medeah00
12.03.08, 20:03
Witam serdecznie, stoję przed poważnym dylematem i niestety nie mam zbyt dużej
wiedzy na tematy stomatologiczne, dlatego też proszę o radę...
Mam 23 lata, od 13 lat mam migoto-trzepotanie przedsionków, od jakiś 8 lat
czekam na zabieg ablacji. Od trzech lat prowadzę leczenie przeciwzakrzepowe
lekiem Acenocumarol (lek na rozrzedzenie krwi). Od momentu wyrżnięcia się
stałych zębów pojawił się u mnie problem "ściśniętej szczęki" (nie znam
poprawnej nazwy), w efekcie czego mam krzywy górny zgryz. Mam też bardzo słabe
zęby, bardzo podatne na próchnicę (wiele zębów miałam leczonych kanałowo).
Ostatnio postanowiłam zainwestować w aparat stały. Pani ortodontka
stwierdziła, że muszę mieć usunięte 4 zęby, zajął się tym chirurg szczękowy.
Po obejrzeniu pantomogramu, stwierdził, że skoro mam chorobę kardiologiczną i
czekam na zabieg, to muszę mieć usuniętę wszystkie martwe zęby (naliczył ich
8), ponadto kilka z zębów które nie są martwe, kwalifikuje się albo do
gruntownego leczenia (w tym leczenia kanałowego), albo również do usunięcia.
Chirurg dał mi do zrozumienia, że w moim przypadku lepiej usunąć te zęby...
W tym miejscu pozostaje otwarte pytanie : co dalej?
Jestem młodą osobą, nie wyobrażam sobie bym przez takie braki w uzębieniu
zaczęła nosić protezę, dlatego też myślałam o implantach. Nie wiem jednak
jakie są implanty, jaka jest ich cena, oraz jak długo i jak wygląda ich
"montowanie". Zastanawiam się również, czy wstawienie implantów automatycznie
skorygowałoby mi zgryz, czy przed wstawieniem implantów muszę poddać się
korekcji zgryzu. Interesuje mnie również czy moja choroba nie jest
przeciwwskazaniem do wstawienia implantów. Chciałabym dodać, że mieszkam w
Koszalinie.
Proszę o odpowiedź i z góry dziękuje za pomoc...