amd1981
18.12.15, 23:41
Witam, być może wypada się cieszyć że już po. ale chciałbym znaleźć jakieś potwerdzenie moich przypuszczeń.
Poznaliśmy się 4 lata temu, ona miała męża, długoletni związek i 2 letnie dziecko. Zaczeliśmy rozmawiać. Ona idealizowała swojego męża, mówiła jak z nim ma super (seks). Po jakimś czasie coś tam zbliżyliśmy się do siebie. Nagle okazało się że ona twierdzi, że jej małżeństwo się zepsuło. Zaiskrzyło między nami w pracy. Po jakimś czasie zaczeliśmy się spotykać, randkować, potem poszliśmy do łóżka - mimo iż twierdziła że nie posunie się tak daleko.
Była chemia, to się czuło, że nas ciągnie do siebie. Zaczeliśmy regularnie sypiać i spotykać się - niestety po pracy. Od godziny 18 - nie istaniałem. Była rodzina, dziecko itp. Na początku to była zwykła zabawa, nic poważnego. Ale z czasem zaczeło nam chyba na sobie zależeć - ona zaczęła jakieś tam deklaracje - że kocha itp. Ja miałem wątpliwości, ale poddałem się po czasie temu uczuciu. bo wyglądło mi na szczere i że coś z tego może być. Niestety sam ją usprawiedliwiałem - to jej 2 życie z mężem - dla dziecka.
Po jakimś czasie 2 lata zacząłem z nią rozmawiać poważnie. Niestety na rozmowach się kończyło. Zerwaliśmy w sumie kilka razy.
Ale po miesiącu, 2 czy 3 wracaliśmy do siebie. Tak nagle, przez przypadek.
Ona wiecznie opowiadała jak to ze mną czuje chemię, namiętność, ale jego uważa za b.dobrego ojca. Zdradzanie jego uzasadniała tak, że ona tego nie żaluje, po tym co one jej robił (olewał ją, traktował jak powietrze, nie rozumiał). Ok, ale z drugiej strony był kontrast - rodzina uważała go za ideał. Wspaniały ojciec, zięć, złota rączka itp. Powiedziała, że jej rodzina mnie nie zaakceptuje bo on jest taki mocny.
I tak mineło 3 lata. Zerwałem kolejny raz nie mogąc wytrzymać jej olewactwa, spotkań 1x na tydzień, kamuflowania się, więcznego lęku - że ona straci dziecko jak będzie ze mną. Do końca nie wiem jaki jej mąż był - czy taki jak ona o nim mówiła, czy jak rodzina.
Potrafiła go zdradzać tak długo. Natomiast sypiała z nim, żeby zachować pozory. Jak pytałem ją o to - dlaczego nie zdecyduje - że ona tak tługo podejmuje decyzje, że ona musi być pewna. I dalej grała na 2 fronty. Wpadła w depresje, brała SSRI, miała lęki, pewne paranoje - że zwolnią ją z pracy, że on dowie sie, bo ją sprawdza itp.
Po 5 miesiącach wrócilismy do siebie. Była długa rozmowa, miała zdecydowac do miesiąca czy się rozwodzi. Poszlismy na całość i zaszła w ciąże. i to był chyba duży błąd.
Wpadła w panike, probowała udowodnić że dziecko nie jest moje, chociaż wcześniej powiedziała, ze od powrotu do mnie z nim nie sypiała. A wcześniej rzadko i tylko dlatego że on wymuszał i że nie miała nadzei że będziemy razem. Paranoja. Jak mnie nie było - to dostała depresji i twierdziła że to z powodu że mnie nie ma. że tęskni itp.
A jak wrócilismy do siebie to takie zachowanie - okazało się że po miesiącu sprawa ciąży się wydała przez przypadek - on się dowiedział. Ona skłamała mu że to jego dziecko. Uczestniczyła w tym jej siostra.
Jakbym wyparła mnie i próbowała manipulować mną i nim. On łyknął bajer - szczęsliwy ojciec. Ona w to brnęła - jak powiedziałem jej że jak tak dalej będzie kłamać to skończy pod mostem z 2 dzieci. Dostała ataku - jej siostra dzwoniła do mnie żebym jej nie "straszył" a ja tylko powiedziałem co sądze na temat tych manipulacji.
Poroniła po miesiącu - dostała totalnej depresji. Nagle jej mąż zaczał być taki dobry. Wycieczki, itp. Pomimo tej sytuacji z ciążą wrócilismy do siebie. Niestety teksty jakie słyszałem przerastają moje pojęcie. Czy z nim sypiasz? Ona nie, ale on ma argumenty. Później miesiąc później - czy robisz coś przeciwko mnie - że nie, ze ona jest szczera ze mną, przecież nie mogłaby mnie okłamywać. Spali w 1 łóżku. Nadal.
Zaczeła z nim mówić o rozwodzie - tak mówiła. Dała mu ultimatum, że on ma czas 2 miesiące albo ona sie rozwiedzie. ale teraz nie wiem czy tak było. Wyglądało mi to na zrobienie castingu - nagle mi zaczęła mówić jaki jej mąż jest przystojny, wysoki, dobry, jak zna się na gotowaniu, budowlance, dobrze zarabia. I że kocha go, i że kocha mnie. Że kocha 2 naraz..............
Co do jej uczuć to nie wiem - takie przesadne emocje, mówienie kocham, a sypanie z nim w łóżku. Chwiejność, płaczliwość, urojenia - że ktoś ją rozpozna i wpadnie. Urojenia na inne tematu. Ale generalnei seks super - 4x w tygodniu nawet, w miejscach różnych, itp. Dawała z siebie w tym temacie dużo. Powtarzała że nie zdradza mnie z nim. Ale czy wierzyć.
Przed terminem ultimatum dla mężą - zapytałem co ona zamierza zdecydować. No to wielkie halo, że ją naciskam. Poszła do psychiatry - i tam odegrała scenę że ją osaczam itp nie wiem co jeszcze. Pomimo że to osaczanie to było tylko zapytanie - co zamierza. Mówiłem jej że po prostu chce zeby zdecydowala - obojetnie czy ja czy on.
A ona na to że boi się mnie stracić, że będzie tęsknić. Że mnie kocha, ale że jego też. I że starała mi się to powiedzieć ciągle....
Paranoja. W końcu zaczeła bardziej wariować - nagle powiedziała, że chyba jego kocha bardziej. A potem znowu ze mną poszła do łóżka. Całkowity brak konsekwencji, huśtawki, płacze, wyolbrzymanie. że ona ma problem z decyzją - bo boi się że odbiorą jej dziecko itp.
W końcu nie wytrzymałem, powiadomiłem męża o 4 letniej zabawie. Miałem już dość. Od dłuższego czasu czułem, że nie pociągne dłużej tej huśtawki emocjonalnej, tego udawania, kłamania w żywe oczy. Wypierania się i przeinaczania faktów. Plus totalna ruina w moim życiu zawodowym - aż musiałem się zwolnić z pracy - bo pracowaliśmy razem.
Dostałem sms zwrotny od męża - że ona i on nie życzą sobie ze mną żadnego kontaktu, i jeżeli nawet do mnie coś czuła, to tak już nie jest. I żebym nie próbował im zakłócać spokoju, bo zgłosi w odpowiednie miejsce.
I tyle w temacie. Od 3 miesiecy cisza. Pewnie wypada się cieszyć. Ale zaczałem kojarzyć fakty z jej zachowania, z Borderline.
pytanie do znawców tematu - czy to co wyżej napisałem - to może być borderline? ona nie była agresywna, nie wściekała się. Ale opowiadała, że w domu ma takie momenty w depresji - że leży w łóżku, nie może zasnąć, ma lęki, kilka razy powiedziała - czy ja też tak mam - że myśle o samobójstwie, ze ona już tego nie wytrzyma. Że ona jest nijaka, nie ma zaintersowań, czuje pustke. Potrafiła płakać, użalać się nad soba, przeżywać.
Wiecznie były problemy, jak to ona odczuwa, nie mogłem powiedzieć nic konkretnie - bo ją mogę skrzywdzić tym, że jestem taki bezpośredni. Wyolbrzymiała fakty. I robiła z tego niebywałe sceny. Do tego stopnia że bałem się jej pytać o pewne sprawy - żeby jej nie urazić. A ona wykorzystywała to do manipulacji. np. mówiła że jej mąż już się chciał wyprowadzić, a nic takiego nie miało miejsca, pojechali na wakacje itp. Stawiała mnie pod ściana, przed sprawami dokonanymi - i tłumaczyla to tym, że to nic takiego, że on zapłacił za weekend i ona musi pojechac. mimo ze nie chce itp. Co bylo oczywistą nieprawdą. robiła casting - zauważyła że może go straszyć rozwodem. pośrednio straszyć mnie. przeżyłem naprawdę wiele stresu. chyba sam mam depresję. w pewnym momencie już nie wiedziałem czy ja zgłupialem czy ona. Wiecznie byłem w pogotowiu, i próbowałem rozwiązać jej problemy. Poszedłem do psychologa - ale nie kojarzyłem bpd. A ona nie podejmowała decyzji, odlekała - raz mówiła że kocha, potem że obu naraz. i że ona wcale się nie bawi nami. Czy z nim ona mogła inaczej się zachowywać? jezeli potencjalnie ma BPD to jak ponad 15 razem wytrzymali? czy to moglo dopiero wyjśc po ciąży? dowiedzialem sie o jej dziecinstwie - byla najmlodszą córką, ojciec raczej typu uciekający, obwiniający o porażki, chyba odrzucał ją na przemian z kochaniem. Ona byla od malego zmuszana do pracy w sklepie i odpowiedzialna, nie miala zycia jako nastolatka, bulimie itp.
Czy ten temat powyżej - to pewne objawy BPD?
dzieki za info i pochylenie się nad tematem