numlock1
27.02.19, 11:36
Witam,
jestem aktualnie w związku z osobą borderline (zdiagnozowoana, chodzi na terapię, ma świadomość - w jakimś zakresie tego jak postępuje).
Nie chcę poruszać kwiestii tego jak jest, bo to już wielokrotnie zostało opisane, jednak wielokrotnie zadałem sobie pytanie:
- co robię źle, czy mógłbym postępować inaczej
- czemu trwam w tym związku, co daje mi siłę, samo zaparcie
- czemu potrafię wybaczyć, czemu pozwalam sobie naubliżać
Przeczytałem sporo artykułów dot. związków z osobami z borderline, w jednych podają że osoby które wchodzą w takie relacje są narcyzami, w innych że osobowość schizoidalna lub osobowość zależna, ratownik...
Jestem osobą nadwrażliwą, na swoim punkcie ale też względem innych (jak byłem młodszy potrafiłem się rozpłakać widząc cudzą krzywdę) , mam wokół siebie wiele osób które mają kłopoty w relacjach międzyludzkich ( sporo się leczyło) i dla których pełniłem rolę osoby która wysłuchiwała, w niemówiony sposób stawałem się ich kolegą, przyjacielem.
Mam bardzo duży lęk odrzucenia, i w sytuacjach dla mnie przykrych zazwyczaj zamykam się w sobie.
Z wymienionych wyżej zaburzeń, posiadam pojedyńcze aspekty, ale (wg mnie) nie spełniam wymaganych kryteriów aby się zakfalifikować do ktrórej kolwiek z nich. Nie jestem ani schoizoidem ani narcyzem.
Czemu o tym piszę, ze względu na fakt. że kontakt z osobą borderline uwydatnia własne zaburzenia - kłopoty, stają się one bardziej czytelne i dostrzegalne. Chciałbym nad sobą pracować i próbuję to robić.
Z drugiej strony moja dziewczyna próbuje mnie zamknąć co chwilę w jakiejś innej kategorii stwierdzając że większość kłopotów jest z mojej winy, że powinienem się leczyć, że jestem złem absolutnym. Czasami ciężko mi się w tym wszystkim odnaleść .
Zastanawiam się też czy osoba w pełni zdrowa i stabilna jest wstanie wytrzymać z osobą borderline tak długi okres ( ponad rok). Czy kwestia trwania jest powiązana z predyspozycją, z własną niestabilnością któa pozwala trochę zrozumieć cierpienie po drugiej stronie).