Szczeniak w kartonie...bezmyslnosc ludzi

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.04, 02:41
Hodowca z Katowic zapakował do kartonu 10-tygodniowego szczeniaka i wysłał go
pocztą do Torunia bo dostrzegł u niego wadę budowy. Pies nie przeżył tej
podróży.

Szczenię labradora (o imieniu Frodo) zostało kupione pod koniec czerwca w
hodowli pod Toruniem. Po pewnym czasie właściciele z Katowic dostrzegli u
zwierzęcia wady wrodzone, postanowili odstąpić od umowy i oddać psa.

Jak twierdzą, po kilkakrotnych próbach negocjacji z właścicielką hodowli
sposobu zwrotu psa, wysłali go przesyłką Pocztex. Wcześniej uprzedzili o tym
adresatkę. Frodo nie przeżył podróży.

- Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt prokuratura ma obowiązek ścigania
takich spraw z urzędu - poinformował prezes zarządu głównego Towarzystwa
Opieki nad Zwierzętami Eugeniusz Ragiel.

Regulamin Poczty Polskiej dopuszcza przesyłanie żywych zwierząt po spełnieniu
odpowiednich warunków, a nadawcy twierdzą, że te wymogi spełnili.

- Zależało nam na psie wystawowym, dlatego długo szukaliśmy dobrej hodowli -
powiedział nabywca psa Adam Dzielicki. - Potem okazało się, że pies ma liczne
wady wrodzone, które dyskwalifikowałyby go na wystawach, oraz wymaga
skomplikowanej operacji. Mamy na to zaświadczenie od weterynarza polecanego
przez Polski Związek Kynologiczny - powiedział Dzielicki.

Dodał, że dlatego zdecydowali się odstąpić od umowy i odesłać psa. Skierowali
też powództwo cywilne o zwrot pieniędzy za psa (2 tys. zł) oraz oskarżyli
właścicielkę hodowli o oszustwo. Nabywca psa powiedział, że on i żona
przesłali go w odpowiednio wentylowanym kartonie, przytwierdzili w nim
pojemniki z wodą i jedzeniem, a także poinformowali pracownika poczty, że w
przesyłce jest żywe zwierzę, i prosili, by się nim zaopiekował. Oznaczyli też
paczkę napisem "przesyłka chroniona".

Inną wersję przedstawia właścicielka hodowli spod Torunia, która pragnie
pozostać anonimowa.

- Piesek dotarł do mnie w strasznym stanie. Ja sprowadzam psy z różnych
krajów, sama też wysyłałam psa nawet do Stanów Zjednoczonych, ale tego nigdy
nie robi się w kartonowym pudełku - do tego służą odpowiednie klatki, tzw.
skipery - powiedziała.

Dodała, że w kartonie rzeczywiście znajdował się pojemniczek z wodą i
zabawka, nie było natomiast jedzenia, a otwory w kartonie były o wiele za
małe, by pies mógł swobodnie oddychać.

- Z wyjaśnień pracownika poczty, który przyjmował pieska, wynika, że
wiedział, co jest w przesyłce, sprawdził też, czy opakowanie, w którym
szczeniak miał być przewożony, jest odpowiednio wyposażone - poinformowała z-
ca dyrektora ds. sprzedaży usług pocztowych i handlowych katowickiego okręgu
Poczty Polskiej Bożena Łosiewicz.

W regulaminie pocztowym czytamy, że "zwierzęta przesyła się w zamkniętych
klatkach, koszach lub skrzyniach, do których przywiązuje się kluczyki;
opakowania te powinny być obszerne i przewiewne, odpowiednio wyposażone oraz
tak wysokie, aby zwierzę mogło swobodnie stać. Nadawca jest zobowiązany
umieścić wewnątrz takiego opakowania naczynie z pokarmem oraz gąbką nasączoną
wodą, a spód pokryć materiałem chłonącym wilgoć".

- Pracownik, który przyjmował przesyłkę, widział, że jest to karton
przewiązany smyczą, a nie żadne z opakowań, jakie wymienia regulamin. Ocenił
jednak, że spełnione są warunki, by pies bezpiecznie dotarł na miejsce -
powiedziała Łosiewicz.

Dodała, że czeka jeszcze na wyjaśnienia pracowników kolejowego wagonu poczty,
którzy przewozili przesyłkę. "Jeśli okaże się, że pies zdechł, bo nasz
pracownik nie dopełnił obowiązków, ten człowiek straci pracę - powiedziała
Łosiewicz.

- Szczeniaki piją kilkanaście razy dziennie, poza tym mają bardzo małe
zdolności termoadaptacyjne. Zwierzę było skandalicznie odwodnione i nie dało
się go doprowadzić do normy - powiedział lekarz weterynarii Mariusz
Mikołajczak, który próbował ratować zwierzę po podróży.
Pełna wersja