pazdziernik2009
27.12.09, 00:55
Pozdrawiam i przepraszam tych, którzy mogą czuć się urażeni.
Jestem związany z osobą, która pasuje do schematu - kocha mnie do szaleństwa,
potem odrzuca, Jej miłość jest szalona (dosłownie w Jej oczach gdy jesteśmy
blisko widzę dzikość, kiedy na mnie patrzy, czasami jest jakby nieobecna,
pochłonięta przeżyciami, swoimi doznaniami, ale nie o tym chciałem).
Zastanawia mnie, czy taka osoba NAPRAWDĘ kocha czy wynika to z jej zaburzonej
osobowości? Czy psychoterapia, jakieś zdarzenia typu rozstanie bądź
przyjmowanie leków stabilizujących wygaszą w niej tę miłość? Często po takich
ekstazach, trwających dzień, dwa mówi, że nie wie, czy mnie kocha, czy jest to
miłość czy Jej fantazja (czym bardzo mnie rani). Potem mi dziękuję, że trwam
przy niej i walczę o Nią mimo Jej zachowania.
Pytam się was, z waszego bądź osób bliskich doświadczenia, jak to jest? Moja
miłość do niej jest bardzo stabilna. Nawet kiedy mam już czasami wszystkiego
dosyć i najchętniej zapomniałbym o niej nie przestaję Jej kochać. Kocham Ją
ogromnie, ale jest to jednak stała amplituda uczuć - nie takie dzikie wzloty i
upadki jakie obserwuję u niej.
Czy Ona mnie kocha czy projektuje na mnie jakieś wyobrażenia o miłości
doskonałej a ja jestem żywym obiektem na którym niejako eksperymentuje swoje
doznania?