Dodaj do ulubionych

Pomocy....partner z borderline

26.04.11, 23:38
od dwoch lat zyje z czlowiekiem cierpiacym na to schorzenie...na pozcatku wydawalo mi sie ze bez problemu dam rade z tym zyc...teraz po dwoch latach coraz czesciej czuje ze nie umiem sobie z tym radzic...bardzo kocham mojego partnera ale wieczny lek o niego a nie mieszkamy razem...po prostu mnie zabija..powiedzcie mi jak zyc, jak umiec sobie radzic z ta choroba i z tym zeby nie oszalec z troski o druga osobe...staram sie wspierac mojego partnera ale czasem zwyczajnie nie daje juz rady!mam wrazenie , ze to mnie przerasta...jak pomoc takiej osobie i sobie samej, czy to w ogole mozliwe?Prosze o wsparcie i jakakolwiek pomoc!
Obserwuj wątek
    • malinkaaa83 Re: Pomocy....partner z borderline 09.08.11, 23:05
      wiem o czym piszesz... ale poniewaz nie mam bpd tylko moj byly partner nie umiem Ci pomoc. Moze ktos z bpd sie wypowie choc kurna ten temat byl wałkowany.... poza tym na kazdego dziala cos innego, ja probowalam wszystkiego...
      • malinkaaa83 Re: Pomocy....partner z borderline 09.08.11, 23:35
        ale to jest jak walka z wiatrakami:/

        u nas było baaardzo zle na poczatku... rozstania, powroty itd. zreszta kazdy to zna. jednak pozniej powoli zaczelo sie w miare układac a ja w duchu miałam nadzieje, ze najgorsze za nami... do czasu. no wlasnie. będąc z osobą z bpd NIGDY nie wiesz co przyniesie jutro. nasze plany, marzenia o zalozeniu rodziny itd. legły w gruzach w ciagu jednego dnia. będąc z bpd siedzisz na bombie a to napawa Cię strachem. strach z kolei nie pozwala Ci być sobą... i tak non-stop.

        To czemu darzymy Was nieograniczona milością? Przeciez to nielogiczne. A moze najtrudniej jest pokochac samego siebie.... wydaje mi sie, ze my parterzy bpd tego nie potrafimy tak samo jak i Wy.
    • yo-bi Re: Pomocy....partner z borderline 09.08.11, 23:51
      I ja wiem o czym piszesz.....
      też jestem partnerem....juz na szczęście byłym...
      I też jak Ty szukałem tu pomocy....
      Długo walczyłem aż w końcu ....nie dałem rady..
      i obawiam się że i Ty nie dasz - ten temat był już tu wałkowany nie raz..
      To jest życie na cykającej bombie zegarowej...
      w ciągłym stresie delikatnie to ujmując...

      Cure74 - piszesz że nie mieszkacie razem?? - a już nie dajesz rady,,
      to zamieszkaj .... to dopiero lekcja życia.....

      Prawda jest taka
      Że nie masz wpływu na innych ludzi,,,
      masz wpływ tylko na siebie wiec zajmij się sobą....

      Pozdrawiam


      • cure74 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 00:09
        mieszkalam z nim...bylo ciezko..ale juz po problemie bo mnie wlasnie rzucil...boli bo ja go bardzo kocham..on tez twierdzi ze kocha ale dla mnie bedzie lepiej jak odejdzie..czyjest szansa ze on zmieni zdanie ze to czesc choroby..choc jest w tym co robi bardzo uparty>
        • malinkaaa83 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 00:22
          on Cie dzis kocha a jutro powie,ze nigdy Cie nie kochał
          • cure74 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 00:34
            to znaczy ze lepiej zeby jednak odpuscic i odejsc...mimo ze boli,tak?choc dzisiaj sobie nie umiem jeszcze wyobrazic swiata bez niego....byly chwile piekne..bylo dobrze..a czasami gorzej ale kocham go calym sercem!troche sie dzisiaj pogubilam!
    • malinkaaa83 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 00:57
      masz dwa wyjscia:
      albo zdecydujesz sie na zycie z nim (pod warunkiem,ze bedzie sie intensywnie leczył), które w wiekszosci bedzie gehenną przeplataną wręcz cudownymi momentami.

      albo odejdziesz, kieeeedys z czasem przetrawisz to wszystko, znajdziesz kogos i Twoje zycie bedzie stabilne i spokojne lecz bez wiekszych uniesien

      Ale mnie nie sluchaj. Pewnie sie myle, nie patrze na to obiektywnie bo tez teraz sie rozstalismy
      • cure74 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 01:01
        okropne to wszystko....jade jeszcze do niego za kilka dni..niby sie pozegnac definitywnie...trudno bedzi przynajmniej mi...dzieki!
        • kro-nik Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 02:06
          A jak to pozegnanie bedzie wygladalo i co on o tym sadzi?

          Cos Wam powiem, to minie. Z czasem. Najprawdopodobniej samo. Zostanie tylko sentyment. A moze nawet i to nie.

          Dla mnie jedna rzecz jest niezrozumiala. Dlaczego zawsze widzicie siebie w przyszlosci Z KIMS? A tak fajnie powloczyc sie samotnie i na luzie bez obawy, ze po powrocie znow COS cie czeka, poglaskac kota, psa, posiedziec samej nad kawa w miescie, bez jakiegos BUCA z wiecznymi pretensjami o wszystko. Naprawde do szczescia potrzeba Wam jakiegos gacha? Nie wiem jakie przymioty musialby miec moj nowy facet, zebym na niego spojrzala. (Juz wiem, co zlosiliwy by odpowiedzial.) Bo ku mojemu zaskoczeniu zaczynam mocno cenic i siebie i swoj spokoj.

          Cure, a do Ciebie mam pytanie - piszesz, ze nie wyobrazasz sobie zycia bez niego, ze jest Ci zle. Pytam zakladajac, ze to kolejne rozstanie - emocje, ktore przezywasz dzis sa tak samo silne jak kiedys? Tak samo intensywnie cierpisz? Bo mi, po kolejnym porzuceniu zabraklo i lez, i tej calej histerii...
          • cure74 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 13:47
            Nie mam takiej zatem wprawy w "rzucaniu mnie" przez partnera jak Ty...mi to zdarzylo sie w sumie poraz pierwszy od dwoch lat...i nic nie poradze ze myslac o tym wszystkim dzisiaj nie umiem odejsc bez lez....i nie wiem co bedzie za pol roku..moze jak piszesz zostanie tylko sentyment albo i to nie ale dzisiaj jestem..czuje sie jednak obolala...i musze swoj okres"zaloby"widocznie przejsc!kazdy inaczej przezywa rozstania....kazdy z nas jest inny i dla kazdego z nas jest wazne co innego...
            • malinkaaa83 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 14:32
              bardzo mozliwe, ze jeszcze wroci.
            • kro-nik Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 15:01
              Jakby sie tak uprzec, to jest dopiero prawdziwe rozstanie, bez kontaktu, niczego.

              Bo pierwsze polegalo na moim wyjedzie na dwa tygodnie, po dokumenty, i mialam wrocic do wspolnego lozka, wiec co to za "rozstanie"? A w zeszlym roku po moim wyjezdzie pozostawalismy w stalym kontakcie (z jego inicjatwy), wiec to raczej bylo oszukiwanie sie, ze on moze beze mnie, a ja bez niego. I wq*wial sie totalnie, kiedy wylaczalam telefon. A juz zaczal nazywac sie oficjalnie "singlem". I w ogole gadal i pisal o mnie straszne rzeczy do ludzi, do matki, chyba non stop, jakby nie mial innego tematu do walkowania. (!) A i tak pod koniec przyznal, ze nie moze byc ze mna, ale beze mnie tez nie. Kiedy mu zarzucilam obrzucanie mnie blotem, usprawiedliwial sie, ze to jego sposob na stres. Rozsmieszylo mnie jeszcze jedno - w tamtym roku, po jakichs 2 - 3 miesiacach stwierdzil, ze sie zmienilam. Bylam zdumiona, jakim cudem zdolal to stwierdzic przez telefon?! I dalej tlumaczyl to sobie tak - "Ja Ciebie uleczylem, i teraz przyjdzie jakis facet, i to sobie wezmie." Pamietam, jak mnie prosil - "Mozesz wyswiadczyc mi przysluge i znalezc sobie kogos? Bo ja juz sie z tym pogodzilem, ze znow zaczne o Ciebie zabiegac." Jakby robil cos wbrew sobie...

              We mnie juz ten gleboki smutek sie wypalil... Bo ilez razy mozna ciepriec bedac stale przytulana i ODTRACANA? Zylam z nim ze swiadomoscia, ze on tak naprawde mnie nie chce, ze to tylko kwestia czasu, kiedy znow uslysze, "To jakie sa Twoje plany"?

              Masz swieta racje, kazdy jest inny, ale KAZDY musi przejsc "zalobe", na swoj sposob. I nie daj sobie nikomu wmowic, ze nadajesz sie do psychiatry, bo jestes smutna, bo teraz placzesz, a pozniej, ze rozpamietujesz. Znajdz swoj sposob na zlagodzenie bolu, mi np. pomoglo wyrzucenie tego na anonimowym forum, kontakt z osobami, ktore przeszly podobne pieklo. Odezwij sie do malinki, to jest swietna dziewczyna i tak samo swiezo po rozstaniu, jak Ty:-)

              Facet ulatwil mi sprawe piszac w ostatnim mailu, wielkimi literami "FUCK OFF", chociaz siedzialam cicho jak mysz pod miotla. I kiedy mialam slabszy dzien, zaczynalam tesknic, otwieralam poczte i czytalam to jak biblie. Pomoglo.
              • malinkaaa83 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 15:20
                kro-nik dzieki;) wiesz, ze tez Cie uwielbiam:)

                Jestes w o tyle lepszej sytuacji, że najgorsze juz za Tobą. Żałoba odbębniona teraz trzeba zyc. Choc wiem,ze taki nieopisane ból zostaje do konca.

                "Normalne" związki przynoszą sporo dobra (miłość,namiętność,poczucie bezpieczenstwa itd.) i niewiele zła(rozczarowanie, zawód itd.) Natomiast będąc w związku z osobą z bpd dostajesz baaaaaaaaardzo dużo dobra jednak i baaaaaaaaardzo duzo zła. I w momencie gdy TO tracimy zawala nam się świat bo mimo, ze bardzo duzo nam zabrali (m.in. poczucie wlasnej wartosci, nadzieje, poczucie stabilnosci itd.) to duzo tez dostalismy...i z tą stratą najtrudniej jest się pogodzic....
                • cure74 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 21:47
                  dokladnie....ujelas wszystko to co mysle idealnie...pozdrawiam!
                  • malinkaaa83 Re: Pomocy....partner z borderline 10.08.11, 21:53
                    jak masz ochote to pisz, pisz do mnie, pisz tu na forum, gdziekolwiek... wyżal sie, wypłacz. Tego teraz potrzebujesz.
                    • everlin26 Re: Pomocy....partner z borderline 10.01.15, 20:53
                      Pomocy jestem z moim partnerem który ma bdp już od prawie dwóch lat, ale juz dawno przesyłam widzieć przyszłość!!! Z nim nie da się ani żyć ale również się rozstać. W partnerstwie jest horror wszystko musi być po jego myśli nic mu nie mogę powiedzieć bo on zawsze ma swoje zdanie. Manipuluje mną jak tylko może, wiecznie żyję w strachu bo nie wiem co będzie za pięć minut. A gdy mówię o rozstaniu do nigdy się to dobrze nie skończyło. Kocham go nad życie ale ja nie potrafię juz walczyć o tą miłość. Juz nie wierzę że to się zmieni a on nie chce się dalej leczyć. I nic już na niego nie ma wpływu. Proszę jeżeli już to przeszliscie to dajcie mi rade jak się rozstać z taką osobą żeby mi ani jemu się krzywda nie stała. Proszę o pomoc
    • everlin26 Re: Pomocy....partner z borderline 10.01.15, 20:02
      Pomocy jestem z moim partnerem który ma bdp już od prawie dwóch lat, ale juz dawno przesyłam widzieć przyszłość!!! Z nim nie da się ani żyć ale również się rozstać. W partnerstwie jest horror wszystko musi być po jego myśli nic mu nie mogę powiedzieć bo on zawsze ma swoje zdanie. Manipuluje mną jak tylko może, wiecznie żyję w strachu bo nie wiem co będzie za pięć minut. A gdy mówię o rozstaniu do nigdy się to dobrze nie skończyło. Kocham go nad życie ale ja nie potrafię juz walczyć o tą miłość. Juz nie wierzę że to się zmieni a on nie chce się dalej leczyć. I nic już na niego nie ma wpływu. Proszę jeżeli już to przeszliscie to dajcie mi rade jak się rozstać z taką osobą żeby mi ani jemu się krzywda nie stała.
      • brz_a_sk Re: Pomocy....partner z borderline 10.01.15, 22:02
        czy Ty kiedykolwiek krzywdziłaś swojego partnera?
      • marekgazek Re: Pomocy....partner z borderline 11.01.15, 12:57
        jeśli nadal "kochasz go nad życie" to nici z tego wszystkiego. Jestem zawsze szczerutki więc powiem wprost. TY NIE CHCESZ SIĘ Z NIM ROZSTAĆ - miotasz się. Jesteś bliska decyzji ale jeszcze nie. Musisz najprawdopodobniej jak alkoholik dotrzeć do swojego dna. Pewnie że robi manipulacyjki bo wie, że "kochasz go nad życie". Dobrze, że nie wierzysz w zmianeczką na lepsze. Na gorsze to bądź pewniutka. Martw się o siebie a ni o niego. Jesli on to widzi w tobie - "żeby mu się krzywda nie stała" to będzie sobie robił krzywdę w przypadku decyzyjki twojej o odejściu. Musisz zrobić pierwszy krok. Przygotuj się do odejścia. Zabezpiecz się. Jak nie da rady szantażykiem emocjonalnym to zacznie grozić wszelako więc pakuj swoje papiery i w bepieczne miejsce. Jak ci wysyła esemesy z pogożkami lub zazdrosne i wszelkie co border potrafii zbieraj to. Opowiedaj znajomym co cię spotkało. Potem wyprowadzamy się. Nie móimy gdzie I blokujemy jego numer telefoniku. :)
    • wirujacyplateksniegu Re: Pomocy....partner z borderline 10.01.15, 23:14
      pomoc tak dosłownie to chyba nie mozliwe, bo mozna łatwo zatracic siebie... wiec pomagac w konsekwentnej terapii... i przy tym wszystkim chyba trzeba mocno w nią wierzyć. nie skupiać się tak na nim samym co na pragnieniu jego dobra. jak to wszystko idealistycznie brzmi... czyli hmm.. pozwolic mu odejsc jesli to bedzie dla niego lepsze - ale ty chyba czujesz ze nie....
      (bo jak pozwolic odejsc malemu, zagubionemu (choc uciazliwemu) dziecku) i tu jest tzw "pies pogrzebany".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka