alli86
20.09.14, 13:05
Na wstepnie: jesli ktos przeczyta ten długi opis i bedzie chciał odpowiedziec to bede wdzieczna.
Byłam w związku około 8 m-cy (chociaż ciężko określić kiedy się rozpadł-przez dziwne zachowanie byłego faceta).
Poznalismy sie na treningu. zauwazylam, ze sie obok mnie kreci. Ale pozostawało na tym, że się za mną tylko oglądał. Ponieważ po kilku "spotkaniach" wpadł mi w oko, raz zapytałam o jakąś błahą rzecz, tak żeby zagadać. Po 2 treningach zniknął z klubu.
Zrobiło mi się przykro ale co zrobić.
Dostałam od znajomych zaproszenie na portal randkowy. I zupełnym przypadkiem wśród "kandydatów" pojawił się ten kolega. Znając imię, łatwo było go znaleźć na fb czy nk. Więc miałam jakis namiar. Podpytałam go na fb kiedy wraca do klubu (tak żeby sie zorientowac o co chodzi). Od poczatku mi nie pasowało: facet, który na portalu randkowymdeklarował że jest singlem, był w ponad 3 letnim związku. Więc dałam spokój.
Ale on zaczął się odzywać. W koncu nie wytrzymałam, i napisałam, zeby darował sobie niektóre komentarze bo dobrze wie o co chodzi a jak nie bede za nikim latać. Odpisał mi, ze gdyby nie jego (nie majacy przyszłosci związek) to by sie ze mna umówił. Wydało mi się to bez sensu. Poza tym co jakis czas sie do mnie odzywal: i mi zaczęło to przeszkadzac..bo zawsze można przestac pisać... Wiec poprosiłam o spotkanie na którym poprosiłam: ze skoro musi pozałatwiać sobie "swoje sprawy" zanim sie umówimy, to niech do tego czasu do mnie nie pisze bo to bez sensu. Ok. Po tym spotkaniu jednego dnia mi napisał, że na pewno sie spotkamy, za 2 dni: ze chyba nie bo on nie potrafi tych swoich spraw pozałatwiać. Poniewaz drażni mnie prowadzenie poważnych rozmów na fb: spotkalismy się ponownie i go zapytalam, o co chodzi? Czy ma dzieci z tą dziewczyną, czy jakies plany typu slub. A tu nic z tych rzczy. Okazało sie ze nie potrafi z nią zerwac :(
Teraz widze, ze to juz byl pierwszy sygnał żeby uciekać.
Ale nie chciałam stawiac sprawy w ten sposób. Wtedy spdzilismy ze sobą sporo czasu, powiedział o co chodzi.
Za dwa dni zaczęliśmy byc ze sobą.
Ale poczatki tez nie były łatwe: nie potrafił usunąć ich w spólnych zdjec z fb, zerwał z nią, ona do niego pisała. Mogłam to zrozumieć (sama byłam w zwiazku prawie 4 lata..).Mimo to było mi przykro i kosztowało mnie to duzo nerwów.. Po 3-4 spotkaniach mielismy sie spotkac u niego: jego byla mieszka na tym samym osiedlu, tuż obok. Napisał mi ze nie chce jej sprawiac przykrosci i zebysmy sie na tym osiedlu nie trzymali za ręce :(
To był drugi sygnał.. a ja znowu próbowałam zrozumieć (bo wiem jak ja sie czułam jak mi sie rozpadł związek po tak długim czasie). Wiec nie krytykowałam, nie miałam "focha".
W koncu po tej akcji zaczęło być normalniej (a przynajmniej tak wyglądało). Spędzaliśmy ze sobą duzo czasu. Uznałam, zeskoro szanuje uczucia swojej byłej to tym bardziej będzie szanował mnie.
Wydawało mi się wtedy, ze spotkałam w koncu takiego faceta jakiego chciałam.
Byłąm w szoku, ze ktos może miec tyle podobnych zainteresowan do moich (treningi, podobna muzyka, wydawało mi sę wtedy ze także podobny sposób myślenia).
Ale juz wtedy były sygnały: które ja bagatelizowałam. Pokłócilismy sie o jego psa (pierwszy raz widziałam tak stuknięte zwierzę :/. Zamiast isc na randkę w fajnej sukience, szłam w ubraniach, których nie bedzie mi szkoda, jak zostaną pogryzione, poszarpane przez jego psa. Starałam sie jak mogłam, ale ile mozna: praca+studia+przychodze do faceta a tam dosłownie!: ani 5 minut spokoju! Nawet 5 minut bez szczekania, gryzienia etc. Co gorsza była sytuacja, że mnie podsumował, że jestem "nerwowa" (chociaz pewnie cos w tym jest). Raz sie wkurzyłam, że juz mam dosyc, ze ciągle mi kładzie kłody pod nogi, po czym sie popłakałam. Nigdy nie było 'cichych dni' z mojego powodu bo tego nie lubie: dlatego zaraz po tej kłótni się pogodziliśmy.Po kilku spotkaniach zaakceptowałam jego psa, nawet polubiłam. Moze miałam dla niego więcej cierpliwości dlatego ze pomiesiącu naszego związku straciłam pracę, siedząc na kuroniówce i tylko zajmując się studiami juz nie chodziłam zmeczona (wczesniej aby normalnie funkcjonowac w pracy i w czasie sesji i jeszcze znaleźć czas na związek wypijałam do 5 kaw dziennie).
Poznalismy sie krótko przed świetmai (jakies 3 tyg). Byąłm zadowolona ze w koncu bede mogla spedzic swieta ze swoją drugą połówką a nie sama. Wszystkie zalgłości na studia nadrobiłam w kilka dni (specjalnie wzielam wolne-wtedy jeszcze pracowałam) aby w świeta miec czas dla niego. Niestety spotkalismy sie dopiero w 3 dzien swiąt. Obiecał ze przyjedzie, za chwile: ze jedzie do rodziny. No ok. Nastepnego dnia znowu jakis powód.. w koncu 3-go dnia sama pojechalam (bo napisał ze przyjedzie wieczorem tylko na troche). Myslałam, ze cos sie dzieje. Bo biorąc pod uwagę jego wczescniejsze zachowanie + moje niezbyt miłe doswiadcznia z poprzednich związków, wyglądało tak jakby sie rozmyslil. wtedy bylo ok.
Nie lubie sie zwierzać na poczatku związku ze swoich obaw. Ale poniewaz były juz wczesniej opowiadał mi o byłej, która go podobno zdradzala, uznałam, ze wspomnę mu chociaz o moich poprzednich doświadczeniach. W skrócie: ze proszę zeby tak nie krecił bo się martwię, ze chcę z nim spedzac czas. I ze jesli cokolwiek by mu nie odpowiadało w moim zachowaniu to zeby od razu powiedział.
On twierdzil: że wszystko mu odpowiada, ze ok.
Czasem o to pytałam, jak cos mi nie pasowalo: ale odp zawsze była ta sama. Wiec dałam spokój.Bo ile można pytac?
W pirwszym miesiacu związku wyszło jeszcze cos innego: ze siedział 2 razy (poprawczak, więzienie).
Nie miał studiów, nawet matury:ale mi to było obojętne. Myślałam, że poznałam dobrego faceta, który chce sie zmienic i dla mnie i dla siebie. Takie sprawiał wrażenie.
Niestety wkrótce pojawił siekolejny problem: wyszło, że bierze sterydy.
Wtedy zaczęłam sie zastanawiac: ile jeszcze mnie czeka przeszkód?
Spotyklaismy sie u niego.
Potem (z racji tego ze sie wprowadzil do rodziców) widywalismy sie u mnie. Zaczelismy sie spotykac rzadziej: co 2-3 dni. Rozumiałam to, bo codzienne spotkania byłyby na dłuższy czas nie do wytrzymania (ja padałam fizycznie).
Mówił,ze lubi cwiczyc wiec dlaczego nie. Z powodu jego treningów nie widzielismy sie co dziennie..ale w koncu niech robi to co lubi.
Wtedy juz pojawiały sie kolejne sygnały.
Przyznaję, ze sama sie nie czułam do konca pewnie w tym związku.Nie byłam pewna jego uczuc. A bardziej tego, co on wymysli.. Bywały momenty ze sie upewniałam, czy mu zalezy.
Byłokilka takich dziwnych sytuacji: na poczatku czesto pisał, potem rzadziej (ok). Był dzien, ze potrafił nie odpisywac caly dzien na zadne mojej smsy. Ale poniewaz nastepnego dnia sie odezwal, to dałam spokój.
Denerwowało mnie jedno: na trening zawsze miał czas. Jesli coś miał do załatwienia-to zawsze kosztem nie treningu ale naszego spotkania. To powodowało, ze było 1 takie spotkanie w ktorym nie byłam tak pewna jego uczuc ze kilka razy zapytałam czy jest pewien ze chce ze mną byc. Gubiłam się w tym wszystkim..
Ra czekałam na niego, bo znowu musiał "coś załatwic" i nie przyjechal: a on najpierw obiecał ze przyjedzie wczesniej zebysmy mogli dłuzej pobyc razem..a za chwile co chwila to przesuwał spotkanie. Wkurzyłam się, że moze sobie w ogóle nie przyjedzie. to zrobił mi na złość i nie przyjechał :(
W dodatku wtedy nie odbierał ode mnie telefonow, nie odpisywal.
Potem wyjasnilismy tą sprawę, powiedziałam co mi nie pasuje. Niby to zaakceptowal.
Po 4 m-cach związku potrafił mi co chwila przekładać spotkania. Ja czekałam. W koncu w niedziele obiecał ze przyjedzie, ja juz uszykowana, a on mi w czasie kiedy miał juz wsiadac do autobusu mi pisze ze nie przyjedzie bo "nie ma humoru". Wkurzyłam sie, pojechalam do niego. Nie bylo go. Pojechal gdzies rowerem. Jego matka powiedziala ze najpierw jechal do mnie a za chwile przyszedl po rower i pojechal gdzies.. Bardzo sie martwiłam..a okazało sie ze miał problemy rodzinne.
Prosiłam wtedy zeby mi o takich rzeczach pisał, bo z mojej strony to wygląda tak jakb