Gość: Slav4
IP: 217.70.56.*
08.09.07, 19:50
Thony, nie wiem czy pamiętasz naszą dyskusję z początku roku - twoje
problemy występują u mnie parę miesięcy/tygodni później.
Tu link dla ciekawych
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=372&w=56952494&v=2&s=0
Urwałeś łańcuch w Krakowie ? Urwałeś. To mnie to samo spotkało w
Kielcach i to dwukrotnie :o(
Za pierwszym razem skułem, za drugim już nie (złamał się "dzióbek" w
skuwaczu). W rezultacie przez ostatnie 12 km piesze zwiedzanie lasów
podkieleckich. Łańcuch w bezsilnej złości zostawiłem na ścieżce, co
było szeroko dyskutowane w ogonie: "patrzcie, ktoś miał nawet
zapasowy łańcuch :o)))
I cholera, najgorsza taka bezsilność - "tak dobrze żarło i zdechło".
Łańcuch uświniony jak nieboskie stworzenie (kilo błota), sworzeń co
nie chce wskoczyć, trzęsące się łapy, wyprzedzające mnie tabuny
ludzi i pot kapiący na okulary. I jeszcze gość co się napatoczył z
aparatem i "cykał" mnie z każdej strony. Podobno ktoś z orgów - będą
zdjęcia to wkleję :o)))
Nie życzę nikomu. Lepsze 10 kapci niż zabawy ze skuwaczem w błocie...
A najlepsze jest to, że w piątek miałem jechać po spineczkę, ale mi
się qwa nie chciało bo deszcz padał. Iza zaraz napisze coś o trasie,
ja piszę o frustracji, bezsilności i złośliwości przedmiotów
martwych.
No ale kolejne doświadczenie. Było kupić spinkę sieroto...