Dodaj do ulubionych

dziecko pół-wegetariańskie

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 15:52
mój synek je wegetariańsko ze mna, ale jak idzie do taty, to tam babcia go
dokarmia za caly tydzien. I wraca z uczuleniem na twarzy.
umawialismy sie kiedys, ze bedzie jadl tylko drob, w ramach kompromisu
zywieniowego...ale ostatnio dowiedzialam sie, ze karmia go takze czerwonym
miesem..i paroma innymi rzeczami, na ktore jest uczulony...rozmowy nic nie
dają.
tak sie tu chcialam pożalić.
On jest taki zdrowy, praktycznie nie choruje, ma mase energii, jest pelen
spokoju wewnetrznego i mozna sie z nim dogadac we wszystkim tak, ze zrozumie.
wszyscy mi to mówią. Ale jak wraca stamtąd, to jest caly podenerwowany,
placze o wszystko, byle pretekst jest okazja, by sobie poplakac, jest tez
pelen gniewu. I prosi mnie, zebym go rysowala, jak placze. Nie może tam
zrobić kupki.

On kocha tate bardzo, a tata jego. zawsze raczej zabiegalam o ich kontakty,
niz je ograniczalam. I co ja mam zrobic?
Na dodatek jak wraca, to przestaja mu smakowac moje potrawy.
A naprawde sie staram, ma zawsze pieknie, kolorowo na talerzu, gotuje same
jego ulubione rzeczy...

czasem mnie to naprawde przytlacza.
czy ktos tez ma podobna sytuacje?

Obserwuj wątek
    • balbinia Re: dziecko pół-wegetariańskie 29.08.03, 19:54
      Wspolczuje :-(( Nie wiem czy to dobre dla dziecka takie rozstrajanie jego
      ukladu pokarmowego, tymbardziej jesli jest uczulony. Przykre jest, ze rodzina
      tego nie zauwaza, i ze nie zwraca uwagi ani na wysypke dziecka ani na Twoje
      prosby.. Nie wiem co bym zrobila w takiej sprawie, przydalby sie jakis
      konkretny kompromis, ale skoro ta druga strona nic nie slucha.. Moze
      porozmawiaj z dzieckiem i wytlumacz mu, ze jesli jest u taty, nie musi jesc
      tego czego nie lubi, niech nauczy sie mowic "nie".
      • Gość: VIPunia - Iwona Re: dziecko pół-wegetariańskie IP: *.puszczykowo.sdi.tpnet.pl 30.08.03, 16:05
        raczej odebralam tamtego posta trochę inaczej :)

        mam wrażenie, że tamto jedzenie mu bardziej smakowało,
        a jego zachowanie w domu (lekka agresja) po przyjeździe od teściów
        może być spowodowane brakiem zadowolenia z takiego podejścia do sprawy.

        Możliwie, gdyż sytuacji nie znam...

        Co do drugiej sytuacji, że nie podoba mu się tam ... niestety nie wiem jak
        pomóc:(
        • Gość: ika Re: dziecko pół-wegetariańskie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.08.03, 23:21
          ja nie pokazuje niezadowolenia, ze on ma trudnosci z przestawianiem sie z
          innego jedzenia ani ze jest placzliwy. czasem czuje sie bezradna, ale zwykle
          znajduje sposob, by pomoc mu wyrazic emocje i wyrazic agresje w jakis sposob,
          ktory go nie przerasta,( na przyklad granie na bębnie :)). pomagam mu nazywac
          to, co czuje i daje komfort, ze tego nie osadzam ani nie odrzucam, ani nie
          potepiam. on wie, ze ja go traktuje powaznie.
          Mysle ,ze oni musza mowic mu ze u nich jedzenie jest lepsze, bo on zwykle jest
          u mnie i zajada sie moim jedzeniem, jak rowniez jedzeniem moich przyjaciol i
          rodzicow, czy siostry, ktore jest zblizone do mojego. Problem pojawia sie tylko
          dzien, dwa po powrocie, potem mu mija.

          jego zdenerwowanie nie jest zwiazane z tym, ze dostaje cos innego, to nie
          dzieje sie tlyko w czasie posilkow, a przez okolo 2 dni po powrocie co chwila,
          w najrozniejszych sytuacjach.

          jakos latwiej mi wierzyc ze to ja jestem przewrazliwiona, ze pomimo szczerej
          dobrej woli ktora odczuwam podswiadomie mam do nich niechec- jakos latwiej mi
          tak na to bylo patrzec caly ten czas, ale ostatnio problemy sie znow nasilily i
          chyba troszke sie oszukuje...

          tata wierzy, ze to jego syn, naprawde go kocha, my przez jakis czas bylismy
          razem, tylko jego rodzina tak nami manipulowala- ja sie na to godzilam, nie
          obarczam nikogo odpowiedzialnoscia- ze w ktoryms momencie ja nie wytrzymalam.
          staneli miedzy mna a ojcem dziecka, a on byl na tyl niedojrzaly, ze wybral ich.
          i to nie ja kazalam mu wybierac.
          ja tez , z niewiedzy i rozpaczy, popelnilam wtedy mase bledow, tak samo
          przyczynilam sie do rozstania nieumiejetnoscia komunikacji i brakiem zaufania
          do niego. jakos po roznych akcjach nie potrafilam mu juz dac kolejnej szansy.

          rozstalismy sie, ale ja nie chciaalm, by dziecko tracilo ojca, zdawalo mi sie,
          ze to, ze my sie nie dogadujemy nie zmienia faktu, ze ojcem moze byc bardzo
          dobrym..
          i jest, tylko przede wszystkim jest tchorzem, i jak rodzice powiedza, ze tak
          jest lepiej, to on sie podporzadkuje...

          to wszystko takie niejednoznaczne. jak synek tam jedzie, wymyslaja mu mase
          atrakcji, zabawiaja go, wydawalo mi sie, ze ta roznorodnosc i kontakt z badz co
          badz jego rodzina moze mu wyjsc tylko na zdrowie. nie przyszloby mi do glowy w
          jakikolweik sposob podkreslac ,ze u mnie cos jest lepiej, ze to ja robie
          dobrze, zeby mu nie kolowac w glowie. Uznalam z pokora, ze dlaczego ja jedna
          mam miec recepte na wszystko, ze oni maja prawo zyc inaczej i jak on ich
          odwiedza, to sie o to ociera, tylko mielismy jakies ustalenia, odnosnie jego
          zywienia, i paru innych spraw, a teraz widze i dowiaduje sie, ze sa łamane.

          Synek mial sklonnosc do alergii i byl prowadzony przez madrego lekarza,
          zwyklego z przychodni, ale znajacego sie na zywieniu, i to on sugerowal
          wyeliminowanie miesa jak najdluzej, i paru innych rzeczy. a babcia podkarmiala
          niemowlaka za naszymi plecami. a przynajmniej za moimi.
          jak juz sie rozstalismy, to sytuacja byla niby jasna- co dziecko je, czego nie
          je, co go uczula, co nie. moj ojciec ma astme i alergie jesli sie nie dba o to
          moga przyczynic sie do astmy u dziecka. ostatnio dziecko wrocilo stamtad i
          przez kilka dni kaslalo tak dziwnie, nei moglam sobie uprzytomnic, skad znam
          ten kaszel, to nie przeziebienie- az dotarlo do mnie- przeciez tak sie
          zachlystywal moj tata astmatyk.
          teraz mu przeszlo.
          to nie takie jednoznaczne. oni moga poweidzie,cze to ja jestem zla, ze nie
          karmie dziecka"normalnie". zreszta tak mowia, jak byl malutki sugerowali ,ze w
          stanach to sa rozprawy sadowe dla takich rodzicow.

          ech, musze sopjrzec prawdzie w oczy..dziecko, owszem, potrzebuje taty, ale
          jednak nie musi sie stolowac u babci przy tym, moge zmienic dlugosc wizyt i nie
          dawac go tam na noc. do tej pory z mojej strony byla pelna wspolpraca i
          uleglosc i wrecz zabieganie o kontakt z dzieckiem, bo myslalam, ze to dla jego
          dobra.

          dziekuje wszystkim za zaangazowanie i troske. jakos bardzo pomaga moc sie tutaj
          wyzalic. dziekuje, ze mi odpowiedzieliscie :)




          • Gość: Iza Re: dziecko pół-wegetariańskie IP: *.dip.t-dialin.net 01.09.03, 22:16
            Zycze Ci duzo odwagi i wytrwalosci.Mam synka w wieku 13 miesiecy i nie daje
            mu miesa od urodzenia. Na szczescie ani maz ktory je miesko, ani dziadkowie
            nie daja dziecku miesa. Dziadek czasami probuje sie sprzeciwiac, ale szybko
            sie lamie :)

            pozdrawiam Cie bardzo serdecznie
            Iza z Niemiec
    • Gość: ika Re: dziecko pół-wegetariańskie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.08.03, 02:21
      problem w tym, ze oni go bardzo kochaja i wszystko to robia z milosci,
      przekonani ,ze ja go krzywdze... wiec nie maja skrupolow w przekonywaniu go, ze
      tak wlasnie jest slusznie i dobrze i zdrowo. Wiedza jednoczesnie, ze moga miec
      pelen komfort psychiczny, ze ja z kolei nie bede w zaden sposob podburzac
      dziecka przeciw nim, zeby mu nie robic wody z mozgu... ja zas tego komfortu nie
      mam.
      potem on wraca i mowi- a u babci to tak bylo, a babcia to tak gotuje...
      jesli by tego nie komentowali, to nie byloby problemu, bo zajada sie jedzeniem,
      ktore mu podaje. mamy piekne kompozycje, swiezutkie i kolorowe i on je
      uwielbia, jedzenie to u nas cudowna zabawa, pomaga mi szykowac i w ogole. A
      ostatnio stres, nie chce pomagac, marudzi, ze u babci ma inne jedzenie...oni
      nakrecaja go, ze szynka to cos wspanialego.
      no a mama nie daje mu szynki.

      Ale dziekuje za wsparcie, rzeczywiscie, moge z nim rozmawiac na ten temat
      wiecej, ostatnio zaczelam, ale troszke sie czuje bezradna, w koncu on im ufa,
      tylko jesli oni podkopuja jego zaufanie do mnie ( i generalnie go strasza,
      zaczal bac sie ciemnosci, a nigdy sie nie bal, etc), to chyba nie powinnam miec
      skrupolow w pomaganiu mu w uzyskaniu dystansu do tego, co mowia...

      jakos tak wolalam wierzyc, ze da sie z nimi wspolpracowac, ze jesli ja bede
      wykazywac maksimum dobrej woli, o wszystkim ich informowac, dbac o utrzymywanie
      bliskich kontaktow, isc na rękę, to bede mogla liczyc na uczciwa wspolprace.
      Wizerunek kochanego tatusia u nas w domu byl kultywowany, dzwonilismy do
      tatusia, bawilismy sie w tatusiowe tematy ( bo dziecko przeciez teskni), tatus
      jako autorytet byl proszony o rady i wspolne podejmowanie decyzji, ktore mu w
      istocie zwisały...

      Budzi sie we mnie sluszny gniew, bo widze, ze dziecko coraz bardziej
      skołowane...





      • balbinia tak pomyslalam.. 09.09.03, 01:27
        zajrzyj moze na strone
        www.petakids.com/index.html
        Dzieci z natury sa wrazliwe i pozytywnie nastawione do zwierzat, pokaz dziecku,
        poprzez odpowiednia literature i materialy, uzasadnij czemu szynka nie jest
        dobra, co sie za tym kryje. Nie wiem jak w Polsce, ale w Niemczech sa do
        kupienia fajne ksiazeczki oraz filmy video dla dzieci, podobnie jest w Anglii,
        moze jakos jednak w kraju uda Ci sie zdobyc cos specjalnie dla dzieci, mimo
        luki na rynku. Powodzenia i wytrwalosci :))
        • Gość: ika Re: tak pomyslalam.. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.03, 12:42
          rety, dziewczyny, tak bardzo Wam dziękuję za wsparcie! To cudowny pomysł, ja
          nie wiedziałam, jak mu o tym opowiadać (tzn np co to tak naprawde jest szynka),
          bo on bardzo przeżywa tego typu rzeczy, jesteście nieocenione!
          sama pamiętam z dziecinstwa, juz pozniejszego, ze nie umialam sobie tego
          połączyć. I zrozumiec, ze tu kochane cielątko, a tu kotlet, jak tak mozna.
          Pamiętam, ze zeby zjeść mięso musialam się przestawiac w glowie, nie wiem jak
          to powiedziec- ze tak wybieralam to, co mowią dorosli, ze to takie pyszne i
          dobre, zeby moc zjesc. Takie mentalne "klik" i wyłączenie mysli, co to tak
          naprawdę jest. wtedy samkowalo, nie powiem. ale pamiętam zawsze ten moment
          patrzenia na talerz. naprawde. z dziecinstwa.
          a kury na wsi to szybko przestalam jesc. widzialam, jak ciocia urąbuje im glowy!

          i wiem, ze w dziecinstwie wyrobilam sobie w sobie taką scieżkę przyzwolenia,
          ktora jest sztuczna. mozliwa, ale sztuczna- wyobrazam sobie nawet, ze z
          jakiegos powodu (?) bylabym w stanie sama odrąbac glowe kurze. ale tak naprawde
          cale jesteswo sie we mnie burzy. trzeba cos w sobie wyłączyć, przekręcic gałkę,
          nacisnąc przycisk- zeby moc isc tą drogą.

          wiem, ze np uwieziona w sniegach zabilabym konia, by wykarmic dziecko. wiem to
          na pewno. ale coz, nie jestesmy uwiezieni w sniegach. glod nie zaglada nam do
          oczu.
          :)

          dziekuje wam tak bardzo! Wsparcie daje mase nowej energii, zeby radosnie isc do
          przodu:)
          pozdrowionka!
    • Gość: doku To są źli ludzie IP: *.chello.pl 30.08.03, 17:34
      Gość portalu: ika napisał(a):

      > karmia go takze czerwonym
      > miesem..i paroma innymi rzeczami, na ktore jest uczulony...
      >... jak wraca stamtąd, to jest caly podenerwowany,
      > placze o wszystko, byle pretekst jest okazja, by sobie poplakac, jest tez
      > pelen gniewu. I prosi mnie, zebym go rysowala, jak placze. Nie może tam
      > zrobić kupki.
      >
      > On kocha tate bardzo, a tata jego

      To drugie nie jest prawdą. Ty i Twoje dziecko jesteście ofiarami typowych
      manipulacji, mających na celu nastawienie dziecka wrogo do Ciebie. Dla jego
      ojca zdrowie Twojego dziecka się nie liczy - to człowiek zły i okrutny.
      Prawdopodobnie nie wierzy w to, że jest jego ojcem.

      Nie wolno się litować nad ludźmi, którzy krzywdzą dzieci. Jako matka masz prawo
      i obowiązek stosować wszelkie środki w obronie zdrowia swojego dziecka. Jeżeli
      nie masz przyjaciół ani własnej rodziny, jeżeli się go boisz, to spróbuj
      poszukać pomocy u feministek. Przede wszystkim powinnaś odebrać mu prawo do
      widywania dziecka.
    • Gość: maja Re: dziecko pół-wegetariańskie IP: *.pop.e-wro.net.pl 31.08.03, 12:37
      Spróbuj ten temat poruszyć na forum dziecko, tam jest więcej kompetentnych osób
      i podobne tematy były tam poruszane. Porady w stylu zabronić kontaktu, albo
      okrutny ojciec świadczą o niezrozumieniu problemu, szczególnie to poradzenie
      się feministek uważanm za kurizalne.
      Bardzo dobrze próbujesz odnależć się w tak trudnej sytuacji dla Ciebie i
      twojego dziecka, podoba mi się jak wrażliwa jestes na uczucia twojego dziecka.
      Nie napisałaś ile twój synek ma lat. Myślę,że prblem nie dotyczy tylko
      wegetarianizmu, ale całości. To jest trudne dla takiego malca funkcjonować w
      dwóch domach i żyć w rozdarciu uczuć do mamy i taty, te różnice nie tylko
      kulinarne pogłębiaja problem. Myślę, że nie należy proponować mu odmawiania
      jedzenia męsa u babci, to za trudne dla malucha emocjonalnie narazić się ojcu,
      który to akcetuje. Z twojej strony chyba też nie powinno być miejsca na oceny
      sytuacji tam panującej, twoj synek nie zrozumie problemu. Najlepiej byłoby
      pertraktować z ojcem i babcią. Chociaż zmienic mentalność dorosłych osób raczej
      nie można. Możesz jedynie używać argumentów zdrowotnych, powołać się na
      lekarze, możesz uzyskać opis problemu twojego synka i zalecanej diety i wręczyć
      to uroczyście babci. W ostateczności, jeśli konflikt byłby nie do rozwiązania
      metodami pertraktacji, to ja bym skapitulowała. Dla dobra dziecka, aby nie
      dokładać mu stresu, chyba, że mięso szkodzi mu tak bardzo, że w trosce o jego
      zdrowie nie możesz pojąć innej decyzji, niż ograniczyc u kontakty z reszta
      rdziny. Sama będziesz w stanie cenić, co jest ważniejsze na tym etapie dla
      twojego dziecka, każda mądra decyzja dająca dziecku poczucie bezpieczeństwa i
      uczucie bycia bezgranicznie kochanym, zwróci się w przyszłości podwójnie.









      • Gość: ika Re: dziecko pół-wegetariańskie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.08.03, 22:00

        maju, dziekuję!

        Takie wywazone spojrzenie z boku bardzo pomaga.

        Zabranianie kontaktu, wchodzenie na sciezke walki z ojcem i jego rodzina nie
        wchodzi w gre- bo nie wierze, ze tym mozna pomoc dziecku, a na pewno zaszkodzic
        tak. Poza tym, ja ich, pomimo wszystko, nie potrafie oceniac zle. znam ta
        rodzine, przez pewien czas bylam jej czescia. sa bardzo trudni, apodyktyczni,
        musza dominowac i miec pod kontrola, ale przeciez takie postawy biorą sie z
        lęku. jak tak stykam sie z nimi przy okazji "wymiany" dziecka, ( synek ma 3
        lata) , to czesciej mnie chwyta wspolczucie niz gniew, choc moze to absurdalne.
        Nie czuje sie tez ich ofiara, choc lata z nimi to bez watpienia najgorsze lata
        mojego zycia. w koncu sama sie godzilam na taka sytuacje, w koncu nie
        potrafilam jej zmienic, w koncu sama tez bylam mloda, niedojrzala i zagubiona i
        popelnilam wiele bledow. Np- oddajac im w ktoryms momencie partnera
        walkowerem :). Mysmy sie bardzo dobrali pod wzgledem podejscia do zycia, on
        nigdy nie byl przez nich akceptowany, a nagle udowadniajac mu, ze ja jestem do
        niczego, mogli mu jednoczesnie udowodnic, ze on sie mylil w swoich zyciowych
        postawach. I udalo im sie, bo ja, zraniona i zagubiona, przestalam mu ufac i
        poddalam sie sytuacji. Przerosla mnie. W koncu to ja od niego odeszlam. Inaczej
        bym zeswirowala.
        Dlatego nie umiem miec do niego pretensji, jak na niego patrze, to wciaz go
        kocham, choc inaczej, nie chce z nim byc, bo by sie nie dalo, ale nie obwiniam
        go. z drugiej strony, byl tedy dorosly, wybral odrzucenie mnie w decydujacym
        momencie, wiec tez nie kultywuje nierealnych wyobrazen, ze to tylko oni,
        podczas gdy on o mnie walczyl. tez nie umial.
        tak sie rozpisuje, przepraszam, ale nie chcialabym byc opacznie zrozumiana,
        jako ofiara jakichs swirow. Nie, to zwykli ludzie, tylko o bardzo roznych od
        moich pogladach i przekonani, ze wiedza najlepiej, i bez skrupolow o to
        walczacy.
        tatus w tym wszystkim wciaz tak stlamszony, ze nie umie spojrzec mi w oczy,
        zwykle jest w ciemnych okularach, szczegolnie, jak mi ma cos do powiedzenia, o
        czym wiem, ze w istocie nie jest to jego ani pomyslem, ani nie wynika z jego
        przekonania.



        przestawianie sie z jednego domu na drugi potencjalnie moglo byc latwe, bo on
        spedzal weekendy z tata i bacia jak jeszcze bylismy razem, a ja studiowalam
        zaocznie- wiec to jest dla niego norma. Rozstalismy sie jak mial 1,5 roku i
        zniosl to bardzo dobrze, poniewaz, zdaje sie, ja sie uspokoilam, zamiast
        chodzic po domu w depresji i calymi dniami plakac, jak przed rozstaniem,
        wzielam sie ostro za siebie i za zorganizowanie nam zycia, mnostwo dobrych
        ludzi nam pomoglo.
        Radzilam sie psychologa bardzo dobrego w sytuacjach, gdy synek wczesniej mial
        problemy po rostaniu- i zawsze z dobrym skutkiem. zwykle chodzilo o to, ze
        tesknil za tata, ktory go podrzucal babci. tata sie przejal, pomoglo.
        tak, ze tata ma dobra wole, tylko czesto brakuje mu wolnej woli.

        przepraszam, ze to na tym forum, tak pisze i pisze, a juz sie kwalifikuje
        na "psychologia " :)



        Do tej pory ja w zaden sposob nie chcialam nic zaogniac, wiec maksimum
        wspolpracy, zero komentarzy przy dziecku, wyzalalam sie czasem przyjaciolkom.
        ale ostatnio tego sie tyle uzbieralo. absurdow, straszenia go, i uczenia
        paradoksalnych rzeczy,. nie dadza mu cebuli ani papryki, ktore go nie uczulaly
        i ktore bardzo lubil, bo maja idee fix, ze to za ciezko strawne, ale chipsy,
        slodycze kolorowane, lody, parowki, etc, to ok. i potem on mowi, ze juz nie
        lubi cebuli, bo babciam owi, ze nie zdrowa.
        masa takich sytuacji.

        samotnej matce to naprawde utrudnia zycie, jest dosc tematow, na ktore trzeba
        spokojnei porozmawiac, dylematow do wyjasnienia mluszkowi w tym wieku,
        codziennych jego rozterek, bez wymyslania sposobow, jak spowrotem nauczyc go
        jest zdrowe rzeczy zamiast umilowania do syfu. gumy, cukierki, czekoladki-
        jadby zawsze. moim zdaniem zalezy to od wychowania, i nie mialam problemow, bo
        dawalam mu zdrowe slodkosci, i nie rozbudzalam uzaleznienia od cukru, nie
        uczylam ze to nagroda i atrakcja, etc.

        przepraszam wszystkich za tak dlugie zwierzenia. to tak naprawde zwykla
        codziennosc w takiej sytuacji i zapewne matki maja gorsze problemy ze swoimi ex
        a tatusiami dzieci. czasem po porstu zalewa mnie frustracja, bo widze, ze
        dziecko sie z tym meczy i nie zawsze mam pomysl jak mu pomoc.

        Dziekuje wszystkim za wsparcie! jestescie kochani.


        • Gość: doku On nie jest dorosłym człowiekiem IP: *.chello.pl 01.09.03, 18:47
          > byl tedy dorosly, wybral odrzucenie mnie w decydujacym momencie,

          Facet, który staje po stronie swoich rodziców przeciwko swojej kobiecie, nie
          jest mężczyzną ale niedorosłym chłopcem, niezależnie od wieku. Taka postawa
          świadczy o niedorozwoju emocjonalnym i umysłowym. Tacy mężowie to klasyczne
          przypadki – obiekty różnych terapii i psychoterapii małżeńskich.

          > nie chcialabym byc opacznie zrozumiana, jako ofiara jakichs swirow.

          Jesteś ofiarą, co prawda nie świrów, ale ofiarą tzw. toksycznych rodziców
          Twojego męża. Jeżeli on nie zdecyduje się na psychoterapię, to Ty musisz
          ratować swoje dziecko, gdyż ich rodzina Ci je zniszczy. To jest największa wada
          Polek i Polaków – mało kto w tej naszej pięknej ojczyźnie kieruje się dobrem
          dziecka. Niestety nie jesteś wyjątkiem, a Twoje dziecko cierpi i ponosi szkody
          na zdrowiu. Tamta rodzina to trucizna.

          > Nie, to zwykli ludzie, tylko o bardzo roznych od moich pogladach

          Zwykli ludzie pozwalają synowi wyrosnąć na mężczyznę. Oni są chorzy.

          > tatus w tym wszystkim wciaz tak stlamszony, ze nie umie spojrzec mi w oczy
          > zwykle jest w ciemnych okularach, szczegolnie, jak mi ma cos do powiedzenia,
          o
          > czym wiem, ze w istocie nie jest to jego ani pomyslem, ani nie wynika z jego
          > przekonania.

          On powinien się leczyć. Dopóki tego nie robi, nie powinnaś go do swojego
          dziecka.

          > Do tej pory ja w zaden sposob nie chcialam nic zaogniac

          Rozumiem, że tak jest najwygodniej, ale Twoje dziecko cierpi

          > wyzalalam sie czasem przyjaciolkom.

          Nie jesteś najważniejsza. Twoje dziecko nie ma się komu wyżalić, bo nie rozumie
          trucizny, która zatruwa jego ciało i duszę.

          > ale ostatnio tego sie tyle uzbieralo. absurdow, straszenia go, i uczenia
          > paradoksalnych rzeczy,. nie dadza mu cebuli ani papryki, ktore go nie
          uczulaly
          > i ktore bardzo lubil, bo maja idee fix, ze to za ciezko strawne, ale chipsy,
          > slodycze kolorowane, lody, parowki, etc,

          Dla jego rodziców jesteś osobą obcą. Prawdopodobnie uważają, że to nie ich
          wnuk, dlatego z premedytacją niszczą jego i Ciebie.

          Znajdź w sobie więcej siły. Powiedz sobie, że robisz to dla zdrowia swojego
          dziecka i zerwij z teściami całkowicie i definitywnie. To są źli ludzie i nie
          zmienisz tego. I stwórz szansę swojemu mężowi, aby mógł uwolnić się od nich.
    • Gość: boza krowka Re: dziecko pół-wegetariańskie IP: *.dip.t-dialin.net 01.09.03, 22:15
      Wiesz, Ika, ja bym na Twoim miejscu rozdmuchala to uczulenie - kochajaca babcie
      takie rzeczy powinny wzruszyc i juz moglabys miec spokoj np. z czerwonym
      miesem. Powiedziec niby przypadkiem, co jest w miesie - antybiotyki, sterydy i
      jak szkodliwy wplyw ma to na organizm dziecka? A z drobiem z bolem serca
      dalabym spokoj, bo trzeba by pewnie toczyc dluga walke, a dziecko male, nie
      zrozumie.
      ciezka sprawa to jest w ogole.
      pozdrawiam
      • Gość: aniel hmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 13:07
        moim zdaniem w calym tym konflikcie chodzi o nastawienie dziecka przeciwko
        Tobie. Skoro "kochani" dziadkowie nie przejmuja sie zdrowiem wnuczka, to cos
        jest nie tak. Nie daj sie, walcz o swoje przekonania, a przede wszystkim walcz
        o syna. Nie dobrze jest tak ustepowac, chowac sie w cien, Twoj synek, mimo
        rozmow, moze nie rozumiec, dlaczego ma nie jesc tego, czy tamteo i moze to
        odebrac jako buntowanie przeciwko dziadkom, ktorzy sa tacy fajni, ze pozwalaja
        mu na to, czego ty zabraniasz. Nie dopusc aby zacza postrzegac Cie za "zla
        mame od zakazow".

        Nie odbierz tego zle, ale brak asertywnosci w tej sprawie, obroci sie
        przeciwko Tobie.

        pomysl ze skroceniem wizyt wydaje mi sie dobry, a moze to tato dziecka moglby
        czasem odwiedzac je u Ciebie, lub zabierac Juniora na miasto. Nie wiem czemu
        ale mam wrazenie, ze Maluch jest bardziej w odwiedzinach u dziadkow niz u taty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka