Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kielce na gorąco

    IP: 217.70.56.* 08.09.07, 19:50
    Thony, nie wiem czy pamiętasz naszą dyskusję z początku roku - twoje
    problemy występują u mnie parę miesięcy/tygodni później.
    Tu link dla ciekawych

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=372&w=56952494&v=2&s=0
    Urwałeś łańcuch w Krakowie ? Urwałeś. To mnie to samo spotkało w
    Kielcach i to dwukrotnie :o(
    Za pierwszym razem skułem, za drugim już nie (złamał się "dzióbek" w
    skuwaczu). W rezultacie przez ostatnie 12 km piesze zwiedzanie lasów
    podkieleckich. Łańcuch w bezsilnej złości zostawiłem na ścieżce, co
    było szeroko dyskutowane w ogonie: "patrzcie, ktoś miał nawet
    zapasowy łańcuch :o)))
    I cholera, najgorsza taka bezsilność - "tak dobrze żarło i zdechło".
    Łańcuch uświniony jak nieboskie stworzenie (kilo błota), sworzeń co
    nie chce wskoczyć, trzęsące się łapy, wyprzedzające mnie tabuny
    ludzi i pot kapiący na okulary. I jeszcze gość co się napatoczył z
    aparatem i "cykał" mnie z każdej strony. Podobno ktoś z orgów - będą
    zdjęcia to wkleję :o)))
    Nie życzę nikomu. Lepsze 10 kapci niż zabawy ze skuwaczem w błocie...

    A najlepsze jest to, że w piątek miałem jechać po spineczkę, ale mi
    się qwa nie chciało bo deszcz padał. Iza zaraz napisze coś o trasie,
    ja piszę o frustracji, bezsilności i złośliwości przedmiotów
    martwych.
    No ale kolejne doświadczenie. Było kupić spinkę sieroto...
    Obserwuj wątek
      • lemuriza Re: Kielce na gorąco 08.09.07, 20:10
        Trasę mega organizatorzy skrócili z 54 km. do 46 ( podobno po
        deszczach jakis odcinek był nieprzejezdny). I chwała im za to, bo po
        30 km to juz powoli zaczęłam odliczać kilometry do końca, a około 40
        to miałam kryzys taki że oczywiście myśli tradycjnie takie chodziły
        po głowie: więcej nie pojadę na żaden maraton! jak ludzie
        przejeżdżają np. TransCarpatię kiedy ja po 40 km. "zdycham" z braku
        sił?:), ja się do tego nie nadaję, jestem za słaba!!!!itp.
        no ale o trasie.
        Do 30 km kiedy czułam się super i dobrze się jechało myslałam sobie:
        w Krakowie było gorzej.
        Ale generalnie chyba jednak nie.
        Trasa zaczęła się od kilku kilometrów po asfalcie, więc można było
        pomknąć w miarę szybko. Potem nastapiła jakaś dziwna droga, wyłozona
        żwirem i najeżdżona niezliczoną ilością dziur z wodą:). Oj było
        ciekawie. A potem już skręt do lasu i zaczęła się zabawa:).
        Trochę błota, chociaż mniej niż należałoby się spodziewac po takich
        opadach i momentami trudna nawierzchnia ( dużo trudniejsza niż w
        Krakowie), bardzo cięzko się kręciło. Podjazd stokiem narciarskim,
        którym straszono, powiem szczerze nie wystraszył mnie tak bardzo.
        Może dlatego, że mam porównanie w postaci podjazdu stokiem na
        Jaworzynę:). Tutaj oczywiście też nie było łatwo ale dało rade
        wjechać. Dało, ale wcale nie oznacza to, ze mi się udało. Z
        satysfakcją mieliłam sobie pod górę ( podczas gdy wielu panów dawało
        z buta) i byłam prawie u celu gdy nagle pan przede mną zsiadł
        nieposdziewanie z roweru i niestety musiałam zrobić to samo.
        Na moje oko nie było az tylu trudnych zjazdów jak w Krakowie (
        chociaż jeden był bardzo stromy i dodatkowo mokry i pokonywałam go
        z buta), ale trudnośc tych zjazdów polegała chyba własnie na tym, że
        były mokre.
        Nie obyło się bez geb ( tym razem 3) i co najlepsze wcale nie na
        tych trudniejszych zjazdach. Najgorsza gleba była ta ostatnia, bo
        wpadłam na jakieś kamienie i leciałam juz pieknie na bok a na mnie
        wpadł pan, któremu nie działałay już hamulce. Było ciężko. Potłukłam
        się konkretnie ( w tym nietstey nogę z moim chorym kolanem) i z
        trudem wsiadłam na rower. Powiem szczerze : płakać mi się chciało z
        bólu, przy okazji kilka osób mnie wyminęło.
        No ale na szczęście do mety było juz bardzo blisko.
        No cóż 22 m. na 29 kobiet w mega nie brzmi jakoś zachwycająco, a
        jednak jestem w miarę zadowolona, więcej na dzisiaj dać z siebie nie
        mogę, pojechałam chyba najlepiej jak potrafiłam. Cieszę się , ze
        udało się przejechać bo w zasadzie przecież nie mam żadnego
        doświadczenia w jeżdżeniu po błocie czy takiej mokrej nawierzchni.
        Trasa niełatwa, mniej wpspinania się pod górę niz w Krakowie, ale
        za to pedałowanie po tej trudnej nawierzchni zabierało mase siło.
        Bardzo mało asfaltu czy szutru , właściwie większośc trasy to był
        las.Trudna końcówka : podjazd, zjazd, podjazd, zjazd. Tak na
        dobicie:).
        Wygrał oczywiście Andrzej Kaiser:).

        • lemuriza Re: Kielce na gorąco 08.09.07, 20:15
          P.S. To był nasz 4 maraton w zyciu i pewnie ostatni w tym sezonie,
          ale myślę, że nie ostatni w życiu.
          Przy okazji poznaliśmy pana , który byl ( jeśli tak to mozna nazwać)
          konferansjerem na maratonie. Jak wjechałam na metę ów pan podbiegl
          do mnie i zapytał: naprawde jesteś z Tarnowa? Ja też.. Ja to się
          stalo, że ja cię nie znam, przecież tyle lat już w tym siedzę...
          a ja na to: no bo.. no bo ja mam rower od marca... górski:).
          Ciekawa jestem cyz ktoś jeszcze jechał i jak wrażenia?
          • yvonne000 Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 00:09
            lemuriza 0 a jakie zajęłaś miejsce w Krakowie i na jakim dystansie
            startowałaś?
            • Gość: dzordzi Info o maratonach? Gdzie? IP: *.adsl.inetia.pl 09.09.07, 01:16
              Gdzie można znaleźć informacje o maratonach w mtb, w przyszłym roku chciałbym
              zacząć startować w czymś takim.
              • saaroo Re: Info o maratonach? Gdzie? 10.09.07, 15:30
                www.mtbmarathon.com
                www.bikemaraton.compl
                • lemuriza Re: Info o maratonach? Gdzie? 10.09.07, 19:27
                  jest jeszcze trochę maratonów lokalnych ( m.in. ten w Michałowicach,
                  dobra trasa jak dla poczatkującego, fajna atmosfera, nie ma tłoku na
                  trasie). Trzeba po prostu sledzić strony rowerowe, fora rowerowe,
                  tam często pojawiają się takie informacje.
                  Ale teraz sezon powoli się kończy:).
            • lemuriza Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 09:49
              w Krakowie jechałam na mega, byłam 25 chyba o ile dobrze pamietam:).
              Miejsce niezbyt rewelacyjnie więc nie utkwiło w pamięci.
          • ovoc1 Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 09:18
            lemuriza napisała:

            > P.S. To był nasz 4 maraton w zyciu i pewnie ostatni w tym sezonie,
            > ale myślę, że nie ostatni w życiu.
            > Przy okazji poznaliśmy pana , który byl ( jeśli tak to mozna nazwać)
            > konferansjerem na maratonie. Jak wjechałam na metę ów pan podbiegl
            > do mnie i zapytał: naprawde jesteś z Tarnowa? Ja też.. Ja to się
            > stalo, że ja cię nie znam, przecież tyle lat już w tym siedzę...
            > a ja na to: no bo.. no bo ja mam rower od marca... górski:).
            > Ciekawa jestem cyz ktoś jeszcze jechał i jak wrażenia?


            Witam.
            Miło jest przeczytać, że rozrasta się grupa tarnowskich maratończyków. niestety,
            ani ja ani zaden z moich kolegów z MPEC Bike Team Ciepła Strona Mocy, nie
            mogliśmy się zjawić w Nowinach, ale będziemy startować w Istebnej. Do tej pory
            przejechaliśmy cztery maratony (2x Kraków, Krynica i Głuszyca), więc też
            początkujący jesteśmy. :)
            Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów.


            ovoc
            • lemuriza Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 10:00
              Ja równiez witam:).
              Oczywiście, że kojarzę Waszą grupę. Słyszałam nawet wywiad z kimś z
              Waszej grupy po Krakowie w RDN.Pamiętam Was też z trasy w Krakowie.
              Pan Konferansjer ( nie znam nazwiska) ubolewał nad tym, ze tak mało
              jest ludzi z Tarnowa w maratonach, no ale cóż... bądźmy szczerzy :
              po pierwsze mtb to nie jest łatwa dyscyplina, po drugie: nie każdy
              kto jeździ na rowerze ma odwagę się popróbować ( sama jeszcze do
              niedawna nie myślałam o tym, a jak zaczeły mi takie myśli świtać po
              głowie to mąż patrzył na mnie dziwnie:), ale jak widać przekonał
              się, ze damy sobie radę), po trzecie i chyba najważniejsze: niestety
              pieniążki.. wpisowe ( w nasszym przypadku razy dwa, benzyna), spore
              koszty, wielu osób po prostu na to nie stać.
              Do Istebnej się raczej nie wybieramy ( za wysokie progi , tak
              myślimy), ale do przyszłego roku chcemy się lepiej przygotować i
              wystartować w prawdziwych górach np. w Krynicy.
              Tak jak pisałam powyżej: górale mamy od niedawna, wcześniej
              jeździliśmy na rowerach crossowych, więc wciąż uczymy się techniki.
              Ten sezon jest włąsciwie pierwszym dla nas kiedy udało nam się
              zaliczyć kilka górskich trasek w Beskidach.
              Chociaż jak Waszej grupie zapewne wiadomo w okolicach Tarnowa nieźle
              można się też napedałować ( chociażby na Brzankę czarnym szlakiem od
              Lubaszowej - to nasze ostatnie odkrycie).
              Do zobaczenia w takim razie na trasie - mam charaktertstyczny kolor
              roweru zielony, wściekle zielony Kellys Magnus, a mąż ma Amuleta
              Fanatica ( prawie nie ma takich w Tranowie), więc myślę, że dość
              łatwo można nas rozpoznać.
              Pozdrawiam tarnowski team z MPEC:)
              • ovoc1 Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 10:33
                lemuriza napisała:

                > Ja równiez witam:).
                > Oczywiście, że kojarzę Waszą grupę. Słyszałam nawet wywiad z kimś z
                > Waszej grupy po Krakowie w RDN.Pamiętam Was też z trasy w Krakowie.
                > Pan Konferansjer ( nie znam nazwiska) ubolewał nad tym, ze tak mało
                > jest ludzi z Tarnowa w maratonach, no ale cóż... bądźmy szczerzy :
                > po pierwsze mtb to nie jest łatwa dyscyplina, po drugie: nie każdy
                > kto jeździ na rowerze ma odwagę się popróbować ( sama jeszcze do
                > niedawna nie myślałam o tym, a jak zaczeły mi takie myśli świtać po
                > głowie to mąż patrzył na mnie dziwnie:), ale jak widać przekonał
                > się, ze damy sobie radę), po trzecie i chyba najważniejsze: niestety
                > pieniążki.. wpisowe ( w nasszym przypadku razy dwa, benzyna), spore
                > koszty, wielu osób po prostu na to nie stać.
                > Do Istebnej się raczej nie wybieramy ( za wysokie progi , tak
                > myślimy), ale do przyszłego roku chcemy się lepiej przygotować i
                > wystartować w prawdziwych górach np. w Krynicy.
                > Tak jak pisałam powyżej: górale mamy od niedawna, wcześniej
                > jeździliśmy na rowerach crossowych, więc wciąż uczymy się techniki.
                > Ten sezon jest włąsciwie pierwszym dla nas kiedy udało nam się
                > zaliczyć kilka górskich trasek w Beskidach.
                > Chociaż jak Waszej grupie zapewne wiadomo w okolicach Tarnowa nieźle
                > można się też napedałować ( chociażby na Brzankę czarnym szlakiem od
                > Lubaszowej - to nasze ostatnie odkrycie).
                > Do zobaczenia w takim razie na trasie - mam charaktertstyczny kolor
                > roweru zielony, wściekle zielony Kellys Magnus, a mąż ma Amuleta
                > Fanatica ( prawie nie ma takich w Tranowie), więc myślę, że dość
                > łatwo można nas rozpoznać.
                > Pozdrawiam tarnowski team z MPEC:)

                Tak. Od Lubaszowej jest ciężko, ale czy próbowaliście podjeżdżać od
                Uniszowej(bliżej Ryglic), żołtym szlakiem rowerowym? Początek podjazdu jest
                asfaltem, a po prawej mija się STALBOMAT (sponsora Stalbomat Bike Team). Potem
                asfalt się kończy i mamy piękną, szeroką drogę, która pnie sie aż na sam szczyt,
                tuż koło bacówki na Brzance.
                To jest mój ulubiony "terenowy" podjazd w okolicy Tarnowa. Następny to podjazd
                na Jamną od Jastrzębiej spod ośrodka "Uroczysko Jamna". Na Jamną w obie strony
                można się wyrobić w 90km. Dużo asfaltu jest po drodze, ale można tak ułozyć
                trasę, że będzie sporo w terenie i to niełatwym.
                Jak wrażenia po Nowinach? :)
                Pozdrówka.
                • lemuriza Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 11:58
                  Jest ciezko od Lubaszowej, ale za to ma się wrażenie, że to jakiś
                  beskidzki szlak, przepiękny:).
                  Na Brzance bylismy kilkakrotnie. W ubieglym roku po raz pierwszy
                  jeszcze rowerami crossowymi, właśnie do Ryglic, ale z tego co
                  pamietam tam nie było jeszcze asfaltu. W tym roku jechalismy tez od
                  Liwocza całym pasmem ( żeby nie było niedomówień:), pod Liwocz
                  zawiozło nas auto). Co do Jamnej to bylismy już
                  kilkakrtonie.Właściwie to od Jamnej chyba zaczęło się nasze mtb, bo
                  chociaż jeszcze nie mielismy górali, to spodobalo mi się to
                  wspinanie pod górę i za tydzień pojechalismy na Brzankę:). Po raz
                  pierwszy jechalismy na Jamną od Kąsnej, potem czarnym szlakiem
                  rowerowym przez Wał, od Bobowej ( do Bobowej pociągiem), ale
                  najbardziej podobała mi sie trasa od Czchowa. Najpierw niebieskiem
                  rowerwoym do Zakliczyna, od Zakliczyna do Czchowa ( szutrówki, polne
                  drogi, trochę asfaltu), dojeżdża się do zapory i tam trzeba się
                  wspiąc na górę, ktora nazywa się Habalina. Przepiękna panorama,
                  udała nam się wtedy pogoda, cudny widok na Tatry, zjazd do Palesnicy
                  i na Jamną szutrowo-kamienistym podjazdem, powrót przez Gromnik,
                  wtedy wyszło nam ponad 100 km, więc duzo, ale warto było, piekna
                  trasa.
                  Polecam również szlak do Roznowa. Do Ciężkowic jechaliśmy pociągiem,
                  potem do Kąśnej już szlakiem niebieskim pieszym, przepiekna widokowo
                  trasa, trochę wspinaczki, jeden b.trudny ( jak dla mnie) zjazd już
                  przed samym Roznowem, ale moment kiedy nagle wyłania się jezioro
                  pośród wzgórz, niezapomniany. Powrót przez Czchów, a potem
                  niebieskim rowerowym wzdłuz Dunajca.
                  Polecam jesli nie byliście.
                  • lemuriza Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 12:07
                    trochę pogubiłam się w tych opisach tras na Jamną i wyszło jakby to
                    jeden szlak był:).
                    Więc tak wyglądają nasze trasy na Jamną:
                    1) od Kąśnej - trasa pierwsza
                    2) czarnym szlakiem rowerowym przez Wał - trasa druga
                    3) od Bobowej - trasa trzecia
                    4) od Czchowa przez Habalinę - trasa czwarta
                    Od Jastrzebiej nie byliśmy - trzeba bedzie spróbować.
                    Wrażenia po Nowinach? Mam dobre:). Oczywiście zajęte miejsce nie
                    satysfakcjonuję mnie w pełni, ale tak jak napisałam powyżej - na
                    chwilę obecną chyba nie stać mnie na więcej, bo po porstu dałam się
                    z siebie wszystko ...
                    Co do trasy - podjazdy nie były najgorsze ( myślę, ze wiele
                    cięższych już jechałam), zjazdy też ( poza jednym, który schodziłam)
                    nie takie starszne, w Krakowie mam wrażenie były gorsze. Największa
                    trudność to była nawierzchnia, momentami taka mulista, że miałam
                    wrażenie ze kręcę w miejscu.Momentami był piach!!! No i błoto...
                    Trasa ułozona fajnie, większosć w lesie.
                    Nie było tłoku na trasie, więc pod tym wzgledem jechało się dobrze,
                    nie trzeba było az tak uważac jak w Krakowie.
                    • ovoc1 Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 13:41
                      Wygląda na to, ze niezbyt dużo ludzi zdecydowało się na udział w maratonie w
                      Nowinach po tych ulewach, które miały ostatnio miejsce. Błoto było na trasie -
                      to pewne, ale ciekaw jestem porównania trudności tray pod względem jakości
                      nawierzchni, z tą w Krynicy i Głuszycy, choć w tej ostatniej było nawet miło do
                      momentu, kiedy rozpetała się burza. Ja załapałem się na "prysznic" na 1-2km
                      przed metą, ale z relacji innych wiem, że później było ciężko. W Głuszycy i w
                      Krynicy wzięło udział 600-700 osób i to bardzo mi się podobało. W Głuszycy były
                      długi odcinki, gdzie jechałem kompletne sam, bo ani przede mną ani za mna nikogo
                      nie widziałem - super :) Głuszyca to jak narazie mój najlepszy maraton, głównie
                      ze względu na rewelacyjną trasę - idealną do MTB.
                      Do zobaczenia na szlaku :) Często jeździmy w okolicy Tarnowa w teamowych
                      koszulkach, więc latwo nas zidentyfikujecie.
                      Pozdrawiam.
                      • lemuriza Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 14:05
                        nie wiem jak w Głuszycy, ale w Krynicy z pewnością było więcej błota
                        niż w Kielcach. Bylismy w ten dzień w Krynicy ( trochę jeźdzlilismy,
                        byliśmy na trasie maratonu). Byliśmy potem na mecie i widzieliśmy
                        jak wyglądają rowery i ludzie:). Nie ma porównania - tak jak
                        napisałam - jak na takie opady deszczu - błota było zadziwiająco
                        malo, a miałam relację na bieżąco z Kielc od znajomego i tam lało
                        calutki tydzień.
                        Dlatego dziwne były te odcinki paszczyste - co to za podłoże że
                        nawet po takich deszczach był piach?
                        • Gość: Slav4 Urwał łańcuch i się cieszy :o) IP: 217.70.56.* 09.09.07, 15:05
                          Mój powrót na hulajnodze:

                          tnij.org/aayj
                          tnij.org/aayj
            • lemuriza Re: Kielce na gorąco 10.09.07, 19:29
              a nam dziś w sklepie Bieniasz Bike udało się poznać kolejnych
              tarnowskich maratończyków:). Dla mnie szczególnie cenne było
              spotkanie z K. Maciaszek, bo to kobieta i w dodatku z mojej
              kategorii wiekowej:).
              Fajnie tak posłuchać, pogadać, podzielić się spostrzeżeniami.
      • ovoc1 Re: Kielce na gorąco 09.09.07, 17:06
        Gość portalu: Slav4 napisał(a):

        > Urwałeś łańcuch w Krakowie ? Urwałeś. To mnie to samo spotkało w
        > Kielcach i to dwukrotnie :o(
        > Za pierwszym razem skułem, za drugim już nie (złamał się "dzióbek" w
        > skuwaczu). W rezultacie przez ostatnie 12 km piesze zwiedzanie lasów
        > podkieleckich. Łańcuch w bezsilnej złości zostawiłem na ścieżce, co
        > było szeroko dyskutowane w ogonie: "patrzcie, ktoś miał nawet
        > zapasowy łańcuch :o)))
        > I cholera, najgorsza taka bezsilność - "tak dobrze żarło i zdechło".
        > Łańcuch uświniony jak nieboskie stworzenie (kilo błota), sworzeń co
        > nie chce wskoczyć, trzęsące się łapy, wyprzedzające mnie tabuny
        > ludzi i pot kapiący na okulary. I jeszcze gość co się napatoczył z
        > aparatem i "cykał" mnie z każdej strony. Podobno ktoś z orgów - będą
        > zdjęcia to wkleję :o)))
        > Nie życzę nikomu. Lepsze 10 kapci niż zabawy ze skuwaczem w błocie...
        >
        > A najlepsze jest to, że w piątek miałem jechać po spineczkę, ale mi
        > się qwa nie chciało bo deszcz padał. Iza zaraz napisze coś o trasie,
        > ja piszę o frustracji, bezsilności i złośliwości przedmiotów
        > martwych.
        > No ale kolejne doświadczenie. Było kupić spinkę sieroto...


        Witaj

        Heh... mam co prawda w napędzie łańcucuch ze sponką, skuwacz między narzędziami
        w torebce, nawet hak zapasowy mam, ale po tym co piszesz, dorzucę chyba jeszcze
        zapasową spinkę do zestawu... :)
        Ale jak wkręcę albo złamię przerzutkę, to już nic nie pomoże...
        Powodzenia!
      • Gość: kondor Re: Kielce na gorąco IP: *.interq.pl 10.09.07, 10:25
        ..."To mnie to samo spotkało w Kielcach"...
        Człowiek staje się bezsilny jak niemowle w pewnych
        sytuacjach.Zastanawia się wówczas z czyjej to winy ten
        pech.Największa złość jest wtedy gdy my sami dopomogliśmy temu
        pechowi.
        Ten łańcuch mimo wszystko trzeba było zabrać ze sobą i nad łóżkiem
        powiesić.

        ..."Najgorsza gleba była ta ostatnia, bo wpadłam na jakieś
        kamienie"...
        Maratony to nie tylko poznawanie nowych ludzi,to nie tylko fajne
        trasy,to nie tylko nagrody i pudło,to nie tylko pogoda słoneczna,to
        nie tylko miłe spędzenie czasu.
        To także deszcz,kryzys,zwątpienie,omdlenie,potłuczenie,złamanie i
        kalectwo.Nie należy o tym zapominać gdy nas mimo wszystko coś gna do
        przodu.
        • lemuriza Re: Kielce na gorąco 10.09.07, 10:52
          Tak Kondorze , ale sport jest zawsze ryzykiem, niemalże
          każdy.Ryzkujesz już wyjeżdżając z domu, bo nie wiesz czy na trasie
          nie trafisz na jakiegoś pijanego idiotę w swoim aucie.
          Sa oczywiście te bardziej urazowe i te mniej urazowe sporty.
          Bez ryzyka własciwie ani w sporcie ani w zyciu niewiele się osiągnie.
          Zaryzkowała w sobotę na mistrzostwach świata Maja Włoszczowska i
          niesttey musiała wycofac się z wyścigu.
          No ale tak to jest.
          Ja jednak nie jestem kamikaze i jak widzę, że moje umiejetności
          najprawdopodniej nie pozwolą na pokonaie zjezdu to schodze z roweru.
          Czasem jednak na pozornie łatwym zjeździe wystarczy jakis sliski
          korzeń albo kamień i.. bach... sami wiecie:)
          • Gość: kondor Re: Kielce na gorąco IP: *.interq.pl 11.09.07, 07:50
            Tak się składa że im człowiek starszy tym bardziej ostrożny.Napatrzyłem sie
            troszkę na ludzkie nieszczęście i nie chciałbym kiedyś być przykuty do łóżka
            (wózka).W lecie bardzo często jak dokręcam dużą pętlę widuję na wózku młodego
            faceta siedzącego na wózku i wpatrującego się w drogę.Wymieniamy zawsze między
            sobą uśmiechy i gesty ręką.Jesteśmy dla siebie rozpoznawalni.Nie chcę się
            zatrzymywać bo wiem że rozmowa dla niego mogła by być jakimś wspomnieniem z
            przed kalectwa.Może za rok dorośniemy i zamienimy parę zdań.
            Ten widok tego faceta siedzącego na wózku miga mi stale przed oczami gdy
            znajduję się w krytycznej sytuacji.To jest swego rodzaju hamulec który działa na
            odległość i mobilizacja aby jechać ostrożniej.
            Podpowiada mi stale. Zwolnij,nie przeholuj,uważaj nitka cienka,masz jeszcze coś
            do spełnienia.
            Życzę Ci abyś i Ty ten trzeci hamulec miała.
      • thony Re: Kielce na gorąco 13.09.07, 09:53
        Witam po urlopie. Iza, Slav, moje gratulacje. Kolejny start w tym
        sezonie, ostro zaczęliście, oboje na mecie mimo problemów, na prawdę
        jesteście giganci!
        Nie znam trasy kieleckiego maratonu, ale sądząc po mapce i Waszych
        opisach to nie było łatwo, tym bardziej wyrazy uznania dla Was.

        ps. Slav, skoro moje problemy z pewnym opóźnieniem atakują również
        Ciebie, to mogę Cię uspokoić, przez najbliższe 2 tygodnie powinno
        być zupełnie spokojnie, zero problemów - wiem bo prawie 2 tygodnie
        nie jeździłem na rowerze, w związku z czym nic mi się nie
        przydarzyło ;))))
        • lemuriza Re: Kielce na gorąco 13.09.07, 15:08
          witaj Thony:), jak urlop?
          Myślę, że na niejednym maratonie się jeszcze spotkamy:).
          Czy w Kielcach bylo ciężko? na dzisiaj mogę powiedzieć, że tak, ale
          w przyszłym sezonie jak pojadę na następny maraton np. do Krynicy,
          to pewnie powiem co innego:). Zauważyłam już taką prawidłowość,
          każdy kolejny maraton okazuje się cięższy od poprzedniego.
          Co poniektórzy straszyli mnie Kielcami, więc bałam się , nie ukrywam.
          Na pewno podłoże bylo gorsze o czym świadczą czasy i średnie ( już
          nie mówię o swoich:), ale widzę to i u tych najlepszych).
          No bo jesli chodzi o górki to nie bylo ich wiecej niż w Krakowie,
          chyba nawet mniej, tak wynika ze statystyki.
          No cóż.. powiem tak. Spodobalo nam się. To jakis kolejny etap
          naszego rowerowania, jakis kolejny stopień wtajemniczenia.
          Na przyszły rok planujemy wiecej startów jak tylko zdrowie i finanse
          pozwolą. Tak więc zamierzamy solidnie przepracować zimę.
          Mnie dodatkowo motywuje poznana ostatnio w sklepie M.Bieniasza , K.
          Maciaszek ( o cyzm pisłam powyżej). Jest też z Tarnowa, jest
          niewiele od mnie młodsza, jeździ naprawdę b. dobrze ( mnóstwo
          dobrych miejsc w kategorii, przejechała Komanćzę, przejechała Total
          Extreme maraton Kellysa), więc jest dla mnie wzorem i stanowi dobre
          źródło motywacji.
          Jak na razie Kielce przypłaciłam solidnym przeziebieniem, ale tak to
          jest jak się nie bierze butów na zmianę i trzy godziny po wyścigu
          siedzi się w w mokrych butach ( wpadłam dwa razy w kałuże po kostki).
          Tak więc drugi dzień spędzam w domu, zero roweru od soboty , jedyna
          korzyść z tego taka ze mogę obejrzeć Tour de Pologne.
          Pozdrawiam
      • mallard Sorry, ale w pierwszej chwili myślałem, 13.09.07, 20:59
        że chodzi o jakąś potrawę... :):):)
        • Gość: Slav4 Ręczne robótki w kieleckim błocie :o) IP: *.zicom.pl 13.09.07, 22:31
          www.mtbmarathon.com/galeria/200709_119.jpg
          Mówiłem że mnie obfotografowali...
          • mallard Z tego, co pamiętam, 18.09.07, 15:08
            niejaki Atlas, dźwigał Ziemię na swoich barkach.
            Ty zaś możesz powiedzieć, że masz Słońce "na głowie" ;)

            Pozdr.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka