zbyfauch
10.07.17, 09:24
Jak człowiek dosiada leciwego pojazdu, który zaniedbany okazjonalnie wyciągany jest z komórki czy odpinany od płotu, coby dojechać do odległego o trzy kilometry przystanku pekaesu, to człowiekowi jest raczej stounkowo obojętne, o czym mu rower skrzypi, jęczy i puka.
Gorzej, kiedy za spore pieniędze sprawi sobie cacko, w którym co raz to inna część daje o sobie znać, mniej lub bardziej głośno i natrętmie. Niedoświadczony rowerzysta słyszący pukanie od dołu automatycznie myśli o wymianie suportu, kiedy wystarczy odpowiednio dokręcić siodełko. No to dokręciliśmy siodełko a za trzy dni puka w pedale. Oczywiście łożysko, pedał trzeba zareklamować, wymienić, a wystarzy odkręcić, przeczyścić i nasmarować. Klekoczące łańcuchy, amortyzowana rama. Jakby nie było, trzeba czasu i dobrej woli, żeby właściwie odczytać, co pojazd ma do przekazania.