Dodaj do ulubionych

wściekłość

17.03.12, 13:00
wściekłość i nienawiść - dwa stany, które pozwalają poczuć kres;
a BPD potrzebuje w emocjach sięgać granic i to bezustannie;

miłość daje krótkie poczucie euforii
i wraca stan niepokoju, a wtedy jest już za plecami strach i myślenie;

BPD potrzebuje uczuć i emocji silnych - odcinających od myśli;

gdyby dało się umierać z miłości byłoby o'key, kiedy trzeba żyć w miłości jest za trudno;

nienawiść pozwala wepchnąć wszystkie myśli w jeden punkt, wściekłość i wrzask pozwala zniszczyć wszystko - do dna, do cna - zabić; stąd chyba w wielu zaburzeniach emocji szukanie wroga, przeciwnika - ofiary i budowanie nienawiści; łeb zajęty nie dokucza lękami; trzeba robić coś by się nie skończyło ledwie zaczęte; strach podpowiada działaj! BPD -zaczyna rozwalać :-/

kiedy zaczyna się drżenie uciekamy od autoagresji w atak na najbliższą osobę; zohydzamy ją odrzucamy - ulga na chwilę i bagaż wyrządzonych krzywd cięższy; spirala emocji; sprężyna naciągnięta mocniej; związki coraz trudniejsze i końce boleśniejsze;

wprawa w destrukcji, perfekcja w krzywdzeniu - to jedyne wyjście? czy możliwe jest szukanie zaspokojenia w emocjach pozytywnych? Czy tylko bez emocji pozostaje żyć - unikając życia po prostu?
Obserwuj wątek
    • czita88 niepokój 18.03.12, 11:30
      Znowu sobie pocytuję... Wczoraj czytałam fajny (głupie słowo... raczej mądry, trafny i przez to dołujący) artykuł o spokoju i niepokoju - Charaktery 3/2012 M. Goryniak "Nie taki święty spokój". Najważniejsze dla mnie zdania:

      "(...) Jeśli rozumieć spokój jako względny brak wewnętrznych nieświadomych konfliktów, to osiągają go ludzie świadomi własnych uczuć, pragnień, myśli i sprzecznych dążeń, gotowi dokonywać świadomych wyborów i pogodzić się ze stratami, które te wybory za sobą pociągają. Spokój tak pojmowany to życie w zgodzie z wewnętrznymi wartościami, zdolność do polegania na sobie, która wynika z poczucia, że sam jestem dla siebie ważnym źródłem oparcia. Pogodzenie się z ludźmi i z samym sobą. Także poczucie, że jestem kimś wartościowym niezależnie od tego, czy to, co robię, jest przez innych dobrze oceniane. (...)"

      - :o to tak się można czuć ??? są tacy ludzie na świecie?.... No nie licząc jakichś mnichów tybetańskich... Skoro ktoś jest sam dla siebie źródłem oparcia i tak mu dobrze ze sobą, to po cholerę miałby wchodzić w jakiekolwiek bliższe relacje? Chciałabym taka być, ale wtedy właśnie unikałabym bliskości, żeby nie zburzyć fundamentów jakie sama sobie sobą ;) zbudowałam..

      "(...) [niepokój] Nie tylko towarzyszy zmianie, ale też jest sygnałem do zmiany. Dążenie do zachowania spokoju za wszelką cenę oznacza hamowanie rozwoju. (...)"

      - być może, i co z tego? Skoro moje ambicje dotyczą tylko i wyłącznie tego, żeby osiągnąć spokój, harmonię, bezpieczeństwo i zadowolenie (o szczęściu już nie marzę)??? Rozwój? Co to oznacza? Dla mnie wystarczającym rozwijaniem się będzie zwiększanie swojej sprawności (dbanie o siebie), poszerzanie swojej wiedzy i nauka języka. Bardziej rozwijać się nie potrzebuję. Nie chcę robić "kariery", osiągać "sukcesów" i uznania innych. W dupie to mam.

      "(...) Nie zaznamy spokoju, dopóki nie uznamy swojej bezradności, tego, że na wiele ważnych rzeczy w naszym życiu po prostu nie mamy wpływu. (...)"

      Dlatego trzeba się pogodzić z tym, że nie wyszło, nigdy nie wyjdzie, i nie ładować się w kolejny syf. Albo przynajmniej nie szukać w związkach szczęścia, spełnienia swoich marzeń i ideałów :(, patrzeć na nie bardziej chłodno, praktycznie. Myśleć, widzieć, a nie czuć. Dla mnie to jedyne wyjście. No i pogodzić się z przeszłością.

      "(...) Aby móc wzrastać, zmieniać się, rozwijać, musimy otwierać się na sytuacje, które często są źródłem niepokoju i z którymi byc może trudno będzie nam sobie poradzić. Unikanie takich sytuacji, by trwać w pozornym spokoju, oznacza, że jesteśmy całkowicie we władaniu lęku."

      Nie wiem po co to piszę, i tak znowu wyjdzie, że wszystko robię źle, sama się pogrążam. Wolę żeby mną władał pierdolony lęk, niż moje patologie, uzależnienie od kogoś, zależność od jego reakcji, słów, spełniania moich oczekiwań, powodzenie (bądź nie) próby trwania razem w mękach. Samotność = wolność. Brak oczekiwań = brak zawodu, bólu.

      brz_a_sk napisała:
      > wprawa w destrukcji, perfekcja w krzywdzeniu - to jedyne wyjście? czy możliwe
      > jest szukanie zaspokojenia w emocjach pozytywnych? Czy tylko bez emocji pozost
      > aje żyć - unikając życia po prostu?

      Nie "bez emocji", ale bez uczuć. Emocje są czyste, proste. Lęk, radość, podniecenie, strach, wściekłość. Uczucia są cholernie skomplikowane i cholernie komplikują życie. Przywiązanie.. nienawiść... żal... miłość (ha!)... tęsknota... . To one wszystko rozwalają. Całą równowagę. Co z tego, że u nas jest ona stabilna jak domek z kart. Ważne, że jest.
      Nie "unikając życia", ale unikając związków. Przywiązania.

      Nie mówię, że to wyjście na całe życie. Ale póki co, wydaje mi się jedyne.
      • neon.ki Re: niepokój 18.03.12, 22:18
        nie czucie to nie bycie. nie czucie nie jest rozwiązaniem żadnym, choć wydaje się kuszące i wydaje się rozwiązywać problemy.
        • czita88 Re: niepokój 19.03.12, 21:52
          neon.ki napisała:

          > nie czucie to nie bycie. nie czucie nie jest rozwiązaniem żadnym, choć wydaje s
          > ię kuszące i wydaje się rozwiązywać problemy.

          Wiem o co Ci chodzi.. Nie sztuka uciekać od problemów, zagrożeń i wyzwań i zakopywać się, tylko stawiać im czoła.
          A poza tym to chyba nic nie rozwiąże naszych problemów :-(. Przeciez my jestesmy tak meganadwrażliwi i popierdoleni, że sami je produkujemy i to w ilościach hurtowych... Nie potrafimy nie czuć, nie myśleć. Jak nie mamy do przerabiania aktualnych konfliktów i dylematów to rozpamiętujemy przeszłość, taplamy się w niej i obawiamy się tego co będzie, jak będzie i jak długo jeszcze damy radę... Poza tym nigdy nie jestesmy spokojni! Wciąż się znieczulamy... Wciąż potrzebujemy czegoś byle nie myśleć ;(.... Alko, fajki, ruch, seks, żarcie, zakupy, ch.. wie co ... Nie wiem jak wy macie, ale mi te staby wcale nie pomagają... Przynajmniej nie tak, żebym to czuła... Żebym czuła się bezpiecznie.... K*rwa przesrane mamy i nie ma o czym gadać.
          • neon.ki Re: niepokój 20.03.12, 12:10
            Generalnie rozumiem o czym piszesz, bo w pogorszeniu tak właśnie funkcjonuję, ale od jakiegoś czasu pracy nad sobą widzę to wszystko z innej perspektywy. w 1000% zgodzę się, że nic nie rozwiąże moich problemów. poza mną samą.

            poza tym ja również mam trudność z zaakceptowaniem, że jeśli nie ma wokół mnie burzy, to to jest ok i nic się nie dzieje. tzn. brak napięcia rodzi napięcie. nie ma w tym nic dziwnego, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż jestem nauczona żyć w skrajnym stresie i patologicznych relacjach, po prostu nie wiem co trzeba robić, żeby było normalnie :) uczę się dopiero.

            poza tym co to za maniera pisania "my". my robimy, my cośtam. jacy my.

            ja nie biorę żadnych leków teraz i nie zamierzam już nigdy żadnych brać. tłumiacze objawów, przez to lekowe gówno zaserwowane przez "wykwalifikowanych specjalistów" skończyłam w psychiatryku :\

            ja po kompulsywnym wydaniu 5zł już mam wyrzuty sumienia ;D więc na szczęście nie robię tego za często. fajki i alkohol odpadają, seks szkoda gadać, nie lubię uczucia pełności więc mało jem... generalnie warzywo ze mnie :| nie mam siły już się eksploatować. a ćwiczyć ostatnio zaczęłam dla poprawy kondycji mięśni tułowia :)

            zbieram się po tym wszystkim. good.

            czucie jest fajne. o ile nie czuć za mocno.

            bardzo to znamienne, co napisałaś o tym, jak traktowali cię rodzice, tzn. jakbyś była rzeczą. to jest ważny element mojej układanki, bo ja miałam tak samo. byłam jak niepotrzebny, zawadzający przedmiot, który nie powinien sprawiać kłopotu i generalnie siedzieć w jednym miejscu i nie czuć, nie mówić, nie skarżyć się. nie śmiać. gdy mówiłam, że jest mi źle, to byłam za to ganiona, matka nie przyjmowała tego do siebie. no i teraz czuję się jak przedmiot, nie jak podmiot. no i podważam zasadność mojego istnienia. wkurwia mnie to, bo to ogromna krzywda dla mnie. ale widzę sens dalszej pracy, bo to nie jest tak, że to ze mną coś jest nie tak, że jestem zła zła zła, tylko po prostu ktoś mi to wmówił. tak jakby zyskuję nową świadomość. so important.
            • czita88 Re: niepokój 20.03.12, 13:40
              Heh, no przepraszam za to "MY" :P. Uogólniając na bpd ogółem czuję się mniej poryta, to tylko dlatego. Pisząc "my" domniemam, a nie jestem pewna, że wszyscy mamy ;P tak samo...

              Teź mam wyrzuty sumienia wydając pieniądze, ale to też bardziej z domu, bo nigdy nie miałam tego co chciałam, zawsze jak najmniej i jak najtaniej. Myślałam jako dziecko, że tak musiało być, w sumie to nawet sie cieszę, to nie było złe, przynajmniej teraz wciąż cieszę się z każdej pierdoły, nie jestem tak rozjebana jak współczesne dzieci i młodzież, ale jak będąc już pełnoletnią zorientowałam się, że to skąpstwo nie było konieczne, że tak naprawdę siano jest, tylko go było na nas żal, że to wszystko (chyba) było spowodowane oszczędzaniem na dom (phi się wybudowali, że ja pierdolę... rozwód i wszystko poszło się jebać) i ciągłym ocenianiem czy się opłaca, to przypomniały mi się różne sytuacje, poczułam się oszukana i pozostał żal.. Pamiętam np. swój szok, gdy będąc dzieciakami, byłam świadkiem jak kuzyni prosząc swojego ojca o siano na lody dostali 2 dychy... U nas zawsze odliczone 1,10 i raz dziennie max. Jeszcze jako nagroda. W sumie to wciąz jestem w szoku jak oni mogli tyle dostawać :)... Albo na koloniach, koleżankom starzy musieli dosyłać drugie tyle, a ja połowę przywoziłam z powrotem, bo nie potrafiłam wydawać, wolałam zostawić na potem... Od paru dobrych lat już o nic nie proszę. Bez łachy. Wolę się kurwić czy sprzątać kible niż ich o coś prosić i wyczerpująco uzasadniać dlaczego to ma sens. I wciąż przy wydawaniu ten lęk, że wydam, a co będzie potem? Muszę mieć coś w zapasie, bo wariuję.

              To traktowanie jak przedmiot... Może nie jak przedmiot, bardziej jak wytresowana malpka, mająca zabawiać, ale nie mająca swobody, wolności, własnej woli ani prawa do sprzeciwu.
              Wiesz, wydaje mi się, że swoimi zachowaniem po prostu dopasowałam sie do tego co mi było wolno a co nie. Dzieci podobno tak robią, dostosowują strategię do okoliczności, tak się tworzy osobowość. Moje "nie" nie miało żadnej mocy. Miało być tak jak oni chcą i już. Nawet ubierać się i czesać nie mogłam tak jak chciałam, baaaardzo długo, przez co bardzo cierpiałam i czułam się gorsza. Przez cotygodniowe zajęcia na basenie, na których nie radziłam sobie i które śniły mi się po nocach, mialam co tydzień rozstrój żołądka, a jeździć i tak musiałam. Pamiętam też wyraźnie jedną akcję, miałam 8-9 lat. Szliśmy z bratem i matką jakimś szlakiem w górach, zimą, byłam wykończona, śnieg po kolana, w ogóle to nie chciałam tam iść, a ona zapierdalała, śpieszyliśmy się bardzo, z tego co pamiętam, żeby zdążyć na kolację/obiad w pensjonacie. Jak zostawałam z tyłu, to darła na mnie ryja, a zostawałam non stop, śpiewałam sobie coś pod nosem, w pewnym momencie położyłam się na tym śniegu, na tej drodze sama, w ciszy i modliłam o śmierć. A oni poszli dalej.
              Nie miałam w zwyczaju histeryzować płacząc, płakałam zazwyczaj w samotności, żeby nikt nie widział. Gdy krzyczałam i pyskowałam to byłam natychmiast równana do poziomu, po prostu nie wolno mi było, zresztą sama się bałam tak reagować, unikałam raczej awantur. Więc zamykałam się w sobie, gotowałam z nienawiści do nich, byłam pamiętliwa, to wszystko wrzynało się we mnie, narastało. Gdy byłam naprawdę gówniarą to naburmuszałam się, nie gadałam z nimi, unikalam ich, co czasami działalo. Śmiechu warte - zwykły sprzeciw gówno znaczy, a jak się walnie mocnego "focha" to Cię zauważają... Tak samo, kiedy "popisywałam" się, zachowywałam niepoważnie, jak 5latek, wydurniałam się. Sobą czułam się tylko w samotności. Miałam też okres kiedy wyobrażałam sobie przyjaciela na niby, poza tym wyobrażalam sobie wciąż, marzyłam... Codziennie przed snem śniłam na jawie, wyobrażałam sobie inne życie, "ciągnęłam" je, tę historię, długi czas. Na zmianę z lękami, poceniem się ze strachu, bo coś tam stoi, czai się lub Boga nie ma, niedługo umrę, co wtedy będzie itp.. Poza tym mimo naprawdę bdb ocen wciąż się bałam, czy zdam, czy wszystko na pewno umiem, czy zrobiłam zad.dom.:P... Kompletnie bez sensu. Żałuję, że wtedy nie wyluzowałam...

              Nie wiem, może to co tu opisuję, bez sensu znowu, nie jest wcale straszne, czy nienormalne... Dla mnie straszne były te uczucia, które we mnie siedziały... Przede wszystkim samotność, niezrozumienie, lęk, strach i wyobcowanie. Ból. To było straszne.
    • pet_it Re: wściekłość - dlaczego? 18.03.12, 12:51
      "kiedy zaczyna się drżenie uciekamy od autoagresji w atak na najbliższą osobę;"

      Dlaczego w najblizsza? Nie lepiej wyzyc sie na koledze w pracy, sprzedawcy w sklepie, kimkolwiek innym?
      • czita88 Re: wściekłość - dlaczego? 18.03.12, 14:02
        > Dlaczego w najblizsza? Nie lepiej wyzyc sie na koledze w pracy, sprzedawcy w sk
        > lepie, kimkolwiek innym?

        Najlepiej, to jest się wyżyć na tym co jest pod ręką - na sobie. Daje kopa najmocniej, i się nie żałuje. Z reguły. Nie tak bardzo. Nic się nie psuje, żadna relacja, mój obraz w niczyich oczach. bo ten w moich gorszy już nie będzie.

        Czasami myślę, że to się może zaczęło już dawno, dawno temu. Na starych nigdy nie wolno mi było się złościć. A raczej wyrażać tej złości. A kipiała aż się czacha dymiła.. Żeby nie eksplodować obracałam ją przeciwko sobie? Nie wiem.. Już w dzieciństwie bardzo często czułam się w ogóle nie rozumiana, wyobcowana, czułam że ich nienawidzę. Awantur, kiedy mówiłam co myślę, a raczej krzyczałam, plus szarpanina itd., było dosłownie tylko kilka, z matką, gdy puściła mi blokada. A nienawidziłam jej, jak nigdy nikogo, parę lat. Ona wybuchać mogła do woli.
        Czasem tez myślę, że podświadomie chciałam im robić na złość, krzywdząc siebie. Teraz, zresztą od paru ładnych lat, nie czuję do nich nic poza obojętnością, pogardą, chęcią uwolnienia się od nich / wściekłością, żalem, nienawiścią. I nie pamiętam kiedy ostatnio czułam coś innego. Nigdy z nimi nawet nie rozmawiałam. Zawsze liczyło się tylko to, żebym zjadła cały posiłek (ukrywanie żarcia zdarzało się dużo wcześniej niż ana), miała piątki i była zdrowa (ten lęk gdy czułam, że coś nie tak z moim ciałem i unikanie ich, by nie wyszło na jaw). Poza tym nie było mnie (nie mówiąc o moich sprzeciwach, lękach, potrzebach, marzeniach). Nie traktowali mnie jak człowieka, odrębną osobę, poważnie. Bardziej jak swoją własność, obowiązek, czasami kłopot, wydatek, czasami powód do dumy. Tzn raczej chwalenia się (komuś). Jak kukiełkę, która będzie robiła to co chcą.
        Teraz ja tak traktuję innych.
        • pet_it Re: wściekłość - dlaczego? 18.03.12, 14:58
          Skoro wiesz, ze to, co sie Tobie przytrafilo bylo zle i bolesne, i masz swiadomosc, ze powielasz bledy i zaniedbania swoich rodzicow (= rownasz sie z nimi), dlaczego do cholery nie wysilisz sie, i nie zaniechasz napedzania tego blednego kola?
          • czita88 Re: wściekłość - dlaczego? 18.03.12, 17:36
            A czy to ja sobie zainstalowałam te chore mechanizmy, w dodatku tak odmienne (wprowadzające w błąd) ?? Czy to mój wybór? Wiem, że można lepiej, że można się nawrócić, zmienić, pokochać siebie, żyć świadomie, sraatata... ale do cholery to nie jest takie proste. To nie jest jak postanowienie - od dzisiaj będę dobra, normalna, zdrowa. W ogóle to wkurwiaja mnie takie pytania w stylu "skoro wiesz, że robisz źle/ szkodzisz sobie / i innym, to dlaczego tego nie zmienisz?" jakie już tu padały. K*rwa mać, a dlaczego alkoholicy nie przestaną pić? Dlaczego te prawie dwie trzecie ludzi, z nadwagą lub co gorsza otyłością, nie ruszy dup i nie przestanie wpierdalać ?? Dlaczego nekro-/pedo-/zoo- i inni file się k*rwa nie nawrócą na kobiety ?? Dlaczego anorektyczki nie zaczną jeść!!? Bo każdy ma inaczej nasrane i inaczej radzi sobie ze swoimi problemami, a niektórzy nie radzą sobie ku*wa wcale!!!

            Związków unikam od dawna, a że zdarzyło mi się w coś wdepnąć, to przepraszałam (zainteresowanych) milion razy. Obcych ludzi, przypadkowych, znajomych, raczej nie ranię. Gorzkie słowo w odwecie, czy parę słów krytyki lub niedanie sobie wejść na głowę, raz na pół roku, to chyba nie ma zbyt niszczycielskiej siły. Że kogoś lubię gdy tak nie jest udawać nigdy w życiu nie zamierzam. Dotykam i kaleczę tylko tych, z którymi jestem, więc właśnie nie będąc póki co z nikim zapobiegam powielaniu starych błędów.
          • neon.ki Re: wściekłość - dlaczego? 18.03.12, 22:14
            mnie też drażni takie podejście :)

            "powielasz bledy i zaniedbania swoich rodzicow (= rownasz sie z nimi)" i jeszcze ten wjazd na ambicję lol
      • neon.ki Re: wściekłość - dlaczego? 18.03.12, 22:20
        w ogóle co to jest za podejście, wyzyć się na kimś obcym, lub mniej bliskim.

        a może to tak się właśnie robi w świecie "zdrowych" relacji?

        wyżywanie się na kimś, ale mi rozwiązanie.
    • brz_a_sk Re: wściekłość 24.03.12, 17:59

      szukanie zajęcia dla myśli by nie uciekały - zawsze jest dręczący dyżurny, wpuszczony sieje panikę, by przerwać - wyrwać się - kosmos i drama; krzyk

      niedosyt, brak końca
      emocje rosną przyjemnie i na czubku ma być przełamanie - satysfakcja uff
      przyjemne zmęczenie ulga
      a tu nie - spirala, korkociąg czy w dół czy w górę - nazbierane - wystrzela i
      i nie ma hamulca
      można tylko spaść w przepaść nie-satysfakcji ale innego ekstremum - dna i gramolić się na powierzchnię swoich myśli
      nie ma szczęścia
      oprócz lotu po szczytach w bezdechu - orgazm bez spacji - z pewnością, że rzęsa czyjakolwiek wytrąci i wszystko runie
      więc nawet szczyty zalicza się pakując w doła - nieuchronność - w pakiecie
      podkręcanie szczęścia zapowiedzią bólu upadku
      uciekanie w euforię by rąbnąć
      z pełną świadomością z czasem
      z pełna świadomością - jakby się zbliżając do kogoś dłoń miało pewność porażenia go swoim syfem
      kochanie ja ci przypier* za miłość


      • endless_pain Re: wściekłość 31.03.12, 19:58
        brz_a_sk, Twój wpis...jakbym czytała o sobie...Wściekłość i wrzask...
        Wprawdzie nigdy nie miałam zdiagnozowanego BPD ale czy nie najlepszą diagnozę wystawiają nam ci, którzy z nami żyją ? Ci, którzy mieli nieszczęście nas pokochać i z nami żyć ?
        Ku własnemu zniszczeniu...
    • brz_a_sk Re: wściekłość 27.05.12, 10:04
      Arnhild Lauveng - Byłam po drugiej stronie lustra
      słucham tej książki - zainteresowała mnie
    • brz_a_sk Re: wściekłość 25.06.12, 19:12
      tu się czuję bezpiecznie
      • energica Re: wściekłość 01.07.12, 22:54
        brz_a_sk napisała:

        > tu się czuję bezpiecznie
        ja też :*
    • zapetlona-online Re: wściekłość 10.07.12, 12:49
      .... tam gdzie kończy się moja wściekłość werbalna zaczyna agresja- NIENAWIDZĘ JEJ równie mocno jak nie potrafię opanować.
      To jedyny stan ,w którym moja "krucha" konstrukcja nabiera niemal nadprzyrodzonej mocy nastawiona tylko na to by zranić jak najdotkliwiej... a potem z kolan błaga o przebaczenie widząc krew, siniaki.........

      Wściekłość..... tak bardzo chciałabym już jej nie czuć -zamienić zaciśnięte zęby na uśmiech... Mam teraz nowe leki...jest lepiej ...Modle się szeptem żeby ten stan trwał jak najdłużej....

      Charles Chaplin powiedział kiedyś ,że "Tylko niekochani nienawidzą"- więc dlaczego teraz kiedy ktoś mnie pokochał nie potrafię odrzucić nienawiści za skradzione dzieciństwo??????????????????
      Wstyd mi przed sobą samą................
      • brz_a_sk Re: wściekłość 10.07.12, 18:27
        wściekłość
        wstyd
        strach

        można plakatem na całe niebo rozwiesić

        i karteczką schowaną w kieszonce krzyczeć - kochajcie mnie

        mimo albo dlatego

        trudne!!!!!!!!
        takie trudne dla wszystkich

        • robakbpd Re: wściekłość 28.07.12, 12:13
          wreszcie ktoś dziwny
          ciekawe jak bardzo prawdziwy

          podoba mi się jak piszesz brzask ,ciekawe ile w tym choroby , a ile prawdy ?

          przeczytałem parę postów twoich
          masz jakąś odpowiedź ?-
          gdzie jest dziura w bpd?
          dlaczego nic nie usuwa tego czegoś z pod żeber?
          rozkminiłem pół wszechświata i dalej nie wiem o co chodzi...

          co dla nas bpd jest naprawdę wspólne?

          czuje wieczną nerwę ,boję się i wstydzę ludzi , boję się być sobą ...
          nie chce być psycholem ,chcę być nietypowy ,ale normalny...

          zniszczenie
          ale bym niszczył wszystko jakbym popuścił kontrolę ,najlepiej pięściami ,tak żeby pustaki pękały pod nimi
          ludzi nie chcę niszczyć ,ale te przedmioty ,które są ważniejsze dla ludzi od ludzi (ode mnie i od tych co cierpią samotność)...
          • brz_a_sk Re: wściekłość 28.07.12, 12:28
            co dla nas wspólne?
            chęć
            szacunek
            wyrozumiałość a może nawet porozumienie

            wiesz - w wyrozumiałości już jesteś schodek nad :-)
            w pochyleniu też jest już - uwaga: wyniosło mnie!
            dobrze jeśli to umocowane w sile i pewności, że ramię chętne
            gorzej gdy w dystansie

            spróbuj poszukać przełożenia - chcę być dla innych inny i tym ciekawy ale inne bym z pięści

            jak parę w tęczę zamieniać - nieustającą najlepiej bo moc wielka drzemie, gdy spokojnie wypływa :-)

            uśmiecham się dziś więc pewnie mnie mądrze piszę

            i jak tu się cieszyć :-)
      • brz_a_sk Re: wściekłość 20.07.12, 17:00
        www.youtube.com/watch?v=5mWYOe8q_Xc&feature=related
    • brz_a_sk Re: wściekłość 06.08.12, 14:00
      napisałam dziś gdzieś w świecie:

      bord wystaje porami na zewnątrz i to czule

      zbiera wszystko i ma

      czym odpalić kiedy przepełni stos

      nie mamy poczucia jak wiele osób się zmaga - bez przerwy

    • brz_a_sk Re: wściekłość 11.11.15, 13:41
      póki jeszcze działa polecam
      www.ipla.tv/Mala-czarna-odcinek-359/vod-5603514#/page_container
      trzeba przetrwać reklamy, potem wstęp niby zbędnonudny
      a potem jeszcze pozwolić sobie pomyśleć

      czym są a czym nie są związki tak trudne, wyczerpujące, nieznośne i trudne do zakończenia nawet gdy są już beznadziejne

      kiedy są trudne a kiedy chorobliwe
      i co możemy sami zrobić by jednak nie niszczyć wszystkiego w koło
      przecież z czasem wszyscy wiedzą jak dewastujmy
    • brz_a_sk Re: wściekłość 26.01.16, 00:31
      Gentry.W.Doyle-Kiedy.kochasz.gniewnego.czlowieka
      bardzo dobra książka - polecam
    • brz_a_sk Re: wściekłość 04.02.16, 09:55
      polecanie seriali w naszym kraju to obciach,
      może ktoś z przekory obejrzy jednak
      chyba to działa, do pewnego momentu jakieś hamulce działają, coś staje przed oczami
      bajka do każdego trafia inaczej ze swoich doświadczeń i wyobraźni budujemy emocje, znajdujemy lub wcale jakiś sens
      vod.pl/seriale/na-dobre-i-na-zle-online/r0nwn9
      polecam ten odcinek na żółtą karteczkę ratunkową - kiedy coś gna desperata za kółko

      kto zna moc swoich szajb wie, że przychodzą momenty kiedy żaden rozum, żadne postanowienia nagle nie powstrzymują człowieka od desperacji - ostatni działa jeszcze strach - tak mi się wydaje
      może takie obrazy, skojarzone ze swoimi historiami warto mieć w sobie
      dyżurne alarmy gdy po pijaku czy w desperacji poza kontrolą rozumu zdarza się komuś siadać za kółko - może taką własną czerwona kartka warto naszykować, może zdążymy ją sami sobie wyciągnąć
      może chociaż niektórym to pomoże
      nie wszystkim - na pewno nie wszystkim, niestety
    • brz_a_sk Re: wściekłość 27.12.16, 14:39
      www.youtube.com/watch?v=Ec5kEUXeo_E
      16 maj 2014

      "Wykład dr. Wojciecha Glaca zorganizowany został w ramach spotkań Kawiarenki Neurobiologicznej i projektu "Oblicza Nauki". Studenckie Koło Naukowe Neurobiologii UW, 24 kwietnia 2014 r.

      Wraz z rozwojem badań nad mózgiem poszerza się stan wiedzy na temat neurobiologicznego podłoża zachowania, w tym zachowań przestępczych.

      Więcej oraz wykład w formacie mp3 do ściągnięcia znajduje się na stronie
      wszechnica.org.pl/11/159/1031/mozg_przestepcy_wyklad_dr_wojciecha_glaca "

      pomaga zrozumieć co nie działa, gdy nie mamy szans przerywać nakręcających się emocji, lub nie rozumiemy dlaczego nasze ciało nie spełnia naszych oczekiwań;
      dlaczego jedni latają z łatwością jak anioły, a inni by nie być diabłem muszą się starać i starać i starać i nigdy nie zbliżać do krawędzi, bo tam wyłącza się panowanie :( sterowanie;
      po tym wykładzie zdaje się ilość pytań gwałtownie rośnie, myślę, że te wątpliwości to najlepszy efekt wykładu;

      oby rok 2017 i rozjaśnił, do dziś bardzo dyskusyjne, przyczyny zaburzeń i uzależnień, oby zdjął z ludzi winy, a podpowiedział drogi wyjścia, lub sposoby radzenia sobie;
      by zamiast piętna dał oręże
      nikt tak wiele nie analizuje, tak bardzo nie stara się żyć po ludzku jak osoby z BPD i innymi zaburzeniami - nikt tak często nie staje przed ściną, której nie daje się pokonać

      czasem wszystko daje tyle samo co wyjazd do wód w razie gruźlicy - a i tak trzeba się trzymać każdego przypływu nadziei
      na 2017
      siły do radzenia sobie ze swoimi problemami, postępu nauki i zrozumienia u tych, którzy chcą by wszyscy widzieli tak łatwo jak oni - pomimo, że nie wszyscy mają oczy i najlepsze chęci nie pozwolą przejrzeć; oby wiedza pozwolił widzieć nawet gdy oczu nie wygeneruje, by przynajmniej uczyła jak żyć pomimo wszystko

      jeśli zostajemy sami na łące i po godzinie prób nasze myśli są pretensjami do ludzi, którzy żyją odsunięci od nas, w dystansie - to zaczynajmy przyglądać się sobie a nie ich winom - jeśli chcemy odnaleźć równowagę i zrozumieć co w nas nie działa samodzielnie - to jedyna droga do ogarnięcia się; zrozumieć siebie, swoje wybory, swoje uzależnienia i lokowanie swoich wymagań, zaufań w innych;
      gdy rozumiemy po co i czemu nie idziemy na łąkę sami tylko z tym przepełnionym nocnikiem krzywd jest o kroczek bliżej obłoków spokojnych

      :)

    • brz_a_sk Re: wściekłość 29.12.16, 19:32

      miłego buszowania
      manufaktura-radosci.blogspot.com/2015/03/5-typow-toksycznych-ludzi-na-ktorych.html na końcu video z Santorskim

      manufaktura-radosci.blogspot.com/2016/12/jak-radzic-sobie-z-gniewem-i-zoscia-nie.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka