Dodaj do ulubionych

Mam dosyć...PROSZĘ doradźcie:(

05.04.09, 18:07
I to juz chyba koniec mojego zwiazku.Taka bzdura,a jak zawazyla na dzisiejszym
dniu.Wiem,ze mam BPD,ale naprawde dzis nie czuje sie winna.Akurat siedzielismy
w aucie,on szukal jakiejs kartki,otworzylam schowek.Wkurzyl sie i zaczal
unosic,ze mam mu nie grzebac,spytalam dlaczego,czy cos ukrywa?Wyhuczal,ze
nie.Trzasnelam drzwiczkami od schowka i sie zaczelo.Zaczal krzyczec,ublizac
mi,ze czemu ku*** nie szanuje jego prywatnosci i chce mu szperac?Chcialam mu
pomoc znalezc tylko kartke ktorej szukal,nie mialam nawet w zamiarze szperac
mu,bo po co niby?Darl sie tak chyba z piec minut,gdy ja staralam sie byc
opanowana i mowilam,zeby nie krzyczal on zaczynal mnie wyzywac od
nienormalnych i debilek.Wkurzal sie tym bardziej im bardziej ja staralam sie
opanowac.Wkurzylam sie w koncu i tez go wyzwalam.Klocilismy sie dobre 10
minut,krzyczelismy i sie wyzywalismy.Ucichlo.Po chwili chcialam sie cos
spytac,takim w sumie normalnym tonem,bez krzyku,a on do mnie:zamknij ryj
suko,zamknij morde,pojebana jestes i jeszcze pare innych.Nie
wytrzymalam,uderzylam go:(Raz!Ale on mi oddal razy 2.Mam spuchnieta warge,slad
pod okiem.Wysiadalam pod blokiem,chcialam wziac psa z siedzenia to zaczal
swoje,zebym nie probowala trzasnac mu drzwiami,bo wyjdzie i zaje***e mi z
kopa.Tym bardziej trzasnelam,bo nie bedzie mi grozil biciem, to wyzwal mnie od
pojeb**** suk.Gdy mu mowie,ze sie go nie boje to wpada w szal,wyzywa mnie od
psychicznych,nienormalnych-dlaczego?Ale kiedy on mi w domu drzwi w nerwach
rozwalil,trzaskal i rzucal czym chial to bylo dobrze.Opisalam wszystko tak jak
bylo i zastanawiam sie czasem czy on tez niema czegos na podobe BPD,wcale bym
sie nie zdziwila biorac pod uwage jego przeszlosc i dziecinstwo,ale on uwaza
ze z nim jest wszystko ok.Zastanawiam sie czy to rzeczywiscie ja jestem ta
zla,ale ja sie naprawde staram i dzis to nie ja zaczelam,a ostatnich kilka dni
bylo naprawde ok.Tak mi przykro,ze poszlo o cos takiego i ja naprawde nic nie
zrobilam:(A on widzac,ze mam BPD wykorzystuje to przeciwko mnie,mowiac ze
wszystko co by sie nie stalo jest moja wina,nawet gdy on zacznie.Wiecznie ja
tylko krzycze,a on sie delikatnie unosi,nie widzi u siebie swoich wad.Ja
jestem ta najgorsza,a on wiecznie pokrzywdzony.Czy tak ma to wygladac?Przeciez
zaczynalo byc tak dobrze:(Dlaczego on wykorzystuje fakt mojej osobowosci BPD
przeciwko mnie?Dlaczego nawet jesli on cos zrobi to zrzuca na mnie?Ma straszne
zaniki pamieci,zrobi cos i nie pamieta.Ja przynajmniej na pamiec nie moge
narzekac,bo ze szczegolami jestem w stanie opisac kazda sytuacje,swoje zle i
dobre zachowanie i jego zachowanie,sytacje z przed roku-wszystko.Potrafie sie
przyznac do winy,zawsze sie przyznawalam mnawet gdy potrafilam bardzo zranic,a
on nie.Dlaczego wszyscy sa super,ja nie.Dlaczego zawsze wszystko spada na
mnie,nawet jesli to on zacznie?Cale moje dziecinstwo bylo takie,teraz jeszcze
dorosle zycie.Niema go w tej chwili i ja nie chce zeby tu kiedykolwiek byl,ale
boje sie ze samotnosc mnie zabije.Staram sie byc silna,ale boje sie
samotnosci.Niech mi ktos cos doradzi,prosze:(
Obserwuj wątek
    • marciatko84 Re: Mam dosyć...PROSZĘ doradźcie:( 05.04.09, 18:38
      Bardzo to smutne, co opisałaś:( Bardzo mi przykro, że coś tak okropnego Ciebie
      spotkało. Kiedy w związku pojawia się przemoc oznacza to, że jest on w stadium
      rozpadu. Zastanów się czy warto się męczyć w takim układzie, gdzie jednak nie
      czujesz się dobrze, gdzie jesteś poniżana nieszanowana i nierozumiana. Zdaję
      sobie sprawę że trudno odejść od kogoś z kim łączyło nas tyle. Ale nie pozwól,
      aby strach przed samotnością zniszczył Ci życie. Są sytuacje w życiu kiedy
      lepiej odejść mimo, że to nie łatwe, by samemu się ratować. Posiadanie bpd
      sprawia, że odczuwa się wszystko bardziej i trudniej jest w związku w którym
      takie rzeczy miały miejsce.
      Kiedyś też odeszłam, co prawda co innego mnie dobijało (chyba totalna
      nieodpowiedzialność a co za tym idzie wieczna niepewność) mimo, że nie znałam
      innego życia, niż ten związek (Miałam dokładnie 24 lata i byłam w 7 letnim
      związku). Bałam się okropnie samotności, nie wiedziałam jak to jest gdy nikogo
      obok nie ma, ale wiedziałam że muszę się ratować pragnienie by przetrwać było
      silniejsze. Dziś wiem, że postąpiłam najlepiej jak mogłam na daną chwilę.
      Miłość miłością ale jeśli ktoś zaczyna Cię niszczyć to już nie jest miłość. Myśl
      o sobie walcz o siebie. Musisz być dla siebie teraz najważniejsza. Trzymaj się:)
      i pisz
      • cipiciunka Re: Mam dosyć...PROSZĘ doradźcie:( 05.04.09, 19:48
        Dobrze, że masz ochotę poprostu wygadać się w takiej sytuacji. Nie
        wiem co Ci doradzić... uderzyłaś go w twarz? - tak zrozumiałam - a
        to bywa zniewaga przeokrutna. Chyba zareagowałabym podobnie jak On.
        Trudno będzie Wam przebrnąć przez życie jeśli obydwoje reagujecie w
        podobny sposób. On nie musi mieć koniecznie bpd, są ludzie którzy
        poprostu nie mają respektu i szacunku do nas ale ja czasem wcale się
        temu nie dziwię.
        Może Jemu poprostu odbiło, bo zamęczyłaś go swoimi problemami. Ja
        staram się o swoich nie rozmawiać z bliskimi bo wciągam ich w swoje
        lęki i chore emocje. Można poprostu przekombinować :(
        • sysunia83 Re: Mam dosyć...PROSZĘ doradźcie:( 05.04.09, 20:22
          Problem jest wlasnie w tym,ze on o wiekszosci moich problemow nie
          wie.Nadmienilam mu o BPD,powiedzialam jak to wyglada,jaka potrafie byc i co
          powiedziec.W zasadzie nie mecze go swoimi problemami,pisze pamietnik,tu na forum
          tez pisze,a reszte trzymam w sobie niestety.On byl taki praktycznie juz
          szybciej,zanim popadalam w takie skrajnosci,mial brak szacunku do mnie poprostu
          bo mial wyidealizowane patrzenie na zwiazek,tzn,ze ludzie sie nie kloca i zawsze
          jest pieknie i ladnie,ze nie ma niedomowien.Przeciez to w najwspa nialszych
          zwiazkach jest niemozliwe.W momencie najmniejszych klotni stawalam sie w jego
          oczach coraz gorsza,bo sie klocilismy i mialam swoje zdanie,a on chcial abym
          byla jak jego matka,zdominowana przez ojca,ktorego kazdego dnia trzeba bylo sie
          bac.Wystarczy miec odrebne zdanie,zrobic cos co mu sie nie spodoba,albo poruszyc
          temat,ktory go drazni i jest masakra.Naprawde wystarczyl czasem temat nie na
          reke jemu i byl dym,ktory potem obracal tak,ze wychodzilo,ze zawsze ja jestem
          winna.Czy mozliwe zebym byla winna wszystkiemu co zle sie wydarzylo w zwiazku
          przez te prawie 4 lata.Watpie!Ja tez potrafie byc ludzka i czasem tez chce miec
          troche spokoju.Po jakiejkolwiek klotni,wszystko jest zostawiane bez rozmowy,bo
          on twierdzi ze nie potrafi rozmawiac i nie bedzie rozmawial i wcale nie
          rozmawia,a problemy sie nawarstwiaja. Wiem,ze tez ma bardzo ciezki charakter,tak
          samo twierdzi jego mama,ktora nie raz miala szanse zobaczyc go w akcji i ktora
          sama mi opowiadala,ze jest podobny do ojca,ale ma nadzieje ze zmadrzeje.Tak
          uderzylam go w twarz,bo uslyszalam w swoim kierunku wszystkie mozliwe slowa,w
          tym,ze jestem suka i ku***,choc siedze w domku grzecznie czekajac z obiadkiem az
          ksiaze wroci do domku i nigdzie mu nie uciekam.Chyba powinnam zaczac,zeby
          zasluzyc na te slowa.Dlatego nie zaluje i strzelilabym go jeszcze raz,jesli znow
          by to powtorzyl.Naprawde nie zrobilam dzis nic zeby na to zasluzyc,ostatni czas
          bylo naprawde milo,a on potrafil sie odbic na mnie,za to np,ze wkurzyl go
          szef.Przepraszam,ze to powiem,ale czasem sram na takie zycie...Bo juz bylo
          dobrze,znow zaczynalam czuc,ze robi mi sie blizszy,ze sie stara,ja sie
          staralam,tony zjadanych lekow dziennie,az tu nagle drobiazg ktory mu sie nie
          spodobal i wystarczyl by mnie zwyzywac.Staralam sie nie dac sprowokowac,same
          wicie jakie to trudne,a on tak dlugo wyzywal,az mu sie udalo.W sumie i tak z 5
          minut nie sprowokowal mnie wiec i tak jestem z siebie dumna,ze chociaz udalo mi
          sie w malym stopniu siebie opanowac.Ale po co on to zrobil?Tego nie zrozumiem.
          • ninagarcia Re: Mam dosyć...PROSZĘ doradźcie:( 06.04.09, 00:11
            o rany, przyznam sie szczerze , ze zaniemówilam za pierwszym
            podejsciem po przeczytaniu postów sysunii. Sysunia, ja slysze Twoja
            rozpacz i wolanie o pomoc, wyglada na to, ze kompletnie Cie
            rozlozylo. Kompletnie nie wiem jaka rada bylaby dla Ciebie dobra ,
            oprocz tego, absolutnie w tym momencie , kiedy emocje buzuja i
            swiat uczuc i mysli stanal do gory nogami- to chyba najpierw
            nalezaloby ochlonać, zadbac o siebie, byc dla siebie dobrym. Ja
            chyba umylabym okna , podlogi, wywalila rzeczy z szafy albo biegala
            po parku 2 godziny, skopala wiele poduszek, pobiła lozko rakieta od
            tenisa, darla w samochodzie, az sie wyzyje. Moze pomysl, ze
            poukladasz sobie interpretacje tego,co sie zdarzylo - np. za
            tydzien , jak emocje opadna? przyjdzie ukojenie?.Rozważ, czy to nie
            da Ci troche wytchnienia, na ktore z pewnoscia zaslugujesz. jak
            ludzie sie kłoca wygaduja okropne rzeczy, robia okropne rzeczy,
            swinstwa,lajdactwa, zbrodnie popelniaja w afekcie. a co Ty bys
            chciała, zeby teraz sie zdarzylo?
            • sysunia83 Re: Mam dosyć...PROSZĘ doradźcie:( 06.04.09, 01:30
              Ja pragne miec spokoj i sie nie denerwowac,bo naprawde sie staralam i chcialam
              powoli zaczac jakos zyc,ale ta dzisiejsza sytuacja przeszla wszystko.Pisal
              smsy,dzwonil,prznal sie,ze specjalnie mnie sprowokowal,ale nie umie wyjasnic
              dlaczego i nie wie co go do tego pchnelo,wiec mnie nie satysfakcjonuje takie
              tlumaczenie,bo mu naprawde nic nie zrobilam.Czemu to wszystko mialo sluzyc?Nie
              mam pojecia.Wiem tez,ze nie chce go teraz widziec i musze odpoczac,dlatego mam
              zamiar wyjechac do znajomej na kilka dni nad morze.Naprawde sie staralam i 1 raz
              niemam sobie nic do zarzucenia i moge z sumieniem czystym jak lza powiedziec, ze
              dzis nawet w najmniejszym stopniu nie przyczynilam sie do powstania
              awantury,mialam dobry humor i bylam nawet szczesliwa,ze jest miedzy nami dobrze
              od jakiegos czasu.Dla niego fakt otworzenia schowka stal sie pretekstem do
              awantury,bo gdy to zobaczyl zaczal sie drzec i wyzywac,ale choc raz sie przyznal
              do swojej winy i do prowokacji podczas gdy ja prosilam spokojnie chyba z 5 minut
              najpierw by na mnie nie krzyczal i mnie nie wyzywal,bo nic mu nie zrobilam.Ja
              rozumiem wszystko,ale watpie czy ktorakolwiek za taka bzdure wytrzymalaby 5
              minut wyzwisk od roznych w swoim kierunku proszac ze stoickim spokojem.Potem juz
              nie wytrzymalam,klocilismy sie juz wspolnie pare minut,potem ucichlo,a potem
              znow mnie wyzywal,kilka minut potem gdy zadalam mu pytanie dotyczace faktu
              spisania nr,tel mojej kolezanki z mojej komorki wpadl w szal,wyzywal i wtedy
              dostal w twarz-czy to nie bylo lamanie mojej prywatnosci???Podczas gdy dla niego
              zlamaniem prywatnosci bylo to,ze w ogole otworzylam ten pieprzony schowek,by
              poszukac tej pieprzonej karteczki,ale nawet nie zdazylam nic poruszyc.W ogole
              sie tego nie spodziewalam,telefonu mu nie ruszam,w portwelu nie grzebie,w
              szafach tez nie,wiec nie wiem czemu sie tak wsiekl?Gdy zobaczylam ze za to
              zareagowal agresja to niestety pomyslalam,ze moze cos ukrywac,kazda by tak
              pomyslala i nie trzeba miec do tego BPD.Zaczal wyzywac mnie znow,obrazac,siadla
              mi w koncu psycha wiec dostal 1 raz w twarz z otwartej dloni,niestety,ale
              naprawde nie zaluje,bo nie jestem ku***,s***,ani zadna tego pokroju.Wiem,ze
              takiej sytuacji i takich wyzwisk nie wytrzymalaby zadna kobieta,ani mezczyzna
              nie majacy nawet BPD.Juz sie uspokoilam,bo minelo pare godzin,doszlam jakos do
              siebie,musialam napisac na forum,bo nie mialam komu powiedziec.Ja zamierzam
              nadal nad soba pracowac,ale mysle ze powinnam zmienic partnera.On ma 22 lata i
              jest narwany,a daleko tak nie zajade.On teraz trenuje brutalna sztuke walki i
              uderzyl mnie 2 razy wykorzystujac wlasnie ja,bral sterydy i wtedy mu zaczelo
              odbijac i zaczal miec problemy z pamiecia.W tej sytuacji niestety jego
              przyznanie sie do winy i tak nie zmienia faktu,ze nie chce go ogladac.P.S.Chyba
              mam zlamany nos i zastanawiam sie co z tym zrobic,poniewaz nagralam jego okrzyki
              i wyzwiska i slychac tam,ze zostalam sprowokowana obelgami i
              wyzwiskami.Wlaczylam dyktafon w telefonie podczas proszenia go o to by sie
              uspokoil-nie raz tak robilam gdy zdazylam sie kapnac co sie kroi,bo on nie
              pamieta pozniej co robil i mowil,wiec dawalam mu odsluchac.Mam dowod na to,ze
              naprawde nic nie zrobilam.
              • ninagarcia Re: Mam dosyć...PROSZĘ doradźcie:( 06.04.09, 09:53
                Dziewczyno, jest mi strasznie przykro, ze dzieja sie Tobie takie
                rzeczy. Przeczytalam jeszcze jakis post z przeszlosci i mna po
                prostu zatrzeslo w niedowierzaniu. Mi sie wydaje, ze to jakas
                kumulacja w Twoim zyciowym totku nastapila..Tyle to Cie nerwow
                kosztuje, zdrowia. Piszesz do rzeczy, bystra z Ciebie dziewczyna,
                wyciagasz wnioski, analizujesz, wydajesz sie otwarta i szczera -
                moze intuicyjnie masz jakis sposob, aby ta relacja z Twoim facetem
                przestala byc zrodlem az takiej udreki? chodzi o Was oboje. Mam
                pytanie do Ciebie - czy gdzieś tam w srodku, nie kolacze Ci mysl, ze
                moze na zbyt duzo klopotów godzisz w tej chwili? Wiesz, nie chce
                milczec kiedy czytam takie rzeczy, ale po prostu nie wiem tez jak
                zareagowac..
                • cipiciunka Sysunia ... po odpisaniu Ci narozrabiałam 06.04.09, 14:10
                  Był taki fajny weekend. Sobota piękna, spotkanie z Ninągarcia na
                  kawie, pierwszy w sezonie grill, niedziela - wypad na Mazury.
                  Sielanka, leżenie na mchu, ptaszki ćwierkają... Potem powrót do
                  domu, piszę sprawozdanie z polskiego starszej córce bo prawą rękę ma
                  w gipsie i słyszę jak On narzeka na jakieś pierdoły, że malutka ( 22
                  m-ce ) zsikała się w majtki i dlaczego ja jej nie założyłam pieluchy
                  itp. p*%#@(!{_$e pod nosem. Na chwilę usiadłam żeby zobaczyć co tu
                  się dzieje, odpisałam Sysuni a On dyrektorskim tonem odezwał się
                  rozkazując mi coś zrobić.
                  I na chwilę wystarczy stracić czujność, wymiana zdań, eskalacja
                  emocji, groźby i rozwaliłam na Nim laptop a On odpowiedział tym
                  razem i trzepnął mnie tak, że głowa pęka mi z bólu u podstawy
                  czaszki.

                  I co z tego, że Jemu i mi jest przykro? "Duża" się popłakała, "Mała"
                  nie rozumie o co chodzi ale nawet Ona czuje że dzieje się coś złego.
                  Nawet jeśli zrobił śniadanie i przyszedł do mojej sypialni aby mnie
                  wyciągnąć z łóżka i próbuje spokojnie pogadać, dojść do przyczyny
                  tego zdarzenia ja w tej chwili nie czuję NIC. Jestem pusta. Nic w
                  środku nie ma - automat. I całe 3 lata ciężkiej pracy nad sobą
                  poszły w ...
                  • cipiciunka I powinnam się chyba zamknąć... 06.04.09, 14:16
                    bo ani sobie ani nikomu innemu nie potrafię pomóc.
                    • ninagarcia Re: I powinnam się chyba zamknąć... 06.04.09, 16:01
                      zostan zostan i sie nie zamykaj. ja sie ciesze,ze tu jestes. ale
                      chce mi sie krzyknac - "ja pi.." na taka akcje :).. nikt nie jest
                      doskonaly..
                    • sysunia83 Re: I powinnam się chyba zamknąć... 06.04.09, 20:42
                      Oj kochana ja sie bardzo ciesze,ze tu jestes,dodajesz mi wiele otuchy tak jak i
                      niagarcia.Nie myslalam nawet,ze spotkam tu takie fajne laseczki jak wy i za to
                      wam dziekuje.Ciesze sie,ze jest takie miejsce jak to,gdzie moge napisac bez
                      problemow i wole pisac niz robic glupie nieprzemyslane rzeczy.Ciesze sie,gdy mi
                      odpiszecie i spojrzycie na to jako osoby trzecie,doradzicie,podpowiecie,czasami
                      podzielimy sie przezyciami,a naprawde daje to wiele.Dla mnie to taka jakby
                      terapia,tyle ze sie niestety nie widzimy i tak to traktuje.Przykre jest,ze tak
                      naprawde wszystkie mamy podobne problemy i niestety ciebie biedna tez to
                      spotkalo.Ja jakos sobie poradze,musze duzo przemyslec,przede wszystkim to czego
                      chce,wiem tez ze nie moge sobie pozwolic by partner pomiatal mna bez powodu i na
                      to napewno nie pozwole.Cipiciunka nie trac wiary i nie mow,ze twoje starania
                      poszly na marne,wazne ze sie starasz,a taka sytuacja tez motywuje po to by
                      jeszcze bardziej wziac sie za siebie.Mnie zmotywowala cholernie tym bardziej i z
                      zauwazylam,ze umialam sie nie dac sprowokowac przez 5 minut,a na mnie to
                      duzo.Podejrzewam,ze gdyby dal spokoj po tych 5 minutach to rozeszlo by sie po
                      kosciach.Nie ma ludzi idealnych i najlepszym zdarzaja sie porazki takze nie trac
                      wiary w sens swoich staran.Uwierz mi,ze potrafisz nadal pomoc sobie i
                      innym,twoje slowa znacza dla mnie wiele i chcialabym aby tak zostalo,bylas
                      tu,jestes i chcialabym abys byla...Jestes madra,inteligentna kobieta,zawsze
                      piszesz rzeczowo i nie raz twoje slowa sprawily,ze myslalam nad soba i swoim
                      zyciem...Pozdrawiam i 3 maj sie tam jakos:)
                      • ninagarcia Re: I powinnam się chyba zamknąć... 06.04.09, 23:21
                        powiem Wam tylko kobiety na dobranoc, ze obie zrobilyscie ogromna
                        robote w kierunku uswiadamiania sobie pewnych rzeczy. A ze chwilowo
                        Was ponioslo, to normalne ze pojawia sie frustracja , spada wiara we
                        wlasna skutecznosci i siada samooocena . Krakowa tez nie zbudowali
                        od razu (a moje prawo jazdy robilo sie 8 lat).Tylko prosze juz -
                        przestancie hm, hm, .. , no z tym rękodziełem. Pracowalam kiedys
                        jako wolontariusz w takim osrodku pomocy dla ofiar przemocy w
                        rodzinie, to sie napatrzylam. Teraz moja glowa rozciaga sie jak
                        bungee.. Serce juz zlamane, a co bedzie jak glowa peknie? to jeszcze
                        gorzej niz w zakleciach mojej matki. Miejcie milosierdzie. A Wasze
                        nosy i inne obrażenia?
                        • cipiciunka No dobra... 07.04.09, 10:09
                          oceniam szkody po bitwie: dwie dziury w podłodze, rozbity ekran
                          najładniejszego laptopa jaki miałam, małe zadrapania na Jego twarzy,
                          trochę "naruszony" mój złamany w przeszłości kręgosłup. Żyjemy! co
                          najważniejsze. A ponieważ po burzy wychodzi słońce, niedługo
                          będziemy się pewnie z tego wszystkiego śmiać.
                          • cipiciunka A Tobie Sysunia życzę tego samego... 07.04.09, 10:15
                            co sobie. Szacunku do samej siebie :) A temu swojemu - jeśli
                            będziesz miała okazję - powiedz, że Jego wolność tam się kończy
                            gdzie Twoja się zaczyna ;)
                            • sensitive999 ... 10.05.09, 22:51
                              Nie wiem,sysunia,nad czym ty sie jeszcze zastnawiasz. Ja skonczylabym ta chora
                              relacje i to jak najszybciej. To nie jest milosc,watpie,czy twoj facet jest do
                              niej w tym momencie zdolny. 0 szacunku,wyzwiska,przemoc? Widac,ze masz gleboko
                              zakorzenione poczucie winy sysuniu, i niskie poczucie wlasnje wartosci (ech,kto
                              nie ma..),ze tkwisz w tkaim zwiazku tak dlugo. Obudz sie i daj sobie zyc!

                              Moj facet to przy twoim aniol, ja po 1 wyzwisku juz bym odeszla,bo wole byc sama
                              niz pozwalac na upokarzanie mnie. ale nigdy nie bylam ani wyzywana,ani
                              nic..jedyne jego przewineinie to powiedzenie zniecierpliwionym tonem,zebym sie
                              pospieszyla,na co ja sie lekko obrazilam- ale wtedy byl zdolowany czyms. Poza
                              tym jest spokojny, rzadko sie denerwuje,troche zamkneity w sobie. Ty tz mzoesz
                              takiego faceta znalezc,a nie narwanca,ktory bedzie cie wyczerpywal psychicznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka