Dodaj do ulubionych

historia bez happy endu

28.09.03, 18:28
Ona I : z "przeszłością", wykształcona, inteligentna,
subtelna, dniem energiczna i radosna, nocą
odpędzająca powracający wciąż ból
samotności, kochająca Jego...

Ona II : wykształcona , inteligentna,
z tupetem, bezpardonowo walcząca o Niego...

On : po przejściach, mądry, opanowany,
wrażliwy.

Znajomość zaczyna się oczywiście w necie,
po czym częściowo przenosi się na privę.
On utrzymuje początkowo luźne kontakty
z obiema kobietami.
Ona II w międzyczasie czyni niezbyt miłe
dygresje w stosunku do Ona I, wysyłając
również e-maila do tejże, aby zniknęła.

Znajomość Ona I z Nim zaczyna nabierać kolorów tęczy.
Ona II pisze do Ona I, że On jest jej bardzo
bliski...
Ona I ma dość...
Nie chce pytać, nie chce wiedzieć.
Woli założyć ciemne okulary, wypić
łyk czerwonego wina, iść znowu
po samotnych ścieżkach i słuchać szelestu
kolorowych liści bez nadmiernej ekstazy...
Ona I ma dość...

Czy Ona I postępuje właściwie ?

Obserwuj wątek
    • white.falcon Re: historia bez happy endu 28.09.03, 18:38
      Jak najbardziej słusznie czyni. Jeżeli On wybiera inną, to po co walczyć o coś,
      co nie ma sensu. Życie jest długie i nie zaczyna się i nie kończy tylko
      dlatego, że poznało się kogoś, kto choć się i spodobał, ale wybiera kogoś
      innego. Dziwi mnie natomiast wymiana korespondencji pomiędzy Ona I i Ona II. Po
      co? W jakim celu? Trochę zbyt sentymentalnie wygląda sytuacja przez Ciebie,
      Autorko, przedstawiona. Uczucia - uczuciami (jeżeli w przedstawionej sytuacji
      rzeczywiście jakieś były), a życie - życiem. Nie warto się roztkliwiać nad
      samym sobą i tym "co było, a nie ma". Na ulicy każdego człowieka słoneczko
      świeci nie jeden raz w życiu. :)

      Pozdrv.:)
      • kasia-s Re: historia bez happy endu 28.09.03, 19:00
        To nie sentymentalizm tylko samo życie, też doświadczyłam tutaj takiej
        sytuacji, tylko Ona I zaledwie lubiła Jego i w związku z tym bez wiekszego
        bólu, może tylko z lekkim żalem, po kilku e-mailach od Ona II i zaczepkach na
        forum tudzież na czacie, wycofała się całkiem z tego układu i praktycznie z
        forum też.
        • k_amelia Re: historia bez happy endu 28.09.03, 20:00
          kasia-s doskonale zrozumiałaś -to też historia forumowa.
          Mam pytanie do Ciebie: czy lepiej wierzyć słowom Ona II, czy porozmawiać
          otwarcie z Nim ?
          • kasia-s Re: historia bez happy endu 29.09.03, 00:41
            chyba powiedzieć Mu, że Ona II pisze do Onej I i poczekać jak skomentuje treść
            tych listów, wszystkiego lepiej nie mowić, bo jednak może się okazać, że Ona II
            mówi prawdę (wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że Ona II w obu
            historiach jest ta sama)
            Pozdrawiam :))
            • k_amelia Re: historia bez happy endu 29.09.03, 09:33
              to byłoby dziwne, ale jest do sprawdzenia.


              pozdrawiam również :-))
      • k_amelia Re: historia bez happy endu 28.09.03, 20:02
        white.falcon napisała:

        > Jak najbardziej słusznie czyni. Jeżeli On wybiera inną, to po co walczyć o
        coś,
        >
        > co nie ma sensu.

        To nie jest do końca pewne i sprawdzone, w ogóle nie jest sprawdzone...

        Życie jest długie i nie zaczyna się i nie kończy tylko
        > dlatego, że poznało się kogoś, kto choć się i spodobał, ale wybiera kogoś
        > innego. Dziwi mnie natomiast wymiana korespondencji pomiędzy Ona I i Ona II.
        Po
        >
        > co? W jakim celu?

        Ona I już taka jest, nie umie odmówić nikomu wymiany myśli.

        Trochę zbyt sentymentalnie wygląda sytuacja przez Ciebie,
        > Autorko, przedstawiona. Uczucia - uczuciami (jeżeli w przedstawionej sytuacji
        > rzeczywiście jakieś były), a życie - życiem. Nie warto się roztkliwiać nad
        > samym sobą i tym "co było, a nie ma". Na ulicy każdego człowieka słoneczko
        > świeci nie jeden raz w życiu. :)

        Moze nie jeden raz, może parę, albo paręnaście...tylko to marne pocieszenie
        • white.falcon Do K_amelii 28.09.03, 20:16
          Skoro nie jest to do końca jasne, więc należy szczerze porozmawiać z On, a nie
          wdawać się w dyskusje z Ona II. Zresztą, odpowiedzi najlepiej uzyskiwać u
          pierwotnego "źródła". "Żródła" wtórne informacji, pochodzących od innych ludzi,
          moga byc przekłamane nawet nieświadomie, przeinaczone lub przekręcone. Najmniej
          wiarygodną jest informacja, uzyskana od osoby, która jest w jakis sposób
          zainteresowana "sprzedażą" nieprawdziwej, często jednostronnej informacji. W
          tym przypadku, najlepiej porozmawiać z On.

          Natomiast w sprawie pocieszenia - fakt, marne jest, ale w takiej sytuacji
          trzeba odnaleźć w sobie siły, by w przypadku porażki (czego nie życzę!), dać
          sobie radę i nie widzieć całego świata w szarym kolorze, nie zatracić siebie.

          Pozdrv.:)
    • messja Re: historia bez happy endu 28.09.03, 19:14
      > Czy Ona I postępuje właściwie ?
      >

      nie. OnaI powinna szczerze porozmawiac z On. tylko na tej podstawie moze miec
      pewnosc czy to ma sens czy nie. nie ma sensu zakladac czarne okoulary i
      udawac, ze nie boli. to jak chowanie glowy w piasek. zagryz zeby i porozmawiaj
      szczerze z On. niech ci powie co czuje, do kogo i co zamierza. jesli trudno
      bedzie mu o jasne odpowiedzi mozesz wtedy albo walczyc, albo sie wycofac. poki
      jednak tego nie zrobisz - uciekasz przed konfrontacja, a to jest niemadre.
      • k_amelia Re: historia bez happy endu 28.09.03, 19:58
        To wydaje się rozsądnym podejsciem do sprawy, tyle tylko
        że Ona I boi się kolejnego rozczarowania, chociaż....
        Z wypowiedzi Jego nie wynika, aby zwiazał się z Ona II, ani też specjalnie
        zbliżył....
        • messja Re: historia bez happy endu 28.09.03, 20:04
          k_amelia napisała:

          > To wydaje się rozsądnym podejsciem do sprawy, tyle tylko
          > że Ona I boi się kolejnego rozczarowania, chociaż....
          > Z wypowiedzi Jego nie wynika, aby zwiazał się z Ona II, ani też specjalnie
          > zbliżył....


          a kto sie nie boi??????????????
          NA TYM FORUM WSZYSCY JAK JEDNE MAZ CZEGOS SIE BOJA. A POZA TYM FORUM WIEKSZOSC
          NORMLANYCH LUDZI TEZ.

          problem wiec w tym by nadal "bojac sie" podejmowac pewne ryzyko chociaz bez
          aktow desperacji.

          i teraz zrob sobie dwie przyslugi:
          1) zaprzestan WSZELKIEJ korespondencji czy kontaktow z OnaII, bo to do niczego
          nie prowadzi.
          2) patrz uwaznie na to jak wobec ciebie zachowuje sie On i dokad zmierza. jesli
          wydaje sie byc toba powaznie zainteresowany - porozmawiaj z nim szczerze na
          temat TY I ON, nie koniecznie poruszajac temat OnaII. poczekaj, az sam ci
          wszystko opowie.
          • k_amelia Re: historia bez happy endu 28.09.03, 20:12
            Dziekuję za porady messjo. Są naprawdę cenne.
            • messja Re: historia bez happy endu 28.09.03, 20:23
              k_amelia napisała:

              > Dziekuję za porady messjo. Są naprawdę cenne.


              polecam sie na przyszlosc.
              daj znac jak poszlo. jesli nie na forum to chociaz na priv.
              • ja_nek Re: historia bez happy endu 28.09.03, 23:28
                Aktorzy we własnym teatrze dowiedzieli się, że jedno z nich wpuściło
                publiczność.
                Czy było to konieczne?

                Pozdrawiam
                janek
                • messja Re: historia bez happy endu 28.09.03, 23:36
                  ja_nek napisał:

                  > Aktorzy we własnym teatrze dowiedzieli się, że jedno z nich wpuściło
                  > publiczność.
                  > Czy było to konieczne?
                  >
                  > Pozdrawiam
                  > janek

                  "aktorzy" maja to do siebie - nie wytykajac nikogo palcami:P
                  (czasami robia to nawet w parach - wystawiaja swoje relacje na widok publiczny
                  i rostrzasaja je z czlonkami publicznosci. i w przeciwienstwie do tego, co
                  obserwowalismy tutaj, sa aktorzy, ktorzy rezygnuja z anonimowosci.)
    • jmx Re: historia bez happy endu 29.09.03, 01:21

      Facet interesujący się dwiema dziewczynami i na żadną z nich nie umiejący się
      zdecydować... - historia stara jak świat. Pewnie czeka, która okaże się
      bardziej cierpliwsza...

      Bez porozmawiania z nim o sobie i o tym co czujesz nic nie zdziałasz, jeśli
      rzeczywiście jest którąś z was (ona I, ona II) zainteresowany bardziej to on
      powinien Ci to powiedzieć, nie osoby trzecie. Nie obraź się ale jakos trudno
      mi uwierzyć (napisałaś, że zaczynało być tęczowo), że nie zorientowałaś się
      czy on jest Tobą zainteresowany w jakiś szczególny sposób czy po prostu
      traktuje Cię wyłącznie jak miłą znajomą, "bez podtekstów", że się tak wyrażę.
      Przecież to widać jak traktuje kobietę zakochany czy zainteresowany nią
      poważnie mężczyzna - barwa głosu, spojrzenie, dotyk. To się wyczuwa...
      Bo może być też tak, że on każdą z tych kobiet traktuje jednakowo, bez żadnych
      konkretnych zamierzeń a Tobie (i jej) wydaje się nie wiadomo co. Aż ciśnie się
      na usta - gdzie dwóch się bije tam trzeci/a korzysta...

      Nie nazywałabym faceta postepującego w ten sposób "mądrym" bo albo robi to
      świadomie - a wtedy - "wiadomo co", albo kompletnie nie ma wyczucia i nie wie
      co się z Twoimi uczuciami dzieje. Rozumiem jednak, że to miłość do niego
      przysłania Ci realny ogląd sytuacji. Poza tym - jeśli to historia z tego
      forum - to stawiasz go w niezręcznej sytuacji, a podobno go kochasz? Wg mnie
      lepiej by było, gdybyście wyjaśnili sobie całą sytuacje bez
      świadków "forumowych". Chyba, że o to Ci chodzi, by się zadeklarował,
      opowiedział po którejś ze stron.

      Jeszcze na koniec - ona II wydaje się być najbardziej zagadkową postacią w tym
      wszystkim. Jeśli on o niej w ogóle nie wspominał może wcale nie jest ważna i
      się nią niepotrzebnie przejmujesz? A może ona myśli tak samo o Tobie? Że
      zainteresowałaś się "jej"(?) facetem? Jeśli to nie jest zbyt osobiste
      pytanie - która była w tej znajomości pierwsza? Bo to jakoś rozjaśniłoby tą
      całą zawikłaną sytuację.

      W każdym bądź razie - pozdrawiam i trzymam kciuki :-)))


      PS. Jeśli K_amelia to Messja a "onym" jest Zahedan to jest to po prostu
      wstrętne ;-///
      • marrusia Re: historia bez happy endu 29.09.03, 01:37
        ja tez jestem w sytuacji tej pierwszej. Nie jestem z przejsciami itd, inny
        opis, ale definitywnie jestem ta Ona1 do ktorej Ona2 (z tupetem i zaborczoscia)
        pisze na privy.
        • jmx Re: historia bez happy endu 29.09.03, 01:39

          Boże, na jakich wy facetów trafiacie?
          On o tym wie i co - nie reaguje?
        • k_amelia Re: historia bez happy endu 29.09.03, 09:32
          Przykro mi, ze tak wiele dziewczyn spotyka taka ( nie umiem użyć
          odpowiedniego określenia ) sytacja.
          Mam nadzieję, że dasz radę z Ona II
      • messja Re: historia bez happy endu 29.09.03, 01:51
        >
        > PS. Jeśli K_amelia to Messja a "onym" jest Zahedan to jest to po prostu
        > wstrętne ;-///

        jesli kamelia to ja, a on to zahedan, to kto w takim razie jest onaII?
        white.falcon? myslisz, ze bedzie ci wdzieczna, ze zrobilas z niej swoimi
        podejrzeniami postac historii, w ktorej w.f jawi sie jako zazdrosna rywalka,
        chcaca za wszelka cene (walczac nawet na priv.) zostac kochanka zonatego faceta?



        ciebie to chyba Bog oposcil, ze wypisujesz takie bzdury. i jeszcze jedno: ty
        jestes poprostu wstretna, bez zadnego "jezeli":(((

        p.s.
        do kameli - przykro mi, ze poniekad z mojego powodu stalas sie udzialem jakies
        chorej farsy, do ktorej uczestnicy tego forum z czystej nienawisci do mnie
        gotowi sa wplatac zupelnie obce i nieswiadome niczego osoby:(

        mam nadzieje, ze na tym sie skonczy ten "jazgot szalencow" na tym watku.
        • k_amelia co jest na właściwym miejscu 29.09.03, 09:30
          Przyznaję, że musiałam dużo poczytać, aby zrozumieć o co chodzi w tym wszystkim
          ( przynajmniej w iluś procentach)

          Nie rozumiem jmx, dlaczego wali tak ' z grubej rury' na temat Ciebie i Zahedana
          i to na moim wątku. Wiem, że nie jest on moją prywatnością, ale to NIE JEST NA
          MIEJSCU jmx.
          Niemniej dziękuję CI za otworzenie oczu, w częsci skierowanej do mnie.
          Na pewno Twoje spostrzeżenia pomogą mi w przemyśleniach.
          Tobie messjo oczywiście jeszcze raz dzięki i nie mam Ci absolutnie nic za złe.
          • messja Re: co jest na właściwym miejscu 29.09.03, 09:36
            k_amelia napisała:

            > Przyznaję, że musiałam dużo poczytać, aby zrozumieć o co chodzi w tym
            wszystkim
            >
            > ( przynajmniej w iluś procentach)
            >
            > Nie rozumiem jmx, dlaczego wali tak ' z grubej rury' na temat Ciebie i
            Zahedana
            > i to na moim wątku. Wiem, że nie jest on moją prywatnością, ale to NIE JEST
            NA
            > MIEJSCU jmx.

            no coz, mysle ze naleza nam sie tylko przeprosiny w tym momencie, ale watpie
            zebysmy sie doczekaly. mam tylko nadzieje, ze "autorka" tego nieszczesnego
            stwierdzenia zorientowala sie jaka palnela gafe i ze na drugi raz zastanowi sie
            nim cos rownie glupiego napisze.

            pozdrawiam i zycze powodzenia
          • jmx Re: co jest na właściwym miejscu 29.09.03, 14:51

            Przepraszam was obie, nie chciałam żadnej z was zrobić przykrości. Po prostu
            ktoś mnie kiedyś oszukał i... i być może jestem przewrażliwiona. Jeszcze raz
            przepraszam.

            A za spostrzeżenia nie ma za co dziękować, po to jest to forum i ludzie tu
            piszący by sobie nawzajem pomagać. Powodzenia i pomyślnego rozwiązania sprawy
            życzę :-)))
            Pozdrawiam :-)
      • meduza4 jmx, to nie bazar z facetami 29.09.03, 14:10
        jmx napisała:

        >
        > Jeszcze na koniec - ona II wydaje się być najbardziej zagadkową postacią w
        tym
        > wszystkim. Jeśli on o niej w ogóle nie wspominał może wcale nie jest ważna i
        > się nią niepotrzebnie przejmujesz? A może ona myśli tak samo o Tobie? Że
        > zainteresowałaś się "jej"(?) facetem?

        A czy wspomniał tej II o tej I? Ważne jest tu jak On się do obu tych znajomości
        ustosunkowuje.

        Jeśli to nie jest zbyt osobiste
        > pytanie - która była w tej znajomości pierwsza? Bo to jakoś rozjaśniłoby tą
        > całą zawikłaną sytuację.

        Nie, nie, nie... To naprawdę nie bazar. Nie istotne, która była pierwsza
        -mężczyzna nie jest towarem na sprzedaż. Liczy się, która dla niego więcej
        znaczy no i chyba on sam w jakiś sposób powinien zaakcentować jak traktuje
        każdą z nich -czy jako taką zwykłą znajomą czy jako "coś więcej".
        Czasem mężczyźni boją się zadeklarować (jakby związek odbierał im wolność,
        a przecież tak nie jest bo związek z właściwą osobą dodaje skrzydeł), czasem
        nie potrafią wybrać (jak wybiorę I to może mi coś ucieknie sprzed nosa i na
        odwrót). I to też nieprawda bo nie da się w życiu zaznać wszystkiego, zawsze
        coś ucieknie. Ale nie wiemy, jakie są Jego motywy, co czuje do obu Pań...
        Jedynym wyjściem jest porozmawić z Nim i dowiedzieć się jakie są jego
        priorytety w tej sprawie.
        • jmx nie bazar ;-) 29.09.03, 15:03

          Nie, to nia miało tak zabrzmieć, że "kto pierwszy ten lepszy". Miałam na myśli
          to co napisałaś - że jego odczucia są chyba najważniejsze. Trywializując - "on
          wybiera". Jeśli jest zainteresowany tą pierwszą (tzn. ona I) to żadne tabuny
          innych rywalek nie wpłyną na niego bo po prostu będzie słuchał głosu swego
          serca. Jeśli jest zainteresowany ona II to też chyba z tego powodu, że coś do
          niej czuje a nie, że go "wydrapała pazurami" jak sugeruje Marrusia - bo faceci
          tak "robią" z wygody. Może i tak ale nikt się nie katuje i gdyby nie chcieli i
          im by się nie podobało to by chyba nie szli? Zawsze mnie to zadziwia u kobiet
          to wzajemne "wydzieranie" sobie mężczyzny, jakby on nie miał tu nic do
          powiedzenia, jakby był czyjąś zabawką, bez własnej woli, uczuć
          i pragnień.
          • meduza4 Re: nie bazar ;-) 29.09.03, 15:14
            Co do "wydzierania" sobie mężczyzny - a wiesz, zdarzają się takie przypadki,
            że facetowi sprawia przyjemność gdy kobiety walczą o niego. Tylko te konkretne
            przypadki nie wybierają żadnej z rywalek bo dokonanie wyboru oznaczałoby koniec
            przyjemności. No i w ogóle póki jest wolny i kobiety walczą to czuje się
            atrakcyjny. A jak się już z jedną zwiąże -to ta druga przestaje się bić i
            szarpać... no i amant traci pewność siebie...
            Tak więc obie One może powinny przypatrzeć się uważniej swemu amantowi, może
            mają pecha i trafiły na takiego, że mu odpowiada gdy się kobiety szarpią i za
            łby biorą. Może on się wcale nie chce wiązać, może jemu jest dobrze tak jak
            teraz, może nie leży w jego interesie żeby wiązać się z jedną a odprawiać
            z kwitkiem drugą... Jego trzeba zapytać -może nawet warto mocniej przycisnąć
            jeśli znajomość trwa na tyle długo aby istniały podstawy do poważnej rozmowy.
            • jmx Re: nie bazar ;-) 29.09.03, 15:24

              No, na temat jego zachowania to pewnie możnaby książkę napisać. Czasem sobie
              tak myślę, jak patrzę na znanych mi, mniej lub bardziej, mężczyzn, że to
              jednak "odrębny gatunek", czasem trudno się porozumieć i dowiedzieć "czego
              chce" taki pan ;-)).

              Przyciskanie... hm, jednak wolę opcję "poważna rozmowa" ;-). No bo co, jeśli
              sie okaże że im obu tylko się wydaje, że on coś do którejkolwiek z nich czuje?
              Może obie je traktuje jako luźne znajome, nawet przyjaciółki ale nie myśli na
              tyle poważnie o żadnej z nich by się wiązać? Może to tylko w wyobraźni tych
              pań "coś się dzieje"?

              No i pytanie w ogóle na marginesie - czy znajmości internetowe można na tyle
              poważnie traktować, żeby aż się angażować? Za przyjaźniami jestem jak
              najbardziej ale związki? To ryzyko...

              • meduza4 Re: nie bazar ;-) 29.09.03, 15:55
                Teoretycznie to niczym się nie różni związek, który powstał na bazie takiej
                internetowej znajomości od każdego innego. Może z tym tylko wyjątkiem, że na
                początku za dużo dzieje się właśnie w wyobraźni. Ale potem, jak ludzie lepiej
                się poznają -czemu nie?
                I skoro już przy wyobraźni jesteśmy -możliwe, że sprawa jak ją widzą obie
                One, albo któraś z nich, nie wygląda tak samo z punktu widzenia Onego,
                z którym trzeba chyba porozmawiać. Bo może być tak, że On nie chce dokonać
                wyboru świadomie, niemniej nie jest wykluczone, że nic świadomie zrobić nie
                może, bo nie wie, że za jego plecami toczy się jakaś gra czy wojna.
                Może facet po prostu nie wie, że One podeszły do sprawy aż tak poważnie...
                A jeśli wie o tym wszystkim i nic nie robi -choćby dla wyjaśnienia sytuacji
                i oczyszczenia atmosfery -to źle wróży i jednej, i drugiej z Pań.
                Bo jeśli wie, co czuje każda z nich i pozwala na to zamieszanie...
                Nie będę kończyć, niech sam każdy sobie dośpiewa, co to może znaczyć.
      • Gość: zahedan Re: tak ja wąchać i............ IP: *.protonet.pl 01.10.03, 06:35
        jmx napisała:

        >
        > PS. Jeśli K_amelia to Messja a "onym" jest Zahedan to jest to po prostu
        > wstrętne ;-///
        pudło-ty nie trafic
        ale

        teraz to ty "puscic bąka" w towarzystwie-i głosny i smierdzacy on byc
    • samowolny Re: historia bez happy endu 29.09.03, 10:40
      dorosli ludzie powinni niejasnosci pomiędzy sobą wyjaśnić pomiedzy sobą a nie
      życ domysłami..szkoda nerwów i czasu straconego na owe domysły...
      w rozmowie siła
      • meduza4 Re: historia bez happy endu 29.09.03, 14:16
        samowolny napisał:

        > dorosli ludzie powinni niejasnosci pomiędzy sobą wyjaśnić pomiedzy sobą a nie
        > życ domysłami..szkoda nerwów i czasu straconego na owe domysły...
        > w rozmowie siła

        Zdobędę się zatem na szczerą rozmowę -w końcu Samowolny swoją wypowiedzią
        sam zmusiłeś mnie do tego: On to Ty a ta wredna OnaII to ja! ;-)))))
        Oczywiście, że żartuję, przepraszam za pajacowanie :-)
        • samowolny Re: historia bez happy endu 30.09.03, 08:25
          meduza4 napisała:

          > Zdobędę się zatem na szczerą rozmowę -w końcu Samowolny swoją wypowiedzią
          > sam zmusiłeś mnie do tego: On to Ty a ta wredna OnaII to ja! ;-)))))
          > Oczywiście, że żartuję, przepraszam za pajacowanie :-)

          Meduza z tą "wrednością" to wszystko zależy od punktu widzenia..:)))))
          • meduza4 Re: historia bez happy endu 30.09.03, 16:27
            No tak -z punktu widzenia OnejI wredna jest OnaII, ale na odwrót też jest
            to chyba prawdziwe...
            Najgorzej jak On uważa, że obie są równie wredne ;-)
    • taka_tam Re: historia bez happy endu 29.09.03, 12:08
      nie wczytywałam sie w całość, więc może coś powtórzę... w takich sytuacjach
      najczęściej kobiety zaczynają "walczyć" o mężczyznę - czynnie (kłótnie,
      nieprzyjemne maile itp) lub biernie (przemysliwują, wymyślają, cierpią itd).
      nigdy tego nie potrafię pojąć... co w tym wszystkim robi ten facet?! kręci z
      obiema i ich uczucia najwyraźniej ma w nosie. owszem - miły, wrażliwy, ale
      chyba coś z nim nie do końca jest ok, skoro nie potrafi się zdecydować na jedną
      kobietę, ewentualnie jasno i rzeczowo określić sytuacji?
      gdybym była jedną z tych pań, poprosiłabym o spotkanie we troje, żeby wszystko
      sobie wyjaśnić. jeśli nie na żywo, to na gadu-gadu lub w innym komunikatorze.
      na pewno nie trwałabym w stanie domysłów...
    • marrusia Re: historia bez happy endu 29.09.03, 13:08
      Niestety często facet poddaje się tej która walczy o niego zębami, bo mu tak
      najłatwiej. Pojdzie za ta, która na Forum krzyczy że on jest jej i zwalcza
      bezwzględnie rywalki. Już nie mowiac o privy do jednej(czy wiecej) z nich.
      • taka_tam Re: historia bez happy endu 29.09.03, 13:30
        to takim facetem w ogóle nie warto sobie głowy zawracać!

        marrusia napisała:

        > Niestety często facet poddaje się tej która walczy o niego zębami, bo mu tak
        > najłatwiej. Pojdzie za ta, która na Forum krzyczy że on jest jej i zwalcza
        > bezwzględnie rywalki. Już nie mowiac o privy do jednej(czy wiecej) z nich.
    • k_amelia problem leży 29.09.03, 16:50
      Chyba również we mnie. Mozliwe, ze moje marzenia posunęły się za daleko,
      a fantazja buja w obłokach, całkiem możliwe, ale....czasami trudno opisać
      wszystkie znaki, które dają sobie ludzie ( i nie chodzi o wirtualne znaki).
      Ja po prostu zbyt boję się, aby podejść do sprawy tak otwarcie...
      Nie brak mi szczerości, może raczej pewności siebie ?
      A może warto się przekonać, że ktoś też ma bujną wyobraźnię ?
      • jmx Re: problem leży 29.09.03, 17:19

        Stawiająć na szczerość nie masz nic do stracenia a tylko do zyskania. Bo jeśli
        jest Tobą zainteresowany - to przestaniesz się gryźć i będziesz szczęśliwa a
        jeśli nie - to nie będziesz przynajmniej żyła złudzeniami i będziesz miała
        szansę na znalezienie prawdziwej miłości. Szczerość to podstawa między
        dwojgiem bliskich sobie ludzi...
        • marrusia Re: problem leży 30.09.03, 01:26
          jmx napisała:

          >
          > Stawiająć na szczerość nie masz nic do stracenia a tylko do zyskania. Bo
          jeśli
          > jest Tobą zainteresowany - to przestaniesz się gryźć i będziesz szczęśliwa a
          > jeśli nie - to nie będziesz przynajmniej żyła złudzeniami i będziesz miała
          > szansę na znalezienie prawdziwej miłości. Szczerość to podstawa między
          > dwojgiem bliskich sobie ludzi...

          Nie. Wygrywa ta ktora bardziej bezwzględnie walczy.
          • meduza4 A prawda leży 30.09.03, 16:30
            czasem pośrodku...
            I nie zawsze łatwo jest wyważyć właściwe proporcje pomiędzy szczerością
            a bezwzględną walką. Niestety -oba elementy są w życiu przydatne, jeśli
            się naprawdę kocha. Tylko trzeba wiedzieć, co i kiedy, i w jakich proporcjach.
            • jmx Re: A prawda leży 30.09.03, 16:42

              E, tam. Związek dwojga ludzi to nie ring ;-/
              • meduza4 Re: A prawda leży 01.10.03, 10:09
                Może nie ring, ale jest to bezustanna gra w której trzeba znać reguły, żeby
                ani nie zranić drugiego człowieka ani nie obudzić się z ręką w nocniku.
                Związek rządzi się swoimi prawami i trzeba to zaakceptować.
                • jmx Re: A prawda leży 01.10.03, 15:20

                  Może jestem naiwna ale uważam, że szczerością i otwartością można więcej
                  zdziałać niż "gierkami". Przecież nikt nie lubi być oszukiwany czy
                  manipulowany i mężczyzn to też dotyczy. Jeśli kogoś traktujesz poważnie to i
                  on potraktuje Ciebie poważnie. A jak nie to nie warto sobie zawracać głowy
                  kimś takim.
                  • meduza4 Re: A prawda leży 03.10.03, 12:21
                    Przeciez nie mowie o gierkach. Mowie tylko o odrobinie dyplomacji, ktora nigdy
                    nie zaszkodzi -nawet w stosunkach z wlasnym partnerem czy z przyjaciolmi.

                    Jesli ktos chce sie pozbyc partnera albo przyjaciela to proponuje powiedziec tej
                    osobie cos przykrego w sposob niedyplomatyczny -efekt murowany, sama sie tak
                    nielubianej przeze mnie kolezanki pozbylam :-)))
          • jmx Re: problem leży 30.09.03, 16:39

            A ja myślę, że mężczyźni są z kobietami, które po prostu bardzej im
            odpowiadają. Jak mężczyzna naprawdę chce z konkretną kobietą to
            żadne 'rywalki' nie mają wtedy szans.
            • messja problemu tak naprawde nie ma:) 30.09.03, 16:44
              jmx napisała:

              >
              > A ja myślę, że mężczyźni są z kobietami, które po prostu bardzej im
              > odpowiadają. Jak mężczyzna naprawdę chce z konkretną kobietą to
              > żadne 'rywalki' nie mają wtedy szans.
              >

              pochlebiam sobie, ze tak wlasnie jest i bez zadnych walk i drapania oczu,
              jestem bardzo szczesliwa kobieta:)

              p.s.
              istnieje pewno duza grupa ludzi, ktorzy pozwalaja soba manipulowac, ale ich nie
              okreslilabym mianem "mezczyzna".
              • sunrise1 Re: problemu tak naprawde nie ma:) 30.09.03, 16:48

                Ja natomiast polubiłam swoją samotność. Czuję się samotnie szczęśliwa


                z:)
                • meduza4 Re: problemu tak naprawde nie ma:) 01.10.03, 10:13
                  sunrise1 napisała:

                  > Ja natomiast polubiłam swoją samotność. Czuję się samotnie szczęśliwa


                  Nie Ty jedna. Ja też zaczęłam już się pytać: i po co to wszystko?
                  Całe to zawracanie sobie głowy kimś, kto nie zawsze jest tego wart,
                  wątpliwości bez odpowiedzi, zatruwanie sobie życia...
                  Mężczyźni są jakcy są, bo to my za nimi latamy, stajemy na głowie,
                  żeby się przypodobać, podrywamy, płacimy każdą cenę za łaskawy uśmiech.
                  Zaprzestańmy tego a od razu zaczną nas cenić i traktować z większym
                  szacunkiem.
                  Pokażmy, że my też jesteśmy ludźmi i że mamy swoją wartość.
                  • samowolny Re: problemu tak naprawde nie ma:) 01.10.03, 15:30
                    meduza4 napisała:

                    > Nie Ty jedna. Ja też zaczęłam już się pytać: i po co to wszystko?

                    Bo człek jest istota stadna łączący sie w pary... samotność można
                    zaakceptować, nawet dobrze sie z nia czuć ale tak do końca nigdy nie bedziemy
                    z tego stamu rzeczy zadowoleni.. Owszem bardzo przydaje sie czas samotnosci np
                    po wygaśnieciu związku..ale po jakims czasie (dłuższym lub krutszym) człowiek
                    zacznie odczuwac brak drugiej osoby...znam ten ból sam rodziłem..:))))))
                  • jmx Dziewczyny! :-) 01.10.03, 15:31

                    Wyjdę na optymistkę wszechczasów ;-)) ale przede wszystkim najważniejsza jest
                    akceptacja siebie. Jak człowiekowi jest dobrze samemu ze sobą to inni też to
                    dostrzegą i będzie im dobrze w towarzystwie takich osób.

                    A co do "latania" i w ogóle przejawów okazywania zainteresowania
                    mężczyznie - najlepiej jest robić to co serce dyktuje w danym momencie. Jeśli
                    robimy coś co wypływa z głębi nas to nie żałujemy potem, nawet jeśli cała
                    sprawa nie układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli.
                    • sunrise1 Re: Dziewczyny! :-) 02.10.03, 14:27
                      jmx napisała:

                      >
                      > Wyjdę na optymistkę wszechczasów ;-)) ale przede wszystkim najważniejsza jest
                      > akceptacja siebie. Jak człowiekowi jest dobrze samemu ze sobą to inni też to
                      > dostrzegą i będzie im dobrze w towarzystwie takich osób.

                      Nic z tego, nie wyjdziesz...bo nie jesteś osamotniona w swoich poglądach :)

                      Akceptacja siebie jest bardzo istotna w życiu. Dzieki samoakceptacji, łatwiej
                      realizowac zamiary, plany, łatwiej zrozumieć swoje błędy i
                      potknięcia....ogólnie latwiej isć przez życie ( i to nie banał )

                      z:)


                  • samowolny Re: problemu tak naprawde nie ma:) 01.10.03, 15:40
                    bo to my za nimi latamy, stajemy na głowie,
                    > żeby się przypodobać, podrywamy, płacimy każdą cenę za łaskawy uśmiech.

                    rety a ja głupi staram sie obłaskawic kobiete a powinienem rozsiąść sie
                    wygodnie i czekać jak kobieta sama mnie bedzie zdobywać...:))))
                    ech człek uczy sie całe życie a głupcem umiera..:))))
                    tyle czasu i energi poszło niepotrzebnie:)))))
                    • sunrise1 hi, hi, hi 02.10.03, 14:23

                      Calorie trzeba oszczędzać :)

                      z:)
                    • meduza4 Re: problemu tak naprawde nie ma:) 03.10.03, 12:26
                      samowolny napisał:

                      > bo to my za nimi latamy, stajemy na głowie,
                      > > żeby się przypodobać, podrywamy, płacimy każdą cenę za łaskawy uśmiech.
                      >
                      > rety a ja głupi staram sie obłaskawic kobiete a powinienem rozsiąść sie
                      > wygodnie i czekać jak kobieta sama mnie bedzie zdobywać...:))))
                      > ech człek uczy sie całe życie a głupcem umiera..:))))
                      > tyle czasu i energi poszło niepotrzebnie:)))))

                      Widzisz, ile straciles, ile sie darmo napracowales...
                      A tu jakas OnaI i OnaII same walcza o jakiegos Onego, zdobywaja go cal po
                      calu...
                      Zapewne On rozsiadl sie wygodnie i czeka na rozstrzygniecie walki :-)))
                      • samowolny Re: problemu tak naprawde nie ma:) 03.10.03, 13:03
                        no tak..ale one sie biją , czas ucieka a on stałej kobiety jak nie ma tak nie
                        ma..:))) i wtedy moze sie okazać że gdzie dwie sie biją tam trzecia wygrywa:))
    • samowolny Re: historia bez happy endu 30.09.03, 08:34
      widze tu On, OnaI , Ona II..czyli podczas ewentualnego ślubu bedzie mozna
      usłyszeć..."tych z przodu i tych z zadka biore na świadka , że Ona Onego
      bierze za Łonego"..:)))))))))))))
    • elzbieta28 Re: historia bez happy endu 30.09.03, 08:46
      Postaraj się z Nim wyjaśnić to co Ciebie gnębi. Nie zwracaj uwagi na OnaII, na
      to co pisze, po prostu ignoruj ją. Widzisz, i ten świat jest pełen ludzi:)),
      którzy manipulują, wykorzystują i ranią...bawią sie uczuciami drugiego
      człowieka, dla nich to jest świetna zabawa...może spokojnie sprawdź czy ktoś
      się nie bawi Twoim kosztem? Życzę powodzenia i dużo radości. Pozdrawiam
    • sunrise1 szarość, czy przebojowość ? 30.09.03, 16:51

      Pojawiło się w tym momencie pytanie: czy lepiej być cichą, delikatna myszką,
      czy iść przebojem, po "trupach" do każdego upatrzonego celu ?

      z:)
      • k_amelia Re: szarość, czy przebojowość ? 30.09.03, 17:01

        a ja...właśnie jestem taką myszką, może nie szarą, ale nie umiem
        walczyć ...Zreszta, czy w takich momentach trzeba walczyć ?
        To zakrawa na tandetne romansidło :OnaI -dobra i słodka,
        OnaII -czarny charakter.
        Ktoś tu wspomniał, że może przecież być zupełnie na odwrót.
        Pewnie może, ale gdyby tak było, pewnie dałabym sobie radę bez niczyjej
        pomocy.
        Dziś trenowałam, co powiem Jemu...w końcowym momencie pewnie zabraknie
        mi odwagi.
        Dlaczego w pracy jestem surowa i wymagająca, a na polu uczuć taka
        klęska ?
      • jmx zależy dla kogo 30.09.03, 17:02

        Jeśli chodzi o związki to taki dylkemat jest wg mnie nie na miejscu. Są
        mężczyźni, którzy lubią przebojowe kobiety i są tacy, którzy lubią szare
        myszki. Jak trafi swój na swego to każdy będzie szczęśliwy.
        • sunrise1 Re: zależy dla kogo 30.09.03, 22:26
          Podzielam Twoje zdanie jmx. Może nie najwytworniejsze w słowach, ale
          prawdziwe jest powiedzenie, że " kazda potwora znajdzie swego amatora",
          bo dotyczy ono właśnie naszych gustów i wrodzonych upodobań.


          z:)
          • krawca messjo z kazda kobieta przegrasz 30.09.03, 23:25
            Jestes chlopo baba. CZytajac Twoje wpisy ma sie wrazenie ze to pisze jakis
            prostak spod budki z piwem.Jestes uosobieniem antykobiecosci. I tu masz
            kompleksy.
            • krawca Re: messjo z kazda kobieta przegrasz 30.09.03, 23:33
              Jak bys byla chociaz troche ladna to bys wyslala zdjecie zahedanowi.
              Narazie Janek i Ci ktorzy dostali Twoje zdjecie odrzucili Ciebie.
              Nauczona przykrym doswiadczeniem juz nie wysylasz, chociaz obiecalas tutaj na
              Forum ( ze swojej inicjatywy). Obietnicy nigdy nie spelnilas.
              • messja zdjecia krawca:))) 01.10.03, 01:33
                krawca napisał:

                > Jak bys byla chociaz troche ladna to bys wyslala zdjecie zahedanowi.
                > Narazie Janek i Ci ktorzy dostali Twoje zdjecie odrzucili Ciebie.
                > Nauczona przykrym doswiadczeniem juz nie wysylasz, chociaz obiecalas tutaj na
                > Forum ( ze swojej inicjatywy). Obietnicy nigdy nie spelnilas.

                tobie cos obiecalam? jesli tak to gdzie i kiedy?
                a janek nie mogl mnie odrzucic, bo ani jemu ani nikomu innemu nigdy zadnej
                oferty nie skladalam:))))
                (a swoja droga to masz poczucie humoru, zeby takie glupoty wygadywac:"Ci ktorzy
                dostali Twoje zdjecie odrzucili Ciebie". czy mozesz wymienic chociaz jednego z
                tej listy?)
                a zahedan moze mowic za siebie - nie potrzebuje twojego posrednictwa.
                przynajmniej jeszcze nic na ten temat nie wspominal:P
            • messja kompleksy:) 01.10.03, 01:28
              krawca napisał:

              > Jestes chlopo baba. CZytajac Twoje wpisy ma sie wrazenie ze to pisze jakis
              > prostak spod budki z piwem.Jestes uosobieniem antykobiecosci. I tu masz
              > kompleksy.

              kiedys nie mialam zadnych kompleksow, dopiero poprzez czytanie takich "madrych"
              i "serdecznych" wpisow jak twoje ich sie nabawialam:(
              strasznie sie nimi przejmuje...
              :)))
          • jmx Re: zależy dla kogo 01.10.03, 00:54

            No właśnie, trzeba być sobą i naturalnie się zachowywać a to żawsze procentuje
            w kontaktach z ludźmi :-). I związków/przyszłych związków też dotyczy.
            • ja_nek Re: zależy dla kogo 02.10.03, 00:40
              Po co prać tu te brudy?
              • messja Re: zależy dla kogo 02.10.03, 01:07
                ja_nek napisał:

                > Po co prać tu te brudy?

                janku a o jakich "brudach" ty mowisz?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka