Gość: Jacek
IP: 205.206.127.*
29.09.04, 19:46
Oto cala historia. Przez 2 dni u nas w Calgary byl Lance Armstrong, zbierajac
pieniadze na fundacje do walki z rakiem. W niedziele mial zaplanowana jazde
na 120km przez tzw. Highwood Pass (piekne, b gorzyste tereny w
prowincjonalnym parku, sama przelecz 2209m - najwyzej polozona, normalnie
utrzymywana droga asfaltowa w Kanadzie). Okolo 30 szczesliwcow moglo z nim
pojechac (za 25 tys. Kan.), ale nie byla to rekreacja, wiekszosc uczestnikow
to zaprawieni zawodnicy, w wiekszosci miejscowi. Znajac mniej wiecej czas o
ktorej Lance mial byc na przeleczy, pojechalem z drugiej strony (ktora jest
duzo trudniejsza). Po paru minutach przyjechali ! Lance, Hincappi, Ekimov,
dalej reszta, nawet ich slynny 'autobus'.Na sczycie mieli 10min. przerwy. Nie
bylo duzo ludzi, moze 70-ciu., wiekszosc przyjechala na rowerach. Lance
wygladal na rownego goscia, zartowal z ludzmi, dawal autografy, fotografowal
sie z rowerzystami. Mysle ze byla to jedna z ostatnich okazji zeby go
zobaczyc w takich okolicznosciach. Byla przepiekna pogoda, prawdziwa zlota
jesien, po prostu idealny dzien na jazde! Bylem tak zmotywowany ze poprawilem
moj zyciowy rekord na tej trasie o ponad 6 min. To tyle, ciagle
podekscytowany,
Jacek