Dodaj do ulubionych

cmentarz...

29.07.09, 08:42
Od jakiś dwóch, trzech miesięcy mam problem z tym, żeby pójść na
cmentarz... I mam z tego powodu CHOLERNE wyrzuty sumienia...
Wcześniej chodziłam tam dosłownie codziennie, później co dwa dni...
A teraz już tylko raz w tygodniu...
Nie potrafię chodzić tam częściej. I tak przychodze dosłownie na
chwilkę, zapale znicz i uciekam.. Bo będąc tam znowu wszystko do
mnie wraca i nadal to tak strasznie BOLI.. Ale mam wyrzuty
sumienia.. To nie znaczy, że chcę ZAPOMNIEĆ, ale po prostu zbyt
mocno boli.. I jest mi z tym cholernie źle bo sama przed sobą nie
potrafię sie jakoś usprawieldiwić... I tak naprawde ciąglę żyję tym
co było.. Tak mi ciężko ZACZĄĆ ŻYĆ... ;(
Obserwuj wątek
    • gosiula74 Re: cmentarz... 29.07.09, 10:44
      Ja akurat mam odwrotnie. Najchętniej sierdziłabym na cmentarzu non
      stop.Powstrzymuję sie ,żeby nie jeździć codziennie.ale w zasadzie jestem i tak
      kilka razy w tygodniu .
      Tez ciągle żyję przeszłością ,rozpamiętuję wszystko .
      Przetrwałam cały okres pogrzebu bez żadnych leków ,ale i tak niewiele z tego
      pamiętam ,a jeszcze mniej z tego co było później.
      I mimo ,ze minął juz rok i miesiac nie jest wcale lepiej. A jest coraz gorzej
      kiedy patrze na dzieci i uświadamiam sobie,ze ich tata nigdy nie położy córki
      spać ,nie pójdzie na zakończenie roku do syna.

      Mieliśmy w dzierżawie pole namiotowe ,wiecie ,ze nie byłam tam od chwili śmierci
      Adama i nie potrafię tam pójść ,chociaż prawie codziennie przejeżdżam.
      To było miejsce ,z którym wiązaliśmy plany ,z którego tak się cieszył.
    • kam-ta Re: cmentarz... 29.07.09, 11:27
      U mnie jest tak samo jak u Ciebie, może jestem częściej na cmentarzu
      jak Ty, ale tak samo jestem tylko tyle ile potrzeba by coś zrobić i
      uciekam. Stojąc przy grobie nie mogę się skupić by się pomodlić,
      zaczynam i myśli mi się rozbiegają.
      Ja jednak nie mam z tego powodu wyrzutów.
      Tak to musi być i nic inaczej, jak wiele innych rzeczy teraz w moim
      życiu.
    • martuskad Re: cmentarz... 29.07.09, 14:22
      Ja przez pierwsze 4miesiące przesiadywałam na cmentarzu non
      stop,czułam tam taki spokuj,ładowałam tam swoje "akumulatory".Teraz
      juz niestety nie potrafie,nie moge tam przebywac,jestem tam tylko po
      to aby coś zrobic i na tym sie kończy,nawet nie moge sie
      modlic.Rownież mam z tego powodu wyrzuty sumienia,bo dopiero minęło
      7 miesięcy.Ale mam nadzieje,że nadejdzie czas kiedy znowu będe czuła
      spokuj przy grobie mojego męża.
      • tilia7 Re: cmentarz... 29.07.09, 22:09
        Ja dojeżdżam na cmentarz do innego miasta, przez pierwszy miesiąc tylko z
        eskortą rodziców bo bali się, że się zabiję.Teraz jeżdżę co tydzień i ta podróż
        na cmentarz jest chyba jedynym momentem w tygodniu, kiedy czuję się w miarę
        spokojna i bezpieczna.Na cmentarzu jest mi ciężko, zwłaszcza, jak nie daj boże
        trafię na inny pogrzeb i słyszę tą muzykę:(A przede wszystkim nie dociera do
        mnie, co oznacza ten napis na grobie, jest to dla mnie wciąż szok.Długo było
        tak, że miałam ochotę zacząć kopać, żeby sprawdzić, żeby uwierzyć, że On
        naprawdę tam jest.Teraz to powoli się uspokaja.Na tyle na ile można w ogóle w
        tej sytuacji mówić o jakiejś radości to cieszę się, jak mogę Mu dać ładne
        kwiaty, zapalić lampkę.Nie modlę się, ale ja się w ogóle nie modlę.Za to zawsze
        siadam na grobie, z boku i próbuję z Nim rozmawiać, choć mam problemy, żeby się
        tam skupić.Najtrudniej jest, kiedy wreszcie trzeba już wracać, ten moment
        odchodzenia stamtąd jest zawsze straszny, muszę walczyć ze sobą, żeby nie
        zawrócić w pół drogi:(
        • anna9290 Re: cmentarz... 30.07.09, 02:28
          Przez pierwszych 8-10 miesięcy jeździłam stale. Ale nawet dzieciaki powiedziały
          "mamo dość" Siadałam na ławce i gadałam do płyty. Dzieci też do TATY mówią ale
          tylko to co ważne" zdałam maturę, zdałam na prawo jazdy, kupilem rower o którym
          rozmawialiśmy, mam fajnego chłopaka/dziewczynę" i tylko to się liczy. A teraz aż
          mi głupio, nie byłam ze dwa miesiące i wcale nie mam ochoty jechać. Wiem, że jak
          pojadę to się rozkleję. ON cały czas jest ze mną ale niekoniecznie musimy się
          spotykać na cmentarzu. Jeśli mam ochotę to rozmawiam z nim w domu. Ot tak po
          prostu. Zrozumiałam, że cmentarz to tylko pewna tradycja... I tak jest/był
          miłością mojego życia!!!!!!!!!!!O kurczę, wszystko do dupy, tak się rozkleiłam...
          • justynakm1 Re: cmentarz... 30.07.09, 16:45
            Oj dziewczyny, co mam dodac - moge zacytowac kazda z Was..na
            cmenarzu jestem srednio co 2 dzien, ale tez- czasem pogadam do
            plyty, kwiatki obejrze, podleje, znicze zmienie, paciorek i tyle. Z
            1 strony lubie tam byc, bo tam JEST Kuba, jego cialo, a z 2-nie chce
            patrzec na pomnik i widziec Jego zdjecie, Jego piekne niebieskie
            oczy..
            • tilia7 Re: cmentarz... 30.07.09, 19:03
              No właśnie, dlatego jak jadę na cmentarz to jestem spokojna, bo jadę do Niego.A
              jak wracam to już jestem smutna, bo znowu tam został, bo już nigdy nie wróci ze
              mną do domu:(
    • madzik2-4 Re: cmentarz... 30.07.09, 23:27
      Niedługo minie pięć miesięcy..........codziennie jestem na cmentarzu,siadam i
      sobie gadam.....czasami dzieciaki za mną wydzwaniają gdzie ja tak długo jestem,a
      dla mnie tam nad grobem czas się zatrzymuje.......jesteśmy tylko we dwoje.....
      • xxxkarolinkax Re: cmentarz... 31.07.09, 22:47
        a ja nie potrafię :(

        Od Jego śmierci na cmentrzu byłam tylko kilka razy.. wiem, że to okropne :((
        nienawidze się za to..za to, że tam mnie z Nim nie ma..
        ale za kazdym razem jak tam jestem tak brutalnie i dobitnie sobie uświadamiam,
        że Go już nie ma..ze jest tam - pod kupą piachu... upadam na kolana i nie
        potrafię sie pozbierać:(

        boje się. po prostu się boje tego miejsca.. nie czuje Jego obecności..
        tak bym chciała, żeby było inaczej...ale nie moge zadawać sobie takich ciosów bo
        wtedy chyba tego nie przeżyje...musze najpierw jakoś stanąć na nogi.

        Owszem - czasem, jak mam "lepszy dzień" jade tam...siadam i mówie do
        Niego...tylko potem nie mam siły wrócić do domu..i wracają te najstraszniejsze
        koszmary:((
        • tilia7 Re: cmentarz... 01.08.09, 21:58
          xxxkarolinkax nie miej wyrzutów sumienia, każda z nas inaczej to przeżywa.Żałobę
          nosi się w sercu i tak samo jak można ubierać się na czarno albo nie ubierać, to
          można jeździć na cmentarz albo nie jeździć.A przecież myślisz o Nim i tak, czy
          tam jedziesz czy nie
    • wdowa120309 Re: cmentarz... 01.08.09, 21:15
      Ja staram sie na cmentarz jechac trzy , cztery razy w tygodniu tam czuje sie
      spokojna bo wiem że tam jest mój mąż. Kiedyś jeździłam wieczorem a teraz boje
      się bo ostatnio pobili i okradli tam kobietę w okolicy gdzie leży mój Jarek i aż
      się boje tam sama iść nie mówiąc że pójdę tam z Magdusią..((( Jest duży cmentarz
      a mój mąż leży prawie na samym końcu..((((
      • tilia7 Re: cmentarz... 01.08.09, 22:01
        Ja na szczęście jak na razie nie mam takich obaw, jakoś ten cmentarz wydaje mi
        się bardzo spokojny i przyjazny, może dlatego, że nie jest bardzo duży i
        właściwie na przestrzał prawie cały widać.Poza tym najczęściej jeżdżę w
        niedzielę a tam na samym cmentarzu jest kościół, więc zwykle jest sporo
        ludzi.Gorzej będzie jesienią i zimą, jak się szybko będzie robić
        ciemno:(Niestety trzeba uważać, bo ludzie nie mają szacunku nawet do takich
        miejsc,okropne to jest,żeby nawet na cmentarzu martwić się, że można paść ofiarą
        napadu.
    • tilia7 Re: cmentarz... 02.08.09, 19:52
      A dzisiaj w ogóle nie umiałam stamtąd odejść.To zawsze jest strasznie trudne, bo
      chciałabym zostać przy Nim, ale dziś pierwszy raz się zdarzyło, że odeszłam i
      musiałam wrócić jeszcze na chwilę...
    • wiolawarszawa Re: cmentarz... 04.08.09, 21:18
      Ja miałam odwrotnie tzn zaraz po pogrzebie przez pierwsze tygodnie
      nie mogłam tam jechać. Ogarniało mnie tragiczne przerażenie i
      panika - tak strasznie się bałam, że to wszystko okaże się prawdą.
      Ja czekałam aż MÓJ MĄŻ wróci do domu bo ten cały pogrzeb to nie
      dotyczył mnie.... mama mojego Robcia jeździła i o wszystko dbała.
      Po paru tygodniach odważyłam się tam pojechać ale wszystko robiłam
      maszynowo dalej uważając (wmawiając sobie), że opiekuje się czyimś
      grobem...
      Dziś kiedy już wiem, że to prawda na cmentarzu odnajduje spokój i
      wyciszenie. Dbam o grób, kwiaty, znicze i wiem, że Robert jest
      szczęśliwy, że ma zawsze czyściutko i wie, że nie zapomne...
      Kiedy czas wracać do domu zawsze mówie choć Kochanie teraz wracamy
      do domu... i wiem, że ze mną wraca bo czuje, że jest przymnie :)
      • edzia764 Re: cmentarz... 21.08.09, 21:35
        Czytam Wasze wpisy o "odwiedzinach na cmentarzu" i jest mi cholernie
        przykro. Mój mąż zmarł 11 lipca 2009, zgodnie z Jego wolą prochy
        pochowałam na rodzinnej ziemi .... ponad 100 km. Myślami jestem z
        Nim cały czas ale grób odwiedzam "wirtualnie" - mam zdjęcia w
        komputerze..... zawsze trochę to pomaga ... musze się z tym
        pogodzić...
        • wdowa120309 Re: cmentarz... 21.08.09, 21:49
          edzia764....przykre że twój mąz leży az tak daleko ( szkoda ze miał taką wole
          leżeć tak daleko....((( Dobrze że chociaż możesz popatrzeć wirtualnie na
          grób.... to na pewno nie to samo ale zawsze coś. Ja jak jet mi źle i smutno i
          nie mogę jechać na cmentarz ( bo nie zawsze jest kiedy...((( zapalam znicz
          wirtualnie ( jest tu taki temat) albo tez przed zdjęciem w domu ale to robie nie
          za czesto żeby nie drażnić Magdzi.
          Ja na cmentarz musze przejechać cały Poznań...ale jakos sobie daje radę i
          chociaż to nie jest koło domu to ciesze się że własnie tam leży ( nigdy nie
          rozmawialiśmy o miejscu pochówku) bo tam sa tez jego rodzice, kiedyś będzie
          siostra ale oni maja osobny grób i ja kiedyś tam bedę miała swoje miejsce znów
          przy jego boku.
          • tilia7 Re: cmentarz... 21.08.09, 22:17
            Ja na cmentarz jeżdżę raz w tygodniu.Ale cały czas, od 4 miesięcy i 21 dni,
            codziennie i bez wyjątku palę dla Niego świeczkę, kiedy tylko jestem w domu.To
            pomaga, bo to tak naprawdę jedyny moment, kiedy daję coś "od siebie" a nie tylko
            proszę , jęczę, przeklinam i się żalę na swój tragiczny los
        • tilia7 Re: cmentarz... 21.08.09, 22:43
          edzia764 dobrze, że zdecydowałaś się jednak napisać.To smutne, że tak daleko
          masz Męża.Ja jakoś jak jadę na cmentarz to się choć trochę uspokajam, mam
          wrażenie jakiejś takiej ochrony.I chyba zawsze jak tam jadę to jakąś głupią
          nadzieję, nie wiem na co...Że może jak zawsze będzie czekał na
          przystanku?Beznadziejne jest to wszystko, szkoda gadać
    • ls48 Re: cmentarz... 22.08.09, 14:52
      Mój mąż odszedł 14 miesiecy temu, ale ja ciągle nie wierzę.Chodzę na cmentarz kiedy tylko mogę (praca), ale tam stoje i wydaje mi sie że ten grób mnie nie dotyczy. Wczoraj obchodzilibysmy rocznicę ślubu i wspominanie tego dnia doprowadza mnie do kompletnego załamania.Chyba z upływem czasu jest coraz gorzej ze mną
      Przyszłam do swego domu
      zastalam wielką ciszę
      I wszędzie twoja postać
      I ciągle Ciebie słyszę
      Przyszłam do swego domu
      I Ciebie widzę wszędzie
      Nie mogę w to uwierzyć
      Ze byleś....a nie będziesz....
      • tilia7 Re: cmentarz... 22.08.09, 16:37
        Ja właśnie z cmentarza wróciłam. I tez nie wierzę, to nazwisko na tabliczce, te
        daty, jakiś absurd.I choćbym tam spędziła całą wieczność w tą tabliczkę
        wpatrzona to i tak by chyba nie dotarło:(
    • ls48 Re: cmentarz... 22.08.09, 17:33
      Ja też juz wrócilam i mam identyczne odczucia. Tylko że jak tam siedze na ławce
      to ogarnia mnie taki blogi spokój. Dzisiaj sobie poryczałam nad grobem i
      opowiadałam mu jak to 16 lat temu sprzataliśmy po gosciach i robilismy dzisiaj
      poprawiny. No ale chociaz mile wspomnienia pozostaly.A moze to wlaśnie gorzej że
      mile?? pozdrawiam cieplutko
      • wdowa120309 Re: cmentarz... 22.08.09, 17:52
        Ja tez wróciłam z cmentarza, zaniosłam świeże kwiatki i zapaliłam znicze,
        ukratkiem płynęły łzy ....bo ja muszę się powstrzymywać dla Magdusi żeby ona nie
        widziała. Ja mogła bym tam siedzieć cały dzień i tę z nic bym nie zmieniła...tez
        nie wierzę....ale wiem że czasu nie cofnę...a chciałabym choć na krótka chwilkę
        ....tak krótką żeby móc przytulić się i ucałować męża.... tak bardzo tęsknię..(((

        ls48...to na pewno straszny ból ...ja w grudniu będę obchodziła...niedoszłą 6
        rocznice ślubu..((((
      • tilia7 Re: cmentarz... 22.08.09, 22:20
        Myślę, że te dobre wspomnienia to najcenniejsze skarby, jakie nam zostały.Bolą
        strasznie, ale gdyby ich nie było to byłoby znacznie gorzej.Jak jadę na cmentarz
        to też czuję taki spokój i na samym cmentarzu też, tylko jak mam odchodzić to
        już jest źle, a potem do domu to się już tak wlokę ze spuszczoną głową, że jakby
        mnie ktoś widział to by pomyślał, że pijana jestem i dlatego tak lezę zgarbiona
        i powłóczę nogami
    • ls48 Re: cmentarz... 22.08.09, 18:06
      Dziewczyny, damy radę. Musimy dać rade, nie ma innej mozliwosci. Przecież nikt
      za nas zycia nie przezyje. Same musimy o to zadbac.pozdrawiam
      • kasik2222 Re: cmentarz... 22.08.09, 21:00
        ja też dziś byłam u Darka... ja zastawiam nazwisko kwiatami, od
        początku tak robię, bo nie nauczyłam sie jeszcze na TO patrzeć. A to
        już rok i 9 miesięcy. Chyba zawsze tak będę robić.
        • tilia7 Re: cmentarz... 22.08.09, 22:26
          U mnie się tak nie da, bo musiałabym wieniec na krzyżu powiesić.A poza tym ja
          muszę na to patrzeć, żeby dotarło.W tamtym tygodniu miałam taki sen, że On żyje
          tylko nie chce się ze mną widzieć.Różnie mi się już śnił, i źle i dobrze, ale
          ten sen mnie zwalił z nóg.I byłam wdzięczna samej sobie, że odważyłam się Go
          zobaczyć w dniu pogrzebu, bo gdybym tego nie zrobiła,to po tym śnie normalnie
          poszłabym Go szukać i nikt by mnie nie przekonał, że nie mam racji.Ja rano
          wstaję, a gdzie tam, zanim wstanę, to najpierw sobie mówię w myślach, że On
          naprawdę nie żyje.To tak na wszelki wypadek, żeby się nie zdążyła pojawić
          nadzieja, że to był tylko koszmarny sen:(((
    • justynakm1 Re: cmentarz... 22.08.09, 23:19
      ja jade jutro, jestem co 2 dzien i codziennie w wknd. Po prostu
      musze, a cmentarz mam blisko, jakies 15 km. Musze bo On tam jest,
      moge cos dla Niego zrobic-tzn umysc pomnik, pozamiatac, swieze
      kwautki przyniesc. Jade na ten cholerny urlop i nie wiem jak ja
      wytrzymam bez tego cmentarza!!! Tam jest tak pieknie, tak spokojnie,
      blisko lasu..Tak mi tam dobrze a jednoczesnie tak strasznie. Jutro
      bede tam z siostra i szwagrem, 1 raz odwiedza Kubusia-juz sie
      denerwuje bo beda lzy, zwariuje..strasznie mnie to duzo kosztuje.
      Nie wiem jak jest u Was, ale ja, kiedy jade na cmentarz, mowie,ze
      jade do Kuby. Tak mi jakos latwiej.
    • wiolawarszawa Re: cmentarz... 29.08.09, 11:15

      Nie byłam na cmentarzu – prawie 2 tygodnie! I bynajmniej nie dla
      tego, że nie mogłam.
      Znowu się coś ze mną porobiło i mam awersję do pojechania tam.
      Z jednej strony chciałabym a z drugiej moja głowa krzyczy NIE….
      Pojadę dzisiaj choć do końca nie jestem przekonana – zmuszam samą
      siebie do pojechania i zapalenia choć znicza. Nie wiem ale chyba
      znowu mnie przytłacza myśl, że to grób mojego Kochanie – zdjęcie,
      napis, data odejścia i sam pomniczek….. a może świadomość, że to
      jednak prawda …..
      Zachowuje się tak jak na samym początku kiedy za nic w świecie nie
      chciałam tam jeździć…

    • anaveronika Re: cmentarz... 29.08.09, 13:18
      ja mam cmentarz blisko,15minut pieszo od domu. Tesciowie zgodzili sie by pochowac Konrada w moim miescie, bo u nich w Wawie to pewnie Wolka albo Brodnowski,koszmarne molochy. Minelo 14 mies od smierci Konrada. Najpierw chodzilam codziennie, przewaznie z mamą. Wtedy bylo latwiej bo bylam w ciazy. przed pracą albo po. W grudniu urodzilam dziecko i juz sie nie daje rady byc tak czesto. Teraz maly ma 8 mies, i ciezko sie wyrwac z domu. CZasem jedziemy z nim do Taty, czasem mama idzie z wozkiem sama na spacer na cmentarz, a najczesciej jezdzi sama szybko posprzątac, zapalic znicze.
      Ciągle jest ciezko patrzec na plyte, patrzec na nazwisko i te 27 lat.
      Dopiero z czasem dotarlo do mnie jak ciezko jest byc samej z dzieckiem, z tym codzienym zyciem. Z zalatwianiem wszystkiego, z wyjsciem gdziekolwiek. Czuje sie taka potrzaskana...
    • wiolawarszawa Re: cmentarz... 29.08.09, 20:36

      Pojechałam ….. deszcz lał straszliwie ale jak weszłam na cmentarz …
      rozpogodziło się i nawet przestało chwilowo padać – ciekawe jak mam
      to rozumieć?....
      Zapaliłam znicze, włożyłam do wazonu świeże kwiaty, pomodliłam się –
      nie patrząc na Niego….. i uciekłam, uciekłam bo … ból mnie
      rozrywał…..
      Gdy mijałam bramę wyjściową ….. znów rozpadał się deszcz……
      • wdowa120309 Re: cmentarz... 29.08.09, 20:53
        Ja dziś nie byłam na cmentarzu ( pojechała siostra mojego Jarka) ja wybieram
        się jutro ...no chyba że będzie padać to nie pojedziemy z Madzią ( nie będę
        dziecka ciągać w czasie deszczu). Znicze sie pala kwiaty podlane i maja
        zmieniona wodę więc do jutra wytrzymają.
        • tilia7 Re: cmentarz... 30.08.09, 21:57
          Ja dzisiaj byłam i pierwszy raz od dawna poryczałam się na cmentarzu.Zwykle
          jestem tam spokojna na tyle na ile to możliwe w tej sytuacji i wypłakuję się po
          powrocie do domu.Dziś nie dałam rady.U mnie dziś 5 miesięcy, jest tak cholernie
          ciężko a ja jestem tak rozżalona ta tęsknotą, samotnością,beznadzieją.
          Skąd w człowieku w ogóle jest siła że tak łazi z dnia na dzień i choć pewny już
          jest, że nie da rady, to znowu wstaje i lezie i tak w kółko...Jak to możliwe, że
          serce nie pękło kiedy tak naprawdę pękło, jak to możliwe, że nie umarłam z
          rozpaczy, kiedy wiem, że umarłam...?
      • tilia7 Re: cmentarz... 30.08.09, 21:52
        Wiola ja tak mam bardzo często, leje tak, że się zastanawiam czy w ogóle jechać,
        wściekam się, że nie będę mogła posiedzieć dłużej, ale w końcu jadę i jak
        dochodzę do cmentarza świeci słońce...
        • inkara Re: cmentarz... 30.08.09, 22:17
          ...przed chwilą wróciłam od Jacka..gdzie zapaliłam światełko. Pochowany jest
          600km stąd!! (życzenie rodziców, tam skąd pochodzi,wsród pięknych pienin, szumie
          lasu górskiego). Mi pozostaje miejsce wypadku, śmierci Jacka. To 15min pieszo od
          naszego domu!!! To miejsce jest dla mnie wszystkim. To mój cel prawie
          codziennego, samotnego spaceru do niego!!! To miejsce za każdym razem mnie
          paraliżuje... jest moją małą "świątynią" w głowie... Te wieczorne spacery są dla
          mnie jedynym celem dnia....
          Spokojnej nocy! Pozdrawiam
          • agni-123 Re: cmentarz... 15.01.10, 19:46
            Ja z początku też chodziłam non stop.Patrzyłam na tabliczkę i nie
            mogłam uwierzyć,że on tam leży w tej ziemi tak głęboko.Nawet miałam
            myśli,żeby go odkopać.Teraz chodzę rzadziej,a ostatnio długo nie
            byłam.Ale mi sie przyśnił od bardzo dawna i taki smutny jakby miał
            Zal o to. I tez cieszę się,że mogłam otworzyć trumnę i go
            zobaczyć,że on to on(zmarł za granicą),albo,że go nie dałam spalić
            tam na miejscu.Bo już dwa razy śnił mi się,że on żyje,a ja
            pochowałam kogoś innego, podobnego do niego.Taka radość we mnie
            była,ale się obudziłam i pozostał smutek i żal,że jego nie ma.Może
            to jakiś znak,że czuwa nad nami.
    • luccio1 Re: cmentarz... 16.01.10, 12:31
      Dawno temu, zaraz po śmierci Taty, biegałem przez rok na grób niemal codziennie,
      aby zapalić choć jedno światełko (a że była to głęboka komuna - bawiliśmy się w
      wytwarzanie zniczy domowym sposobem, wykorzystując te same naczynia, m.in.
      gliniane miseczki, bo takich wówczas używano, po 10 i więcej razy).
      Potem - okazało się, że są sprawy do zrobienia pilnie, i po prostu jednego czy
      drugiego dnia nie dało się.
      Po roku z "co dzień" zrobiło się "co niedzielę", a potem już tylko Boże
      Narodzenie, Wielkanoc, Wszyscy Święci - no i Urodziny oraz Imieniny Taty (dwa
      dni tuż po sobie na przełomie sierpnia/września).
      Aż w końcu, to już w ostatnich latach, kiedy jedno czy drugie wyjście na
      cmentarz na Zaduszki albo na Boże Narodzenie skończyło się grypą z powikłaniami
      - odpuściłem zupełnie.
      Wyrzutów sumienia absolutnie nie miej!!!
      • czarna715 Re: cmentarz... 16.01.10, 17:12
        Ja chodzę tylko w niedzielę na cmentarz do męża.Na początku,zaraz po śmierci chodziłam prawie codziennie,ale z czasem zaczęłam coraz rzadziej.....gdy jestem na cmentarzu i patrząc na męża zdjęcie ogarnia mnie złość ,że nas zostawił samych.Zadaję zawsze to samo pytanie............DLACZEGO????????????
        Mimo ,że minęło prawie dwa lata od śmierci męża to tęsknię za nim tak samo jak na początku....i bardzo ale to bardzo mi go brakuje.
        • agni-123 Re: cmentarz... 16.01.10, 20:50
          Ja też jak idę na cmentarz to czuję czasami złość(przewaznie jak mam
          doła)i kopie w pomnik i mówię mu wstań,dlaczego umarłes,jestes nam
          potrzebny.Ale przychodzi opamiętanie i pustka.Tak widocznie musiało
          być.Już minął rok, a tak cholernie ciężko to zrozumieć.
        • abi-23 Re: cmentarz... 06.02.10, 20:50
          ja nie wyobrazam sobie dnia bez wizyty u swego ukochanego, zostawienia światła
          czy kwiatka, eraz pracuje dalej i nie moge codziennie, zatruwa mnie zal, wyrzuty
          ,chociaz za kazdym razem tam strasznie ciezko jest odejść, powiedziec do jutra i
          pójść dalej zmagać się z codziennością. z jednej strony to mnie uspokaja ale
          przychodzą takie dni gdy zal i gniew aż skręca zeby rozwalić cały grób....
    • kwiatek_0 Re: cmentarz... 29.01.10, 19:22
      Nie stójcie nam, moim grobem i nie płaczcie;
      Nie ma mnie tam. Ja nie śpię.
      Jestem tysiącem wiatrów, które wieją;
      Jestem diamentowym blaskiem na śniegu.
      Jestem światłem słonecznym na dojrzewającym zbożu;
      Jestem łagodnym jesiennym deszczem.
      Kiedy budzicie się w porannej ciszy,
      Jestem śmigłym lotem
      Cichych ptaków.
      Jestem łagodną gwiazdą, która świeci w nocy.
      Nie stójcie nad moim grobem i nie płaczcie,
      Nie ma mnie tam...


      Wiersz z książki pt; "Śmiertelni nieśmiertelni" Kena wilbera

      • alex2377 Re: cmentarz... 29.01.10, 22:26
        Może rzeczywiście tak jest?????
        Każdy z nas w swoj własny sposób przeżywa te chwile, próbuje jakoś
        to wszystko uporządkować od nowa. Chyba nie ważne czy idziemy na
        cmentarz codziennie, raz w tygodniu , czy jeszcze rzadziej. Ważne
        jest to , jaki jest nasz stan ducha, serca. Nikt nie ma prawa nam
        tego narzucać, bo w koncu i tak nikt za nas nie poukłada życia
        rozsypanego na kawałki.
        Pozdrawiam Was gorąco w te zimowe dni ;-)
        • budyn_rumiankowy Re: cmentarz... 11.02.10, 13:01
          nie chodzę na cmetarz, ale nie mam oporow zeby tam się wybrac.
          Wlaściwie to ciągle jestem na niego wściekła o to jak nas zaniedbał
          i co na moja głowę zrzucił.

          Nocami brakuje mi go inaczej, w dzień znowu chodzę wnerwiona.
          Wnerwiona. Jak gdyby żył i czegoś nie zorbił. Od jego śmierci mineło
          juz ponad 5 miesięcy, a ja zamaist rozpaczać, buntuję się.
    • justynakm1 Re: cmentarz... 12.02.10, 13:13
      Wiesz, ja na cmentarz biegalam co drugi dzien, a mam kawal, w korach
      jade niemal godzine. W kazdy weekend tez bylam, niewazne, czy -14
      czy snieg: jestem. Bo tam jest K. Ale psycholog zaczela mi
      uswiadamiac, ze tam K nie ma, ze jest jedynie cialo, be zducha.
      Wiem, straszne to, zreszta powiedziala to nieco dosadniej..
      zrozumialam, ale na cmentarz i tak jezdze, tylko rzadziej. Bo tak
      jak u Ciebie - zal jest straszny, a teraz, przed 1 rocznica, jeszcze
      gorzej. Jutro Msza za Niego od kolegow.. masakra. Po mszy uciekam do
      domu, od ludzi, do mojej samotni bo zwariuje
      • agni-123 Re: cmentarz... 12.02.10, 17:49
        justynakm1 psycholog ma rację.Tam jest tylko ciało, ale nam to
        trudno zrozumieć,bo przecież to ciało nie tak dawno było z nami.Ja
        to sobie uświadomiłam w dniu ,kiedy zobaczyłam Go w trumnie, że Jego
        dusza odeszła.Są te groby, pomkniki pamięci nad którymi się
        modlimy.Ale pomimo,że wiem iż w każdym miejscu mogę z Nim pogadać to
        i tak idę na cmentarz i tam sie otwieram.To taka nasza świadomość,że
        idąc na cmentarz idziemy do nich.A Oni być może w tym momencie stoją
        obok nas, o czym nie wiemy.Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka