rosmam
03.12.13, 21:30
..obserwuję i mnie chyba cieszą (do czasu aż będę miałą nagły atak bezsensu w życiu ;-)). Moja pani dr powiedziała mi ostatnio, z radością w głosie, że zauważa u mnie po raz pierwszy ego obserwujące. Ładna nazwa na coś, czego nie umiałam nazwać. Rozpoczęłąm tutaj nawet wątek o nadmiernej samokontroli...ale z perspektywy patrzę, że to w sumie dobre...staję z boku i decyduję, co zrobić z daną sytuacją. Odczuwam ogromną ulgę na myśl, że nie zawsze muszę zabiegać u WSZYSTKICH, żeby mnie akceptowali, lubili, idealnie dopasowywać się do mojego wyobrażenia o ich oczekiwaniach...czuję w sumie, jakby mi ktoś zdjął wielki ciężar z jestestwa...że w sumie to jestem odpowiedzialna sama za siebie, a nie sama za cały świat, gdzieś na szarym końcu uwzględniając (lub nie..bo przecież ja się dostosuję tak, by wszyscy byli szczęśliwi wokół mnie). I wiecie...to przynosi efekty! Jestem bardziej dorosła- szanuję siebie...i inni zaczynają szanowac mnie. Szok. Bez mojego zabiegania i stania z łapkami jak surykatka. To jest póki co oczywiscie moja uświadomoiona kompetencja- muszę włożyć pewnien wysiłek w to, by tak działać, nie przychodzi mi to samo, ale...jakoś jestem szczęśliwsza? albo inaczej...raczej czuję wielką, gigantyczną ulgę..że nagle nie mam całego otoczenia na głowie...(albo inaczej..mojego wyobrażenia o oczekiwaniach otoczenia)...nie wiem sama..takie to fajne :)