osv
16.04.08, 23:02
...o CZARNYM LABEDZIU...
Tu był kiedyś jego dom, rodzinne ukochane strony - zaczęła swą
opowieść "staruszka" - Był tu szczęśliwy, lecz nie czynił
szczęśliwymi innych. Było w nim coś, co ciągnęło go do złego. Z dnia
na dzień stawał się szubrawcem. Nie był złym człowiekiem, nie.
Ludzie go lubili. Różnych już grzeszków miał na sumieniu. Wybaczali
mu. Ale pewnego razu dopuścił się największej zbrodni - zbrodni na
miłości. Rozkochał niewinną dziewczynę. Omamił słówkami i ckliwym
spojrzeniem. Bawił się nią i potem porzucił. Poszła w rozpaczy na
bagna i nigdy już nie wróciła. Ludzie go przeklęli. Ale najbardziej
skrzywdził siebie. Bo tak naprawdę miłował ją. Za późno to
zrozumiał. Cierpiał i gorzkniał. Szukał jej oczu, zapachu, śladów.
Poszedł za nią. Widywali go błąkającego się po torfowisku.
We wsi rodzili się i umierali ludzie. Wkrótce o bagiennym tułaczu
zapomniano. Pewnego dnia na wodach Niegocina pojawił się czarny
łabędź, ogłaszając swe przyjście głośnym krzykiem. Starzy zobaczyli
w nim jego. I bali się. On jednak wrócił inny. Roztoczył nad wioską
opiekuńcze skrzydła. Uprzedzał los. Ostrzegał przed złym. Czuwał nad
losami kochanków. Nikt nie zaznał tu nieszczęśliwej miłości. W
wiosce zapanował dostatek i beztroska. Wszyscy czuli się bezpieczni
pod skrzydłami Czarnego Łabędzia. Uśmiechnięci ludzie z radością
witali przybyszów. I tak jest do dzisiaj...
Na brzegu jeziora, nie opodal jego legowiska ludzie postawili
gospodę. Nazwali ją "Pod Czarnym Łabędziem ". Gdy zawędrujesz w jej
progi, pożywią cię strawa wszelaką i ugoszczą wybornymi trunkami.
Gdy oddasz się w opiekę duchowi tych okolic, nie zaznasz niepokoju.
A czarny łabądź? Ludzie powiadają, że czasem, ale tylko przed świtem
można go dostrzec w przybrzeżnych trzcinach.
A jeśli go ujrzysz, szczęście nie opuści cię już nigdy...
P.S.
Aktualnie: Zle dzieje sie w "PANSTWIE DUNSKIM"... tak zle, ze"DANIA"
zamarla z rozpaczy... rozpacza zbiorowa wszystkich wrazliwych serc...
Brak slow...
osv