Tydzień tak szybko minął i znów Grecja i Ateny są bardzo dalekim
wspomnieniem. A ze wspomnieniami powróciłem bardzo dobrymi.I
oczywiście nie popsuła ich nawet Odyseja powrotu...Nasz samolot
(Maraska także była na jego pokładzie) z powodu gęstej mgły w
Warszawie osiadł w sobotę przed północą w krakowskich
Balicach.Wydostanie się z Krakowa i dotarcie do Warszawy (a Maraska
z rodziną to przecież jeszcze do Gdańska) trwało trzy razy dłużej
niż lot z Aten...
Ateny zastałem już posprzątane ze śmieci i pięknie wiosenne.Pogoda
sprzyjała, choć jeden dzień był bardzo deszczowy a jeden-o czym
pisała też Maraska- niezwykle wietrzny.
Miałem szczęście znaleźć się na trzech zachwycających koncertach, w
nogach mam dziesiątki przemierzonych (z satysfakcją) kilometrów, w
oczach wszystkie widoki, sytuacje, spotkania...Nie mogę też
zapomnieć o wszystkich smakołykach, codziennie pochłanianych z dziką
radością. Po ociepleniu w Polsce nie przeżyłem dziś szoku
termicznego ale przeżyłem szok smakowy

Gdy nie mając jeszcze nic
w lodówce, postanowiłem zjeść obiad na mieście, okazało się, że to
co się u nas podaje jest często po prostu pozbawione smaku..Za parę
dni pewnie się przyzwyczaję i przestanę to zauważać.
Wrażeń mam mnóstwo i postaram się je w tym wątku jakoś trochę
pospisywać.
Pozdrawiam

Tomek