mk20061
08.07.07, 21:43
Siedem lat temu pozostając w środowisku joginów przestałam jeść mięso. Z
początku nie miało to podłoża ideologicznego. Ot tak na wyjazdach, spotkaniach
jedliśmy i wymienialiśmy się przepisami z kuchni wegetariańskiej. Potem
intenstwniej ćwiczyłam, zaczęłam medytować i bardzo się cieszyłam, że nie jem
mięsa, że siedze w Vedze jem warzywka a rybki pływają w akwarium a nie na moim
talerzu. Z początku sama przygotowywałam potrawy i gotowe kotleciki zabierałam
do pracy, potem przerzuciłam się na żywienie w stołówce pracowniczej, no a
tam to już najczęściej jadłam naleśniki albo pierogi, bo niewiele więcej było
dla mnie. Po drodze zjadałm jakąś bułkę słodką, w domu kanapkę z pomidorem i
tak przez kilka lat funkcjonowałam. Dwa lata lemu zachorowałam na anemię,
kilka tygodni leczenia i morfologia wróciła do normy. Po kilku kolejnych
miesiącach anemia wróciła, żelazo spadło do poziomu 25 (norma 60-180)
przyjmowałam żelazo w tabletkach przez 11 miesięcy, zaczęłam się dobrze
odżywiać włączyłam do menu nawet i wszystko wróciło do normy. Niestety nie na
długo, po 4 miesiacach zrobiłam badania i znów brakuje mi żelaza, obecnie mam
go 26, co chwilę łąpię infekcje i właśnie ujawniła się jakaś alergia. Ogólnie
moja odporność bardzo się osłabiła i zastanawiam się, czy nie wrócić do
jedzenia mięsa bo w mięsie jest najlepiej przyswajalne żelazo. KIlka lat temu
pewien człowiek, który mnie leczył akupresurą i dietą powiedziałm mi że przy
moje j "O" grupie krwi zrujnuje sobie organizm nie jedząc mięsa. Teraz kiedy
podupadłam trochę na zdrowiu zastanawiam się czy nie miał racji, czy nie
powinnam zostawić mojej ideologii na boku i zadbać przede wszystkim o siebie a
nie zbawiać świat. Czy w Was wegetarianizm nie spowodował jakichś negatywnych
zmian na zdrowiu? Interesują mnie opinie wegetarian i ludzi z grupą krwi "O"