zwierz_futerkowy
02.03.08, 20:41
Zobaczyłem w gazecie ogłoszenie; "Nauka Czytania w Myślach". Dlugo się nie zastanawiając, zarzuciłem kurtkę na ramię i wyszedłem z domu. W drodze myślałem o korzyściach jakie może przynieść posiadanie tak owej zdolności. Świat i jego tajemnice stanęły by przede mną otworem.
Kamienica numer 5 - jak w ogłoszeniu; z zaznaczonym bocznym wejściem do sali gdzie odbywaly się kursy.
- Ile to kosztuje? - Zapytałem rozczochranego pana który chyba zapomnial rano się...
- ...Uczesać, tak...- Przerwal nieznajomy - Co do pieniędzy, cóż wiedziałem że pan o to zapyta. proszę tu jest ulotka. - Powiedział podając malutki folder z cennikiem.
Zachęcony, zdecydowaną dłonią podpisałem wszystkie niezbędne dokumenty. Uiściłem także opłatę, jednakże jedynie na miesiąc, zawsze coś może mi się odmienić... W końcu jeszcze nie umiałem czytać w myślach.
W klasie sami faceci. Może to i lepiej? Nikt nie będzie się przed nikim popisywał. Zajęcia były pełne ćwiczeń, powiedzieć jednak muszę, że efekty były zadziwiające.Już po kilku dniach siedząc na ulubionej ławeczce w parku i karmiąc wygłodniale dzioby "słuchalem" w myślach oraz przyglądałem się tej "widocznej" stronie rozmowy dwóch przypdkowo spotykających się ktosiów.
- Witaj! (...znou on...)
- Cześć! (jak mogłem go nie zauważyć.. uciekać szybko)
- Co u ciebie? (dać mu zacząć a jak się "rozpędzi" to wykręcić się uciekającym autobusem)
- Jakoś leci (krótko) nic nowego ( świetnie, jeśli nie chce okazać ignorancji, powinien pamiętać "stare nowinki" z poprzedniej rozmowy) a co u ciebie? (brawo! zrzuć ciągnięcie rozmowy na niego, a jak się "rozwinie" to wykręcić się uciekającym tramwajem)
- A spoko... (pochwalić się podchwytliwie) bawię się nową zabawką... (napewno zapyta jaką)
- Hmm (zabawką?) Cóż to za "zabwka"? ( pewnie jakaś tandeta)
- Kupiłem używany samochód (niech sam zapyta jaka marka, efekt będzie lepszy...)
- (no teraz mówimy do rzeczy) Jaki? ( napewno nie lepszy od mojego)
- Rover ( teraz niech mu szczęka opada)
- (o wiele lepszy... niech to szlag... Nie pokazywać nic po sobie) Automatyczna skrzynia biegów? (napewno znajdę jakiś feler)
- Nie... (hmmm widać szuka zaczepki)
- (cholera, trudno) Ja nie mam ostatnio czasu na dłubanie przy samochodzie... (szybko coś wymyśleć)
- Czemu? ( do czego on zmierza?)
- ... bo dostałem awans! (genialnie! kij z samochodem)
- No.. to gratulacje! (mam to głęboko w dupie) Ja wlaśnie konczę specjalizację (kij z awansem czy podwyżką, intelekt się liczy)
- (jakże to nieinteresujące...) Mhm... ciekawe... (może by się wreszczie ode mnie od-specjalizował, sporóbuję pomilczeć może się kapnie...)
- (zastosować stary motyw z zegarkiem) No, my tu tak sobie gadamy.... ( kurczę, wybralem dość oczywisty sposób...) a na mnie już czas.
- Musimy się kiedyś umówić na piwo (wypada przynajmniej powiedzieć, i tak wykręci się brakiem czasu)
- (taaa... pewnie.....) OK, nie ma sprawy ( w ostatniej chwili wykręcę się brakiem czasu, działało za każdym razem)
- To narazie ( wreszcie)
- Narazie! ( następnym razem iść na drugą stronę ulcy, do sklepu, albo udawać że rozmawiam przez komórkę...)
Byłem w lekkim szoku. Zdałem sobie sprawę jak niebezpieczne nrzędzie posiadlem. Postanowilem iść do Rachel i zapytać o radę. Nie wiedziałem już sam czy mam dalej chodzić na ten kurs, czy nie...
Mijałem ludzi na ulicy.
"Z drogi baranie", "Na co się gpisz?", "Jak można tak idiotycznie dobrać kolor koszuli?", "Ciekawe czy ludzie widzą że mam nowe buty?", "Trzymać głowę wysoko, kroczyć dumnie. Respekt kolego, respekt!", Napewno nie wierzący...", "Ale parszywa morda!", "Zapytać o papierosa, czy nie?...", "Fajne podnie, ciekawe gdzie kupiła?", "Niech no tylko wejdę do biura to pierwsze opieprzę tego palanta Józka!", "No... może na jedną randkę...".
Myśli głosami mijanych na ulicy ludzi niczym rozwrzeszczany tłum na ruchliwej ulicy krążyły w mojej głowie. Rzeczy których wcale nie chciałem wiedzieć, bezpodstawne opinie, osądy, złorzeczenia, erotyzmy, ludzi którzy o sobie przecież nic nie wiedzą...
Zza zakrętu wyłonił się mój stary znajomy z ktorym pokłócilem się o jakąś już dawno zapomnianą głupotę kilka lat temu. Od tego czasu nie darzymy się zbytnią sympatią... Nie zdążył się nawet do mnie zbliżyć kiedy w glowie usłyszałem jego głos " Ja też chodzilem na ten kurs, cha, cha!!" Przymróżywszy oczy z sarkstycznym uśmiechem poszedł dalej, a ja stałem jak wryty.
Tego już za wiele! Przyspieszyłem kroku.
Kiedy otwierałem drzwi od mieszkania Rachel zdałem sobie sprawę ze spokolu który powoli mnie ogarnia. Pomyślalem o wspólnie pitej kawie, papierosku, o naszych glosach w spokojnej przyjacielskiej rozmowie.
Jakież bylo moje zdziwienie kiedy wchodząc do kuchni zobczyłem ją siedzącą przy stole z dwoma kubkami dopiero co zaparzonej kawy. Uśmiechając się serdecznie, poklepala dłonią puste siedzisko krzesła stojącego obok niej. Usiadłem, a w myślach usłyszałem jej spokojny glos: "Jak dobrze, że my kobiety mamy intuicję..."