von-koza
10.10.03, 11:14
Po pierwsze, witam wszystkich po małej przerwie :)))
Po drugie, mam takie pytanie:
Kiedy byłem mały, znaczy bardzo mały, tak miałem chyba z 5 lat, byłem z
rodzicami u jakiejś ciotki na imieninach. W sumie to bez znaczenia, ale piszę
żeby Wam pokazać jak bardzo pewne zdarzenie zapadło mi w pamięć.
Ale do rzeczy - Leciał jakiś film. Fabuła osadzona jakoś tak w XIX wieku i na
końcu główny bohater skacze z żaglowca do morza, nurkuje coraz głębiej i
głębiej,.... aż traci przytomność i tonie.
Więc ja się pytam ojca - Jak to tak? Co on zrobił? Przecież on się zabił. Tak
specjalnie? Po co?
Wiadomo, pojęcie samobójstwa dla 5-cio latka (z normalnej, szczęśliwej
rodziny) jest tak samo abstrakcyjne, jak potrzeba seksu, czy picia alkoholu.
A ojciec mi na to: "Bo widzisz synku, człowiek ten nie umiał znaleźć celu w
swoim życiu". Cel życia - Możecie mi wierzyć lub nie od tamtej chwili z
mniejszymi lub większymi przerwami przesladowała mnie obsesja. Umieć znaleźć
ten cel, nadać sens, by nie skończyć jak tamten facet... Zawsze stawiałem
sobie cele, najpierw małe, prozaiczne, potem te większe, bardziej złożone.
Czasami robiłem to wbrew sobie, w imię tego by zawsze mieć coś, o co trzeba
(uwaga - trzeba, a nie warto) walczyć.
I tu moje pytanie -
Jak to jest u Was?
Sądzicie, że to takie ważne?
Czy też tak robicie, czy wyznaczacie sobie konkretne cele?
A może lepiej żyć z dnia na dzień, nic nie planując, czekając co los
przyniesie? Cieszyć się wolnością, zmiennością, spontanicznością?
A jeśli wyznaczacie - to jakie one są?
Bo mój to, hmm... rodzina, może drugie dziecko, i chciałbym, gdy już będe
stary, móc siedzieć sobie na ławeczce pod lipą, na działce (co to jej jeszcze
nie mam)z żoną, i mieć świadomość, że wszystko poszło tak jak to sobie dziś
zaplanowałem.
Pozdrawiam
von Koza