sysunia83
05.04.09, 18:07
I to juz chyba koniec mojego zwiazku.Taka bzdura,a jak zawazyla na dzisiejszym
dniu.Wiem,ze mam BPD,ale naprawde dzis nie czuje sie winna.Akurat siedzielismy
w aucie,on szukal jakiejs kartki,otworzylam schowek.Wkurzyl sie i zaczal
unosic,ze mam mu nie grzebac,spytalam dlaczego,czy cos ukrywa?Wyhuczal,ze
nie.Trzasnelam drzwiczkami od schowka i sie zaczelo.Zaczal krzyczec,ublizac
mi,ze czemu ku*** nie szanuje jego prywatnosci i chce mu szperac?Chcialam mu
pomoc znalezc tylko kartke ktorej szukal,nie mialam nawet w zamiarze szperac
mu,bo po co niby?Darl sie tak chyba z piec minut,gdy ja staralam sie byc
opanowana i mowilam,zeby nie krzyczal on zaczynal mnie wyzywac od
nienormalnych i debilek.Wkurzal sie tym bardziej im bardziej ja staralam sie
opanowac.Wkurzylam sie w koncu i tez go wyzwalam.Klocilismy sie dobre 10
minut,krzyczelismy i sie wyzywalismy.Ucichlo.Po chwili chcialam sie cos
spytac,takim w sumie normalnym tonem,bez krzyku,a on do mnie:zamknij ryj
suko,zamknij morde,pojebana jestes i jeszcze pare innych.Nie
wytrzymalam,uderzylam go:(Raz!Ale on mi oddal razy 2.Mam spuchnieta warge,slad
pod okiem.Wysiadalam pod blokiem,chcialam wziac psa z siedzenia to zaczal
swoje,zebym nie probowala trzasnac mu drzwiami,bo wyjdzie i zaje***e mi z
kopa.Tym bardziej trzasnelam,bo nie bedzie mi grozil biciem, to wyzwal mnie od
pojeb**** suk.Gdy mu mowie,ze sie go nie boje to wpada w szal,wyzywa mnie od
psychicznych,nienormalnych-dlaczego?Ale kiedy on mi w domu drzwi w nerwach
rozwalil,trzaskal i rzucal czym chial to bylo dobrze.Opisalam wszystko tak jak
bylo i zastanawiam sie czasem czy on tez niema czegos na podobe BPD,wcale bym
sie nie zdziwila biorac pod uwage jego przeszlosc i dziecinstwo,ale on uwaza
ze z nim jest wszystko ok.Zastanawiam sie czy to rzeczywiscie ja jestem ta
zla,ale ja sie naprawde staram i dzis to nie ja zaczelam,a ostatnich kilka dni
bylo naprawde ok.Tak mi przykro,ze poszlo o cos takiego i ja naprawde nic nie
zrobilam:(A on widzac,ze mam BPD wykorzystuje to przeciwko mnie,mowiac ze
wszystko co by sie nie stalo jest moja wina,nawet gdy on zacznie.Wiecznie ja
tylko krzycze,a on sie delikatnie unosi,nie widzi u siebie swoich wad.Ja
jestem ta najgorsza,a on wiecznie pokrzywdzony.Czy tak ma to wygladac?Przeciez
zaczynalo byc tak dobrze:(Dlaczego on wykorzystuje fakt mojej osobowosci BPD
przeciwko mnie?Dlaczego nawet jesli on cos zrobi to zrzuca na mnie?Ma straszne
zaniki pamieci,zrobi cos i nie pamieta.Ja przynajmniej na pamiec nie moge
narzekac,bo ze szczegolami jestem w stanie opisac kazda sytuacje,swoje zle i
dobre zachowanie i jego zachowanie,sytacje z przed roku-wszystko.Potrafie sie
przyznac do winy,zawsze sie przyznawalam mnawet gdy potrafilam bardzo zranic,a
on nie.Dlaczego wszyscy sa super,ja nie.Dlaczego zawsze wszystko spada na
mnie,nawet jesli to on zacznie?Cale moje dziecinstwo bylo takie,teraz jeszcze
dorosle zycie.Niema go w tej chwili i ja nie chce zeby tu kiedykolwiek byl,ale
boje sie ze samotnosc mnie zabije.Staram sie byc silna,ale boje sie
samotnosci.Niech mi ktos cos doradzi,prosze:(