maggot_brain
04.01.14, 11:56
Trzeci dzień studiuje od rana do wieczora to forum to pomyślałem, że też się odezwę - może mi trochę napięcie zejdzie.
Według wszelkiego prawdopodobieństwa ostatnie siedem lat spędziłem z panią Bord. Wiem, że stawianie diagnozy w oparciu o internetowe definicje prowadzi na manowce ale po siedmiu latach obserwacji z bliska i doświadczeniu wszelkich możliwych przejawów BDP wątpliwości mieszczą się w granicach błędu statystycznego. Chyba nie ma sensu,żebym opisywał dokładnie moje przejścia bo są takie same jak innych - najpierw euforia, później upokorzenia, pastwienie się psychiczne, wyrzucanie z domu, permanentny stan wkurwienia lub tuż-przed i w końcu zdrada.
W zeszłym roku mieliśmy kryzys, wylądowałem na terapii, przez dwa miesiące byliśmy osobno i znowu się zeszliśmy. Wydawało się, że coś idzie ku lepszemu coś zrozumieliśmy, awantury były rzadsze, często okazywało się też , że to za co mógłbym normalnie dostać zjebkę nie jest aż takim problemem. Nie była to sielanka ale było lepiej. No i chyba musiało ją do wiele kosztować bo w końcu podczas swojego ostatniego trzymiesięcznego wyjazdu (taka praca) nie wytrzymała napięcia i wdała się w romans. Rozumiem, że ludzie mogą do siebie nie pasować, że się rozchodzą w bardziej lub mniej gwałtowny sposób ale jest dla mnie nie do pojęcia jak można w sytuacji, kiedy ewidentnie siuępoprawia zdradzić, jednocześnie nie powiedzieć ani słowa i wszystkiemu przez trzy miesiące zaprzeczać. Na koniec ni z gruszki ni z pietruszki zakończyć związek, nadal się nie przyznać i odejść beż żadnego sensownego wyjaśnienia ani nawet słowa przepraszam
Moja pani Bord od tych opisywanych różniła się w dwóch sprawach ale nie wiem czy przez to definicja jej nie obejmuje czy tez czyni z niej przypadek skrajny. Nie miała tendencji do samookaleczeń chyba, że za takie uznamy depilowanie się na sucho. Ale - i to chyba było najgorsze - nigdy nie przepraszała. Czytałem , że Bordy, przepraszają, obiecują poprawę...Mnie nikt niczego nigdy nie obiecywał, owszem były ciągłe naciski, żebym ja różne rzeczy zmieniał w swoim życiu ale w sumie ostatnio nie bardzo było co zmieniać bo nic z tego mojego życia nie zostało. Zazdroszczę tym, którzy dostawali przynajmniej cień nadziei. Ale to tez moja wina - uznawałem, że jeśli będę wszystko brał na siebie to uda się zachować miła atmosferę w związku
Myślę, że z jednej strony prawdą jest , że partner osoby z BPD musi mieć nie po kolei bo nikt przy zdrowych zmysłach nie pozwoli się tak traktować. Ale z drugie strony relacja z BPD jest jak uzależnienie od narkotyków. Na początku dostajesz wszystko o czym mógłbyś zamarzyć i dużo więcej. Ale z czasem,żeby osiągnąć stan początkowej euforii musisz ćpac coraz więcej i więcej, nie zważając na to,że nie ma już gdzie władować igły, że twój organizm jest wrakiem a stan ekstazy nawet jeśli się go uda osiągnąć jest krótkotrwały a potem i tak przychodzi kac i żółtaczka. Nikt świadomie nie chce zostać narkomanem ale jak się kogoś do raju wpuściło to trudno potem oczekiwać, że on o tym zapomni. Myślę, że na tym polega zasadniczy problem.
Jestem cztery dni po tym jak się dowiedziałem o zdradzie i dwa dni po tym jak odkryłem to forum. Pierwsze dwa dni przespałem w całości, od wczoraj zacząłem jeść i dzięki temu co tu przeczytałem dałem sobie póki co spokój z myślami samobójczymi. W końcu ja już dosyć wycierpiałem. Mam nadzieję wrócić możliwe szybko ze świata zombie. Za parę dni mam spotkanie kwalifikacyjne na terapie bo nie wierzę w to, żeby się dało samemu z tego dolą wyjść.