Dodaj do ulubionych

Czy to BPD?

20.09.14, 13:05
Na wstepnie: jesli ktos przeczyta ten długi opis i bedzie chciał odpowiedziec to bede wdzieczna.

Byłam w związku około 8 m-cy (chociaż ciężko określić kiedy się rozpadł-przez dziwne zachowanie byłego faceta).
Poznalismy sie na treningu. zauwazylam, ze sie obok mnie kreci. Ale pozostawało na tym, że się za mną tylko oglądał. Ponieważ po kilku "spotkaniach" wpadł mi w oko, raz zapytałam o jakąś błahą rzecz, tak żeby zagadać. Po 2 treningach zniknął z klubu.
Zrobiło mi się przykro ale co zrobić.
Dostałam od znajomych zaproszenie na portal randkowy. I zupełnym przypadkiem wśród "kandydatów" pojawił się ten kolega. Znając imię, łatwo było go znaleźć na fb czy nk. Więc miałam jakis namiar. Podpytałam go na fb kiedy wraca do klubu (tak żeby sie zorientowac o co chodzi). Od poczatku mi nie pasowało: facet, który na portalu randkowymdeklarował że jest singlem, był w ponad 3 letnim związku. Więc dałam spokój.
Ale on zaczął się odzywać. W koncu nie wytrzymałam, i napisałam, zeby darował sobie niektóre komentarze bo dobrze wie o co chodzi a jak nie bede za nikim latać. Odpisał mi, ze gdyby nie jego (nie majacy przyszłosci związek) to by sie ze mna umówił. Wydało mi się to bez sensu. Poza tym co jakis czas sie do mnie odzywal: i mi zaczęło to przeszkadzac..bo zawsze można przestac pisać... Wiec poprosiłam o spotkanie na którym poprosiłam: ze skoro musi pozałatwiać sobie "swoje sprawy" zanim sie umówimy, to niech do tego czasu do mnie nie pisze bo to bez sensu. Ok. Po tym spotkaniu jednego dnia mi napisał, że na pewno sie spotkamy, za 2 dni: ze chyba nie bo on nie potrafi tych swoich spraw pozałatwiać. Poniewaz drażni mnie prowadzenie poważnych rozmów na fb: spotkalismy się ponownie i go zapytalam, o co chodzi? Czy ma dzieci z tą dziewczyną, czy jakies plany typu slub. A tu nic z tych rzczy. Okazało sie ze nie potrafi z nią zerwac :(
Teraz widze, ze to juz byl pierwszy sygnał żeby uciekać.
Ale nie chciałam stawiac sprawy w ten sposób. Wtedy spdzilismy ze sobą sporo czasu, powiedział o co chodzi.
Za dwa dni zaczęliśmy byc ze sobą.
Ale poczatki tez nie były łatwe: nie potrafił usunąć ich w spólnych zdjec z fb, zerwał z nią, ona do niego pisała. Mogłam to zrozumieć (sama byłam w zwiazku prawie 4 lata..).Mimo to było mi przykro i kosztowało mnie to duzo nerwów.. Po 3-4 spotkaniach mielismy sie spotkac u niego: jego byla mieszka na tym samym osiedlu, tuż obok. Napisał mi ze nie chce jej sprawiac przykrosci i zebysmy sie na tym osiedlu nie trzymali za ręce :(
To był drugi sygnał.. a ja znowu próbowałam zrozumieć (bo wiem jak ja sie czułam jak mi sie rozpadł związek po tak długim czasie). Wiec nie krytykowałam, nie miałam "focha".
W koncu po tej akcji zaczęło być normalniej (a przynajmniej tak wyglądało). Spędzaliśmy ze sobą duzo czasu. Uznałam, zeskoro szanuje uczucia swojej byłej to tym bardziej będzie szanował mnie.
Wydawało mi się wtedy, ze spotkałam w koncu takiego faceta jakiego chciałam.
Byłąm w szoku, ze ktos może miec tyle podobnych zainteresowan do moich (treningi, podobna muzyka, wydawało mi sę wtedy ze także podobny sposób myślenia).
Ale juz wtedy były sygnały: które ja bagatelizowałam. Pokłócilismy sie o jego psa (pierwszy raz widziałam tak stuknięte zwierzę :/. Zamiast isc na randkę w fajnej sukience, szłam w ubraniach, których nie bedzie mi szkoda, jak zostaną pogryzione, poszarpane przez jego psa. Starałam sie jak mogłam, ale ile mozna: praca+studia+przychodze do faceta a tam dosłownie!: ani 5 minut spokoju! Nawet 5 minut bez szczekania, gryzienia etc. Co gorsza była sytuacja, że mnie podsumował, że jestem "nerwowa" (chociaz pewnie cos w tym jest). Raz sie wkurzyłam, że juz mam dosyc, ze ciągle mi kładzie kłody pod nogi, po czym sie popłakałam. Nigdy nie było 'cichych dni' z mojego powodu bo tego nie lubie: dlatego zaraz po tej kłótni się pogodziliśmy.Po kilku spotkaniach zaakceptowałam jego psa, nawet polubiłam. Moze miałam dla niego więcej cierpliwości dlatego ze pomiesiącu naszego związku straciłam pracę, siedząc na kuroniówce i tylko zajmując się studiami juz nie chodziłam zmeczona (wczesniej aby normalnie funkcjonowac w pracy i w czasie sesji i jeszcze znaleźć czas na związek wypijałam do 5 kaw dziennie).
Poznalismy sie krótko przed świetmai (jakies 3 tyg). Byąłm zadowolona ze w koncu bede mogla spedzic swieta ze swoją drugą połówką a nie sama. Wszystkie zalgłości na studia nadrobiłam w kilka dni (specjalnie wzielam wolne-wtedy jeszcze pracowałam) aby w świeta miec czas dla niego. Niestety spotkalismy sie dopiero w 3 dzien swiąt. Obiecał ze przyjedzie, za chwile: ze jedzie do rodziny. No ok. Nastepnego dnia znowu jakis powód.. w koncu 3-go dnia sama pojechalam (bo napisał ze przyjedzie wieczorem tylko na troche). Myslałam, ze cos sie dzieje. Bo biorąc pod uwagę jego wczescniejsze zachowanie + moje niezbyt miłe doswiadcznia z poprzednich związków, wyglądało tak jakby sie rozmyslil. wtedy bylo ok.
Nie lubie sie zwierzać na poczatku związku ze swoich obaw. Ale poniewaz były juz wczesniej opowiadał mi o byłej, która go podobno zdradzala, uznałam, ze wspomnę mu chociaz o moich poprzednich doświadczeniach. W skrócie: ze proszę zeby tak nie krecił bo się martwię, ze chcę z nim spedzac czas. I ze jesli cokolwiek by mu nie odpowiadało w moim zachowaniu to zeby od razu powiedział.
On twierdzil: że wszystko mu odpowiada, ze ok.
Czasem o to pytałam, jak cos mi nie pasowalo: ale odp zawsze była ta sama. Wiec dałam spokój.Bo ile można pytac?

W pirwszym miesiacu związku wyszło jeszcze cos innego: ze siedział 2 razy (poprawczak, więzienie).
Nie miał studiów, nawet matury:ale mi to było obojętne. Myślałam, że poznałam dobrego faceta, który chce sie zmienic i dla mnie i dla siebie. Takie sprawiał wrażenie.

Niestety wkrótce pojawił siekolejny problem: wyszło, że bierze sterydy.
Wtedy zaczęłam sie zastanawiac: ile jeszcze mnie czeka przeszkód?

Spotyklaismy sie u niego.
Potem (z racji tego ze sie wprowadzil do rodziców) widywalismy sie u mnie. Zaczelismy sie spotykac rzadziej: co 2-3 dni. Rozumiałam to, bo codzienne spotkania byłyby na dłuższy czas nie do wytrzymania (ja padałam fizycznie).
Mówił,ze lubi cwiczyc wiec dlaczego nie. Z powodu jego treningów nie widzielismy sie co dziennie..ale w koncu niech robi to co lubi.
Wtedy juz pojawiały sie kolejne sygnały.
Przyznaję, ze sama sie nie czułam do konca pewnie w tym związku.Nie byłam pewna jego uczuc. A bardziej tego, co on wymysli.. Bywały momenty ze sie upewniałam, czy mu zalezy.
Byłokilka takich dziwnych sytuacji: na poczatku czesto pisał, potem rzadziej (ok). Był dzien, ze potrafił nie odpisywac caly dzien na zadne mojej smsy. Ale poniewaz nastepnego dnia sie odezwal, to dałam spokój.
Denerwowało mnie jedno: na trening zawsze miał czas. Jesli coś miał do załatwienia-to zawsze kosztem nie treningu ale naszego spotkania. To powodowało, ze było 1 takie spotkanie w ktorym nie byłam tak pewna jego uczuc ze kilka razy zapytałam czy jest pewien ze chce ze mną byc. Gubiłam się w tym wszystkim..
Ra czekałam na niego, bo znowu musiał "coś załatwic" i nie przyjechal: a on najpierw obiecał ze przyjedzie wczesniej zebysmy mogli dłuzej pobyc razem..a za chwile co chwila to przesuwał spotkanie. Wkurzyłam się, że moze sobie w ogóle nie przyjedzie. to zrobił mi na złość i nie przyjechał :(
W dodatku wtedy nie odbierał ode mnie telefonow, nie odpisywal.
Potem wyjasnilismy tą sprawę, powiedziałam co mi nie pasuje. Niby to zaakceptowal.
Po 4 m-cach związku potrafił mi co chwila przekładać spotkania. Ja czekałam. W koncu w niedziele obiecał ze przyjedzie, ja juz uszykowana, a on mi w czasie kiedy miał juz wsiadac do autobusu mi pisze ze nie przyjedzie bo "nie ma humoru". Wkurzyłam sie, pojechalam do niego. Nie bylo go. Pojechal gdzies rowerem. Jego matka powiedziala ze najpierw jechal do mnie a za chwile przyszedl po rower i pojechal gdzies.. Bardzo sie martwiłam..a okazało sie ze miał problemy rodzinne.
Prosiłam wtedy zeby mi o takich rzeczach pisał, bo z mojej strony to wygląda tak jakb
Obserwuj wątek
    • alli86 Re: Czy to BPD? 20.09.14, 13:07
      cd:
      Prosiłam wtedy zeby mi o takich rzeczach pisał, bo z mojej strony to wygląda tak jakby nie odpowiadał mu nasz związek.
      Kolejna sytuacja: jadąc do mnie (siedząc w autobusie) napisał mi, czy mozemy przełożyć spotkanie. Po co? Nie wiem :( Wtedy nie wytrzymałam i sie wkurzyłąm, że znowu mi rzuca kłody pod nogi. Tyle ze ja niepotrafie sie długo gniewac, powiem co mysle i tyle.
      Bywały sytuacje ze np. o godz 18 potrafił mi napisać, ze cos zje i przyjedzie..a za dosłownie 20 minut pisać że dzisiaj jednak sie nie zobaczymy. Co najgorsze: bez podania powodu.
      Tłumaczyłam ze mi jest przykro, ze chce by przyjeżdzal a jak nie moze to niech poda powód dlaczego. To niby słuchał i mi przytakiwał, a za chwile robił swoje. A ja sie martwiłam, po prostu w pewnym momencie zgłupiałam.
      Potrafił mi wysłać smsa typu: ":-( " tylko dlatego ze mu napisałam, ze moja mama sie pytala dlaczego nie wpadl na kawe i zeby sobie nastepnego dnia zarezerwowal wiecj czasu bo mam dobre ciasto". Jak zapytałam potem dlaczego mi to wysłał, czy napisałam cos nie tak, to odpowiedział ze : nie wie. Zapytałam, czy mu cos nie odpowiada: ciagle było wszystko ok.
      Podobnie było z seksem. Stwierdził, że nie bedzie sie zabezpieczał. jakos nie wierze w stosunki przerywane jako dobra formę antykoncepcji, dlatego pod tym wzgledem do niczego. Wiem, ze to wazna sfera życia, dla mężczyzn tym bardziej..ale przedstawiłam swoje zdanie: ze ja chetnie ale pod warunkiem ze on tez sie zabezpieczy. To sie zgodził tylko raz.
      Nie otrzymałam nigdy w prost zadnej informacji ze mu cos nie pasuje.
      Sama czasem pytałam, zawsze było: ze mu zalezy, ze ok.
      Ze spotkaniami kręcił coraz bardziej.
      W koncu doszło do tego, ze mając dzien wolny, nie miał dla mnie czasu (o co tez nie robiłam afery, bo moze rzeczywiscie musiał cos załatwic..i nawet o to, ze zamiast sie spotkac z mna poszedl z kumplem na piwo. Nie chciałam miec kogos tylko dla siebie. Chciałam,zeby miał swoich znajomych, swoje zainteresowania..nie chciałam go ograniczac. Ale jak mi napisał, ze znowu nie ma dla mnie czasu, w koncu sie wkurzyłam i napisałam: ze nie chce byc w zwiazku w ktorym on ciagle nie ma czasu, ze za nim tesknie, ze mi brakuje tych spotkan etc.
      Za tego smsa nie odzywal sie do mnie 7 dni! (cały weekend majowy i jeszcze po!)
      Nie wiedziałam, co sie dzieje.
      Moze sie cosstało?Moze leży w szpitalu.
      Dzwoniłam, pisałam. Próbowałam tłumaczyc, ze moze ma "doła", starałam sie pisac mało..ale pisałam ze tesknie, ze jak go cos gnębi to zeby powiedział, z zrozumie, ze moze na mnie liczyc..
      On mi po kilku dniach nagle wyjechal: ze od poczatku sie kłócimy o pierdoły itd (rzeczywiscie byly małe sprzeczki, bo mi co chwila cos nowego wymyslał). Próbowałam sie dogadac. napisał, ze mu zalezy, ja ze mnie tezs, zapytałam: to dlaczego cie przy mnie nie ma? Obiecał, ze przyjedzie.
      Nastepnego dnia jak napisałam, ze w noramlnych zwiazkach są kłótnie, to mi nagle odpisał, ze mam chyba nienormalnych znajomych! (odwrót nagle o 180 stopni). A nastepnego dnia znowu odwrót.. W końcu juz zgłupiałam. Czułam sie jak wariatka, jak osoba niezdecydowana..miałam zupełny metlik w głowie.. Wiedziała, ze ma trudną przeszłość. Nie chciałam go dobijac. próbowałam zrozumiec, analizowałam.
      W koncu po 2 tyg sie spotkalismy: zachowywal sie dziwnie: nic prawi nie mówił.Nie wiem jak to opisac. Zamiast go opieprzyć, próbowałam go np. złapac za reke, wtedy widziałam, ze zachowuje sie lepiej.
      Ale niestety po 3 tyg odwinął mi ten sam numer :( Znów sie wkurzyłam o to samo (moze moja wina)ale znowu wymyslił; ze on nie przyjedzie bo godzina 17 w sobote to juz za późno.. i ze jest po burzy i w ogóle..takie tam głupoty. Znowu 2 tyg bez spotkan. Napisałam mu wtedy 1 przykrego smsa: "ze nie potrzebnie sie wpakowałam w ten zwiazek, ze to co robi jst chore, ze ja nic z tego nie rozumiem" po tym jak obiecał, ze przyjedzie, ja czekałam..a on nawet nie odwołał spotkania. zaczęłam siepo raz kolejny zastanawiać, w co ja sie wpakowałam. Spotkalismy sie znowu za te 2-3 tyg. Potem znowu jazdy ze spotkaniami: tu przyjedzie, tu za chwile: ze jednak nie. Zalezy mu a go przy mnie nie ma.. P[rosiłam: porozmawiajmy. To nie..
      Pod koniec wakacji doszło do tego, ze pisał jak mu sie przypomniało, ze nie odpisywal na wiekszosc smsow ode mnie.
      • alli86 Re: Czy to BPD? 20.09.14, 13:08
        cd2:
        Czułam sie jak na hustawce, nigdy nie wiedziałam, co wymysli.
        A ze mi bardzo zależało (i nadal zalezy bo to swieża sprawa) to czekałam. Pisał do mnie: "Czesc +zdrobnienie mojego imienia" lub "dobranoc.." - jak mu sie przypomnialo.. Ja nie wiedziałam juz co robic. Prosiła, ze jesli nie jest pewien, zeby nie pisał, ze niech sie zastanowi czego chce i porozmawiamy za jakis czas. On to ignorował piszac dalej jakby nigdy nic. W koncu napsiałam, ze jak chce to mozemy sie spotkac osobiscie, ja nie bede wiecej odpisywac, bo to bez sensu. pisał dalej.
        W jedna z ostatnich sobót oczywiscie napisał jakby nigdy nic: "czesc ...". po czym po powrocie z pracy dowiedziałam się - z facebooka!! - ze on jest wolny!
        Byłam w szoku.
        Wkurzyłam sie, zła byłam ze nawet mnie nie poinformował.. Napisałam, co o tym mysle.. No i awantura: nagle zaczął zrzucac winę na mnie za to ze na poczatku zwiazku wkurzyłam sie o jego psa, ze w weekend majowy "przeszłam samą siebie" (nie wiem w czym?? :( ) etc. Zapytałam, ze skoro juz na poczatku wiedział ze cos mu nie pasuje, to dlaczego dalej do mnie pisał..
        Zrzucił całą winę na mnie. O rzeczy z początku zwiazku. Co lepsze, o sobie pisząc, ze "moze zachował sie źle ze nie odzywał sie tydzien.." Szok

        A z drugiej strony czego sie mogłam spodziewac?
        Jak teraz czytam to co napisałam, to ten zwiazek nie powinien chyba w ogóle istnieć :(

        Wiem, ze mam swoje wady. Że czasem potrzebuje zeby czuc ze komus zalezy na mnie, zeby to okazywał.. Tyle ze chyba po to sie z kims jest.. I czy to jest az do tego stopnia nienormalne zeby uciekac??
        Od poczatklu prosiłam, zeby mówł o wszystkim co mu nie odpowiada, zebysmy rozmawiali o problemach jesli bedą.. Zawsze ze swojej strony mówiłam, jak mi było przykro bo cos zrobił, mówiłam jaki jest mój punkt widzenia, tłumaczyłam, ze dobrze by było, zeby np. odwoływał spotkania rzeczywiscie jak mu cos wypadnie a nie co chwila krecił.
        Nie wiem co zrobiłam nie tak. W czewrcu sie wkurzyłam (po jego kolejnej akcji), napisałam moze zbyt wiele.. ale ile mozna byc tak traktowanym.
        Bolało mnie to, ze na uczucia swojej byłej (która go zdradzala) zwracał uwagę..a na moje juz nie :(
        Zaczelam podejrzewac, ze moze za nia teskni..
        Dopiero po tym jak "zewrał ze mna na fb" (facet prawie 30 lat!) dotarło do mnie, ze chyba byłam tylko taką zabawką na jakis czas.
        Mimo smsmów jakie do mnie pisał typu: "ze takiej uzcuciowej i wyrozumiałej kobiety jak ja to jeszcze nie spotkal, ze chce ze mna byc jak najdłuzej itp.." chyba pełniłam funkcję kogos 'na zapchanie dziury' :(
        Od poczatku nie wiedziałam tak na pradwę, czego sie po nim spodziewać. Ciezko bylo cokolwiek zaplanowac. Potrafił nie raz nie przyjechac, bo "nie ma humoru". Nie wiedziałam co myslec.

        Myslałam, ze to moze moja wina. Ze moze ja za bardzo kogos kontroluje (chociaz jak byłego zapytałam, czy nie czuje sie zbyt bardzo kontrolowany to swierdził, ze nie). Nie wiedziałam jak sie zachowac, nie chciałam osądzac.
        Ale jesli mi mowil ze bedziemy sie spotykac troche rzadziej, ja na to przystawałam...a on zamiast sie starac, to jeszcze te -i tak juz rzadsze spotkania-ciagle odwoływał i to bez powodu to chyba bym musiałoby mi nie zalezec zeby sie o to nie wkurzac.


        Sama miałam problemy. W przeszłości znecano sie nade mna psychicznie. Nie miałam łatwego życia. Poniewaz rozwód rodziców i wszystko co z nim związane trwało przez cały okres liceum, w pewnym momencie tak sie zamknęłam w sobie ze nie dostałam sie na wymażony kierunek studiów. W momencie gdy potrzebowałam pomocy by sobie z tym poradzic (kilka lat temu) nikt mi nie podał reki. Próbnowałam sama sie czyms zając, skonczyłam 1 studia, 2 studia. Zdobywałam miejsca w zawodach sportowych, cwiczyłam karate (za rok walczę o czarny pas). Próbowałam robic cos dla siebie. Ostatnie studia pokazały mi ze potrafię wszystko co chcę (z kierunkową fizyką i matematyką-za którymi nigdy nie przepadałam). Dlatego tez postanowiłam zawalczyc o swoje marzenia, o studia na które się wczesniej nie dostałam.Od kilku lat korzystam z pomocy psychologa. Od czasu poznania byłego faceta, zmieniłam terapeutę. I on mi zasugerował, ze prawdopodobnie mój były miał osobowosc borderline.

        Czuje sie oszukana i wykorzystana (przede wszystmim psychicznie). Nie rozumiem, dlaczego za pozytywne nastawienie do tej osoby dostałam takiego kopa. Juz nie wiem, czy to w jakims stopniu moja wina..czy o co chodzi.Nie oagrniam całej tej sytuacji, ni rozumiem takiego zachowania.
        Były wiedział, ze jak cos zrobie nie tak to od razu przepraszam. To jest mój słaby punkt. Chyba wiedział, ze moze zrzucic wine na mnie, a ja bede na tyle ślepa z powodu uczucia do niego, ze bede analizowac swoje zachowanie.. Tyle ze z tego co przeanalizowalam, wyszlo ze do jego piewrszego nieodzywania sie nie zrobilam raczej nic złego..a na pewno nic za co mógłby mnie tak źle traktowac.
        Zwłaszcza ze pod koniec -niestety tylko na fb- poleciały wyzwiska w moim kierunku:(
        Bardzo prosze o opinie..



        • brz_a_sk Re: Czy to BPD? 20.09.14, 14:06
          jeśli Twój terapeuta widziałby ten tekst punkt po punkcie mógłby Ci pokazać co Cię wytresowało, mimo najlepszej woli nie miałaś innych szans; świetnie to opisałaś czasem nie wiedząc co pod tymi słowami jest

          może napiszę tak NIKT nie miał szans zachować się lepiej by trafić w oczekiwania partnera
          on prowadził ten związek tak jak chciał
          z desperacji czy manipulując mniejsza
          scenariusz się wypełnił

          jesteś beznadziejna bo wszyscy są beznadziejni :) - tak to się odbywa

          nic sobie nie wyrzucaj - jesteś normalna, sprawna umysłowo i zupełnie pozbierana - zapewniam :)
          chcesz odezwij się na pocztę

          a tu popatrzmy co dopiszą ludzie

          klasyka - normalnie świetnie napisane - bardzo dobrze wyłapałaś to co planowo rujnuje człowieka i niszczy związek - buduje zapewniając katastrofę, z certyfikatem dla Ciebie no od pierwszej chwili nie sprawdziłaś się

          trzymaj się dasz radę odzyskać siebie - jesteś świetna

          • alli86 Re: Czy to BPD? 21.09.14, 12:33
            A jak sie moge odezwac do Ciebie na pocztę?
            Jestem nowa i nie wiem :)
            • brz_a_sk Re: Czy to BPD? 21.09.14, 21:21
              na gazecie mam skrzynkę - nick jest adresem
              • alli86 Re: Czy to BPD? 22.09.14, 11:13
                napisałam.
        • toxic_chick Re: Czy to BPD? 21.09.14, 19:28
          Jestem świadkiem rekordu świata w ilości słów użytych w poście :D szacun! ;)

          Wiesz, że to wszystko co napisałaś można było napisać w kilku zdaniach?

          "Naiwnie chciałam stworzyć "związek" z obcą osobą, totalnie nie znając jej i oczekując zbyt wiele od znajomości, w którą sama brnęłam widząc, że jest bezsensu i pozbawiona racji bytu ;) Sama będąc niestabilną emocjonalnie zrywałam bez wyraźnego powodu i dziwiłam się, że ktoś milczy ;) Nie rozumiałam, że ktoś jest niedecydowany i nie jest przekonany, że che ze mną być - a jednocześnie na tyle słaby, że nie umiał zerwać kategorycznie. Chciałam na siłę być z kimś kto mnie nie kochał i oczekiwałam cudu i zmian bo tak sobie wymyśliłam i TAK CHCIAŁAM ;) gdyby nie moje wysiłki i zabieganie o niego, znajomość skończyłaby się po kilku tygodniach ale nie umiałam odpuścić więc ciągnęłam to przez prawie rok!"

          Brawo :D

          A skąd w tym wszystkim BPD???? gdzie, jak i dlaczego? co ma pograniczne to jakieś czerstwej historii o .. pseudo związku??? litości... :P
          • knowledgeispower Re: Czy to BPD? 21.09.14, 22:04
            :)
          • alli86 Re: Czy to BPD? 22.09.14, 11:16
            Moze jestem niestabilna emocjonalnie..tyle że jak mi na kimś zalezy to wiem czego chce. Wiec nie rozumiem na podstawie czego stawiasz takie wnioski? Zwłaszcza, ze w kazdym normalnym zwiazku sąkłótnie, jak ludzie chcą rozmawiać a nie się gryźć to jest łatwiej. A ja chciałam rozmawiać.. i byłam traktowana tu dobrze, z czułoscią..a za chwilę cisza, nieodzywanie się, bycie głuchym na moje prosby, robienie tak jakby "na złość" mimo, ze widział, że stawia mnie w sytuacjach które mnie martwią.. a za chwilę znowu super, znowu zainteresowanie tym co u mnie, przyjeżdzanie na spotkania..i tak w kółko..
            • brz_a_sk Re: Czy to BPD? 22.09.14, 14:01
              to bywa tak - Ty jesteś manipulowana niezależnie od tego czy uzna się, że border/osoba zaburzona ... manipuluje czy robi to z paniki, strachu, desperacji

              napisałam to celowo tak, znając dywagacje na ten temat czy można uznać pewne zachowania za manipulację gdy ktoś nie ma świadomości manipulowania partnerem otoczeniem

              tak czy owak świadomość krzywdzenia pojawia się
              i oczywiście osoba zmanipulowana, pokrzywdzona ma prawo jasno nazywać sytuację ze swojego punktu widzenia

              choćby po to by każdy border jeśli chce widział co zrobił partnerowi
              by nie powtarzał krzywdzenia choćby i z desperacji

              można rozumieć wiele i starć się zrozumieć więcej i szukać dróg istnienia na jednym świecie ale krzywdzić NIE WOLNO

              trzeba mówić o swoich odczuciach i szukać rozwiązań a nie okopywać się z wygodną opcją niewinności, bo niby czemu ma się starać głownie partner osoby z problemem?



    • brz_a_sk Re: Czy to BPD? 20.09.14, 17:38
      czy to bpd na pewno nie da się odpowiedzieć
      diagnozę stawia specjalista psychiatra terapeuta i to po bardzo dokładnej obserwacji i badaniach

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka