Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Rowerowe wypadki

    09.05.05, 20:46
    Mialem dwa. Dawno temu zjezdzajac z przeleczy Salmopolskiej w strone Bielska,
    z pobocza mi wyjechalo zolte cinquecento. 50 kmh po zwirze i kask do wymiany.
    Slady nosze do dzis.
    I calkiem niedawno kupilem sobie rower gorski i na parkingu zbudowalem rampe.
    Trzy palety, jedna na drugiej, i oparlem deske o to. W momencie jak
    najechalem przednik kolem na koniec deski, ta sie podniosla na zasadzie
    dzwigni i pieknie wyrzucila mnie w powietrze. Wyladowalem dalej niz rower.
    26 letni facet :)
    Obserwuj wątek
      • hauabaua Re: Rowerowe wypadki 09.05.05, 21:29
        Motocyklista-przygłup wyprzedzał "na trzeciego" z przeciwka, uciekłem na
        pobocze, kładąc się ostatecznie miałem max. jakieś 25 km/h i w dodatku miękko
        było. :-)
        Dzieciak rzucił we mnie (nadjeżdżałem) garścią pisaku, odruchowo usiłowałem się
        uchylić i gleba, trochę skóry zostało na asfalcie. ;-)
        Przejeżdżałem przez tory przecinające jezdnię pod kątem jakichś 45 stopni, śnieg
        padał i w ogóle ślisko było. ;-) Przelot przez kierownicę, najbardziej rogi
        ucierpiały.
        Z ostatnich 5 lat więcej grzechów nie pamiętam.
        A z takich dawniejszych, to tradycyjnie- tryby w łydkę (ała).
        .
        • Gość: noman NO PAIN NO GAME!!!! IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 09.05.05, 22:29
          Klasycznie - pedały powbijane w piszczele - boli i ciężko się goi, nie liczyłem
          ale bedzie pare razy ;-).
          Widowiskowo - wyskoczyłem z dość wąskiej hopki i nie wcelowałem w lądowisko,
          odbiłem się od ziemi, lądowanie dalej niż rower, rozdarty rękaw i skóra od
          łokcia po nadgarstek. Inna hopa - duża prędkość, lot i lądowanie ok, potem
          jednak nie wyrobiłem i musiałem przeskoczyć przewrócony słup telegraficzny,
          potem nie przeskoczyłem rowu... kask wytrzymał, ja szczęśliwie tesh.
          Jak debil - jechałem ścieżką rowerową za miastem, po drugiej stronie ulicy
          piękne dziewczę zwróciło mą uwagę. Jadąc około 20-25km/h zaliczyłem CENTRALNIE
          znak drogowy (swoją drogą to nieciekawy pomysł na umiejscowienie takiego
          znaku... PRAWDA!?). To z ostatniego mojego roku życia... POZDRAWIAM!!!!
          • 76aga Re: NO PAIN NO GAME!!!! 14.05.05, 00:08
            Klasycznie - pedały powbijane w piszczele - boli i ciężko się goi, nie liczyłem
            ale bedzie pare razy ;-).

            Dzięki za ten wątek.... bo już myslałam że jeździć nie potrafię ;-)))
            a tu się okazuje że moje strupy na piszczelach to normalne zjawisko
            pozdrawiam aga
            • boruta_wwa Re: NO PAIN NO GAME!!!! 14.05.05, 00:17
              HA ja też myślałem że coś jest ze mną nie tak bo ciągle się obijam o pedały,
              boli...
              pozdrawiam
              b.

              • Gość: Noman Re: NO PAIN NO GAME!!!! IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 18.05.05, 17:26
                Ktoś mi radził żeby sobie kupić pedały z bardziej "zadziornymi" pinami, żeby mi
                się buciki nie ślizgały, ale jak sobie coś takiego w nodze wyobrażam.... brrrrr
                ;-)
                • saczek1 next wypadek 11.10.05, 23:10
                  ja w łódzkim arturówku przygotowywałem sie do wyścigu górskiego... zamiast
                  przejechać pierwszy raz trase spokojnie to zap.... jak wariat. No i się
                  skończyło...
                  przy zjeździe , ok. 40km/h po leśnej wąskiej ścieżce, pojawiły się 3 głębokie
                  kałuże. Szybka decyzja i wbiłem się w 1 przednim kołem, amor przyjął dużą część
                  uderzenia (pękła sprężyna). Ja wyleciałem przez kierownicę i wylądowałem łbem w
                  ostatniej z kałuż. Jak się okazało jakieś 5-10 cm od mojej głowy były
                  już "kocie łby". Oczywiście po tym wypadku dopiero kupiłem kask.

                  Polecam wszystkim wariatom kupno kasku :)
      • Gość: Alonzo Re: Rowerowe wypadki IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.05, 09:54
        Do dziś przechodza mnie ciarki na myśl o moich lotach.Nie wiem czy to
        bezmyslnośc pokusiła złe licho czy może nie dało się niektórych rzeczy
        uniknąc,po prostu człowiek pojawił się w złym miejscu o złej porze,sekunda w tą
        czy w ta i byłoby inaczej.
        Jeden z wypadków odbył się gdzies na Sowacji,szarówka a my szukamy miejsca do
        rozbicia namiotu.Zobaczylismy takie piękne wzgórze poza miastem porośnięte z
        lekka gęstymi zaroslami.Bedac w jednych zaroslach rozlokowaliśmy się i
        zaczeliśmy sączyć tamtejsze piwko z lekka domieszką rumu na rozgrzewkę bo akurat
        nastała pora wilgotna.Niestety miejsce okazało się być złe i postanowilismy sie
        przemiescić w inne zarosla.Rozgrzany napojami ruszyłem odważnie przed
        siebie,wyprzedziłem kolege i nagle buch,jakby ktos wyłączył swiatło,jakby sie
        świat przerwał na kilka chwil.Okazało sie ze wjechałem do jakiegoś zarośniętego
        rowu który byłc całkowicie niewiadzialny w wieczornej szarówce pośród gęstej
        trawy.PIerwsza mys która przyszła jeszcze podczas zamroczenia to
        stwierdzenie-"zęby całe" a potem troska o stan obręczy i amorka.Na szczęście
        rower nie ucierpiał wogóle,oprócz tego że sakwy i torebki niemal samoistnie sie
        rozpakowały.Przez dwa dni jeżdziłem z dośc powaznie pokancerowaną facyjatą.
        Drugi raz juz w moim miescie podczas podjazdu na wysoki most po którym
        przebiegała waska sciezka rowerowa.Również było szarawo,jecha łem dośc szybko
        gdy nagle z naprzeciwka wyskoczył mi pijany facet na Ukrainie i tak pieknie
        zatoczył się przede mną że musiałem uciekac-albo na ruchliwą droge albo na
        barierki.Wybrałem to drugie.W końcowej fazie lotu(na szczęście nie poza most)
        przywaliłem kolanem w asfalt,wzieło ono na siebie wiekszość impetu
        uderzenia-potem juz cały maj w łózku ze sztywną nogą,przekraszony wizytami u
        chirurga w celu sciagania wody(trzykrotnie) z kolana.Myslałemze pożegnam się juz
        z rowerem na szczęscie przyszła medycyna naturalna i jezdze do dziś choć kolano
        daje o sobie znac przy złej pogodzie.
        Miejmy nadzieje że nic podobnego się więcej nie zdarzy czego i sobie i wam życze.
        Pozdrawiam.
        Alonzo
      • emes-nju Re: Rowerowe wypadki 10.05.05, 13:11
        Po zmianie "roweru" na rower postanowilem poszalec w warszawskim Lasku Bielanskim. Ustawilem sie na gorce, rozejrzalem i puscilem klamki. Gdzies daleko szlo jakies starsze (chyba) malzenstwo wiec wydawalo mi sie, ze jest bezpiecznie. Stracilem te pewnosc, jak pod kola wyprysnal mi "brytan" wielkosci pedalu od mojego roweru, z zamiarem poniesienia bohaterskiej smierci pod kolami. Chyba bronil wlascicieli... Odruchowo nacisnalem na hamulce tak, jak to robilem w "rowerze" i zobaczylem pod soba krajobraz z walacym w jakis drzewko rowerem. Ja spadlem kilka metrow dalej, przez ramie na plecy. Jak udalo mi sie juz odzyskac jakie takie panowanie nad, wykazujacymi powazne tendencje separatystyczne oczami, zobaczylkem staruszkow nade mna. Pytali czy nic mi sie nie stalo - uwierzyli na slowo jak wymamrotalem, ze chyba ok. Stluklem ramie i kosc krzyzowa. Przez ladnych pare dni ledwie chodzilem (krok dluzszy niz 20 cm nie wchodzil w rachube). Od znajomego lekarza dowiedzialem sie, ze najprawdopodobniej mialem wstrzas mozgu mimo, ze na pewno nie przywalilem lbem.

        Kilka tygodni pozniej, w czasie bardzo szybkiego zjazdu (ok. 45-50 km/h), uciekalem na trawe po tym, jak na sciezke dla rowerow wjechal jakis samochod. Bez powazniejszych obrazen - ot, troche trawy w majtach (nie powiem co na te trawe powiedziala moja luba...), uszach i w ustach :-) Kierowca zrezygnowal z parkowania i sie ulotnil - nie sprawdzil czy to cos, przypominajace kolorem lokalna glebe pokryta trawa, zyje. A nuz zyje i zadzwoni po policje...

        Po tych dwoch "memento mori" kupilem sobie kask :-P

        A na koniec wywrotka, ktora zaowocowala powaznymi uszkodzeniami roweru :-( W czasie poteznej ulewy jechalem sobie sciezka dla rowerow i ktos wylazl mi pod kola. Nie widzac szans na zahamowanie rzucilem sie w bok. Dalsza trajetoria (juz poslizgu) wypadla mi na betonowy kosz na smieci wiec polozylem sie na glebe. W chwile potem przydzwonilem w ten kosz, gnac dwie przednie zebatki, uszkadzajac przy tym kilka ogniw lancucha, rozrywajac pedal (zostala tylko skrzywiona oska), uszkadzajc korbe i gnac hak przerzutki tak, ze ta wlazla pomiedzy szprychy. Ja wyszedlem z tego bez skory na nadgarstku, lokciu i lydce, i z poteznym guzem na piszczelu - nic powaznego choc rozlegle. Do domu, po poodginaniu tego, co sie dalo, dojechalem kilkanascie km o wlasnych silach. Przyczyna wypadku oczywiscie rozplynela sie w padajacym deszczu. Kto by tam sprawdzal czy cos sie rowerzyscie nie stalo - przeciez pada... A i rowerzysta moglby miec (calkien nieuzasadnione przeciez!) pretensje...

        Hm... wszystkie te wypadki mialem grubo po trzydziestce. Nie wiem czy mam sie cieszyc, czy wstydzic :-))) Moja luba ma bardzo skrystalizowane, choc wedlug mnie bardzo krzywdzace, zdanie o moich wyczynach...
        • saqqara Re: Rowerowe wypadki 11.05.05, 13:23
          super watek! ciekawa tylko jestem, ile moj luby (zapalony rowerzysta na swiezo
          zakupionym bajku) kryje przede mna scinajacych krew w zylach informacji o
          swoich wyczynach...o lamaniu predkosci na Belwederskiej cos mi sie o uszy
          obilo, ale reszta?
          • emes-nju Re: Rowerowe wypadki 25.05.05, 22:17
            saqqara napisała:

            > super watek! ciekawa tylko jestem, ile moj luby (zapalony rowerzysta na
            > swiezo zakupionym bajku) kryje przede mna scinajacych krew w zylach
            > informacji o swoich wyczynach...


            Hm... niektorych wyczynow raczej nie da sie ukryc.

            Tych krwawych... Nie chce byc orzydliwy, ale wiekszosc wywrotek konczy sie pozostawieniem na podlozu kawalkow skory :-)

            A i gips czasem sie trafi... Oooo! To chyba trudniej ukryc niz poobdzierane lokcie ;-)
        • sqwind Re: Rowerowe wypadki 28.08.05, 11:44
          Ściezka rowerowa,Kraków,Zakrzówek.Pędzę sobie mim leciwym HIGHWAY STAR-
          em,którego z przyczyn tylko sentymentalnych nie skasowałem.Nagle z gracją
          zajeżdża mi drogę Laguna combi,metalic,jeszcze duralexy na fotelach,jednym
          słowem nówka,przed drugim tankowaniem.Facet natychmiast po zatrzymaniu w ułamku
          sekundy otwiera drzwi,wystawia stopę,a ja w tym momencie daję po leciwych
          hamulcach i lekko boczkiem doprowadzam swoim organizmem i masą rumaka przednie
          drzwi do zwichnięcia kładąc się na nich boleśnie.Dzięki kaskowi na łepetynie
          wyszedłem cało,lekko mnie tylko potłukło.Właściciel blachosmroda w pierwszych
          słowach wyklął mnie tak,ze farosz w pobliskim kościele przerwał zapewnie
          mszę.Zaproponowałem złosliwie,by nie pyskował,bo ja to się wygoję,a autko sobie
          naprawi na auto-casco,ja tam sie zadowolę symbolicznym groszem za
          rower,wpłaconym na cele dobroczynne.Tego mu było za wiele-wyzuł zza pazuchy
          komórkę,wystukał pracowicie 112,nie pozwalając mi się oddalić.Przybyta patrola
          beznamietnie dopytała o szczegóły kraksy,w pełni zadawalając się zgodnościa po
          obu stronach przebiegu wydarzeń.Alkomatowo byliśmy w normie,ale ja byłem
          śladowo trzeżwiejszy.Ku rozpaczy i bezgranicznemu zdziwieniu właścicielowi
          Laguny wlepiła mu mandat 500 PLN z zamianą na sąd grodzki(nie był pewien do
          końca, którą opcję wybrać).Po odjeżdzie policji nieszczęśnik po raz drugi mnie
          zrugał,że to przeze mnie wezwał policję i teraz ma kłopoty i koszta.Jeżdżę z
          taką małą nieśmiałością po grodzie Kraka,gdyż nie dość,że obiecał mi zemstę,to
          jeszcze obłożył klątwą....A wystarczyło wykorzystac polisę auto-casco.
      • Gość: jasiek Re: Rowerowe wypadki IP: 62.233.147.* 12.05.05, 10:33
        Właśnie wczoraj... Może nie wypadek ale sytuacja niemiła.. Ścieżka rowerowa -
        pomykam radośnie... nagle, zza kiosku stojącego przy scieżce wychodzi kobieta i
        nie widząc świata wokół siebie, zatopiona w lekturze biletu autobusowego włazi
        prosto pod moje koła! Hamowanko, krótki lot nad kierownicą i upadek do jej stóp.
        I cóż z tego, że przepraszała... Może ją i świadków zdarzenia cała ta sytuacja
        czegoś nauczy! Pozdrawiam bikerów!!
        • sentencja Re: Rowerowe wypadki 13.05.05, 12:41
          kolega jasiek (patrz post wyżej)miał tydzień wcześniej jeszcze jeden wypadek,
          dość spektakularny, ale mnie przyprawiający o zawał niemalże. Jechaliśmy
          pięknym traktem leśnym. Mała hopa przejechana kilkanaście razy, ale tym razem
          hm..nie udało się. Jaśkowi spadł łańcuch, stracił panowanie i łubudubu
          rozpłaszczył się na ziemi. Na szczęście nic nie złamał, ale rany miał bolące.
          • Gość: Alonzo Re: Rowerowe wypadki IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 13.05.05, 15:19
            No to z Jasia niezły hardcorowiec,miejmy nadzieję że krótko bolało.
        • Gość: jasiek Re: Rowerowe wypadki IP: 62.233.147.* 19.05.05, 08:54
          No tak, to ja - Jasiek. Owszem - upadki czasem sie zdarzają. Nawet najlepszym!
          Ale biorąc pod uwagę, że wiek mam juz trochę zaawansowany, nie mogę mieć
          pretensji, że zaliczam czasem glebę. Dzięki za dbałość o moje rany - życzę
          bikerom nie większych i nie bolących bardziej. pozdrowionka!
      • tarka3 Re: Rowerowe wypadki 14.05.05, 21:31
        mojej koleżance kiedyś zawalił się chodnik którym jechała... nie wyglądało to
        najlepiej
        • emes-nju Re: Rowerowe wypadki 18.05.05, 18:09
          Nie rozumie... Mnie kiedys zaatakowala betonowa keja, przy ktorej stanalem jachtem po kilku dniach sztormowania. Wyskoczylem, a keja nagle, bez uprzedzenia, uderzyla mnie w twarz! Ale jak chodnik mogl sie zawalic...?
      • Gość: ever szczyt obchiachu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 09:26
        Jadąc po chodniku z prędkością ok. 30km i jednocześnie obserwując idące po
        drugiej stronie panienki, zaliczyłem czołowe zderzenie z metrowej wykokości
        betonem wyciągniętym z ziemi. Panowie energetycy wkopywali nowy słup :)
        • rydzyniak27 na srodku rynku miasteczka... 19.11.05, 11:33
          srodek rynku rydzyny. na srodku pomnik sw.trojcy przy ktorym , przy
          odpowiedniej szybkosci mozna bylo zawracac rowerem z piskiem opon. niestety na
          zakrecie z ciezarowki usypalo sie troche piasku. wszedlem w zakret,tylne kolo
          wpadlo w poslizg-super ! ale w pelnym poslizgu piasek na asfalcie sie skonczyl.
          rower zlapal przyczepnosc,a ja wylecialem z niego jak z procy.bolalo,a jaki
          obciach. rynek byl pelen ludzi...
      • Gość: the_D@MIstrzu Re: Rowerowe wypadki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 21:17
        Heh więc tak w zeszłym tg sobie czytałem te śmieszne rubryki i myślałem że
        kurde ścieme walicie ostrą.. wczoraj kupiłem sobie nowego bike'a (kelly's
        scarpe) wypasik niezły tyle że jak zjeższałem z mojej ulubionej leśnej górki na
        pełnym spidzie to sie cham przeważył na przednie koło potem to już tylko
        sekundy kiedy przeturlałem sie z 7 metrów a rower poleciał jeszcze raz tyle ..
        krótko mówiąc wypiepszyłem sie przez łep przy prędkości 49 km/h (wypas mieć
        licznik z prędkością średnią i maxymalną) no ale nie mogę ruszać barkiem ale
        nic mi nie jest za 5 dni znowu próba szczęścia :)www.laska.prezes.com
      • krzysiek_dwadziesciapare Re: Rowerowe wypadki 25.05.05, 15:23
        lato parę lat temu, obok kobieta [ zapalona rowerzystka ] górka jakieś 35-40
        stopni pochyłu, po obu stronach drzewka, śliczny, pusty, tak z dobre paręset
        metrów, zjazd. Pada hasło "scigamy się".
        no to ścigamy...
        niestety, dziura w asfalcie się trafiła - i obudziłem się już na dole zjazdu
        broda rozwalona, łokieć odrapany, parę siniaków, a rower [sprzęt z hipermarketu]
        nie licząc "ósemek" - cały :)
        W drodze powrotnej zaciągnięty zostałem na ostry dyżur [ "możesz być w szoku -
        niech cię obejrzą fachowcy" ]. Spowiadam się lekarzowi co się stało i padają
        słowa, które pamiętam do dziś: "wie pan, w zasadzie to my nie powinniśmy
        rozmawiać..."
        Wtedy do mnie dotarło - żadnych ochraniaczy, parędziesiąt kilometrów na godzinę,
        kilkanascie metrów fikołkowania z rowerem po asfalcie...

        po wszystkim została mi tylko mała blizna na łokciu i lekka trauma, którą
        postaram się przezwyciężyć
        • emes-nju Re: Rowerowe wypadki 25.05.05, 16:07
          Wiesz... jakby co to ja mam przyjaciela psychiatre :-) Ale chyba kiepski on jest bo mi nie pomogl na rowerowe wypadki :-)))
        • Gość: ot Re: Rowerowe wypadki IP: *.aster.pl 29.08.05, 21:17
          sa jakies drogi asfaltowe o nachyle 35-40 stopni? o)_O
      • uruk-hai Re: Rowerowe wypadki 25.05.05, 19:21
        opowieść o głupocie i jeżdżeniu bez kasku: mi się nic nie stało bo przede mną
        jechał brat :), to był zjazd nocą (22:00)ze sporej górki normalną drogą
        asfaltową, aby uniknąć niespodzianek (zero świateł) zjeżdżaliśmy środkiem drogi
        w zupełnej ciszy i ciemnościach po wymalowanych na drodze pasach osi jezdni
        (myślę że 40-50 km/h jak nic) - niestety facet też postanowił iść środkiem
        drogi :)) , mój brat rozwalił głowę (tylko!) a gość spędził pół roku w
        szpitalu ...
        • Gość: lukasz Re: Rowerowe wypadki IP: *.ziebice.silesianet.pl 25.05.05, 22:22
          • Gość: lukasz Re: Rowerowe wypadki IP: *.ziebice.silesianet.pl 25.05.05, 22:27
            W poniedzialek akcja- jade na kolarce, predkosc ponad 40km/h i wpakowal mi sie
            pod kola pies...Ja zaliczylem dachowanie, cale szczescie ze mialem camelbacka z
            duza iloscia wody - podzialal jak poduszka powietrzna - efekt - zbita miednica i
            cale udo... Rower troche ucierpial - ale pies raczej nie przezyl...

            W sumie gleb troche bylo, nie bede opowiadal ;)
            • Gość: colete Re: Rowerowe wypadki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 22:28
              Na zwykłej ścieżce rowerowej... wpadłam na pieszego. Uch.. (macie na nich jakiś
              sposób). Facet sobie szedł z prawej, myślę minę go z lewej no i akurat w tym
              czasie jak go mijałam gość postanowił dać skok w bok i zszedł na lewą... Nawet
              nie zaczęłam hamować a że jechałam dość szybko przekoziołkowałam, wyrżnęłam
              głową w beton, podejrzenie pęknięcia czaszki, słowem niefajnie.
              Ale jak ktoś ma sposób na piszych łażących po ścieżkach, chętnie poznam :)
              • Gość: Lala Re: Rowerowe wypadki IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.05, 22:42
                Celuj prosto w niego i uzyj jakby co jako poduszki powietrznej.
                • Gość: colete Re: Rowerowe wypadki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 23:11
                  a to dobre :)
                  ale bezmyślność ludzi jest przerażająca... zwłaszcza matek z dzieciakami i
                  wózkami.
                  • spector1 Re: Rowerowe wypadki 28.05.05, 09:52
                    Sciezek rowerowych nalezy unikac bo jazda na nich nie jest bezpieczna.
                    Bezpieczna moze jest gdy jedziemy 15km/h.
                    Jezeli decydujemy sie na szybsza jazde po sciezce to warto ostrzegac otoczenie
                    gdy jedziemy ostro.
                    Na dzwonek malo kto reaguje, ostrzegawczy okrzyk "pies z prawej(lewej)"
                    kazdego zamrozi i jest zawsze skuteczny nawet gdy pies jest jedynie wirtualny.

                    Spector

              • ss85 Re: Rowerowe wypadki 10.10.05, 17:56
                Sposób prosty: wieszać;)
      • mala_mala Re: Rowerowe wypadki 28.05.05, 17:58
        jakieś 14 lat(10lat temu) miałam jechałam do rodziców do pracy, przez osiedle...
        żywych przeszkód nie było, ale wiatr piaskiem w oczy, straciłam widoczność
        wbiłam się w ławkę rowerem, przeleciałam nad tą ławką chyba i wyrżnęłam twarzą w
        beton... sama się pozbierałam, rower musiałam nieść bo widełki się skrzywiły,
        przedni hamulec całkiem zablokowany nie było jak i czym wypiąć linek...
        to był ostatni raz kiedy jechałam bez okularów... ślady na twarzy miałam chyba 5
        miesiący, cały prawy policzek zdarty
        ...rodzicom przyznałam się dopiero po 4 miesiącach co tak naprawdę się stało, że
        rower skasowany i salto mortale... bo chciałam żeby rower mi naprawili, albo
        kasę na naprawę dali, starzy zresztą tacy zapracowani, że udawało mi się ich
        przez 3 dni unikać zanim mnie obejrzeli
        :) na szczęście nosa nie złamałam

        drugi to było niedawno 3 lata temu... ja jadę samochody obok stoją w korku i...
        otwierają się drzwi PKS-u na środku Alei Mickiewicza... przednie koło skasowane
        miałam ochotę zabić tą babę, nie mogła wysiąść na przystanku parę metrów
        wcześniej??? ten korek zawsze się zaczynał za Matecznym i przez całe prawie
        aleje ciągnął... dlatego ja do szkoły na rowerze jeździłam

        no i oczywiście... ktoś mnie namówił na metalowe pedały... zapomniałam o tym ;)
        no i... 4 rany kłute... nadal mam blizny(rok po...)
        • Gość: BENDER Re: Rowerowe wypadki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.05, 18:57
          Jakis rok temu z moja kobieta kupilismy sobie nowe rowerki
          podczas wycieczki nad morze jakis pacan wyjechal na droge rowerowa
          ja po hamulcach ( moja jechala za mna )wyrobilem przed samochodem niestety moja
          nie ma takiego refleksu i we mnie, efekt zdarta łydka i wygiety pedal a koles
          sie nawet nie zatrzymał.
          • Gość: kazek Re: Rowerowe wypadki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.05, 23:47
            To było dzisiaj. Jechałem po asfalcie przy mostku na Rudawie w Krk i zaraz z
            niego miałem zjechać lekko w dół na gruntową ścieżkę wzdłuż tejże znanej
            wszystkim rowerzystom rzeczki. Jako że upał był niemiłosierny, postanowiłem
            sięgnąć po bidonik prawą ręką, aby się nieco nawodnić. Kierownicę trzymałem
            lewą i... No właśnie, nie wiem dlaczego, ale chyba nacisnąłem zbyt mocno klamkę
            (na liczniku niecałe 30 km/h) i... polciałem na asfalt na lewą stronę.
            Stłuczone udo i łydka jutro nabiorą właściwych barw ;-) Dobrze, że tylko tyle,
            bo jak już leżałem na tej glebie, zauważyłem, że tuż obok na poboczu leży kupa
            stłuczonego szkła.
            Dodam, że dzisiaj założyłem piękną, nową koszulkę, zaimportowaną z Dojczlandu
            za ciężkie euro. Od razu sprawdzam - ale uff - cała, bez rozdarć. A w kieszonce
            komóreczka, na którą upadając naparłem całym ciałem. Też cała!
      • hipchlop Re: Rowerowe wypadki 07.06.05, 16:17
        pokusiłem się o podsumowanie tego tematu+ tematu z psami...
        1. przed zderzeniem z pieszym należy nieznacznie unieść przednie koło, pozwoli
        to na zaamotrtyzowanie siły uderzenia oponą..
        2. w przypadku uciążliwego małego psa zajeżdżamy mu drogę próbując rojechać go
        tylniem kołem.
        3. W przypadku uciążliwego dużego psa stosujemy gaz piepszwowy zakupiony na np.
        alleg[o] oraz maskę przeciw gazową
        4. w przypadku żółtego czinkłe czento spisujemy nr rejestracyny i obiecujemy sobie
        że to ostatni raz...
        5. w przypadku hopek z między lądowaniem zalecamy zachowanie "szczególnej
        ostrożności" założenie kasku i zdięcie "barana".
        6. na koniec przypomnienie strapionym że wkońcu asfalt wcale nie jest taki
        szorstki,..... a twarz nie szklanka....
      • aniapakero Re: Rowerowe wypadki 07.06.05, 18:17
        Parę razy zaliczyłam cięższe upadki.
        Raz wyrzuciło mnei z bandy i wjechałam w drzewo lewą częścia ciała. Na
        szczescie rower nie ucierpiał. Innym razem zjeżdżając ze strasznie stromej
        górki jak skonczony idiota leciutko totknęłam przedniego hamulca. Efekt
        oczywisty. Ja przeleciałam przez kierownice,a rower spadł mi na głowe.
        Ponieważ, jak mówie, górka była straszna zsunełam sie chyba do połowy zanim
        natrafiłam na korzeń, na którym sie zatrzymałam. Podobno wyglądało strasznie i
        moi koledzy sie przestraszyli. Musieli mi pomóc wyplątać się z roweru. Nawet
        mostek się skrzywił a ja miałam twarz jak bym dostała pięścią;)
        Innym razem bawiłam sie zatrzymując na przednim kole. I kiedyś przesadziłam i
        przeleciałam przez kierownice, ale na szczescie zdązyłam złapać rower (na
        klęczkach moja ręka wystrzeliła w górę i złapała ramę;)
        Nie licze upadków na mokrych liściach albo na śniegu...
        • uruk-hai Re: Rowerowe wypadki 08.06.05, 11:53
          ja też małe podsumowanie: najczęściej martwimy się o .... rower :)))))
          • sledzik4 Re: Rowerowe wypadki 08.06.05, 14:13
            "Wyrwane" z innego forum:
            "... Założyłem kask i ruszyłem w kierunku wsi Sady - dosyć ostro w dół. Asfalt
            o wiele lepszej jakości niż zjazd do Tąpadeł. No to sobie pozwoliłem... .
            Jeden zakręt - zwalniam, drugi - to samo. Dużo piachu naniesionego przez wodę z
            lasu. Następny zakręt - pędzę jak szaleniec, ale już czuję coś "w powietrzu".
            Zaczynam hamować z obawy, że mogę się "nie wyrobić". Dobrze czułem. Lekko
            wciskam przedni hamulec, jako wspomaganie. Już widzę, że jadę prosto... do
            lasu. Pobocze zrobiło swoje. Nie mam wyjścia, "kładę" się prosto w jeżyny,
            pokrzywy i inne zielsko. Rower przeleciał nade mną. Wstaję szybciutko i
            sprawdzam czym cały. Ogromny bąbel na lewej kostce - dotykam... eeee to tylko
            stłuczenie. Kości całe. "Lewizna" w błocie i krwi, ale... metr przede mną
            płynie strumyczek. Czyli darmowa łaźnia. Rozbieram się do spodenek i
            zaczynam "pranie" i mycie. Następnie przystępuję do oceny
            stanu "rumaka". Siodełko, kierownica, klamka lewego hamulca, przednia diodówka,
            łańcuch - wszystko nie na swoim miejscu. Trzepnąłem go parę razy "z nogi, z
            piąchy" i już był gotów do dalszej jazdy - ja też. To był efekt osiągnięcia -
            na tak niebezpiecznym odcinku drogi - prędkości 62 km/h. Warto było?
            Oczywiście, że nie. Jednak teraz, kiedy jest już po wszystkim (nikomu nie
            zrobiłem krzywdy) myślę, że była to dla mnie dobra przestroga na przyszłość. Od
            roku 1999, kiedy to złamałem lewy obojczyk - lądując w rowie - nie miałem
            żadnej wywrotki - poza drobnymi uślizgami na lodzie. Pojechałem dalej w dół,
            troszkę przekraczając 40km/h. Jechało się wyśmienicie. Mokra koszulka - w
            słoneczku i na wietrze szybciutko na mnie wyschła.... ".

            pozdrawiam - sledzik4
          • Gość: Alonzo Re: Rowerowe wypadki IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.05, 16:11
            Heh,to głupie ale prawdziwe.Przeceniamy chyba czasem zdolności regeneracyjne
            własnego ciała.Dla przykładu owe zjawisko u mnie-wybombałem się na rowerze
            prawie nie przelatując przez barierke co uchroniło mnie przed 15 metrowym lotem
            w dół a skończyło się porzadnym obiciem kolana,i co?Pierwsze o czym pomysałem to
            pytanie jeszcze w mroczkach przed oczyma-czy koło całe czy ósemka.
            Kolejny przykład-wjebałem się w rów,zaryłem szczeka w piasku i jedną z
            pierwszych mysli to pytanie-czy amorek w jednym kawałku.Zupełnie brak szacunku
            do własnego zdrowia a dbałosc o metal i plastik na którym dane mi było wówczas
            się przemieszczać.Wykluczyło sie także zdroworozsadkowe myslenie-w końcu amorek
            i koło warte było góra 500 zeta a czas stracony na dochodzenie do sprawności
            kosztował mnie ponad miesięczną przerwe w pracy dzieki której straciłem
            np.trzykrotnośc ewentualnych strat w maszynie.
            jednak czego się nie robi z miłości do dwóch kółek , chceci przeżywania wiatru
            we włosach i nieograniczonej wolnosci wyboru kierunku jazdy.Czasem nawet kobiety
            nie potrafią tyle dac(czasem).
            Pozdrawiam
            Alonzo
            • aniapakero Re: Rowerowe wypadki 08.06.05, 23:15
              Roer najważniejszy! Kij z moim zdrowiem - jakos sie wyliżę;) I tak mam tak
              podrapane nogi i poobijane kolana, że już nie zwracam uwagi. Conajwyżej
              przejmuję się podrapaniami na twarzy bo jak to zakryc?:)
            • sqwind Re: Rowerowe wypadki 28.08.05, 11:49
              Gość portalu: Alonzo napisał(a):

              > Heh,to głupie ale prawdziwe.Przeceniamy chyba czasem zdolności regeneracyjne
              > własnego ciała.Dla przykładu owe zjawisko u mnie-wybombałem się na rowerze
              > prawie nie przelatując przez barierke co uchroniło mnie przed 15 metrowym
              lotem
              > w dół a skończyło się porzadnym obiciem kolana,i co?Pierwsze o czym pomysałem
              t
              > o
              > pytanie jeszcze w mroczkach przed oczyma-czy koło całe czy ósemka.
              > Kolejny przykład-wjebałem się w rów,zaryłem szczeka w piasku i jedną z
              > pierwszych mysli to pytanie-czy amorek w jednym kawałku.Zupełnie brak szacunku
              > do własnego zdrowia a dbałosc o metal i plastik na którym dane mi było wówczas
              > się przemieszczać.Wykluczyło sie także zdroworozsadkowe myslenie-w końcu
              amorek
              > i koło warte było góra 500 zeta a czas stracony na dochodzenie do sprawności
              > kosztował mnie ponad miesięczną przerwe w pracy dzieki której straciłem
              > np.trzykrotnośc ewentualnych strat w maszynie.
              > jednak czego się nie robi z miłości do dwóch kółek , chceci przeżywania wiatru
              > we włosach i nieograniczonej wolnosci wyboru kierunku jazdy.Czasem nawet
              kobiet
              > y
              > nie potrafią tyle dac(czasem).
              > Pozdrawiam
              > Alonzo
              RE:Alonzo-na co nam baba-przecież mamy rower!
      • mmmal Re: Rowerowe wypadki 09.06.05, 10:26
        Te najbardziej spektakularne pochodzą z zamierzchłej przeszłości ;)
        Najczulej wspominam czołówkę: ja na kolarzówce contra arcyzwalista damka. I
        brak zdecydowania, którą stroną wyminąć. Najcięższe straty tudzież wina
        oczywiście po mojej stronie - byłam starsza, a poszkodowanej towarzyszyli
        rodzice ;)
        Lądowanie w rowie - lekkie, łatwe i przyjemne, wystarczy w czasie jazdy
        skrzyżować ręce na kierownicy i próbować skręcić ;)
        I jeszcze dokonania górskie: w deszczu, z górki, przez kierownicę - i tak
        dwukrotnie ;) Gdybym była facetem, nie mogłabym chyba mieć dzieci, nikomu nie
        polecam wbicia podbrzusza w kierownicę. No ale może nieodpowiedzialni
        rowerzyści nie powinni się mnożyć? ;)
      • Gość: bartek Re: Rowerowe wypadki IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.06.05, 12:02
        maraton w Zlotym Stoku.... Zjazd po kamieniach. od poczatku cos zle sie do
        niego zabralem, znaczy za szybko chyba, i cuda wyczynialem by sie utrzymac w
        pionie. Jednak kawalek przed koncem kamienie mnie pokonaly - kolo wpadlo miedzy
        dwa tak niefortunnie, ze juz nie zdazylem go wyciagnac. Upadek na bok, wstalem,
        obejrzalem rower, i ruszylem dalej. Komenatrz gorala, co akurat stal obok i
        patrzyl "Nie rozumie. Ja by sie zobil, a on wstal i jedzie dalej". Kilkanascie
        km dalej - dluuugi zjazd szutrowa droga, predkosc wysoka byla zdecydowanie.
        Widze ostry zakret, i hamuje. Nie zmiescilem sie. ostatnia zaobserwowana na
        liczniku predkosc, przy dwoch hamplach zacisnietych, to bylo cos ponad 40 km/h.
        balem sie polozyc na boku, bo za mna juz ktos jechal, wiec byloby naprawde duze
        bum, jakbym mu sie polozyl niemal pod kola...zostal row, po drugiej stronie
        byla fajna skalna, porosnieta mchem, sciana. w ostatniej chwili zobaczylem
        sterrte jakichs lisci i galezi w tymze rowie - pomyslalem sobie "tam mi bedzie
        miekko" no i udalo mi sie w nia trafic;)))). Dopiero na mecie zobaczylem, ze
        reke mam rozcieta przez 10 cm (nawet tego nie poczulem). Powiem szczerze -
        podziwiam obrecze w moim kelly'sie - zlego slowa o nich nie dam powiedziec;)))
        caly czas sa proste, a naprawde daje im w kosc.
        Nawet przez moment nei zadalem sobie trudu, aby zbadac ogolny stan siebie po
        upadkach - pierwsze jest ZAWSZE sprawdzenie, czy kiera jest dalej prosto, czy
        kola sie kreca, potem czy nic nie odpadlo. Swoje obrazenia poznaje dopiero jak
        wroce do domu/na mete. a stluczone kolano wogole dzien pozniej dopiero
        zauwazylem;))).
        I wiecie co Wam powiem... nie moge sie doczekac kolejnego amratonu :DDDD
        koscielisko czeka na mnie ;)))))

        pzdr.
        Bartek
        • Gość: bartek Re: Rowerowe wypadki - p.s. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.06.05, 12:03
          • Gość: bartek Re: Rowerowe wypadki - p.s.(pelne;) ) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.06.05, 12:05
            co do upadku na zakrecie jeszcze.. musial on byc niezwykle efektowny dla
            widzow - peddaly sie nie wypiely od razu, wiec ja lecialem a rower przez moment
            nade mna - kapitalne uczucie!!!
      • Gość: fotolodz@gazeta.pl Re: Rowerowe wypadki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 20:54
        No nieszczęścia parami chodzą chyba :-) Pacholęciem będąc jechałem sobie
        grzecznie średnio-szybko skrajem lasu, a tu po przeciwnej stronie drogi... sami
        rozumiecie... musiałem w bok patrzeć dość długo, bo w tym czasie drzewo pokaźne
        zdążyło skubane mi wyrosnąć. Zdążyłem jedynie wyciągnąć ręce przed siebie w
        odruchu obrony życia i twarzy. Nadgarstki trochę bolały a rower później już nie
        był taki sam- wygiął się widelec od centralnego uderzenia i koło por ramą
        zmieścić się już nijak nie chciało :-p
        Drugi przypadek- w szybkim zakręcie spadł mi łańcuch tak nieszczęśliwie, że
        zablokował tylne koło. Straciłem wpływ na kierunek i mimo iż chciałem tak jak
        droga... w bok... musiałem prosto. Tu zaczęła się droga krzyżowa- najpierw
        gęste krzaki dorodnych akacji, kilka metrów koziołkowania zboczem (roweru za
        nic puścić nie chciałem) a na koniec lądowanie w leśnych jeżynach (Bóg trzymał
        mnie za kark i między drzewami prowadził- dziękuję:-). Gdy tak sobie
        odpoczywałem tam na dole to zastanawiałem się, które kości mam złamane (nie
        ruszałem się, żeby bez sensu przemieszczeń nie robić). Okazało się, że NIC,
        poza podrapaniem wszystkich odsłoniętych części o ten cały kłujący bałagan.
        Nawet wtedy myślałem jeszcze- eee, nie boli, bo w szoku cały czas jestem. Do
        tej pory nie wiem jak to się stało, że nic się nie stało... bez kasku,
        ochraniaczy etc...
        A swoją drogą- czy ktoś na piątkową masę krytyczną w Łodzi się wybiera?
        Pamiętajmy także o tych, którzy z przyczyn natuiralnych nie opowiadają tutaj o
        swoich streefighterskich wyczynach :-p
        • aniapakero Re: Rowerowe wypadki 20.06.05, 01:42
          Ja się wybieram:)
          • nomann Re: Rowerowe wypadki 21.06.05, 23:12
            No i ja się wybieram :) ...jedziemy do Zgierza!
            • Gość: foto.lodz@gazeta.p Re: Rowerowe wypadki IP: 83.142.201.* 22.06.05, 11:05
              no to jedziemy razem :-) Miałem spore wątpliwości po akcjach z blokowaniem
              rond, ale skoro tym razem ma być pokojowo, to jestem absolutnie za. Do
              zobaczenia więc w piątek.
              • Gość: Bartek Re: Rowerowe wypadki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.10.05, 20:03
                Ja miałem ich pełno heh ale najgorszy był w skate parku gdy ujrzałem wielki
                uskok zahamowałem jednak niewyhamowałem i prosto na brzuch spadłem i na łokcie w
                łokciu miałem dziure aż do kości a na brzuchu pełno sinieczków :)
      • Gość: Shogun Re: Rowerowe wypadki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.05, 01:32
        Jeżdżąc na rowerze wykorzystuję czasami tunele aerodynamiczne za autobusami itp.
        pojazdami, aby nie tracić energii na walkę z oporem powietrza. Pewnego
        słonecznego dnia pociskałem sobie za jednym ikarusem, który dość gwałtownie
        zachamował na światłach. Nie tródno się domyślić co było potem. Po kilku
        akrobacjach w powietrzu wylądowałem na środku drogi. Szybko pozbierałem kawałki
        telefonu i lekko rozwalony rower i zjechałem na chodnik, żeby przepuścić sznur
        samochodów jaki się za mną utworzył. Po tamtym wydażeniu została mi blizna na
        ręce (już prawie rok, a nadal widać z daleka). Całe szczęście, że nie jechałem
        zbyt szybko (ok. 25-30km/h), ale gdybym wywalił się kilkanaście sekund wcześniej
        byłoby trochę gorzej, bo wtedy na liczniku miałem ponad 50km/h, a podobno
        ograniczenie w terenie zabudowanym to równe 50. Ahh ci kierowcy.
      • Gość: bartek Re: Rowerowe wypadki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 12:43
        Mi się zdarzyło raz - przetestowałem prawo bezwładnosci. Pojechałem na
        przejażdzkę, dosłownie na godzinę aby odpocząć od nauki przed kolokwium.
        Jechałem przez Zielonki k. Krakowa i w centrum wsi jest zwężenie drogi. (
        wystający dom na drogę ). Jechałem z prędkoscią 30-40km/h i nie zauważyłem tego,
        a wyprzedzli mnie kierowcy z lewej strony. więc nie miałem szans ominąć
        przeszkody. Ja po hamulcach co spowodowało że przeleciałem przez kierownicę na
        asfalt. naszczęscie ktoś się zatrzymał i udzielił mi pierwszej pomocy, wezwał
        pogotowie, poinfomował rodziców. skonczyło się na złamanym zębie, paru szwach na
        wardze i wielu ranach na kolanach i nadgarstkach. naszczęsie na głowie miałem
        kask, który uratował mi głowę. Na tydzien zostałem uzimiony w domu co
        spowodowało że mnie ominęły kolejno kilka kolokwiów. Smiałem się że reakcja na
        uczelni była taka, że mnie wszyscy pytali czy nie zostałem pobity.

        pozdrawiam
      • mickey15 Re: Rowerowe wypadki 01.09.05, 12:21
        Dwa... ja swoich juz nie pamiętam tyle ich było, raczej większość z nich była
        na poprzednich rowerach, gdzie skacząc z hopki na drugą nie doleciałem jak trze
        i rower niosłem kilka kilometrów w dwóch częściach, na szczęście obrażenia
        tylko obtarcia.
        Inny jadąc po lesie z kumplem nie zauważyłem ściętego drzewa leżącego wzdłuż
        ścieżki i jak jechałem ( powoli na szczęście) tak znalazłem się na kierownicy,
        uff że tylko brzuch...:) po tym rower skrócił się o kilka centymetrów w
        geometrii przez widelec.
        z historii nowoczesnej-ostatnie lata sa sporadyczne ale zabawne; w górach jadę
        za kumplem ścieżką i obaj patrzymy że zakręca w prawo, ale jak oślepieni
        pojechaliśmy prosto....w drzewo.
        PO za tymi było wiele mniej groźnych, jak człowiek uczył się skakac na tylnym
        czy przednim kole, jak uczył się jeździć w spd, ale zdrowy jak ryba nadal jestem

        pozdro
      • ss85 Re: Rowerowe wypadki 10.10.05, 17:53
        A wiecie że w rowerach z hipermarkietów woskują obręcze żeby się ładnie błyszczały? Ja się dowiedziałem (jakieś 8 lat temu byłem jeszcze młody i głupi) po tym jak o mało się nie zabiłem na leżących, betonowych słupach od latarni ulicznych. Teraz rowery składam se sam, z porządnych komponentów (bo i kasiorki mam ciut więcej). Ale oszczędzanie na sprzęcie to igranie ze śmiercią. Ale klocki ślizgały się lepiej niż na smarze...
        • orangetractor Re: Rowerowe wypadki 11.10.05, 15:06
          nie gadaj, woskuja? co za palki :P
          ale wiesz, jak kupisz juz rower wysokiej klasy w supermarkecie (350-450pln) to
          juz masz tarczowki, wiec musiales kupic jakis sredniej klasy ;)
          pozdrawiam :)
          • Gość: joniu Re: Rowerowe wypadki IP: *.kielce.net.pl 13.10.05, 18:38
            daaaawno temu, kiedy to jeszcze cala Polska przescigala sie w szukaniu pieniedzy
            schowanych przez panow z Radia eremefefem, czyli tzw. inwazji "przemocy",
            postanowilem i ja i kilku znajomych poszukac owych zlociszy. Jako ze rower od
            dawna to ja, a ja to rower, szukalismy na rowerach (szybciej dojechac, byc
            pierszy itd). Rower moj to wspaniala kolarka, kupiona po znajomosci przez mojego
            dziadka w stanie wojennym w fabryce w Bydgoszczy (ja mieszkam w Kielcach). No i
            po otrzymaniu sygnalu ze kasa jes tam i tam, pedzimy, skrzyzowanie, skret w
            lewo, jedzie Łada z prawej, puszczam Ładziane i ogień.... i koniec. Co sie
            okazalo? Owa Ładziana ciagnela za soba jeszcze przyczepke ktorej nie zauwazylem.
            Kolem przycelowalem idealnie miedzy Łade a przyczepke, troszke mnie pociagnelo
            po asfalcie (jakies 10-15m), walkman na srodku skrzyzowania (jeszcze jakis
            patalach mi przejechal sluchawki), plecak tez sie jakos dziwnie rozpakowal.
            Rower? od kierownicy w strone tylna bez zarzutow, gorzej z przodem, ktorego
            raczej brak. Kolo naprostowalem w przydroznej bramie (kolo miedzy furtke, a
            slupek i heja) tak zeby nie obcieralo, detka nawet sie nie przebila. Kasy nie
            znalezlismy, ale za to byl pretekst zeby kupic nowy rower (bo w domu oczywiscie
            powiedzialem ze wpadlem w jakis dol).
            Druga sytuacja...ruchliwa ulica, waska, ja z tylu, kolega przedemna, moje kolo
            lekko zachodzi z prawej strony jego. I nagle kolega pomyslal, po co jechac ulica
            gdzie wpizdu samochodow, zjade na chodnik i zjechal nagle, ja zaczepilem
            przednim o jego tylne kolo i wysypalem sie na srodek ulicy. Cale szczescie ze
            akurat byl maly przeswit miedzy autami i ze kierowca TIRa jadacego z naprzeciwka
            mial refleks bo...by znowu mi rower popsuli :)
            kasku nie mialem, bo wtedy sie jeszcze nie mialo kaskow, to bylo jakos tak za
            Jaruzelskiego :)
            Pozdrawiam
            • Gość: jasio Re: Rowerowe wypadki IP: 213.192.64.* 14.10.05, 18:20
              A ja dziasiaj dostałem Tassajar i pierwsze co zrobilem to wpadłem pod peugeota
              206, na szczęście tylko koło się scentrowało i kciuka sobie obdrapałem.
      • waldek235 Re: Rowerowe wypadki 22.10.05, 00:18
        UWAGA NA TORY TRAMWAJOWE, UCIEKAJA Z BIKEM!!!!!!!
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka