wendd
08.12.13, 14:51
Witajcie:) Mam do Was prośbę o radę.
Od jakiegoś czasu spotykam się z mężczyzną (50 lat) - tak czysto towarzysko i po przyjacielsku.
Wychodzimy do kina, spacerujemy rozmawiamy i etc. - dobrze się razem czujemy.
Mam ochotę pójść krok dalej, on również, oboje jesteśmy wolnymi ludźmi - ale jest jedno ale...
On jest człowiekiem rozwiedzionym (od 2 lat) - parę lat temu został porzucony przez żonę po dwudziestu latach małżeństwa, która związała się z innym mężczyzną.
Tym "ale" jest osobowość jego byłej żony i jej ewentualny wpływ na członków ich rodziny.
Jaka ona jest, jak się zachowuje znam z opowiadań jego (bardzo skąpych - nie chce o tym mówić) oraz opowiadań naszych wspólnych znajomych (to poważni ludzie i mówią bez złośliwości i koloryzowania).
Kobieta ma zdiagnozowane borderline - nie leczy się i nie bierze udziału w żadnych terapiach.
Jej sposób bycia można w skrócie porównać do gniazda szerszeni - jej kontakty z ludźmi cechuje niesamowita złośliwość, napastliwość, wymyślanie oszczerstw, awanturnictwo, nagabywanie, manipulowanie i dążenie do konfrontacji. Kto ją zna omija szerokim łukiem, a kto nie zna angażuje się w znajomość, która kończy się jak powyżej napisane.
Paradoksalnie ona przyciąga ludzi do siebie - potrafi być twórcza, aktywna, a swój wizerunek podbudowuje opowiadaniem kolorowych i niesamowitych historii o swoich przygodach i podróżach - które nie są prawdziwe.
Kłamie nawet wtedy kiedy nie musi.
Próby zerwania znajomości kończą się atakiem - obmową, opowiadaniem na prawo i lewo złośliwości oraz niszczeniem człowieka - zarzucaniem mu wprost rzeczy nieprawdziwych choć często tworzonych na bazie poznanych przez nią jego kompleksów czy teoretycznie pasujących do tego człowieka stereotypów. Kto jej nie zna ten uwierzy.
Ich dorosła córka leczy się psychiatrycznie (podobno depresja) oraz leczy alkoholizm. Nie uczy się, nie pracuje. Mieszka z ojcem.
On wydaje się być w tym wszystkim całkiem normalny - ale to mogą być tylko pozory.
Bo nie mogę uwierzyć, że ktoś kto spędził z taką kobietą 20 lat może pozostać zdrowy psychicznie - bo przebywanie w takich warunkach wrażliwą i delikatną osobę po prostu zniszczy.
Nie chcę zaangażować się w jakieś bagno i nie chcę też robić nadziei i utrudniać życia człowiekowi po przejściach.
Powiedzcie co o tym myślicie.
Czy po 20 latach związku z kobietą o takiej osobowości można pozostać normalnym?