Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Maraton w Komańczy

    14.08.07, 21:18
    www.maraton-mtb.bieszczady.pl

    Czy ktoś z forumowiczów się wybiera? Iza, Slav, Kondor, Ms (że tak
    wywołam po imieniu)? Ktoś jeszcze?
    Obserwuj wątek
      • Gość: Slav4 Re: Maraton w Komańczy IP: *.zicom.pl 15.08.07, 07:12
        Myśleliśmy o tym, zwłaszcza że w miarę blisko i zapraszał sam M.
        Bieniasz, ale poczytałem opis trasy i jakoś nam przeszło :o)))
        Ja wiem że Kolarstwo Górskie (to prawdziwe) to właśnie takie
        maratony jak Komańcza, czy Krynica, ale jak na razie to wolimy
        wycieczki a nie wyścigi wysokich górach.
        Za to jak popracujemy nad sobą, to kto wie co za rok :o)))
        Natomiast Kraków 26.VIII - obowiązkowo, choćby waliło żabami; Kielce
        08,IX tak na 99%. Odległość gra niebagatelną rolę - odpada nocleg i
        koszty.
        Wybierasz się do Kraka ?
        • thony Re: Maraton w Komańczy 15.08.07, 08:31
          W Krakowie jako Krakus startuję obowiązkowo ;)

          A Komańczę w sobotę też zaliczę (mam nadzieję ;)
          Czytałem opis trasy, większość z niej przejechałem w maju br, no i
          rzeczywiście będzie to maraton górski jak się patrzy. Szczególnie
          zjazd z Chryszczatej do Jeziorek Duszatyńskich może dać w kość (ja
          akurat jechałem w drugą stronę więc brałem go częściowo z buta). No
          i jest sporo podjazdów / singletracków ktore najpewniej trzeba
          będzie zapodać z buta.
          Dam znać w sobotę po południu jak było ;)
          • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 15.08.07, 16:12
            Oczywiście startował nie będę,ale jak tylko padać nie będzie to
            postaram się gdzieś na trasie ulokować aby podglądnąć
            uczestników.Gdybym znał Twój nr. to na pewno gdzieś na trasie
            popchnął bym za siodełko.Jak gdzieś na trasie zobaczysz gościa w
            niebieskiej wandamce to daj znać że krakus właśnie kręci .
            Dzisiaj piękna pogoda,kręcenie było przyjemnością,ale czy dotrzyma
            taka do soboty to nie wiadomo.
            • lemuriza Re: Maraton w Komańczy 15.08.07, 20:44
              Tak jak napisał slav, jeszcze nie teraz.
              Ja wiem, ze pewnie bym przejechała ( bo torche już gróskich tras mam
              za sobą i to z np. 12 km. podjazdami jak na Wlk. Rogacz), a Pani Ada
              Bieniasz mówiła, że taki podjazd i w Komńczy się szykuje ( tzn. nie
              wiem czy taki kamienisty) ale taki długi.
              Przejechałabym w czasie pewnie 7 h:).Ja po tych prawdziwych górach
              jeżdże jeszcze za wolno, jeszcze chyba mam za mało siły.
              Po 20 km. pedałowania w tempie np. 7 km/ha , mam już dość, jestem
              zmęczona. A niesttey nie potrafię jechać szybciej po wąskich
              kamienistych czy błotnistych dróżkach górskich rzecz jasna pod
              górę:).
              Tak więc za wcześnie jeszcze na taki wyścig, ale myślę, ze w
              przyszłym roku... że uda mi się trochę nad sobą popracować.
              • lemuriza Re: Maraton w Komańczy 15.08.07, 21:05
                Pogoda dzisiaj rzeczywiście była piękna. Mieliśmy jechać na Brzankę
                ale wieczorem urodził się pomysł pojechania do Krynicy i zrobienia
                dawno planowanej trasy nazwanej roboczo przez slava "dzikim
                krajobrazem wzdłuż granicy) , a tak naparwdę to jest w rejonie
                okopów Konfederatów Barskich.
                Trasa była z przygodami a jakże.
                Wjechalismy pod górkę do lasu, śliczna traska naprawdę, zieleń,
                las , góry.
                Było pięknie, ciepło , rowerowo.Pomyslałam: ot, szczęście właśnie.
                Zbyt pieknie było.
                Nagle cyferki na liczniku zaczęły mi się rozmazywać i już wiedziałam
                co się święci.
                Migrena. Może to śmieszne brzmi, ale ktoś kto miał w życiu prawdziwą
                migrenę, to wie o czym mówię. Dla mnie to jest dzień, dwa wyjęty z
                życiorysu, a zaczyna się tym, że obraz przed oczami mam kompletnie
                rozmazany, muszę zamknąć oczy i czekać... aż przejdzie. Czasem pół
                godziny, czasem godzinę, czasem dwie. A potem przychodzi potęzny ból
                głowy.
                Slav chciał wracać do Krynicy, a ja pomyślałam, szybko coś zjem,
                przeczekam, może aż tak źle nie będzie.
                Po jakimś czasie wolniutko ruszylismy z rowerami ( prowadząc) i..
                doszlismy wcale nie tam gdzie zamierzalismy dojść. Patrzymy :
                przejście graniczne. Patrzę celnik macha w naszym kierunku żebyśmy
                przyszli, patrzy na nas przez lornetkę. Myślę sobie: ocho, coś nie
                tak. Pewnie znowu nielegalnie przekroczyliśmy granicę ( już się nam
                to zdarzyło kiedyś w Kotlinie Kłodzkiej przez pomyłkę, celnicy nas
                mocno nastraszyli).
                Slav zaczął zgodnie z prawdą opowiadać, ze pomylilismy drogi , a ja
                źle się czuje i chcemy wrócić do Krynicy. Celnik obejrzał dokumenty
                i puścił nas woilno:). Zjechalismy w dół w kierunku Tylicza i slav
                wpadł na pomysł, ze skoro nienajgorzej się czuję to może jeszcze raz
                tę samą trasę zrobimy i poszukamy właściwego szlaku.
                Było to ryzyko w moim przypadku, ale pomyslałam: spróbuję, nie będę
                marnować tego pieknego dnia .
                Faktem jest, ze chociaz osłabiona to nie czułam się tak fatalnie jak
                czasem przy tego typu dolegliwościach.
                Przejechaliśmy:)
                Piekna dzicz, naprawdę cudowna.
                I zjazd do Wojkowej, trwiasty, potem trochę kamienisty. bajeczny
                wprost, cielski, z górami w tle. Coś pięknego.Potem Powroźnik,
                krótki postój nad górskim potokiem i obiadek w Krynicy.
                Piekny dzień chociaż tylko 40 km.
                Ale myślę,że z racji terenu trzeba je liczyć podwójnie.
                No i .. znowu udalo mi się nie przewrócić. Pomimo tego, ze było
                trochę błotka a jeden zjazd trochę ryzykowny. Chyba się troszkę
                podszkoliłam:).
                • thony Re: Maraton w Komańczy 15.08.07, 21:15
                  Twarda Kobieta - moje gratulacje za wytrwałość !
                  A co do techniki jazdy, to świetnie że ją dopracowujesz, bo na
                  najbliższym maratonie w Krakowie przyda Ci się ona bardziej niż na
                  maratonie Fuji.
                  Byłem dzisiaj z ludźmi z rowerowanie.pl na objeżdzie trasy mega -
                  bardziej urozmaicona niż Fuji i też badziej wymagająca technicznie,
                  chyba więcej podjazdów i na pewno więcej technicznych zjazdów,
                  włączając słynny wąwóz w Kochanowie.
                  • lemuriza Re: Maraton w Komańczy 15.08.07, 21:28
                    oj to nie pocieszyłeś mnie z tymi zjazdami bo ja wciąż niestety
                    jestem jeszcze słaba.
                    No to mało się nie poznalismy dzisiaj - mielismy zamiar przyjechać
                    do Krakowa, ale jak widzisz wybralismy inną opcję.
                    Tak słyszałam, ze będzie trudniej:(
                    A czy trasa jest wyznakowana już, bo moze pojechalibysmy w sobotę?
                    Zawsze to inaczej się jedzie po znajomej trasce.
                    Tak sobie pomyślałam, ze jakby na długo oczekiwanym maratonie
                    spotkała mnie taka historia jak dziś to mam co najmniej poł godziny
                    w plecy:(
                    A przed tym w żaden sposób nie da się uchronić:(. no nic musze
                    wierzyć, że tak nie będzie.
              • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 16.08.07, 05:51
                ..."Jak Cię zobaczę na trasie to będę krzyczał ile sił"...
                Tak jak wspomniałem to od pogody zależy czy będę tam obecny.Kondory chronią
                swoje pióra przed deszczem.Najprawdopodobniej będę stał na przeł. Żebrak
                Za sekundkę wyskakuje właśnie na objazd tej trasy.Nie wiem czy będzie dobrze
                oznakowana bo część biegnie po trasie której nie znam.Muszę jeszcze tam dojechać
                no i z powrotem więc "piany" troszkę dziś nabiję.
                • thony Re: Maraton w Komańczy 16.08.07, 10:01
                  Daj znać jak wrócisz. Ciekaw jestem czy błota jest bardzo duzo czy
                  tylko dużo i czy w dolnej części trasa jest bardzo rozjeżdżona przez
                  ciągniki z drzewem (z tego co widziałem w maju do koleiny miały po
                  pół metra głębokości).
                  • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 16.08.07, 17:14
                    Zacznę może od tego że tak jak dzisiaj to jeszcze na rowerze nie
                    jeździłem.

                    Skupiłem się szczególnie na tym odcinku pomiędzy Komańczą,a Mikowem.
                    Przy dojeździe do Komańczy widziałem dwóch facetów którzy mocowali
                    się z przymocowaniem dużego transparentu oznajmiającego o sobotniej
                    imprezie.Po rozmowie z nimi dowiedziałem się że właściciel tartaku
                    jest jednym z organizatorów.
                    Chciałem się z nim skontaktować aby dowiedzieć się czy trasa jest
                    już oznakowana.Niestety zabrakło mi 10min aby go złapać.
                    Trasę miałem prześledzoną na mapie więc postanowiłem wyruszyć bez
                    względu na to co będzie.Już pierwsze pare set metrów wskazywało że
                    znaki na trasie są malowane oraz wstążeczki na drzewach,krzakach.
                    Nie będę szczegółowo opisywał tego odcinka gdyż jest to zrobione w
                    miarę dokładnie w opisie trasy.
                    Skupię się jedynie na moich spostrzeżeniach.Pierwsza część trasy to
                    nie jest droga zbyt uczęszczana więc koleiny po samochodach nie są
                    zbyt głębokie.Powiedziałbym że więcej trawy na drodze niż widocznych
                    śladów kół.Mimo wczorajszych upałów trasa dość śliska i w wielu
                    miejscach błocko i kałuże.Nie wyobrażam sobie aby na tym szlaku
                    dochodziło do normalnej mijanki.Między koleinami jedyna możliwość
                    jazdy,a więc aby zrobić tor lepszym trzeba by chyba zeskakiwać z
                    roweru.Przed dojazdem do końcowej stacji wyciągu istnieje możliwość
                    wyprzedzania bo tam jest trochę szerzej,ale i teren bardziej
                    wypłaszczony.
                    Stare dzieje mi się przypomniały gdyż na tym wyciągu masę kasy
                    zostawiłem oraz setki km wyjeździłem.piękne widoki ze szczytu na
                    całą okolicę.
                    Gdy się po chwili wiedzie do lasu zaczyna się podjazd dość mocny.Nie
                    sądzę żeby ktoś te parę set metrów kręcił nawet na lekkich
                    przełożeniach.Ślisko,koleiny,ścięte gałęzie,konary to skutecznie
                    uniemożliwią. Na szczyt trzeba się wdrapywać.Pierwsza część zjazdu w
                    lesie i tu Ci mocni będą posuwać.Chciałbym zobaczyć jak Ci wszyscy
                    którzy przyjechali na "żbiki" będą zasuwać od momentu wynurzenia się
                    z lasu.
                    Jazda karkołomna aż na sam dół.Ja pierwszy raz tak jechałem aby
                    prawa w zatrzasku,a lewa ślizgała się cały czas po poboczu.Nie wiem
                    czy raz popuściłem klamki.Na samym dole rąk nie czułem od tego
                    hamowania.Upadku nie zaliczyłem,chociaż było bardzo blisko.
                    Odcinek do Radoszyc biegnie po płaskim terenie.Koleiny wyrobione
                    przez samochody,ale nie zbyt głębokie.Sporo kałuży na drodze i cały
                    czas błocko.Na tym odcinku jeden tor bo drugi chyba z rowerem na
                    barkach.Po dobrnięciu do Radoszyc wjeżdża się w teren otwarty.Błota
                    nie ma a droga bita bez zarzutu.Fajne zjazdy i ciężkie podjazdy ale
                    to już w opisie znajdziesz.
                    Od Mikowa rozpoczyna się podjazd.Mozolna wspinaczka na wyś 820m
                    Pierwsze trzy km dość łagodne i tutaj udało mi się dzisiaj spotkać
                    rodzinkę na rowerach.Z tyłu mama z malutkim dzieckiem w foteliku,a
                    50m z przodu tato także ze swoją pociechą.Powiedziałem że rodzice
                    mają radość ale dzieci pewnie nie. Główki skakały na lewo i prawo na
                    tej kamienistej drodze.Z tego co powiedzieli to maluchy
                    przyzwyczajone do takich wypadów.Pytałem się czy wspinają się na sam
                    szczyt.Potwierdzili że tak.Przeszły mnie ciarki po plecach.Na
                    odjezdne powiedziałem że na pewno będą pchali bo jechać nie dadzą
                    rady.Całe szczęście że cała czwórka miała kaski na głowie czego
                    powiedzieć nie można o mnie.
                    Widać już było pierwszy ostrzejszy podjazd.Po 3,5 km dotarłem na
                    szczyt.Z przeł. na Chryszczatą szlak znam bo już tam kilka razy
                    kręciłem.
                    Cały czas podjazd i zjazd i tak ze 4km.Następnie karkołomny zjazd
                    jeź.Duszatyńskie i droga do Duszatyna.Do Komańczy po bitej drodze i
                    jeżeli ktoś zostawił sobie na koniec trochę mocy może paru wyminąć.
                    Oczywiście jeszcze jeden podjazd,ale bliskość mety dodaje sił.
                    Ja z przeł. Żebrak przez Jabłonki poprułem do domku.
                    Trasę zamknąłem 125km 1700 w pionie 5tyś kalorii i średnia trasy 20,3
                    Na trasie spotkałem jeszcze jednego cyklistę z Przemyśla który
                    rozpoczynał wspinaczkę na Żebrak od strony Rabe z planami na
                    Chryszczatą.

                    Jeżeli w piątek lunie deszcz to wg. mnie sito będzie przesiewało
                    solidnie i mało kto się na nim utrzyma.
                    • thony Re: Maraton w Komańczy 16.08.07, 18:33
                      Kondor, jesteś wielki! Dzięki za opis. Mniej więcej to czego się
                      spodziewałem (też nie znałem odcinka trasy przez Radoszyce do
                      Mikowa, bo z Żebraka przez Chryszczatą i Dyszatyn jechałem na
                      wiosnę).
                      Twoja uwaga o deszczu mnie zastanowiła - sprawdziłem pogodę i ma
                      popadywać w piątek i sobotę ;(
                      Ale przynajmniej nie będzie upału.
                      Nie ma co, jadę. Podobno błotko dobrze na cerę robi, zwłaszcza na
                      nogach i kasku ;))
                      • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 16.08.07, 20:33
                        Wielkość liczy się ilością zaliczonych maratonów tych łatwych jak i tych
                        dużych,a na moim koncie zero.
                        Zerknij co odpiszę do "piorun".
                        Ciebie zastanawia pogoda jaką będziesz miał w piątek i sobotę,a ja się
                        zastanawiam czy nie wybrać by na oglądanie tego zjazdu który opisałem.Zjazd z
                        góry wzdłuż granicy lasu może być bardzo interesujący dla oglądających.
                        Koniecznie z aparatem.Mogą wyjść bardzo ciekawe ujęcia.
                        Organizatorzy powinni tam ustawić jakiś punkt medyczny.Nie wiem może jestem
                        przewrażliwiony gdyż nie widziałem innych maratonów i nie mam porównania.Jak
                        będziesz już po Komańczy to chciałbym poznać Twoją opinię.
                        ..."Podobno błotko dobrze na cerę robi"...
                        Będziesz nie rozpoznawalny jak i pozostali którzy przez to przejdą

                        Powodzenia na trasie.
                    • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 16.08.07, 06:07
                      lemuriza- nie pozostaje mi nic innego jak tylko podpowiedzieć
                      żebyście jakąś swoją stronkę założyli lub przynajmniej
                      blog .Zbierajcie te wszystkie opisy żeby w
                      jednej "kupie"były.Opisujecie szczegółowo i wszystko gdzieś
                      rozproszone w sieci jest.Ulotni się to wam po jakimś czasie jak ta
                      zieleń jesienią o której wspomina ms.

                      P.S Wczoraj piękną trasę zrobiłem szosówką(150),a za chwilkę górala
                      maltretuję ile wyjdzie zobaczymy.
                      • lemuriza Re: Maraton w Komańczy 16.08.07, 08:01
                        Masz pewnie rację Kondorze z tą stronką, ale kto by miał czas tym
                        się zajmować?
                        Pisać lubię , bardzo nawet, ale czas...
                        Na razie wystarczy mi jak sobie trochę zdjęć wywołam , bo
                        zdecydowanie wolę je oglądać w albumie niż w komputerze:).
                        a ja dzisiaj idę na basen, rowerek jak wystarczy sił wieczorkiem:).
                        • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 16.08.07, 17:29
                          ..."ale kto by miał czas tym się zajmować"...
                          W zimie więcej czasu i można się tym zająć
                          Co do zdjęć to ja też wolę gdy w albumie siedzą.

                          Nie żałuj że w Komańczy startowała nie będziesz.Trasa bardzo ciężka
                          i z ukończeniem mogła byś mieć kłopoty.Bardzo jestem ciekawy jaką
                          średnią osiągnął ci co przybędą jako pierwsi.Powtórzenie drugiego
                          okrążenia gdy trasa będzie po deszczu jest na pewno dla
                          najmocniejszych.
                          • lemuriza Re: Maraton w Komańczy 16.08.07, 18:11
                            W zimie to ja muszę nadrobić zaległości czytelnicze:).
                            Wstyd się przyznać, ale "wyniki" są marne. Rower zabiera mi masę
                            czasu. Dawniej czytaam po 40, 50 książek rocznie. w tej chwili jest
                            koniec sierpnia a na moim koncie - 9:(((.
                            Co do maratonu w Komańczy to myślę sobie, ze gdyby nic mi się po
                            drodze nie stało to siłą woli i determinacją przejechałbym go, ale
                            czas byłby pewnie katastrofalny, obawiam się, że nie zdązyłabym
                            przed zamknięciem trasy.
                              • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 16.08.07, 21:06
                                ..."Dawniej czytałam po 40, 50 książek rocznie"...
                                Można wpaść w kompleksy.No ale cóż każdy ma swoją pasję jeden będzie
                                latał drugi skakał a ktoś inny czytał.Proponuję do blogu zapędzić
                                męża a Ty za książki się łap

                                ..."w Komańczy zapowiada się duzo chodzenia "...
                                Gdybym wiedział że w piątek na bank będzie padało to napisał bym tak.
                                Więcej będzie chodzenia a niżeli jeżdżenia.Może nawet niech rowery
                                zostawią na mecie a trasę przebiegną.Będzie prawdziwy maraton bo to
                                42km haha
                                Tak na poważnie to trzeba się liczyć z tym że dreptania zapowiada
                                się sporo i nie tylko w miejscu.
                                Ciekawi mnie ilu jest uczestników?
                                • lemuriza Re: Maraton w Komańczy 17.08.07, 08:57
                                  muszę się z Tobą zgodzić, bo chodzenia z rowerem nie lubię.
                                  Zwłaszcza pchania roweru tudzież wciągania pod górę lub schodzenia z
                                  nim w doł co tez nie jest łatwo.
                                  Mój rower nie nalezy do lekkich, więc nie jest łatwo.Dodatkowo moja
                                  kontuzjowana noga nie ułatwia sprawy a chodzenie w duzych ilościach
                                  jej po prostu szkodzi.
                                  Ale na przykład na maratonie w Michałowicach trasa była taka, ze nie
                                  było mowy o chodzeniu ( no w jednym momencie był stromy podjazd ,
                                  niektórzy z nim sobie nie dali rady, zaczęli schodzić z rowerów i
                                  zrobił się korek).
                                  Co do innych pasji poza sportem to właśnie czytanie książek i
                                  pisanie o nich jest właśnie tą MOJĄ. Tyle tylko , ze ostatnio bardzo
                                  zaniedbałam ksiązki i brakuje mi tego.
                                  Myślę sobie, że człowiek poświęca więcej czasu tej pasji, która jest
                                  dla niego ważniejsza. Więc chyba rower stał się numerem 1 i trzeba
                                  jakoś spokojnie do tego podjeść, co nie znaczy, ze rezygnować z
                                  innych rzeczy.
                                  Dzis pochmurno, straszą przed deszczem, ale chyba jednak wyciągnę z
                                  piwnicy crossa i zrobię jakąś rundkę z kurtką przeciwdeszczową w
                                  plecaku.
                                  • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 17.08.07, 21:24
                                    Nie wspomniałem o tym że wczoraj jak byłem na objeździe trasy
                                    maratonu w jednym miejscu pomyliłem trasę i okazało się że wspiąłem
                                    sie na górkę (błotnistą) gdzie na 300metrach było 50 m
                                    przewyższenia.Oczywiście to było nie do objechania i gdyby się to na
                                    trasie znalazło nawet ci najmocniejsi z górnej półki nieśli by
                                    rowery na barkach.To nie dla mnie spróbowałem i powiedziałem sobie
                                    dziękuję.
                                    Ludzie stawiają przed sobą coraz wyższe bariery i dążą do ich
                                    pokonania.Niestety nie wszyscy są wstanie wspiąć się ponad nie.
              • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 16.08.07, 05:58
                ..."dlaczego nie startujesz w żadnych maratonach"...
                Nie wiem czy to do mnie było .Jeżeli tak to odpowiem.

                ..."Na różnych forach kolarskich pełno Twoich postów"...
                To mnie troszkę zmyliło bo z tego co pamiętam były takie dwa na których co nieco
                pisałem ale to było dawno temu.Jedno {krakowskie} zlikwidowano. Natomiast drugie
                małolaty opanowały i zgiełk niemiłosierny się zrobił.
                • Gość: Piorun. Re: Maraton w Komańczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.08.07, 18:26
                  Tak, pytanie było do Ciebie. Piszesz też na forum onetu o kolarstwie
                  i różnych innych / np. o maratonie Świnoujście-Ustrzyki, o wyprawie
                  do Francji na trasy Touru itp./. Chyba, że to jest inny kondor, ale
                  wszystko a zwłaszcza te Bieszczady pasują mi do Ciebie.
                  Rzeczywiście, nigdy nie spotkałem Twoich postów na forach dwóch
                  cykli maratonów mtb - stąd to pytanie. Masz maraton pod nosem, nie
                  ciągnie Cię żeby wystartować?
                  • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 16.08.07, 20:55
                    Zacznę od tego że ja chcę jeździć,a nie chodzić z rowerem.To jest jedyny
                    argument który mam na obronę dlaczego jeżdżę a nie startuję.
                    Lubię góry a wręcz je uwielbiam i dokąd będę w stanie je pokonywać dotąd będę na
                    rowerze jeździł.
                    W trakcie maratonów jest nie możliwe aby kręcić tam gdzie chcemy.Uniemożliwia
                    nam to ten liczny peleton który jedzie razem z nami.Po drugie jaka to jest
                    sprawiedliwość że Ci pierwsi najmocniejsi wyrywają do przodu,a Ci z tyłu po paru
                    minutach zaczynają się dopiero przepychać.Już po 10 minutach czołówka ma taką
                    przewagę że jest nie możliwością to zredukować na trasie.
                    Powiem tak jak będzie kiedyś taki maraton gdzie zawodnicy startują w odstępach
                    minutowych jak kolarze na czasówce to ja pierwszy się tam pojawię.

                    ..."Tak, pytanie było do Ciebie"...
                    Zgadza się to wszystko moje.Patrz jednak na daty kiedy to było.
                    Na onecie poznałem fajnych ludzi ale pisanie tam zakończyłem już dawno,a to że
                    zrobię tam jakiś kleks od czasu do czasu to nie ma znaczenia.
                    Maratony szosowe mnie interesują ze względu że znajomi tam startują i im
                    kibicuję ale też tam rzadko zaglądam

                    ...,"nigdy nie spotkałem Twoich postów na forach dwóch cykli maratonów mtb"...
                    Zgadza się bo maratony mtb tak na prawdę mnie mniej interesują i na nich się nie
                    znam.Nie będę się tam wymądrzał bo mnie ktoś przygasić może. Tutaj taki wątek
                    wystąpił więc to co wiem tym się podzielę.

                    P.S Piorun.- widziałem lemurize i slava w zeszłym roku w akcji.Kręcą naprawdę z
                    pasją,a do tego potrafią się podzielić z innymi tym co na trasie
                    doświadczą.Dlatego też nie walczmy słowem lecz wiedzą która rower się zwie.
                    • Gość: Piorun Re: Maraton w Komańczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.07, 11:49
                      Powiedz mi jeszcze, dlaczego preferujesz takie ekstremalnie długie dystanse? Na
                      to trzeba mnóstwo czasu - parę godzin dziennie. Wiele razy czytałem, że 200 i
                      więcej km. to dla Ciebie norma. Kiedyś, dość dawno też zaliczyłem parę takich
                      długich maratonów szosowych /300,400 km./ a rekordowy wynik to 506 km. w 22
                      godziny. Ale krótko to trwało. Odkąd pojawiły się rowery górskie, jeżdżę tylko w
                      terenie i 100 to góra, głównie na maratonach. Jakoś wolę teren niż szosę,
                      samochody i spaliny. 50-70 km. w trudnym, górskim terenie w zupełności
                      wystarcza. A nie myślałeś nigdy nad Transcarpatią? Twoje tereny, które doskonale
                      znasz, prawdziwe górskie wyzwania. A jeśli szosa, to może Dookoła Tatr? Ponad
                      200 km. i duże góry, a więc to co lubisz.
                      Co do tej Izy - wyjątkowo denerwują mnie takie infantylne posty i nieznajomośc
                      realiów. Zachwyty nad samym sobą, że przejechało się 70 km, zajęło takie a takie
                      miejsce ze stratą godziny i że serduszko biło tyle a tyle. Zaliczyłem dziesiątki
                      maratonów, ale na myśl mi nawet nie przyszło, żeby się o tym rozpisywać na
                      forum. Takie zwierzenia nikogo nie interesują. Co innego ciekawe rady i
                      wskazówki dotyczące przebiegu trasy, jej trudności, doboru opon itp. - te mogą
                      się przydać. Ale jej posty wygladały raczej jak osobisty pamiętnik. A ta ślepa
                      "obrona" slava i jego złośliwe posty, po prostu mnie rozbawiły.
                      • lemuriza Re: Maraton w Komańczy 17.08.07, 13:39
                        Przykro mi Piorunie, że tak bardzo przeszkadzają Ci moje posty.
                        Mam świadomośc swojego nikłego doświadczenia rowerowego, swoich
                        niewielkich umiejętności , zwłaszcza w porównaniu do wielu osób
                        tutaj piszących na forum.
                        Jesli piszę , ze np. przejechałam jakiś maraton to z takiej
                        zwyczajnej ludzkiej radości, że się udało, a nie po to by wzbudzić
                        zachwyt innych, bo mam świadomość, że tutaj co druga osoba
                        przejechała podobnie jak Ty dziesiątki maratonów, w dwa razy lepszym
                        czasie od mnie itp.
                        Chce zauwazyć, ze nie tylko ja piszę o przejechanych kilometrach
                        itp., a to moje posty najbardziej Ci przeszkadzają.
                        Staram się byc miła, nikogo nie obrażać, więc nie rozumiem tej
                        Twojej niechęci.
                        Proponuję po prostu nie czytać moich postów i tyle.
                        Po co masz sobie psuć humor.
                        Zyczę powodzenia w Krakowie.
                      • Gość: kondor Re: Maraton w Komańczy IP: *.interq.pl 17.08.07, 21:12
                        ..."dlaczego preferujesz takie ekstremalnie długie dystanse"...
                        To przyszło jakoś tak samo od siebie.Z każdym rokiem coraz więcej i
                        co raz dłużej.Gdy przekroczyłem pierwsze 100tyś postanowiłem
                        przyjemność połączyć z pewnym celem.Dążę do niego i jeszcze wiele
                        lat kręcenia przede mną.Jak coś nie stanie mi na przeszkodzie to tam
                        dojadę.Dystanse te długie mi w tym pomogą.Jak pewnie zauważyłeś
                        wspominałem nie raz że często siadam na rower gdy słońce na
                        horyzoncie się pokazuje.O godz 12-13 jestem po trasie.Można wtedy
                        zająć się zarabianiem kasy na życie.

                        ..."rekordowy wynik to 506 km. w 22"...
                        Jeżeli chodzi o mnie to jak na razie 313 ze średnią ponad 30km/h,
                        (samotnie)a więc ze mnie "cienki bolek"Granica 400 chodzi po głowie
                        ale to pewnie za rok.

                        ..."Jakoś wolę teren niż szosę samochody i spaliny"...
                        Ja na spaliny nie narzekam bo ruch po sezonie malutki.Nieraz
                        przejadę po asfaltach 50km i samochodu nie widzę.Mam wybór 4 razy
                        szosa i raz góral(co do niego to i 200 w terenie zrobię)
                        Tak więc widzisz każdy wybiera to co mu pasuje najbardziej.

                        ..."A nie myślałeś nigdy nad Transcarpatią"...
                        Śledzę poczynania zawodników od paru lat i jak już wspomniałem
                        podchodzenie mi nie pasuje.
                        Wolę przejechać po brukach 10km niż w tym czasie pchać rower po
                        błocku pod jakąś górę i zrobić jeden.
                        Gdybym miał ze 20 latek mniej pewnie bym w tym wystartował.Niestety
                        gdy byłem 20-latkiem pojęcie "rower górski" było nie znane.

                        ..."A jeśli szosa, to może Dookoła Tatr"...
                        Przeleciałem tą trasę w zeszłym roku no i jedyny wyścig w którym
                        brałem udział w okół Popradu.
                        Jak na razie mi to wystarczy. Może kiedyś z ekipą Zuza zrobię to
                        jeszcze raz.

                        ..."wyjątkowo denerwują mnie "...
                        Powiem Ci że nie ma na forach człowieka do którego nie można by było
                        się o coś przyczepić.Ja sam nie raz z czymś wypalę aby się
                        pochwalić.Może to też kogoś drażnić.
                        Widzisz ludzi można podzielić na wiele grup.Tych co piszą byle
                        co,tych co mają coś konkretnego do napisania,tych co się stale
                        pytają,tych co piszą o swoich wyczynach,tych co się wymądrzają,
                        tych co tylko czytają.Można by tak wymieniać bez końca.
                        Każdy widzi się w czymś innym i to się da zauważyć.Nie miejmy więc
                        pretensji że ktoś po raz setny pyta się jaki rower kupić lub jak
                        czyścić łańcuch.Znajdą się tacy co odpowiedzą.
                        Iza z tego co wiem trzeci rok jak kręci.Nie dziwi mnie że w taki
                        sposób swoje emocje w sieci wylewa.Kto zechce ten przeczyta i
                        skomentuje.
                        Wchodzisz na różne fora i widzisz jak tam ludziska o swoich
                        wyczynach się wypowiadają,jaką radość sprawia im kolejny rekord jaki
                        pobijają.100km dla wielu nie do osiągnięcia,a jaka radość gdy to już
                        uczynią.Chcą się z całym światem tym podzielić.Przyjdzie czas na
                        każdego że się wypali i zniknie z wizji.Wielu było i ich nie
                        widać.Przyjdą nowi i lukę zapełnią.
                        ..."A ta ślepa"obrona" slava "...
                        To akurat rozumiem i komentował nie będę.

                        Kurna zawsze mnie wpieprzeło gdy widziałem takie posty tasiemce.No i
                        ja taki stworzyłem ale pytań wiele i trzeba było jakoś w miarę
                        dokładnie odpisać
                        • lemuriza Re: Maraton w Komańczy 17.08.07, 22:28
                          Kondorze , Twoje chwalenie się jak to nazywasz przynajmniej mnie w
                          ogóle nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie - z wielką przyjemnością
                          czytam gdzie byłeś, ile kilometrów przejechałeś.Podobnie jak z
                          wielką przyejmnością czytam posty ms, jak i każdej innej osoby, u
                          której da sie wyczuć rowerową pasję.
                          Wiem, ze robisz to z pasji, wiem, ze sprawia Ci to wielka
                          przyjemność.
                          No i bardzo podziwam Twoją kondycję:).
                        • Gość: Piorun Re: Maraton w Komańczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.07, 23:54
                          No to życzę Ci dojechania do pół miliona km. Przy Twoich dziennych
                          "przejażdżkach" i wytrwałym dążeniu do celu, tyle pewnie osiągniesz. Ja pierwszą
                          setkę też już mam za sobą. Druga pewnie padnie, ale to wszystko. Ja od listopada
                          do marca nie wsiadam na rower - obowiązki zawodowe. Żeby tyle przejechać, trzeba
                          kręcić praktycznie cały rok. Poza tym jakoś mnie takie rekordy już nie pociągają.
      • Gość: kondor S-u-r-v-i-v-a-l IP: *.interq.pl 18.08.07, 07:02
        Rowerek przygotowałem budzik na 5 nastawiłem.Miałem ochotę ustawić się w fajnym
        miejscu aby zawodników na trasie pooglądać.
        Wczoraj bardzo fajnie i ciepło mimo że chmury nisko nad całymi Bieszczadami
        zawieszone.Trasę na pewno troszkę przesuszyło bo wiatr wiał.O godz 2 w nocy gdy
        się przebudziłem zaraz do okna lecę. Sucho i nie pada.Myślę sobie no to impreza
        się uda.Niestety o godz 3 lunęło i z przerwami pada do chwili obecnej.
        Szkoła przetrwania zapowiada się dla wielu.
        thony - nie daj się powodzenia
      • Gość: thony Po maratonie IP: 88.220.70.* 18.08.07, 21:58
        Tak jak napisał Kondor - o 3 w nocy zaczęło lać i padało do rana. A
        potem przez cały zas mżyło.
        Błota mnóstwo - to trzeba było poczuc na własnej skórze. Ja w takim
        maratonie do tej pory jeszcze nie startowałem, prawdziwy hardcorowy
        MTB. Sam fakt ukończenia maratonu jest dla mnie niezwykle
        satysfakcjonujący.
        O trasie - po deszczu bardzo wymagająca technicznie, błoto miejscami
        po osie, nawet jazda prosto po równym sprawiała sporo problemów, nie
        mówiąc o podjazdach i bardzo trudnych zjazdach. Do tego przejazdy
        przez wezbrane strumienie i przez rzekę - SUPER!!!
        Organizacja bez zarzutu. Trasa świetnie oznaczona, mało ludzi
        startowało, więc jechało się bardzo dobrze. Gratulacje dla Orgów.
        Na koniec szacuneczek dla Panów Strażaków z Komańczy, którzy widząc
        czarnych od błota cyklistów próbujących obmyć swe rowery i ciała w
        rzece, bez żadnego proszenia zorganizowali pompę i z węża
        własnoręcznie myli ludziom rowery.
        • Gość: Slav4 Re: Po maratonie IP: *.zicom.pl 18.08.07, 22:33
          Thony,
          GRA-TU-LAC-JE. Patrząc na same czasy już widać jaki był hardcore.
          Dodatkowo przemawia do mnie że tylko 5 (pięć!!!) osób zdecydowało
          się na II pętlę....
          Jakbym się wybrał, to pewnie jechałbym do teraz, albo szukałaby mnie
          bieszczadzka grupa GOPR-u na spółkę ze Słowakami :o)
          A Mirek B. wyraźnie zmierza po główną nagrodę w cyklu (Kelly's
          Sabotage). Ostatnie zawody cyklu (wyścig XC) 17.09 u nas w Tarnowie,
          ale pewnie wybiorę się jako kibic. Głupio byłoby zobaczyć +1 przy
          nazwisku :o)))
          • Gość: kondor Re: Po maratonie IP: *.interq.pl 19.08.07, 05:42
            Cóż powiedzieć.Znałem trasę więc wiem jaka była ciężka,a dodatkowo
            deszcz to utrudnił.Nie przypuszczałem że będą tacy co dwie pętle
            będą robić.
            Gratulacje za zaliczenie pętelki.Ja się trochę deszczu
            przestraszyłem i zrezygnowałem z przyjazdu .
            Za chwilę wyruszam na trasę i to nadrobię.
            Jak wrócę to parę pytań postawię
            • lemuriza Re: Po maratonie 19.08.07, 18:00
              WIELKIE, WIELKIE GRATULACJE THONY! JESTEŚ WIELKI.
              Sądząc po opisie trasy na róznych forach i zdjęciach było chyba
              strasznie prawda?
              Tym większą pewnie masz satysfakcję:).
              U nas dzisiaj tez trochę błotka, zrobilismy fajną trasę do Rożnowa.
              Pieknie tam prawie jak w Bieszczadach, nad Soliną.
              Slav właśnie myje rowery:).
              • Gość: kondor Re: Po maratonie IP: *.interq.pl 19.08.07, 18:21
                ..." to trzeba było poczuc na własnej skórze"...
                To zdanie tłumaczy wszystko.Nie można opisać smaku lodów tak jak i
                wytłumaczyć zmęczenia jakie na trasie było.Nie znam Cię na tyle
                żeby oceniać ale skoro zdecydowałeś się na start w takiej imprezie
                to musisz być twardy zawodnik.
                1..Napisz który odcinek był dla Ciebie najtrudniejszy.Czy to było na
                zjazdach czy wspinaczce.
                2.Jak możesz to podrzuć stronkę gdzie są wyniki,oraz dyskusja o
                maratonie
                3.Czy byli zawodnicy startujący w kategorii M5A
                4.Napisz czy miałeś chwile zwątpienia żeby spasować.
                5.Jak oceniasz podjazd Mików-przeł.Żebrak na podstawie innych
                podjazdów jakie kiedykolwiek podjeżdżałeś.
                Jak możesz to w paru zdaniach odpowiedz.

                ..."Sądząc po opisie trasy na róznych forach "...
                izo - może Ty coś mi podrzucisz
                  • lemuriza Re: Po maratonie 19.08.07, 19:42
                    poczytałam sobie również, najbardziej podoba mi się o zdanie):
                    "w nocy z piatku na sobote przeszly nad Komancza straszne burze i
                    ulewy wiec sami mozecie sie domyslec jak ciezka byla trasa -
                    tymbardziej ze na giga pojechalo 5 swirow ".
                    Dwóch z tych świrów nazywa się Bieniasz:).
                    • Gość: kondor Re: Po maratonie IP: *.interq.pl 19.08.07, 19:49
                      Dzięki za stronkę.
                      Gdy się rozpadł " Cyklokrak" powstała właśnie ta stronka co mi ją
                      podrzuciłeś.Trochę ludzi z
                      Cyklokraka przeszło tutaj.Gdzieś mi potem z oczu znikła ta stronka.
                      Przeglądnąłem forum,oglądnąłem fotki z maratonu no i już poznałem wyniki.
                      Zejść poniżej 3 godz i to niesamowity wynik.Kilku ziomków tam też widziałem na
                      liście. Jeden z nich nie zszedł poniżej 3 godz,a wielki wycinak z niego.
                      Goście z najstarszej kategorii w pobliżu 3 godz.masakra musiała być. W piątek
                      potoczki malutkie były i bez problemu je przejeżdżałem.Deszcz zrobił swoje i z
                      tego co piszą stan wody podniósł się dość wysoko.
                      W tamtym roku na "sinych wirach" stan wody podniósł się tak szybko w czasie
                      deszczu że dziewczyna która brodziła po kostki w wodzie na środku potoku została
                      porwana przez wodę i nie zdołała się dostać do brzegu. Po kilku dniach
                      znaleziono ja kilka km od tego miejsca.Oczywiście już nie żyła.
                      ..."Dwóch z tych świrów nazywa się Bieniasz"...
                      Czy to są bracia.
                      thony- nie znamy Twojego nazwiska.Które miejsce zająłeś.?
                      • lemuriza Re: Po maratonie 19.08.07, 19:59
                        Tak to są bracia ( ale nie bliźniacy:)): Mirek i Maks.
                        Maks jest duzo młodszy, więc wielka przyszłośc kolarska przed nim (
                        chyba):).
                        Wczoraj jechaliśmy przez Czarną ( miejscowość rodzinną braci B.) i
                        stwierdziliśmy, że nic dziwnego, ze Mirek został kolarzem górskim a
                        nie szosowym - droga, którą jeździł do szkoły w Pilźnie naprawdę
                        wymaga duzo cierpliowści:) i trudno nawet nazwać ją drogą asfaltową.
                • thony Re: Po maratonie 19.08.07, 21:15
                  > 1..Napisz który odcinek był dla Ciebie najtrudniejszy.Czy to było
                  na zjazdach czy wspinaczce.
                  A to jest trudne pytanie, bo cała trasa była niezwykle wymagająca
                  technicznie. Ale chyba najwięcej uwagi wymagała dolna część zjazdu z
                  Chryszczatej do Jeziorek Duszatyńskich. Na sam koniec zaliczyłem tam
                  jedną (i na szczęście jedyną) glebę. Klasyczne OTB. Skończyło się na
                  paru zadrapaniach i tyle, rower cały.
                  Bardzo fajną sprawą był przejezd przez Osławę, przejechałem całą po
                  kolana w wodzie. Ale prznajmniej napęd się wymył z błota. A właśnie,
                  błoto momentalnie blokowało [przerzutki i hamulce tak więc ochoczo
                  wjeżdzałem we wszystkie strumienie ;)
                  No i jeszcze długi zjazd wzdłuż ściany lasu, piękna sprawa, leciałem
                  tam jak na skrzydłach (tak mi się przynajmniej wydawało, bo ni
                  widziałem jak śmignęła ten zjazd czołówka ;).

                  > 2.Jak możesz to podrzuć stronkę gdzie są wyniki,oraz dyskusja o
                  maratonie
                  www.maraton-mtb.bieszczady.pl/news.php
                  > 3.Czy byli zawodnicy startujący w kategorii M5A
                  4 osoby - niezłe wycinaki

                  > 4.Napisz czy miałeś chwile zwątpienia żeby spasować.
                  Tak, o 3 rano gdy rąbnęło burzą z piorunami ;) Powiedziałem do
                  Żony "nie jadę" i zasnąłem. Rano oglosilem oficjalne dementi nocnej
                  decyzji i o 8 wyjechalem do Komańczy.
                  Na trasie jechałem rownym tempem, a wszechogarniające błoto tak
                  absorbowało moją uwagę, że nie miałem czasu myśleć o poddaniu się.
                  Adrenalina działała.
                  Z resztą po przyjeździe na metę wziąłem wraz z rowerem "prysznic
                  strażacki", zjadłem talerz grochówki i pojechałem rowerem z powrotem
                  do Sanoka.

                  > 5.Jak oceniasz podjazd Mików-przeł.Żebrak na podstawie innych
                  podjazdów jakie kiedykolwiek podjeżdżałeś.
                  Podjazd technicznie łatwy. Po wpadnięciu w swój rytm można wykręcić
                  niezły czas. Szczerze mówiąc to nie bardzo wiem z czym go porównać,
                  na myśl przychodzą mi jedyni einne trasy szutrowe np w okolicach
                  Baligrodu.

                  ps. jechałem z numerem 276
                  • lemuriza Re: Po maratonie 19.08.07, 21:58
                    Jeszcze raz gratulacje dla Ciebie Thony, ale i również dla Żony:).
                    Spodobalo mi się, że napisałeś o niej z dużej litery. To wiele
                    mówi:).
                    Do zobaczenia w Krakowie!
                  • Gość: kondor Re: Po maratonie IP: *.interq.pl 20.08.07, 20:27
                    ..."No i jeszcze długi zjazd wzdłuż ściany lasu, piękna sprawa,
                    leciałem tam jak na skrzydłach"...
                    Byłem pewny że tam wszyscy będą zbiegali no ale się myliłem.Gdybym
                    teraz tamtędy jechał to na pewno ujrzał bym niezłą trakt ujeżdżony
                    przez was.Gdy ja tamtędy w piątek zjeżdżałem była jedynie trawa
                    ubita przez pieszych którzy znaczyli trasę.
                    Nie sądziłem że wystartuje tylu zawodników.Widocznie nie raz w tak
                    ekstremalnych warunkach przyszło im startować.

                    ..."i pojechałem rowerem z powrotem do Sanoka."...
                    Nie mogę wykapować.Czy do Komańczy jechałeś też rowerem?Czy
                    eskortowała Cię żona.
                    Szkoda że się nie odezwałeś jak byłeś w Sanoku.

                    Napisz jeszcze czy przyszło Ci kiedyś startować na tak trudnym
                    maratonie,a może trudniejszym i gdzie to było?

                    • Gość: thony Re: Po maratonie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.07, 20:56
                      Nie, nie, do Komańczy zawiozła mnie Żona. Rowerem tylko wracałem.
                      I tak jak napisałem w pierwszym poście po maratonie, w czymś takim
                      jeszcze nie mialem okazji startować. Tak jak ktoś słusznie zauważył
                      na forum rowerowanie.pl sama trasa nie byłaby jakoś ekstremalnie
                      trudna gdyby było sucho. Ale po takim deszczu jaki mial miejsce w
                      nocy, to była trasa wyjątkowa, przynajmniej dla mnie.
                      Z resztą polecam forum rowerowanie.pl , tam ludzie porównują tą
                      trasę do innych które kiedyś dały się im we znaki i wychodzi na to
                      że bieszczadzkie błoto przebiło wszysztkie inne maratony ;)
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka