odnowa80
06.01.14, 00:30
szukanie wsparcia u partnera z BPD to jak próba łowienia ryb w basenie olimpijskim, wiem, tak mi tutaj napisał spaprany (dziękuję) , co jakis czas pojawiają się wpisy kolejnych skrzywdzonych partnerów, wszystkie historie są podobne w swojej istocie, nie ma co rozpisywac sie zatem jak było ,co sie działo. Forum śledzę od roku, szczególnie w chwilach nasilenia kryzysu. Co u mnie ? Ciężko zaczynac od nowa, gdy straciło sie całą energie na walke z wiatrakami, ciezko przekuc to w jakies zwycięstwo, skoro sie kocha a trzeba odchodzic. Niemozliwe jest zostac, odjesc równie nieprawdopodobne. Są ku temu warunki, nikt mnie na siłe nie trzyma, druga strona zdaje sobie sprawe że krzywdzi-droga więc wolna, nic nie trzyma. Nie trzyma ani kredyt planowany, ani planowane dziecko w chwilach jego euforii a mojej ulgi. Można pójsc, otrzepac sie i jako tako zaczynac nowe zycie. Dwa lata pod jednym dachem zabrało mi nadzieje, ale nie miłosc. Owszem, podsycaną litością i chęcią ratowania na siłe siebie, jego, związku. W tym momencie jesteśmy w miejscu, gdzie niewazne jest kto ma jakie zaburzenie, trzeba sie rozstac,bo oboje nie umiemy sie zmienic i dostosowac. Przegraliśmy, choc miało byc na zawsze.