Dodaj do ulubionych

po co komu milosc?

IP: 212.121.202.* 09.01.02, 14:37
Nie rozumiem ludzi ktorzy sie zakochuja choc tak bardzo bym chciala. Ale z
drugiej strony... Milosc to zawsze cierpienie, lzy rozpacz.... Nic milego i
pozniej czlowiek patrzac wstecz widzi ze wycierpial wiecej bedac z kims niz
sam....Czytajac chocby na forum posty o wstretnych zonach zazdrosnych mezach,
problemach z kochankami wydaje mi sie ze milosc po prostu juz nie istnieje....
A zostala jedynie jakas marna imitacja. Tak to juz chyba jest, ze jak czlowiek
zostal kilka razy zraniony to nie w glowie mu uczucia woli samotnosc....I nie
wiem czy to nie lesza recepta na zycie.
Obserwuj wątek
    • chudyy a najgorsze to, że 09.01.02, 17:20
      że w tę miłość to tyle napakowano niewiarygodnych oczekiwań, którymi nasiąkamy
      od kołyski, bajki, piosenki, wiersze ...
      stąd potem te łzy i żale tak mniemam
      ale tak całkiem samemu to też nie bardzo,
      a do tego te rewolucje społeczne lat ostatnich
      a my mięso armatnie
      żebyśmy przynajmniej umieli się uczyć na własnych błędach
      • iza_1 Re: a najgorsze to, że 09.01.02, 19:53
        aj!coz wy tak narzekacie? co ten swiat wart bylby bez milosci!
        toz to sila napedowa ludzkosci!!!
        Wiary, wiary bo jak tak wiecej osob bedzie patrzec to w kim ja sie zakocham w
        najblizszym czasie?
        Nie siac zlej propagandy!
        • chudyy cóż byłby wart? 10.01.02, 09:21
          iza_1 napisał(a):
          > co ten swiat wart bylby bez milosci!
          > toz to sila napedowa ludzkosci!!!
          > Wiary, wiary bo jak tak wiecej osob bedzie patrzec to w kim ja sie zakocham w
          > najblizszym czasie?
          > Nie siac zlej propagandy!

          siła napędowo podskokowa, trochę podrepcze do przodu, trochę się pokręci w
          miejscu, trochę cofnie, jak ten żuczek na kwiatkach w jednej z piosenek ;)
          • Gość: ewelina Re: cóz˙ by?by wart? IP: 212.121.202.* 10.01.02, 09:33
            No coz... jestem osoba ktora twierdzi ze milosci nie ma.... jest tylko
            pozadanie fascynacja zauroczenie... to wszystko moi mili.
            • Gość: mirka Re: cóz˙ by?by wart? IP: 212.244.77.* 10.01.02, 09:45
              Prawda.Jakby tak wierzyc tym bzdurom ,którymi nas karmia w TV (seriale
              brazylijskie itd) to miłośc to tylko zauroczenie, namietności itd. Ale nie
              dajmy sie oszołomić. Uczucia są fajne,ale to tylko wstęp do prawdziwej miłości.
              Mysląc o prawdziwej przebaczającej wyrozumiłej miłości patrzę jak mamy kochaja
              swoje dzieciaki.Co Wy na to?
              • chudyy Re: cóz˙ by?by wart? 10.01.02, 09:53
                Gość portalu: mirka napisał(a):
                > Mysląc o prawdziwej przebaczającej wyrozumiłej miłości patrzę jak mamy kochaja
                > swoje dzieciaki.Co Wy na to?

                a nas chyba interesuje uczucie wiążace osobniki nie mające wspólnych genów, wiem,
                że to okrutna socjogiologia, ale chodzi o ustawienie właściwej perspektywy.
                Miłość macierzyńska i ojcowska są instynktowne, rzadko trzeba na nią zasłużyć,
                dostaje się ją w darze i b. trudno ją utracić. Rodzice najwięcej potrafią
                wybaczyć i tak mało oczekują w zamian.
                • Gość: izyda a najpiekniejszy... IP: 213.77.81.* 10.01.02, 10:11
                  obrazek jak znam ..to dwoje staruszkow ktorzy po wielu latach malzenstwa
                  spaceruja po parku .. trzymajac sie za rece i patrzac sobie w oczy.. ciagle z
                  tym samym usmiechem
                  • mirinda Re: a najpiekniejszy... 10.01.02, 10:35
                    No nie!!!

                    Jak można twierdzić że nie ma miłości?

                    JEST JEST JEST !!!
                    GDZIE ? NIE WIEM BO SAMA JEJ SZUKAM!

                    Ale wierzę !
                    I Wam tez radzę czym był by ten świat bez miłości a że gdy uczucie gaś nie
                    pojawia sie ból rozpacz łzy - narzuca mi sie na myśl to noprmalne - ale
                    szczerze mówiąc wcale tak nie myślę
                    Miałam " przyjemność" cierpieć w swoim życiu przez MIŁOSC - ale coś z tego
                    cierpienia wyniosłam - czy dobrego nie wiem wiele się zmieniło - nie ufam już
                    tak ludziom jestem znacznie ostrożniejsza w kontaktach z płcią przeciwną - może
                    na tym tracę bo przecież drugiej stronie może się wydawać ze jestem oschła i
                    przypominam głaz ale tak już jest....

                    Ale pomimo że "dotknęłam - ba trzymaałam przez dłuższy czas ten rozgrzany
                    węgiel" cierpiałam póżniej z powodu "poparzeń" to chętnie złapałabym go jeszcze
                    raz ...
                    Niestety tak jest skonstruowany ten świat że za wszystko w życiu trzeba płacić -
                    i jest ogromnym nieporozumieniem stwierdzenie - bezinteresowna miłość
                    zawsze coś chcemy w zamian ...

                    szukajcie i wierzcie !
                • Gość: mirka Re: cóz˙ by?by wart? IP: 212.244.77.* 10.01.02, 10:27
                  chudyy napisał(a):

                  > Gość portalu: mirka napisał(a):
                  > > Mysląc o prawdziwej przebaczającej wyrozumiłej miłości patrzę jak mamy koc
                  > haja
                  > > swoje dzieciaki.Co Wy na to?
                  >
                  > a nas chyba interesuje uczucie wiążace osobniki nie mające wspólnych genów, wie
                  > m,
                  > że to okrutna socjogiologia, ale chodzi o ustawienie właściwej perspektywy.
                  > Miłość macierzyńska i ojcowska są instynktowne, rzadko trzeba na nią zasłużyć,
                  > dostaje się ją w darze i b. trudno ją utracić. Rodzice najwięcej potrafią
                  > wybaczyć i tak mało oczekują w zamian.

                  A jakby z tej właśnie miłości brac wzór dla tworzenia związku "miedzy osobnikami
                  nie majacymi wspólnych genów"? Jakby przenieśc ją na to terytorium?
                  Wiadomo,że "milość" trzymająca sie tylko na uczuciach i namietności ma raczej
                  małe szanse na dłuzsze przetrwanie(choć zdarza się).Da się? Może warto sie tego
                  nauczyć? Może warto(?)???

                  • chudyy Re: cóz˙ by?by wart? 10.01.02, 10:34
                    Gość portalu: mirka napisał(a):
                    > > Miłość macierzyńska i ojcowska są instynktowne, rzadko trzeba na nią zasłu
                    > żyć,
                    > A jakby z tej właśnie miłości brac wzór dla tworzenia związku "miedzy osobnikam
                    > i
                    > nie majacymi wspólnych genów"? Jakby przenieśc ją na to terytorium?

                    a SEKS, przecież tego nie ma w relacji rodzic-dziecko
                    • Gość: mirka Re: cóz˙ by?by wart? IP: 212.244.77.* 10.01.02, 10:58
                      chudyy napisał(a):

                      > Gość portalu: mirka napisał(a):
                      > > > Miłość macierzyńska i ojcowska są instynktowne, rzadko trzeba na nią
                      > zasłu
                      > > żyć,
                      > > A jakby z tej właśnie miłości brac wzór dla tworzenia związku "miedzy osob
                      > nikam
                      > > i
                      > > nie majacymi wspólnych genów"? Jakby przenieśc ją na to terytorium?
                      >
                      > a SEKS, przecież tego nie ma w relacji rodzic-dziecko

                      Dobra jest. Ale co jest wart SEKS bez tego wszystkiego powyzej? Czy sam SEKS jest
                      miłością?
                      • Gość: Iza Re: cóz˙ by?by wart? IP: *.chello.pl 10.01.02, 11:05
                        seks bez milosci jest jak zycie bez slonca, szare, puste i bez sensu, ( i
                        mozna sie bardzo rozchorowac-przynajmniej na glowe)
                        to juz lepiej byc samotnym!
                      • Gość: ewelina Re: cóz˙ by?by wart? IP: 212.121.202.* 10.01.02, 11:13
                        Co innego milosc rodzicielska a co innego partnerska. To proste. Dziecka
                        normalny zdrowy czlowiek nigdy nie zostawi, partnera zyciowego owszem.
                        Dlaczego? Dlaczego ktos kto twierdzi ze kocha nagle przestaje? A czy milosc do
                        wlasnego dziecka kiedys ustaje? NIE. Zatem to banalnie proste. Nie ma milosci
                        partnerskiej. Tak jak mowie istnieje zauroczenie. Wydaje nam sie ze kogos
                        kochamy bo nie mozemy bez niego zyc. Ale to jest wlasnie fascynacja, czasami
                        przywiazanie. Moze nie mam racji, moze sie myle ale widze ze cos jest nie halo
                        na tym swiecie.A ja juz nie zamierzam dociekac co. Jest dobrze tak jak jest,
                        lepiej byc nie moze....
                      • chudyy Re: cóz˙ by?by wart? 10.01.02, 13:13
                        Gość portalu: mirka napisał(a):
                        > chudyy napisał(a):
                        > > a SEKS, przecież tego nie ma w relacji rodzic-dziecko
                        >
                        > Dobra jest. Ale co jest wart SEKS bez tego wszystkiego powyzej? Czy sam SEKS je
                        > st miłością?

                        oczywiście, że nie, ale wprowadza bardzo burzliwy czynnik
            • amidala Re: cóz˙ by?by wart? 22.02.02, 11:05
              Gość portalu: ewelina napisał(a):

              > No coz... jestem osoba ktora twierdzi ze milosci nie ma.... jest tylko
              > pozadanie fascynacja zauroczenie... to wszystko moi mili.

              Miłość istnieje. Czuję ją gdy znikam w jego ramionach i rozpływam się w poczuciu
              szczęścia, bezpieczeństwa i bezwzględnej akceptacji. Gdy mam ochotę sprawić mu
              jakąś przyjemność tylko dlatego, że jest ładny dzień. Gdy on nie ucieka z odrazą
              na widok mojego zakatarzonego nosa, tylko kupuje mi dobrą książkę i przynosi
              herbatkę z sokiem malinowym. Gdy budzę się z koszmarnego snu i wiem, że gdy się
              do niego przytulę wszystkie koszmary znikną w zapomnieniu. Gdy zdaję sobie
              sprawę, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, bo jest ktoś komu mogę
              bezgranicznie ufać.

              Wiem, teraz pomyślicie, że mam klapki na oczach, to minie, do pierwszego zgrzytu.
              Kochani, jesteśmy razem już pięć lat - mimo trudnych chwil nie zamieniłabym ani
              dnia z tego okresu. Po prostu znalazłam miłość. Ona istnieje. NIe przestawajcie
              szukać!!!
    • offelia Re: po co komu milosc? 19.02.02, 09:30
      Gość portalu: ewelina napisał(a):

      > Nie rozumiem ludzi ktorzy sie zakochuja choc tak bardzo bym chciala. Ale z
      > drugiej strony... Milosc to zawsze cierpienie, lzy rozpacz.... Nic milego i
      > pozniej czlowiek patrzac wstecz widzi ze wycierpial wiecej bedac z kims niz
      > sam....Czytajac chocby na forum posty o wstretnych zonach zazdrosnych mezach,
      > problemach z kochankami wydaje mi sie ze milosc po prostu juz nie istnieje....
      > A zostala jedynie jakas marna imitacja. Tak to juz chyba jest, ze jak czlowiek
      > zostal kilka razy zraniony to nie w glowie mu uczucia woli samotnosc....I nie
      > wiem czy to nie lesza recepta na zycie.

      właśnie, wychodzi na to, że dążenie do miłości to czysta forma masochizmu :))

    • kasia-s Re: po co komu milosc? 19.02.02, 09:49
      Gość portalu: ewelina napisał(a):

      > wydaje mi sie ze milosc po prostu juz nie istnieje....
      > A zostala jedynie jakas marna imitacja. Tak to juz chyba jest, ze jak czlowiek
      > zostal kilka razy zraniony to nie w glowie mu uczucia woli samotnosc....I nie
      > wiem czy to nie lesza recepta na zycie.

      Życie z kimś jest zawsze ciekawsze, barwniejsze niż życie samemu, tylko ten ktoś
      po pierwsze musi być przyjacielem, po drugie dobry w łóżku, a miłość ... może to
      właśnie jest prawdziwa miłość?

      • laelia Re: po co komu milosc? 19.02.02, 10:06
        Och, zazdrośni mężowie, problemy z kochankami itp, itd. Miłość nie jest prosta,
        często przynosi cierpienie, jednak zawsze wnosi coś do naszego życia, nigdy nie
        pozostaje bez echa. W pierwszym, czy nawet dziesiątym odruchu najłatwiej wyć,
        kopać, żalić się na forum, bo to przynosi ulgę. Jednak w dłuższej perspektywie
        miłość nawet nieszczęśliwa niesie ciepło i poczucie pełni życia. Nawet jeśli
        zamkniesz się w skorupie masz świadomość, że potrafisz kochać i wyjść na
        przeciw drugiego człowieka, otworzyć się, dać coś z siebie. A jeśli raz się
        udało, prawdopodobnie uda się ponownie.
        Jeśli nigdy nie kochałaś toczysz spokojne, może nawet udane życie, bez zbytnich
        wzlotów i upadków, ale pomyśl, nie zastanawiasz się jak by to było? Czy czegoś
        nie tracisz? Ja szukam miłości i mam nadzieję, że ją znajdę. Nie tę z romansów,
        ale pełną i ciepłą, pełną zrozumienia dla cudzej odmienności, a wspaniały
        seks... na to też liczę, i jak jeszcze!
        • Gość: Allegra Re: po co komu milosc? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.02, 02:09
          laelia napisał(a):

          > Miłość nie jest prosta, często przynosi cierpienie, jednak zawsze wnosi coś do
          > naszego życia, nigdy nie
          > pozostaje bez echa. W pierwszym, czy nawet dziesiątym odruchu najłatwiej wyć,
          > kopać, żalić się na forum, bo to przynosi ulgę. Jednak w dłuższej perspektywie
          > miłość nawet nieszczęśliwa niesie ciepło i poczucie pełni życia. Nawet jeśli
          > zamkniesz się w skorupie masz świadomość, że potrafisz kochać i wyjść na
          > przeciw drugiego człowieka, otworzyć się, dać coś z siebie. A jeśli raz się
          > udało, prawdopodobnie uda się ponownie.


          Zazdroszcze laelii nadziei. Zazdroszcze optymizmu. Czasem trafiamy na taka
          milosc, po ktorej pozostaje nam w srodku tylko popiol i zgliszcza. Nie chcemy
          pamietac tego, co bylo dobre, bo te wspomnienia przynosza ze soba bol. Wiec
          zostaja wspomnienia tego, co bylo zle. One jakos usprawiedliwiaja to, co teraz.
          A w srodku pustka. Nie ma nic, co mozna by ofiarowac drugiemu czlowiekowi.

          Taaak... milosc jest forma nienawisci....
    • saqqara Re: po co komu milosc? 19.02.02, 09:59
      "milosc" pojecie wzgledne
      dla jednych "miloscia" jest to jedyne uczucie trwajace do konca, dla drugich "miloscia"
      jest milosne zespolenie dwoch cial. Nie jednemu psu na imie Burek...
      jestem osoba, ktora wszedzie doszukuje sie drugiego dna, nie wiem jednak
      czy az tak nalezy to analizowac: oplaca sie czy sie nie oplaca...
      mowiac jezykiem ksigowych to sie oplaca....
      to nowe doswiadczenie, nowe przezycia, ktore zapelnia to cos co sie nazywa "zycie"
      milosc moze byc piekna, ale moze tez za pierwszym razem zranic na zawsze
      od czego to zalezy to ja nie wiem, od ludzi, okolicznosci, i glupiego zrzadzenia losu,
      ktore robi tak a nie inaczej....
      Samotnosc recepta na zycie? wiesz co, to zapytaj pierwszego samotnego czy to
      jego wybor "bycie samotnym...." moze uslyszysz ze "owszem, tak" ale to nie bedzie
      prawda....on szuka, niewazne jak przed soba i innymi to ukrywa, szuka i wierzy, ze kiedys znajdzie.
      Mlosc dodaje nam skrzydel...jak glupio to brzmi, ale to prawda.... (cholera, pęta mi sie po glowie
      pewna reklama.... bula :)) kochajac kogos rozwijasz siebie, w samotnosci obrastasz skorupa
      stoisz w miejscu i czekasz... na lepsze jutro z mioscia.
      Nie ma co sie bac "milosnego bolu" kazdy kto go przezyl powie, ze wolalby go przezyc
      kolejny raz niz zyc w samotnosci....
      pzdr.
    • chudyy miłość, ale kiedy 19.02.02, 12:48
      no dobra,
      nie raz byłem zakochany i wtedy tak mocno czułem, że to to, ale latka mijają
      jedna się kończy i człek już tęskni za inną,
      bliskość, to słowa lepiej mi opisuje czego szukam, do tego bezpieczeństwo i
      poczucie akceptacji,

      i teraz, czy dobry związek od miłości się zaczyna? czy raczej ważniejsze czym
      się kończy,

      a i tak nie wiem czy kiedykolwiek poznam odpowiedź
      • aniafrania Re: miłość, ale kiedy 20.02.02, 10:20
        Chudy, skoro byłeś wiele razy zakochany i po jakimś czasie nudzi Ci się i
        chciałbyć czegoś nowego to zastanów się czy aby na pewno potrafisz zapalić w
        sobie ogień uczucia na stałe. Ja co prawda też wciąż szukam, ale nie z powodu
        nudy tylko z powodu braku chęci porozumienia ze strony swoich partnerów.
        Mężczyźni dziś tylko na branie są niestety nastawieni. Taka jest smutna prawda.
        Ze świecą szukać tego, który będzie wiernym, oddanym przyjacielem, zawsze
        gotowym do ugody.

        Dobry związek to taki, który trwa i daje nam siłę do pełni życia. Dobry związek
        się nie kończy jeśli jest dobry.
    • kombinator2 Re: po co komu milosc? 19.02.02, 13:26
      Milosc to chemia, majaca na celu prokreacje.
      Nie wierzcie?
      Spojrzcie na to na zimno....
      • ja_nek Re: po co komu milosc? 19.02.02, 13:42
        Nie mierz miłości na zimno, to nie nauki ścisłe.
        Rozum a serce to dwa bieguny.
        Jeśli ktoś nie kochał to nie wie, co to znaczy żyć pełną piersią, nawet jeśli tam
        wewnątrz bolało , bo nie zawsze jest tak, jakbyśmy chcieli, nie zawsze jest ten
        happy end...
        Co jest warte wszystko co zdobywamy jeśli nie ma miłości?
        NIC.
        Jeśli nie możesz się podzielić z kimś innym swym smutkiem, radością, sukcesem to
        to wszystko nie nabiera tego dodatkowego sensu

        Pozdrowienia
        Janek
      • Gość: magda Re: po co komu milosc? IP: 212.244.188.* 20.02.02, 14:02
        Zgadzam sie - milosc to chemia majaca na celu prokreacje. Nic ponadto-to
        wszystko inne, o czym piszecie- o skrzydlach, romantycznych uniesieniach itd,
        to kwestie wtorne, mile, ale wtorne. Milosc to chemia. Tak.Pozdrawiam
    • mathildae Re: a ja - podobnie jak T.W - 20.02.02, 11:33
      dziele mieszkancow tego swiata na dwie grupy: na tych, ktorzy kochaja i tych,
      ktorzy nie kochaja. jest to podzial arystokratyczny, bo uwazam, ze ci, co nie
      maja serca do milosci (albo raczej do cierpienia z milosci) w ogole nie zyja i
      z pewnoscia nie beda zyli po smierci. sa rodzajem marionetek, napelniajacych
      swiat smiechem, lzami i gadanina bez znaczenia i znikaja prozno we mgle
      niepamieci.
      • quickly mthildae troche wiecej optymizmu!!!! 20.02.02, 12:23
        Po co wpadac w pesymizm i inne depresje!!!
        Usmiechnij sie - swiat nie jest taki zly!!!

        I tak na koncu wszystkich nas groby zrownaja (tych z jednej i tych z drugiej
        grupy).

        Czy to nie czysty optymizm!!!
        • noida Re: mthildae troche wiecej optymizmu!!!! 20.02.02, 12:36
          Ja kiedyś byłam dokładnie takiego samego zdania jak ewelina- miłości nie ma i
          najlepsze, co mi się może przytrafić to mieszanina przyjaźni, seksu i
          przywiązania. Ale potem przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że człowiek,
          który nie umie (nie chce) kochać po prostu boi się życia, boi się cierpienia. A
          prawdziwe życie niestety nie składa się z samych przyjemności. Nie wierzę, że
          miłość może zbawić świat, ani w to, że bez miłości życie człowieka jest nic nie
          warte. Istnieje wiele rodzajów miłości: miłość przyjacielska, siostrzana,
          macierzyńska, istnieje również miłość pomiędzy partnerami i ta wymaga od nas
          najwięcej, mamy w niej najwięcej do stracenia, ale też i najwięcej do zyskania.
          Chociaż kiedyś uważałam, że miłość w ogóle nie istnieje, teraz myślę, że
          uciekanie przed nią i tłumaczenie sobie, że samotność jest lepsza, to po prostu
          tchórzostwo przed życiem.
          Od strony realistycznej zaś miłość to tylko i wyłącznie chemia mająca na celu
          zmuszenie nas do prokreacji, ale od tej strony całe nasze życie to tylko i
          wyłącznie zmuszanie nas do prokreacji i zachowania gatunku, więc bez przesady...
      • quickly Co Ty mathildae jestes taka dzisiaj pesymistyczna? 20.02.02, 12:30
        Po co wpadac w pesymizm!!!

        I tak na koncu wszystkich nas groby zrownaja (tych z jednego i z drugiego
        obozu).
        • mathildae Re: Co Ty mathildae - ja??? 20.02.02, 13:04
          przeciez to wcale a wcale nie bylo pesymistyczne, przynajmniej dla tych co
          kochali, kochaja lub beda kochac!
          i pamietaj, quickly, jak byles kochany, to chocbys przeminal (Ty czytaj:
          umarl), zyc bedziesz w pamieci, tego co Cie kochal/-a - eh, zaraz sama sie
          wzrusze.... chusteczke poprosze;)

          • quickly mathildae, nie placz 20.02.02, 13:14
            U mnie jest juz ciemna noc, jutro znow bede mial ciezki dzien w pracy, a
            jeszcze, jak Ty promyczku chcesz plakac, to...
            Nie, nie mozesz tego zrobic mathildae!
            Patrz, usmiecham sie do ciebie ;-))))))))))))

            No, a teraz musze juz isc spac.
            Do jutra.
            • mathildae Re: mathildae, nie placz 20.02.02, 13:30
              jak tu nie plakac, jak sie wlasnymi slowami wzruszylam,o!
              Ty masz nocke, a tutaj 13-sta minela i jakis zablakany snieg proszy. ale co Wy
              tam na Antypodach (no troche obok;-)) o sniegu wiecie;o)
          • ja_nek Re: Co Ty mathildae - ja??? 20.02.02, 13:26
            Dziwny to dzień, w którym zgadzam się z Mathildae...
            • mathildae Re: Co Ty mathildae - ja??? 20.02.02, 14:51
              Ja_nku, nie takie dziwy widzial ten swiat;)
            • mathildae Re: Co Ty mathildae - ja??? 20.02.02, 15:42
              eeee, nie takie dziwy ten swiat widzial;)
              • mathildae Re: Co Ty mathildae - ja??? 20.02.02, 16:00
                dziwnie mi sie posty dzisiaj klonuja;)
                • ja_nek Re: Co Ty mathildae - ja??? 20.02.02, 20:46
                  Choć się klonują to nie są identyczne.

                  Pozdrawiam
                  Janek
    • saqqara "Umrzec z milosci" 21.02.02, 08:49
      "Chociaż raz
      warto umrzeć z milosci
      Chociaż raz
      A to choćby po to,
      Żeby sie później chwalić znajomym,
      Że to bywa.
      Że to jest.
      ....Umrzeć.
      Leżeć w cmentarzu czyjejs szuflady
      obok innych nieboszczyków listów
      i nieboszczek pamiątek
      i cierpieć....
      Cierpieć tak bosko
      i z takim patosem
      jakby sie bylo Toscą
      lub Witosem
      .... I nie mieć już żadnych spraw
      i do nikogo złosci.
      I tylko błagac Boga, by choć raz
      choć jeszcze jeden raz
      umrzeć z milosci"

      A. Osiecka

      moze własnie dlatego "oplaca" sie kochac??
      pzdr
      • ja_nek Re: 21.02.02, 15:07
        Opłaca się, tylko żeby bolało mniej niż poprzednio, żeby nowe Słońce świeciło już
        na zawsze...

        Pozdrowienia
        Janek
        • saqqara wszystko zalezy od punktu siedzenia.... 22.02.02, 09:24
          wlasnie "umieram z milosci", moze jak bede "po" to powiem, ze sie oplacalo,
          ze bylo warto i ze chce once again. Teraz mam dosc, dol pogania dola
          mam tendencje do ogladania swiata przez naprawde czarne okulary...mam dosc.

          Kiedy sie rozstajesz to bol jest wprost proporcjonalny do Twojego zaangazowania
          bardziej kochasz, bardziej boli.... czas leczy rany, ale my tez chyba mozemy jakos
          ten czas skrocic, pocieszam sie, jestem na etapie poszukiwania tego lekarstwa.
          wiem jedno, metoda klin klinem nie dziala, przynosi jedynie same straty.
          • mathildae Re: dla saqqary 22.02.02, 09:35
            (takie zdanie kojarzy mi sie z Toba)

            nawet najwieksze pustynie maja swoja wiosne; chocby najkrotsza i
            niedostrzegalna....
            pozdrawiam - m.

            • saqqara mathildae 22.02.02, 10:27
              dziekuje.

              saqqara
          • Gość: Mikey Re: wszystko zalezy od punktu siedzenia.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.02, 23:42
            saqqara napisał(a):

            > wlasnie "umieram z milosci", moze jak bede "po" to powiem, ze sie oplacalo,
            > ze bylo warto i ze chce once again. Teraz mam dosc, dol pogania dola
            > mam tendencje do ogladania swiata przez naprawde czarne okulary...mam dosc.

            i co?
            teraz twierdzisz, że sie nie opłaca?
            ja jestem w podobnym stanie
            w sumie też co chwila mam doła z powodu pewnej dziewczyny, ale kurde, na pewno
            nie żałuję, że ją spotkałem
            ile bym stracił, gdybym ją nie spotkał pewnej zimnej nocy, gdy nocny autobus się
            nagle zepsuł...
            szkoda, że jej już nie ma w moim życiu, ale dobrze, że chociaż była...
            przynajmniej nie było nudno, :)
            naprawdę nie żałuję, ze istnieje coś takiego jak miłość, nawet jeśli w tym
            momencie czuję jej gorycz
            czy ty żałujesz?

            >
            > Kiedy sie rozstajesz to bol jest wprost proporcjonalny do Twojego zaangazowania
            > bardziej kochasz, bardziej boli.... czas leczy rany, ale my tez chyba mozemy ja
            > kos
            > ten czas skrocic, pocieszam sie, jestem na etapie poszukiwania tego lekarstwa.
            > wiem jedno, metoda klin klinem nie dziala, przynosi jedynie same straty.

            po co szukasz jakieś lekarstwo?
            niech będzie co ma być
            nie będę na siłę zabijał żadnego uczucia w sobie, bo to chyba nie ma sensu
            i tak nie można żadnego uczuia zabić; mozna tylko wyrzucić je ze świadomości,
            choć to i tak jest trudne
            ja jednak wole być świadomym tego co czuję, :)

            pozdrawiam
          • Gość: Allegra Re: wszystko zalezy od punktu siedzenia.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.02, 02:12
            saqqara napisał(a):

            > wlasnie "umieram z milosci", moze jak bede "po" to powiem, ze sie oplacalo,
            > ze bylo warto i ze chce once again. Teraz mam dosc, dol pogania dola
            > mam tendencje do ogladania swiata przez naprawde czarne okulary...mam dosc.
            >
            > Kiedy sie rozstajesz to bol jest wprost proporcjonalny do Twojego zaangazowania
            > bardziej kochasz, bardziej boli.... czas leczy rany, ale my tez chyba mozemy ja
            > kos
            > ten czas skrocic, pocieszam sie, jestem na etapie poszukiwania tego lekarstwa.
            > wiem jedno, metoda klin klinem nie dziala, przynosi jedynie same straty.


            Witam w klubie saggara... daj spokoj klinom, po nich jest jeszcze gorzej.. ten
            pozar musi sie sam wypalic.. To banalne, ale czas jest najlepszym lekarzem..
            • forward Re: po co komu takie pocieszenie? 23.02.02, 09:16
              Często zastanawiam się nad debatami o miłości. Fakt ktoś nas wysłucha,
              pocieszy, da dobrą radę, powie że rozumie i sam to przeżył. Tylko co dalej?
              Przecież przyszliśmy z rzeczywistości w której nikt nas nie rozumiał, nie
              pocieszał, nie wysłuchał a do której po wylogowaniu się wrócimy z powrotem.
              • Gość: Allegra Re: po co komu takie pocieszenie? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.02, 15:55
                Wiesz forward.. sama tego nie rozumiem, ale na mnie takie virualne "sense"
                dzialaja wzmacniajaco. Byc moze polega to na tym, ze wydaje nam sie, iz
                przezywamy cos nadzwyczajnego, bol, ktory swoja moca dotyka tylko nas... a
                wtedy okazuje sie, ze wszedzie dookola jest podobnie. I najbardziej
                pocieszajace jest to, ze ten stan mija! Byc moze dzielac swoje cierpienie
                miedzy tysiace obcych ludzi nabieramy do niego jakiegos dystansu?

                I dodam jeszcze cos. W chwili, kiedy wydawalo mi sie, ze gine, ze gorzej juz
                byc nie moze trafilam - wlasnie w sieci - na opowiesc dziewczyny, ktora opisala
                swoje doswiadczenia, identyczne do moich wlasnych. Tylko, ze u niej byl ciag
                dalszy.. Wyniklo z niego, ze po kazdej zimie przychodzi wiosna i lato.. jesli
                wiecie, co mam na mysli.. Slowa obcej osoby natchnely mnie jakim takim
                optymizmem i nadzieja, ze do tej pory, kiedy miewam doly, powtarzam sobie
                niemal jak mantre, ze przyjdzie wiosna...

                Pozdrawiam :)
                • saqqara I znowu w pionie... 25.02.02, 14:07
                  Uzalanie sie nad soba przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.
                  Moze tym razem trafilo mnie mocniej niz zwykle i dlatego rozsypala sie ta
                  dosc racjonalna do tego czasu konstrukcja nazywana "saqqara"? nie wiem....
                  ale jednego jestem pewna, nie zamierzam walczyc ze swoimi uczuciami,
                  "poszukiwane lekarstwo", o ktorym wczesniej wspomnialam nie mialo na celu
                  wymazania moich dotychczasowych uczuc, szukalam sposobu, aby sie
                  we wlasnych uczuciach nie pogubic. Nie znalazlam..pogubilam sie.

                  Czy sie oplaca kochac? nie wiem, za duzo w tej chwili kosztuje mnie skupienie sie
                  na przezyciu dnia we wzglednym spokoju ducha, zeby powiedziec:
                  "yeah, bylo swietnie, poprosze jeszcze raz, cierpienia nigdy nie za wiele, ono uszlachetnia"
                  Ja mam juz dosc, i jesli mialabym zrobic rachunek "uczucia" to szala idzie w dol
                  po stronie minusow. I zaluje....

                  Forward,
                  masz racje, sensu w pocieszaniu na necie zadnego nie ma.
                  Ale to tez zalezy co ktos chce na tym forum osiagnac,
                  ja nie szukam pocieszenia, bo jaka dobra rade moge dostac od osoby, ktora
                  mnie nie zna, nie zna sytuacji, nie zna drugiej glownej postaci dramatu???
                  (no prosze, nadal jestem logiczna...znaczy nie stracona dla swiata.... ;)

                  ja pocieszenie w realu dostalam od przyjaciela, ktory mnie zna, zna moje uczucia
                  a pisanie na forum... hm, jelsi sie przyznam ze jestem gadula, czy to cos wyjasni?
                  ze chcialam troche postukac, o tak.... o sobie? wiedzac ze jestem zupelnie
                  anonimowa? bez zadnych zobowiazan? oczekiwan? pocieszen?

                  pozdrawiam wszystkich "umierajacych inaczej"

                  ps.jesli chodzi o lekarstwo to lepsze wyniki przynosi litr "czystej" wypity z
                  przyjacielem niz czytanie poezji...
                  • mathildae Re: lub w 'pijanym' widzie 25.02.02, 14:36
                    masz racje, Saqqara, dobrze miec przyjaciela z ktorym mozna ten litr wspolnie
                    obalic. z przyczyny wiadomej.
                    ale ja zycze Ci rowniez, bys byla czasem (bo caly czas nie mozna) pijana
                    miloscia
                    z trzezwym pozdrowieniem - Mathilda
                    • saqqara cha cha cha :))) 25.02.02, 14:43
                      good point, mogl mi sie swiatopoglad zmienic ze wzgledu na promile we krwi
                      ale kiedy patrze z boku to jest to znacznie lepsze niz czytanie osieckiej i
                      myslenie "co bybylo gdyby..."

                      Pijana z milosci? ostatnio bylam, nie reflektuje na wiecej ze wzgledu
                      na moralnego kaca...
                      aha, ma ktos ochote na likier? wisniowy? ;))
                      • mathildae Re: cha cha cha :))) 25.02.02, 15:39
                        likier to moze nie - za slodki, ale cos z tequila, to bardzo prosze;)
                        • ja_nek Światełko w tunelu 25.02.02, 18:11
                          Najbardziej pocieszająca dla umierających inaczej powinna być myśl, ze pewnego
                          dnia obudzą się i już nie będą czuły niczego, poza obojętnością do tej osoby.
                          A do tego czasu, będą następować chwile dołowania, ale coraz rzadsze.

                          Wszystkim, którym jest źle życzę powrotu do zdrowia i nie utracenia wiary w
                          uczucia
                          Janek
                          • forward Re: Deja vu 26.02.02, 13:10
                            Nie jestem tak długo na forze jak Janek czy Mathildae, ale czuję że tu cały
                            czas są takie same wpisy i takie same wątki.
                            Zwabieni logo Romantica na portalu Gazety wchodzą biedni internauci i szukają
                            pociechy. Tylko jaką pociechę może dać im wpis na forze? OK mogę ich wysłuchać,
                            dać błyskotliwą radę, by zostać forumową gwiazdą, ale tak naprawdę jestem takim
                            samym biednym człowiekiem jak oni, ci strapieni.
                            Często zastanawiam się czy jak miałbym kogoś to też tak długo bym tu
                            przesiadywał? Chyba jednak nie.
                            • Gość: rol_ka Re: Deja vu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.02, 18:03
                              A czy przypadkiem nie siedzimy na forum po to, aby _przeczytać_ wpisy naszych
                              znajomych, przyjaciół, ludzi których lubimy? Dla mnie to właśnie tak wygląda.
                              Czasem masz dość rad przyjaciól, a tu zawsze możesz liczyć na mniej lub
                              bardziej _trafioną_ odpowiedź na swoje smutki. I to w dodatku całkiem
                              bezinteresownie. A jak ktoś okaże się interesujący, zawsze można nawiązać
                              bliższą znajomość. Dla mnie net stał się początkiem kilkunastu bardzo fajnych
                              znajomości, może nawet przyjaźni, a może...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka