wielokulturowosc

30.05.06, 19:59
Co najbardziej zdziwilo was w waszym nowym miejscu zamieszkania? Co
najbardziej uderzylo po wyjezdzie z ojczyzny? Co przejeliscie z nowego
sposobu na zycie, z innego myslenia??
Kalina
    • risando Re: wielokulturowosc 31.05.06, 08:24
      > Co najbardziej zdziwilo was w waszym nowym miejscu zamieszkania?

      ... czyli w Polsce:

      - kawa w szklankach
      - filmy w telewizji z lektorem
      - czas pracy w biurach wielu firm od 7-15 bez przerwy na obiad
      - parkowanie samochodow pod samymi drzwiami kosciola (blokujac ludziom przejscie)
      - istotnosc tytulow i pieczatek wszelkiego rodzaju oraz tzw. "czytelnego podpisu"
    • napolnoc Re: wielokulturowosc 31.05.06, 09:00
      ...czyli w Holandii:
      -wszedobylskie rowery
      -strome i waskie schody w domach
      -picie kawy o 21.00
      -deszcz,deszcz i deszcz
      -jezyk,jakby sie krztusili
      pozdr.
    • abelha Re: wielokulturowosc 31.05.06, 14:20
      - generalnie: dotyk. Brazylijczycy uwielbiaja sie obejmowac, poklepywac po
      plecach etc. Pocalowanie w policzek osoby, ktora dopiero co poznali to normalka.
      - brak oszczednosci wody, przy wszystkim: sprzataniu, myciu sie (np. prysznic
      trawa min. pol godziny).
      - niektorzy dala malym dzieciom kawe do picia i nie widza w tym niczego zlego
      - optymizm (ale z tego sa znani na calym swiecie)
      • moni-bel Re: wielokulturowosc 31.05.06, 22:10
        W Belgii
        -jedzenie frytek z majonezem
        -picie litrami kawy,baaardzo slabej(aby podczuc,ze pije kawe nie moge dac ani
        cukru, ani mleka)
        -jedzenie malz na kilogramy
        A z niekulinarnych
        -niewlaczanie ogrzewania w sypilalniach, nawet przy mrozie
        -zamykanie slepow na poludniowa przerwe
        -duza ilosc wolnych dni z okazji swiat koscielnych mimoze nikt do kosciola nie
        chodzi
        - brak czapek, szalikow itp nawet u malutkich dzieci w srodku zimy
        To narazie tylewink)
        moni-be
    • baania Re: wielokulturowosc 31.05.06, 23:09
      We Francji:
      - calowanie sie na przywitanie z osobami, ktore mi ktos przedstawia (czasem az
      4 razy!!!);
      - koniecznosc powiedzenia "dzien dobry" kazdej osobie po kolei kazdego ranka w
      pracy (nie wystarczy powiedziec ogolnego "dzien dobry" do wszystkich przy
      wejsciu do pokoju);
      - wolny dzien od szkoly w srody, kiedy rodzice pracuja, a za to szkola w soboty
      rano, kiedy rodzice sa w domu;
      - zwracanie sie do kogos "Pani YYY (nazwisko)" uwazane za grzeczne natomiast
      uwazane za niegrzeczne zwracanie sie do kogos "Pani XXX" (imie)";
      - powszechna niechec do wszystkiego, co kojarzy sie z krajami anglosaskimi;
      - wycieranie talerza chlebem po skonczeniu dania;
      - bicie po twarzy dzieci (spotykane w miejscach publicznych jeszcze pare lat
      temu, dzis rzadkie, choc widzialam tydzien temu);
      - ponizajace uwagi robione przez nauczycieli wobec uczniow;
      - ilosc dolumentow, jakie trzeba dostarczyc administracji, aby cokolwiek
      zalatwic;
      - koniecznosc klocenia sie o swoje, by cos zalatwic, tylko krzyk wzbudza
      szacunek.




      • gaadzina Re: wielokulturowosc 23.07.06, 22:58
        baania, twoj ostatni punkt troche mnie zaskoczyl, no ale podejrzewam ze Ty
        pewnie mieszkasz w duzym miescie, gdzie generalnie wszystkim udziela sie jakies
        szalenstwo, pospiech, brak kurtuazji... Ja mieszkam w malym i wlasnie nadziwic
        sie nie moge, ze tak jakos milo i prosto przychodzilo zalatwianie wszelkich
        spraw urzedowych... to znaczy gory dokumentow dostarczalam za kadym razem (oni
        do wszystkiego chca odpis aktu urodzenia, moj tata setki razy wydobywal mi go w
        polskim USC), ale obylo sie bez krzyku, czesto urzednik szedl nam na reke w
        jakichs pilnych sprawach... moze w malych miasteczkach urzednicy sie nudza po
        prostu ? wink a tak na powaznie to wszyscy sie znaja, chyba panuje wieksze
        zaufanie wzajemne... chyba...

        a oto krotka, hi hi, lista tego, co zaskoczylo mnie najbardziej we Francji:
        - niemal wszyscy ludzie mijajacy sie na ulicy w mojej dzielnicy mowia sobie
        dzien dobry, nawet male dzieci, nawet mlodziez (rowniez wchodzac do kazdego
        sklepu wypada powiedziec dzien dobry, a wychodzac do widzenia - kiedy z
        przyzwyczajenia robimy to w Polsce, zbieramy uwazne, zaskoczone spojrzenia)
        - kierowcy przepuszczaja pieszych (wystarczy ze pieszy stanie przy ulicy i
        chwilke poczeka, na pewno ktos sie zatrzyma)
        - kierowcy przepuszczaja kierowcow !!! wlaczajacych sie do ruchu np.
        - sklepy zamyka sie w porze obiadu
        - geste zielone (czasami betonowe niestety) mury otaczajace domy
        - generalnie ogromna ochrona wlasnej prywatnosci (np. wyrazny podzial domu na
        czesc "publiczna" i "prywatna" albo nawet podwojne drzwi wejsciowe, zeby zaden
        domokrazca nie mogl zajrzec do wnetrza domu)
        - koniecznosc poprzedzania wizyt telefonami
        - Pasterka o 22.00
        - zamawianie ciasta bozonarodzeniowego u cukiernika
        - w ogole kupowanie badz przygotowywanie ciast na okreslona liczne osob (nic nie
        zostaje na potem)
        - jedzenie deseru zaraz po obiedzie i natychmiastowe sprzatanie ze stolu
        - hustawki, zjezdzalnie i baseny w kazdym ogrodzie i puste badz nieistniejace
        publiczne place zabaw
        - placenie karta nawet bardzo malych kwot
        - istnienie niemal wszelkich wymarzonych tytulow w wydaniu kieszonkowym
        - mozliwosc sprowadzenia kazdej ksiazki (w Polsce w miescie 200-stu tysiecznym
        sie nie da, a tu w moim 10-cio tysiecznym miasteczku jest jedna ksiegarnia i
        mozna wszystko)
        - wszechobecnosc strajkow, uprzykrzajacych egzystencje normalnym ludziom
        (blokowanie sal uczelnianych, drog, autostrad)

        na zakonczenie bardzo wazny komentarz:
        znakomita czesc tych "dziwactw" (szczegolnie w zyciu codzinnym) "zadziwiala"
        mnie tylko na poczatku a zaraz potem stala sie dla mnie norma.

        Gadzina





    • gaadzina Re: wielokulturowosc 23.07.06, 23:03
      kalina, a co Ciebie zaskoczylo najbardziej?
      Wyglada na to ze sie nad tym zastanawiasz... napisz....
      • annamaria0 Re: wielokulturowosc 24.07.06, 14:20
        W Anglii "wyspiarski syndrom" czyli:
        -patologiczne wrecz umilowanie do trawnikow (ponoc ten sam syndrom wystepuje w Japonii)
        -ceremonialy herbaciane (znow podobnie jak w Japonii)
        -osobne kurki, sznurek, ktorym zapala sie swiatlo zamiast kontaktu w lazience, wykladzina wszedzie,
        takze w lazience - najbardziej nielubiane przeze mnie objawy syndromu
        -sandalki zima, sine gole kolana dzieci w styczniu czyli slynny angielski "zimny chow"
        -powszechne do dzisiaj przekonanie, ze wszystko na wschod od Laby, czy razej od dawnej granicy RFN
        jest wciaz "gray, dreary and dowdy" (to cytat z rozmowy z Anglikiem z zeszlego tygodnia (!), tak jakby
        Muru nigdy nie obalono, a obrazki z TV z lat 80. (Solidarnosc, czolgi na ulicach, puste polki) byly tak
        gleboko zakorzenione, ze dopiero zobaczenie na wlasne oczy dzisiejszej W-wy czy Krakowa moga te
        stereotypy w koncu obalic
        -wiaze sie z punktem wyzej - kompletna niewiedza nt calej Europy Wschodniej i to, ze osoba z
        doktoratem mogla nie wiedziec, co jest stolica Norwegii czy gdzie lezy Slowenia (autentyczne
        przypadki) -to mnie zaskoczylo 11 lat temu, kiedy jeszcze bylam studentka i pierwszy raz
        przyjechalam do Londynu; teraz, kiedy tu mieszkam na stale, juz mnie to nie dziwi
        -to, ze parkiet czy plytki ceramiczne sa duzo rzadsze niz linoleum czy wykladzina - jak na 4
        najbogatszy kraj na swiecie, urzadzenie wnetrz nie jest wysokiej jakosci, co wynika z tego, ze ceny
        nieruchomosci sa jedne z najwyzszych na swiecie i nic juz nie zostaje na wystroj
        • annamaria0 Re: wielokulturowosc 24.07.06, 14:27
          Mialo byc "grey".
          A z pozytywnych zaskoczen - bujna zielen, wiele gatunkow roslin nieobecnych w Pl, ilosc starych drzew i
          parkow, zadbane ogrodki. Nienaruszone przez wandali lawki, ktore ludzie funduja miastu, z napisami, np
          "Ku pamieci kochanej mamy".
    • kayah73 Re: wielokulturowosc 24.07.06, 18:55
      Najpierw byly same pozytywy:
      - wszyscy usmiechnieci, zrelaksowani, grzeczni, sympatyczni, gotowi do rozmowy
      - czystosc, porzadek
      - punktualnosc - autobusy trzymajace sie grafiku, seanse rozpoczynajace sie na
      czas
      - dobra organizacja z wszelkimi detalami
      - b. niska przestepczosc, przynajmniej tu gdzie mieszkam - nie trzeba zamykac
      samochodu, czesto nie zamykam domu
      - spora klasa srednia, czyli nie tak ogromna jak w Polsce przepasc i podzial na
      biednych i bogatych
      - zielono, wszedzie zielono, czyste jeziora, parki, itd.

      Potem przyszly negatywy:
      - usmiech na kazdej twarzy jest bardzo powierzchowny i bardzo trudno wykrzesac
      z ludzi cos glebszego, nawiazac blizsza znajomosc
      - cala ta super organizacja i porzadek sa mocno upierdliwe - na wszystko jest
      tysiac regul, z reguly absurdalnych
      - generalnie przywiazywanie wiekszej wagi do spraw powierzchownych niz do
      meritum sprawy
      - ogolna histeria na punkcie czystosci i bezpieczenstwa

      Teraz...
      Dalej lubie niska przestepczosc, wszystko zielone, powierzchowne usmiechy na
      twarzy (jednak latwiej sie tak zyje), latwy dostep do roznych rzeczy (sporty,
      rozne hobby)... Przyznaje, ze na to czego nie lubie przymykam oczy,
      przwyczailam sie, albo unikam. wink

      Mieszkam w Kanadzie.
    • greeneyes27 Re: wielokulturowosc 30.07.06, 06:00
      W USA:
      -uprzejmosc i usmiech, ludzie pozdrawiajacy sie nawzajem na spacerze,
      -zagadywanie o dziecko lub o ciaze w sklepach,
      -bardzo duzo kobiet w szortach, matki odwozace rano dzieci do szkoly w strojach
      sportowych albo w pizamach (!),
      -kierowcy wpuszczajacy innych kierowcow do ruchu, np. przy wyjezdzaniu ze
      stacji benzynowej,
      -pakowanie zakupow w sklepach spozywczych (przy kasie sa zatrudnieni ludzie
      tylko do pakowania),
      -napiwki od wszystkiego (np. u kosmetyczki albo u fryzjera osobny napiwek dla
      osoby, ktora tylko myje wlosy)
      -nikt nie piecze domowych ciast (prawie nigdy)
      -uzywanie papierowych talerzy
      -czesto, gdy mowie, ze jestem z Polski, slysze: “is it very cold there?” i za
      kazdym razem zaskakuje mnie to pytanie ;0
      -CD i DVD w bibliotece publicznej.

      Fakt, te usmiechy sa powierzchowne ale gdy jestem w Polsce bardzo mi ich
      brakuje.

    • greeneyes27 Jeszcze 30.07.06, 06:25
      Jesli chodzi o budownictwo to przypomnialo mi sie:
      - osobne lazienki przy sypialni panstwa domu, do ktorej wchodzi sie
      bezposrednio z pokoju,
      - garderoby przy pokojach, nie trzeba miec szaf,
      - w nowszych domach czasami przy kazdej sypialni jest lazienka, np. moja
      szwagierka ma 4 sypialnie z 4 lazienkami,
      - prywatna winda w domu (znowu u zamoznej szwagierki smile
      - dla gosci wypada miec sypialnie, nie wypada klasc gosci spac np. na sofie w
      salonie.
      • annamaria0 Re: Jeszcze 30.07.06, 13:10
        greeneyes27 napisała:

        > Jesli chodzi o budownictwo to przypomnialo mi sie:
        > - osobne lazienki przy sypialni panstwa domu, do ktorej wchodzi sie
        > bezposrednio z pokoju,
        Tu rowniez lazienka "en suite" jest czesto spotykanasmile
        Jeszcze jesli chodzi o Anglie: zaslyszana czy tez przeczytana gdzies opinia, ze Anglicy lepiej czy raczej
        czulej traktuja swoje koty i psy niz dzieci, potwierdzila sie. Przyklad: w hrabstwie Devon, gdzie mieszka
        moje szwagrostwo, schronisko dla starych oslow otrzymuje wiecej datkow i jest w konsekwencji jedna
        z najbogatszych "charities", duzo zamozniejsza niz jakakolwiek lokalna fundacja pomagajaca dzieciom.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja