Dodaj do ulubionych

Warszawa nocą II

28.09.03, 18:42
white falcon napisała:
white.falcon 27.09.2003 00:50 odpowiedz na list odpowiedz cytując


Pół godziny temu wróciłam z pracy po przepracowaniu ciurkiem 16 godzin.
Wyszłam z domu w magiczny wczesnojesienny poranek, gdy miasto jeszcze dopiero
przecierało po nocy zaspane oczy, dziwiąc się, że powietrze już nie ukradkiem
sugeruje nadejście jesieni, ale pełnym głosem mówi: "Jesień już jest prawie
tu, a jej forpoczta ze spadajacych kasztanów i żółknących liści już dotarła."

Wracałam nocą, obserwując przez szybę samochodu prawie puste miasto. Prawie
puste, jeżeli nie liczyć budowlańca na pl. Zbawiciela, który robił sobie
zdjęcie, przeglądając się w sporym kawałku zbitego lustra i Wietnamczyka,
pracowicie taszczącego chodnikiem dwukołowy wózek, załadowany niesamowitą
ilością kraciastych toreb, wypchanych zapewne jakimiś tekstylnymi towarami.

Patrzyłam na uśpione miasto przez szybkę auta i ze smutkiem stwierdziłam, że
właśnie zbliża się najgorsza pora roku w tym gorzkim, smętnym mieście,
mieście pogoni za pieniędzmi przez jednych, za karierą - innych, za blichtrem
tego świata - jeszcze innych. Dostrzegłam iluzoryczność świetności i
życzliwości wobec mieszkańców tego miasta, wabiącego kolorowym opakowaniem, w
którym kryje się samotność, anonimowość, pustka. Ono wcale nie jest życzliwe
dla ludzi. Karmi się ich zawiedzionymi nadziejami, "połyka" ich życie,
czerpiąc siły z kuszenia tanimi świecidełkami i fałszywymi Mikołajami w
grudniu, fajerwerkami dla wszystkich, czyli dla nikogo - w Sylwestra,
pozwalając zachować anonimowość praktycznie bezgraniczną i zapewniając smutek
rozczarowań wszystkim - i tym, którym się "udało osiągnąć sukces" i tym,
którzy ponieśli w tej niekończącej się pogoni porażkę. W "nagrodę" zapewnia
anonimowość, aż do bólu zębów, zabieganie, aż do kresu sił i wytrzymałości,
brak jakichkolwiek uczuć, bo na nie nie ma czasu i ciągłe wymagania - "dąż do
jeszcze lepszych wyników, goń za szczęściem."

Nie rozumiem, dlaczego jednak kocham to miasto, odwdzięczające się pustką,
goryczą i smutkiem. Nie rozumiem w tym momencie siebie. :(

Pozdrv.:)
Obserwuj wątek
    • kasia-s Re: Warszawa nocą II 28.09.03, 18:43
      Też lubię moje miasto, zwłaszcza nocą, kiedy nie ma samochodów, korków, kiedy
      na ulicach jest mało ludzi, budynki są oświetlone, a drzewa ocieniają chodniki.
      Wsiadam wtedy często do samochodu i jeżdżę bez celu po Warszawie, zawsze tą
      samą trasą, do miasta Traktem Królewskim, a do domu wracam Marszałkowską i
      nigdy mi się nie nudzą oglądane te same domy i ulice
      Nie miałam w tym mieście nigdy poczucia anonimowości, i nigdy nie uważałam że
      jest nieżyczliwe mieszkańcom. Wprost przeciwnie, jak mi było bardzo źle w
      życiu, to brałam psa i włóczyłam się uliczkami Starego i Nowego Miasta, po
      Ogrodzie Saskim, po Mariensztacie i Krakowskim i najgłębsza chandra mijała.
      I zawsze natrafiam w mieście na jakąś znajomą twarz, czasem uciekam i nigdzie
      skryć się nie mogę.
      Zupełnie inaczej niż Ty odbieram nasze miasto, ale też zawsze do niego wracam z
      najdalszych podróży.
      Nie potrafię dłużej żyć w innym miejscu.
      • white.falcon Re: Warszawa nocą II 28.09.03, 19:02
        Na tym właśnie polega indywidualizm odbioru jakiegoś miejsca, uznanie go
        za "swoje", związane z naszymi przeżyciami, z naszym losem. Można kochać miasto
        i wracać do niego, dostrzegając dodatnie i ujemne cechy, ale je kochając,
        przechowując w sercu i tęskniąc, gdy jesteśmy gdzieś indziej.

        Kasiu-s - a więc wiesz, o czym mówię.:)

        Pozdrv.:)
        • kasia-s Re: Warszawa nocą II 28.09.03, 19:17
          Wiem o czym mówisz i dlatego Ci odpowiedziałam :)))
          • white.falcon Re: Warszawa nocą II 28.09.03, 19:21
            Dziekuję.:)

            Zauważ, niezbyt duzo ludzi stara sie postrzegać miasto przez inny pryzmat, niż
            chodzenie chodnikiem, czekanie na autobus lub informacja, gdzie cos potrzebnego
            można kupić.

            Pozdrv.:)
    • white.falcon Przemijanie w Warszawie 28.09.03, 19:19
      Codziennie mijam kasztanowce na mojej uliczce, obserwując wielką-małą
      niedostrzegalną przemianę, skradającą się tajemniczo od zalążków liści,
      pieczołowicie ukrytych w gałęziach poprzez dumne świeczniki bladych kwiatów. aż
      po spadające z suchym trzaskiem kasztany, przez jakiś czas zadziwiające
      rysunkiem na mokrej skórce. Później już tylko nagie gałęzie unoszą się ku
      rzadkiemu zimowemu słońcu z niemą, ale słyszalną dla wrażliwego wewnętrznego
      ucha, prośbą o nastanie wiosny.

      Był wśród tych kasztanowców niepozorny domek. Nic szczególnego - domek jak
      domek - z lokatorami, którzy żyli swoimi troskami i radościami. Domek został
      zbudowany w 1946 roku, wielokrotnie był przebudowywany, malutki ogródek cieszył
      kolorowymi rabatkami i różami przy żywopłocie. Domek jak domek, ale coś się
      stało i w ciągu kilku miesięcy znikli lokatorzy, rabatki popadły w zaniedbanie,
      porastając wdzierającą się zewsząd intruzem-trawą. Straszył w zimie oczami
      okien, w których nie było życia. Na wiosnę nadjechały skomplikowane maszyny,
      które nie znając litości, zrównały z ziemią nieszczęśliwego mieszkańca m. st.
      Wraszawy. Robota nie poszła gładko, jak się spodziewali napastnicy. Ściany nie
      chciały sie zawalić - domek się bronił - ale i tak na nic zdał się jego opór...

      Zasadzono trawę, a teraz, przechodząc, widzę, jak na miejscu domka pnie się w
      górę nowoczesny apartamentowiec, nie pasujący do otaczających go kasztanowców i
      wierzb.

      Kiedyś przeczytałam następującą sentencję: "Za pamięci jednego człowieka trawa
      wyrosła i została skoszona na łące, na której zbudowano dom, i znowu wyrosła i
      została skoszona tam, gdzie przedtem był dom".

      Mimo wszystko, żal mi domka. Lubiłam go, tak, jak kocham miasto. Ale wszystko
      przemija i domek też przeminął, choć w pamięci mieszkańców nadal jest. Gdy oni
      przeminą, już nikt nie będzie wiedział, że był jakis domek. Apartamentowiec tez
      przeminie i ktos inny może w ten sam sposób spojrzy na jego ruinę,
      zastanawiając się nad przemijaniem rzeczy, ludzi, uczuć i myśli.

      Pozdrv.:)
      • ja_nek Re: Przemijanie w Warszawie 28.09.03, 22:44
        Kocham to moje miasto, kwitnące kasztanowce wiosną, które przypominają mi
        maturę i złocące się jesienią.
        Ale ja widzę w Warszawie bardziej to, czego w nim już braknie, a co pochłonęła
        ostatnia wojna. A pochłonęła ta wojna znaczną część jego starej zabudowy
        świadczącej o jej świetności.

        Pozdrawiam
        janek
        • kasia-s Re: Przemijanie w Warszawie 28.09.03, 23:23
          Też to widzę, wszystkie spacery mojego dzieciństwa odbywały się po cieniach
          zburzonej Warszawy. Dziadkowie i rodzice opowiadali o takiej Warszawie, jaka
          była przed sierpniem 1944 roku, albo nawet wrześniem 39. Plac Bankowy był
          zawsze Bankowy, a Leszno Lesznem :)))
          • white.falcon Re: Przemijanie w Warszawie 28.09.03, 23:32
            Moi Dziadkowie mieszkali na ul. Krakowskie Przedmieście 16. Byłam w ich byłym
            mieszkaniu. Zaskoczyły mnie niesamowicie wysokie sufity, a obecni lokatorzy
            pozwolili mi pochodzić po mieszkaniu. Parkiety "przetrzymały" wojnę.
            Niesamowite - chodzić po mieszkaniu, w którym mieszkali Twoi Bliscy. Fascynuje
            mnie historia Warszawy.

            Kocham historie Warszawy i sama, choć mieszkam za tzw. rogatkami Warszawy,
            czyli, jak śmieję się - "na wsi", to mogę powiedzieć, że mieszkam na gruzach
            Starówki. Właśnie na tym, co wywieziono jako gruzy z pogorzeliska, stoi mój
            dom. Przed wojna była tu kotlinka, która później zasypano gruzem, wyrównano
            ziemia i postawiono domy. Skąd wiem o tym? Z wykopu, który prowadziła brygada
            remontowa obok domu. Biedni robotnicy - musieli przedzierać się przez nadpalone
            kruszywo cegieł, jakieś pręty. Znalazłam tam przedwojenna złotówkę.:)

            Pozdrv.:)
            • kasia-s Re: Przemijanie w Warszawie 28.09.03, 23:46
              Moi mieszkali w Alei Przyjaciół, tam nigdy nie mogłam wejść niestety, choć
              podejrzewam, że nawet meble dziadkowe mogą tam jeszcze stać, dom nie był wcale
              zniszczony.
              Od 1942 roku na Żórawiej, gdzie później mieli całe stado nieznośnych
              kwaterunkowych lokatorów, w każdym pokoju inna rodzina wielodzietna, niestety
              nie doczekali, ani powrotu do swojego mieszkania, ani nawet pozbycia się tych
              intruzów.
              Też mieszkam za rogatkami, w jednej z nowych dzielnic i znajomych, tutejszych
              mieszkanców, strasznie denerwuje jak mówię, że jadę do Warszawy, podważając tym
              samym ich warszawskość ;))
              • white.falcon Re: Przemijanie w Warszawie 29.09.03, 00:03
                Dlaczego nie spróbujesz teraz? Można przecież poprosić, by Ciebie wpuszczono na
                chwilkę, by tylko zerknąć jednym oczkiem.:)

                Ja mieszkam na pograniczu Śródmieścia i Mokotowa (komórki mi wyświetlają
                Centrum), a granica przechodzi 500 m dalej. Chyba najurokliwsze miejsce w
                Warszawie, sporo parków, drzew - historia, której gołym okiem nie widać.:)

                Pozdrv.:)
                • kasia-s Re: Przemijanie w Warszawie 29.09.03, 00:27
                  Nie wpuszczą, bo już próbowałam ...
                  ja mieszkam całkiem na wsi, czyli na Ursynowie :)), z tzw. wielkiej historii,
                  to tylko mogiły powstańców, którzy z Czerniakowa się przedzierali do Lasu
                  Kabackiego odbierać angielskie zrzuty. Choc nie mieszkam w Warszawie, to
                  polubiłam już tą dzielnice, tu też są kasztany i drobne resztki dawnych wsi,
                  ktore tu były jeszcze 30 lat temu. Wczesnym rankiem słychać śpiewające ptaki, a
                  wieczorem można spotkać zabłakanego bażanta. Kiedyś biegały zające, ale ich już
                  dawno nie widziałam :))
                  • white.falcon Re: Przemijanie w Warszawie 29.09.03, 18:16
                    A wiesz o tym, że w sezonie 1938 roku i 1939 roku zaczęła się zarysowywać
                    tendencja wyjazdów letniskowych w kierunku Kabat? Czytałam stare roczniki
                    przedwojennych czasopism i zwróciłam uwagę na rubryki ogłoszeń. Zawsze mnie
                    interesowało to, jak wyglądał świat zwyczajnych ludzi przed wojną, a nic lepiej
                    nie oddaje tego, niż ogłoszenia.

                    Zresztą dalsza zabudowa willowa Mokotowa - za rogatkami praktycznie nie tknięta
                    przez wojnę (to są moje akurat okolice) - była planowana właśnie w kierunku
                    Ursynowa i Kabat. Mozna więc uznać, że mieszkasz w Warszawie, która może
                    istnieje w równoległym czasie, w którym nie było II wojny światowej z całym jej
                    bezsensownym okrucieństwem i okaleczeniem różnych narodów na tyle, że dotąd nie
                    mogą rozliczyć się wzajemnie, ani sobie zapomnieć, ani wybaczyć.

                    Pozdrv.:)
                    • kasia-s Re: Przemijanie w Warszawie 29.09.03, 19:54
                      Tylko ta Warszawa południowa miała być dzielnicą willową, a domy wielorodzinne
                      budowano w kierunku północnym, a dziś Ursynów jest wielkim blokowiskiem. Choć
                      trzeba przyznać, że w odróżnieniu od innych blokowisk nie jest anonimowy i
                      bezduszny, tylko ma swój charakter.
          • ja_nek Re: Przemijanie w Warszawie 28.09.03, 23:43
            kasia-s napisała:

            > Też to widzę, wszystkie spacery mojego dzieciństwa odbywały się po cieniach
            > zburzonej Warszawy. Dziadkowie i rodzice opowiadali o takiej Warszawie, jaka
            > była przed sierpniem 1944 roku, albo nawet wrześniem 39. Plac Bankowy był
            > zawsze Bankowy, a Leszno Lesznem :)))

            Zawsze z zachwytem oglądałem kroniki o przedwojennej Warszawie. Oczywiście w
            tym mieście nie brakowało nędzy, ale to miasto miało swój klimat, atmosferę.
            Pałac Saski, Bruhla, Kronenberga, z piętrową kolumnadą i pomnikiem księcia,
            marszałka Poniatowskiego. Zamek nie był w takim zagłębieniu jak dziś, ale
            wyżej i otoczony drzewami. Nawet Starówka nie ma NIC wspólnego z dawną
            Starówką. Dobrze, że jest i taka, ale to tylko swobodna twórczość
            odbudowujących.
            Tamto miasto tętniło życiem, dziś to zlepek. Nawet na Krakowskim Przedmieściu
            jak jedziesz to z asfaltu przebijają tory tramwajowe sprzed kilkudziesięciu
            lat. A chcemy turystów zapraszać....

            Pozdrawiam
            janek
            • kasia-s Re: Przemijanie w Warszawie 28.09.03, 23:56
              i dobrze Janku, że przebijają, przynajmniej widać choć ślad tego co było, to
              historia, którą warto przechować.
              Strasznie mnie drażni, jak przy okazji "remontu" niszczy się wszystko to, co
              było wczesniej, często znacznie ładniejsze i lepszej jakości niż to co nowe.
              Jak ci, co remontują, czy nadają nazwy, czy planują nowe rozwiązania, nie
              szanują tradycji tego miasta, jego nielicznych autentycznych resztek.
    • white.falcon Swój wśród obcych, obcy wśród swoich 28.09.03, 23:56
      Ciekawie oglądać plany zabudowy Warszawy na lata 40-te. Wytyczono parki, ulice,
      aleje, domy - które nigdy nie powstały. Żółte kartki papieru - kruche i
      łamliwe, wyblakły atrament, kaligraficzne, niespotykane teraz pismo. Potem
      idzie się ulicami i nagle dostrzega się to, co miało powstać, a czego nie ma,
      co tylko zagościło w umysłach architektów w 1937, 1938, 1939 roku, ale nigdy
      nie zeszło z kartki papieru.

      W mojej okolicy - wierzb i kasztanowców - praktycznie po drugiej stronie ulicy,
      schowane w zieleni, ukrywają się przedwojenne wille (na planach te miejsca
      miały być dzielnicą willową), a po drugiej stronie - tam, gdzie na planach
      wytyczono aleję Promienistych (której nie ma), po wojnie powstała praktyczna
      zabudowa z innego już świata. Dwa swiaty naprzeciwko siebie. W jednym, wśród
      cichych budyneczków, panuje spokój, spacerują w nocy jeże, wychodzące z
      zarośniętych ogrodów, otaczających domki. W drugim - gwarno i ruchliwie:
      samochody skracają sobie trasy, jeżdżą autobusy, biegają ludzie. Jeden świat z
      niepokojem patrzy na drugi. Jeden - obawia się ingerencji, drugi - wydawać się
      może - gardzi "starociami".

      Jeden jedyny intruz jest poza granicą spokojnego świata, jednak do niego
      należąc. Tak, jak i jego pobratymcy, chowa się w zarośniętym ogródku, jest
      malutką oazą spokoju. Do tego, ma adres nieistniejącej alei Promienistych.
      Jedyny taki w całym mieście. Dziwnie wygląda we współczesnym świecie, ale
      intruza nikt nie rusza, choć zupełnie nie wpisuje się w otoczenie. Może tęskni
      za nieistniejącymi pobratymcami, a może chciałby być w swoim świecie, wśród
      swoich? Ale czy przyjąłby się tam? Czy przyjęliby go ci wymarzeni swoi?
      Przecież przebywając we współczesnym towarzystwie zapewne nabył trochę cech z
      otoczenia. Taki "swój wśród obcych, cudzy wśród swoich".

      Tak czasem bywa też z ludźmi...

      Pozdrv.:)
      • kasia-s Re: Swój wśród obcych, obcy wśród swoich 29.09.03, 00:11
        Na granicy dwóch światów życie może być ciekawe, choć można również być
        samotnym choć się nie jest samym...

        Planów z lat przedwojennych niezrealizowano, choć główne ich założenia jeszcze
        dziś realizuje się miejscami w mieście, pewnych rozsądnie założonych tendencji
        w rozwoju miasta na szczęście nie da się ominąć.
        Czy widziałaś kiedyś plany odbudowy Warszawy z przełomu lat 40 i 50? Jest taka
        książka 6-letni plan odbudowy Warszawy - zrealizowano z niego MDM i niewiele
        wiecej na szczęście, choć część niezburzonych przez Niemców domów rozebrano pod
        kątem tych planów. Miał powstać koszmarek będący skrzyżowaniem miasta
        radzieckiego ze starożytnym Rzymem ...
        • white.falcon Re: Swój wśród obcych, obcy wśród swoich 29.09.03, 00:19
          Widziałam, a jak.:) Pierwotnie myślałam, że w tamtych czasach pozwolono
          opracowywać plany ludziom, cierpiącym z racji podeszłego wieku, na jakieś
          ciężkie choroby wieku starczego. Jak wiadomo, komunizm szanował obwieszonych
          medalami zmurszałych starców, realizujących jedyną słuszną linię partyjną i
          pozwalał im "tworzyć" do woli. Ale nie - potem spojrzałam na datę wydania i już
          nie popadałam w popłoch, tylko w coraz większe zdziwienie i przerażenie.
          Dobrze, że nie doszło do całkowitej realizacji tej makabreski.:)

          A historia osiedla "Za Żelazna Bramą"? Znasz ją? To też architektoniczny
          dziwoląg. Wiesz, dlaczego tamte domy maja ogromne halle na parterze i szerokie
          korytarze, a mieszkania są ociupinkowate, jak domki dla lalek?

          Pozdrv.:)
          • kasia-s Re: Swój wśród obcych, obcy wśród swoich 29.09.03, 00:32
            Szczegółów już nie pamiętam, ale wiem, że sam Gomułka się wmieszał w
            projektowanie tego osiedla i takie rozwiązania podyktowane były pokrętną
            komunistyczną ideologią
            • white.falcon Osiedle "Za żelazną bramą" - trochę historii :) 29.09.03, 18:45
              Spełniam wczorajszą obietnicę, Kasiu. :)

              Masz rację, Gomułka "przyłożył" rękę do budowy takich, a nie innych domów na
              tym osiedlu. "Winna" temu jego delegacja zagraniczna do... Włoch. Tam miał
              okazję zwiedzenia domów, powstałych na podstawie planów pewnego włoskiego
              architekta (wybacz, nazwiska nie mogę nijak sobie przypomnieć), który założył,
              że ludzie dla dobrego samopoczucia i wygody koniecznie potrzebują innych ludzi.
              Stworzył więc architektoniczne plany domów, w których mieszkania właściwie
              miały służyć do nocnego odpoczynku, szybkiego posiłku i wykapania się. Uszło
              jego uwadze, że człowiek, choć jest istota społeczną (jak mawia nieśmiertelny
              Aronson), to jednak ceni sobie prywatność, lubi życie rodzinne i niekoniecznie
              zawsze ma chęć do ciągłego przebywania w tłumie ludzi.

              Gomułkę idea zachwyciła: wypisz wymaluj społeczeństwo komunistyczne. Postanowił
              więc włoski pomysł wspólnoty ludzi w jednym bloku przenieść na grunt rodzimy.
              Rozwinął ideę, zakładając, że w przyszłości na parterze będą stały wózki dla
              poszczególnych mieszkań, do których mieszkańcy, wychodząc do pracy, będą
              wkładać kartki z listą zakupów, a po powrocie z pracy - je zabierać. Miały tym
              zajmować się specjalne komórki administracji blokowej. Wyobrażasz, co by było
              (oczywiście gdyby kiedyś pomysł zrealizowano), gdyby ktoś n.p. w grudniu 1981
              roku poprosił o szynkę? ;) Dla tych wózków była potrzebna przestrzeń -
              stąd "kobylasty" hall w każdym domu.

              Górne piętra miały być zajęte przez sklepy, kwiaciarnie, punkty usługowe,
              kawiarnie, restauracje. Włoski architekt zakładał, że ludzie nie będą chcieli
              zawracać sobie głowy bieganiem po mieście, a w kapciach udadzą się parę pięter
              wyżej, by zaoszczędzić czas, potrzebny na życie towarzyskie. Mylił się.
              Człowiek, jako istota nieposłuszna, wolał chodzić na spacery do parku, a na
              zakupy - na miasto, i nie w kapciach i szlafroku, a przyzwoicie ubrany.:)

              Architektoniczny pomysł włoskiego architekta nie przyjął się we Włoszech i nikt
              nie chce mieszkać w tych domach. Tam - nie chcą i nie mieszkają. A u nas -
              mieszkaja, bo muszą. A jakie przepychanki odbywaja sie o przyznanie jako lokum
              dodatkowego - pakamerki, która w założeniu miała być schowkiem na stoliki do
              kawy! A jakże - są takie na każdym piętrze. Zaś szerokie korytarze były
              przewidziane na spotkania towarzyskie sąsiadów i powstały kosztem mieszkań.

              Taka jest historia tego osiedla w skrócie. Pasjonujący to temat, bo jeszcze
              wiele ciekawostek wiąże się z tym osiedlem...

              Nie mniej ciekawe są okolice ul. Grzybowskiej i Ogrodowej. Ale to już historia
              przedwojenna. Zachował się spory kawałek przedwojennych czynszówek. A kilka lat
              temu na ul. Grzybowskiej, przy okazji remontu, odkryto cos w rodzaju domowej
              sali modlitewnej. Niestety, wiem o tym od osób trzecich i zapewne historia
              dotarła do mnie w stanie mocno zmienionym i wzbogaconym o nieprawdziwe
              szczegóły. Ponadto, dotąd w tym rejonie mieszkają Panie (ciekawe, czy wiesz, o
              czym mówię tym razem), nazywane po wojnie "gruzinkami". Nie są skore do
              zwierzeń i całkiem przypadkiem "wpadłam" na ten tragicznie-smutny aspekt życia
              ludzi na gruzach Warszawy.

              Pozdrv.:)
              • kasia-s Re: Osiedle "Za żelazną bramą" - trochę historii 29.09.03, 20:15
                Gruzinki bo w gruzch przyjmowały...
                miejscami jeszcze w tej okolicy można trafić na resztki dawnych zburzonych
                kamienic, z których pozostały właściwie tylko podwórka brukowane kocimi łbami,
                a z dawnych domów tylko resztki parterów zamienione w garaże i komórki i
                gdzieniegdzie kawałek piętrowej oficyny. Jest taki ciąg między Grzybowską a
                Łucką (nie ma błedu to nie od Łodzi tylko Łucka). Jak się tam chodzi to
                przypomina się Zły - Tyrmanda, choć on pisał o okolicach Marszałkowskiej.
                • white.falcon Re: Osiedle "Za żelazną bramą" - trochę historii 29.09.03, 20:40
                  Po trosze zgadza się, choć mi raczej nasuwały się na myśl opowiadania Wiecha.
                  Okolica jest doskonała do kręcenia filmu na podstawie jego opowieści o Mańku-
                  Kitajcu i ferajnie. Widzisz, Kasiu, znów odbieramy po-swojemu, trochę inaczej
                  te same miejsca.:)

                  Tak, na marginesie. Niedawno późnym popołudniem odwiedzałam znajomych,
                  pracujących w drukarni (nie - nie papierów wartościowych, nie w mennicy) i idąc
                  ul. Grzybowską, poczułam się bardzo dziwnie i z każdym krokiem to uczucie
                  narastało. Kilka minut mi zajęło stwierdzenie, dlaczego. Na tej ulicy w pewnym
                  momencie byłam prawie jedyną osobą... rasy białej. Dookoła były osoby o
                  azjatyckim typie urody. Poczułam się bez mała jak w jakimś Szanghaju.:) Okazuje
                  się, że tam mieszkania są masowo wynajmowane właśnie Wietnamczykom, Chińczykom
                  i innym osobom z Dalekiego Wschodu.

                  Co dotyczy "gruzinek". Przypadek sprawił, że poznałam taką Panią - starowinkę,
                  która chyba nie miała komu się wygadać. Poznałam ją na ulicy - pomogłam zanieść
                  zakupy do jej mieszkania. Pokazała mi album ze zdjęciami, także przedwojennymi.
                  Niesamowite. A Pani kiedyś była doprawdy śliczną dziewczyną. Ma też dar
                  opowiadania, więc nawet bardzo ciekawie było posłuchać jej wspomnień z czasów
                  przedwojennych, z czasów wojny i tego, co się działo w Warszawie po wojnie.
                  Żywy świadek, mozna powiedzieć, któremu los złamała wojna. Pani bowiem z biedy
                  zajęła się tym, czym się zajęła. Materiał na ciekawą powieść obyczajową.

                  Pozdrv.:)
                  • kasia-s Re: Osiedle "Za żelazną bramą" - trochę historii 29.09.03, 23:01
                    wiesz, wieczorne życie Grzybowskiej jest więc całkiem inne od dziennego.
                    Pracuję tam niedaleko i nie widuje azjatów wcale.
                    Nigdy nie lubiłam Wiecha, natomiast Tyrmand był dla mnie zawsze rzeczywisty i
                    bardzo warszawski w swych powieściach i pamietnikach.
                    • white.falcon Re: Osiedle "Za żelazną bramą" - trochę historii 29.09.03, 23:08
                      Trudno ich tam spotkać w dzień, jak wyjaśnili mi znajomi. Azjaci wtedy siedzą
                      po swoich budkach z jedzeniem lub przy straganach na Stadionie X-lecia.
                      Wychodzą bardzo wcześnie rano, praktycznie w nocy, by zdążyć wszędzie, a
                      wracaja też późno. Podobno są idealnymi lokatorami i nic im nie przeszkadza, że
                      w sąsiednim pokoju jest n.p. melina. Są grzeczni, płacą na czas, w nic nie
                      wnikają, a na pytania kogokolwiek odpowiadają: "Nie lozumieć polski", choć n.p.
                      na bazarze mówią po polsku tak, że miło i rozumieją wszystko.

                      Tak sądzę, że Tyrmand - to inne widzenie otoczenia, a Wiech - jeszcze inne.
                      Szkoda, że nie ma książki o Warszawie, w której ktoś opisałby teraźniejszych
                      mieszkańców stolicy w sposób spójny i ciekawy, zarazem oddając teraźniejszego
                      ducha Warszawy.

                      Pozdrv.:)
    • white.falcon Do Kasi :) 29.09.03, 00:56
      Bardzo mi miło i ciekawie z Tobą się rozmawia o wspólnym zainteresowaniu
      historia Warszawy. Pozwolę jutro popołudniu odpowiedzieć na Twoje wpisy, bo
      odpowiedzi są obszerniejsze, a nie chcę spóźnić się do pracy. Wybacz, że nie
      dziś. Mam nadzieję, że do naszej pogawędki wrócimy jutro.:)

      Miłego poniedziałku.:)

      Pozdrv.:)
      • kasia-s Re: Do WF:) 29.09.03, 01:01
        Masz rację pora spać, bo praca nie będzie czekać aż się wyśpimy
        Dobranoc :))
        • ja_nek Re: Do WF:) 29.09.03, 08:40
          Niedawno na spacerze odkryłem ślad/fragment dawnej Warszawy: Warszawska Opera
          kameralna, a obok odnowione piękne gimnazjum męskie (?) - dziś siedziba jakiejś
          prywatnej szkoły. Jakbym się cofnął w czasie.
          A nieco dalej łuki kamienic Muranowa budowane po wojnie i soceralizm. Już inny
          świat....

          Pozdrawiam
          janek
          • white.falcon Muranów.:) 29.09.03, 18:51
            A wiecie, na czym zbudowano socrealistyczne budowle Muranowa? Właśnie, NA CZYM.
            Czasem ziemia tam odkrywa ciekawe sekrety.:)

            Pozdrv.:)
            • kasia-s Re: Muranów.:) 29.09.03, 20:05
              Na ruinach Getta, choć zdaje się, że dla wyrównania terenu zwozili tu również
              częściowo gruzy ze Starego Miasta.
              Jest takie zdjęcie zrobione chyba przez Niemca, góry gruzu, ledwie widać ślady
              ulic i między nimi wznosi się jak latarnia morska, jedyna ocalała budowla,
              kościół przy Nowolipkach.
              A w ogóle obecny Muranów był sercem dzielnicy żydowskiej, rozciągającej się od
              Świętokrzyskiej, Granicznej i Nalewek po Okopową.
              • white.falcon Tajemnice Muranowa.:) 29.09.03, 20:55
                Zgadza się. Informacja prawidłowa. Należy jednak dodać pewien szczegół, dość
                istotny. Gruzy częściowo wywieziono, prawdopodobnie po części do takich
                kotlinek, jak ta, która była na miejscu mojego domu - przeznaczonych pod
                zabudowę. Resztę wyrównano. Pozostaje ociupinkowaty szczegół. Wyrównano z góry,
                ale nikt nie zadał sobie trudu zasypać gruzem dwu-, a czasem - trzy-
                kondygnacyjne piwnice po zrujnowanych domach dzielnicy żydowskiej. Piwnice te
                często łączyły sie, tworząc zaiste labirynty, godne Minosa. Fakt, budowano
                wtedy solidnie, ale jeżeli uwzględnić fakt natężonego obecnie ruchu
                komunikacyjnego na powierzchni, to od ciągłych drgań nawet najlepsze spoiny w
                końcu się wykruszą. Nie przepadam jeździć tramwajem po Muranowie. Polecam
                wsłuchać się w dźwięki, które się słyszy. Czasem słychać dziwny
                charakterystyczny dźwięk, jakby sie przejeźdżało nad czymś, co wewnątrz ma
                pustkę. Wcale nie żartuję. Lekko makabryczna wizja tramwaju, wjeźdżającego
                nagle w ogromna dziurę i wpadającego do jakiejś trzy-kondygnacyjnej piwnicy mną
                lekko "tąpnął".

                Ponadto, w czasach studenckich, wcale nie tak odległych, koledzy, którzy
                interesowali się tak, jak ja - historią Warszawy postanowili mi -
                "niedowiarkowi" - udowodnić istnienie piwnic i wybralismy się na wycieczkę.
                Trzeba tylko wiedzieć, co sie szuka i się... znajdzie. Dotarłam z ich pomocą
                przez trzy piwnice do czwartej. Z każdej z nich istnieja schody, prowadzące na
                nieistniejące partery domów. Z czwartej musieliśmy zawrócić, bo dalej
                mury "osiadły" i połowę piwnicy wypełniało zwałowisko pokruszonych i całych
                smieci i jakiejś gliny z ziemią. Wiem - niepotrzebne ryzykanctwo, ale teraz
                wiem, że piwnice istnieją, bo w nich byłam.

                Pozdrv.:)
                • ja_nek Re: Tajemnice Muranowa.:) 29.09.03, 22:05
                  Ponoć do dziś pod placem marszałka jest tunel do dawnej cerkwi zburzonej tu w
                  latach 20-stych a narzuconej w XIX wieku przez cara.

                  Pozdrawiam
                  janek
                  • white.falcon Re: Tajemnice Muranowa.:) 29.09.03, 22:11
                    Słyszałam o tej wersji, ale nie wiem, czy to legenda, czy prawda. Piwnice są
                    bardziej "namacalne", bo do nich wlazłam. Mogłam choć jakąś cegłę stamtąd
                    przynieść, ale raczej myślałam wtedy o tym, by mi coś na głowę nie spadło, bądź
                    samej nie wlecieć do jakiejś dziury. Czasem zachowuję bardzo
                    nieodpowiedzialnie, ale jakoś to póki co "uchodzi mi na sucho". Głupi ma
                    farta.;)

                    Pozdrv.:)
                    • kasia-s Re: Tajemnice Muranowa.:) 29.09.03, 23:19
                      Gdzieś czytałam, że ostatnio przy budowie któregoś z nowych budynków w tamtej
                      okolicy był jakiś drobny wypadek, bo właśnie dokopali się do piwnic i coś czy
                      ktos tam wpadł.
                      Podobnie jest na Starym Miście, nowe domy stawiano na starych i piwnice maja
                      niejedno dno ;))
                      • white.falcon Re: Tajemnice Muranowa.:) 29.09.03, 23:30
                        I zapewne skrywają niejedną tajemnicę. Przecież ludzie chowali w piwnicach
                        rodzinne pamiątki, fotografie, dokumenty. Tajemnicze, ale kuszące i ciekawe.

                        Czasem na bazarze staroci "Koło" nagle pojawiają się stare, nikomu nie znane
                        przedwojenne zdjęcia Warszawy, jakieś fotografie rodzinne, widziałam paczuszki
                        przedwojennych listów. Chyba ktoś jednak grzebie po tych piwnicach, bo skądby
                        pochodziły te znaleziska. Przejrzałam kilka paczuszek z listami i adresaci
                        mieszkali w Warszawie (Starówka, rejon byłego getta). Nie na moją kieszeń było
                        kupienie tych listów, choć byłam ciekawa, o czym pisali nieznani i,
                        prawdopodobnie, już nie żyjący ludzie. Z listów przecież wyłania się zwykłe
                        ludzkie życie codzienne.

                        Jak mi wyjaśnili znajomi, jest jakaś różnica składu gruntowego, czy czegoś w
                        tym rodzaju, pomiędzy Starówką, a Muranowem. Poza tym, na Starówce nie ma tak
                        dużego ruchu. Ale gdyby był, to kto wie.:)

                        Pozdrv.:)
                        • kasia-s Re: Tajemnice Muranowa.:) 30.09.03, 00:18
                          Kiedys tam był podmokły bagienny grunt, jakieś rzeczki i młyny czy folusze, ale
                          to jeszcze za królewskich czasów...
                          • white.falcon Re: Tajemnice Muranowa.:) 30.09.03, 00:21
                            O coś właśnie tego rodzaju chodziło, ale ekspertem od gruntów nie jestem.

                            Tak sądzę, że większość ludzi, mało, że nie interesuje się historią kochanego
                            miasta, ale nawet ze zwykłej ludzkiej ciekawości nie pomyśli, na czym stoi ich
                            dom. Trochę smutne.

                            Pozdrv.:)
                            • kasia-s Re: Tajemnice Muranowa.:) 30.09.03, 00:49
                              Żartujesz chyba, kochanego miasta? dla ilu ono jest kochane, ilu mieszkających
                              w tym mieście ludzi jest tu naprawdę u siebie, domy są ich domami, a różne
                              czarowne miejsca ich miejscami, dla 5%, 10% dorosłych mieszkańców. Popatrz na
                              wylotowe ulice w Zaduszki, dzień Wszystkich Świetych, sznury samochodów i pełne
                              pociągi opuszczają miasto, a tu zostaje garstka, tych dla których te kamienie i
                              puste piwnice nie są czczym słowem, a historią SWOJEGO miasta
                              • white.falcon Warszawa wybiera ludzi :) 30.09.03, 01:12
                                To prawda. Warszawę kochają Ci, dla których jest ich miastem, którzy otworzyli
                                serca na jej urok. Ona się odwdzięczyła tym samym. Dla innych - to miejsce
                                życia, nie miejsce, za którym się tęskni.

                                W moim życiorysie Warszawa istniała od dziecka, bo wojna moich
                                Dziadków "wywiała" poza Warszawę, ale opowieści pozostały i ja, nie znając
                                Warszawy, za Nią tęskniłam. Rodzice urodzili się gdzie indziej już, a ja - w
                                wieku niespełna 18 lat przyjechałam do Warszawy, zdałam na studia i zostałam,
                                bo taki cel mi w zasadzie przyświecał. Gdy mój Dziadek przyjechał do Warszawy,
                                to oprowadzał mnie i moich przyjaciół po takich miejscach, o których historii
                                i - nawet - istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Ech, łezka sie kręci w oku na
                                wspomnienie tamtych wycieczek.

                                Sądzę, że to nie tylko my wybieramy swoje ukochane miasto. Miasto - jako
                                swojego rodzaju żywy organizm - też nas wybiera, uznaje za swoich i właśnie
                                dlatego odkrywa swoje tajemnice, wabi swoja historią i intryguje aż do chwili,
                                póki jej się nie pokocha takiej, jaka kiedyś była i takiej, jaką jest.

                                Pozdrv.:)
                                • kasia-s Re: Warszawa wybiera ludzi :) 30.09.03, 02:06
                                  jest u nas kolumna w Warszawie,
                                  na ktorej usiadają podróżne żurawie.... a może sokoły? Witaj w domu :)))


                                  Dobranoc!
                                  • white.falcon Re: Warszawa wybiera ludzi :) 30.09.03, 21:23
                                    Dziękuję za powitanie.:) Chociaż jest ono trochę spóźnione o ponad 10 lat, ale
                                    zawsze przyjemnie wrócić do domu, zrealizować marzenie, słysząc o którym
                                    wszyscy wokół pukali się w czoło. Ale udało mi się i mam czym się cieszyć -
                                    byciem w mieście, które kocham.:)

                                    Pozdrv.:)
                                  • white.falcon Fauna Warszawy 30.09.03, 21:28
                                    Aha, mamy przecież w Warszawie sokoły - realne krewniaki netowego sokoła.
                                    Należą do rodzaju falcon rusticonus (brązowe w czarne ciapki) i mają swoje
                                    gniazdo m.in. na PKiN-ie. Sokoły z rodzaju falcon pelegrinus (podróżujący), ku
                                    ich własnemu szczęściu, trzymają się zdala od miejskiego zgiełku (to właśnie
                                    one są białe w czarne ciapki).

                                    Niedaleko mnie - na Fortach Mokotowskich - pomieszkuja jeże. A latem (w pobliżu
                                    nie ma wody) - na trawniku za ogrodzeniem pobliskiego liceum widziałam dzika
                                    kaczkę, która gdzieś prowadziła małe kaczątka. :)

                                    Pozdrv.:)
                                    • kasia-s Re: Fauna Warszawy 30.09.03, 22:07
                                      Kaczki to rozchodza się po całym mieście. W Ogrodzie Saskim siedzą cały roku,
                                      nocami spacerując sobie nawet po osiedlu za Żelazną Bramą (a wiesz dlaczego to
                                      osiedle tak się nazywa?) :))
                                      • white.falcon Re: Fauna Warszawy 01.10.03, 00:32
                                        O ile dobrze pamiętam i kojarzę z historii, to tych bram gdzieś około 13xx -
                                        któregoś roku zbudowano wiele. Pamiętam, iż były dwa rzędy tzw. murów lub
                                        fortyfikacji obronnych. Czy dobrze przypomniałam sobie, Kasiu, czy pomyliłam
                                        się?

                                        Natomiast to, co dotyczy fauny (nie licząc wiewiórek i karpi z Parku
                                        Łazienkowskiego) - spotyka się sporo żyjątek. Ostatnio fascynują mnie
                                        synogarlice, które są - jeżeli występują w dużej liczebności - zagrożeniem dla
                                        gołębi. Właściwie kilka lat temu ich jeszcze u nas nie było, a teraz jest coraz
                                        więcej. Jest to ptak, który w wielu zachodnich miastach znacznie wyparł
                                        populację tych naszych szaro-niebieskich "grubasków". Synogarlica jest podobna
                                        do gołębia, ale ma zgrabniejszą, wysmukłą sylwetkę. Ma piórka koloru beżowego i
                                        nosi czarną "opaskę" na szyi i... nie grzebie w śmietnikach.:)

                                        Pozdrv.:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka