Dodaj do ulubionych

byłem z taką jedną

02.06.10, 02:53
Mam za sobą półtoraroczny związek z dziewczyną spod znaku borderline.Całkowita
porażka, kompletna niemożność porozumienia. Właściwie strata czasu,
zmarnowanych kilkanaście miesięcy życia. Zaznaczam, że nie jestem żadnym
ideałem, lubię się napić, jestem nerwowy, wybuchowy, trochę niezrównoważony.
Ale sam nie wiem już czy zawsze taki byłem czy stałem sie taki przy niej.
Uwierzcie proszę, że doszedłem do takiego stanu, że nawet jak jeszcze ją
kochałem to bałem sie spotkań z nią, nigdy nie było nic pewnego, kiedy i o co
się przy... Nic nie rozumiałem. Wiedziałem, że to ma, była nawet w szpitalu.
Ale poszła tam sama, z własnej chęci, dla mnie to kompletnie niezrozumiałe jak
można się zamknąć w takim strasznym miejscu. Nie pojmuję jak mogła sobie ciąć
ręce (wg. mnie całkiem bez powodu), łykać prochy, żeby niby się zabić a potem
mi to mówić. Przecież to było śmieszne. Poza tym nie do pojęcia były jej
nastroje, np. kiedy wszystko układało się wspaniale, ona była smutna albo
rozdrażniona a kiedy pytałem o co chodzi to słyszałem bzdury na które nie
mogło być żadnego logicznego wytłumaczenia, natomiast kiedy coś się działo
złego, np. czyjaś ciężka choroba, zachowywała się jak pępek świata, z
pretensjami że ta chora osoba wcale nie jest taka biedna i wszyscy się nią za
bardzo przejmują. Dla mnie po prostu zwyczajna oziębłość, nieczułość. Nigdy
nie wiedziałem czego ona ode mnie oczekuje i jaki mam być. (Na początku
wątpiłem nawet czy jestem jej wart, uważałem czasami, że jest dla mnie zbyt
wspaniała a ja zbyt głupi, żeby zrozumieć taką wrażliwą i uduchowioną
kobietę)Mówiła że mnie kocha ale jednocześnie nie dawało się z nią rozmawiać
bo jakiekolwiek próby nazywała "jechaniem". Bywało, że po pijaku jej
nawsadzałem i kazałem spie... potem żałowałem, miałem wyrzuty sumienia,
przepraszałem ale poczucie bezsilności wobec jej pokreconej logiki, złości na
jej argumenty zupełnie z d..., wyczerpanie moich emocji,wreszcie marzenie
wyłącznie o pozbyciu się jej , uświadomienie sobie, że czas z nią był
całkowicie zmarnowany. Próbowałem zerwać z nią na różne sposoby, brałem na
siebie winę, przyznawałem się że nie kocham itp. Ale ona ciągle wracała,
mówiła, że kocha i chce ze mną być, jednocześnie bez przerwy mnie obwiniając
za wszystko bez końca. Najgorsze były jej kłamstwa i paplaństwo. Tak umiała
wpłynąć na ludzi, że nawet dalecy znajomi robili mi wyrzuty jak mogę byc takim
chamem, bić ją.... No ku..Kiedy ją pobiłem? Nie raz bym chciał, nie raz nie
wytrzymując dostawałem takiej agresji, że ostrzegałem, że zaraz jej przy.. Ale
NIE ZROBIŁEM TEGO NIGDY. Potem mówi, że szturchnięcia i klepnięcia to też
bicie. sama też miała problem z trzymaniem rąk przy sobie. Ale do swoich
koleżaneczek nie mówiła jak było naprawdę tylko wyolbrzymiała kosmicznie i
wychodziły z tego bzdury jakbym był jakimś mega oprawcą. Może.. już sam nie
wiem co się wtedy ze mną działo. Tak, paplanie to istna zmora, nie było nikogo
o kim nie mówiłaby źle a za jakiś czas idealizowała albo wmawiała mi, że nigdy
tak nie mówiła. Nawet ludzie o których mówiła "moi przyjaciele" byli przez nią
krytykowani i obmawiani, nie było tajemnic, których by nie wypaplała, ja
wiedziałem jacy oni są beznadziejni a oni wszystko o mnie. Wiem że niektórzy
już się połapali i było jej nieprzyjemnie. Nie wiem czy w końcu wyciągneła z
tego jakieś wnioski. Gdzie do diabła logika???? Już nie chciałem z nią być, to
ona nie dawała za wygraną, ciągle wracała jak bumerang. Więc jak to możliwe,
że skoro byłem taki zły, biłem ją, nawet gwałciłem bo i takie rzeczy słyszałem
na swój temat, to ona chciała ze mną być.Pasowało jej to? Albo mi? Przecież
gdybym był taki jak ona rozgaduje to dalej bym do woli korzystał z tego bicia
i gwałcenia. Jasne?
Pozbyłem sie jej nagle, w furii nie do opanowania, nie dałem rady. Nie chcę
tego opisywać, na samo wspomnienie robi mi sie źle. Wtedy nie dało się inaczej
a już dłużej nie zniósłbym jej osoby. Co się potem działo... nieważne, dość,
że jeszcze przez kilka miesięcy nekała mnie i dążyła do powrotu. Mieszała w
towarzystwie i jednocześnie opowiadała swoją wersję na lewo i prawo.
Zmilczałem to jakoś chociaż gniew trzymał mnie bardzo długo. Nie zależy mi na
ludziach którzy jeszcze jej wierzą, niektórzy sami doszli prawdy, chociaż nie
uważam, że kogoś to powinno interesować.Nie ma powrotu.
Mam teraz inną dziewczynę, jestem z nią szczęśliwy, wszystko jest takie proste
i normalne, o wszystkim można porozmawiać.
Zaczynam czuć się bezpiecznie. Mogę myśleć o swoich sprawach i jej o wszystkim
mówić, nie obawiając sie kłótni.
Tamtą widziałem pare razy, zawsze wygląda jakby się świetnie bawiła i była
przeszczęśliwa (udaje na 100%).Ale chyba już sobie też poradziła z naszym
rozstaniem. Wiem tylko, że jej natura nie pozwala spokojnie egzystować wśród
ludzi, wiem , że nadal opowiada niestworzone historie na temat mój i mojej
obecnej dziewczyny, to się wyczuwa od znajomych..No nic, jakoś mało mnie to
obchodzi.
Nie oczekuję żadnych odpowiedzi, po prostu przypadkiem tu wszedłem i
postanowiłem dorzucić swoją cegiełkę.Pomimo przejść jakie miałem z nią, pomimo
szczęścia, że już jej nie ma w moim życiu myślę jednak czasem o tym jak
byliśmy razem ale raczej w kategoriach "jak dałem sie tak zmanipulować, jak
mogłem kochać takiego człowieka?" To złe do szpiku kości dziecko, które
szkodzi sobie i innym. Dla niej moje sprawy, moje łzy, moje życie i problemy
nic nie znaczyły. Jeśli mówiłem, że płacze przez nią to ona na to, że nie
prosiła, żebym się nią przejmował, nie prosiła mnie żebym ją kochał, żebym dla
niej zawalał swoje sprawy... Tak, nie prosiła, to prawda. Sam za siebie
odpowiadam, za to że byłem z nią półtora roku i za to że z tym skończyłem. To
była najlepsza decyzja w moim życiu. Koniec. Dla mnie ona nie istnieje.
Czemu więc o niej dzisiaj pomyślałem? Taki dzień, po prostu, a raczej noc. Nie
życzę jej źle, współczuję że boryka się z takim g... ale ze wszystkiego w jej
zachowaniu najgorsze były kłamstwa, oszczerstwa, manipulacje i gadulstwo. Ona
to, myślę, wie.






Obserwuj wątek
    • goswork Re: byłem z taką jedną 02.06.10, 22:21
      omg...a ja jestem dokladnie taka jak ta dziewczyna o ktorej piszesz ;/

    • dr1985 Re: byłem z taką jedną 05.06.10, 19:11
      No ja właśnie jestem z dziewczyną, która ma BPD. Ona się nie leczy. Jakoś
      dziwnie znajomo brzmi Twój post do mojego. Może chociaż nie jest hardcorowo ale
      bywają dziwne sytuacje, że jest wspaniale a Ona smutna a jak się pytam co jest a
      Ona "nic się nie dzieje, nic ważnego" i z tym pępkiem świata to samo jest. Ale
      ja mam taktykę. Taktyka dobroci i także... olewania. Co by się nie działo jestem
      dobry i uczynny. Ktoś kto ma BPD to emocjonalnie jest dzieckiem. Trzeba
      popatrzyć jak zachowują się dzieci gdy coś chcą. To samo jest z "dorosłymi"
      mający BPD. Trzeba olewać te humory. Wiem, że to cholernie trudne jest. I
      świadomość, że ta osoba nie umie kochać oraz tęsknić za kimś. Ta osoba czuje
      wielką pustkę w sobie. I mam świadomość, że Ona w każdej chwili może zamknąć za
      sobą drzwi zapominając o mnie, bez żadnego powodu.
      • margaret_stella89 Re: byłem z taką jedną 05.06.10, 23:46
        to nie jest tak, że nie umiemy kochać ani tęsknić, nie jesteśmy emocjonalnymi
        dziećmi, po prostu przeżywamy za dużo różnych emocji w krótkim czasie, sytuacje
        kipiące szczęściem dla całego otoczenia, dla Was- partnerów czy ekspartnerów
        dziewczyn z borderine, dla nas z mogą szybko zmienić się w koszmar, bo Wy
        spojrzycie na inną dziewczynę, zachowacie się nie tak jak tego oczekujemy,
        drobnostka, przez którą okazuje się,że nie jesteście idealni, i tu osoba zdrowa,
        wie ,że tak po prostu jest, a my raczej nie zawsze.
        • margaret_stella89 Re: byłem z taką jedną 06.06.10, 00:03
          i jeszcze tylko o Twojej taktyce olewania jej złych humorów, to może być dobra
          taktyka (piszę z autopsji) ale czasem, nie za często ludzko się nimi
          zainteresuj, tak jak byś zajmował się problemami swoich przyjaciół, albo troszkę
          bardziej, od czasu do czasu, tak myślę.
          • dr1985 Re: byłem z taką jedną 06.06.10, 00:15
            To co mówisz też miewam. W zasadzie z natury jestem neurotykiem, więc czasem
            nawet każdy inny ruch powoduje u mnie wiele sprzecznych emocji. Jak to mi wiele
            osób mówi jestem nadwrażliwcem. Teraz przy dziewczynie z BPD powinienem oszaleć
            bo Jej zmienne humory na początku były koszmarem. Zaczynałem sam siebie obwiniać
            póki nie przeczytałem dużo o tym zaburzeniu. Teraz metodą małych kroków staram
            się budować trzon tego związku od nowa. Chciałbym aby była szczęśliwa. teraz
            nawet mi pisze, że nie umie rozmawiać z ludźmi, którzy są szczęśliwi bo Ją to
            przytłacza.
            • alektra_india Re: byłem z taką jedną 06.06.10, 17:17
              Pracę nad związkiem powinny wykonywać dwie osoby. BDP nie jest
              żadnym wytłumaczeniem. BDP to BDP a egoizm to egoizm.


              ('posiadaczka' BDP)
              • dr1985 Re: byłem z taką jedną 07.06.10, 00:44
                Nie usprawiedliwiaj. BPD często łączy się z egoizmem. I tu masz w tym poście
                autora przykład jak i u mnie gdy moja BPD ma napady to Jej pomagam mimo, że
                obrywa mi się czasami. Niestety w drugą stronę to nie działa. Gdy ja mam atak
                pustki, depresji jak dziś i Jej o tym mówie co czuje tylko słyszę lub czytam na
                GG "mhm." gdy się pytam czy to jest Jej obojętne to Ona odpowiada "Nie jesteś
                ale psychologiem nie jestem, więc ci nie pomogę" zero jakiegoś ciepłego słowa,
                otuchy. Nic a nic. W sumie od Niej muszę wyciągać długo to co odczuwa. Dopiero
                po paru godzinach teraz mi napisała co się dzieje bo odczuwałem, że znów zaczyna
                mieć atak. Meczą Ją dziwne sny, faktycznie bardzo dziwaczne, które oznaczają
                moim zdaniem bezradność wobec otaczającego świata. Ale nie wiem ile wytrzymam
                będąc w takim związku.
                • alektra_india Re: byłem z taką jedną 07.06.10, 16:26
                  Zupełnie źle zrozumiałeś moją wypowiedź.

                  Mimo, że sama mam BPD, mówię, że BPD nie da się wytłumaczyć zwykłego
                  egoizmu.

                  Związek polega na dawaniu i braniu. Jeśli ty ciągle dajesz a Twoja
                  dziewczyna jedynie bierze ale już nie daje, to długofalowo to nie ma
                  prawa działać i działać nie będzie.

                  Jej zachowanie mówi "skoncentrujmy się na mnie i moich problemach,
                  to ja jestem chora a ty jakoś dasz sobie darę ze swoimi". Nikt nie
                  chce mieć BPD. Nikt nie chce 'dzielić się' tym z tymi których kocha.
                  Ale tak się dzieje, nie sposób tego zmienić. BPD jest niesłychanie
                  dominujące w życiu chorego człowieka. Można się w tym zatracić.

                  Tu Twoja rola- nie zatracaj się w tym i TY. Musisz pamiętac także o
                  Sobie, o swoich potrzebach. One także są ważne. Musisz uzmysłowić to
                  Swojej dziewczynie. Nie Twoją rolą w związku jest być Jej lekarstwen
                  na BPD. Od Tego jest terapia. Ty możesz jej pomóc walczyć z tym,
                  zmieniać to, wspierając ją ale nigdy nie rozwiążesz jej problemu.

                  Bardzo często osoby które długo są w związkach z osobami cierpiącymi
                  na BPD sami potrzebują terapii. Dbaj o Siebie w tym związku bo
                  wiedząc, że Twoje potrzeby są także zaspokajane będziesz silniejszy
                  a będąc silniejszym bardziej pomożesz Swojej partnerce.

                  Pozdrawiam

                  • dr1985 Re: byłem z taką jedną 08.06.10, 01:04
                    Dziękuje za wytłumaczenie :) No to co piszesz identycznie jest u mojej
                    partnerki. Ciągłe skupianie się na swoich problemach a potem nie pamiętanie, że
                    miała wielką dolinę. To trochę coś w rodzaju schizofrenii - dwie osoby w jednym.
                    Tyle, że wiem, że tu emocje to najistotniejszy powód. Wystarczy powiedzieć coś
                    nie tak a Jej nastrój już jest bardzo kiepski. To tak wygląda, że Ona jak coś
                    zrobi to nie rozumie tego, ze mogę być zły ale jak ja zrobię to samo to jest
                    wielki wyrzut i strzelanie fochów. To tak jakby Ona ma prawo do tego a ja nie bo
                    Ona jest zaburzona i muszę to zrozumieć.
          • alektra_india Re: byłem z taką jedną 06.06.10, 17:22
            Śmieszą mnie takie komentarze. Co ty chcesz Sobie psa wytresować?
            Sama mam BPD i uważam, że należy samemu się z tym zmierzyć, próbować
            dążyć do normalności, a partner jest, jedynie i aż, wsparciem a nie
            uczyć go sztuczek cyrkowych tak żeby stał się ideałem i nigdy Cię
            nie zawiódł.
            BPD jest w Tobie, i nieważne co mu powiesz, pokażesz jak ma wokół
            Ciebie skakać, zawsze coś będzie nie tak. To jest w Tobie. Wsparcie-
            tak, tresura- nie.
            • margaret_stella89 Re: byłem z taką jedną 06.06.10, 21:05
              nikt tu nie pisał o ,, tresurze " , i dobrze wiemy,że ideałów nie ma , zwłaszcza
              dla bpd, mówimy raczej o tym jak wspierać, jak być z osobą bpd, i to nie jest
              tak, że nieważne jest to co mówimy partnerowi, moim zdaniem nie ma szans na
              sensowny związek jeśli osoba zdrowa nic nie wie o bpd tej drugiej. Traktując nas
              jak zdrową osobę i aplikując wsparcie jak dla zdrowiej, to się raczej nie uda.
              • mykolina88 Re: byłem z taką jedną 07.06.10, 15:18
                jestem w związku chłopakiem, sama majac borderline. Nie zgadzam sie z opinia, ze
                nie kochamy i nie tesknimy, poniewaz sama czesto czuje ogromna tesknote,
                polaczona z rozdarciem i bezradnoscia wobec pustki. mysle, ze druga osoba jest w
                naszym sercu, ale zaraz obok jest tez wspomniana pustka, tak bardzo nas
                dobijajaca. Rownie czesto moj chlopak ma stycznosc z sytuacjami opisanymi
                powyzej, zdarza sie,z e jest zle, przerazliwie zle, odrobine gorzej, badz wrecz
                cudownie. tak to jest hustawka, ktora moze poszerzac swoje granice wychylenia <
                oby jednak obnizala> Mimo mojej choroby dostrzegam zaangazowanie, troske i
                staranie mojego chlopaka, takze jest wrazliwy i dobry, co wywoluje we mnie
                wyrzuty sumienia. jednak mam je i uwazam,z e ta ludzka cecha, o ktorej zreszta
                mu mowie < przyznaje sie do glupich, infantylnych zachowan itd> Nie zostawia
                mnie, chociaz prowokuje, sama zachecam, sugeruje, zachowuje sie jakbym chciala
                zerwac...jednakze wiem,z e to nie jestem ja. Czlowiek to nie emocja, to uczucie,
                które powstaje z czasem, po analizie i zrozumieniu emocji, a w koncu nauczeniu
                sie jej przezywania. Border moze kochac, gorzej moze mu byc, gdy jest zakochany.
                ale analogiczna sytuacja moze dotyczyc rowniez normalnych, pozornie zdrowych ludzi.
              • alektra_india Re: byłem z taką jedną 07.06.10, 15:59
                Nikt nie użył słowa tresura ale podał właściwe przepisy jak tego
                dokonać. Oczywiście że partnerowi należy się wiedza o BPD i o tym
                wszystkim co może ich spotkać w związku z tym.
                Piszę to z punktu widzenia osoby z BPD. To zaburzenie jest w nas.
                Nie w partnerze, przyjaciółce, rodzicach. Nie rozumiem tych całych
                wywodów o tym jak partner ma Cię traktowć, żeby było Ci lepiej.. I
                co? To działa? On Cię tak traktuje i BPD mija?
                Żeby mieć jakiekolwiek szanse w starciu z tym zaburzeniem, Ty masz
                się skupić na walce z BPDz jego wsparciem, a nie Twój partner na
                gimnastykowaniu sie zgodnie z Twoimi wytycznymi żeby dopasować się
                do Twojego ideału. A dlaczego? Bo TY (powtarzam- TY) wiesz, że przy
                BPD nigdy nie odnajdziesz Swojego "ideału' i nie ważne jak bardzo on
                będzie się starał. Między innymi to jest symptomem tej choroby.
                • jennyj Re: byłem z taką jedną 12.06.10, 15:57
                  dziwne ze nikt autora tematu nie pojechał, przeciez osoby z bpd są dla niego
                  smieszne i straszne, przerosło go to jak widac. w kazdym razie uwazam z wlasnie
                  potrafia bardziej kochac, ale maja takie wahania że raz kochaja, raz nienawidzą
                  a raz nic nie czują.
                  • mist_er1 Re: byłem z taką jedną 12.06.10, 20:28
                    jennyj, przecież to facet, który właśnie pisze, że nie potrafił tego zrozumieć i
                    nie wytrzymał! Przecież mogą tutaj tez takie osoby się wypowiadać, no nie.
                    Pomyśl, to też jakiś wkład w to forum, ludzie "zwyczajni" wypowiadają się jak
                    odbierają borderów. On napisał prawdę, jego prawdę. Tak to przeżył i koniec.
                    zamęczyła faceta i tyle, pewnie nie chciało się jemu wnikać w istotę tego
                    zaburzenia i trzeba zrozumieć, że ma takie prawo. Na dobrą sprawę to nikt nie
                    musi wnikać w problem bpd bo przecież osoby z tym zaburzeniem nie mają
                    przywileju na złe zachowania, muszą wiedzieć, że takie coś jak kobietę tego
                    faceta może ich spotkać bo ludzie prędzej są skłonni całe życie popychać wózek
                    inwalidzki ukochanej osoby niż znosić te borderowe zachowania. Nie ma po co go
                    zjeżdżać, to przecież ofiara... A co? powinien był się poświęcić i trwać przy
                    kimś kto niszczył mu życie?
                    • pszf Re: byłem z taką jedną 14.06.10, 16:16
                      mogą się wypowiadać osoby "zwyczajne", jasne. ale nie nazwałabym go ofiarą, a dorosłym człowiekiem, odpowiedzialnym za samego siebie. plus by dać sobie konkretne prawo wypowiedzi, należy temat ZNAĆ. wiedzieć, że to jest choroba. że my sami się męczymy z tym jak zdarza nam się kogoś traktować.
                      nie musi wnikać w BPD - nie. tylko wtedy nie ma prawa wypowiedzi, a przynajmniej nie ma prawa do krytyki. ja nie rozpisuję się na forach piłki nożnej czy tuningowych, bo nic na ten temat nie wiem.

                      >A co? powinien był się poświęcić i trwać przy
                      > kimś kto niszczył mu życie?

                      niszczył niszczył, i chyba nie zniszczył, skoro jeszcze (on) żyje.
                      to bardzo względne pojęcie.

                      ja bym powiedziała, że on zniszczył moje. i co. mamy rację i nie mamy.
                      • mist_er1 Re: byłem z taką jedną 15.06.10, 11:06
                        ....? pszf, właśnie pokazałaś co facet miał na myśli pisząc "argumenty całkiem z
                        d...". Po tym poście domyśliłem się, że to masz ale nie wiesz co to jest.
                        Poczytaj sobie lepiej wypowiedzi osób, które wiedzą jak się zachowują i nie
                        negują tego. Zaburzeni dzielą się na tych co są świadomi i tych co nadal
                        wszystko wiedzą lepiej... Może i spotkała Cię ze strony faceta przykrość i
                        niesprawiedliwość ale to nie jest tematem tego forum. A on nie napisał że zna
                        się na bpd, tylko co wyprawiała jego kobieta, która to ma. Niestety, tak właśnie
                        się zachowujemy i to bez względu na to czy partner jest ideałem czy nie...
                        • pszf Re: byłem z taką jedną 15.06.10, 13:20
                          tak, ale ja nie odpisałam na jego post, a na post dotyczący "zjechania", dotyczący wypowiadania się i oceny.
                          wiesz lepiej co mam? to chyba razem siedzimy w grupie "nieświadomych".
                          mówię tylko, że czy się ma bpd czy nie - zawsze są DWIE STRONY. i nigdy jedna osoba nie jest winna, bo do tego potrzeba dwojga.

                          nie neguję złego zachowania bpd, nie. bo jest złe. ale często bywa odbierane jako naumyślne, a nie wmówisz mi, że takie jest. do pewnego stopnia - owszem. w ciężkich chwilach łatwo wyżyć się na kimś innym, choć potem się bardzo żałuje.

                          tematem forum jest borderline, także doświadczenia ludzi, którzy mieli/mają styczność z osobami chorymi na bpd. jednak łatwizną jest wejść tu, na forum, napisać o swoich przeżyciach, gdy się nie rozumie samej choroby.
                          dlaczego mnie atakujesz?
                    • jennyj Re: byłem z taką jedną 26.06.10, 18:43
                      racje pewnie masz, ale nie chciałbym żeby tak mój chłopak o mnie pisał...
                      chociaż wcale nie uważam ze jest ofiarą, bo jak piszesz ofiara - to czuje ze
                      takie osoby są jakąś niszczycielską mocą i z nikim nie powinny być, a moze nie
                      powinny???
    • xelestra Re: byłem z taką jedną 30.06.10, 17:57
      Po pierwsze i najważniejsze. NIKT NIE JEST IDEAŁEM...

      Po drugie. Nie róbmy takiej chocki klocki, że jak już ktoś ma BPD to kaplica. Nie wytrzymał, jego wybór. Tylko chciałabym powiedzieć coś na temat kochania. Padają pytania czy BPD potrafią kochać. Potrafią wręcz kochają do krwi i są w stanie za kimś w ogień skoczyć a gdy nienawidzą to są w stanie zabić. Tak to jest, czujemy mocniej a dlaczego jesteśmy źli? Panicznie boimy się odrzucenia. Nieświadomie odpychamy, żeby nie być odepchniętym. To wielki strach i kopleksy, które powodują myśli "nie zasłużyłam/em" na kogoś takiego. Ale tak naprawdę to jesteśmy takimi samymi ludźmi. Każdy ma swoje chysie. Jak to mawia mój psychiatra: Ludzie są albo chorzy albo niezdiagnozowani" Po za tym terapia połączona z lekami uważam daję bardzo dobre skutki... Choć osobiście nie sądzę, że to się da wyplenić z człowieka, ale staram się. Bolą mnie niektóre ze słów, które czytam. My nie jesteśmy źli. My jak dziecko się boimy, bardzo boimy mimo, że pozujemy odważnych. A co robi zwierzę gdy się boi? Atakuje... Nikt nie potrafi tak kochać i nikt nie potrafi tak bardzo nieumiejętnie tego okazywać... Tak to już jest. Ja tam lubie ludzi z BPD bo ich rozumiem, związki były przepiękne i przetragicznie się skończyły. Ale nikt mi nie zabierze tych wspomnień. W ogóle niektórzy mawiają, że to choroba artystów :-) no bo jesteśmy nadwrażliwi. A co do jeszcze jednej rzeczy. Jesteśmy za nadto szczegółowi, byle gest może być dla nas bardzo ważny i wywołać lawinę myślenia... Np nie dostaniesz smsa z rana to juz rozkmina dlaczego? Śpi, kochanka, stało się coś, olewa mnie, nie tak nie może być trzeba to skończyć, on napewno mnie nie kocha, ale nie mogę odejść bo ja go kocham, załamie się, ale ja nie napiszę, żeby nie myślał, że mi bardziej zależy, a może napisać, nieeeee, zapomniał o mnie, ma ciekawsze zajęcia, ehhh to koniec, w końcu dzwonisz i słyszysz zaspany głos... I po co ta rozkmina. Czy nie może być wszystko tak po prostu. Tak jakoś próbowałam obrazowo opisać nasze emocje. Natomiast on w życiu by nie wpadł na to, ze dla nas to takie ważne. I właśnie to jest ta choroba. Ja mam taką jedną receptę, zanim coś zrobię stawiam się w sytuacji jak to może być odebrane przez drugą osobę to mnie hamuje. Jednak nie zawsze wychodzi niestety, ale sie staram i rzecz kolejna. Najszczerzej jak umiecie rozmawiajcie o swoich uczuciach. To pomaga i wiele wyjaśnia choć nie jest łatwe... Nooo to tyle z mojego wywodu... Pozdrawiam
      • mist_er1 Re: byłem z taką jedną 08.07.10, 13:21
        Xelestro, nie zgadzam się z Tobą. Sam wiem przez co przeszedłem.Przed terapią
        byłem tak nieznośny, że kobieta porzuciła mnie bo nie dawałem jej żyć. Żałuję do
        dzisiaj, że byłem takim dupkiem. Co z tego, że kochałem ją do krwi? Nieświadome
        odpychanie? Ok, to każdy kto kocha zrozumie. Będzie starał się pokonać lęki
        bordera, oswajać i przekonywać. To jeszcze jest łatwe. A dlaczego ją tak
        traktowałem? Zarzucałem nieprawdziwe winy? Szukałem potwierdzenia wśród
        znajomych, że jest dziwką, że mnie zdradza. Wręcz sam "fabrykowałem" i
        rozpowszechniałem dowody przeciwko niej i za każdym razem kiedy trafiałem na
        zrozumienie, kiedy ktoś mi wierzył, sam zaczynałem w to wierzyć. Gubiłem się w
        tym co jest prawdą a co sam wymyśliłem przeciwko niej. Sam psułem jej opinię i
        wmawiałem znajomym. A kiedy rozum mi wracał i zaczynało się między nami układać
        kumple mówili mi: wróciłeś do tej szmaty? Nie kojarzyłem wtedy, że sam z niej
        szmatę robiłem, że to co oni o niej wiedzą ja sam uknułem. I w swojej chorej
        głowie rozważałem: no tak, szmata, wszyscy to mi mówią a ja jeszcze jej wierzę.
        To ździra jedna itd. I wiesz co mam teraz? Ona jest z moim byłym kumplem. Są już
        razem 2 lata i nie mają ze sobą problemów. Nic nie słychać żeby go zdradzała,
        poniżała, obgadywała i knuła przeciwko. On pewnie ma ochotę dać mi w ryj za to
        jak ją traktowałem bo przekonał się (i wszyscy z dawnego towarzystwa), że moja
        była jest fajną kobietą, uczciwą i dobrą a nie tym kogo usiłowałem z niej zrobić.
        A ja mam ból. Terapia jakoś trochę mi pomaga. Tęsknię jak pies za tym co
        straciłem i zrobiłbym chyba wszystko żeby ją odzyskać.
        Więc nie mów, że to chocki klocki. Bo gdyby nieznośność borderów polegała tylko
        na odpychaniu, baniu się,kompleksach to nawet kochano by nas bardziej... Ale my
        (nieświadomie?) czynimy po prostu zło.
        Nie wiem, czy gdybym ją odzyskał to potrafiłbym to docenić, nie wiem czy nie
        poniosłaby mnie znów głupota (szał złości z byle powodu), kłamałbym wszystkim
        naokoło żeby się wybielić a ją oczernić (dziś już wiem, że to mechanizm obronny
        ale to i tak obrzydliwe).
        Więc pracuję nad sobą, rozszyfrowuję się i analizuję swoje mechanizmy
        i gniję w rozpaczy za utraconą miłością. Nie uważam się z tego powodu za
        artystę, no chyba że artystycznie spieprzyłem sobie życie. Nie potrafię się
        pocieszyć wspomnieniami jaki był piekny związek i iść dalej. Nie mogę zapomnieć
        co wyprawiałem, jak niszczyłem, jak wykańczałem. Wiem że zostałem potraktowany
        sprawiedliwie i omal nie zniszczyłem kobiety którą kocham nadal. Rozumiem, że z
        innym jest jej lepiej ale wyć mi się chce z żalu i rozpaczy. Czasem przypominam
        sobie, że przecież ona też nie zawsze była ok ale jak przeanalizuję to
        wspomnienie to widzę jak doprowadzałam ją swoim zachowaniem do szału, jak
        potrafiłem zareagować na niewinną uwagę jak furiat trzaskając drzwiami a potem
        robiłem jej zarzuty że mnie wypędziła, doprowadzałem ją do tego, że mnie
        przepraszała i w ten sposób, przyjmując przeprosiny utwierdzałem się w swojej
        racji, że jest szmatą a ja jej wielkodusznie wybaczam... I zawsze ona była zła.
        A dobrych miałem kumpli. Znajdowałem u nich zrozumienie opowiadając swoje wersje
        wydarzeń miałem wrażenie, że żyć bez nich nie mogę, że mnie wspierają... A w
        czym mnie wspierali? W kłamstwach, w knuciu, w manipulacjach... tylko pojęcia o
        tym nie mieli bo nie wiedzą do czego zdolne są bordery.
        Poniosło mnie dzisiaj. A tak staram się być zrównoważony.
        • hanging_garden Re: byłem z taką jedną 12.07.10, 15:24
          mist_er1 napisała:

          > A dlaczego ją tak
          > traktowałem? Zarzucałem nieprawdziwe winy? Szukałem potwierdzenia
          wśród
          > znajomych, że jest dziwką, że mnie zdradza. Wręcz
          sam "fabrykowałem" i
          > rozpowszechniałem dowody przeciwko niej i za każdym razem kiedy
          trafiałem na
          > zrozumienie, kiedy ktoś mi wierzył, sam zaczynałem w to wierzyć.
          Gubiłem się w
          > tym co jest prawdą a co sam wymyśliłem przeciwko niej. Sam psułem
          jej opinię i
          > wmawiałem znajomym. A kiedy rozum mi wracał i zaczynało się między
          nami układać
          > kumple mówili mi: wróciłeś do tej szmaty? Nie kojarzyłem wtedy, że
          sam z niej
          > szmatę robiłem, że to co oni o niej wiedzą ja sam uknułem. I w
          swojej chorej
          > głowie rozważałem: no tak, szmata, wszyscy to mi mówią a ja
          jeszcze jej wierzę.
          > To ździra jedna itd. I wiesz co mam teraz? Ona jest z moim byłym
          kumplem. Są ju
          > ż
          > razem 2 lata i nie mają ze sobą problemów. Nic nie słychać żeby go
          zdradzała,
          > poniżała, obgadywała i knuła przeciwko. On pewnie ma ochotę dać mi
          w ryj za to
          > jak ją traktowałem bo przekonał się (i wszyscy z dawnego
          towarzystwa), że moja
          > była jest fajną kobietą, uczciwą i dobrą a nie tym kogo usiłowałem
          z niej zrobi
          > ć.

          Napisałem mojej ex-BPD w ostatnim mailu (we wcześniejszym prosiłem
          ją, żeby zastanowiła się nad swoim zachowaniem jeśli stać ją na
          minimim obiektywizmu, po tym jak preparowała na mnie dowody i
          wmawiała mi miliardy wyssanych z palca bzdur), że PRAWDA OBRONI SIĘ
          SAMA I - PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ - WYJDZIE NA JAW...

          Nie zazdroszczę Ci mist_er1 ale chciałbym jednocześnie
          podziękować... mam nadzieję, że Twój scenariusz sprawdzi się w
          przypadku mojej ex a co do tego wątpliwośic raczej nie mam.
      • mist_er1 Re: byłem z taką jedną 08.07.10, 14:39
        I ciężki dzień mam dzisiaj. Nie jestem taki mądry, nawet zdobycze terapii nie są
        w stanie złagodzić mojego bólu. Powinno mnie nie być na świecie. Pójdę do klubu
        i się upiję, będę obserwował laski (lecą na mnie, wiem) i myślał sobie: gdybyś
        wiedziała jedna z drugą jaki jestem beznadziejny....Nie mam ochoty na bliższe
        znajomości, nie interesują mnie inne kobiety. Więc zazdroszczę Ci Xelestro
        takiego pogodnego traktowania zmory jaką jest BPD.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka