26.09.12, 01:34
Muszę Was o coś spytać. Potrzebuję Waszej opinii.
Otóż od trzech miesięcy spotykam się z kimś.

Jest to mężczyzna o typowych cechach introwertyka. Zamknięty w sobie, potrzebujący znacznej przestrzeni dla siebie. Domator, miłośnik książek. Intelektualista.

Ja ChAD (w remisji) i BPD. Bulimia.

Bardzo zafascynował mnie ten mężczyzna, ale jest w moim mniemaniu bardzo niedostępny. W porównaniu ze mną ekstrawertykiem, jesteśmy jak ogień i woda.

Nie wiem co tak naprawdę mu się we mnie podoba. Wygląda na to, że on mi się przygląda. Wie o moich rozpoznaniach, zapoznał się z dostępnymi materiałami w sieci.

Od jakiegoś czasu moja chwiejność znacznie się wzmogła. Zaczęłam odczuwać także ból związany z jakimś brakiem jego. Z jakimś jego marginalnym zaangażowaniem w ten związek, podczas, gdy ja zaczynam czuć z tygodnia na tydzień coraz mocniej i nie umiem tego opanować.

Przyczyną może być fakt, że nie kochaliśmy się do tej pory, ponieważ on jak to ujął, potrzebuje czasu, by móc wejść w taki rodzaj intymności ze mną.

Zaczynam odczuwać frustrację. On zazwyczaj nocuje u mnie raz w tygodniu, ale jedyne co nam się zdarza, to nieudane próby uprawiania seksu, ze względu na jego niezdolność, czy też krótkotrwałą erekcję.

Nie zachowuje się jak mężczyzna, których dotąd znałam. Kiedy wychodzimy gdzieś razem każde z nas płaci za siebie. Ani razu nie zabrał mnie na kolację, nie zapłacił za nic. Nie nie jestem materialistką, po prostu czuję się jak koleżanka a nie jak kobieta, o którą się zabiega. Tak to sobie wyobrażam.

Chciałabym, żeby zapraszając mnie do kina kupił mi ten bilet, ale kiedy nawet on płaci, to przyjmuje po chwili pieniądze, które ja oczywiście mu oddaję.

Frustruje go moja chwiejność oraz akty zazdrości. Ja, żeby jakoś poradzić sobie z tym wszystkim i odciąć się od niego, zaczęłam się spotykać z innymi męzczyznami.

Niestety skutkuje to tym, że zaczynam szaleńczo go kochać, jeszcze bardziej utwierdzam sie w tym, że jest kimś wyjątkowym. Ale smutne jest to, że czuję sie przez niego odrzucona i niechciana.

Brak seksu sprawia, że czuję się niekobieca. Nie chodzi o suchy seks ale bliskość, która jest mi tak bardzo potrzebna.

Zamiast się zamknąć w sobie i odejść zaczynam szalenie go pragnąć. Wariuję na jego punkcie i kompletnie tracę zmysły.

Nie umiem z nim szczerze rozmawiać. Nie umiem mu powiedzieć jak bardzo jest dla mnie ważny. Dwa dni temu napisałam mu jedynie smsa, że czuję jak rodzi się we mnie jakieś neurotyczne uczucie do niego, że jest dla mnie ważny, że mam ochotę przeniknąć do jego ciała przez jego skórę, zawłaszczyć go. Nie skomentował tego, nie próbował podjąć rozmowy.

Nie wiem co z tym wszystkim robić. Nie mam obecnie kontaktu z żadnym terapeutą i nie wiem gdzie ja popełniam błąd a gdzie on. I czy ten związek ma sens.

Jestem psychcznie i fizycznie obolała ze smutku i lęku o to, że ten związek nie przetrwa, choć tak go potrzebuję.

Nie wiem na ile jasno przedstawiam sytuację. Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiem. Boję się, że on dostrzega mój neurotyzm i wycofa się z tego związku. Z drugiej strony, nie wiem czemu tak mi na nim zależy, skoro czuję się nie do końca usatysfakcjonowana tym co on oferuje.

To tyle co mi przyszło do głowy. Może od słowa do słowa i pomożecie mi zrozumieć co właściwie przeżywam i co jest w tym wszystkim nie tak. Proszę pomóżcie.
Obserwuj wątek
    • brz_a_sk Re: Związek 26.09.12, 12:45
      nie chcę napisać zbyt dużo
      muszę pomyśleć co napisane tu miałoby sens

      w tym tekście jesteś bordem, który odpala rakietę
      jesteś inna piszesz zupełnie co innego niż pisałaś wcześniej

      i ranisz partnera

      stop - pomyśl co chciałaś osiągnąć

      ja już wiem, że Ty teraz tak myślisz
      bord nie kłamie - prawda?
      bord myśli zupełnie inaczej w ciągu jednej sekundy

      może spróbuj poszukać swoich starych tekstów o tym co popisałaś teraz tu zupełnie po nowemu

      ja wiem, że nie masz złej woli ale włosy mi się zjeżyły - bord przeraża tym jaki może być za chwilę; mimo, że wiem kolejny raz czuję, że tego nie da się zrozumieć trzeba się z tym pogodzić

      i jakoś mieć nadzieję, że włożyłaś tyle pracy w siebie, że zauważysz

      jedziesz bordem - uważaj zabijasz

      a on nie zasłużył - jak mało kto starł się i nie wiem czy się nie stara nadal

      wiem tylko to co pisałaś wcześniej - szukaj swoich tekstów

      trzymam za Was

    • 7roy Re: Związek 26.09.12, 13:48
      Zwiazek?? nie wiem dlaczego ludzie z borderline nie potrafia odpuscic ludziom zdrowym przeciez za kazdym razem gdy pakujecie sie w kolejny zwiazek to macie swiadomosc ze wkoncu zaczniecie niszczyc swoich partnerow....nie macie juz dosc... ilu ofiar potrzebujecie by odczuc satysfakcje?? tylko dlatego ze nie chcecie byc sami to musicie niszczyc innym psychike, plany, marzenia, rzeczy materialne, a nawet reputacje ( bo moja kobieta obdzwonila cala moja rodzine klamiac ze ja ja bije i wyzywam od ku...w itp). Niestety musze to stwierdzic jak dla mnie schizofrenia przy borderline jest jak przeziebienia przy zapaleniach pluc..
      • perfekcjonizm Re: Związek 26.09.12, 14:07
        Nie wiem w takim razie co zrobić?
        Czy mam zatem zrezygnować z tego związku, by chronić mojego chłopaka przede mną?
        • 7roy Re: Związek 26.09.12, 14:19
          perfekcjonizm napisała:

          > Nie wiem w takim razie co zrobić?
          > Czy mam zatem zrezygnować z tego związku, by chronić mojego chłopaka przede mną
          > ?
          >
          Oczywiscie , ze tak.
        • non-grata Re: Związek 26.09.12, 17:30
          Perfekto,
          wiesz dobrze, że nie w tym rzecz:

          "Czy mam zatem zrezygnować z tego związku, by chronić mojego chłopaka przede mną?"

          - w ten sposób niczego poza wprawą w uciekaniu nie osiągniesz...

          -
      • non-grata Re: Związek 26.09.12, 17:27
        7roy,

        jawisz mi się jako kolejny nadepnięty narwaniec.

        O gettach i bantustanach dla borderów już gdzieś tu było, niestety, póki co eksterminacji nie uda się przeprowadzić, taa, ubolewam, wychodząc kominem może udałoby mi się pozwiedzać trochę świata bez znajomości języków.

        Ilu ofiar?
        Tylu, ile się nawinie w gotowości służenia nam z wypisanym tępym uwielbieniem w oczach.
        M y ś l e ć . . .

        Gratuluję, szczerze gratuluję iluminacji tyczącej się schizofrenii.
        Bądź idolem mym, i, najlepiej jeszcze - fanem, jak mawiają ci, co zmieniają swoje życie o 360 stopni.

        Nade wsjo - pozdrawiam serdecznie.
    • spaprany Re: Związek 26.09.12, 14:14
      "> Bardzo zafascynował mnie ten mężczyzna, ale jest w moim mniemaniu bardzo niedos
      > tępny."

      przecież dlatego Cię bardzo zafascynował.

      "Zaczęłam odczuwać także
      > ból związany z jakimś brakiem jego. Z jakimś jego marginalnym zaangażowaniem w
      > ten związek, podczas, gdy ja zaczynam czuć z tygodnia na tydzień coraz mocniej
      > i nie umiem tego opanować."

      Jasne, a gdyby on się zaangażował bardziej - przestałabyś czuć mocniej, a być może nawet przestałabyś czuć w ogóle.

      "> Nie zachowuje się jak mężczyzna, których dotąd znałam. Kiedy wychodzimy gdzieś
      > razem każde z nas płaci za siebie. Ani razu nie zabrał mnie na kolację, nie zap
      > łacił za nic. Nie nie jestem materialistką, po prostu czuję się jak koleżanka a
      > nie jak kobieta, o którą się zabiega. Tak to sobie wyobrażam."

      Jeżeli dla Ciebie "zabiegać o kobietę" = wydawać na nią pieniądze - zweryfikuj swoje poglądy. Szukasz sponsora, czy bliskiego, dorosłego człowieka? W "zdrowym świecie" nie udowadnia się zaangażowania wydając pieniądze.

      "> Frustruje go moja chwiejność oraz akty zazdrości. Ja, żeby jakoś poradzić sobie
      > z tym wszystkim i odciąć się od niego, zaczęłam się spotykać z innymi męzczyzn
      > ami."

      I co robisz z tymi "innymi mężczyznami"? Dają Ci to, czego on nie umie dać? Sponsorują Ci kolacje i prawią komplementy? No, skoro tego potrzebujesz... Klasyka borderowa, bierzemy ludzi i posługujemy się nimi, używamy ich do zaspokajania swoich pierwotnych popędów i potrzeb. A "Twój" facet nie ma nic naprzeciw? A oni niczego od Ciebie nie oczekują?

      "> Zamiast się zamknąć w sobie i odejść zaczynam szalenie go pragnąć. Wariuję na j
      > ego punkcie i kompletnie tracę zmysły."

      Bo jest niedostępny i nie masz na niego wpływu i trudny do zmanipulowania, więc jajo znosisz z potrzeby wpływu na niego. Dopóki on nie zacznie szaleć i zachowywać się jak galareta - nie będziesz miała dostatecznego dowodu, że "mu zależy!" i będziesz szalała ze strachu, że odejdzie, że nie kocha, że nie jest blisko. A jeżeli ten dowód zdobędziesz - w kwadrans przestaniesz szalenie go pragnąć i wariować na jego punkcie, bo się przestraszysz bliskości i odpalisz mechanizmy ucieczki.

      "> Nie wiem co z tym wszystkim robić. Nie mam obecnie kontaktu z żadnym terapeutą
      > i nie wiem gdzie ja popełniam błąd a gdzie on. I czy ten związek ma sens."

      A co chciałabyś zrobić? Zachowujesz się "normalnie", normalna borderowa reakcja na relację. Gdzie popełniasz błąd? Wszędzie: za dużo oczekując, nie akceptując, nadinterpretując, przeanalizowując, pozwalając facetowi, żeby miał za duży wpływ na Twoje codzienne życie i Twoje stany umysłu, klasycznie się szarpiąc, miast czerpać spokojną radość z tego, że masz kogoś przy sobie.

      Nie wiem, czy można mówić, że to "błędy", jak dla mnie to żelazna klasyka - borderowa norma, jeden z nieśmiertelnych etapów tanga. Przecież czytasz wypowiedzi innych z bpd i doskonale wiesz, że to tak wygląda. Taka to miłość w Waszym wydaniu...

      tak czy owak - powodzenia!
      • perfekcjonizm Re: Związek 26.09.12, 15:05
        Dzięki spaprany, dzięki, wszystkim. Właśnie takich komunikatów zwrotnych potrzebowałam.

        Muszę zatem zatroszczyć się o niego. Nauczyć się na niego czekać. I akceptować takim jakim jest, przecież ja pragnę tego samego. Mianowicie, by on mnie także akceptował z moimi ograniczeniami.

        Chciałam przez ten związek przejść w ciszy a wywołałam burzę, z kłębami czarnych chmur, które zaciemniają obraz tego jak jest naprawdę.
        • brz_a_sk Re: Związek 26.09.12, 15:14
          pomyśl czym mogłaś zranić najmocniej

          może powinnaś coś odkręcić?
          • perfekcjonizm Re: Związek 26.09.12, 16:35
            Powinnam się zatrzymać. Powinnam przestać histeryzować.
    • non-grata Re: Związek 26.09.12, 17:21
      Szlag mnie trafi i krew zaleje, postaram się powoli, ładnie i składnie.

      Perfekto,
      mam dla Ciebie sympatię, ale - nie poszłaś po bandzie, Ty bandę wygięłaś w spiralę i jeździsz po niej w tę, i z powrotem, z góry na dół, za moment zjedziesz parkiet, i, być może tracąc grunt zauważysz, że parkietem była powłoczka Twojego obecnego wybranka.

      Ładnie się tu opisałaś.
      Pogubiona i w ten deseń.
      Teraz powinnaś przedstawić jeszcze ciąg dalszy teksu, najlepiej przedostatni swój wpis blogowy, bo - zbieżności są tu niewielkie.
      Blogowo - bardziej obrazowo, mniej usprawiedliwienie.

      Mniejsza; ad rem:

      W powyższym tekście przedstawiasz go na "dzień dobry" odsuwająco (piszę mając na względzie Twoje wpisy blogersowe), dystansujesz i, sic!, ja już widzę u niego rysy, i mocno czuję, iż te za moment, jeśli nie zadziałasz odwrotnie - staną się pęknięciami.

      Jasne, że chwiejność wali Cię teraz ze wzmożoną siłą, jasne, że odczuwasz frustrację - nie pozwala się jegomość przerosnąć, ogarnąć i wbić w ciasny schemat rozeznania, pojmowania i dostosowania, czyż nie?
      Perfekto, o to chodzi.
      Sama pomyśl - czy byłoby fajnie, gdyby dostosował się?
      Zwiałabyś z prędkością światła.
      Szybko biegasz?
      Nie wiem, ale uciekasz naprawdę z przyklaskiem i przytupem.

      Piszesz, że nie potrafisz z nim szczerze rozmawiać.
      Sic!, po raz drugi - na czym więc opierasz ten związek, w swoim mniemaniu?
      Na czekaniu, aż zapłaci za Twoją kolację, pozwoli się zdominować i prześpi się z Tobą, by było jak z każdym innym?
      Jest pozbawiony indywidualizmu?
      Naprawdę jest jak każdy inny?

      Perfekto,
      przestań czekać, aż ktoś poprowadzi Cię za rękę.
      Wiem, byłoby trochę fajnie i trochę komfortowo, ale i trochę nie fair, bo nikt nie podejmie się życia za Ciebie, czucia za Ciebie etc., etc.

      Wydaje mi się, iż nie tyle potrzebujesz forumowej opinii, co - głaska i pocieszenia, usprawiedliwienia, ale ja, to tam tylko ja, i nie potrafię podpisać się pod Twoim autousprawiedliwieniem, ani stosownego Ci wydać, bo uderzasz w kogoś, kto stał/ staje Ci się bliski i a rebours.
      • perfekcjonizm Re: Związek 26.09.12, 23:47
        No dobrze, oberwało mi się od Was.
        Oby mnie to czegoś nauczyło.
    • brz_a_sk Re: Związek 26.09.12, 17:37
      masz przyjaciól
      masz wsparcie
      masz - chyba jeszcze masz wspaniałego mądrego partnera

      wiemy, ze starasz się

      dasz radę

      naprawiaj co rozjechałaś

      wróć się szybko kilka kroków

      nie wiem czy to możliwe
      nie wiem

      ale spróbuj

      komuś musi się udać nie zatłuc tak dojrzałego partnera jaki Tobie się trafił

      razem tak daleko doszliście tyle pracy

      wracaj

      cofnij się do RAZEM

      widzisz, że WAM kibicujemy

      zasługujecie na to
      • perfekcjonizm Re: Związek 26.09.12, 23:23
        Naprawiać? Jak? Jak naprawić? Napisałam to wszystko tu specjalnie, żeby się przyznać do swoich myśli. Co tu mam naprawiać? Mogę się tylko uczyć od Was, wyciągać wnioski, starać się rozumieć, że nie tędy droga. Że on jest jednak coś wart, że ja jestem dla niego coś warta.

        Pisałam to wczoraj, myśląc, że on ma kogoś, że kocha inną kobietę. Ze ja jestem takim wypełnieniem jego pustki po kimś. Wczoraj zrobiłam mu scenę zazdrości. Wczoraj poczułam znów ten olbrzymi napływ wściekłości omal do utraty przytomności.

        Czy mam walczyć o niego? Walczę dzisiaj, ale wczoraj byłam przekonana, że on jest przeciw mnie. Wczoraj byłam pewna, że jestem dla niego nikim.

        Mam dość tej chwiejności, mam dość tego lęku. Chcę by ktoś to ode mnie zabrał.
        Kocham go ale jednocześnie tak bardzo boję się odrzucenia, że jestem w stanie zniszczyć to co jest między nami.
        • brz_a_sk Re: Związek 27.09.12, 13:30
          ja to wiem
          pewnie on to wie
          ale to niczego nie zmienia
          motywy mogą być brane pod uwagę
          jasne
          ale nie zmieni oczekiwań
          zabierz z powrotem to co manipulacją

          wiem bord woli skonać niż ...

          bord ma wybór

          bord człowiek i borda partner człowiek

          oboje szanuję to się odezwałam
          • perfekcjonizm Re: Związek 27.09.12, 16:34
            Brzasku, skąd u Ciebie to przekonanie do mojej manipulacji?
            • brz_a_sk Re: Związek 27.09.12, 17:34
              nie chce mi się nawet o tym pisać już więcej
              już znasz moje zdanie z pw

              pisałaś wcześniej dużo o swoim partnerze, czytałam to
              starał sie spełniać Twoje wszystkie prośby dotyczące odłożenia sexu
              tak się nie robi perfekcyjna

              wykorzystałaś jego dobre intencje

              wrrrrrrrrrrrrr

              idę stąd

              za duzo mnie to kosztuje

              a Ty chyba nie masz zamiaru nic naprawić

              gotowa jesteś pogadać

              a nie sprostować i przeprosić





              • perfekcjonizm Re: Związek 28.09.12, 00:30
                Brzasku,

                jeśli chodzi o moje odłożenie seksu, to właściwie on się zgodził, tak jak ja zgodziłam się w jego przypadku. Z tym, że mijają juz prawie trzy miesiące a ja nadal nie wiem co się dzieje.
                On wciąż powtarza, że potrzebuje czasu.

                Wybacz Kochana. Jestem w stanie czekać, ale chcę zrozumieć, co się takiego dzieje, gdzie jest problem. Jeśli nawet trzeba będzie, pójdę z nim do terapeuty, seksuologa czy gdzie tam jeszcze. Tylko niech mi pomoże zrozumieć a nie zamyka się w sobie i mówi, że trzeba czasu.

                Dlaczego go tak bronisz Brzasku? Przecież go nie znasz. Nie wiesz jak jest, nie widzisz jak to wygląda.

                Za co ja mam przepraszać? Za to, że tu napisałam o jego problemie? Skoro mój blog nie może już być miejscem do tego przeznaczonym. Skoro nie mam terapeuty, któremu mogę to powierzyć.

                Napisałaś, że publicznie zrobiłam z P. impotenta. Ok, nie to było celem, chciałam by ktoś mi poradził, co w tej sytuacji zrobić. Dokąd się udać, jak rozmawiać z P., przy jego tak osobliwym zamknięciu się w sobie.
                • spaprany Re: Związek 28.09.12, 02:53
                  "Jestem w stanie czekać, ale chcę zrozumieć, co się takiego dzieje, gdzie jest problem."

                  Nie do mnie pisałaś, ale się wypowiem, wybacz.

                  Aha, CHCESZ zrozumieć? I co, wszystkie Twoje ruchy teraz są usprawiedliwione, bo TY CHCESZ zrozumieć? Może zweryfikuj swoje oczekiwania, co? To dorosły, samodzielny facet, odrębna jednostka. Dał Ci prawo do Twoich, zajebistych problemów? Chyba dał, skoro wie o Tobie dużo i jest/był przy Tobie. Dużo zaakceptował? Chyba tak. A co by było, gdyby on CHCIAŁ ZROZUMIEĆ Twoje problemy? Da się? No chyba nie do końca, prawda? W wielu miejscach trzeba AKCEPTOWAĆ, bo nic innego nie pozostaje.

                  Po co Ty tak bardzo chcesz zrozumieć, zastanawiałaś się nad tym? Wydaje Ci się, że jak zrozumiesz, to problem się rozwiąże? A jakby Ci ktoś powiedział, że zrozumiesz i to nic nie da - też tak bardzo chciałabyś zrozumieć? Nie, ja wiem: TY CHCESZ zrozumieć, żeby wykluczyć jedno podejrzenie - że to Twoja wina, bo po prostu go nie pociągasz, prawda? Może tu nawet nie chodzi o sam seks, tylko o to koszmarne podejrzenie, które Ci spędza sen z powiek? A może nawet jest jeszcze gorzej, bo Ty się panicznie boisz, że on nie potrzebuje seksu, więc się od Ciebie nie uzależni?

                  Na przykład ja bardzo chciałem zrozumieć moją byłą kobietę, bo mi się wydawało, że wtedy będziemy w stanie rozwiązać problem. Zobacz: myślałem, że jak JA zrozumiem JEJ problemy - PORADZIMY sobie. Idiotyczne myślenie: JA poznam i zrozumiem JEJ problem, potem jej wszystko wyjaśnię i opiszę i damy radę. Co ja chciałem w rzeczywistości osiągnąć? Może po prostu "pomóc jej" w tym, żeby mogła sprostać moim oczekiwaniom? Miesiącami nie przyszło mi do głowy, że ostatnim etapem po tym mitycznym zrozumieniu - jest akceptacja, bo z pozycji partnera nic kompletnie więcej się nie da zrobić. Gorąco Ci polecam, skróć swoją drogę do tej bezcennej wiedzy, oprzyj się na moim doświadczeniu i zanim zrobisz wszystko, żeby zrozumieć - zaakceptuj stan rzeczy.

                  "Jeśli nawet trzeba będzie, pójdę z nim do terapeuty, se
                  > ksuologa czy gdzie tam jeszcze. Tylko niech mi pomoże zrozumieć a nie zamyka si
                  > ę w sobie i mówi, że trzeba czasu."

                  Weź Ty się zajmij sobą i swoimi problemami, hę? A nie znalazłaś sobie temat zastępczy i będziesz "uzdrawiać" faceta. Może po prostu nie pasuje na faceta kogoś o Twoim rysie osobowości? Może go zniechęca właśnie Twoje ciśnienie i parcie? A może ma po prostu taki marny temperament, nie potrzebuje seksu i nie wie jak Ci o tym powiedzieć? Ja obstawiam to ciśnienie i parcie. W tych tematach tak niestety jest - jak się zacznie "problem", im więcej ciśnienia, parcia i trzepania piany - tym bardziej problem narasta.

                  Daj facetowi prawo do samostanowienia. Jeżeli piszesz, że jesteś w stanie czekać - wypieprz z tej linijki wszystko od przecinka. Nie ma żadnego ALE. Albo jesteś w stanie i czekaj, albo nie jesteś i odejdź.

                  To, co robisz to najkrótsza droga do tego, żeby go stracić. Jest zamkniętym w sobie introwertykiem? Zapewniam Cię, że naciski, drążenie, poganianie, grzebanie - to wszystko jak najgorzej na niego działa. Może dlatego od 3 miesięcy nie wiesz, co się dzieje i nic się nie zmienia, bo przez te 3 miesiące 30x dziennie powtarzasz mu, że w porządku, dasz mu nawet 10 lat czasu, byle Ci powiedział, o co chodzi? Nie dałaś mu ani tygodnia bez ciśnienia i chłopak się zwyczajnie nie zdążył wyluzować? Nie miał szansy? To tak jak z osą - im bardziej machasz rękami, żeby Cię nie ugryzła, tym bardziej Cię ugryzie. Bo nie potrafisz pomyśleć jak osa. Robisz wszystko, co W TWOIM ODCZUCIU jest najlepszym zabezpieczeniem przed ukąszeniem, a nie pomyślisz jak osa. Że jak przestaniesz machać rękami - osa będzie Cię miała w dupie. Tak działa zresztą 99% Waszych partnerów. Zamiast kurwa usiąść i posiedzieć - szarpią rękę w kajdankach i się nie mogą nadziwić, że kajdanki się zaciskają.

                  Prawda jest taka, że Ty chcesz z nim dyrdać po lekarzach - a to Ty masz problem, nie on. On nie czuje potrzeby, więc nie ma braku. Ty masz brak, więc Ty chcesz "mu pomagać", ale w rzeczywistości go naprawiać, żeby był zdolny do zaspokajania Twoich potrzeb. Podobno zmienić drugą osobę da się tylko i wyłącznie zmieniając siebie samego. Bardzo dużo wydarzeń w moim życiu i otoczeniu wskazuje na to, że to tak właśnie działa.
                  • czita88 Re: Związek 28.09.12, 09:50
                    Pięknie napisane, zajebiste metafory.... Spaprany podziwiam Cię (kiedyś pisałeś jaki typ ludzi jest w stanie wywołać mój podziw ;)), najbardziej nawet nie za Twe mądrości, ale za to, że otwarcie potrafisz przyznać się do błędu.

                    "Ty masz brak, więc Ty chces
                    > z "mu pomagać", ale w rzeczywistości go naprawiać, żeby był zdolny do zaspokaja
                    > nia Twoich potrzeb."

                    Mniej więcej to często mialam ochotę zarzucić wam - partnerom bpd, może nawet to z/robiłam. Teraz jednak myślę, że jest różnica i to spora, bo my - ok no !! - bo JA się użalałam nad sobą, byłam nieszczęśliwa i nie ukrywałam tego, na dodatek obwiniałam o to zawsze aktualnego partnera czy inne osoby. Może to wzbudzało poczucie winy i poczucie obowiązku pomocy... Prowokowałam to by nade mną pracować. Dawałam i zabierałam, żeby robili wszystko, by dostać więcej.
                    A prawda (wg mnie) jest taka, że pomoc na siłę nie działa, w jakimś celu także nie, a bezinteresowna nie istnieje. Pomóc sobie można tylko samemu i samemu trzeba chcieć. To samo ze szczęściem, nikt inny nie jest w stanie nam go dać, tak jak akceptacji (przy braku własnej), miłości, poczucia bezpieczeństwa... I nie ma co się oszukiwać.

                    "W wielu miejscach trzeba AKCEPTOWAĆ, bo nic innego nie
                    > pozostaje."

                    Przypuszczam, że wam (non - bpd) akceptacja może dawać ulgę? Ciepło? Może otwierać? A nas, ok :P !!! - mnie - irytowała, wkurwiała, jak ktoś może akceptować moje słabości, wady, grzechy, no jak ?!!! I uznawałam, że jeśli ma w dupie (bo w akceptację po prostu nie wierzyłam) to co robię, to jaka jestem beznadziejna, chamska, zmienna, szurnięta, inna, itd. to znaczy, że ma w dupie calą mnie, że mną gardzi, że jestem mu obojętna. Tak to działało niestety. Oczekiwałam, że będzie walczył z tym, czego sama w sobie nienawidzę, że będzie to tępił, że w żadnym wypadku nie będzie tego tolerował. Że - ! - wyręczy mnie, będzie mą samokontrolą... Chociaż otwarcie często komunikowałam coś wprost przeciwnego - nie pasuje? to wypierdalaj !!!

                    Kurczę, teraz to wszystko jest wręcz przerażające...
                • brz_a_sk Re: Związek 28.09.12, 09:40
                  zraniłaś bo chciałaś taki był Twój cel

                  metoda nie dopuszczalna

                  pytasz mówię i to wszystko

                  nie wydyskutujesz ze mną zmiany kolejności

                  zawsze zaczyna się od naprawiania









        • spaprany Re: Związek 27.09.12, 14:41
          "Że on jest jednak coś wart,
          > że ja jestem dla niego coś warta."

          Zdaj sobie sprawę z tego, że ON jest wart w oderwaniu od Ciebie, jako byt samodzielny, a przede wszystkim że TY jesteś warta w oderwaniu od niego. Bo z tym jest największy problem. Widź to, co się dzieje i staraj się widzieć świadomie, bo na razie z tego, co piszesz jesteś od tego bardzo daleko: wczoraj ludzie Ci napisali trochę mądrych rzeczy, wieczorem zrobiłaś scenę zazdrości. Nihil novi, ja to znam na wylot - dwie godziny po arcymądrej rozmowie, kiedy wydawało się, że się rozumiemy nagle wszystko było znowu "po staremu" i chuj, że tak brzydko powiem.

          Widź problem: roznosi Cię to, bo znowu (zakładam że po raz setny w życiu) zaczęłaś postrzegać całą siebie, ogólnie i z detalami, przez pryzmat faceta. Założę się, że cała Twoja chwiejna równowaga zależy od tego, jak się między Wami akurat układa. Pan nie tak pierdnie i Tobie się świat wali. Weź, proszę Cię... Naucz się rozpoznawać momenty, w których TO na Ciebie sieje i klep sobie litanię: okej, dzieje się to, a dzieje się dlatego, więc ja mogę przestać myśleć tak, a zacząć myśleć tak. Ja nie żartuję.

          "> Czy mam walczyć o niego? Walczę dzisiaj, ale wczoraj byłam przekonana, że on je
          > st przeciw mnie."

          To też doskonale znam. Milion razy powtarzałem mojej kochanej kobiecie: kurwa, zrozum, że my nie gramy w przeciwnych drużynach! Wiesz, co to dało? Nic. To też jest smutno-klasyczne. O co Ty chcesz walczyć? I z kim? Zrozum, że właśnie walcząc - stracisz, bo Ty nie wiesz, z kim walczysz i o co i napierdalasz kindżałem na oślep. Każdy, kto będzie w promieniu pracy kindżału prędzej czy później ucieknie, bo nikomu się nie chce tracić życia na wieczny orient i kucanie w unikach.

          "Chcę by ktoś to ode mnie zabrał.
          > Kocham go ale jednocześnie tak bardzo boję się odrzucenia, że jestem w stanie z
          > niszczyć to co jest między nami."

          No właśnie... i zniszczysz. Cholernie trudno Was zagrzewać do boju i dodawać wiary jeżeli raz się stanęło za blisko i poznało tajemnicę samospełniającej się przepowiedni.
          • ykrastek Re: Związek 27.09.12, 15:53
            Spaprany : po raz kolejny szacun. Pewnie nie pocieszy Cię to, ani nie podbuduje (bliskie doświadczenia z osobami BPD sporo kosztują w życiu...) - ale to co piszesz jest celne i precyzyjne jak laserowa brzytwa. Co do osób z BPD : jest zadziwiające jak wciąż popełniają te same błędy i brną w tą samą ślepą uliczkę jak osoby, które nie są w stanie wyciągnąć żadnych wniosków... Wciąż ufają sobie, swoim emocjom, swojej psychice - a ufać nie powinny. Dla byłych, doświadczonych partnerów BPD - ich wciąż powtarzane te same dziecinne, niedojrzałe błędy - w tym postrzeganie siebie przez pryzmat innego faceta - są tak oczywiste, że aż załamujące...
            • perfekcjonizm Re: Związek 27.09.12, 16:33
              Ale kurcze, jak to się dzieję, że rzeczywiście postrzegam siebie przez jego pryzmat?

              Dlaczego nie mogę stać się odrębnym bytem. Od czego to zależy?
          • perfekcjonizm Re: Związek 27.09.12, 16:32
            Nie zrobiłam mu sceny zazdrości wieczorem, scenę zrobiłam mu jeszcze przed napisaniem tego tutaj. Od tego momentu jak zaczęliście pisać, podkuliłam ogon. Zrobiło mi się głupio i wstyd.

            Piszcie zatem. Ja słucham i chcę się uczyć.

            Dziękuję Ci Spaprany.
            • the-crawl Re: Związek 28.09.12, 11:42
              wszyscy chyba zapomnieli jak to jest na początku każdego związku...pojawia się namiętność, która generuje różne w tym skrajne stany zarówno emocjonalne jak i fizjologiczne. są romantyczne początki i jak dla mnie całkowicie zrozumiałe są Twoje potrzeby. wielu moich znajomych w początkowej fazie nowej relacji niemal całkowicie wyłączyło się z otaczającego świata w imię pragnienia niemal zespolenia się z tą drugą osobą-czy ich ktokolwiek posądzał o niezdrowe chore gry- nie, może właśnie tylko dlatego, że nie są zaburzeni . w naszym przypadku, osób zdiagnozowanych cały problem polega na wyważeniu ile w tym wszystkim jest bpd, a ile najnormalniejszej kolei rozwoju związku. to że chciałabyś zrozumieć, wiedzieć dlaczego w sferze seksualnej jest tak a nie inaczej jest jak dla mnie logiczne i normalne, to ważny aspekt każdego związku i marginalizowanie go i jednoczesne zawieszenie w niepewności oczywiście jest nie tylko frustrujące ale jednocześnie nasuwają się nam najnormalniejsze w świecie podejrzenia, wystarczy poszperać po różnych intrnetowych forach gdzie ludzie szukaja przyczyn i zrozumienia, z własnego doświadczenia wiem, że takie przemilczanie i spychanie problemu odbija się później niezdrową czkawką. jak będziesz miała możliwość zachęcam Ciebie do rzucenia okiem na publikację prof. Wojciszke " Psychologia miłości" .
              • perfekcjonizm Re: Związek 28.09.12, 23:09
                Dziękuję the crawl.
    • perfekcjonizm Re: Związek - zwracam honor mojemu facetowi 29.09.12, 12:08
      Otóż wpis ten wywołał dość sporą reakcję. Otrzymałam kilka wiadomości na maila, które pomogły mi udać się po rozum do głowy i poszukać odpowiedzi u źródła.

      Okazało się, iż mężczyzna mój, jest jak najbardziej w porządku a jedynie trzeba do niego inaczej, językiem innym. I trzeba wprost a nie na okrętkę. I wczoraj dodałam sobie animuszu kilkoma piwami i spytałam i odpowiedź padła jakże oczywista.

      I już się biję w pierść i przepraszam zdegustowanych i mężczynę mojego jeśli na ten wątek trafi. Bom ja w niewiedzy wielkiej była co do jego światopoglądu, potrzeb i różnic indywidualnych.

      Myślałam, że on niemowa, tom z nim nie rozmawiała i nie dyskutowała, tylkom wylała żale tu i zaraz się rozlało mleko i wyszło na to żem świnia jaka i chamka i zimna, wyrachowana suka. Hej!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka