoba trzecia nie stanie się kozłem ofiarnym? Czy na niej nie
                        skupią się emocje?
                      • Gość: cal.....ka Re: do wszystkich IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 25.07.03, 01:09
                        Gość portalu: elzbieta28 napisał(a):

                        > Gość portalu: SEMI31 napisał(a):
                        >
                        > > oto jest pytanie co wtedy zrobić???
                        > Są dwa wyjścia: 1) przerwać istniejący stan, odejść.
                        2) Ciągle próbować, drążyć
                        > skałę, i przystać na to co jest.

                        Ani 1 ani 2-gi punkt mi sie nie podoba. Trzeba wiedziec czego sie chce. A może
                        nic? Może chce sie komuś wmówić że jest dobrze, a nie jest, wiec po co?

                        Ciagle probowac, drazyc... tak, to jest to. Ale tylko pod jednym warunkiem -
                        trzeba wiedziec, ze dany pomysl jest droga wyjscia, i ze bedzie super. Np
                        podkop gleboko od ziemia zeby sie wydostac z wiezienia - mozna opracowac
                        wszystko, i wtedy sie czlowiek nie zalamie - ale jesli bedzie w dobrym kierunku
                        i nie skonczy sie przy plocie z lefrektorami.
                        • Gość: quin26 Re: do wszystkich IP: *.com.pl 25.07.03, 08:49
                          witam wszystkich w nowym dniu...... nie sądzilam , że rozpętam taką dyskusję na
                          ten temat.... powiem szczerze że daliście mi wszyscy wiele rad, otuchy i chyba
                          lepiej się czuję - dzięki temu jestem jeszcze silniejsza- jesteście kochani,
                          będę informować was jak sobie radzę...
                          pozdrawiam wszystkich
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka